Kryzys

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Caliope
Posty: 1121
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: Caliope » 14 kwie 2021, 16:28

Astro pisze:
14 kwie 2021, 12:51
Caliope pisze:
14 kwie 2021, 12:07
Astro pisze:
13 kwie 2021, 23:19
Macie rację dziewczyny powinno to mężowi heppybaen byc obojętne i nie powinien w tych sprawach zajmować głosu , interesować się , a tym bardziej decydowac .

Z jednym się zgodzę uwagi twojego męża o wsi itd .
Uderzające w ciebie lekko mówiąc nie na miejscu .
Ja uważam że nie musi być mu obojętne, ale fajnie jakby szanował wybór żony i właśnie poszedł na kompromis, bez kłótni. Ale wiadomo , że jak ktoś jak mój mąż nie idzie na kompromis tylko wymusza swoją wolę, to ja będę pomimo wszystko dążyć do tego kompromisu i będę się kłócić, bo jestem na równi z mężem, a nie uległa i gorsza.
Pytanie czy ,zona szanuje jego wybor?
Jeśli to wybór sztućców i talerzy, to nie ma problemu dla mnie, im więcej tym lepiej i nie ważne jaki kolor. Jeśli wybór to wyrzucenie tych co są, to w poszanowaniu przydałby się kompromis.

Astro
Posty: 576
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys

Post autor: Astro » 14 kwie 2021, 17:23

Caliope pisze:
14 kwie 2021, 16:28
Astro pisze:
14 kwie 2021, 12:51
Caliope pisze:
14 kwie 2021, 12:07

Ja uważam że nie musi być mu obojętne, ale fajnie jakby szanował wybór żony i właśnie poszedł na kompromis, bez kłótni. Ale wiadomo , że jak ktoś jak mój mąż nie idzie na kompromis tylko wymusza swoją wolę, to ja będę pomimo wszystko dążyć do tego kompromisu i będę się kłócić, bo jestem na równi z mężem, a nie uległa i gorsza.
Pytanie czy ,zona szanuje jego wybor?
Jeśli to wybór sztućców i talerzy, to nie ma problemu dla mnie, im więcej tym lepiej i nie ważne jaki kolor. Jeśli wybór to wyrzucenie tych co są, to w poszanowaniu przydałby się kompromis.
Dla ciebie Caliope nie ma problemu , dla haapybean tez , ale dla jej męża już jest.
Astro

Caliope
Posty: 1121
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: Caliope » 14 kwie 2021, 19:11

Astro pisze:
14 kwie 2021, 17:23
Caliope pisze:
14 kwie 2021, 16:28
Astro pisze:
14 kwie 2021, 12:51


Pytanie czy ,zona szanuje jego wybor?
Jeśli to wybór sztućców i talerzy, to nie ma problemu dla mnie, im więcej tym lepiej i nie ważne jaki kolor. Jeśli wybór to wyrzucenie tych co są, to w poszanowaniu przydałby się kompromis.
Dla ciebie Caliope nie ma problemu , dla haapybean tez , ale dla jej męża już jest.
No dobrze, a jak to jest po męsku? nie jest przypadkiem tak, że duma nie pozwala dojść do kompromisu? że jako mężczyzna, chce być jednak górą, żeby było jak on chce? czy może to jest tylko chęć rozładowania. Pomijając to, że ja jeszcze bym miała argument, że ja jednak więcej w tej kuchni przebywam.

Pavel
Posty: 3434
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys

Post autor: Pavel » 14 kwie 2021, 19:51

Caliope pisze:
14 kwie 2021, 19:11
Astro pisze:
14 kwie 2021, 17:23
Caliope pisze:
14 kwie 2021, 16:28

Jeśli to wybór sztućców i talerzy, to nie ma problemu dla mnie, im więcej tym lepiej i nie ważne jaki kolor. Jeśli wybór to wyrzucenie tych co są, to w poszanowaniu przydałby się kompromis.
Dla ciebie Caliope nie ma problemu , dla haapybean tez , ale dla jej męża już jest.
No dobrze, a jak to jest po męsku? nie jest przypadkiem tak, że duma nie pozwala dojść do kompromisu? że jako mężczyzna, chce być jednak górą, żeby było jak on chce? czy może to jest tylko chęć rozładowania. Pomijając to, że ja jeszcze bym miała argument, że ja jednak więcej w tej kuchni przebywam.
Może tak być jak piszesz.
Może to element walki o władzę, chęć dominacji i postawienia na swoim.

