Mam dość.

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Taka_ja
Posty: 4
Rejestracja: 03 cze 2022, 12:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Mam dość.

Post autor: Taka_ja » 04 cze 2022, 6:22

Witajcie, na początku bardzo serdecznie Was pozdrawiam. Śledzę Wasze forum od 2 lat, czytam Wasze historie i wyciągam wnioski. Dużo w nich mojej historii. Do napisania postu podchodziłam już kilka razy, ale zawsze rezygnowałam.
Jestem żoną sakramentalną od prawie 5 lat, mamą dwójki wspaniałych dzieci, katoliczką i podobnie, jak mój mąż tworczynia kryzyzysu w małżeństwie. Mieszkamy razem, ja jestem w trakcie terapii od przeszło 2 lat, pracuje nad sobą. Moja relacja z Bogiem ma wiele do życzenia... jeszcze przed poznaniem meża przezylam swoje nawrócenie, ale... proza życia bardzo dała sie w kość i Bóg, modlitwa, Msza Św. poszły na dalszy plan (o tym napisze w innym poście).
Ja i mój mąż.... szczerze powiedziawszy mam dość życia z nim... kilkukrotnie byłam już bliska separacji, ale Wasze historie stawiają mnie do pionu i wracam do postawy „Walcz". Ale do rzeczy... mój mąż traktuje mnie jak sprzataczke, kucharke, „Pania od usług", praczke, mamusie, ktora wszystko za niego zrobi i ogarnie. Czuje jakbym miala jeszcze jedno dziecko. Jego dzień wolny, jest wolny rowniez od obowiazkow. Gdy widze, jak kolejna niedziele spedza na kanapie drzemiac ja dostaje szalu. Wszelkie rozmowy, proby kompromisu, rozmowy o moich potrzebach sa przemilczane, ale skomentowane jednym zdaniem „ale co ja mam robic? Ja mam wolne". Ciągne na swoich plecach wszystko, wszystkie emocje dzieci i jego. Wszystko o co go poprosze jest olane i niezrobione. Ja po prostu mam dość. Mieszkamy daleko od rodziny, wiec ja nie mam kogo poprosic o jakakolwiek pomoc, jestem zdana sama na siebie. Nie wiem co mam Wam napisac... ale licze, ze tu otrzymam wsparcie, bo wszędzie słysze...”odejdz, po co Ci to? Czy juz nie jestes jak samotna matka?”. Chcialabym uratowac malzenstwo, ale do tanga trzeba dwojga.

Al la
Posty: 2327
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Al la » 04 cze 2022, 11:03

Witaj Taka_ja, na naszym forum.
Chcialabym uratowac malzenstwo, ale do tanga trzeba dwojga.
Jak pokazują historie powrotów małżonków do siebie, wystarczy, że zacznie ratować małżeństwo jedna osoba, we współpracy z Panem Bogiem.
Potrzebujesz zmiany, zacznij ją od siebie.
mój mąż traktuje mnie jak sprzataczke, kucharke, „Pania od usług", praczke, mamusie, ktora wszystko za niego zrobi i ogarnie.
A to jest druga fałszywka: nie mąż Cię traktuje, ale Ty dajesz się traktować jak....

Zapraszam Cię do zapoznania się z naszą stroną pomocową http://sychar.org/pomoc/, znajdziesz tam konferencje z naszych rekolekcji, oraz listę polecanych lektur.
Warto zainwestować w wiedzę o sobie, kryzysie, komunikacji w małżeństwie.
I nie zapominać o Bogu, o wspólnej modlitwie małżeńskiej.

Pozdrawiam, na pewno też otrzymasz wsparcie od naszych forumowiczów.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Firekeeper
Posty: 357
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Firekeeper » 04 cze 2022, 12:25

Witaj.

Czy na terapii uczysz się o asertywności? Jak odmawiać, jak mówić o swoich potrzebach, jak komunikować się?

Co do męża. Wyrzuć kanapę 😉 A tak serio jego nie dasz rady zmienić. Po takim czasie przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy. Nie czuje obowiązku więc jestem w stanie uwierzyć w jego słowa
„ale co ja mam robic? Ja mam wolne"
. Widocznie nie wie za co się wziąć, nie czuję takiej potrzeby.

Na mojego męża w tej kwestii nie mogę narzekać.
U nas jest zasada mąż nie jest od pomocy. To nie tylko mój dom i nie tylko moje dzieci żebym potrzebowała do tego pomocy. Nie proszę go żeby mi pomógł. Tylko informuję jest do zrobienia to i to kto się za co bierze? Po kilku latach mamy już wyrobiony schemat kto co ogarnia.
W czym Twój mąż jest dobry? Co mu dobrze wychodzi? Może zabawa z dziećmi? Majsterkowanie? Robienie zakupów? Mój mąż chętnie robi to co mu dobrze wychodzi. I bardzo lubi docenianie i chwalenie. To jest must have. Może to wydawać się głupie na początku ale nawet zwykła pochwała, że wow ale dobrze odkurzyłeś ten salon daje takiego pozytywnego kopa do działania. Lepszego niż wieczne marudzenie typu znów jest bałagan.

Trzeba też nauczyć się odpuszczać ja jestem perfekcjonistą w domu. Musiałam mieć idealnie posprzątane, ugotowane to powodowało napięcia i frustrację. Teraz olewam. Czasami ja sama mam chęć poleżeć na kanapie i to robię. A na obiad w niedzielę mamy Maca to jest dzień gdzie gotuje mój mąż 😂

Bławatek
Posty: 975
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Bławatek » 04 cze 2022, 14:58

Witaj,

Byłam w takiej samej sytuacji jak ty - tyle że 8 lat jako właśnie sprzątaczka, kucharka, ogarniaczka, zalatwiaczka, praczka. I też furii dostawałam gdy mąż odpoczywał na kanapie albo uciekał do garażu majsterkować a mi zostawiał na głowie zajmowanie się dzieckiem i całym domen. Jak ja nie lubiłam weekendów. W momencie gdy chciałam coś zmienić tj. męża bardziej zaangażowac to on wolał odejść - no tak, egoista, Piotruś Pan i nauczony przez mamusię, że nic nie musi robić, bo ona obiadek poda, wypierze wyprasuje - nie będzie w domu pomagał. Och, jak ja się wkurzalam, że mnie tak traktował. Ale było tak jak pisze Al la - pozwoliłam, żeby mąż mnie tak traktował. Teraz już bym nie pozwoliła na takie życie i mój mąż o tym wie - nie ma już kowalskiej ale chyba nie chce wrócić bo wie, że od razu wprowadziłabym podział obowiązków.

A ty pracujesz zawodowo? Bo może mi umknęło. A nawet jeżeli nie pracujesz tylko zajmujesz się dziećmi i domem to masz też prawo do odpoczynku i np. wylegiwania się na kanapie. Czasami warto przymknąć oko i nie widziec bałaganu który np. dzieci robią bawiąc się. A jeżeli mężowi by to przeszkadzało to daj mu się wykazać - niech posprząta a ty mu później podziękuj i docen. Tylko nie poprawiaj po nim (no chyba, że nie będzie wiedział i wiedział).

A czy rozmawiałaś z mężem, że cię jego postawa irytuje i chciałabyś coś zmienić? Ale nie w formie wyrzutów bo pogorszysz sytuację, bardziej jakiejś zachęty np. wspólne sprzątanie zajmuje mniej czasu i później można wspólnie posiedzieć na kanapie lub np. pójść rodzinnie na spacer.

Taka_ja
Posty: 4
Rejestracja: 03 cze 2022, 12:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Taka_ja » 05 cze 2022, 18:35

Al la pisze:
04 cze 2022, 11:03

I nie zapominać o Bogu, o wspólnej modlitwie małżeńskiej.



Niestety, ale mojemu mężowi, ani z modlitwą, ani z Bogiem nie jest po drodze. Ja różnie. Jestem osobą wierzącą. Doświadczyłam działania i obecności Pana Boga. Upadam, wiem że rodzine postawiałam w Jego miejscu i próbuje to zmienić, chociaż łatwo nie jest.



