Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Rozwód i mieszkanie czy ....

Paloma - 2009-07-01, 14:29
Temat postu: Rozwód i mieszkanie czy ....
Dziś rozmawiałam w pracy na temat możliwości otrzymania mieszkania tzw zakładowego i tak właśnie usłyszałam :"Gdyby miała Pani rozwód i była matką samotnie wychowującą, szansa byłaby, a tak ..." i tu nastąpił ciąg różnych argumentów m.in. "jest Pani w związku małżeńskim, macie jedno dziecko lat 12, więc ... może chcecie to mieszkanie dla córki, bo za 6 lat będzie dorosła", "jak nie ma na papierze rozwodu, to kto w to uwierzy, że nie jesteście razem, może to zwykła ściema, a komisja składa się z przedstawicieli różnych zakładów, my Pani uwierzymy, ale inni..." itp.

I co ???

Mieszkam na wynajętym mieszkaniu z córką (wcześniej mieszkał tu z nami mąż),
mąż z kochanką i dwójką ich dzieci u kochanki.
Odkąd mąż ograniczył fundusze do 500 zł (mąż nazywa to alimentami na córkę), po opłatach na życie zostaje nam 150 zł na osobę na utrzymanie (wyżywienie, środki czystości, ubrania itp.); tak, że ostatnio nawet opłat wszystkich nie robię...
Wszyscy wokół mówią mi, że więcej alimentów nie dostanę, bo dwie strony ojciec i matka muszą wnosić w utrzymanie dziecka takie same kwoty ... więc praktycznie ja powinnam wykładać też 500 zł na córkę; ale ja całą swoją wypłatę przeznaczam na opłaty i jeszcze część z alimentów córki... :( i nie jestem w stanie płacić też 500 zł.
Czy jeśli mnie nie stać na taką kwotę to i mąż może powiedzieć, że będzie płacił mniej?
A jeśli byłabym np. bezrobotna bez prawa do zasiłku, to mąż mógłby nic nie płacić lub tylko ustawowe alimenty?
Kiedy napisałam do męża, że to co płaci nie starcza nam na utrzymanie, odpowiedział, że jeśli nie stać mnie utrzymać dziecka, to on weźmie córkę do siebie...
Mąż ograniczył fundusze, kiedy urodziło mu się drugie dziecko z kochanką...
Wcześniej mąż przekazywał nam 1,5 tys. i te pieniądze "szły" na opłaty, a moja wypłata ok. 1,2 tys. na utrzymanie. Teraz mąż płaci o 1 tys. mniej.
Dodatkowa praca moja w grę raczej nie wchodzi, bo ... chcę mieć czas dla córki (aktualnie wracam z pracy ok.16-17), zdrowie mam kiepskie (praca fizyczna odpada, nawet dorywcza, codziennie po pracy muszę leżeć 1-2 godz.-kręgosłup), jestem pracownikiem biurowym, a ofert dorywczej pracy dla takich osób jest niewiele. Kiedy mieszkaliśmy razem, to mąż głównie zarabiał na rodzinę, ja podjęłam pracę w firmie państwowej i zajmowałam się domem, "obstawiałam" wszystkie choroby córki tzn zawsze ja chodziłam na zwolnienia lekarskie jak córka była chora; 3,5 roku byłam na urlopie wychowawczym.... a teraz mam za swoje, mogłam robić karierę jak mąż... ale wtedy ten wybór wydawał mi się normalny - wychowywanie córki w domu a nie żłobek, jeśli można sobie na to pozwolić...

I taki mam teraz dylemat: rozwód i mieszkanie czy ...
...małżeństwo (?, samotne bez męża realnie i namacalnie) i brak mieszkania (może dom samotnej matki?).

Mieszkania nie mogę kupić, bo nie mam ani funduszy ani zdolności kredytowej...
I kółko się zamyka. Mąż sobie żyje spokojnie z kochanką, a ja walczę o przetrwanie.
Czy wg Was jest szansa na wyższe alimenty od męża? I na ile mogę liczyć maksymalnie?
Czy takie czynniki jak wybitne wyniki w nauce córki, to, że córka chce rozwijać swoje zdolności np.uczestniczyć w kursach językowych, pobierać lekcje tańca i muzyki itp., na które obecnie nie może sobie pozwolić; mogą decydować o wysokości alimentów?
Zaznaczam, że to co obecnie płaci mąż, to są dobrowolnie płacone przez niego pieniądze (nie ustalone przez sąd). które mąż nazywa alimentami.
Dostęp do netu mam ograniczony, więc nie mogę na bieżąco odpowiadać lub ustosunkować się do postów (z góry za to przepraszam).
Proszę o jakieś konkretne rady, wskazówki tu na forum lub na priva.

[ Dodano: 2009-07-01, 15:39 ]
Dla tych, którzy nie znają mojej historii, dodam, że :
jestem mężatką od prawie 17 lat, mam 12 letnią córkę
mąż od września`2008 mieszka z kochanką i ich dwójką dzieci
Podwójne życie mojego męża ujrzało światło dzienne właśnie we wrześniu ub.r., wtedy to dowiedziałam się, że mój mąż kilka lat żył w dwóch związkach - ma kochankę i dzieci z nią.
Mąż wyprowadził się sam.
Reszta w moich postach.

Nirwanna - 2009-07-01, 14:45

Palomo, możesz starać się o separację prawną. W kwestii mieszkania zakładowego powinno by to załatwić sprawę tak, jakbyś miała rozwód. Występując o separację można wystąpić też o alimenty. Ale tu już nie wiem, jak praktyka pokazuje, czy dostaniesz więcej, czy mniej... Trudno orzec.
Paloma - 2009-07-01, 15:10

"jedno" mnie martwi, a mianowicie zapis:
"Art. 612. § 1. Jeżeli jeden z małżonków żąda orzeczenia separacji, a drugi orzeczenia rozwodu i żądanie to jest uzasadnione, sąd orzeka rozwód."
A na 100% wiem, że mąż zażąda wtedy rozwodu i jego żądanie będzie uzasadnione : dwójka dzieci z kochanką - jedno dziecko 2 lata , drugie 3 miesiące.
A ja co ? Jedno dziecko z mężem - córka lat 12.
Po pierwsze 2:1 dla kochanki jeśli chodzi o liczbę dzieci
Po drugie kolejny punkt lub dwa dla kochanki, bo jej dzieci młodsze i ... bardziej (???) potrzebują ojca.
No logikę czysto ludzką sąd udzieli mu rozwodu a mój sprzeciw będę mogła sobie wsadzić ...lub powiesić na ścianie.
Dlatego nie chcę tego robić.
To już może lepiej rozwód z orzeczeniem winy męża :(((

Czuję się jak przed plutonem egzekucyjnym.
Cała sytuacja mnie przerosła.
Każda droga wydaje się zła.
Boże! Postaw na mojej drodze realnych ludzi, którzy mnie podniosą.

EL. - 2009-07-01, 15:15

Palomo, jesteś osobą wierzacą...tak sie deklarujesz a ja czuję, że to nie tylko deklaracja...czuję, że Twoje słowa są świadome i prawdziwe. Moim zdaniem idź do takiego księdza- specjalisty od chorych związków ....a może do swojeg księdza, z Twojej parafii i w czasie sakramrntu pokuty pytaj i proś o radę i o prowadzenie. Pozdrawiam !! EL.
Monika36 - 2009-07-01, 15:41

Palomcia już Ci to kiedyś tłumaczyłam. Nie otrzymasz wyższych alimentów. To teraz twoje życie i twój obowiązek utrzymać siebie i córcię.
Moja znajoma na dwójkę otrzymała 600 zł. Sama utrzymuje mieszkanie.
Masz dylemat religijny - nie chcesz rozwodu. Bo i on Ci niewiele da jeśli to będzie rozwód bez orzekania o winie. To samo daje separacja w sądzie tak jak Nirwana pisze zgodnie z wiara katolicką.
Nie katolicy- biorą rozwód , udowadniają winę , ( a szybko byś udowodniła ) i mają wtedy inne przywileje. No niestety w świetle prawa taka jest prawda. Wtedy mąż ma do końca twojego życia, zapewnić ci utrzymanie na wypadek twojej choroby i niemożliwości utrzymania siebie i dziecka.
Patrzysz na problem od strony finansowej.
Przemyśl to , po co ci ten rozwód. :?:
Owszem samotna matka ma dodatkowe przywileje, ale to daje ci separacja.

nałóg - 2009-07-01, 16:17

Palomo............ masz dylematy...........wystąpic z pozwem o rozwód???a może o seprację?
Zdać sie w dalszym ciągu na kaprys pana męża........... czy może jednak zagwarantować sobie prawnie stałe alimenty..............

Palomo............ wyrazem szacunku dla siebie jest -wg mnie- szcunek dla siebie ,ale i zadbanie o siebie.
Mąż obiecał Ci 1500 zł miesięcznie.........daje 500 ............. a jak zmniejszy do 250???? to co wtedy?
Zadaję te pytania w celu uświadomienia Ci ,że masz prawo,masz nawet obowiązek zadbać o stronę materialno-bytową dla siebie i córki.

I nie ważne czy Ty wystąpisz o separcję a mąż ewentualnie o rozwód........... masz obowiązek wystąpić o alimenty........... nawet na siebie,bo Twoja strona materialna w wyniku porzucenia przez meża bardzo się zmieniła na gorsze.

Twój lęk przed tym co może zrobić mąż jest podszeptem "kusego",zniewoleniem emocjonalnym.

Piszesz:"Każda droga wydaje się zła"
Palomo,każda,nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku(jako dziecko zrobiłaś tez kiedyś ten pierwszy krok)................. zrób i teraz..
...........................nie lekaj się............................
I nie martw sie co może sie stać ze strony męża.Nawet jak wystąpi o rozwód,nawet gdyby został,orzeczony rozwód przy Twoim sprzeciwie ,to Ty masz obowiązek zapenienia sobie i córce alimentów.

Palomo....alimenty są konsekwencją póścia meza do kochanki i zieleńszej trawki.
Rozdzielność majątkowa(ochrona przed ewentualnymi długami męża), alimenty............. sądzę że nie tylko ja Ci to sugeruję.......

wabona - 2009-07-01, 16:31

Palomo - a czemu nie masz przyznanych alimentów na siebie? Moja koleżanka jest w podobnej sytuacji, tzn. mąż opuścił, ale nie maja rozwodu. Przy rozprawie o alimenty zażądała równiez alimentów na siebie. Otrzymała spora sumę, choc mąż jej nie zarabia jakichs tam niebotycznych sum.

[ Dodano: 2009-07-01, 17:35 ]
Dopiero zauwazyłam, co napisał Nałóg - więc Ty nie wystąpiłaś o alimenty? No to rzeczywiście - czekaj, aż Ci mąż w ogóle przestanie dawac jakiekolwiek pieniadze.

Z tego, co piszesz o mieszkaniu zakładowym wynika, że to Ty dążysz do rozwodu. No tak - bedziesz miała rozwód - dostaniesz mieszkanie:((( A może lepiej wystąp o alimenty - bedziesz wtedy miała na mieszkanie. Czy to nie jest logiczne?

chris - 2009-07-01, 17:14

palomo, ale jest też zapis, pewnie nie dokładnie go przytoczę, ale " jeśli w skutek rozwodu ma się pogorszyć sytuacja materialna strony niewinnej rozpadowi, lub strona niewinna powie nie rozwodowi, sąd może nie orzec rozwodu.
tak że jak ktoś mi kiedyś napisał, chyba nałóg " nie myśl co będzie jutro, czy po jutrze, bo tego niewiesz"
i jeszcze jedno "człowiek myśli, Pan Bóg kreśli"
trzymaj się
nałóg i wanboma dobrze mówią: wystąp o zabezpieczenie alimentacyjne, to nie równoznaczne z rozwodem
Jeśli nie chcesz ani separacji, ani rozwodu, możesz wystąpić o w/w zabezpieczenie alimentacyjne.

Maria Anna - 2009-07-01, 18:50

Jak Paloma wystąpi o alimenty na siebie- dalej nie będzie miała na inne mieszkanie. Co ja nie sugeruję, aby tego nie robiła, tylko, ze to połowicznie "załatwi" problem. Bo co wynajmowane u ludzi to nie swoje:(

Nasuwa mi się pytanie:

Ile mąz zarabia?

Ja u Ciebie widzę dwa wyjścia: podac go o wyższe alimenty, jesli będzie można i mimo wszystko rozglądnąc się za dodatkową pracą.

I wiem, ze to drugie do łatwych należeć nie będzie - ale moze po jakimś czasie, całkiem nawet przypadkowo - coś wpadnie.

artuana - 2009-07-01, 19:23

Paloma
musisz przeczytac sobie regulamin przyznawania mieszkań zakładowych, jaki obowiązuje w Twoim zakładzie pracy. Byc może jest tam zapis, że separacja jest tam traktowana tak samo jak rozwód i też byłabyś uznawana za matkę samotnie wychowującą dziecko. Wówczas mogłabyś wystąpic do sądu o separację i od razu o alimenty.
Pozbyłabyś się wówczas dylematu czy występowac o rozwód - bo nie byłoby takiej potrzeby.
Wysokośc alimentów od męża zależy od jego zarobków. Tak, że jedna osoba może dostac 600 zł na dwoje dzieci, a inna (jeśli mąż dobrze zarabia) może dostac i 2000 zł
na jedno dziecko.
To prawda, że i matka i ojciec powinny wnosic równe kwoty na dziecko, ale trzeba pamiętac, że na Twój wkład liczy się nie tylko faktyczna kwota wyrażona w złotówkach jaką Ty przeznaczasz na zakup wyżywienia, ubrania, lekarstw dla dziecka, ale i TWOJA OSOBISTA PRACA przy dziecku (opieka, przygotowywanie posiłków, zaprowadzanie do szkoły, itp).
Oczywiście żądajac określonej kwoty alimentów powinnaś wskazac, że dziecko uczęszcza na różne zajęcia dodatkowe, ktore też kosztują.

Jeśli jeszcze chodzi o ten nieszczęsny rozwód cywilny, to przecież on nie ma żadnego wpływu na trwanie małżeństwa sakramentalnego. Jeśli Ty wystąpisz o separację, a mąż o rozwód i Sąd orzeknie rozwód, to będzie to tylko uregulowanie cywilne Waszego statusu. Małżeństwem przed Bogiem będziecie nadal ( chyba, żeby Sąd biskupi stwierdził nieważnośc Waszego małżeństwa).

czerwona - 2009-07-01, 19:47

To prawda , że obydwoje rodzice mają obowiązek łożenia na utrzymanie dziecka ale jeśli tylko matka sprawuje codzienną opieką nad dzieckiem to ona w ten sposób spełnia swój obowiązek alimentowania dziecka i wtedy jej wkład finansowy to np 1/4 kosztów utrzymania dziecka.
Alimenty zależą od kosztów utrzymania dziecka i zarobków a raczej możłiwości zarobkowych jakie ma Twój maż . Jeśli zarabia np.10 tys zł. miesięcznie albo ma znaczny majątek może płacić alimenty po 2000 zł. jeśłi zarabia 2000 to te alimenty będą niższe.
Ty , będąc prawowitą żoną możesz zlożyć do Sądu pozew o alimenty zarówno na córkę jak i na siebie. Jesteś żoną a mąż ma obowiązek przyczyniac się do utrzymania swojej rodziny. Formalnie tylko Ty i Twoja córka jesteście jego rodziną, To , że ma drugą "nielegalną" to tylko jego problem , w tym finansowy.Sytuacja zmienia się po rozwodzie - w skrócie pisząc na byłą żonę płaci się alimenty wtedy kiedy rozwód jest z wyłącznej winy męża albo kiedy wina jest obopólna lub rozwód orzekany jest bez winy ale była żona pozostaje bez środków utzymania z powodu np. przewlekłej choroby.
Trudno wyrokować czy 500 zł. to dużo lub mało na córkę nie znając męża możliwości zarobkowych i kosztów utrzymania Twojej córki. Napewno Twój obowiązek finansowy wobec córki jest niższy niż męża bo Ty się nią opiekujesz na codzień.

Paloma - 2009-07-02, 06:49

czerwona napisał/a:
obydwoje rodzice mają obowiązek łożenia na utrzymanie dziecka ale jeśli tylko matka sprawuje codzienną opieką nad dzieckiem to ona w ten sposób spełnia swój obowiązek alimentowania dziecka i wtedy jej wkład finansowy to np 1/4 kosztów utrzymania dziecka.
Napewno Twój obowiązek finansowy wobec córki jest niższy niż męża bo Ty się nią opiekujesz na codzień.

nałóg napisał/a:
I nie ważne czy Ty wystąpisz o separcję a mąż ewentualnie o rozwód........... masz obowiązek wystąpić o alimenty........... nawet na siebie,bo Twoja strona materialna w wyniku porzucenia przez meża bardzo się zmieniła na gorsze.

Czerwona, a gdzie jest taki zapis, że matka i ojciec tak się dzielą kosztami utrzymania dziecka? Czy sądy tak właśnie traktują matkę, która zajmuje się dzieckiem na co dzień, że jej wkład to 1/4 a ojca 3/4. Mnie wydaje się to logiczne, ale czy tak jest naprawdę?
Nałóg, czy na pewno ja mogę na siebie zażądać alimentów nie mając ani separacji ani rozwodu? Moja sytuacja rzeczywiście bardzo się pogorszyła od czasu odejścia męża. Ale pewna pani kurator rodzinna (z Caritas) powiedziała mi, że na siebie nie mogę żądać alimentów, bo nie mam rozwodu ani separacji. To jak to w końcu jest?
A czy nie jest też tak, że ta "druga kobieta" mojego męża powinna również wkładać jakąś cześć pieniędzy w utrzymanie ich dzieci?
Podejrzewam też, że ta kobieta korzysta z przywilejów matki samotnie wychowującej dzieci, bo mój mąż jest nadal zameldowany tu gdzie ja i córka, więc ona może pobierać różne zasiłki itp. a w rzeczywistości mieszka z moim mężem i tworzy z nim konkubinat.

wanboma napisał/a:
Moja koleżanka jest w podobnej sytuacji, tzn. mąż opuścił, ale nie maja rozwodu. Przy rozprawie o alimenty zażądała równiez alimentów na siebie. Otrzymała spora sumę, choc mąż jej nie zarabia jakichs tam niebotycznych sum.

Wystąpiła o alimenty dla siebie w czasie rozprawy w sądzie? Czy tak można?
Czy nie jest potrzebny oddzielny pozew?

Monika36 napisał/a:
Nie katolicy- biorą rozwód , udowadniają winę , ( a szybko byś udowodniła ) i mają wtedy inne przywileje.

Co do rozwodu się zgadzam tzn ludzie wierzący chrześcijanie nie biorą rozwodu.
Ale co do winy, nie wiem co myśleć. Dlaczego nie udowadniać winy męża?
A jeśli on będzie chciał mi udowodnić winę? Tak jak to jest teraz u Alibei.
To co mam siedzieć i milczeć? Tu nie chodzi tylko o mnie ale i o moją córkę. Ona ma prawo do normalnego życia. Mąż z jednej strony przekazuje na córkę niewiele pieniędzy, ale np. stać go na to, aby zabrać ją na kilka dni do Berlina.