Ale może to być, nieumiejętne co prawda, domaganie się szacunku, docenienia za inicjatywę i dobre chęci.
Pisząc tylko ze swojej perspektywy - dla mnie są to detale. Ale ja faktycznie rozumiem, że kuchnia to „królestwo” żony. Inni mężczyźni mogą mieć inaczej, mogą bardziej przykładać do tych wg mnie detali wagę.
Dlatego, wg mnie, warto rozmawiać w myśl zasad porozumienia bez Przemocy - dotrzeć do intencji, potrzeb które się za tym kryją.
Nie walczyć, a rozmawiać. Budować komunię - jedność.
Mieć relację, nie rację.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

sajmon123
Posty: 241
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys

Post autor: sajmon123 » 14 kwie 2021, 20:04

Pavel pisze:
14 kwie 2021, 19:51
Caliope pisze:
14 kwie 2021, 19:11
Astro pisze:
14 kwie 2021, 17:23


Dla ciebie Caliope nie ma problemu , dla haapybean tez , ale dla jej męża już jest.
No dobrze, a jak to jest po męsku? nie jest przypadkiem tak, że duma nie pozwala dojść do kompromisu? że jako mężczyzna, chce być jednak górą, żeby było jak on chce? czy może to jest tylko chęć rozładowania. Pomijając to, że ja jeszcze bym miała argument, że ja jednak więcej w tej kuchni przebywam.
Może tak być jak piszesz.
Może to element walki o władzę, chęć dominacji i postawienia na swoim.

Ale może to być, nieumiejętne co prawda, domaganie się szacunku, docenienia za inicjatywę i dobre chęci.
W końcu ktoś napisał tak jak ja sam uważam, a że mam problem czasem wszystko jakoś składnie wprost wyrazić to wychodzi co wychodzi.

Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że mężczyzna nie doceniany, gdzieś nawet wzgardzony czasem, za zwykłe chęci, starania, zaczyna budować mur i wychodzi to ego. Wtedy już jest ma być tak i nieważne czy ma się rację czy nie. To się nawarstwia z czasem i mur jest coraz większy.

U mnie było tak, że np posprzątałem pod nieobecność żony całe mieszkanie, by dzień przeznaczony na wspólne porządki, spędzić razem w bardziej rodzinnej aktywności. Po powrocie żony, nie usłyszałem dziękuję czy coś w tym stylu, ale zawsze znalazł się jakiś przytyk - pierwszy lepszy - śmieci nie wyrzucone. Z czasem zacząłem sam siebie nagradzać, a że były to piwa, to wynik moich skłonności alkoholowych. Ktoś inny, z "normalną" głową, zrobiłby coś innego.

happybean
Posty: 61
Rejestracja: 22 paź 2020, 19:58
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: happybean » 14 kwie 2021, 22:49

Mi chodzi o to że mąż właśnie podchodzi do mnie z góry, jak do kogoś kogo trzeba naprawiać, zmieniać jak on twierdzi na lepsze i jak twierdzi dla mojego dobra. A jak nie chce to zaraz jestem niedobra. Jak mówie że z czyms sie zle czuję, słyszę "to przepracuj to, zmień to bo to norma". Za wszystkie problemt małżeńskie ja jestem odpowiedzialna no bo nie wpasowuje się w jego ideał, mówi że szukam problemów na siłe. Ja się zamykam w sobie coraz bardziej i nie ma relacji. Małżeństwo jest niejako martwe.

Caliope
Posty: 1121
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: Caliope » 15 kwie 2021, 0:51

happybean pisze:
14 kwie 2021, 22:49
Mi chodzi o to że mąż właśnie podchodzi do mnie z góry, jak do kogoś kogo trzeba naprawiać, zmieniać jak on twierdzi na lepsze i jak twierdzi dla mojego dobra. A jak nie chce to zaraz jestem niedobra. Jak mówie że z czyms sie zle czuję, słyszę "to przepracuj to, zmień to bo to norma". Za wszystkie problemt małżeńskie ja jestem odpowiedzialna no bo nie wpasowuje się w jego ideał, mówi że szukam problemów na siłe. Ja się zamykam w sobie coraz bardziej i nie ma relacji. Małżeństwo jest niejako martwe.
Dlatego dobrze, że tu trafiłaś w takim miejscu jak jesteś teraz i możesz to zmienić. Ja już byłam w agonii małżeństwa z bardzo podobnym problemem jak twój, trafiłam tu dużo później i tyle czasu minęło, a jestem dalej gdzieś w 1/3 tego co bym chciała. Tobie prawdopodobnie uda się to szybciej i bez takiego bólu.

happybean
Posty: 61
Rejestracja: 22 paź 2020, 19:58
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: happybean » 15 kwie 2021, 7:05