Firekeepre wiesz, ja dokładnie tak myślałam, że my obydwoje odpowiadamy za dom. Niestety mój mąż ma zupełnie inne podejście... wynika to na pewno z wychowania, ale wiem, że też mojej postawy. Ja owszem mówiłam, ze jest cos do zrobienia, tylko, że mój mąż to ignorował i ignoruje. Koniec końców robię to sama. Mogę tego nie zrobić owszem, ale potem mąż odbija piłeczkę, żeby mnie dojechać, jaka jestem niezaradna, leniwa i nawet domu nie umiem ogarnąć.

Bławatku, jestem w trakcie czytania Twojej historii. Jest ona bardzo podobna do mojej. Tylko mam więcej dzieci i młodsze. A odpowiadając na Twoje pytanie. Na chwile obecna nie pracuje zawodowo. Podejmowałam próbę, ale to nie pykło logistycznie. Byłam zdana sama na siebie. Tzn. Mąż rano woził córkę, ale reszta dnia byłam zdana sama na siebie. Tu nie mam do niego pretensji, bo dużo pracuje, więc nie miałam co oczekiwać, ze odbierze, czy ugotuje obiad. I to on naciskał, abym ja nie wracała do pracy, bo będzie mi za ciężko.

Tak owszem mówiłam, że jego postawa mnie irytuje, ale to mąż wtedy zupełnie się wycofuje. Oprócz tego, że nic nie robi, to po prostu ucieka z domu. Tak np. było wczoraj i jest dziś. Zaczyna męczyć , że jego życie jest bez sensu, że jest mu ciężko, że ma dość, że jest zmęczony, że ma dosc mnie, nie moze na mnie patrzec i mnie zostawi, bo nie da się ze mną żyć. Nie wiem co gorsze czy patrzyc, jak lezy czy czegosc wymagac i sluchac, jak to mu ze mne zle.

Firekeeper
Posty: 357
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Firekeeper » 05 cze 2022, 21:02

Taka_ja

Ja również nie pracuję. Mimo, że mój mąż dużo robi po pracy. Zajmuje się dziećmi to również miałam kryzys i byłam sfrustrowana. Problemem nie było to czy mąż włączy pralkę czy odrobi z dziećmi lekcje tylko to, że czułam się gorsza przez to, że jestem cały dzień w domu z dziećmi na głowie. Tak się dołowałam tym, że każdy mój dzień to to samo, że znów ten obiad muszę zrobić i te lekcje. Wszystko chciałam, żeby było na perfekt. Robiłam to bo musiałam. Też czułam się jak sprzątaczka i mamusia. Całą swoją frustrację wyładowywałam na mężu. Były momenty, że ja mu nawet nie dałam na chwilę usiąść, bo już kazałam mu coś zrobić. No ale mój mąż to pokorne ciele i tak się godził na wszystko zamiast od razu mi powiedzieć, że szaleństwo puka do drzwi. Mimo, że robił co mu kazałam też uciekał ode mnie. I ja mu się wcale nie dziwię, bo ja sama chciałam uciec od siebie. Ile ja potrafiłam marudzić i jęczeć. To źle tamto źle, wszędzie bałagan, znów córka dostała jedynkę. I tak dalej.
Stanęłam z boku i popatrzyłam co ja robię ze swoim życiem. Przecież nie muszę być perfekcyjną panią domu. Od pół roku jak wdrążyłam odpuszczanie i akceptację mam kosz pełny prania ale przestał mnie przytłaczać. Kupiłam sobie szklarnię i rozwijam swoją pasję, nie mam wyrzutów, że kosztem posprzątanego domu. Czy nauki dzieci. Nauczyłam się, że nie ważne jest mieć ugotowany obiad codziennie. Można zjeść pizzę i jajecznicę szybciej się robi. Mam czas na kawę. Mój mąż dużo częściej wychodzi i przestało mnie to irytować. Ostatnio nawet leżał w dzień na kanapie i jakoś to zniosłam, sama się sobie dziwiłam, że jednak można. Bardziej mnie cieszy teraz bycie w domu i zajmowania się dziećmi. Obowiązki jakie mam na co dzień nie są już przykrymi obowiązkami. Komplementuję więcej ja samą siebie. Cieszy mnie ta zmiana podejścia, bo mam uczucie zrzucenia ciężaru, który mnie przytłaczał.

Jednego Ci współczuję tego jak Twój mąż się do Ciebie zwraca, że jesteś niezaradna i leniwa. Ja tego od męża nigdy nie usłyszałam. Aczkolwiek sama na siebie tak patrzyłam i tym się dołowałam. Każda negatywna uwaga na temat dzieci lub domu od razu mnie dołowała.

Jak funkcjonują rodzice Twojego męża? Może z domu rodzinnego ma taki obraz rodziny, że żona zajmuje się domem i dziećmi, a mąż tylko pracą?

Taka_ja
Posty: 4
Rejestracja: 03 cze 2022, 12:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Taka_ja » 06 cze 2022, 15:55

Firekeepr. Mąż tak samo, jak ja jest DDD/DDA. Zarówno jego mama, jak I moja miała na barkach cały dom. Co prawda z zupełnie innych powodów(ze wzgledu na anonimowość nie chcę podawać szczegółów). Mąż bardzo lekko wszedł w role “kanapowca", ja z kolei mimo, że wiele miałam przepracowane jeszcze zanim go poznałam, to jak widać nie wszystko. Wydawało mi się, że mam wiedze, jak chcę, aby wyglądało moje małżeństwo I jaka ja chcé w nim być. Przesłuchałam masę konferencji o związkach, małżeństwie. Przeczytałam mase książek. A jednak, wciąż na terapii wychodzą jakieś “kwiatki". Wiele zranień uleczył Bóg.
A co do odpuszczania. Ja nie jestem perfekcjonistką… wrecz przeciwnie… świetnie sie odnajduje w artystycznym bałaganie, ale jak juz cos robie to robie to dobrze. Taka cecha DDA. Mąż natomiast mi zarzuca, że nie robie nic. Co mnie doprowadza do szału, bo ja non stop coś robie. Mąż mimo, że np widzi,że sprzatam to twierdzi, że nic nie robie. Mamy dwójke małych dzieci, jedno z nich jest bardzo absorbujące, tzn. “hnb". Mąż do pewnego momentu nie był taki. Był zaangażowany, może nie tak jakbym chciała to ja, ale mogłam liczyć na pomoc przy kąpieli, obiedzie, zakupach czy porzadkach. Wtedy też dużo marudziłam, narzekałam, robiłam awantury. Ale mnie to samą uwierało. Potem uzałam, że przecież on jest dorosły, nie potrzebuje reprymendy, stania nad głową, mówienia co jest źle, krzyku (wyrósł w domu w ktorym to bylo narzedzie wymuszania, zresztą ja też). I odpuściłam, komunikowałam, że jest cos do zrobienia I to olewał. I na dzień dzisiejszy on dom traktuje , jak hotel all inclusive. Boli mnie to, bo ja rozumiem, że on potrzebuje odpoczynku, bo pracuje bardzo dużo, wiem, że potrzebuje pobyć sam. Tylko, że w tym jego “sam" nie ma dla nas miejsca… on gdy ma wolny dzień to po prostu znika. Wstaje,kąpie się I wychodzi, wraca po 2-3 godzinach, je I znow wychodzi I tak do wieczora, czasem zaliczy drzemke. I to nic, że np. Dzień wcześniej mieliśmy jakieś plany. Że mieliśmy jakos spedzić dzień. Fakt, ostatnio złapałam się na tym, że w grucie rzeczy to są moje plany, a on mi przytakuje, poczym robi swoje. Smutne to. Ostatnio coraz częściej zastanawiam się czy mój mąż nie prowadzi podwójnego życia.
Z innej strony sobie myślę, że może naprawdę ja za mało daje od siebie, może powinnam więcej, skoro to mój mąż jest głównym żywicielem rodziny. Gównym, ale nie jedynym, bo ja też otrzymuje jakies zasilki(nie mieszkam w Pl).

Caliope
Posty: 2376
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Caliope » 10 cze 2022, 11:05

Witaj, mam podobnie do ciebie, tylko ja zdążyłam usłyszeć, że mąż już mnie nie kocha. Mąż zawsze pracował, ja zajmowałam się domem i dzieckiem. Też jestem DDA, każdy mógł mi jak tobie przekraczać granice. Jestem bardzo długo w terapii i dopiero teraz cudem zaczęłam mówić wszystko od razu, stawiać sobie granice i nie pozwalać sobą manipulować. Nie raz słyszałam, że za mało robię i nie spełniam oczekiwań męża. Tylko nie da się zasłużyć niczym na miłość, ona jest albo jej nie ma. Nic nie daje sprzątanie przy mężu, czy zrobienie dobrego obiadu, bo nie tędy droga. Przestałam się starać, bo nie miało to sensu, a na słowa, że nic nie robię mam zdanie, to Ty to zrób lub zrobię wtedy jak ja zdecyduję. Żeby dojść do tego ,że takie gadanie to manipulacja dochodziłam bardzo długo, że mówienie, że ktoś jest leniwy i niezaradny, to przemoc słowna i trzeba, to ucinać. Kiedyś po tym robiłam jeszcze więcej i padałam na twarz, dalej niedoceniona i zła, bo oczekiwałam chociaż szacunku i czasem dziękuję. Najważniejsze by być dla siebie ważnym po Bogu, zaopiekować się sobą, myśleć czy to co się dzieje jest zgodne ze mną, czy chcę być traktowana jak służba czy należy mi się szacunek za pracę w domu i z naszym synem, bo on potrzebuje różnych rehabilitacji i ćwiczeń. Doceniać trzeba siebie samą, mieć jakieś pasje, hobby, nie patrzeć na męża czy będzie chciał gdzieś jechać, a jechać sobie samemu i się dobrze bawić. Moją pasją są zwierzęta, wraz z synem się nimi zajmujemy, one mnie wyciszają, uwielbiam jak przychodzą by je głaskać. Życie jest fajne pomimo tego, że mąż od rana do wieczora pracuje, nie ma go prawie wcale dla syna, a ja zrezygnowałam z proszenia o czas. Siedzę sobie z synem, bardzo to lubię, wszystko robię jak chcę, odpoczywam jak chcę.

Taka_ja
Posty: 4
Rejestracja: 03 cze 2022, 12:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Taka_ja » 21 cze 2022, 12:03

Jest mi ciężko. Czuję, że lecimy w dół. Po okresie,w którym wydawało mi się, że uda się to jakoś poukładać. Widziałam zaangażowanie minimalne to minimalne, ale jednak zaangażowanie...
Ostatnio naszła mnie taka myśl, że wszystko co robimy wspólnie, robimy z mojej inicjatywy, że to są zazwyczaj moje pomysły i moje plany, na które mój mąż się zgadza. I gdzieś w środku poczułam, że to bez sensu wciągać go na siłe w "nasz " czas. A on utwierdził mnie w tym wewnetrzym głosie... mój maz twierdzi, że nie chce i nie umie ze mną żyć, że ze mna nie moze robic tego co chce, spac do której chce i wychodzic kiedy chce. Smutne, wiem muszę nauczyć się żyć, jakby go nie było. Chociaż cieżko żyjąc pod jednym dachem.
Od miesięcy nie pyta co u mnie, jak się czuję, jak mi minął dzień. To on zaczyna rozmowe, a właściwie opowiada co u niego... ja nawet jak mówie, pada tylko pytanie czy już skonczyłam, więc mówię rzadko i mało. Boli. Proszę Boga, by coś zrobił, cokolwiek to będzie. Jesli lepsze dla nas będzie życie osobno to to przyjmuje, bo tak, jak jest nie chcę żyć.
A przecież modliłam się o dobre Boże małżeństwo.

Zwyklaosoba
Posty: 372
Rejestracja: 22 gru 2020, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Zwyklaosoba » 22 cze 2022, 10:17

Jest Kowalska ?

Bławatek
Posty: 975
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Bławatek » 22 cze 2022, 11:29

Taka_ja a może terapia szokowa mężowi by się przydała? Cały dom na twojej głowie? zakupy, porządki, gotowanie...? A odpuść czasami - zamiast coś gotować wyjdź z dziećmi z domu i po drodze coś zjedzcie, a mąż niech zadba o siebie - sobie ugotuje, zrobi kanapki albo głodny poleży - pewnie będzie zły, ale ty w tym czasie może nabierzesz dystansu i spokoju. Miło spędzisz czas nie wkurzając się widokiem nicnierobiacego męża.

Mnie u męża zawsze wkurzało, że nigdy mi nie dzwonił że już wraca z pracy, garażu, od rodziców, ze sklepu... Syn ciągnął na spacer lub plac zabaw a ja czekałam w domu z obiadem lub kolacją i teraz bym już tak nie robiła - zmarnowany czas, żałuję, że wtedy nie szłam z synem, bo może mój mąż nauczyłby się samodzielności lub chociaż szacunku i zadzwonił z informacją, że jedzie. Czasami lubimy powielać schematy z domów pierwotnych a czasami chcemy inną jakość tworzyć i często te wizje małżonków się mijają. I jeśli nie ma szans na kompromis to prędzej czy później któraś strona ma dość. Twój mąż uważa, że przez ciebie jest ograniczany więc też działaj tak jak on - zwolnij tempo, nie sprzątaj nałogowo, znajduj czas dla siebie. Bo na razie to poziom gniewu o wszystko w tobie wzrasta. A to nie wróży niczemu dobremu.

the_red
Posty: 3
Rejestracja: 05 cze 2022, 13:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mam dość.

Post autor: the_red » 22 cze 2022, 12:34

Cześć, Taka_ja.
Przedstawię sytuację z drugiej strony (czyli męża). Pracuje zawodowo i po pracy (a nawet w trakcie) wykonuję obowiązki domowe jednak zdarza mi się słyszeć, że nic nie robię i nic nie jest z mojej inicjatywy, albo jak zrobię 9/10 rzeczy, które są do zrobienia to usłyszę marudzenie o tą 1/10 nie zrobioną. Jednak jeżeli ja mam jakąś inicjatywę to w 99,99% żona dodaje coś od siebie lub zmienia lub neguje. Nie ma tak, że ona podchwytuje mój pomysł i lecimy z tematem. Prowadzi to do pewnego wypalenia z mojej strony. I jak chcę coś zrobić dla nas to czasem specjalnie nie robię tego z żoną, bo chcę żeby to było po mojemu, niedoskonałe ale po mojemu. Zrobione lepiej lub gorzej ale z poczuciem sprawczości z mojej strony. I być może to doprowadziło u Twojego męża do tego, że teraz leży na kanapie. Proszę o Twoją refleksję na ten temat, bo być może podobna sytuacja jest u mnie.

Caliope
Posty: 2376
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Caliope » 22 cze 2022, 15:13

the_red pisze:
22 cze 2022, 12:34
Cześć, Taka_ja.
Przedstawię sytuację z drugiej strony (czyli męża). Pracuje zawodowo i po pracy (a nawet w trakcie) wykonuję obowiązki domowe jednak zdarza mi się słyszeć, że nic nie robię i nic nie jest z mojej inicjatywy, albo jak zrobię 9/10 rzeczy, które są do zrobienia to usłyszę marudzenie o tą 1/10 nie zrobioną. Jednak jeżeli ja mam jakąś inicjatywę to w 99,99% żona dodaje coś od siebie lub zmienia lub neguje. Nie ma tak, że ona podchwytuje mój pomysł i lecimy z tematem. Prowadzi to do pewnego wypalenia z mojej strony. I jak chcę coś zrobić dla nas to czasem specjalnie nie robię tego z żoną, bo chcę żeby to było po mojemu, niedoskonałe ale po mojemu. Zrobione lepiej lub gorzej ale z poczuciem sprawczości z mojej strony. I być może to doprowadziło u Twojego męża do tego, że teraz leży na kanapie. Proszę o Twoją refleksję na ten temat, bo być może podobna sytuacja jest u mnie.
Dla mnie,to co piszesz, to jakaś abstrakcja żeby z tego powodu, zmże jest słaba komunikacja kłaść się na kanapie .Fajnie, że uczestniczysz w obowiązkach, ja bym się nie czepiała, a zona to robi i przekracza twoje granice. Dużo wynosi się z domu, jak ojciec jaśnie pan też leżał na kanapie, to syn myśli, że tak ma być. Bo chodzi do pracy i klękajcie narody. Najgorzej jest być w domu, z wywieszonym językiem wszystko ogarniać z dzieckiem włącznie i nie mieć szacunku, być niedocenionym i przy tym niekochanym. Mówiłeś żonie, że cię nie docenia i nie szanuję? Szanuj siebie i swoje granice.

the_red
Posty: 3
Rejestracja: 05 cze 2022, 13:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mam dość.

Post autor: the_red » 23 cze 2022, 11:41

@Caliope
Tak w ogóle jeżeli chodzi o leżenie na kanapie to nie o mnie tylko o mężu Taka_Ja. To się nie dzieje z dnia na dzień, że słaba komunikacja to się położę na kanapie. Czasami na prawdę po ciężkim dniu w pracy lub w domu i po wykonaniu swoich obowiązków jak się słyszy marudzenie albo wymagania to się wszystkiego odechciewa. Nie będę tu teraz rozwijał dyskusji na ten temat, bo nie jest to nasz wątek.

@Taka_Ja
Odnoszę wrażenie, że Wasza relacja skupiła się wokół potrzeb Twoich i Waszych dzieci. A potrzeby Męża zeszły na bok. I po prostu on może szukał/ć swojego spełnienia w garażu lub w pracy, a w domu ucieka w drzemkę. Czy wiesz jakie on ma potrzeby? Nie musisz mu pomagać ani oceniać jego potrzeb tylko dać mu czas i miejsce na ich realizację.
Ewentualnie mogło zabraknąć zainteresowania z Twojej strony jego życiem (praca, pasja, problemy) - i tu także nie musisz ich rozwiązywać, podpowiadać itp. Tylko go wysłuchać albo dać mu odetchnąć.
Ja jak mam ciężki dzień w pracy i później np. zmywam naczynia lub zajmuje się dzieckiem lub obiadem to wtedy odpoczywam psychicznie ale jeżeli do tych moich zadań wtrąca się Żona (np. ale bałagan w kuchni narobiłeś, albo śmieci są niewyniesione albo śrubka nie dokręcona) to zamiast napięcie ze mnie schodzić to jeszcze bardziej rośnie. Po takim gotowaniu, na chwilę odsapnę i mogę się zająć dalszymi rzeczami (tu się realizuje moja potrzeba poukładania sobie w głowie rzeczy) ale jak w trakcie dostaje kolejne zadania lub wyrzuty to mam nadmiar informacji i przeładowanie i pewnych rzeczy już nie przyjmuje do wiadomości nie dla tego, że nie chcę albo mam gdzieś żonę tylko już głowa nie wyrabia i później o tym zapominam i potem są wyrzuty, że coś jest nie zrobione, następnie w pracy nie mogę się skoncentrować, i pewne rzeczy trwają dłużej i później wracam do domu i tak się nakręca spirala niezaspokojonych potrzeb.

Jeżeli masz potrzebę to mogę to jeszcze bardziej rozwinąć.

Ruta
Posty: 2183
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mam dość.

Post autor: Ruta » 23 cze 2022, 14:29

Przeczytałam kiedyś takie zdanie, które dało mi do myślenia: w zgodnym małżenstwie naczynia zmywają się same.
Ja rozumiem to tak, że tam gdzie są niezaspokojone potrzeby, gdzie problemy są skryte, tam wypływają one w formie pretensji o niedokręconą śrubkę. I gdy takie konflikty o gary, dywan i co tam jeszcze narastają, czas je odpuścić, bo nie tu jest problem i zacząć rozmowę, no i więcej rzeczy robić razem. Dużo w tych naszych małżeńskich konfliktach o wyniesienie śmieci jest o braku bliskosci i wspólnego czasu.
Gdy mój mąż pomagał, wychodząc z dziecmi żebym mogla posprzątać, albo wracal i mył podłogę, żebym mu nie gadała, nie mogłam sama dojść czemu mnie ta jego pomoc tak bardzo frustruje i czuję tyle złości. Przecież naprawdę sporo w domu robił. I z dziecmi też czas spędzał. A ja czulam się nieważna, niedoceniona i mój mąż też. On też nie rozumiał mojej złości.
Zrozumiałam, gdy zaczęliśmy robić sobotnie porządki razem i potem razem wychodziliśmy z dziećmi. Takie rozwiązanie podpowiedziały mi bardziej doświadczone żony. My jako małżeństwo wyłożyliśmy się potem na innych, dużo większych trudnościach, na naszych osobistych deficytach, ale tamten czas wspominam dobrze. Czas kiedy nie rozdzielaliśmy obowiązków między siebie, tylko je współdzieliliśmy.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 101 gości