Nirwanna - 2009-07-02, 07:34

Paloma, separacja tez może być orzeczona z czyjejś wyłącznej winy, i ma to wpływ na obowiązek alimentacyjny. POczytaj np.: TU i TU

I - nie lękaj się :-) Jak pisze nałóg - nie zajmuj się tym co zrobi mąż, że coś tam może zrobi na 100%... Tego nie wiemy. Ty rób TERAZ tak, aby Tobie i córce zapewnić teraz godziwy byt, i być w zgodzie z własnym sumieniem. A potem.. nie wiesz jak będzie, ale Pan Jezus poprowadzi tak, aby było dobrze. Zaufaj Mu :-)

Paloma - 2009-07-02, 07:54

Nirwana napisał/a:
I - nie lękaj się. Zaufaj Mu

Taaaak... to powinnam powtarzać, 1440 razy dziennie czyli co minutę.
Dzięki za
Nirwana napisał/a:
TU i TU

Nie wiem tylko ciągle skąd ten lęk i strach?
No cóż wiem, że psychicznie jestem dużo słabsza od męża.
To tak jakby stanął Dawid i Goliat, a ich wielkość fizyczna przekładałby się też na siłę psychiczną, ale dodatkowo ja nie nie mam tej mądrości co Dawid:(

Monika36 - 2009-07-02, 08:06

Palomcia bez separacji nie możesz wystąpić o alimenty na siebie, bo dalej jesteście we wspólnocie małżeńskiej.
Aby otrzymać wysokie alimenty na córcię , to mąż musiałby naprawdę dużo zarabiać i to oficjalnie na umowę o pracę. Ja podałam przykład , gdy mąż miał przychody netto - 2000,00 zł i ta żona też około tego . Bo oni biorą pod uwagę też zarobki mamy wychowującej dzieci.
Alimenty na ciebie będą tylko po rozdzielności majątkowej , separacji i jeszcze musisz być niestety niezdolna do pracy ( koleżanka Wanbomy pewnie miała takie orzeczenie lekarskie i nie pracowała ). A samym pogorszeniem twojej sytuacji materialnej niestety nikt się nie przejmuje .
Nie wiem , ja bym jeszcze pomyślała o tej nawet separacji, czy zakładać sprawę.. Bo teraz to każdy przychód męża oficjalnie należy się tobie i córce w razie podziału majątku, a kochanka nic z tego nie ma.
Gdy nie ma długów tylko dobrze zarabia, to nawet niezły układ dla ciebie.
Teraz to ona owszem jest samotną matką i może brać nawet alimenty na tą dwójkę dzieci ( od państwa , nie od męża twojego ).

wabona - 2009-07-02, 08:44
Temat postu: @.........................
@.........................
Paloma - 2009-07-02, 08:54

wanboma napisał/a:
Moja koleżanka dostała - razem z alimentami na dzieci - w sądzie rodzinnym! Mąż nawet sam się nie wyprowadził - to ona wystawiła mu walizki - nie wytrzymała tego, że jest z kochanką. Sędzia zdecydowanie stanął po jej stronie.

Ciekawe ...
Tak, trafić na takiego sędziego to CUD chyba, choć ...
Dwie takie same sprawy, a decyzje dwóch sądów lub tego samego mogą być inne. To mnie zadziwia.

[ Dodano: 2009-07-02, 09:57 ]
wanboma napisał/a:
Pozew pomogło jej napisać małżeństwo prawników - kuzynów jej męża :lol: Może też i temu więc otrzymała taką sumę.

Dostała więcej i na siebie, bo pomogła jej rodzina męża ?
To myślisz, że sąd takie rzeczy uwzględnia?
Czyli we wszystkim liczą się różnorakie dowody, a nie prawda?

[ Dodano: 2009-07-02, 10:03 ]
Monika36 napisał/a:
Nie wiem , ja bym jeszcze pomyślała o tej nawet separacji, czy zakładać sprawę.. Bo teraz to każdy przychód męża oficjalnie należy się tobie i córce w razie podziału majątku, a kochanka nic z tego nie ma.
Gdy nie ma długów tylko dobrze zarabia, to nawet niezły układ dla ciebie.
Teraz to ona owszem jest samotną matką i może brać nawet alimenty na tą dwójkę dzieci ( od państwa , nie od męża twojego ).

Zwlekam, bo ciągle myślę co dla nas (póki co dla mnie i córki) lepsze (?)
Niby tak jest z tymi przychodami, ale to kochanka dysponuje teraz pieniędzmi męża a nie ja, bo mąż założył sobie oddzielne konto (wcześniej mieliśmy wspólne), więc jak mi się ten dochód należy? Chyba tylko na papierze (?)
Mam nadzieję, że kochanka mojego męża nie jest aż tak przebiegła, bo ja staram się wykrzesać w sobie na siłę choć odrobinę zrozumienia dla niej :(((
Chyba takich numerów nie odwala (?)

wabona - 2009-07-02, 09:12

Palomo - chyba najbardziej rozsadne bedzie dla Ciebie udanie sie do jakiegoś radcy prawnego, który orientuje się, jak takie sprawy sa przeprowadzane u Was, w Waszym rejonie. Bo właśnie tak jest, że duzo zależy od sędziów w danym sadzie.
Paloma - 2009-07-02, 09:23

wanboma napisał/a:
najbardziej rozsadne bedzie dla Ciebie udanie sie do jakiegoś radcy prawnego

A jak znaleźć dobrego radcę prawnego?
Jak to wybadać, czy dobry czy nie?
Bo pewnie od tego też dużo zależy, to mi się przynajmniej wydaje.

Najgorszy jest ten lęk i strach, które paraliżują moje działania...
Jakaś taka niemoc ...

Monika36 - 2009-07-02, 09:24

Paloma to oczywiste , że kasę zgarnia kochanka i jej dzieci.
Ale twój mąż jest inteligentny i też mu zacznie przeszkadzać obecna sytuacja tzn. gdy kupi samochód to nie wiem czy zapisze na kochankę , bo też będzie się bał , że formalnie zostanie w końcu na lodzie ( formalnie nie będzie miał wtedy prawa do auta tylko ona )...
A jak zapisze na siebie, to znowu formalnie część samochodu jest twoja i córki.
Ja bym na razie poczekała na jego ruchy i swoje dobro tzn. zostawiła to tak jak jest dla waszego dobra.
A jak przestanie płacić, to wtedy masz czas podziałać.
A skąd wiesz co mu wpadnie do głowy za jakiś czas ? :?: Może coś dobrego dla was.

wabona - 2009-07-02, 09:29

Palomo - o radcę najlepiej popytaj się znajomych. Może masz wśród znajomych takie osoby, które np. przechodziły cos podobnego - sprawę o alimenty, rozwód - tacy ludzie wiedza najlepiej.
Monika36 - 2009-07-02, 09:35

wanboma napisał/a:
Palomo - o radcę najlepiej popytaj się znajomych. Może masz wśród znajomych takie osoby, które np. przechodziły cos podobnego - sprawę o alimenty, rozwód - tacy ludzie wiedza najlepiej.

Tak Paloma
Wanboma ma rację. Bo teoria czasami jest w praktyce czyli sądzie zupełnie inna. A tak to można sobie tylko gdybać. Inaczej jest gdy jest wina, inaczej gdy separacja, inaczej jak rozwód itd. Sąd weżmie też pod uwagę dobro całej trójki dzieci, bo tamte na pewno uznał za swoje.
Ale ja bym tylko konsultację na razie przeprowadziła.

ak70 - 2009-07-02, 09:51

Palomcia... ja sie powtarzać nie będę, bo nagadałam Ci juz na ten temat przez telefon. Alimenty i separacja - koniecznie, natychmiast. Sam fakt złożenia pozwu powinien załatwic sprawe przyznania mieszkania zakładowego - tak sądzę.

Ściskam Cię mocno w pasie!! :-D

Paloma - 2009-07-02, 10:04

Monika36 napisał/a:
Ja bym na razie poczekała na jego ruchy i swoje dobro tzn. zostawiła to tak jak jest dla waszego dobra.
A jak przestanie płacić, to wtedy masz czas podziałać.
A skąd wiesz co mu wpadnie do głowy za jakiś czas ? :?: Może coś dobrego dla was.

Tak też i zrobiłam, nic nie "ruszałam", żadnych spraw w sądzie, ale ... straciłam na tym
i ... na dzień dzisiejszy popadam w długi, bo mąż ograniczył pieniądze.
Więc o te alimenty muszę koniecznie wnieść. Reszta spraw na razie będzie czekać.
Wiesz, gdybym była w stanie sama się utrzymać, to dałabym sobie z tym spokój, bo to dla mnie za duży stres, choć sprawa w porównaniu do rozwodu czy separacji to pestka.
Mój mąż to ma swój plan, tak jak pisałam "porzucił, ale z gwarancją pewnej pomocy".
Póki co nie wymeldował się , bo jak sam powiedział :"może uda się tak załatwić jakieś mieszkanie z urzędu miasta, a potem się wymelduję; na razie to dla Was (dla mnie i córki) na rękę, to może być pomocne w załatwianiu mieszkania"
No taki jest dobry:( a dla mnie to cynizm i hipokryzja.
Nie chcę wchodzić z nim w takie układy, więc odmówiłam, nie mogę się dalej uzależniać od niego, choć ... nadal go kocham.

EL. - 2009-07-02, 10:15

Palomo...no musisz wreszcie siebie i córke prawnie zabezpieczyć ! To konieczne !
Póki co, to Ty jesteś zoną....i trzeba by było w Sądzie alimentacyjnym męża zapytać...dlaczego kochanka korzysta z jego pieniędzy, a zona zyje coraz skromniej i gorzej ?
Paloma...musisz wszystko napisać, wyliczyć, na co potrzebne są Ci pieniądze...wszelkie argumenty, łącznie z tym, że córka bardzo zdolna i musi dodatkowo sie rozwijać...i wszystko wypisz, napisz jakie koszty. Napisz, że brakuje Wam na ubrania, na leki, na dodatkowe witami dla dziecka, na owoce, na usprawnianie fizyczne dziecka, jak to w normalnym domu- rower, basen, , na wyjazd z dzieckiem na wakacje - tak jak inne dzieci, strój kąpielowy, bo dziecko rośnie itp.

Mówisz lęk i niepokój....a myslisz, czyj to podszept ?? Komu zalezy na Twojej depresji i samozagładzie ?
To nie od Boga Palomo.

Przypuszczam, że mąż będzie niezadowolony....ale Kobito....czy Ty jesteś zadowolona z sytuacji w jakiej sie znajdujesz ? czy mąz sie martwił, czy Ty jesteś zadowolona, jak plodził dzieci z kochanką i teraz jak z nia mieszka ?
Troszke egoizmu Palomo ...a to sie nazywa dbanie o sibie i swoje dziecko !! Pozdro!! EL.

Paloma - 2009-07-02, 11:12

EL. napisał/a:
Póki co, to Ty jesteś zoną....i trzeba by było w Sądzie alimentacyjnym męża zapytać...dlaczego kochanka korzysta z jego pieniędzy, a zona zyje coraz skromniej i gorzej?
Paloma...musisz wszystko napisać, wyliczyć, na co potrzebne są Ci pieniądze...wszelkie argumenty, łącznie z tym, że córka bardzo zdolna i musi dodatkowo sie rozwijać...i wszystko wypisz, napisz jakie koszty. Napisz, że brakuje Wam na ubrania, na leki, na dodatkowe witami dla dziecka, na owoce, na usprawnianie fizyczne dziecka, jak to w normalnym domu- rower, basen, , na wyjazd z dzieckiem na wakacje - tak jak inne dzieci, strój kąpielowy, bo dziecko rośnie itp.
Przypuszczam, że mąż będzie niezadowolony....
Troszke egoizmu Palomo ...a to sie nazywa dbanie o sibie i swoje dziecko !! Pozdro!! EL.

El. Jestem ciemna jak smoła w nocy w lesie :-|
Nawet by mi do głowy nie przyszło pytanie z tą kochanką (dlaczego korzysta z pieniędzy mojego męża?)
A to tak można wszystko wyliczać, te wydatki? NP. owoce, witaminy ... (to przecież rozrzutność...)
Mi pewna znajoma powiedziała, że ją w sądzie poinformowali, iż np. nie musi korzystać z gazu ani i z ciepłej wody i tak może ograniczyć koszty (ona miała sprawę o alimenty).
I tego się też boję, że sąd właśnie z taką argumentacją "wyjedzie", że nie muszę korzystać z tzw udogodnień cywilizacyjnych (gaz, ciepła woda, tv itp.).
Czy tak może być?

Tak też przypuszczam (i nie tylko) mój mąż będzie bardzo niezadowolony, bo póki co, siedzę jak mysz pod miotłą i to on nadal decyduje o moim życiu.
Np. mąż mówi mi, że on ma niższe niż ja rachunki za gaz (ciepła woda) a u niego jest cztery osoby a nas dwie - tylko ja mam kilkudziesięcioletni piecyk a on "nowiutki";
a to z kolei, że nie w tych sklepach robię zakupy (staram się kupować w marketach, ale nie zawsze się da) np. nie powinnam w Lidlu, ale w Realu;
ubrania powinnam kupować w ciuchbudzie, bo tam taniej, tylko powinnam szukać okazji, bo on widział, że jakieś "super laski" podjeżdżały super samochodami pod jakiś "lumpeks" i tam robiły zakupy, a ja co ...w normalnych sklepach chcę kupować (notabene kupuję i w ciuchbudzie) skoro nawet samochodu nie mam...
Obawiam się, że mąż z taką argumentacją "wyjedzie", że rozrzutna jestem, bo w Lidlu zamiast w Realu, bo w warzywniaku na mojej ulicy zamiast w markecie; bo za 25 zł kupiłam bluzkę zamiast za 3 zł itp.

EL. - 2009-07-02, 13:49

Palomo, no pewnie, że mąz będzie Ci wyliczał......i będzie zły....ale wiesz, nie ma takiej opcji, żeby On miał Tobie mówic w krótym sklepie i za ile masz kupować !
Wiesz...dla mnie to tez jest informacja dla Sądu !!

Tak..wszystko możesz wyliczyć...i nawet to, że masz stary piecyk gazowy i tak dużo gazu ciągnie, a na remont Ciebie absolutnie nie stac !!

Cichy w ciuchlandzie ? No skandal, żeby mąz żonę wysyłał !! Owszem, sama sobie kupuje super ciuchy w tym skilepie...ale żeby mąz mi mówił, gdzie ja i za ile mam sie ubierać !
Palomo...Ty musisz sie też nauczyć tupac noga albo ręką w stół. No , nie mozna sobie pozwolic na takie dyskusje ! Urywaj to i nie pozwól na takie rozmowy !

Czy uważasz, że witaminy dla dorastającego dizecka i owoce to jest luksus ?? No wiesz...może tak jest w krajach trzeciego świata ale nie w cerntum bogatej Europy !!
I wiesz , w Europie żadnym luksusem nie jest używanie gazu, czy pradu !! To jest standard ! Owszem, gdybyś zażądała od męża opłaty wczasów na Majorce, to można by sie było dziwić....ale Ty niewiele chcesz, a mąż Cie jeszcze do ciuchlandu wysyła. Może każe Ci pod oknem działkę sobie zrobić , żeby miec własne owoce ?

Paloma, kiedy rodzice nie sa razem, dziecku nie może obnizyc sie standard życia....a Wam sie obniża...a dziecko rośnie i potrzeby sa coraz większe.

Musisz tez poszukac na forum osób, ktore juz ubiegały sie o alimenty i jeszcze sie dopytać. Pozdro!! EL.

Monika36 - 2009-07-02, 13:54

Paloma jeśli już się zdecydujesz wnieść sprawę o alimenty , to El świetnie ci podpowiada co masz robić. :-D
Alimentów nie da się już cofnąć , więc pomyśl , zapytaj prawnika czy dostaniesz więcej niż te 500 zł.

czerwona - 2009-07-02, 13:57

Paloma , jesteś zahukana ale to Twój wybór.
To , że opieka nad dzieckiem jest sposobem jego alimentowania wynika z kodeksu rodzinnego. Nie jest tak napisane , że to 1/4 - to jest do uznania sądu tak jak i wysokośc alimentów -napisalam Ci , że one zależą od zarobków męża i kosztów utrzymania Twojej corki.
Monika 36 nie ma racji pisząc , że nie możesz teraz wystąpić o alimenty na siebie - możesz zarowno na siebie jak i na córkę.
Zarówno ty jak i Twoja córka macie prawo życ na godnym poziomie i nie macie obowiązku kupować ubrań w ciucholandzie.

Monika36 - 2009-07-02, 14:37

Słuchajcie ja mam taką wiedzę od prawnika.
Mogłam się starać tylko na dzieci , choć wcale tak bardzo dużo nie zarabiam.
Można się starać , ale dopiero po rozwodzie z jego winy, a tego nie chce Paloma.
Płaci tylko 5 lat.
Są to tak trudne tematy ,ze lepiej może iść osobiście , bo widzę , że nawet na forum prawnym są takie mało konkretne odpowiedzi. Każda sytuacja jest inna.
Tutaj znalazłam taki przykład wyjaśnień :
http://forum.servis.pl/viewtopic.php?t=11684

To forum jest dobre.
http://www.forum.prawnikow.pl/
Jest tutaj np. o obowiązku utrzymania rodziny
http://www.forum.prawnikow.pl/276.htm

PS.Mąż jak się zwolnił i nie miałam kasy, to prawnik mi powiedział , że to mój obowiązek go teraz utrzymać , że mogę co najwyżej założyć sprawę o alimenty na dzieci. Nie ma ustawy zmuszającej go do płacenia po połowie na mieszkanie, a co tu dopiero mowa o moim standarcie i dzieci, jak mi tylko mnóstwo długów powstało. Kogo to obchodzi ? nie zmuszę męża i tyle. Dostanę jakieś tam alimenty na dzieci , a na siebie nie... Jeszcze mogli mi wejść na konto za długi czynszowe. To był mój problem.
Dlatego grzecznie czekam , jak w końcu te długi wyprostuje.
A jakby mieszkał osobno, to tym bardziej.
Wszystko musi być załatwione niestety przez separację , czy rozwód a tego do końca życia niestety nie chcę.

Letycja - 2009-07-02, 18:12


artuana - 2009-07-02, 19:18

Paloma
nie szukaj wiarygodnych porad prawnych tutaj na tym forum. Jedni się lepiej na tym znają, a inni wcale i robią Ci mętlik w głowie.
Musisz pójśc do adwokata i on na pewno wszystko Ci wyjaśni i pokieruje. Dla adwokata taka sprawa to chleb powszedni i nie będziesz miała żadnych problemów z zasądzeniem alimentów.
Na pewno taka porada jest kosztowna. Więc powinnaś się dowiedziec czy w jakiejś instytucji nie są czasem udzielane bezpłatne porady prawne, np przy ośrodku pomocy społecznej, lub nawet czasem przy parafiach prawnicy pełnią darmowe dyżury.
A myślę, że i w Sądzie rodzinnym mogłabyś uzyskac jeśli nie konkretną poradę, to przynajmniej namiary na dobrego adwokata.
I nie wahaj sie, ani nie zwlekaj, bo Twój mąż po prostu okrada Ciebie i Wasze dziecko z przysługujących Wam środków utrzymania.

nałóg - 2009-07-03, 06:52

Palomo....... utożsamiam sie z tym co napisała Artuana....... poszukaj prawnika.Zapytaj swojego proboszcza...........sądze że Ci pomoże.
A na forum???? ktos coś słyszał,coś wie..........ale i zasłyszane bzdury co poniektórzy wypisują( w stylu że sąd na rozprawie powiedział :po co gaz ,po co ciepła woda).

Palomo...... nawet najdłuższa podróż zaczyna sie od 1 kroku
A lęki???
To sztuczka szatańska............ lęk pukał do drzwi........ odwaga mu otworzyła,a za drzwiami nikogo nie było..
Pogody Ducha

Paloma - 2009-07-03, 08:22
Temat postu: prawda
Tak, pierwsza rzecz jaką muszę zrobić to pójść do prawnika.
Ale czy to ma być adwokat czy radca prawny?
Kto bardziej kompetentny?
Proszę o info. Bo to "trochę" kosztuje, więc chcę iść od razu do konkretnej osoby.
Dziękuję Wszystkim za wszystkie rady.

Monika36 - 2009-07-03, 08:22

Jeśli ja coś pokręciłam , to proszę wyprostujcie mnie. Nie chciałabym mieć świadomości , że namieszałam Palomie.
Moja jedyna w rodzinie kuzynka po rozwodzie , bo jej mąż zaszalał i znalazł sobie kobietę ...jest po rozwodzie i od 2 roku życia dziecka dostaje alimenty 300 zł miesięcznie choć sama zarabia niewiele...a jej rodzice sponsorują jej mieszkanie , które wzięła na kredyt, bo wynajmowała. Sąd orzekł , że ma z córką zaspokojone potrzeby egzystencji + luksus w postaci pralki automatyczne, komputera i video. A nawet nie ma samochodu.