Caliope pisze:
15 kwie 2021, 0:51
happybean pisze:
14 kwie 2021, 22:49
Mi chodzi o to że mąż właśnie podchodzi do mnie z góry, jak do kogoś kogo trzeba naprawiać, zmieniać jak on twierdzi na lepsze i jak twierdzi dla mojego dobra. A jak nie chce to zaraz jestem niedobra. Jak mówie że z czyms sie zle czuję, słyszę "to przepracuj to, zmień to bo to norma". Za wszystkie problemt małżeńskie ja jestem odpowiedzialna no bo nie wpasowuje się w jego ideał, mówi że szukam problemów na siłe. Ja się zamykam w sobie coraz bardziej i nie ma relacji. Małżeństwo jest niejako martwe.
Dlatego dobrze, że tu trafiłaś w takim miejscu jak jesteś teraz i możesz to zmienić. Ja już byłam w agonii małżeństwa z bardzo podobnym problemem jak twój, trafiłam tu dużo później i tyle czasu minęło, a jestem dalej gdzieś w 1/3 tego co bym chciała. Tobie prawdopodobnie uda się to szybciej i bez takiego bólu.
Tyle że nic nie wskazuje na to żeby się udało.
Czytalam książke jak radzić sobie z szantażem emocjonalnym i tam pisze ze jesli ta strona ktora wymusza na drugiej stronie nie dostrzeze problemu i nie zechce nad sobą pracować to raczej nie bardzo da się coś zbudować.
Mąż raczej widzi problem tylko we mnie, bo nie chce się malować czy też robić czegokolwiek co on chce (tu były bardzo różne rzeczy). A jak nie chce to on reaguje tak samo złością, kłotniami jakąs manipulacją tak że ja z reguły godzę się na to co on chce, choć w jego oczach to zawsze jest kompromis. O tu już nawet nie chodzi o to głupie malowanie tylko jego sposób postępowania.jak proszę go o coś żeby nie robił to i tak robi i nie ma tu zachowanego tego balansu, że szanujemy się nawzajem. Próbowałam stosować rady z książki choć może nieumiejętnie, typu że nie ustalamy odrazu, itd itp ale on jest nieustepliwy z reguły kończy się tak że i tak jestem tak przyciśnięta że odpuszczam.
Nie wiem może to faktycznie moja wina i wszystko to o co on chce jest normą tak jak mi mówi a ja sie poprostu nie nadaje do bycia żoną. Mam się ogarnąć tak mi wczoraj powiedział, mówił też ze jeśli tego nie zrobie to się rozejdziemy i skrzywdzimy dziecko. A problemy to tez moja wina bo nie przychodze do niego i nie rozmawiam, a ja mowie że nie rozmawiam bo on mnie i tak nie slucha, ma za gorszą kogoś kogo trzeba naprawiać i zmieniać.
Mwciazy i teraz chyba bardziej dzialaja hormony bo wyjatkowo ciezko mi to wszystko znosic, a moze mam wrazenie ze aie nasililo . Wrocilam ze szpitala z powodu problemow w ciazy a on po powroci3tylko mowil o tym malowaniu , ze koniecznie musze sie malowac itd oitp . Czasem mam watpliwosci czy on w ogole jest w stanie myslec o kimkolwiek innym poza czubkiem swojego nosa.

happybean
Posty: 61
Rejestracja: 22 paź 2020, 19:58
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: happybean » 03 maja 2021, 9:25

Niedawno dowiedziałam się ze kuzynka się z mężem rozchodzi, odrazu przychodzą myśli że niewiadomo czy i moje małżeństwo się nie rozpadnie przecież taki jest swiat.

happybean
Posty: 61
Rejestracja: 22 paź 2020, 19:58
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: happybean » 03 maja 2021, 10:19

Czy jeśli czasem pojawia się żal do męża za jego wady z przeszłości i pojawia się lęk o to czy to się powtórzy, czy mogę mu to wypominać i mówić jak mógł tak postąpić itd czy powinnam sama sobie radzic z tymi emocjami?
Przyznam sie że jestem osobą, ktora tłamsi wszystko w sobie i woli nie rozmawiać po to aby zachowac wzgledny spokój lub tez po to aby znów nie być pokonana w rozmowie.

Astro
Posty: 576
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys

Post autor: Astro » 03 maja 2021, 11:05

happybean pisze:
03 maja 2021, 10:19
Czy jeśli czasem pojawia się żal do męża za jego wady z przeszłości i pojawia się lęk o to czy to się powtórzy, czy mogę mu to wypominać i mówić jak mógł tak postąpić itd czy powinnam sama sobie radzic z tymi emocjami?
Przyznam sie że jestem osobą, ktora tłamsi wszystko w sobie i woli nie rozmawiać po to aby zachowac wzgledny spokój lub tez po to aby znów nie być pokonana w rozmowie.
Chcesz się nabawić nerwicy dusząc wszystko w sobie?
Kiedyś przyjmie to taki rozmiar ,że wybuchnie.
Jak się domyślasz ten wybuch nie będzie miał pozytywnego wydźwięku.
Astro

Caliope
Posty: 1121
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: Caliope » 03 maja 2021, 11:30

happybean pisze:
03 maja 2021, 10:19
Czy jeśli czasem pojawia się żal do męża za jego wady z przeszłości i pojawia się lęk o to czy to się powtórzy, czy mogę mu to wypominać i mówić jak mógł tak postąpić itd czy powinnam sama sobie radzic z tymi emocjami?
Przyznam sie że jestem osobą, ktora tłamsi wszystko w sobie i woli nie rozmawiać po to aby zachowac wzgledny spokój lub tez po to aby znów nie być pokonana w rozmowie.
Zadaj sobie pytanie, czy ta przeszłość wróci?, ona przecież już była. Do wyrzucania z siebie emocji jest terapia u psychologa. Trzeba zostawić wszystko co było i żyć tu i teraz, wybaczyć sobie, mężowi. Zrobić dla siebie taką pustą kartkę na kolejny etap w życiu.

Pavel
Posty: 3434
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys

Post autor: Pavel » 04 maja 2021, 12:44

happybean pisze:
03 maja 2021, 9:25
Niedawno dowiedziałam się ze kuzynka się z mężem rozchodzi, odrazu przychodzą myśli że niewiadomo czy i moje małżeństwo się nie rozpadnie przecież taki jest swiat.
Takie teksty są niczym innym jak przerzucaniem odpowiedzialności własnej na bliżej niezidentyfikowaną zbiorowość.
Gdyby tak było, rozpadałyby się wszystkie małżeństwa.

Odpowiedzialność HappyBean za swój obszar masz w swoich rękach.
Oglądaniem się na innych, narzekaniem, racjonalizowaniem, negowaniem, kręceniem się kółko w kołowrotku zwiększa się szanse realizacji czarnego scenariusza.
Co zrobisz - twój wybór.
Przeczytaj sobie swoje wszystkie wątki.
Może to cię oświeci, pokaże jak przez ostatnie ponad dwa lata kręcisz się w kółko.
Dostałaś jeszcze jako narzeczona pewne informacje zwrotne, nie skorzystałaś.
I dalej wiesz lepiej, właściwie wszystko potrafisz sobie zracjonalizować.

Możesz i tak, to twoje życie.
Wybacz, że tak „z buta”, ale wg mnie tak zwane „głaskanie” jest wyrządzeniem ci krzywdy.
Wg mnie pora się obudzić.
Skoro metody dotychczas stosowane nie działają, dać sobie szansę zadziałać inaczej.
Najlepiej z pomocą w realu.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Ruta
Posty: 1093
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys

Post autor: Ruta » 05 maja 2021, 12:15

happybean pisze:
15 kwie 2021, 7:05
Mwciazy i teraz chyba bardziej dzialaja hormony bo wyjatkowo ciezko mi to wszystko znosic, a moze mam wrazenie ze aie nasililo . Wrocilam ze szpitala z powodu problemow w ciazy a on po powroci3tylko mowil o tym malowaniu , ze koniecznie musze sie malowac itd oitp . Czasem mam watpliwosci czy on w ogole jest w stanie myslec o kimkolwiek innym poza czubkiem swojego nosa.
Happybean,
tak żywo napisałaś o tym, co mąż mówił po twoim powrocie ze szpitala,jakby to zdarzyło się wczoraj. Na wszelki wypadek przejrzałam jeszcze raz twój wątek i okej, nie jest to zamierzchła przeszłość, ale też nie wydarzenia ostatnich godzin.

Ciąża i połóg destabilizują nastrój. Im więcej zagrożenia i lęku czujemy, im mniej wspierający jest mąż, im mniej dojrzały - tym zwykle wahania nastroju większe. To taki etap w życiu kobiety, gdy czuje potrzebę oparcia się na mężu, i jest to naturalna potrzeba. Ale nasze nastroje zależą także od nas samych. Choć zdecydowanie czas połogu i potem opieki nad niemowlakiem jest czasem, gdy jest trudniej.