Palomcia dowiedz się wszystkiego u prawnika.

artuana - 2009-07-03, 09:18

Paloma
znalazłam w internecie adresy, gdzie są udzielane darmowe porady prawne przy uczelniach akademickich:
adres
www.fupp.org.pl/index.php?id=poradnie_polska

Jeśli mieszkasz gdzieś w pobliżu, to na początek możesz spróbowac skorzystac z takiej pomocy

Paloma - 2009-07-06, 06:59
Temat postu: ...
Mieszkam nawet w jednej z wymienionych miejscowości, ale niestety teraz wszystkie poradnie mają przerwę wakacyjną, gdy z porady udzielane są w ramach uczelni (kierunek prawo), a teraz jak wiadomo studenci i wykładowcy ... odpoczywają.
Obawiam się, że w końcu skończy się tak jak zaproponował mi mąż, nie będę (już nie mam) pieniędzy na utrzymanie córki i ... będę musiała zgodzić się na jego propozycję - zamieszkanie córki u ojca (najgorsze, że córka nawet nie chce o tym słyszeć, ale też i trudno jej zrozumieć, że już nie będzie mogła rozwijać pasji i chodzić na lekcje muzyki na keybordzie)...

[ Dodano: 2009-07-06, 08:08 ]
Monika36 napisał/a:
Moja jedyna w rodzinie kuzynka po rozwodzie , bo jej mąż zaszalał i znalazł sobie kobietę ...jest po rozwodzie i od 2 roku życia dziecka dostaje alimenty 300 zł miesięcznie choć sama zarabia niewiele...a jej rodzice sponsorują jej mieszkanie , które wzięła na kredyt, bo wynajmowała.

Niestety Moni, ja nie mam bogatych rodziców, oboje mają emerytury po ok 700 zł i są schorowani ...wiesz to jest inna sytuacja: dostajesz niskie alimenty, ale ...pomaga ci rodzina, wtedy masz przynajmniej mały luzik.
Też mam taką koleżankę z taką sytuacją, alimenty nie za duże, ale ...duża pomoc...teściowej.
Ja nie mogę liczyć na nikogo ...poza samą sobą.

nałóg - 2009-07-06, 07:58

Paloma.............. czy Ty przestaniesz robić za reżysera? zacznij być aktorem....a nei reżyserem......
Byłas u swojego proboszcza?zapytałaś,poprosiłaś o pomoc? Bardzo cżesto własnei księża mają kontakty z ludzmi ,którzy chca pomóc innym,bezinteresownie.............
Palomo.......ja wiem że trudne,że cięzko,że boli,że "kusy" straszy i trzyma w bagienku lęków........ ale zrób ten 1 krok,to lepsze jak siedzenie i użalanie sie ..........zrób ,idż do MOPR czy POPS czy MOPS...........tamn są psychologowie,tam są prawnicy........... tam poproś o pomoc....pomoc bezpłatną,,,,,,,,,,,, i odrzuć wstyd,lęki.......że ktoś Cie rozpozna,kogoś spotkasz znajomego .
Pytałaś czy ma być adwokat czy radca prawny ............ adwokat zwykle jest wyższym rangą prawnikiem.............a porada kosztuje na początek 100-200 zł.
Palomo........... zostaw kręcenie filmu co może sie stać z córką,a zacznij działać.......... pierwszy krok............ poradnia,parafia,.........przy parafiach są czesto poradnie rodzinne............... a mieszkasz chyba w sporym mieście........ więc i możłiwośći masz spore...........

Pierwszy krok.......... najtrudniejszy,najcięzszy............. ale zrób go.!!!!!!!!

Pogody Ducha

Paloma - 2009-07-13, 11:44

nałóg napisał/a:
Paloma.............. czy Ty przestaniesz robić za reżysera? zacznij być aktorem....a nei reżyserem......
Byłas u swojego proboszcza?zapytałaś,poprosiłaś o pomoc? Bardzo cżesto własnei księża mają kontakty z ludzmi ,którzy chca pomóc innym,bezinteresownie.............
mieszkasz chyba w sporym mieście........ więc i możłiwośći masz spore...........
Pierwszy krok.......... najtrudniejszy,najcięzszy............. ale zrób go.!!!!!!!!
Pogody Ducha


U proboszcza byłam, wstępnie się umówiłam i ... czekam.... wakacje, to i terminy dłuższe
Choć miasto nawet duże - trochę ponad 400 tys. mieszkańców.
Proszenie, to ciężkie zadanie, robienie z siebie ... żebraka ...
Jak ja aktorem, to kto reżyserem? mój mąż (?)
Mam grać role napisane przez kogoś?
Jakąś niemoc mam w sobie od ub.piątku, taką totalną niezdolność do jakiegokolwiek działania, nawet myślenia...nie sądziłam, że coś takiego istnieje i ...że mnie dotknie.
W sobotę znajoma mnie nagabywała, że może spróbuję ze " stwierdzeniem nieważności sakramentu małżeństwa"; ona wierząca , zaangażowana i już ... jest po ... :(
Bo skoro mój mąż nie ma chęci na powrót, uparcie trwa w postanowieniu życia z inną kobietą, to co tu ratować (???), wg niej tylko wtedy ma sens ratowanie małżeństwa, jeśli obie strony chcą tego ... może i ona ma rację ...tylko ja nie czuję tego w sercu jakoś.
Powiedz Nałóg (i nie tylko Ty), jako specjalista od spraw trudnych, czy wg Ciebie istnieje jakiekolwiek prawdopodobieństwo na powrót mojego męża do mnie i córki, skoro on mieszka z inna kobietą i mają razem dwoje małych dzieci i on stwierdził, że nie wróci
Wg mnie po ludzku nie ma szans.
Jak więc realizować w życiu przesłanie tego forum (tylko proszę już nie mówić o zmianie siebie dla siebie) - ratowanie małżeństwa? Poza modlitwą rzecz jasna

Andrzej - 2009-07-13, 13:13

Paloma napisał/a:
czy wg Ciebie istnieje jakiekolwiek prawdopodobieństwo na powrót mojego męża do mnie i córki, skoro on mieszka z inna kobietą i mają razem dwoje małych dzieci i on stwierdził, że nie wróci
Wg mnie po ludzku nie ma szans.
Jak więc realizować w życiu przesłanie tego forum (tylko proszę już nie mówić o zmianie siebie dla siebie) - ratowanie małżeństwa? Poza modlitwą rzecz jasna


Jeszcze zanim Nałóg przypuszczam sam zechce Ci odpowiedzieć na to pytanie :) przeczytaj proszę tekst ks. Pierzchalskiego - komentarz do "Cudu w Kanie Galilejskiej":



Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą!» I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!» Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

„Gdy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina»”. Niezwykła jest wrażliwość Maryi. Maryja została zaproszona. Jednak nie zachowuje się jak gość, czyli jak ktoś, o kogo gospodarze się troszczą. To Ona troszczy się o gospodarzy i biesiadników, czyli o to, aby niczego im nie brakowało. Maryja, przyjmując zaproszenie, ogarnia troską tych, przez których zostaje zaproszona. „Nie mają wina”. Dla Maryi ważne staje się to, że „NIE MAJĄ”. Maryja zauważa BRAK w domu tych, do których została zaproszona. Maryja wyczuwa ich sytuację, ich konsternację, zaniepokojenie, zagubienie, problem. Ten BRAK, który dostrzega w człowieku (a na pewno gospodarze bardzo go ukrywali przed innymi, by się nie ośmieszyć), porusza Ją, porusza tak bardzo, że natychmiast mówi o tym Synowi: „Nie mają…”. Wino jest symbolem wesela, radości, świętowania, obfitości, życia. „Nie mają wina” – Maryja dostrzega brak w sercu człowieka: nie mają w sobie życia, nie mają w sobie radości, nie potrafią się weselić, nie są już zdolni do tego, by celebrować życie, by świętować życie, są zagubieni. Ten brak boli Maryję, porusza Jej serce. Ona jest Matką Dostrzegającą, jest pośród ludzkich braków, pośród tych, którzy noszą w sobie problem, nie umiejąc mu zaradzić. Nic, co dotyka człowieka, nie jest Jej obojętne.

„Nie mają wina”. Wypowiada przed Synem ludzki brak, zagubienie. O nic Go nie prosi, tylko oznajmia sytuację, mówi, co widzi i co Ją porusza. Mówi o BRAKU. Przynosi Synowi ten BRAK, przynosi Synowi ludzki niepokój, problem, trudną sytuację. I niemal jednocześnie mówi do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. WSZYSTKO, cokolwiek POWIE. Zadaniem człowieka doświadczającego braku jest SŁUCHAĆ i WYPEŁNIAĆ, zaangażować się w Słowo, które Jezus wypowiada, zaangażować się ufnie. Maryja ukierunkowuje człowieka na Jezusa. Człowiek ma się skupiać nie na swoim braku, ale na Jezusie, na Jego Słowie i na zaangażowaniu się w wypełnianie Słowa. „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. „Zróbcie…” – wyraża pewność Maryi w interwencję Syna.

„Jezus polecił usługującym: «Napełnijcie stągwie wodą»”. Jezus zaprasza człowieka do współpracy ze sobą. „Napełnijcie…” – nie było to łatwe zadanie. Jak podaje ewangelista, Jezus polecił napełnić wszystkie stągwie, a było ich sześć, „z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary”. 1 miara to ok. 40 litrów, a więc jedna stągiew mogła pomieścić od 80 do 120 litrów. Zatem razem słudzy mieli przynieść ok. 720 litrów wody! Zobaczmy trud, z jakim słudzy przynoszą wodę i napełniają stągwie. Wczujmy się też w to, co mogli wówczas przeżywać: w ich poczucie bezsensu (po co Nauczyciel każe nosić wodę, skoro potrzebne jest wino, a nie woda?). Zobaczmy ich niedowierzanie i ich niepokój: czy to ma jakikolwiek sens? Czy ta praca nie jest na marne? I zobaczmy ich żmudny wysiłek, wysiłek pomimo wszystko, pomimo wątpliwości, które pojawiają się w sercu, pomimo chwil niedowierzania, pomimo lęku, czy to ma jakikolwiek sens, pomimo pytań o wartość tego wysiłku. Zobaczmy ich gorliwość i determinację. Ewangelista podaje, że słudzy napełnili stągwie wodą „aż po brzegi”, czyli do końca, tak, że już bardziej nie można. Ich praca była uczciwa, nie rezygnowali z wysiłku, pomimo wątpliwości. Dopiero później, kiedy już osiągnęli granicę swojego wysiłku, „aż po brzegi”, stwierdzili ze zdumieniem, że dokonał się cud! Okazało się, że współpraca człowieka z Jezusem, trud człowieka i działanie Jezusa, daje niezwykłe owoce.

Nie wiemy, ile czasu trwało napełnianie stągwi. Jezus nie powiedział też, ile litrów wody potrzeba, polecił tylko: „Napełnijcie”. Mogli zatem napełnić do połowy, ale oni napełnili „aż po brzegi”, czyli dali maksymalnie wszystko, to, co tylko mogli. Byli hojni w swoim trudzie, gorliwi. Słudzy zrobili wszystko, co było z ich strony możliwe. A Jezus przemienił ich „wszystko”, przemienił wszystko, co przynieśli. Każda kropla ich wysiłku zaowocowała. Aby stał się cud przemiany, człowiek musi zrobić wszystko, na co go stać. Ta granica możliwości jest względna, dla każdego człowieka inna. Najważniejsze jest to, aby wysiłek był „aż po brzegi”. Słudzy napełnili stągwie całkowicie. A Jezus na całkowitość człowieka odpowiada również całkowitością. Zamienia w wino całą przygotowaną wodę. Trud sług nie poszedł na marne. Każdy litr przez nich przyniesiony został przemieniony w wino. Możemy sobie wyobrazić, jak wiele go było: ok. 700 litrów!, a więc o wiele więcej niż było potrzeba. Wyniki współpracy człowieka z Bogiem są zdumiewające! Bóg zawsze daje nadmiar, daje „aż po brzegi”, jeśli tylko człowiek jest hojny w swej pracy.

Jezus nie sygnalizuje momentu przemiany. Nie zauważają tego momentu także słudzy. Ona dokonuje się nie wiadomo kiedy, niewidocznie, bez świadków, niezwykle dyskretnie. Jedno jest jasne: słudzy noszą wodę, a na stoły trafia wino, i to wino bardzo dobre (jak pochwalił starosta wesela).

Niepotrzebne zatem jest czekanie na cud przemiany. Do nas należy „noszenie wody”, podjęcie wysiłku. Tajemnicą Boga jest to, w jaki sposób dokona się przemiana i kiedy ona nastąpi. Starosta weselny skosztował wody, która stała się winem i ze zdumieniem stwierdził, jak bardzo jest DOBRE. Przemiana dokonała się niezauważalnie.

Nie próbujmy przyspieszać przemiany czy jej wymuszać, ale róbmy to, na co nas w danej chwili stać, a doświadczymy, że woda wysiłku stanie się winem – siłą do życia, do radości, do świętowania. Jezus daje owoce proporcjonalne do trudu człowieka: ile wody, tyle wina. Przemiana często jest niewidoczna dla tego, kto jest przez Jezusa przemieniany. Stwierdzają to dopiero inni, których „dotykają” skutki naszej przemiany. Tak jak w tej Ewangelii: słudzy tylko nosili wodę, a to starosta stwierdził, że kosztuje wino, i że jest ono bardzo dobre.

Źródło: http://pierzchalski.eccle...0-03&ident=2040


Tyle sam komentarz...

Od siebie dodam, że warto napełniać stągwie wodą, a scenariusze sposobów (których jest nieskończona ilość) w jaki dokona się cud pozostawić najlepiej bez szemrania Bogu. Bóg jest Panem wszystkiego.

Przeczytaj świadectwo Kasi (Sati)... warto do niego wracac co jakiś czas, szczególnie, gdy zaczyna brakować wiary... Kasia, jak zauważyłem zaangażowała się w Pierwszej Róży Żywego Różańca Forum Sychar i podjęła sie odmawiania tajemnicy "Cud w Kanie Galilejskiej" m. in. w Twojej intencji.

http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=2826

ewaa - 2009-07-13, 21:05

Droga Palomo
Andrzej pisze piękne, mądre słowa dla ducha. Nic dodać.

Ja napiszę coś dla ciała. Nie zastanawiaj sie w tej chwili nad rozwodem, nie zaprzątaj tym sobie głowy. Załóż sprawę o alimenty!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak najszybciej. Musicie gdzieś mieszkać i coś jeść. Dziękuję za taką dietę cud. Idź do sądu, jeśli w tej chwili nie masz adwokata to chociaż złóż wniosek bo terminy mogą być długie. Do czasu sprawy na pewno uda Ci się kogoś znaleźć. Niech Twój mąż wie że coś robisz.
Nigdy ale to nigdy nie oddałabym mu córki. Choćbym miała jeść ziemniaki. Możesz iść do pomocy społecznej poprosić o jednorazową pomoc. Możesz iść do kościoła. Od września możesz wystąpić o bezpłatne obiady dla córki w szkole. Możesz coś robić.
To nie wstyd prosić o omoc
Gdyby relacje córki z mężem były dobre sytuacja byłaby inna. Mogłaby mieszkać z tatusiem na wakacje. Ale jest jak jest więc nie rób Wam takiej krzywdy.
Trzymaj się i nie daj sie męzowi. Walcz o siebie i córkę.
Pozdrawiam gorąco

Paloma - 2009-07-20, 11:21

ewaa napisał/a:

Nie zastanawiaj sie w tej chwili nad rozwodem, nie zaprzątaj tym sobie głowy. Załóż sprawę o alimenty!Musicie gdzieś mieszkać i coś jeść. Nigdy ale to nigdy nie oddałabym mu córki. Możesz iść do pomocy społecznej poprosić o jednorazową pomoc. Możesz iść do kościoła. Od września możesz wystąpić o bezpłatne obiady dla córki w szkole. Możesz coś robić. To nie wstyd prosić o pomoc.Gdyby relacje córki z mężem były dobre sytuacja byłaby inna. Mogłaby mieszkać z tatusiem na wakacje. Ale jest jak jest więc nie rób Wam takiej krzywdy.Trzymaj się i nie daj sie męzowi. Walcz o siebie i córkę.


Droga Ewo! Relacje córki z ojcem (mężem) są nawet dobre, ale to nie zmienia faktu, że córka nie chce go odwiedzać, spotykać się i wyjeżdżać z nim i jego kochanką.
Spotkania z nim sam na sam - tak! Ale z tą druga kobietą -nie. Ta pani kilka lat udawała przed moją córkę koleżankę taty, a moja córka miała delikatny zakaz mówienia mi o czymkolwiek ...
Rozumiesz teraz jak się czuje moja córka ... totalnie straciła zaufanie do ojca i do tej kobiety też... oto gdy córka była u ojca za granicą razem z tą kobietą ... chodzili do kościoła ... a potem okazało się , że to kochanka jej taty...
Ja też nie godzę się na wizyty mojej córki w mieszkaniu kochanki mojego męża ani na wspólne wyjazdy z nią ... jak dla mnie rola tej pani już się skończyła w życiu mojej córki ...
Ale co przyniesie życie i przed jakimi wyborami mnie postawi nie wiem.
Myślę, że człowiek jest zdolny do zrobienia każdej rzeczy, nawet najgorszej a to, że tego nie robi to ... po prostu łaska Boga.
A miało być tak pięknie po 40-tce...
A tu ... skończyłam 40 lat i całe życie rozsypało się w proch ...

"Daj mi braci, którzy podniosą moje ręce
Swoją ofiarą wspomogą mego ducha

Bym wpatrywał się w niebo oczekując aż zwyciężysz w nas
Brak miłości, brak jedności - wszelki grzech

Daj z odwagą spoglądać w naszą przyszłość
Bez zwątpienia wsłuchiwać się w Twe serce
Bym z radością oglądał Twe zwycięstwo w naszych sercach
Poprzez wiarę bym oglądał to co chcesz nam dać

Moje serce uczyń szerokim na mych braci
Których rana jest zbyt wielka i boląca
Niech me serce będzie czułe, delikatne moje czyny
Bym nie sprawiał im większego bólu, lecz koił go

Boski Lekarzu w którym mam nadzieję
Uleczy rany zadane przez mój grzech
Niechaj Duch twój sprawi, bymy żyli znów w jedności
By zakwitła w nas Twa miłość --- Panie proszę Cię!"

Paloma napisał/a:

[i]"Daj mi braci, którzy podniosą moje ręce
Swoją ofiarą wspomogą mego ducha"[i]


No i tak się modliłam i modlę ...
i...zjawili się ...mormoni w liczbie dwóch, bardzo chętni do pomocy prawie wszelakiej i...darmowej
... czy to ma być odpowiedź od Pana Boga ??? Przychodzą, dzwonią, oferują pomoc...
Byłam też już u mojego proboszcza...rozmawialiśmy, było łatwo i trudno, bo znamy się od ...12 lat (Udzielał chrztu mojej córce) i on zawsze widział mnie i męża jako zaangażowanych chrześcijan. A teraz...? Co prawda już wcześniej z nim rozmawiałam o odejściu męża, ale teraz przyszła pora na kolejną odsłonę naszego małżeństwa, "obnażenie" swojej słabości, niemocy, grzechu ...
Doszliśmy do tego, że on też chciałby, aby w parafii powstała grupa a`la Sychar, ale ...brak chętnych [poza mną :) ]
poza tym stwierdził, że mormonów pewnie ktoś na mnie nasłał, mówiąc, że potrzebuje pomocy...ale nie wiem, może to jakiś znak...
A niemoc i niezdolność do działania trwa nadal :cry:
Jakby ktoś mnie w kleszczach trzymał...

Monika36 - 2009-07-20, 12:03

A skąd się wzięli ci mormoni ? Co to za jedni ? Kto im powiedział o tobie ?
Złożyłaś może już Paloma pozew o alimenty ? Byłaś u prawnika ?
Same pytania ci zadałam, bo to są ważne pytania.

nałóg - 2009-07-20, 18:26

Palomo............... reżyserem to Ty napewno nie jesteś.........bo już się przekonałaś ...chyba..... pewnie planowałaś ,układałaś scenariusze,reżyserowałaś .........kto,kiedy,gdzie,za ile ,jak wygląda,jak będzie wyglądał,gdzie mieszkał,gdzie i z kim spał.......... i......psu na budę.

Palomo... reżyserem w ludzkim życiu jest tylko Pan Bóg.......... lub "kusy" ,jak mu sie na to pozwoli,jak sie zapomni że jedynym reżyserem jest BÓG.
TY,jako człowiek,jako kobieta,jako żona,jako matka,jako córka,synowa byłaś,jesteś i będziesz tylko albo aż aktorką.
Od Ciebie zależy to jak zagrasz w danej chwili,tu i teraz.Patrząc w przeszłość, pewnie znajdziesz dużo faktów gdy planowałaś inaczej, a stało się inaczej.tzw.zbiegi okoliczności lub przypadki sprawiły że było inaczej jak planowałaś.
Badż aktorką ,ale aktorką podchodzącą do swojej roli z zaangażowaniem i wiarą,z pokorą,z powierzeniem efektów grania ,owoców grania Bogu.
Pracuj tak jakby wszystko zależało od Ciebie a módl się ze świadomością, że wszystko zależy od Boga.......pod warunkiem że Mu sie powierzasz.

Piszesz:"Powiedz Nałóg (i nie tylko Ty), jako specjalista od spraw trudnych, czy wg Ciebie istnieje jakiekolwiek prawdopodobieństwo na powrót mojego męża do mnie i córki, skoro on mieszka z inna kobietą i mają razem dwoje małych dzieci i on stwierdził, że nie wróci
Wg mnie po ludzku nie ma szans."

Wiesz.......tak po ludzku to pewnie nie ma raczej szans na powrót męża.Po ludzku!!!!
Ale myślę że nie tak stawiasz pytanie.
Postaw pytanie czy Ty chcesz powrotu "wiarołomcy"?czy mogłabyś żyć z nim i z jego dwójką dzieci poza małżeńskich?
Czy chcesz tego??Czy jesteś gotowa na bezwarunkowe wybaczenie?
Palomo,można byc żoną/mężem nawet po rozwodzie,można dochować wierności nie będąc względem prawa cywilnego żoną.
Odpowiedz sobie na pytanie:czego tak naprawde chcesz???męża?czy jego próśb o wybaczenie?jego?czy jego upokorzenia?brakuje Ci męża jako skramentalnego małżonka?czy męża jako faceta,jako tego kto zapewniał (do czasu) środki finansowe? bezpieczeństwo socjalne?
Za czym tęsknisz?czy za kim?

Pytasz czy warto sie łudzić........... nie wiem........... ale wiem jedno...warto pokochać siebie TWARDĄ MIŁOŚCIĄ,warto poznać siebie,warto popracować nad swoją duchowością,warto zagrać rolę kobiety kochającej siebie prawdziwa miłością,wejść w tę rolę i zagrać ją całą sobą,poddać się woli boskiej nie zapominając o swojej roli,nie zapominając o pracy nad sobą.DLA SIEBIE ,choć się bronisz przed zmianami w sobie dla siebie.
Twarda MIŁOŚĆ to solidne przygotowanie się do rozmowy z mężem,zebranie dowodów,zadbanie o sprawy ekonomiczne,o wiedzę,terapię,psychologa.Zabezpieczenie alimentacyjne.Rozdzielnoć majątkowa.
I nie pisz, że wstydem jest poprosić o pomoc.
Ja wiem jaki to wstyd............sam go przeżywałem będac w czynnej dysfunkcji,w nałogu alkoholizmu.Trwałem w nałogu,w dysfunkcji bo było mi wstyd poprosić o pomoc.
A "kusy" podsycał ten wstyd...lęki.......i trzymał jak konia wodzami z wędzidłem.
Zacznij od siebie,uznaj swoją bezsilność wobec poczynań męża(ale nie bezradność),powierz swoje życie Bogu i uwierz ,że On może Ci pomóc wyjść na prostą,może przywrócić Ci zdrowie i trzeżwość umysłu...............i nie koniecznie z meżem razem................. to moja odpowiedż na postawione pytanie.

Pogody Ducha

[ Dodano: 2009-07-20, 19:28 ]
I nie z mormonami.

Dedykuję Ci Dezyderatę...poczytaj,wczytaj sie w te słowa........:



Depresja -- Schizofrenia -- Borderline
Psychoterapia


Dezyderata
Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.

Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata: nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia; w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą.

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny...

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

w.z. - 2009-07-20, 20:35

Andrzej napisał/a:
... Do nas należy „noszenie wody”, podjęcie wysiłku. ...


No właśnie Palomo. Czy Ty podjęłaś jakiś wysiłek poza "pisaniem scenariuszy"?
Nikt za Ciebie nie wypełni tych stągwi wodą. Nie dajesz żadnych szans Bogu by mógł zadziałac.

Paloma napisał/a:
... (tylko proszę już nie mówić o zmianie siebie dla siebie) ...


A da się tak? Bez żadnych zmian? Po staremu?!!!
Chyba niewiele jest osób wymienionych w Piśmie Świętym, do których Jezus by powiedział:"Słuchaj stary, jesteś O.K., rób dalej to co robiłeś".

Moim zdaniem częściej mówił:"Idź i nie grzesz już więcej".

ak70 - 2009-07-23, 10:21

w.z. napisał/a:
No właśnie Palomo. Czy Ty podjęłaś jakiś wysiłek poza "pisaniem scenariuszy"?
Nikt za Ciebie nie wypełni tych stągwi wodą.

Święte słowa!! NIKT ZA CIEBIE, kochana.
Odpowiedz też SOBIE (bo to Twoje życie) na pytania zadane przez Monikę. Zwłaszcza te dotyczące alimentów i prawnika.

Powodzenia.

kinga2 - 2009-07-24, 10:35

Hej Paloma,
chciałam zwrócić ci uwagę na samą siebie. Twoje posty zdradzają oznaki paniki, a co za tym idzie zachowań depresyjnych. Wszystkie porady dotyczące porad prawnych są trafione i to że darmowe teraz kuleją też, ale jeśli zwrócisz się do kurii to w czasie wakacji też ci zaradzą. Od Boga wakacji niema. Księża takze mają wykształcenia prawnicze, swoich parafian czy rodziny. Podjedź do kurii powiedz co i jak i zapytaj jak ci mogą pomóc z biegu. Ryzyko żadne, koszt biletu,a możesz uzyskać dobrą pomoc. Nie podadzą Ci adwokata diabła tylko kogoś kto podejdzie z miłością do Twoich problemów. Poza tym potrzebujesz rozmowy z dobrym psychologiem, bo sama napędzasz swój strach.Tym czasem broń siebie i córę różańcem. Zły Duch często budzi w ludziach panikę, aby zepchnąć ich na manowce. Co do Twojego męża nie przekreślaj go. Choćby miał 10 dzieci nie są z prawego łoża. Za Tobą stoi sakrament czyli sam Bóg- dlaczego odbierasz mu prawo decyzji i możliwość pokazania Ci jak bardzo kocha Twoją rodzinę? Przeczytaj historią Sary i Abrahama. Tam to dopiero był galimatias, a jednak to Izaak był prawowitym dzieckiem. Uwierz nie tylko w Boga , ale Bogu,a ogarnie cię taką miłością, że góry się przesuną. Nie kreuj sytuacji tylko powierzaj wszystko Niebu i zaprzyjaźnij się ze swoim Aniołem Stróżem. Nie doceniasz go i dlatego nie wiesz jak wiele spraw na tym świecie może ci ułatwić. Wysyłaj go przed sobą, a on wiele spraw załatwi zanim się obejrzysz. Z Panem Bogiem

w.z. - 2009-07-24, 12:33

kinga2kinga2 napisał/a:
i zaprzyjaźnij się ze swoim Aniołem Stróżem. Nie doceniasz go i dlatego nie wiesz jak wiele spraw na tym świecie może ci ułatwić. Wysyłaj go przed sobą, a on wiele spraw załatwi zanim się obejrzysz.


Dokładnie tak jest. Może to dla kogoś śmieszne, ale ja w kryzysie korzystałem również z pomocy aniołów stróżów kochanka i jego rodziny. Myślę, że każda rodzina ma swojego anioła stróża i warto korzystac z ich pomocy. Niewiele kosztuje, a zysk wielki. No i nie zapominaj o Świętym Michale Archaniele.

To jest naprawdę walka duchowa, z realności, której nie zdajemy sobie sprawy. Na dzień przed powrotem mojej żony z "lewizny", gdy modliłem się do Michała Archanioła o pomoc, to jakby oczami duszy widziałem tą walkę ze złymi duchami. A następnego dnia dowiedziałem się, że tam naprawdę była walka - nie tylko duchowa - doszło do bijatyki, co w jakiś sposób potwierdziło decyzję powrotu mojej żony :).

Paloma - 2009-07-27, 09:31

kinga2kinga2 napisał/a:
Twoje posty zdradzają oznaki paniki, a co za tym idzie zachowań depresyjnych.

Tak to prawda, to cała prawda ...
kinga2kinga2 napisał/a:
Uwierz nie tylko w Boga , ale Bogu,a ogarnie cię taką miłością, że góry się przesuną. Nie kreuj sytuacji tylko powierzaj wszystko Niebu i zaprzyjaźnij się ze swoim Aniołem Stróżem. Nie doceniasz go i dlatego nie wiesz jak wiele spraw na tym świecie może ci ułatwić. Wysyłaj go przed sobą, a on wiele spraw załatwi zanim się obejrzysz.

w.z. napisał/a:
warto korzystac z ich pomocy. Niewiele kosztuje, a zysk wielki. No i nie zapominaj o Świętym Michale Archaniele.

Tak Kingo2, w.z. już mi kilka miesięcy temu mówił o zwróceniu się do Aniołów Stróżów męża, kochanki itp. ... trochę się modliłam, z kilka tygodni ... ale przestałam, a teraz to tylko od czasu do czasu, poza swoim Aniołem Stróżem, do którego modlę co dzień ...... o Aniołach Stróżach męża, kochanki ... zapomniałam :(
kinga2kinga2 napisał/a:
Co do Twojego męża nie przekreślaj go.

Co to znaczy nie przekreślaj go? Mąż wie doskonale, że jeśli chce może zawsze wrócić ... ja czekam. Choć on mi doradza, abym znalazła sobie innego faceta:(

Monika36 - 2009-07-27, 10:05

Palomcia wiesz coś o alimentach od prawnika ? :?:
Paloma - 2009-07-27, 10:35

w tym tygodniu idę do niego, a właściwe do niej ... panika już nie zżera:(
... i jeszcze ma na imię jak kochanka mojego męża, już mi się źle kojarzy...
pójdę dopiero wtedy, jak dostanę pieniądze, bo ... znalazł się ktoś a właściwie ktosia, która mi zasponsoruje konsultację/poradę :-D
WIELKIE dzięki!
Ale stresik już mam ogromny, bo wcześniej muszę (!) załatwić jeszcze jedną sprawę z mężem dot. mieszkania, to muszę koniecznie załatwić wcześniej, bo jak się mąż dowie, że składam sprawę o alimenty, to mi nie podpisze papierów na zrzeczenie się własności do mieszkania (takie stare na wsi u moich rodziców i od rodziców, ktoś chce je kupić i daje 30 tys.); a tak obiecał, że zrzeknie się mieszkanie na mnie (będę mieć trochę pieniędzy dla mnie i córki)
Ale na poradę u adwokata i tak się wybiorę.

Monika36 - 2009-07-27, 10:45

Paloma napisał/a:
bo jak się mąż dowie, że składam sprawę o alimenty, to mi nie podpisze papierów na zrzeczenie się własności do mieszkania (takie stare na wsi u moich rodziców i od rodziców, ktoś chce je kupić i daje 30 tys.); a tak obiecał, że zrzeknie się mieszkanie na mnie (będę mieć trochę pieniędzy dla mnie i córki)
Ale na poradę u adwokata i tak się wybiorę.

Paloma jaką ty masz wiedzę na temat majątku i dziedziczenia ??? Prawie żadną.
Przecież jak to jest mieszkanie twoich rodziców , to nawet w trakcie trwania waszego małżeństwa mąż nie ma prawa do tego mieszkania. Nic nie musi się zrzekać.
Zrzekać to się może twoje rodzeństwo ( jak masz ) i to w sądzie , gdy nie było darowizny od twoich rodziców na ciebie.
To jest wyłącznie darowizna dla ciebie od rodziców. :!:
Pewnie mąż ci taki kit wciska , że on ma prawo do tego mieszkania.
Paloma zaloguj się na forum prawnym , które kiedyś na forum polecałam, bo już całkiem błądzisz.....

Paloma - 2009-07-27, 12:31

Droga Moni!
ja wiem o czym piszę, przynajmniej w tej sprawie.
Trochę czytam tam i ówdzie, pytam się, rozmawiam ... ;) więc coś tam wiem;)
Ta część domu (1/4) jest moja i męża , bo odkupiliśmy ją od moich rodziców w 1997 r.
i jest na to akt notarialny ( to jest dom czterorodzinny - 1/4 jest moich rodziców, 1/4 moja i męża; 1/2 należy do innych osób). I o tę naszą część mi chodzi, że mogę ją sprzedać i mieć stąd jakieś pieniądze dla mnie i córki.
I po jest mi potrzebne zrzeczenie się prawa do własności tej nieruchomości przez męża, żebym mogła sprzedać to sama i mieć pieniądze z tego dla nas (ja i córka) .
Powtórzę : mąż wstępnie wyraził na to zgodę [oczywiście ja opłacam notariusza:( ], dlatego chce to pchnąć przed alimentami, aby facet się nie rozmyślił, jak dostanie pozew o alimenty, bo wtedy jeszcze zażąda części pieniędzy z tego domu, a przecież on nie dzielił się ze mną spadkiem po swoich rodzicach, a moich ś.p. teściach. Zresztą jego sytuacja finansowa jest teraz stabilna ma mieszkanie, przez rok on a przez dwa lata jego kochanka pracowali za granicą, ona przez ten czas wynajmowała swoje mieszkanie tu w Polsce ...więc myślę, że mogli sobie "coś" odłożyć...
A ja z córką ... w wynajętym mieszkaniu, o standardzie poniżej normy ... jak to mówią warunki substandardowe (ładnie brzmi, gorzej wygląda).
Wiesz ja myślę, że mój mąż ma pieniądze, bo ostatnio fundował kilka rzeczy córce.
Ale kiedy ja napisałam do niego, że brak nam na opłatę rachunków, odpowiedział, że jeśli nie stać mnie na utrzymanie córki to on ją weźmie do siebie :(
Uff... ale się rozpisałam...
Dziś mam spotkanie z mormonami, może oni pójdą ze mną do tego adwokata, bo już się cholernie boję, jak napisała kinga2x2 : totalna panika ...
Znajomi katolicy niestety nie chcą ze mną pójść, a ja niestety muszę iść z kimś, jest mi to potrzebne, żeby ktoś był ze mną ...

kinga2 - 2009-07-27, 13:23

Paloma,
Napisałaś cyt:"kinga2kinga2 napisał/a:
Co do Twojego męża nie przekreślaj go.

Co to znaczy nie przekreślaj go? Mąż wie doskonale, że jeśli chce może zawsze wrócić ... ja czekam. Choć on mi doradza, abym znalazła sobie innego faceta:("
No i włąśnie tu dał o sobie znać u mnie brak literackiego polotu i lekkości pióra.
Chodzi mi o to, abyś nie przekreślała go w psychice- aby nie stał się synonimem problemów i nieszczęścia. Czasem po prostu tak się dzieje i nie koniecznie za naszym przyzwoleniem. Ludzka psychika to delikatna materia i rządzi się prawami, które mogą znacznie różnić się u poszczególnych osób z racji przebytych doświadczeń, środowiska czy predyspozycji psychofizycznych. Zatem jeśli coś takiego u siebie zauważysz dobrze nad tym popracować,aby nie utrudniać sobie uzdrowienia. Dla Boga to żadna przeszkoda, bo On patrzy w serce, nie w psychikę, ale leczy nas całościowo. Jednak im więcej ran tym leczenie bardziej się wydłuża, bo Miłosierny nigdy nas nie popędza i pozwala nam zdrowieć własnym tempem. Skoro jednak masz dziecię to zależy Ci napewno na najkrótszym czasie uzdrowienia również ze względu na jego szczęście. Rozumiem tę troskę i stąd moja uwaga.
Co do przekreślania męża w sercu i w realu to zupełnie nie przyszło mi to głowy. Serca dopilnuje najlepszy opiekun i przyjaciel jakiego mamy-Jezus, a o real dbasz sama skoro się modlisz i chcesz, aby kryzys przezwyciężyć.
Aby podnieść Cię na duchu przytoczę Ci słowo, które Bóg zostawił m.in. dla Ciebie:

(16) A dzieci cudzołożników nie osiągną celu, zniknie potomstwo nieprawego łoża.

(Ks. Mądrości (w) 3:16, Biblia Tysiąclecia)
Nie śmiem komentować.
Z Panem Bogiem

Mirela - 2009-07-27, 21:36

kinga2kinga2 napisał/a:
Paloma,
Napisałaś cyt:"kinga2kinga2 napisał/a:
Co do Twojego męża nie przekreślaj go.

Co to znaczy nie przekreślaj go? Mąż wie doskonale, że jeśli chce może zawsze wrócić ... ja czekam. Choć on mi doradza, abym znalazła sobie innego faceta:("
No i włąśnie tu dał o sobie znać u mnie brak literackiego polotu i lekkości pióra.
Chodzi mi o to, abyś nie przekreślała go w psychice- aby nie stał się synonimem problemów i nieszczęścia. Czasem po prostu tak się dzieje i nie koniecznie za naszym przyzwoleniem. Ludzka psychika to delikatna materia i rządzi się prawami, które mogą znacznie różnić się u poszczególnych osób z racji przebytych doświadczeń, środowiska czy predyspozycji psychofizycznych. Zatem jeśli coś takiego u siebie zauważysz dobrze nad tym popracować,aby nie utrudniać sobie uzdrowienia. Dla Boga to żadna przeszkoda, bo On patrzy w serce, nie w psychikę, ale leczy nas całościowo. Jednak im więcej ran tym leczenie bardziej się wydłuża, bo Miłosierny nigdy nas nie popędza i pozwala nam zdrowieć własnym tempem. Skoro jednak masz dziecię to zależy Ci napewno na najkrótszym czasie uzdrowienia również ze względu na jego szczęście. Rozumiem tę troskę i stąd moja uwaga.
Co do przekreślania męża w sercu i w realu to zupełnie nie przyszło mi to głowy. Serca dopilnuje najlepszy opiekun i przyjaciel jakiego mamy-Jezus, a o real dbasz sama skoro się modlisz i chcesz, aby kryzys przezwyciężyć.
Aby podnieść Cię na duchu przytoczę Ci słowo, które Bóg zostawił m.in. dla Ciebie:

(16) A dzieci cudzołożników nie osiągną celu, zniknie potomstwo nieprawego łoża.

(Ks. Mądrości (w) 3:16, Biblia Tysiąclecia)
Nie śmiem komentować.
Z Panem Bogiem


Serdecznie pozdrawiam:)
Mam tylko małe pytanie...odnośnie tego co wytłuściłam...
Skąd ta pewność?
Ps.Rozumiem,że to" delikatna tkanka" ( Syracha 3:17-24 )

kinga2 - 2009-07-27, 22:44

Mirela,
Oczywiście zakładam,że poruszamy się tylko w sferze uzdrowienia małżeństwa, bo o to tu chodzi, a nie o choroby psychiczne.
cyt:..."(18) Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym. (19) Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. (20) To właśnie czyni człowieka nieczystym. ..."
(Ew. Mateusza 15:18-20, Biblia Tysiąclecia)

Kiedy Bóg zagląda w serce widzi jaka jest przyczyna szwankowania psychiki. Lecząc serce wyleczy całego człowieka. Zawsze zaczyna się od serca i dlatego tak napisałam. To nie znaczy, że Bóg nie zna stanu naszej psyche, czy że go nie interesuje.
Może to rzeczywiście niezbyt fortunny skrót myślowy, ale mam nadzieję,że teraz wyraziłam się dokładniej?
Z Panem Bogiem

Mirela - 2009-07-28, 06:00

kinga2kinga2 napisał/a:
Mirela,
Oczywiście zakładam,że poruszamy się tylko w sferze uzdrowienia małżeństwa, bo o to tu chodzi, a nie o choroby psychiczne.
cyt:..."(18) Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym. (19) Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. (20) To właśnie czyni człowieka nieczystym. ..."
(Ew. Mateusza 15:18-20, Biblia Tysiąclecia)

Kiedy Bóg zagląda w serce widzi jaka jest przyczyna szwankowania psychiki. Lecząc serce wyleczy całego człowieka. Zawsze zaczyna się od serca i dlatego tak napisałam. To nie znaczy, że Bóg nie zna stanu naszej psyche, czy że go nie interesuje.
Może to rzeczywiście niezbyt fortunny skrót myślowy, ale mam nadzieję,że teraz wyraziłam się dokładniej?
Z Panem Bogiem


Oczywiście nie zakładałam ,ze nasza sfera psychiczna Boga nie interesuje.
Twój skrót myślowy pobudził mnie do refleksji nad uzdrawianiem...Była to okazja do prześledzenia kilku uzdrowień :kobieta cierpiąca na krwotok,uzdrowienie chromego nad sadzawką, epileptyk, głuchoniemy, człowiek chory na puchlinę wodną , wskrzeszenie Łazarza....I nie chodzi mi w moim spojrzeniu o dociekanie co Bóg widzi a czego nie widzi, co Go interesuje a co nie...wszystkie te przykłady zaprowadziły mnie do s.Faustyny, która pisze o litości i o łaskawości, która dzieli się największym przymiotem Bożym jakim jest Miłosierdzie. O ŁASKAWOŚCI I LITOŚCI ...Świadczy to o tym ,że mamy do czynienia w realny sposób z OSOBĄ która ponad ludzką wyobraźnie bardziej niż ktokolwiek nas rozumie i zna. Pamiętam swoja śmierć duchową...wystarczyła łaska tęsknoty za czymś wtedy dla mnie nie znanym, by pobudzić mnie do OTWARCIA na łaskę znacznie potężniejszą...Jeden akt woli...
Pozdrawiam serdecznie:)

Paloma - 2009-07-28, 13:51

Mirela napisał/a:
.Była to okazja do prześledzenia kilku uzdrowień :kobieta cierpiąca na krwotok,uzdrowienie chromego nad sadzawką, epileptyk, głuchoniemy, człowiek chory na puchlinę wodną , wskrzeszenie Łazarza...

Ile to już się czytało, słyszało o uzdrowieniach, ile spotkań modlitewnych było, tzw. charyzmatycznych, modlitw o uzdrowienie, ile proroctw się słyszało ....
Ale dlaczego nic się nie dzieje w moim życiu, z tego co słyszałam, o czym czytałam ... jakby Pan Bóg zatkał uszy na moje prośby (?)
Wołam do Niego...! Nic.
No może coś ... pojawili się mormoni (odpowiedź na moją modlitwę o ludzi, którzy mnie podniosą, pomogą...???), Skąd oni tutaj? Nie wiem.
Mam przyjąć ich pomoc? Nie wiem.
Mirela napisał/a:
Pamiętam swoja śmierć duchową...wystarczyła łaska tęsknoty za czymś wtedy dla mnie nie znanym, by pobudzić mnie do OTWARCIA na łaskę znacznie potężniejszą...Jeden akt woli...

To łaska w końcu czy akt woli? Pewnie łaska oparta na akcie Twojej woli.
U mnie nawet jak jest akt woli, to nie ma ... łaski.
Wszystko robię mechanicznie, jak automat... i jeszcze proboszcz mi mówi, że tak trzeba, że to wystarcza na teraz i jest dobre ...(???)
kinga2kinga2 napisał/a:
Aby podnieść Cię na duchu przytoczę Ci słowo, które Bóg zostawił m.in. dla Ciebie:
(16) A dzieci cudzołożników nie osiągną celu, zniknie potomstwo nieprawego łoża.(Ks. Mądrości (w) 3:16, Biblia Tysiąclecia)

Droga Kingo, to słowo mnie przeraża, a ... powinno pocieszyć.
Znam je, bo już kiedyś nasz sycharowski w.z. mi je cytował.
Choć mój mąż też je zna i ... żyje spokojnie i szczęśliwie (chyba???)

kinga2 - 2009-07-29, 02:13

Paloma,
Paloma napisał/a:
Ile to już się czytało, słyszało o uzdrowieniach, ile spotkań modlitewnych było, tzw. charyzmatycznych, modlitw o uzdrowienie, ile proroctw się słyszało ....
Ale dlaczego nic się nie dzieje w moim życiu, z tego co słyszałam, o czym czytałam ... jakby Pan Bóg zatkał uszy na moje prośby (?)
Wołam do Niego...! Nic.


Dlaczego sama siebie dołujesz? Zapewniam Cię ,że dobry Bóg nie tylko słyszy, ale i działa. Niestety my ludzie, jako istoty grzeszne i niecierpliwe chcemy od razu wyników zgodnych z naszymi wyobrazeniami, które nie zawsze są dla nas dobre.

Na początku drogi biegniemy do Niego, aby się wyżalić i wykrzyczeć, wyzłościć i żądać. Dopiero po jakimś czasie zaczynamy słuchać. Modlimy się i naraz chcemy na skróty do celu.
Dobroć Boga jednak polega na tym,że na to nie pozwala. Otrzymana łaska ma przynieść korzyść nie szkodę.
Bo np. jeśli mąż alkocholik odchodząc z domu wróci do niego bez wyleczenia . Dramat się pogłębi. Ale jeśli poczeka i dostanie czas na leczenie to jego powrót do trzeźwości będzie także nowym początkiem dla jego rodziny.

Chcę Ci przez to powiedzieć,że jest jakiś problem lub parę ,u Ciebie lub męża, które koniecznie trzeba rozwiązać, aby Wasza rodzina była zgodna i szczęśliwa, a wszystkie sprawy zakończyły się pomyślnie. W jakim tempie to się stanie decyduje Bóg. Ty trwaj a modlitwie, a On się wszystkim zajmie. Ufaj.
Po ludzku rób wszystko co możesz, Pan Bóg będzie to "pilotował" po swojemu.

Wiem,że to może być trudne, ale nie wchodź na teren samoprzekleństwa. Grząski to teren i nie znajdziesz na nim nic dobrego- za to wydostać się trudno. Na pewno znasz takich ludzi, którzy na okrągło narzekają i mówią: nie mogę, nie uda się itd... Zapewniam Cię ,że w życiu mają więcej porażek niż zwycięśtw, a Tobie przecież zależy na Viktorii.
Przypominam Ci, że słowo ma ogromną moc. Bóg słowem stworzył świat....

Co do charyzmatów, czemu nie wołasz o nie do Pana? To wspaniałe dary. Możesz prosić o charyzmaty na potrzeby rodziny lub całej wspólnoty. Proś. Nie wiesz do czego Pan Cię przeznaczył.

Paloma napisał/a:
No może coś ... pojawili się mormoni (odpowiedź na moją modlitwę o ludzi, którzy mnie podniosą, pomogą...???), Skąd oni tutaj? Nie wiem.
Mam przyjąć ich pomoc? Nie wiem.


Palomo, nie wiem kim są Ci ludzie i jakie mają wobec Ciebie zamiary, ale bądź ostrożna. To nic konkretnego, ale wszelkie sekty mogą być groźne. Zwłaszcza dla osób o wzburzonych emocjach.
Jesli potrzebne Ci towarzystwo to możesz z niego skorzystać, ale nie dawaj się zapraszać na żadne meetingi i nie zwierzaj się za dużo. Tak na wszelki wypadek nie trać przy nich czujności. Zanim postanowisz się z nimi zaprzyjaźnić bliżej, uważnie poczytaj w necie informacje o tym wyznaniu.
Bezpieczniej zawsze trzymać się z dala od kontrowersyjnych znajomości. W sytuacjach stresowych łatwo wpakować się z deszczu pod rynnę. Nie twierdzę,że tak się stanie, ale uważaj.
Z Panem Bogiem

Paloma - 2009-07-29, 07:20

kinga2kinga2 napisał/a:

Wiem,że to może być trudne, ale nie wchodź na teren samoprzekleństwa.
Przypominam Ci, że słowo ma ogromną moc. Bóg słowem stworzył świat....
Co do charyzmatów, czemu nie wołasz o nie do Pana? To wspaniałe dary. Możesz prosić o charyzmaty na potrzeby rodziny lub całej wspólnoty. Proś. Nie wiesz do czego Pan Cię przeznaczył.

Co masz na myśli pisząc to Kingo? Możesz przybliżyć?
O przekleństwach coś tam słyszałam i czytałam ( jak to bywa w grupach charyzmatycznych), ale raczej o tych rzucanych na kogoś, ale na siebie ...(?)
Co do mormonów, to myślę cały czas ... kontakty z nimi nie uważam za coś wielce złego. Skoro my chrześcijanie jesteśmy powołani, aby kochać ludzi wszystkich wyznań, troszczyć się o nich i pomagać im (tak mówi mój idol R.Martin), to dlaczego ja jako chrześcijanka nie miałbym przyjąć ich pomocy (?)
Jako chrześcijanka, nie zmierzam zmieniać wyznania na inne niż chrześcijańskie ;)

Andrzej - 2009-07-29, 08:11

Paloma napisał/a:

Jako chrześcijanka, nie zmierzam zmieniać wyznania na inne niż chrześcijańskie ;)


Pan Jezus w Ewangelii mówi, aby mieć się na baczności przed fałszywymi prorokami, zachować czujność, strzec Jego nauki. Mówi, żeby być roztropnym jak wąż i nieskazitelnym jak gołębica.
Kochać powinniśmy wszystkich ludzi, a przede wszystkim Boga, brać sobie do serca Jego słowa, strzec depozytu wiary, jaki jest w Kościele katolickim.

O mormonach - www.psychomanipulacja.pl/...-informacje.htm
www.apologetyka.katolik.pl

Palomo, przeczytaj proszę dzisiejszy komentarz do Ewangelii ks. Pierzchalskiego. Jest on znakomitym wskazaniem co robić, gdy pewne wydarzenia nie kształtują się zgodnie z naszym życzeniem, jesteśmy niezadowoleni, skarżymy się, odczuwamy silne zniechęcenie do życia, przeżywamy stratę - gdy umiera nadzieja...

Tak, Panie! >>

wito - 2009-07-29, 20:57

kinga2kinga2 napisał/a:
Paloma,

Aby podnieść Cię na duchu przytoczę Ci słowo, które Bóg zostawił m.in. dla Ciebie:

(16) A dzieci cudzołożników nie osiągną celu, zniknie potomstwo nieprawego łoża.

(Ks. Mądrości (w) 3:16, Biblia Tysiąclecia)
Nie śmiem komentować.
Z Panem Bogiem

Kingo - powiedz mi w czym przeszkadzają ci dzieci męża Palomy?? Co one zawiniły??
Czym ty chcesz "pocieszyć" Palomę??
Czy aby na pewno nie posuwasz się za daleko w twoich dosłownych interpretacjach biblii??
Przypominasz sobie, że to ludzie Kościoła przekonywali konkwistadorów, że Indianie, których mordują "nie mają duszy". Obejrzyj "Misję" i nie zachwycaj się jedynie muzyką Morricone ale chciej zrozumieć do czego prowadzi radykalizm, traktowanie innych jako gorszych i z góry skazanych na "potępienie".
Ci murzyni, którzy jako niewolnicy płynęli do Ameryki też "nie mieli duszy".
A niedawno na tym forum też padło sformułowanie, że jedynie Kościół katolicki jest prawdziwym Kościołem reszta to "kościoły".
Tylko czekać aż zapłoną stosy.

Mirela - 2009-07-30, 10:20

Witam

Słowo Boże w swej treści jest aktualne w każdym czasie i miejscu, w porę i w nie w porę. Duch św . jest Tą OSOBĄ która pobudza nas do EKSPRESJI( czyli nie tylko refleksji) w sposób indywidualny, jak w przypadku Maryi która po wypowiedzeniu słów" Ota ja służebnica Pańska..." nie czeka na przyjście Boga, Zbawiciela ale biegnie do Elżbiety. Karmienie się Słowem Bożym POWINNO BYĆ niczym innym jak karmieniem się CHLEBEM POWSZEDNIM jak CHLEBEM EUCHARYSTYCZNYM, czyli karmienie się Miłością w Miłości. Nie inaczej!!! Skoro mowa o miłości to również i mowa o cierpliwości 1 Kor 13 , a to oznacza ,że mamy tez świadomość z własnego przecież doświadczenia , że ciągle dorastamy do miłości jak dzieci do dojrzałości i wszystko wymaga czasu na naukę...miłowania, a każde potknięcie jest miejscem na refleksje i powstawanie do świętości.

Ps.
Palomo
Zapewne pragniesz być kochana i kochać ( uściślając - stać się miłością) i to jest łaska tęsknoty...człowiek jest tak ukochany przez Boga ,że sam Bóg odkrywa powoli i w odpowiednim tempie Źródło tego pragnienia...kolejną łaską jest porzucić wszystko i przyglądać się Bogu,by stanąć w Prawdzie( porzucić wszystko , to zostawić swoje troski, cierpienia, sprawy dla BYCIA choć przez moment z Bogiem bez swoich spraw) - to akt woli- pragnienie tak mocne ,że wszystko zostawia się dla Boga, by z Nim być i Go usłyszeć.
I TO JEST RÓWNIEŻ MODLITWĄ.
Wierzę Palomo,że Pan Ciebie nie zostawi, jest niewymownie wierny , łaskawy , miłosierny, W SFERZE UZDROWIENIA JEST LEKARZEM i przebywa sam na sam z pacjentem i to jest cudowne:), bo nie prowadzi Ciebie ślepiec... i TYLKO ON, PAN JEZUS zna hasło do poruszania się w tej sferze... to nie tak ,że nie wysłuchuje...w dialogu mówi się na przemian ,żeby się wzajemnie słyszeć...może to czas kiedy masz posłuchać...?
Powiem Ci ,że najlepiej mi się słucha na Adoracji Najświętszego Sakramentu...
Daj sobie też czas na wszystko...Człowiek tak chce ciągle być poukładany i trendy i jeszcze nie wiem co , a przecież Chrystus wcale nie był na topie, losowo przecież przegrany...a jednak WYGRAŁ PRZEZ MIŁOŚĆ...

I coś ważnego...Faustyna ZAUFAŁA TYLKO BOGU i W MIŁOSIERDZIU pokładała cała swoja nadzieję...dlatego należny do wygranych mimo ,że patrząc po ludzku jej życie do lekkich nie należało.

Pozdrawiam serdecznie:)

w.z. - 2009-07-31, 22:35

Mirela napisał/a:
... a przecież Chrystus wcale nie był na topie, losowo przecież przegrany...a jednak WYGRAŁ PRZEZ MIŁOŚĆ...


Dokładnie!!! Pozostaje nam tylko modlic się i wierzyc, że Paloma to kiedyś zrozumie, bo jak na razie to ... :(.

Obawiam się, że pocieszanie jej, tylko utwierdza ją w stanie depresji i jest "pożywką" dla jej cierpienia.

Jak gdzieś tu kiedyś na forum pisał nałóg: "niektórzy ludzie po prostu nie chcą wyzdrowiec" :(

a my chocbyśmy chcieli to za nich życia nie przeżyjemy

pozostaje więc tylko pisac scenariusze :(

kinga2 - 2009-07-31, 23:28

wito,
witaj,
kompletnie nic nie zrozumiałeś. Ten cytat to przyżeczenie Pana Boga dla małżonków,że dzieci z nieprawego łoża nie będą przyczyną niszczenia jedności małżeńskiej. Gdybyś lepiej znał Biblię to przywołąłbyś do pamięci historię Sary i Abrahama oraz losy Izaaka i Ismaela.

Twoje nadinterpretacje trącą jakimś horrorem i wypaczają sens wypowiedzi.Bóg nie jest potworem, ale miłością i dlatego powiedział,że jest zazdrosny. W tym wypadku o utrzymanie sakramentów świętych. Jak rozwiąże sprawę Palomy zostawmy to Jego miłosiernej mądrości, ale nawet dzieci pozamałżeńskie nie są powodem do niszczenia sakramentu małżeństwa.

Poczytaj nauczanie Kościoła na temat dzieci pozamałżeńskich.

Co do Biblii to:" Niebo i Ziemia przeminie, a słowa moje ( Boga) nie przeminą...."

Przydałoby Ci się trochę pokory wobec tego słowa( Pisma Świętego). Bóg napisał Biblią do Ciebie piękny list. Czemu go nie czytasz? Wyraźnie powiedział jak należy rozumieć zawarte tam treści.
Radykalizm zalecił zamienić w miłość, pamiętasz? Wiesz czemu Stary Testament to radykalizm, a Nowy tylko miłość, wiara, nadzieja i konsekwentna cierpliwość ? Przecież oba zawierają słowa i prawo tego samego Boga. Jezus nie narodził się, aby zmieniać prawo. Za to bardzo wyraźnie powiedział, że do końca świata nie będzie w nim zmieniona nawet jedna litera.
To o czym piszesz w "Misji" to czytanie Biblii z niezrozumieniem, a powinniśmy czytać ją sercem podpierając się wiedzą ( czasem historyczną, czasem współczesną) i nauczaniem Kościoła.
Włącz "fitr miłości "i jeszcze raz przeczytaj cytat. Postaraj się wczuć także w problem do którego się odnosi.

I jeszcze jedno. Radykalizm w Biblii ma nas chronić, nie niszczyć.np. przykazania Boże to drogowskazy do bezpiecznego i szczęśliwego życia, a nie ograniczenia i pęta. Wszystko można różnie zinterpretować. -Różą można się zachwycić, albo pokłóć.

Przeczytaj uważnie to co napisał Andrzej tuż nad Twoim postem i na przyszłość zanim wydasz ,wobec mnie wyrok, przeprowadź uczciwy przewód sądowy.

Andrzej napisał/a:

Pan Jezus w Ewangelii mówi, aby mieć się na baczności przed fałszywymi prorokami, zachować czujność, strzec Jego nauki. Mówi, żeby być roztropnym jak wąż i nieskazitelnym jak gołębica.
Kochać powinniśmy wszystkich ludzi, a przede wszystkim Boga, brać sobie do serca Jego słowa, strzec depozytu wiary, jaki jest w Kościele katolickim.

Pozdrawiam.
Z Panem Bogiem

[ Dodano: 2009-08-01, 00:57 ]
Jeszcze raz dodam pytanie.
Czy ktoś z Was zapoznał się z podanymi przeze mnie pozycjami ksiązkowymi, audycjami?
A może ta dyskusja powinna poczekać, aż dojdzie do niej rzetelna wiedza, nie tylko odczucia i poglądy własne?


Paloma
Pytałaś o samoprzekleństwo. To tylko nazwa, słyszałam też inne jak czarnowidztwo, dołowanie siebie, krakanie, autodestrukcja psychiczna i inne....
Chodzi o to, aby samemu nie pogłębiać własnych problemów i nie zamykać się we własnej niemożności. Psychika w silnym stresie może Ci spłatać niemiłą niespodziankę jeśli bęziesz ją często karmić negatywami.
Kiedy masz takiego , popularnie mówiąc doła, to najlepiej wołać do Pana o radość, On pomoże. Zawsze pomaga, tylko każdemu inaczej.
Kiedyś mi powiedziano, że wtedy najlepiej skutkuje terapia śmiechem. Radzą to zarówno psychologowie jak i kapłani. Jeśli samej Ci trudno wprowadzić to w życie, to zastanów się , czy jest ktoś kto potrafi Cię rozśmieszyć, albo czy masz taki film lub komiks. Każdego coś bawi i do tego trzeba się odwołać. Krótka chwila szczerego śmiechu ,przy boskiej pomocy ,na pewno " zdziała cuda".
Powodzenia.

wito - 2009-08-01, 08:34

kinga2kinga2 napisał/a:
wito,
witaj,
kompletnie nic nie zrozumiałeś. Ten cytat to przyżeczenie Pana Boga dla małżonków,że dzieci z nieprawego łoża nie będą przyczyną niszczenia jedności małżeńskiej. Gdybyś lepiej znał Biblię to przywołąłbyś do pamięci historię Sary i Abrahama oraz losy Izaaka i Ismaela.

Być może nic nie zrozumiałem. Ty za to wiesz doskonale, że dzieci z nieprawego łoża nie niszczą małżeństwa, sakramentu. Tak samo jak zdrada nie niszczy więzi miedzy małżonkami - prawda??
Kingo tak się składa że nie jesteśmy aniołami. Wtedy potrafilibyśmy żyć tylko duchem, karmić się tylko słowem. Jesteśmy ludźmi - takimi stworzył nas Bóg, z krwi i kości. Żyjemy nie samym duchem. Jesteśmy sakrum i profanum. mamy swoje ludzkie pragnienia. Takimi stworzył nas Bóg.
Gratuluję ci doskonałej znajomości Biblii.
kinga2kinga2 napisał/a:
Włącz "fitr miłości "i jeszcze raz przeczytaj cytat. Postaraj się wczuć także w problem do którego się odnosi.
całkowite pudło moja droga, ale nie mam zamiaru ci wyjaśniać dlaczego.
kinga2kinga2 napisał/a:
i na przyszłość zanim wydasz ,wobec mnie wyrok, przeprowadź uczciwy przewód sądowy.
- proszę o wskazanie chociaż jednego cytatu w którym wydałem na ciebie wyrok? poprosiłem o wyjaśnienie. Ty natomiast od razu zarzucasz mi nieznajomość Biblii i brak pokory. Twierdzisz, że ludzie którzy nie zapoznali sie z książkami przez ciebie podanymi i polecanymi audycjami nie posiadają odpowiedniej wiedzy by dyskutować w temacie:
kinga2kinga2 napisał/a:
Jeszcze raz dodam pytanie.
Czy ktoś z Was zapoznał się z podanymi przeze mnie pozycjami ksiązkowymi, audycjami?
A może ta dyskusja powinna poczekać, aż dojdzie do niej rzetelna wiedza, nie tylko odczucia i poglądy własne?

Otóż wiedza na poruszane przez ciebie tematy nie ogranicza się jedynie do publikacji przez ciebie podanych.
Otóż jak zapewne wiesz uczciwa dyskusja polega na wymianie poglądów i doświadczeń. Dzieleniu się wiedzą płynącą z literatury, doświadczenia życiowego. Każdy inny sposób prowadzenia dyskusji jest jedynie monologiem, klaką służącą idealizowaniu pewnych osób, sytuacji lub zagadnień. Każdy z nas wybiera to w jaki sposób chce dyskutować. Czy chce słuchać innych, dopuszczać ich zdanie, ich doświadczenia, czy twierdzi, że jego poglądy są najlepsze bo są poparte Biblią, którą często interpretuje po swojemu. Na marginesie teolodzy różnie interpretują fragmenty Pisma Św. i każdy z nich na przestrzeni wieków twierdził, że to właśnie on miał rację. Nie daje ci to nic do myślenia???

nałóg - 2009-08-01, 09:56

Czytam posty Kingi i Waszą dyskusję.
Kinga piszesz do Witka:"wito,
witaj,
kompletnie nic nie zrozumiałeś. Ten cytat to przyżeczenie Pana Boga dla małżonków,że dzieci z nieprawego łoża nie będą przyczyną niszczenia jedności małżeńskiej. Gdybyś lepiej znał Biblię to przywołąłbyś do pamięci historię Sary i Abrahama oraz losy Izaaka i Ismaela"

Jak należałoby przywołać historię Sary ,to ma ona skutki (historyczne) do dziś.
To Sara(aby zadowolić fizycznei Abrahama) podsuneła Hagar do łóżka Abrahamowi.A jak sama poczeła w swej straości Izaaka ,to Izmail(pierworodny Abrahama) i jego matka zostali oddaleni na pustynię,(wygnani przez Abrahama na żądanie Sary ) i błąkali się, i to z nich -jak podaje legenda- narodził sie naród arabski,naród koczowników i pasterzy.
Trawająca do dziś wrogość narodów żydowskich i arabskich -wg podania- bierze sie właśnie z odtrącenia Izmaila przez Abrahama.Zresztą na żądanie Sary.
Przypuszczalny grób Sary w Izraelu jest dość mocno strzeżony .Widziałem.
Przed Arabami właśnie.
Tak, że ta przywołana przez Ciebie para ,a raczej trójkąt nie jest chyba najlepszym przykładem na to ,że dziecko czy dzieci pozamałżeńskie nie odziaływują negatywnie na rodzinę.Pewnie nie zawsze........ale na to trzeba dużo pokory i postawy przebaczenia
I jeszcze jedno.............. Kinga...... nie można starotestamentowych przekazów interpretować dosłownie,wg standartów cywilizacji zachodu.Cytować wprost i wprost odnosić do rzeczywistości.
Podawane przez Ciebie pozycje nie są jedynymi.
Interpretacją starotestamentowych treści zajmuja się tez m/i o.Pelanowski,o.Grun,o.Knabit,o.Augustyn,o.Knotz ,o.Salij i wielu innych.
Można u nich wyczytać (np u o.Gruna)np.to że ofiara z Izaaka nie musiała być ofiarą żądaną przez Boga,a była tylko "podpuszczeniem"Abrahama przez "kusego".A ten baran zaplątany rogami w cierniach był dany przez Boga by uchronić Abrahama przed dzieciobójstwem.

A czy tak było naprawdę??? Interpretacja Kościoła jest poddawana jakby w wątpliwość.
Kiedyś w rozmowie z o.Salijem zapytałem go wprost o to....... nie odpowiedział mi wprost.Przedstawił stanowisko i interpretacje dotychczasową Kościoła.
Tak że Kingo,z interpretacjami zapisów starotestamentowych nalezy obchodzić sie ostrożnie.
Jak chcesz dyskutować o tym, to przeczytaj Księgę Wyjścia i historię Mojżesza........... i napisz jakie wnioski możesz wyciagnać dla siebie z tej Księgi............. laska,wąż,lęki i opór Mojżesza wobec Boga...........

Pogody Ducha

Andrzej - 2009-08-01, 13:11
Temat postu: Słuchać i wypełniać
nałóg napisał/a:
Kiedyś w rozmowie z o.Salijem zapytałem go wprost o to....... nie odpowiedział mi wprost.Przedstawił stanowisko i interpretacje dotychczasową Kościoła.


Mądry ksiądz. Przedstawił stanowisko i interpretację dotychczasową Kościoła. I tego się trzymajmy tj. oficjalnej nauki KK wyrażonej w Katechizmie Kościoła Katolickiego.

kinga2 - 2009-08-01, 14:07

nałóg
Witaj,

Twoja interpretacja tej historii to kapletny galimatias.
napisałeś:
cyt.":Jak należałoby przywołać historię Sary ,to ma ona skutki (historyczne) do dziś.
To Sara(aby zadowolić fizycznei Abrahama) podsuneła Hagar do łóżka Abrahamowi."

Ta historia ukazuje tylko brak zrozumienia człowieka dla potęgi Boga ,niecierpliwości i konsekwencje takiego postępowania dla wszystkich uczestników tego trójkąta.
Sara przygnębiona brakiem potomka i brakiem zrozumienia bożej obietnicy staje się przyczyną ogromnego grzechu , który wchodzi nie tylko do jej domu, ale ma także dalsze konsekwencje dla innych .
Niestety Abraham nie oparł się także rozumowaniu żony. Podejmuje złą decyzję. Czas, który upłynął od widzenia Boga i ludzkie myślenie bez pozostawienia wszystkiego Bogu poskutkowało błędem.
To dowód na to,że słowa Boga należy traktować tak jak są powiedziane, nie jak się komu wydaje czy pasuje:

(1) Po tych wydarzeniach Pan tak powiedział do Abrama podczas widzenia: Nie obawiaj się, Abramie, bo Ja jestem twoim obrońcą; nagroda twoja będzie sowita. (2) Abram rzekł: O Panie, mój Boże, na cóż mi ona, skoro zbliżam się do kresu mego życia, nie mając potomka; przyszłym zaś spadkobiercą mojej majętności jest Damasceńczyk Eliezer. (3) I mówił: Ponieważ nie dałeś mi potomka, ten właśnie zrodzony u mnie sługa mój, zostanie moim spadkobiercą. (4) Ale oto usłyszał słowa: Nie on będzie twoim spadkobiercą, lecz ten po tobie dziedziczyć będzie, który od ciebie będzie pochodził. (5) I poleciwszy Abramowi wyjść z namiotu, rzekł: Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić; potem dodał: Tak liczne będzie twoje potomstwo. (6) Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za zasługę.

(Ks. Rodzaju 15:1-6, Biblia Tysiąclecia)

(1) Saraj, żona Abrama, nie urodziła mu jednak potomka. Miała zaś niewolnicę Egipcjankę, imieniem Hagar. (2) Rzekła więc Saraj do Abrama: Ponieważ Pan zamknął mi łono, abym nie rodziła, zbliż się do mojej niewolnicy; może z niej będę miała dzieci. Abram usłuchał rady Saraj. (3) Saraj, żona Abrama, wzięła zatem niewolnicę Hagar, Egipcjankę, i dała ją za żonę mężowi swemu Abramowi, gdy już minęło dziesięć lat, odkąd Abram osiedlił się w Kanaanie. (4) Abram zbliżył się do Hagar i ta stała się brzemienną. A widząc, że jest brzemienna, zaczęła lekceważyć swą panią.

(Ks. Rodzaju 16:1-4, Biblia Tysiąclecia)

W czasach Abrahama i Sary był taki zwyczaj,że kobieta bezpłodna aby stać się matką i przedłużyć ród mogła swojemu mężowi przyprowadzić niewolnicę ,aby z nią obcował. Jeśli ta poczęła to w trakcie porodu siadała na kolanach swojej pani i rodziła. Oficjalną matką wobec ludzi dla tak urodzonego dziecka była żona, nie niewolnica.
Nie ma to nic wspólnego z podkładaniem kochanki dla przyjemności faceta. Sara nie była rajfurką z wyrachowania tylko z powodu zbyt małej wiedzy o Stwórcy.
Dla bezplodnych par wymyślono sobie taki pokrętny sposób adopcji.. Nie doszukałam się jednak w całej Biblii, ani jednego zapisu, aby Bóg to pochwalał, czy uznał za stosowne. Wręcz przeciwnie.

Cały problem niezrozumienia zawiera się w słowach:Ale oto usłyszał słowa: Nie on będzie twoim spadkobiercą, lecz ten po tobie dziedziczyć będzie, który od ciebie będzie pochodził.

Abraham i Sara nie dopuścili mysli o Bożej interwencji w ich życie tylko skorzystali z ludzkich zwyczajów, a one są wystepkiem przeciw jedności małżeńskiej. Stąd grzech.
Poza tym wyraźnie jest powiedziane, że Abraham do końca nie uwierzył Bogu.

(15) I mówił Bóg do Abrahama: żony twej nie będziesz nazywał imieniem Saraj, lecz imię jej będzie Sara. (16) Błogosławiąc jej, dam ci i z niej syna, i będę jej nadal błogosławił, tak że stanie się ona matką ludów i królowie będą jej potomkami. (17) Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się; pomyślał sobie bowiem: Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką? (18) Rzekł zatem do Boga: Oby przynajmniej Izmael żył pod Twoją opieką! (19) A Bóg mu na to: Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak. Z nim też zawrę przymierze, przymierze wieczne z jego potomstwem, które po nim przyjdzie. (20) Co do Izmaela, wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię. (21) Moje zaś przymierze zawrę z Izaakiem, którego urodzi ci Sara za rok o tej porze. (22) Wypowiedziawszy te słowa, Bóg oddalił się od Abrahama.

(Ks. Rodzaju 17:15-22, Biblia Tysiąclecia)

Sara także nie uwierzyła w 100%

(9) Zapytali go: Gdzie jest twoja żona, Sara? - Odpowiedział im: W tym oto namiocie. (10) Rzekł mu [jeden z nich]: O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona Sara będzie miała wtedy syna. Sara przysłuchiwała się u wejścia do namiotu, [które było tuż] za Abrahamem. (11) Abraham i Sara byli w bardzo podeszłym wieku. Toteż Sara nie miewała przypadłości właściwej kobietom. (12) Uśmiechnęła się więc do siebie i pomyślała: Teraz, gdy przekwitłam, mam doznawać rozkoszy, i mój mąż starzec? (13) Pan rzekł do Abrahama: Dlaczego to Sara śmieje się i myśli: Czy naprawdę będę mogła rodzić, gdy już się zestarzałam? (14) Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana? Za rok o tej porze wrócę do ciebie, i Sara będzie miała syna. (15) Wtedy Sara zaparła się, mówiąc: Wcale się nie śmiałam - bo ogarnęło ją przerażenie. Ale Pan powiedział: Nie. Śmiałaś się!

(Ks. Rodzaju 18:9-15, Biblia Tysiąclecia)

Do całej tej historii dochodzi także brak zrozumienia przez Hagar jej roli z życiu małżonków.
Zamiast pokory zaprezentowała wobec Sary butę, a ta z kolei nie potrafiła tego ścierpieć i kiedy zwraca się o radę do Abrahama , jak rozwiązać ten problem, ten niejako uchyla się od zajęcia stanowiska. Czemu tak postąpił? Kto wie?

(5) Wtedy Saraj rzekła do Abrama: Przez ciebie doznaję zniewagi; ja sama dałam ci moją niewolnicę za żonę, ona zaś czując się brzemienną, lekceważy mnie. Niechaj Pan będzie sędzią między mną a tobą! (6) Abram rzekł do Saraj: Przecież niewolnica twoja jest w twojej mocy: postąp z nią, jak będziesz uważała za dobre. Saraj upokorzyła Hagar; wtedy Hagar od niej uciekła.

(Ks. Rodzaju 16:5-6, Biblia Tysiąclecia)

Dalej piszesz cyt:"
Trawająca do dziś wrogość narodów żydowskich i arabskich -wg podania- bierze sie właśnie z odtrącenia Izmaila przez Abrahama.Zresztą na żądanie Sary. "

I znów brak zrozumienia.
Hagar nie wychowała dobrze Ismaela. Nie nauczyła go ani pokory, ani wdzięczności dla opiekunów, którymi byli dla nich Abraham i Sara. Kiedy Saraj w swej starości poczęła i porodziła Izaaka. Ta wczesniejsza "adopcja" przestała być w oczach małżonki ważna. Jednak Hagar nie powiedziała tego Ismaelowi,że jego przywilej pierworodnego wygasł. Chłopiec nie przyjął do wiadomości,że Abraham ma syna krew z krwi i kość z kośći w związku błogosławionym przez Boga i to on ma wszelkie prawa dziedziczenia.

9) Sara widząc, że syn Egipcjanki Hagar, którego ta urodziła Abrahamowi, naśmiewa się z Izaaka, (10) rzekła do Abrahama: Wypędź tę niewolnicę wraz z jej synem, bo syn tej niewolnicy nie będzie współdziedzicem z synem moim Izaakiem. (11) To powiedzenie Abraham uznał za bardzo złe - ze względu na swego syna. (12) A wtedy Bóg rzekł do Abrahama: Niechaj ci się nie wydaje złe to, co Sara powiedziała o tym chłopcu i o twojej niewolnicy. Posłuchaj jej, gdyż tylko od Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo. (13) Syna zaś tej niewolnicy uczynię również wielkim narodem, bo jest on twoim potomkiem. (14) Nazajutrz rano wziął Abraham chleb oraz bukłak z wodą i dał Hagar, wkładając jej na barki, i wydalił ją wraz z dzieckiem.

(Ks. Rodzaju 21:9-14, Biblia Tysiąclecia)

Izmael i Hagar nie zostali odtrąceni, ale oddaleni i to na wyraźne polecenie Boga.. Po to Bóg to przykazał Abrahamowi, aby nie byli przyczyną dalszych niesnasek w małżeństwie oraz wypowiedział się bardzo wyraźnie co do dziecka z nieprawego łoża. Jest potomkiem, ale nie ma praw dziecka zrodzonego z prawowitej i jedynej małżonki.

cyt:" Trawająca do dziś wrogość narodów żydowskich i arabskich -wg podania- bierze sie właśnie z odtrącenia Izmaila przez Abrahama.Zresztą na żądanie Sary.
Przypuszczalny grób Sary w Izraelu jest dość mocno strzeżony .Widziałem. "

(9) Wtedy Anioł Pański rzekł do niej: Wróć do twej pani i pokornie poddaj się pod jej władzę. (10) Po czym Anioł Pański oznajmił: Rozmnożę twoje potomstwo tak bardzo, że nie będzie można go policzyć. (11) I mówił: Jesteś brzemienna i urodzisz syna, któremu dasz imię Izmael, bo słyszał Pan, gdy byłaś upokorzona. (12) A będzie to człowiek dziki jak onager: będzie on walczył przeciwko wszystkim i wszyscy - przeciwko niemu; będzie on utrapieniem swych pobratymców.

(Ks. Rodzaju 16:9-12, Biblia Tysiąclecia)

Znam to podanie, ale przyczyna niechęci jest w charakterze protoplasty i uzurpatorstwie, a nie w odrzuceniu. Przecież wyraźnie pokazałam Ci wyżej kto kazał oddalić dziecię. Zatem do kogo tak naprawdę mają pretensje potomkowie. Do Abrahama i Sary czy do Boga?

dalej:"
cyt:"I jeszcze jedno.............. Kinga...... nie można starotestamentowych przekazów interpretować dosłownie,wg standartów cywilizacji zachodu.Cytować wprost i wprost odnosić do rzeczywistości.
Podawane przez Ciebie pozycje nie są jedynymi. "

Przeczytaj uważnie cały mój post ponownie.


Wito

cyt:"Twierdzisz, że ludzie którzy nie zapoznali sie z książkami przez ciebie podanymi i polecanymi audycjami nie posiadają odpowiedniej wiedzy by dyskutować w temacie"

Nic takiego nie twierdzę. To nadinterpretacja i przekręcanie sensu wypowiedzi, nie jedno zresztą. Ja chętnie zapoznam się z takimi pozycjami jakie Ty mi polecisz i wrócimy do dyskusji. To że myslimy odmiennie, nie znaczy ,że nie możemy wymieniać poglądów.
Co do wydawania wyroków przeczytaj własny post.

Z Panem Bogiem

[ Dodano: 2009-08-01, 15:29 ]
b]wito[/b],
wito napisał/a:
Kingo tak się składa że nie jesteśmy aniołami. Wtedy potrafilibyśmy żyć tylko duchem, karmić się tylko słowem. Jesteśmy ludźmi - takimi stworzył nas Bóg, z krwi i kości. Żyjemy nie samym duchem. Jesteśmy sakrum i profanum. mamy swoje ludzkie pragnienia. Takimi stworzył nas Bóg.
Gratuluję ci doskonałej znajomości Biblii.


Zapewniam Cię,że balans pomiędzy sacrum, a profanum w nas zależy od naszej wolnej woli i determinacji wołania do Pana, aby usuwał z nas profanum obdarzająć sacrum. Bóg zaś dał nam ciało w raju. Nie było skażone. Krew i kości nie są przyczyną grzechu. Zanim coś zrobisz myślisz. Kolejność to przecież pomysł, poddanie pod działanie rozumu i sumienia, wykonanie. To my decydujemy czy czegoś chcemy, czy nie. Nikt z nas nie jest marionetką. A może się mylę?

nałóg - 2009-08-01, 19:42

Kinga,a te dwa narody,pochodzące w linii męskiej od tego samego ojca walczą ze sobą do dziś...................
A ta prawowita linia rodu Abrahama przez bliżej nieokreślone tysiąclecia tułała się po ziemi........a i do dziś walczy z braćmi od tego samego protoplasty.
I jest atakowana przez potomków Izmaila.

Po co????

Więc ten przekaz międzypokoleniowy zrodzony w nieprawym łożu,wbrew Słowu,a potem wydalony -jak ładniej to nazywasz- miał i ma nadal swój udział w rodzinie Abrahama.
Mimo przytoczonego cytatu:"że dzieci z nieprawego łoża nie będą przyczyną niszczenia jedności małżeńskiej" nie można stawiać tezy o tym że efekt zdrady-dziecko nie ma wpływu na małżenstwo i rodzinę.

wito - 2009-08-03, 12:07

kinga2kinga2 napisał/a:
Zapewniam Cię,że balans pomiędzy sacrum, a profanum w nas zależy od naszej wolnej woli i determinacji wołania do Pana, aby usuwał z nas profanum obdarzająć sacrum. Bóg zaś dał nam ciało w raju. Nie było skażone. Krew i kości nie są przyczyną grzechu.

Kingo czy ty wiesz o co chodzi w sacrum i profanum? Sacrum to nasze potrzeby duchowe, cel, filozofia i wszystko co sie z tym wiąże, profanum to ciało i wszystko co sie z tym wiąże. Jak wyobrażasz sobie usunięcie profanum???
Św. Tomasz z Akwinu nauczał, że dusza ludzka jest rozumna częścią człowieka. Człowieka z krwi i kości. Bóg celowo połączył ciało i ducha. Są też istoty składające się z samego ducha - to aniołowie (sakrum pozbawione profanum). Św Tomasz twierdził, że dusza ludzka nie może poznawać świata inaczej niż poprzez zmysły ciała. rzeczywistość bez zmysłów - to jedynie duch.
Powołujesz się na człowieka w raju. Przecież już wtedy istniały anioły. Bóg stworzył inną istotę, składającą się nie tylko z sacrum (ducha) ale i z profanum (ciała). Więcej tej istocie dał wolną wolę. Takiej woli pozbawił anioły - bo dobre anioły nie będą złe a złe nie staną się dobre. Innymi słowy - diabeł się nie poprawi, nie będzie żałował za grzechy. Człowiek jako istota wolna i rozumna dostał władzę poznawania świata. Poznawania poprzez zmysły - bo każdy wynalazek powstał z jakiejś potrzeby zaspokojenia zmysłów. bez zmysłów nie możemy, żyć, myśleć, rozmnażać się. Bez zmysłów bylibyśmy aniołami. Więc kompletnie nie rozumie
m jak można "wołać do Pana by usuwał z nas profanum".
I jeszcze jedno. Pomimo tego, że Bóg obdarzył nas wolną wolą, czy zawsze mamy wpływ na to co się dzieje wokół nas a co wywiera wpływ na nasze życie???
kinga2kinga2 napisał/a:
To my decydujemy czy czegoś chcemy, czy nie.
Nigdy nie spotkało cię coś czego nie chciałaś a co wywarło ogromny wpływ na twoje życie?? Nie żyjemy na pustyni.


co do:
kinga2kinga2 napisał/a:
Wito

cyt:"Twierdzisz, że ludzie którzy nie zapoznali sie z książkami przez ciebie podanymi i polecanymi audycjami nie posiadają odpowiedniej wiedzy by dyskutować w temacie"

Nic takiego nie twierdzę. To nadinterpretacja i przekręcanie sensu wypowiedzi, nie jedno zresztą.
- twierdzisz - bo zalecasz ludziom, że by dalej kontynuować dyskusje powinni najpierw przeczytać i posłuchać polecane przez ciebie publikacje i audycje i dopiero wtedy wrócić do dyskusji.
brak zrozumienia zarzucasz również nałogowi
kinga2kinga2 napisał/a:
I znów brak zrozumienia.
jeszcze raz zapytam - skąd wiesz, że własnie twoja interpretacja jest najlepsza i w pełni uzasadniona?? nie zapominaj, że Biblia opisuje wydarzenia odległe, została spisana dla konkretnego narodu (Stary Testament) i nie można jej rozpatrywać inaczej niż w kontekście tamtych czasów, obyczajów. Należy też wziąć pod uwagę że jest przekładana z języków wschodnich na grekę, łacinę a dopiero potem na język polski. To tez ma wpływ bo często dla tłumaczenia brakuje słów. Na koniec piszesz nałogowi:
kinga2kinga2 napisał/a:
Przeczytaj uważnie cały mój post ponownie.
to tak jakbyś mu po tym wszystkim powiedziała - nic chłopie nie rozumiesz - ja wiem lepiej.

[ Dodano: 2009-08-03, 13:13 ]
nałóg napisał/a:
Mimo przytoczonego cytatu:"że dzieci z nieprawego łoża nie będą przyczyną niszczenia jedności małżeńskiej" nie można stawiać tezy o tym że efekt zdrady-dziecko nie ma wpływu na małżenstwo i rodzinę.

Zgadzam się całkowicie. Już sama zdrada niszczy miłość i więzi rodzinne, dziecko - Paloma wie najlepiej.

Paloma - 2009-08-05, 09:01

wito napisał/a:
Już sama zdrada niszczy miłość i więzi rodzinne, dziecko - Paloma wie najlepiej.

Boli i to bardzo ... jest jak oścień w sercu i nie daje o sobie zapomnieć.

w.z. chcę wyzdrowieć , ale ... nie wiem jak (?)
Wiesz dobrze, że Twoja sytuacja była bardzo różna od mojej, Twoja żona wróciła i w zdradzie nie poczęły się dzieci, gdyby tak się stało nie wiesz, jakby dalej potoczyłoby się Twoje życie.
Na priva coś komunikowałeś kiedyś, że gdyby Twoja żona nie wróciła, nie wiesz czy dałbyś radę być sam ...
Wiesz, że to trudne ... być samemu, wszak jakiś smak tego poczułeś i wiesz jak na zdradę reaguje organizm nie tylko psychicznie , duchowo ale i fizycznie ...
Dla mnie dużym zwycięstwem jest to, że pracuję, że chodzę na terapię (choć na razie bez widocznych efektów) ... byłam też już u adwokata, choć co niektórzy twierdzą, że po co osobie wykształconej wizyta u adwokata, co to "pozwu nie umiesz napisać?"
Ano nie umiem dobrze, ale za to ... piekę coraz lepsze ciasta:) i już nawet jestem specjalistką w tiramisu
Nawet w pracy mnie ostatnio ktoś pochwalił na ogólnym forum ... nie za ciasta oczywiście, tylko za pracę zawodową.
Ciasta mnie cieszą, bo smakują córce :)
Pochwała w pracy niestety prawie w ogóle, bo jakoś nie wierzę ludziom i wiem, że na opinii i zdaniu innych nie mogę budować mojej wartości, bo już raz zbudowałam i teraz siedzę na zgliszczach...

EL. - 2009-08-05, 11:45

Paloma, pielęgnujesz w sobie złe emocje....a tych dobrych ciągle nie potrfisz przyjąć .
Przez pryzmat męża ( ciągle i ciągle) obierasz cały świat i oceniasz ludzi.
Ciągle problemy z komunikacją.
Jak nie zczniesz inaczej patrzeć i odbierać świat, to przedwcześnie staniesz się starą i zgorzkniałą babą.

Komplement w pracy, którego nie umiałaś przyjąć nie ma nic współnego z wierzeniem czy zaufaniem ludziom. Ktoś ogłoscił gośno FAKT , że dzisij dobrze pracowłaś....tak samo jak jutro ogłosi fakt, że jutro w pracy Ci nie wyszło...ot fakt , nic więcej.
To, że Ty w to nie uwoerzyłaś.....to tym ludziom w pracy nic nie robi....im to wisi.....to tylko siebie sama znowu ukarałaś .
Nie ufam, nie wierzę, pewnie kłamali, pwnie źle pracuję itp.....nakręcanie spirali zlości, beznadziei itp. Co Ty z tego masz ??

Rozumiesz ? Nie tak Palomo !
Ktoś Cię pochwalił - bo stwierdził fakt....więc podziękuj grzcznie si rośnij i się ciesz !!
I tak ze wszystkim ! Ludzie generalnie nie są źli ....są dobrzy i to co mówią nie musisz w sobie przetwrzać i przerbiać jak kota do góry nogami...bierz zwyczajnie i prosto !!

Jak mówię do Ciebie - Palomo, miłego dnia !! To tylko tyle mm na myśli....nic innego !! Chcę żebyś miała dobry i fajny dzień !!
Pozdro !! EL.

nałóg - 2009-08-05, 17:38

Palomo...... a ja pisze :Palomo....Pogody Ducha...mimo wszystko.
I co??? nie wierzysz w szerośc moich czy El życzeń??
Dziś jest tak ...........a jutro???jutro zobaczysz..........

wito - 2009-08-06, 07:46

Paloma napisał/a:


Wiesz, że to trudne ... być samemu, wszak jakiś smak tego poczułeś i wiesz jak na zdradę reaguje organizm nie tylko psychicznie , duchowo ale i fizycznie ...

to bardzo trudne bo nie do życia w samotności jesteśmy stworzeni przez Boga. nie celebruj tego poczucia osamotnienia.
Paloma napisał/a:
Dla mnie dużym zwycięstwem jest to, że pracuję, że chodzę na terapię (choć na razie bez widocznych efektów) ...

i ciesz się tym, że zrobiłaś pierwszy krok, ciesz się ciastami, które pieczesz. Może w zawody staniemy??? Ja upiekę serniczek, piernik dojrzewający... :mrgreen:

El i nałóg piszą byś szukała radości - i dobrze.
Ja napiszę byś nie zniechęcała się kiedy już, teraz tej radości nie potrafisz dostrzec. Teraz masz za zadanie oswoić się z sytuacją, w której się znalazłaś. Przerobić ją. Przeżyć strach, wściekłość, cierpienie, smutek. Wszystko to co wiąże się z sytuacją okołorozwodową. Potem będzie czas na Pogodę Ducha. Przyjdzie.

mari - 2009-08-06, 09:25

Paloma napisał/a:


w.z. chcę wyzdrowieć , ale ... nie wiem jak (?)
Wiesz dobrze, że Twoja sytuacja była bardzo różna od mojej, Twoja żona wróciła i w zdradzie nie poczęły się dzieci, gdyby tak się stało nie wiesz, jakby dalej potoczyłoby się Twoje życie.
Na priva coś komunikowałeś kiedyś, że gdyby Twoja żona nie wróciła, nie wiesz czy dałbyś radę być sam ...
Wiesz, że to trudne ... być samemu, wszak jakiś smak tego poczułeś i wiesz jak na zdradę reaguje organizm nie tylko psychicznie , duchowo ale i fizycznie ...
Dla mnie dużym zwycięstwem jest to, że pracuję, że chodzę na terapię (choć na razie bez widocznych efektów) ... byłam też już u adwokata, choć co niektórzy twierdzą, że po co osobie wykształconej wizyta u adwokata, co to "pozwu nie umiesz napisać?"
Ano nie umiem dobrze, ale za to ... piekę coraz lepsze ciasta:) i już nawet jestem specjalistką w tiramisu
Nawet w pracy mnie ostatnio ktoś pochwalił na ogólnym forum ... nie za ciasta oczywiście, tylko za pracę zawodową.
Ciasta mnie cieszą, bo smakują córce :)
Pochwała w pracy niestety prawie w ogóle, bo jakoś nie wierzę ludziom i wiem, że na opinii i zdaniu innych nie mogę budować mojej wartości, bo już raz zbudowałam i teraz siedzę na zgliszczach...

Witaj Paloma!


Cytat

"Jeśli nie jesteś szczęśliwy, to oznacza tylko tyle, że koncentrujesz się na tym, czego nie masz. W przeciwnym razie musiałbyś doświadczać błogostanu"...........Anthony De Mello

fajny blog pt. Jaki jest sens życia? http://senszycia101.blog.onet.pl/ pozdrawiam Cię Paloma

ak70 - 2009-08-10, 18:16

Palomcia...moje uściski na dworcu były szczere - nie wierzysz?
Przyjedz do znajomych to się spotkamy i pogadamy. Nie jestem biegła w terapii, bo sama jej potrzebuję, ale umiem słuchać. Nie śpij, działaj!!
Nie mogę zrobic nic więcej poza modlitwa i odpisywaniem na Twoje rozpaczliwe smsy :((( A czasem mam ochotę porządnie Toba potrząsnąć!

Trzymaj się i zrób to, co trzeba. A Bóg, w swoim czasie, też zrobi to, co trzeba.
Ściskam. Pogody Ducha (wykuj na pamięć zwłaszcza 1 jej część).

kinga2 - 2009-08-16, 23:49

nałóg
Przepraszam,że dopiero teraz odpisuję, ale nie mogłam korzystać z netu tak jak chciałam. Pisałam zatem co pilniejsze.
napisałeś
cyt
;'...A ta prawowita linia rodu Abrahama przez bliżej nieokreślone tysiąclecia tułała się po ziemi........a i do dziś walczy z braćmi od tego samego protoplasty.
I jest atakowana przez potomków Izmaila.

Po co???? "

Ta prawowita linia walczy do tej pory ponieważ potomkowie Izmaela są uzurpatorami i wyciągali ręce po to co im się nie należało. Charakterek często "dziedziczy się" po przodkach.
Dziś też zdarzają się takie sytuacje. Ludzie nie słuchają prawdy obiektywnej tylko forsują własną subiektywną. Najczęściej widać to przy podziale dóbr materialnych, kiedy ludzie nieuprawnieni wyciągają ręce po cudze mienie i przypisują sobie wyimaginowane prawo do niego.

dalej:
cyt:"Więc ten przekaz międzypokoleniowy zrodzony w nieprawym łożu,wbrew Słowu,a potem wydalony -jak ładniej to nazywasz- miał i ma nadal swój udział w rodzinie Abrahama. "

Otóż miał i nie ma i nie będzie miał. Wyraźnie to wyjaśnił Bóg, a ja Ci przytoczyłam słowa z biblii.

dalej:
cyt:"Mimo przytoczonego cytatu:"że dzieci z nieprawego łoża nie będą przyczyną niszczenia jedności małżeńskiej" nie można stawiać tezy o tym że efekt zdrady-dziecko nie ma wpływu na małżenstwo i rodzinę."

To co napisałeś świadczy o tym, że nie wiesz jak rozumieć jedność małżeńską.
Jedność małżeńska nie jest czymś , ale kimś.
Jedność małżeńska jest osobą tak jak i pokój, którego udziela Bóg.
To Jezus sam jest jednością. Nie można zatem Jej zniszczyć, ale można poranić. Można przestać zauważać. Można tak bardzo wychodować własne ego, że jedność małżeńska zostanie przesłoniona, ale nie można Jej zniszczyć.
W chwili wypowiedzenia sakramentalnego tak w dwóch fizycznych ciałach utworzony zostaje z dwóch jeden duch, który spojony jednością "napędzany" jest Jezusowym sercem. To spoiwo nierozerwalne( Jedność) to sam nasz Zbawiciel.
Dlatego małżeństwo jest nierozerwalne, sakramentalne i staje się ikoną Trójcy Świętej!!!
Dlatego tylko małżonkowie sami mogą ranić Jedność ( co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela). Nie ma takiej możliwości, aby bez zgody jednego lub obojga małżonków zaistniał grzech przeciw Jedności. Właśnie Ona chroni współmałżonków przed atakami z zewnątrz i pozwala zaleczać wszelkie rany.
Dlatego można uleczyć każde trudne małżeństwo.

A zatem kończąc myśl dziecko z nieprawego łoża staje się widomym znakiem zdrady i bolesną konsekwencją, ale nie ma wpływu na Jedność. Potomstwo tylko ujawnia i powoduje ogromne zranienia oraz naruszenie poczucia bezpieczeństwa, z którym ludzie wiążą małżeństwo, u współmałżonka.

Historia Sary i Abrahama wyraźnie pokazuje jaka powinna być postawa małżonka dającego życie dziecku z nieprawego łoża.
Na prawowitą rodzinę zaś mają obecnie wpływ o tyle, że należy np. uiszczać na ich rzecz alimenty.

wito

W mojej wypowiedzi o sacrum i profanum nie chodziło o dosłowne usunięcie ciała, bo to nie możliwe w tym wymiarze życia. Ale o usuwanie ze swojego życia pokus dyktowanych przez ciało. Im bardziej się o to staramy tym bardziej zbliżamy się do 100% sacrum w duszy i ciele.

(11) Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie. (12) Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele, poddając was swoim pożądliwościom.

(List do Rzymian 6:11-12, Biblia Tysiąclecia)

(17) A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech. (18) Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie.

(List do Rzymian 7:17-18, Biblia Tysiąclecia)

(13) A więc to, co dobre, stało się dla mnie przyczyną śmierci? żadną miarą! Ale to właśnie grzech, by okazać się grzechem, przez to, co dobre, sprowadził na mnie śmierć, aby przez związek z przykazaniem grzech ujawnił nadmierną swą grzeszność. (14) Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu.

(List do Rzymian 7:13-14, Biblia Tysiąclecia)

Mam nadzieję, że teraz to jest bardziej zrozumiałe.

Twoje zdanie:
cyt.:"Już sama zdrada niszczy miłość i więzi rodzinne, dziecko - Paloma wie najlepiej."

Zdanie błędne. Nic nie niszczy miłości.
Zdrada niszczy nasze poczucie bezpieczeństwa, narusza godność małżeńską, rujnuje zaufanie, nadwątla nasze ego. Może także naruszyć więzi, ale tylko do pewnego stopnia , bo więzi to inaczej Jedność ( patrz wyżej do odpowiedzi dla nałoga).

(4) Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; (5) nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; (6) nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. (7) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.

(1 list do Koryntian 13:4-7, Biblia Tysiąclecia)

Miłość jest wieczna i potężna. Zdrada w wymiarze małżeńskim nie jest w stanie jej zabić. Nie mylmy miłości z uczuciami.

Acha, pisałeś także o Aniołach. Wg. angelologów Aniołowie mieli wystarczająco duzo czasu na podęcie decyzji po której stronie ( dobra czy zła) chcą sie opowiedzieć. U nich czas nie płynie liniowo jak u nas i dlatego wolna wola u nich miałaby nieco inne znaczenie niż u nas.

Na koniec coś co mna wstrząsnęło :
cyt:"
nie zapominaj, że Biblia opisuje wydarzenia odległe, została spisana dla konkretnego narodu (Stary Testament) i nie można jej rozpatrywać inaczej niż w kontekście tamtych czasów, obyczajów. Należy też wziąć pod uwagę że jest przekładana z języków wschodnich na grekę, łacinę a dopiero potem na język polski. To tez ma wpływ bo często dla tłumaczenia brakuje słów.

Biblia rzeczywiście opisuje wydarzenia odległe, ale także zawiera żywe słowo Boże. Nie została spisana dla konkretnego narodu tylko dla narodu wybranego ( zbawionego) do którego należą wszyscy judaiści oraz obecnie ochrzczeni. Nie można zrozumieć Nowego Testamentu bez Starego oraz Stary jest podłożem nie tylko historycznym, ale i teologicznym Nowego.

Jak sobie wyobrażasz interpretację tych słów?:
"(1) Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. (2) Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. (3) Wtedy Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość. (4) Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. (5) I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy. (6) A potem Bóg rzekł: Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich! (7) Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, (8) Bóg nazwał to sklepienie niebem. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień drugi...." itd.

(Ks. Rodzaju 1:1-7, Biblia Tysiąclecia)

Wg Ciebie to spisano dla protoplastów czy dla wszystkich, aż do końca czasów?

O jakich obyczajach mówimy w kontekście 10 przykazań?

Jak chcesz wyłuskać ze Świętej Księgi tylko to co spisano tylko dla judaistów, a co dla potomnych? Biblia w części Starego Testamentu to nie są zapiski- ciekawostki, historyczne fakty- tylko Słowo Boże, którego mądrość nie przemija. Słowo Boże jest zawsze żywe, prawdziwe i wielce skuteczne.

Jezus wyraźnie powiedział,że prawo objawione przez Boga obowiązuje do końca czasów i nie zmieni sie w nim ani jedna litera. On sam je tylko uzupelnił, wytłumaczył i rozwinął. ( Nie myl go z prawem wymyślonym i nadinterpretowanym przez ludzi)

Sprawa tłumaczeń też nie do końca jest prawdą. Współczesne tłumaczenia zawsze korzystają z oryginalnych tekstów, nie ma już reetłumaczeń.

Z Panem Bogiem

w.z. - 2009-08-18, 12:16

kinga2kinga2 napisał/a:
A dzieci cudzołożników nie osiągną celu, zniknie potomstwo nieprawego łoża.
(Ks. Mądrości (w) 3:16, Biblia Tysiąclecia)
Nie śmiem komentować.


Bardzo mi się podoba Kingo Twoje fundamentalne, a momentami fundamentalistyczne podejście do Biblii. Odnoszę wrażenie, że bliżej Ci do zielonych niż do katolików ;).

Jednak nie ze wszystkim mogę się zgodzic. Myślę, że Jezus uczy nas miłości, która jest ponad prawem. Jego Miłośc jest ponad prawo, choc poprzez prawo się realizuje.

W jakim kontekście to piszę. Otóż, posiadamy z żoną trójkę dzieci. Jedno dziecko żona ma z poprzedniego związku przedmałżeńskiego - nazwijmy go cudzołożnym.

I wiesz, nie zgodzę się z tym by nasze dziecko było w jakiś sposób postawione przez Boga na gorszej pozycji. To by była chyba lekka nadinterpretacja Słowa.

Nirwanna - 2009-08-18, 12:48

W.Z - katolik też poniekąd powinien być zielonym ;-)
Pierwszy artykuł TU
i TU
i jeszcze TU

kinga2 - 2009-08-19, 13:48

w.z.,
Witaj,
to dziecię o którym piszesz żona miała przed sakramentem, ale TY PRZYJĄŁEŚ JE Z MIŁOŚCIĄ. A to ogromna łaska. Wiedziałeś na co się decydujesz i czapki z głów przed Twoim wielkim sercem. Żona nie zaskoczyła CIę poczęciem dziecka w trakcie trwania waszego związku.
Dopóki nie zmienisz swojego nastawienia do potomstwa to nasza dyskusja do Twojej sytuacji nie ma zastosowania, tym bardziej,że sytuację mogłęś rozważyć przed zawarciem sakramentu i podjąć świadome decyzje.

Poza tym dyskusja nie toczy się z pozycji lepszy czy gorszy. Każdy w oczach Boga ma do Jego miłości równe prawo. Inaczej nie dałby nam życia. Rozmawialiśmy o tym czy i jak dziecko pozamałżeńskie narusza Jedność małżeńską.

A co do Biblii to jeśli nie będziesz traktował Jej z należytą powagą, to tak jakbyś nie do końca zgadzał się z Bogiem. Wiesz ja też nie zawsze Go rozumiem i często ciężko przyjąć mi Jego punkt widzenia na konkretne problemy. Wtedy rozglądam sie za kapłanem i prędzej czy później ich spokojne tłumaczenie i prostowanie moich błędów w myśleniu powoduje, "że układam uszy zgodnie z prawdą."Pomaga mi też adoracja w ciszy.

I jeszcze jedno: Prawo wynika z miłości, spisano je za natchnieniem Miłości, więc nie może Miłość być ponad Prawem, bo Miłość to Prawo.
To prawo, o którym piszesz to ludzkie reguły, które wypaczyły boże nauczanie.

"Bóg jest Miłością"-to słowa naszego Zbawiciela.
Z Panem Bogiem

Nirwana ,
dzięki za wsparcie.Niechaj Ci Bóg w potrzebnych łaskach wynagrodzi.

mari - 2009-08-19, 14:25

:roll:
ketram - 2009-08-25, 19:43

Paloma

Posłałem Ci prv - nie wiem czy doszło

EL. - 2009-08-30, 16:06

Palomo, to Twoj temat....gdzie jesteś? Co u Ciebie ?? Pozdrwiam !! EL.
Danka 9 - 2009-08-30, 20:55

Wlasnie, Palomo, pamiętamy o Tobie :) pisz koniecznie..
Paloma - 2009-08-31, 08:15
Temat postu: ...
Okazało się, że dziś poniedziałek ... jestem w pracy.
Dziś powinnam zrobić prezentację na jakąś naradę w centrali firmy w Warszawie.
Miałam zrobić na chacie w weekend, ale ... nie udało się.
... za to znalazłam opowieść o stanie ducha/psychiki jaki mam aktualnie (czytałam to już swego czasu, teraz wróciłam)
opowiedział o tym kiedyś Piotrek "Stopa" Żyżelewicz i to jest jego, ale jakoś dziwnie teraz pasuje do mnie ...
znajdę chwilę to zacytuję i choć to będzie cytat, to doskonale oddaje to, co teraz przeżywam
i co czuję ...
W weekend słuchałam trochę muzyki ...

fraszka33 - 2009-08-31, 14:34

Palomo Trzymaj sie, myślami jetem z Toba:)))
Paloma - 2009-08-31, 16:22

„(…)- Przeklinałeś na początku całą tę sytuację?
- Nie.Absolutnie nie. Było po prostu tak, jakby ktoś wyłączył radio. Pustka, cisza, nic. Sam nie wiem jak wtedy wstawałem rano, kładłem się wieczorem. Zero świadomości, otępienie, wielka wewnętrzna pustka. Dokładnie tak, jakby ktoś zamknął cię w pustej studni. To, co się stanie, jest zupełnie bez znaczenia. Totalny „tumiwisizm” – nie olewactwo, ale „tumiwisizm”. (...) Byłem chodzącym trupem.
(…) Ta pustka, której doświadczyłem była czymś takim, jakby człowiek biegł, nie gnał na koniu, ale biegł, biegł i nagle dotarł do ściany, która zamyka ślepą uliczkę. I już. Wszystko się skończyło. Wrócić się nie da, ani w prawo, ani w lewo. Żadnej pomocy znikąd. Znajomi, którzy do mnie wtedy przychodzili, nie przychodzili, dzięki Bogu po to, aby porozmawiać ani pocieszać, ale po prostu wpadali na chwilę, aby posiedzieć. I za to im dziękuję.” (fragm. wywiadu z Piotrkiem "Stopą" Żyżelewiczem, tak opowiadał o pewnym krańcowym wydarzeniu ze swojego życia)

... i tak to wygląda...
... prawie idealnie oddał mój obecny stan...
... zazdroszczę mu tych zwyczajnych znajomych...

kasia - 2009-08-31, 18:47

Droga Paloma!
Masz na myśli na pewno "krytyczne" a nie "krańcowe" wydarzenie w życiu :->

takie krytyczne wydarzenia, to te, po których diametralnie zmienia się życie ich uczestników. W małżeństwie - to np. narodzenie dziecka, w życiu - śmierć kogoś bliskiego, zmiana pracy, choroba,aresztowanie itd.. Tylko tak, od nas zależy jakie "zabarwienie" będzie miało to wydarzenie, od nas zależy jak je wykorzystamy, wcale nie musi to być jakaś klęska, ale szansa.
Idąc za obietnicami naszego Taty - razem z Nim możemy wszystko przemieniać w Dobro i po przejściu przez taką "Kuźnię" poczuć się obsypanym licznymi darami.

Biskup F.X. Nguen van Thuan przebywał w więzieniu bez procesu i wyroku 13 lat, w tym 9 lat w odosobnieniu. Warto prześledzić jego życiorys, bo to krytyczne wydarzenie - uwięzienie - może przypominać nasze doświadczenia w czasie odłączenia od męża/żony, wobec niemożności realizowania w sposób bezpośredni naszej miłości do żony/męża.
Co robił ten Święty człowiek? - Radował się - tak jak apostołowie nakazywali - Radujcie się ZAWSZE - nawet w czasie ucisku, bo.. jesteśmy w rękach naszego kochanego, Miłosiernego Ojca ♥ tak m.inn.pisał: "Zachowaj spokój i bądź panem siebie samego. Dlaczego pozwalasz się tak łatwo wyprowadzić z równowagi? Takie zachowanie obraża Boga, drażni bliskie Ci osoby, a i Ciebie czyni nieszczęśliwym. Po co Ci to?Potem,kiedy wszystko już minie, masz tylko wyrzuty sumienia."

Paloma, pozdrawiam Radośnie ;-)

kasia - 2009-08-31, 19:16

Mądrość Syracha - zalicza się do pism mądrościowych Starego Testamentu. Nie zapominajmy o tym, że w pewnym momencie pojawił się Pan Jezus i przykazanie nowe Miłowania dał nam. Koniec z krwawymi ofiarami, oddalaniem żon itp.
Nasza religia nie jest religią księgi, jest religią spotkania z Panem Jezusem.

EL. - 2009-08-31, 20:54

Palomo, ten mój remont.....mom już podobny nastrój do Twojego....ech....chociaż przyczyny naszych stanów są różne....to chyba wiem, co czujesz.
Do tego sama pozbawiła, się tarczy i ochrony.....nie byłam na mszy św w niedzielę......co mnie podkusiło...nid wim...ni byłam ...a teraz mi żle ! Ech.......Ale pamiętam o modlitwie !
Palomo...modlitwa mnie trzyma....i ja jej się trzymam kurczowo.....tak muszę, bo czuję, że upadnę.
Wytrwajmy ten trudny czas.....co ?? Cmooooooooooook !! EL.

kasia1 - 2009-08-31, 21:01

EL. napisał/a:
nie byłam na mszy św w niedzielę......co mnie podkusiło...nid wim...ni byłam ...a teraz mi żle !

El, jutro Spowiedź... i będzie lepiej... zobaczysz :-)
Pozdrawiam.

EL. - 2009-09-02, 14:24

Dopiero dzisiaj byłam na mszy św....już lpiej , zbiram się, ogarniam- jak to mówią moje dzieci ! Pozdrwiam !! EL.
Danka 9 - 2009-09-02, 14:53

El trzymaj się..wiesz, zmeczenie i brak sakramentow tak tez nam mnie działają.
A najbardziej gdy nie chodze na Msze sw.
Super ze sie ogarnelas :)

Palmo, pamietam w modlitwie

Paloma - 2009-09-18, 09:14
Temat postu: "cud chłopak"
Mój mąż załatwił dla mnie mieszkanie:(
Napisał:
"Jeżeli ten piecyk faktycznie stwarza takie, a nie inne zagrozenie, to
trzeba go NIEZWŁOCZNIE wymienić, a nie "wietrzyć" ewentualne zagrożenie
ulatniania się gazu. Monter, do którego masz kontakt (chyba
W...) oferował sprawny, używany Junkers, lub alternatywnie nowy -
też sa takie do kilkuset złotych - zadzwoń, dowiedz się jakie to koszty
i pomyśl ile możesz na to przeznaczyć, a ja zorientuję się czy i jakie
będę miał mozliwości finansowe żeby się ewentualnie dołożyć. Tutaj
przy dwójce dzieci za gaz (ciepła woda) miesięcznie wyszlo... 40
złotych, Ty przy dwóch masz 120zł... Podobają Ci się te warunkich w
jakich obecnie mieszkam? To dlaczego nie chcesz tu u Ma..y, przy mniejszych
kosztach zamieszkać, kiedy to proponowałem? Nie rozumiem.
(...) przecież męża masz, przed Bogiem"

Po co mi nowy piecyk gazowy (?)
Chyba jednak skorzystam z propozycji męża i zamieszkam w mieszkaniu jego kochanki...:(((

Mąż - kulturalny, troskliwy, opiekuńczy, pomocny, pamiętający, silny... - "cud chłopak" jak z bajki o Hekulesie

Ja tylko siebie ciągle nie rozumiem, co mi w nim nie pasuje ?

mami - 2009-09-18, 09:39

Palomo rozumie honorowe postępowanie związane z mieszkaniem. pewnie tak samo bym na twoim miejscu robiła, i czuła sie gdybym wybrała opcje mieszkanie kochanki...

ale by uchronić siebie przed poniżeniem jakie mogłaby taka zamiana mieszkań we mnie wywołac... to starałabym sie sama o zamiane mieszkań z kim innym... sądze, że masz duże mieszkanie i zamiana na mniejsze sprawiłaby odciążenie finansowych problemów...

a na rynku mieszkaniowym ma większe możliwości zamiana na mniejsze niż na odwrót...
da ci taka decyzja mozliwość pokazania sobie swojej zaradności, jak i uchroni przed uczuciem przegranej i pokonanej przez męża i kochanke... oraz swoich zasad

przeciez chronisz sie przed decyzją zamiany mieszkań, którą i tak uważasz za zasadną i mądrą tylko duma i honor jaki ci jeszcze został w tym przypadku...
zamieniając sama mieszkanie możesz te dwie rzeczy pogodzic i dodac do tego jeszcze jedną satysfakcje dla siebie, że jestem mądrą zaradną babka, która sama potrafi rozwiązywać problemy...

Paloma - 2009-09-18, 09:49

Droga Mami!

Mieszkanie - "duże" - 40 m2
"Mam" - bo nie moje a wynajęte (wcześniej mieszkał tu jeszcze "cud chłopak" ;) )

Wiele mogę znieść, ale mieszkania w domu kochanki, gdzie ...oni ... brrrr...
Czytałam "tę" propozycję mieszkaniową kilka razy i ... poszłam do okulisty, koniecznie muszę nosić okulary
Może w okularach jakoś "inaczej" na to spojrzę (?)

mami - 2009-09-18, 10:10

...to gdzie haczyk...
twoje, drogie w opłatach, małe mieszkanie chce mąż, po co?
przecież to nielogiczne, i nie gest dobrej woli, sam sobie i kochance i dwójce dzieci nie pogorszy by tobie było lepiej...
chyba, żeby cie kochał...ale tu znów myk...
on zyje z kochanką i z nią ma dzieci juz...więc o co chodzi z tą zamiana...jaka on ma korzysc bo ewidentnie bez niej by tego dla twojego dobra nie robił... nie takim kosztem by sobie pogorszyc bo nawet jeśli cud/ zuch chłopak...to dzis do gadania w jego związku znów ma nie tylko on a także kochanka... i na to by nie pozwoliła...

ketram - 2009-09-18, 10:44

Czy aby nie chodzi o to - jak proponuje mąż Palomy - by zamieszkać razem: kochanka, maż, żona?

Czy też ta "pani" chce wynająć Palomie jakieś inne swoje mieszkanie?

Paloma - 2009-09-18, 10:46

On sobie i kochance kupi nowe
a mnie odstąpi jej mieszkanie

Mówiłam "cud chłopak"

... nie dla mnie ... ta propozycja też

ketram - 2009-09-18, 10:54

Paloma

W tej sytuacji chyba nie ma wyjscia. Separacja z winy męża. Alimenty na Ciebie i dziecko.

Dla sądu sprawa banalna (prawnie)

Paloma - 2009-09-18, 11:26

ketram napisał/a:
Paloma
W tej sytuacji chyba nie ma wyjscia. Separacja z winy męża. Alimenty na Ciebie i dziecko.
Dla sądu sprawa banalna (prawnie)


Myślę, że dla niego to byłoby idealne rozwiązanie, gdybym to ja pierwsza wystąpiła z takim pozwem
Kodeks rodzinny i opiekuńczy :
"Art. 61[2]. § 1. Jeżeli jeden z małżonków żąda orzeczenia separacji, a drugi orzeczenia rozwodu i żądanie to jest uzasadnione, sąd orzeka rozwód."
A wiem, że mąż zażąda wtedy rozwodu i jego żądanie będzie uzasadnione : dwójka dzieci z nową partnerką - jedno dziecko 2 lata , drugie 6 miesięcy.
A ja ? Jedno dziecko z mężem - córka lat 12.
Po pierwsze 2:1 dla niej jeśli chodzi o liczbę dzieci
Po drugie kolejny punkt lub dwa dla niej, bo jej dzieci młodsze i bardziej (?) potrzebują ojca.
No logikę czysto ludzką sąd udzieli mu rozwodu.
I czyja to będzie wina, że się tak skończyło?
Moja ... "bo Ty przecież zaczęłaś i chciałaś, więc dlaczego miałbym nie skorzystać z okazji"

Może i tak ma być? Nie wiem.
Samo myślenie o tym mnie męczy.

ketram - 2009-09-18, 11:32

Paloma

No ale też jest tak, że strona wyłącznie winna nie może domagać się rozwodu.

W każdym razie sprawa o alimenty - to pewne.

mami - 2009-09-19, 10:03

Palomo na początku swojego wątku piszesz

........I taki mam teraz dylemat: rozwód i mieszkanie czy ...
...małżeństwo (?, samotne bez męża realnie i namacalnie) i brak mieszkania (może dom samotnej matki?). ......


Paloma a co dla ciebie jest wazniejsze mieszkanie, spokój i w końcu normalny kochający choć niepełny dom...czy mąż a raczej walka o małżeństwo...
myśle, że ratując swoje małżeństwo zatraciłas sens swojego istnienia i córki...a stało się celem i sensem waszego życia,
a wszystko inne przestało i nie ma żadnych wartości wobec faktu przegranej w tej batalii o mężą...

dziś masz jeszcze szanse uratować siebie i córke...piszesz o domu,
a czym jest mieszkanie, spokojnym azylem, do którego kazdy wraca z radością...jak myślisz co czuje córka dziś w tej sytuacji...
ojciec, który odszedł, gdzieś tam jest i ma nowe dzieci...matka, która choć jest obok zyje tylko mężem...
dziś ma ogromną potrzebe poczucia bezpieczeństwa i braku miłości...niedługo wejdzie w zycie dorosłe... nawet nie zobaczysz jak szybko...dzis ma 12lat więc niedługo znajdzie poszukiwane bezpieczeństwo gdzie indziej, poza domem...
najprawdopodobniej.... znajdzie tak samo jak ona poranionego chłopaka, pragnącego jak ona miłości, czułości jakiej w dzieciństwie nie zaznał... oboje zranieni z ogromną potrzebą bycia kochanym jednak nie będą umieć tej więzi utrzymac...

dlaczego?..... po prostu nikt nie dał im przykładu jak kochać... a z domu wyniesli tylko wzorzec uciekającego, i goniącego za szczęściem rodzica... cierpienie i krzywde, płacz i rozpacz...
a gdy minie ich chwila szczęścia i radości, przyjdą na świat ich dzieci,
znów dołączą jak inni na forum do pokrzywdzonych z kolejnym nikiem... i prośbą pomocy...z pytaniem dlaczego mnie zostawił...dlaczego zdradziła?

często tu na forum ludzie pytają dlaczego? własnie tak to sie dzieje, z pokolenia na pokolenie powielamy wzorce wyniesione z domu, zastanawiamy się gdzie podział się ten chłopak cud, czy ta wesoła dziewczyna...która, kiedyś taka spokojna, zawsze miła i usmiechnięta,
dziś pod naporem obowiązków odszedł, zmienił sie, nie potrafi utrzymac więzi, wciąż jest niezadowolona, wciąż płacze, gdera, krzyczy, upomina, naucza...

resztkami sił pragnie ktoś scalic związek, i jak w dzieciństwie,
gdy widziała jak stara sie matka o powrót ojca do domu tak potem ona, w swoim życiu za wszelką siłe pragnie i robi wszystko by on wrócił...
mysli, że jak tylko będzie dostatecznie kochała i mądra to uda sie jej to, co nie udało się matce...
robi wszystko, poniża się, traci godność i sens swojego zycia a wszystko po to tylko by partner wrócił...
a partner nie wraca, jest z dnia na dzień coraz bardziej zgorzkniała, smutna, złosliwa, nikogo wokół już nie ma, nikt już nie che ze mną rozmawiac, bo tylko o mężu potrafie rozmawiać i krzywdzie mi wyrządzonej,
nie mam swojego zycia...moim zyciem jest mąż i ból, który jest usprawiedliwieniem tego jak zyje...

Paloma dziś walczysz o dom...możesz jak sugeruje sama poszukać i wynając inny lokal, możesz mimo obawy iż utracisz męża uzyskac prawną separację dającą ci status matki samotnie wychowującej i prawo do zakładowego lokum...
ale musisz sama sobie odpowiedzieć
co dla mnie i córki dziś jest najważniejsza potrzebą...

dziewczyny, to cierpienie wielkie, ale można je przezyć... wielu ma szanse na wyjście z kryzysu jak wsłucha sie w swoje życie, może terapia, duchowe wsparcie ale trzeba zgody na to, by pewien etap swojego zycia zamknąc i otworzyć sie na zamiany i nowe...

artuana - 2009-09-19, 13:48

Dobrze Mami, że to tak jasno napisałaś:
"...pewien etap swojego zycia zamknąć i otworzyć sie na zamiany i nowe.."

Czasem tak właśnie trzeba postąpić, tylko trudno we własnej sprawie to dostrzec.

Paloma - 2009-09-21, 12:29

ketram napisał/a:
Czy też ta "pani" chce wynająć Palomie jakieś inne swoje mieszkanie?


Jakie "ta pani" ma plany to trudno odgadnąć, swego czasu napisała do mnie
(w odpowiedzi na mojego maila) :
"XY (tzn mój mąż) jest wolnym człowiekiem i postępuje kierując się wolną wolą. Ja w żaden sposób go nie zniewalam; jeśli ma takie życzenie może do Pani w każdej chwili wrócić. Nie widzę tu żadnych przeszkód."
"Ta pani" gdyby mogła oddałaby mi i mieszkanie i męża, tylko on nie chce.
Może to i dobrze, wystarczy, że moja córka wychowuje się bez ojca, po co dzieci "tej pani" i "ta pani" mieliby przeżywać to samo. Może jeszcze gorzej by to znosili (?)

Ostatnio córka powiedziała do mnie:
"mamo, dlaczego w ankiecie szkolnej zaznaczyłaś, że wychowuję się w rozbitej rodzinie, przecież jesteśmy pełną rodziną - ja i ty." (do wyboru było: rodzina pełna, rozbita, zrekonstruowana, inne (jakie) ).
Tak, nasza rodzina to teraz - córka i ja.
Po ludzku - smutne to, ale ...

Dobrze napisałaś Mami, choć bardzo trudne do realizacji, przynajmniej dla mnie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group