To są też zawsze doświadczenia graniczne - takie w których może dokonać się zmiana, która gdyby nie właśnie to doświadczenie, na przyład ciąży, porodu, połogu nie byłaby możliwa. Piszesz, że coś się zmieniło, coś drgnęło, jest inaczej - choć nie wiesz jeszcze co. Przypuszczasz, że albo trudniej ci niektóre zachowania męża znosić, albo doszło do nasilenia jego zachowań, które są dla ciebie trudne.

Warto nie koncentrować się na tym w zawikłany emocjonalny sposób, ale przyjrzeć się temu ze spokojem - czym to jest, uchwycić zmianę i pomysleć, czy chcesz z nią coś zrobić, i co. Ty decydujesz, czy idziesz za zmianą, czy ją zatrzymujesz zanim się rozhula - jest mnóstwo najróżniejszych wariantów. Takie odzyskanie sprawczości i kontroli, pozwala poczuć się pewniej.

Natomiast wracając do twojej żywej relacji - odczytuję to tak, że poczułaś się dotnięta i rozczarowana postawą mężą, gdy wróciłaś ze szpitala. I wciąż jest to w tobie żywe. Ale moje odczytanie nie ma żadnego znaczenia. Ważne, czy ty wiesz dlaczego wciąż te słowa męża za tobą chodzą, czemu budzą silne emocje?

Zafiksowanie na czyiś słowach, sytuacji, to, że ona wciąż wraca w myślach, budzi emocje oznacza często, że jest to jakiś znacznik. Jak chorągiewka, czy kropka na mapie. Ale nie chodzi o to, by analizowac chorągiewkę czy kropkę, ale przyjrzeć się samej mapie.

W relacji z moją mamą wracała do mnie wciąż i wciąż sytuacja z przeszłości, gdy miałam około 10 lat. Niby nie działo się w tej sytuacji nic co nie działo się wcześniej, ani później. Po prostu moja mama mówiła mi, że jestem niewdzięczna, że mam obowiązki, że nie mogę zostawić samej siostry i tak sobie pójść z koleżanką na spacer, że jestem egoistką, a jak pójdę to moja siostra będzie bardzo za mną płakała i że jestem zimna i nie mam serca wobec własnej siostry. To się w tamtym okresie zdarzało bardzo często, bo pojawiła się we mnie potrzeba przyjaźni, spędzania czasu z przyjaciółką sam na sam. Nie chciałam już ciągać wszędzie za sobą rodzeństwa, choć nadal byłam gotowa do opieki, ale chciałam mieć trochę czasu dla siebie i dla mojej przyjaciółki. A moja siostra, bardzo we mnie wczepiona, dostawała histerii, gdy próbowałam choćby na godzinę ją zostawić i zrobić coś bez niej.

Dlaczego akurat ta sytuacja, a nie z dnia poprzedniego albo kolejnego? Teraz już wiem, to był mój znacznik. Tego dnia po raz pierwszy spojrzałam krytycznie na to, co mówiła moja mama, i poczułam bunt i niezgodę na to, co słyszałam. Powstała we mnie myśl, że mam prawo spędzić godzinę z przyjaciółką, a mama może w tym czasie po prostu zająć się siostrą i opanować jej histerię, i skoro ja dzień po dniu się nią zajmuję i opanowuję jej histerię za histerią, to i mama da radę, jeśli tylko zechce. Po raz pierwszy w życiu odważyłam sie pomyśleć krytycznie o mojej mamie. I poczuć wobec niej złość. Natychmiast jednak weszłam w poczucie winy i przyjęłam z powrotem perspektywę mojej mamy. Można powiedzieć, stłumiłam swój bunt w zarodku. Czułam, że nie mam szans w starciu z mamą. Ale nie poddałam się: zostawiłam sobie małą iskierkę i ona się tliła - a czasem wybuchała raz po raz płomieniami - czasem w nieoczekiwanych dla mnie sytuacjach. Ale już zawsze ze mną była. Mogłam po nią sięgać i sięgałam. Ale chaotycznie i bez dostępu do moich myśli i emocji. Co objawiało się wybuchającym raz po raz gniewem wobec mamy, chaotycznym stawianiem jej zarzutów.

Jesteśmy stworzeni mądrze - nasze emocje oflagowują zdarzenia ważne dla naszego rozwoju. To była ważna chwila w moim życiu - i całe lata do mnie wracała. W terapi nauczyłam się lepiej odczytywać takie sygnały, czytać samą siebie. Myślałaś o tym, by poszukać terapii dla siebie? Polecam, naprawdę przynosi to efekty, pomaga nawiązać bliższą relację ze sobą, z własnymi emocjami, z innymi.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości