Będę walczył do końca...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Astro
Posty: 1233
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Astro »

Lukas
Ratuj , walcz ,zabiegaj o swoje małżeństwo do szczęśliwego końca . Oby ci się udało i nie doszło do rozwodu.
Natomiast co spraw dzieci , jeśli chciałbyś ,żeby z tobą były jako ojciec i mężczyzna , będziesz musiał wykazać się wszelaką wiedzą , dobra organizacja i przede wszystkim dobra relacja z nimi.
Wiem dokładnie jak wygląda nadzór kuratora sądowego . Sam o niego występowałem w toczącej się sprawje o dzieci. Trwał trzy lata .
" Każdy z was , młodzi przyjaciele , znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte.Jakis wymiar zadań , które musi podjąć i wypełnić ... Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można zdezerterować. " Ojciec Święty Jan Paweł II
Lukas
Posty: 185
Rejestracja: 06 maja 2023, 21:52
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Lukas »

Cześć
Jeśli chodzi o dzieci to nie jest to taka prosta sprawa, zero jedynkowa. Pewnie że chcę by dzieci w razie rozwodu były ze mną. Chce tego też żona. Prościej byłoby gdyby żona zaniedbywała dzieci, chodziła na randki z kowalskimi, była alkoholiczką czy chciała odejść sama. Wówczas sprawa jasna, dzieci definitywnie zostają ze mną. (W sumie to jeszcze prościej było by gdyby nie było tej sytuacji rozwodowej) No ale jest jak jest, tyle że dzieci kochają i żonę i mnie. A żona nie jest jakąś patologiczną matką której trzeba pozbawić opieki pierwszoplanowej nad dziećmi. Żona chce rozwodu bo po sytuacjach naszych kłótni, opisywanych na początku wątku stwierdziła że nic do mnie nie czuje ( no w sumie to czuje nienawiść bo czesto to do mnie mówi) i już mnie nie kocha. Fakt że jest "lekko nieodpowiedzialna", trwoni kasę na głupoty, jest wielką bałaganiarą ale jest dobrą matką. Tą bycie dobrą matką to też przegina w drugą stronę, bo myślę że nie potrafi odciąć pepowiny zwłaszcza młodszej córki, z którą to do rej pory śpi, myje jej głowę, kroi na talerzu kotlety a dziecko ma już 10 lat. Rozpieszcza je strasznie, nie ma konsekwencji w wychowaniu no i przez to jest "super mamą koleżanką" a ojciec to wymaga, porządku, ogranicza tablety i smartfony. Jak żona wraca do domu z pracy to dzieci wołają "mamo co masz dla nas" zamiast sie przywitac i ucałować. Więc dzieci z żoną są bardzo blisko, razem oglądają jakieś głupoty na YouTube, wsuwają słodycze, chipsy i wiedzą że żona zawsze da się na wiele namówić. I tak sobie myślę że dzieci wolały by zostać z mamą. Nie wiem czy to też nie wczesniejszy zamiar żony by tak dzieci uzależnić od siebie. Wczoraj na przykład żona poinformowała mnie sms jak byłem w pracy że wybrała i zarezerwowała z młodsza córką salę zabaw na jej urodziny. Nie konsultowała to ze mną czy nas na to stać, czy to dobry pomysł, czy może jakiś inny wariant urodzinek. Zostałem poinformowany o fakcie jakbym był jakimś co najmniej wujkiem a nie ojcem.
Pytacie czy dałbym radę w wychowaniu dzieci i prowadzeniu domu. Tego to się w ogóle nie obawiam, zawsze to ja biegałem z dziećmi do lekarzy na zajęcia pozaszkolne, robiłem zakupy, często gotowałem i to ja zawsze organizowałem wakacje ferie bo żonie było wszystko jedno, na wywiadówki też biegałem do szkoły. Oczywiście żona też robiła sporo, odrabiała lekcje, ogarniała wszystkie elektroniczne dzienniki w szkole. No ale po to jest się razem, jest się rodziną by się wspierać i jak jeden czegoś nie może zrobić to drugi pomaga. Więc gdzie dzieci miały by zostać to jest ciężki kawałek chleba do zgryzienia. A wiem że wywołało by to totalną wojnę między mną a żoną. Już nie raz w kłótni mi mówiła że nie pozwoli by jej odebrać dzieci. I one będą przy mamie. Bo tak jest jak się rodzice rozwodzą. Najlepiej było by gdyby żona się opamiętała i chciała pracować nad ratowaniem naszej rodziny. A zachowuje się różnie, jak to w amoku. Jak to napiszę wieczorem bo teraz muszę lecieć...
Lukas
Posty: 185
Rejestracja: 06 maja 2023, 21:52
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Lukas »

Jeszcze kwestia dzieci. Od czasu kiedy żona oznajmiła dzieciom że już nie kocha taty, nie może z nim być i się rozwodzimy (nie rozwodzę tylko my się rozwodzimy?) to nie są te same dzieci co do tej pory.

Młodsza będąc wcześniej pogodnym uśmiechniętym dzieckiem, lubiącym się przytulać, rozmawiać stała się bardzo niegrzeczna, wszystko jest na "nie", nic nie chce robić, wyciągnąć ją na rower, rolki, spacer, pograć w planszówki to nie lada wyczyn. Interesuje ją tylko telefon i tablet. A jak ja jej ograniczam czas spędzany ze smartfonem to jestem wrogiem nr 1. Odzywa się do mnie, i do żony też, bardzo nieładnie, wszystko ją bardzo denerwuje i często reaguje płaczem. Wargi ma pogryzione do krwi. Kiedyś dała się przytulać a teraz nawet nie chce dać całusa na dobranoc. I mi i żonie. Jest smutna i niedostępna. Co się dziwić, tak reaguje na pomysł namusi o rozwodzie. Buntuje się. A żona tego nie widzi... Twierdzi że dla dzieci tak będzie lepiej. Że nie mogą żyć w domu gdzie są wieczne kłótnie. I lepiej jak będą miały dwa domy. Tyle tylko że nawet jak się kłóciliśmy z żoną to dzieci zachowywały się całkiem inaczej. Teraz, od prawie roku nie ma kłótni i co...? Dzieci nie radzą sobie z zaistniałą sytuacją a żonie jeden argument do rozwodu zniknął.

Jak żona uwiesi się na mnie i mi dokucza jakim to ja złym mężem byłem to ja po prostu mówię że nie życzę sobie tego słuchać i wychodzę. Myślę że jest wtedy jeszcze bardziej wściekła. Na przykład wczoraj wróciłem z krótkiego wyjazdu służbowego, raptem nie było mnie dwa dni w domu, a takiego syfu (nie bałaganu) dawno nie widziałem. Ubrania, gacie porozrzucane po całym domu, dwie miski wypranego prania nie powieszone. (Za pranie dostałem opierdziel że potrafiłem je wstawić ale już nie powiesiłem), kuchnia cała w tłuszczu, śmieci na zewnatrz, ze zlewu wypadają brudne naczynia a w łóżku w pościeli śpi niczego winny sobie pies. No masakra. Mało tego na drugi dzień tak mnie żona zwyzywała od leni, nierobów, nieudaczników, a nawet dostałem ręką po głowie że tego nie posprzątałem bo byłem raptem 15 min wcześniej z pracy niż ona i mogłem to zrobić. Czemu ona to robi? Czy chce mi uprzykrzyć wspólne jeszcze życie, żebym nie wytrzymał i sam od niej odszedł. Ja na jej zaczepki nie reaguję bo wychodzę z założenia że sama to i ona się kłócić nie potrafi. Zastanawiam się jak długo tak dam radę..., my damy... A jeszcze kilka dni temu prosiła mnie o pomoc, bym jej załatwił szybciej wizytę u lekarza, prosiła bym jej pofarbował włosy.

A starsza córka, 15 letnia? Też ucieka w telefon, jakby byla od niego uzależniona (a żona problemu nie widzi, bo to normalne) jest smutna. Jak z nią chcę porozmawiać o naszej sytuacji to mówi że jej to wszystko jedno, to sprawa mamy i taty. Ją to nie obchodzi. Wszystko neguje, nic jej się nie chce (na szczęście do nauki zapał jej nie minął) Tylko co się dziwić, w szkole połowa dzieci z rozbitych rodzin. Koleżanki też tak mają.
Czasami myślę sobie, że Bóg daje nam dzieci min też po to by były bodźcem dla nas do walki o rodzinę, o małżeństwo. O to by wychowywaly się w pełnej rodzinie, mądrej, kochającej.

Nie wiem czy gdyby nie one to miałbym siłę i chęci by to małżeństwo ratować.
LvnWthHpe20
Posty: 123
Rejestracja: 09 lip 2019, 6:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: LvnWthHpe20 »

Myśle ze w takich przypadkach dobrze by było, poprosić dziecko jedno drugie, jak czas oczywiście pozwala by paść na kolana i z dziećmi różaniec odmówić. Z głębi serca pomodlic się i dac wzorzec dzieciom ze wartości od Boga można zaczerpnąć. Intlumavzyc, tłumaczyć, tłumaczyć,

Otworzyć Pismo Święte i pokazać, przeczytać żeby dzieci widziały z jakiego źródła ty czerpiesz swoje bronienie tego związku.

Jest to przykre dzieci tak cierpią,

Masz ciężka prace, ale dasz radę, pamietam w modlitwach
Szczęśliwy mąż, który nie idzie za rada występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie siada w kole szyderców, lecz ma upodobanie w Prawie Pana, nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą”(Ps 1, 1-2)
Firekeeper
Posty: 826
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Firekeeper »

Lukas abstrahując od tematu czy powinieneś lub nie zabezpieczyć pobyt dzieci, bo to nie jest moja działka. Ja zwróciłam uwagę na Twoje podejście do żony.

Czy ją lubisz? Doceniasz? Podziwiasz? Ma cechy które szczególnie dostrzegasz i są wartościowe? Czy robi coś dobrego na co dzień? Kiedy ostatni raz powiedziałeś jej tak szczerze, spontanicznie jakiś komplement. Jakieś dobre słowo?

Ja czytając ostatnie dwa posty dostrzegam:
żona nie jest jakąś patologiczną matką
Fakt że jest "lekko nieodpowiedzialna", trwoni kasę na głupoty, jest wielką bałaganiarą
jest dobrą matką
Jedno docenienie ale zaraz następuje ale:
bycie dobrą matką to też przegina w drugą stronę,
Tu wymieniasz zarzutu w kierunku sposobu wychowania dzieci.
Oczywiście żona też robiła sporo, odrabiała lekcje, ogarniała wszystkie elektroniczne dzienniki w szkole. No ale po to jest się razem, jest się rodziną by się wspierać i jak jeden czegoś nie może zrobić to drugi pomaga.
Kolejne docenienie i ale
Jeszcze kwestia dzieci. Od czasu kiedy żona oznajmiła dzieciom że już nie kocha taty, nie może z nim być i się rozwodzimy (nie rozwodzę tylko my się rozwodzimy?) to nie są te same dzieci co do tej pory.
Kolejny zarzut w kierunku żony.
Na przykład wczoraj wróciłem z krótkiego wyjazdu służbowego, raptem nie było mnie dwa dni w domu, a takiego syfu (nie bałaganu) dawno nie widziałem. Ubrania, gacie porozrzucane po całym domu, dwie miski wypranego prania nie powieszone. (Za pranie dostałem opierdziel że potrafiłem je wstawić ale już nie powiesiłem), kuchnia cała w tłuszczu, śmieci na zewnatrz, ze zlewu wypadają brudne naczynia a w łóżku w pościeli śpi niczego winny sobie pies
Kolejne zarzuty.
Twierdzi że dla dzieci tak będzie lepiej. Że nie mogą żyć w domu gdzie są wieczne kłótnie.
Teraz, od prawie roku nie ma kłótni i co...?
Mało tego na drugi dzień tak mnie żona zwyzywała od leni, nierobów, nieudaczników, a nawet dostałem ręką po głowie
To nie jest dobra atmosfera dla dzieci. Piszesz, że nie ma kłótni ale jest przemoc.
Najlepiej było by gdyby żona się opamiętała i chciała pracować nad ratowaniem naszej rodziny.
A Ty jakie podjąłeś kroki?
Nie wiem czy gdyby nie one to miałbym siłę i chęci by to małżeństwo ratować.
Ratować tylko dlatego, że są dzieci? Na jakiej zasadzie?

Powiem tak z mojego doświadczenia. Myśląc tak negatywnie o żonie. Nie ruszysz do przodu. Ja małymi krokami szukałam zalet u mojego męża. Jego mocnych stron, tego w czym jest świetny i na tym starałam się budować. Trudności każdy ma. Wytykanie ich sobie wzajemnie, punktowanie współmałżonka, irytowanie się nie pomoże.
Zastanawiam się jak długo tak dam radę..., my damy..
Ja bym zastanowiła się, co mogę zrobić aby poprawiać komunikację z moją żoną, za co jestem odpowiedzialny, jakie błędy popełniam, w jakim schemacie funkcjonuję. Co jest dla mnie ważne, dlaczego pieniądze i bałagan mają dla Ciebie takie znaczenie.

Twoja żona załóżmy wycofuje się z rozwodu ale problemy, które nazbierały się przez 20 lat dalej zostają takie same.
A starsza córka, 15 letnia? Też ucieka w telefon, jakby byla od niego uzależniona (a żona problemu nie widzi, bo to normalne)
I tu ode mnie wyjaśnienie. Mamy zupełnie inne czasy. My spędzaliśmy czas na dworze, tam mieslismy swoje paczki znajomych, zabawy, kontakty. Teraz młodzież swoje kontakty przeniosła do sieci. My jako dorośli możemy im wskazać zagrożenia z tego płynące, nauczyć mądrze korzystać z telefonu. Wejść też trochę w ten świat. 15 lat wiek młodzieńczy charakteryzuje się tym, że młodzież chce mieć swoją przestrzeń i możliwość decydowania. Jest już zdecydowanie za późno na to by zabierać telefon. Podobnie młodsza córka. Jej zachowanie nie musi wiązać się z sytuacją w domu. Moja aktualnie ma taki sam okres buntu i jest rozchwiana emocjonalnie i jest to spowodowane dojrzewaniem. Ale trzeba obserwować czy nie dochodzą inne skrajne zachowania.
Rawek
Posty: 79
Rejestracja: 06 sie 2023, 14:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Rawek »

Sytuacja opisywana przez Lukasa jest niemal identyczna jak u mnie (bałagan w domu, przemoc słowna ze strony żony, depresja u dzieci). I wg mnie Lukas nie mówi źle o żonie tylko mówi o pewnych faktach, zdarzeniach które miały miejsce. Nie wiem jak u niego ale u mnie było tak że każda próba docenienia, powiedzenia komplementu kończyła się kpinami i wyzwiskami ze strony żony. Ze strony żony jest tutaj ściana nie do przebicia. Tutaj prawdopodobnie u Lukasa jak i u mnie nie ma nie ma możliwości poprawy komunikacji. I wydaje mi się że zarówno Lukas jak i ja nie myślimy negatywnie o naszych żonach bo pomimo wszystko nadal je kochamy, chcemy naprawy małżeństwa i niestety po czasie ale zrozumieliśmy nasze błędy i jesteśmy świadomi że też zawaliliśmy. Wg mnie poprostu mamy związane ręce i pozostaje tylko modlitwa i cud.
Firekeeper
Posty: 826
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Firekeeper »

Rawek pisze: 19 lis 2023, 12:41 Sytuacja opisywana przez Lukasa jest niemal identyczna jak u mnie (bałagan w domu, przemoc słowna ze strony żony, depresja u dzieci).
Rawek twoja żona cię zdradziła i nie masz pewności czy dalej cię nie zdradza. To jest zasadnicza różnica. W Twoim przypadku jak najbardziej widzę zasadność twardej miłości, z separacją i zabezpieczeniem pobytu dzieci. W warunkach jakich Ty jesteś pod jednym dachem z żoną, która nie żałuje zdrady i może zdradza dalej jest bardzo ciężko wytrzymać, przynajmniej mi było. Tutaj nie ma co się zdobywać na docenienie i komplementy, bo twoja żona właśnie jest w tak zwanym amoku. Dopóki sama nie odczuje ciężaru zdrady, konsekwencji związanej z tymże, nie ma szans na budowanie relacji, a ratowanie siebie samego. U Lukasa ja widzę cień nadziei. Bardziej widzę to jak dojście do ściany i frustracja. W takiej sytuacji warto zdobyć się na to aby żona zobaczyła, że jakieś wyjście inne niż rozwód jest.
Bławatek
Posty: 1799
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Bławatek »

Firekeeper pisze: 19 lis 2023, 21:05
Rawek pisze: 19 lis 2023, 12:41 Sytuacja opisywana przez Lukasa jest niemal identyczna jak u mnie (bałagan w domu, przemoc słowna ze strony żony, depresja u dzieci).
Rawek twoja żona cię zdradziła i nie masz pewności czy dalej cię nie zdradza. To jest zasadnicza różnica. W Twoim przypadku jak najbardziej widzę zasadność twardej miłości, z separacją i zabezpieczeniem pobytu dzieci. W warunkach jakich Ty jesteś pod jednym dachem z żoną, która nie żałuje zdrady i może zdradza dalej jest bardzo ciężko wytrzymać, przynajmniej mi było. Tutaj nie ma co się zdobywać na docenienie i komplementy, bo twoja żona właśnie jest w tak zwanym amoku. Dopóki sama nie odczuje ciężaru zdrady, konsekwencji związanej z tymże, nie ma szans na budowanie relacji, a ratowanie siebie samego. U Lukasa ja widzę cień nadziei. Bardziej widzę to jak dojście do ściany i frustracja. W takiej sytuacji warto zdobyć się na to aby żona zobaczyła, że jakieś wyjście inne niż rozwód jest.
Firekeeper tego czy żona Lukasa go z kimś nie zdradziła lub nie zakochała się w kimś to Lukas nie wie (oby nie bylo takich sytuacji). Być może jest (tylko) też w tzw. amoku i też do niej nic nie dociera, bo z tego co pisał Lukas to wiele zmieniali razem, a i on sam wiele pracy wykonał by było lepiej. Ja też dochodziłam do ściany - bo mój mąż mnie olewał, nic nie pomagał a do tego miał wiecznie o wszystko pretensje - ale trwałam a nie planowałam rozwód.

Jeśli żona wiedziała, że Lukas będzie w delegacji i nie będzie mógł posprzątać to mogła na bieżąco ogarniać dom a nie np. kolekcjonować brudne naczynia w zlewie. Np, sorry, ale jakby mi tak zrobiła koleżanka w biurze to bym była wściekła - bo owszem czasami jest dużo spotkań i ani ekspres ani zmywarka nie nadążają ale się mówi spokojnie i ogarnia na bieżąco a nie z pretensjami bo np. miałam dzień urlopu lub kierownik oddelegował mnie na zastępstwo i moja koleżanka sama musiała ogarniać wszystko a dodatkowoma do mniepretensje.
Firekeeper
Posty: 826
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Firekeeper »

Bławatek pisze: 20 lis 2023, 16:14 Np, sorry, ale jakby mi tak zrobiła koleżanka w biurze to bym była wściekła - bo owszem czasami jest dużo spotkań i ani ekspres ani zmywarka nie nadążają ale się mówi spokojnie i ogarnia na bieżąco a nie z pretensjami bo np. miałam dzień urlopu lub kierownik oddelegował mnie na zastępstwo i moja koleżanka sama musiała ogarniać wszystko a dodatkowoma do mniepretensje.
A gdyby tak zrobił Twój mąż?
John41
Posty: 13
Rejestracja: 30 sie 2023, 18:17
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: John41 »

Dzień dobry, to mój pierwszy post tu na forum, chociaż forum obserwuje dobrze ponad rok. Moze kiedys opisze swoja sytuacje, tak dla siebie leczniczo, troche tez ostrzegawczo, a moze tez troche ku pokrzepieniu serc...

Chcialbym Wam napisac cos troche dajacego nadzieje...

Czytam Panowie wasze watki, jest / bylo duzo wspolnych cech w mojej sytuacji i waszej. I powiem wam , ze u mnie moja zona z dnia na dzien stala sie innym czlowiekiem. Moza by tak rzec ze stal sie CUD. Zona byla w amoku... nie liczylem sie dla niej jako mezczyzna... byly tez osoby trzecie w tym wszystkim... u mnie przemiana zony dokonala sie w momencie kiedy wybuchlem i oznajmilem ze wiem co sie z nia dzieje i dlaczego... ostro szykowalem sie do rozwodu...ktorego tak naprawde nie chcialem... po moim wybuchu - wrecz dzikiej furii - bardzo ostrych slowach z mojej zony jak by ktos zdjal jakies zniewolenie czy cos w tym rodzaju. Inny czlowiek...

wiec czasami cuda sie zdarzaja, przemiany ludzi w jednej chwili...
Lukas
Posty: 185
Rejestracja: 06 maja 2023, 21:52
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Lukas »

Cześć
Firekeeper, pytasz:
Firekeeper pisze: 18 lis 2023, 10:15 Czy ją lubisz? Doceniasz? Podziwiasz? Ma cechy które szczególnie dostrzegasz i są wartościowe? Czy robi coś dobrego na co dzień? Kiedy ostatni raz powiedziałeś jej tak szczerze, spontanicznie jakiś komplement. Jakieś dobre słowo?
To Ci odpowiem to samo co odpowiedziałem pani psycholog na terapii, bo też mnie o to zapytała: nie, teraz, tak jak się zachowuje i mnie traktuje to ją nie lubię, nawet bardzo - jak mam być szczery. Ale to nie znaczy że jej nie kocham. Nie raz w ostatnim czasie mówiłem jej i to nie jedno dobre słowo, nie jeden komplement, chwaliłem za dobry obiad, za ogarniecie dzieci z lekcjami, mówiłem jak ładnie wygląda, że w końcu widzę że wraca moja dawna ... ( tu pada imię) bo śmieją jej się oczy a nie tylko usta. I co....? słyszę że nie jest małym dzieckiem by ją chwalić, że od chwalenia to był jej tatuś...itd, itp. Więc podobnie tak jak Rawek napotykam na ścianę. I żoną z tych moich słów się wyśmiewa. Zresztą próbując stosować zalecenia z listy Zerty to chyba lepiej w kryzysie zbytnio nie naskakiwać żonie? Nawet jak otrzymała ode mnie na 20 rocznicę ślubu 20 róż, to je przyjęła ale dodała, "po co? nie trzeba, w tej sytuacji..."
Wyliczasz mi po kolei, jedno docenienie, następnie zarzut, kolejne docenienie i następnie kolejne zarzuty. Piszesz że źle myślę o żonie. A ja podałem tylko fakty jak to wygląda w realu. A że są jakie są, na to nic nie poradzę. Mogę tylko dalej pracować nad sobą, I czekać aż żona stwierdzi że i ona ma swój wkład w kryzysie, że się opamięta i może dostrzeże że warto pracować nad naprawą tego co złe a nie na wymianie swojego życia na nowe.
Firekeeper pisze: 18 lis 2023, 10:15 Twoja żona załóżmy wycofuje się z rozwodu ale problemy, które nazbierały się przez 20 lat dalej zostają takie same
A pewnie że zostaną, jestem tego pewien. Dlatego jeśli żona wycofała by się z rozwodu to wiem że to dopiero zawiązane buty przed długą drogą na szczyt. A cała drogą, i to pod górę, a wręcz wspinaczka dopiero jest przed nami. Ale jak się do niej dobrze przygotujemy, opracujemy logistykę, posiedzimy przed mapą, otrzymamy pomoc innych ludzi, będziemy czerpać z doświadczeń innych, i będziemy zmotywowani na maxa to jestem pewien że razem ten szczyt zdobędziemy. Daj nam Boże przeżyć taką wyprawę, nawet jak się sponiewieramy ze zmęczenia po drodze to cały czas trenuję i się przygotowuje do wyjścia... Mam nadzieję że razem z moim partnerem wspinaczkowym...z żoną.......
Bławatek
Posty: 1799
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Bławatek »

Bławatek pisze: 20 lis 2023, 16:14
Jeśli żona wiedziała, że Lukas będzie w delegacji i nie będzie mógł posprzątać to mogła na bieżąco ogarniać dom a nie np. kolekcjonować brudne naczynia w zlewie. Np, sorry, ale jakby mi tak zrobiła koleżanka w biurze to bym była wściekła - bo owszem czasami jest dużo spotkań i ani ekspres ani zmywarka nie nadążają ale się mówi spokojnie i ogarnia na bieżąco a nie z pretensjami bo np. miałam dzień urlopu lub kierownik oddelegował mnie na zastępstwo i moja koleżanka sama musiała ogarniać wszystko a dodatkowoma do mniepretensje.
Firekeeper pozwolisz, że odniosę się do całego fragmentu mojej wypowiedzi bo fragment przez ciebie cytowany jest wyrwany z kontekstu i nijak nie mogę się do niego odnieść.

Zadałaś pytanie "A gdyby tak zrobił twój mąż?".

Mój mąż do dziś zostawia kubki gdzie popadnie - a wystarczy, że odnosiłby do zlewu - mniej frustrujące. A wcześniej bywało tak, że ja wychodziłam do pracy a on zostawał jeszcze w domu i kończył śniadanie - na początku małżeństwa zostawiał naczynia brudne na stole, a blat kuchenny w okruszkach, później po moich kilkudziesięciu zwracaniach uwag odnosił do zlewu - zmywać po sobie nie chciał. Potem się nauczyl. A był też taki moment na początku małżeństwa, że miałam straszne uczulenie na dłoniach i każdy kontakt z wodą to był ogromny ból - nawet wtedy mąż niechętnie podejmował się zmywania. Zagryzałam zęby i zmywałam. Awantur nie robiłam. Choć czasami chciałam.
Lukas
Posty: 185
Rejestracja: 06 maja 2023, 21:52
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Lukas »

Rawek pisze: 19 lis 2023, 12:41 Sytuacja opisywana przez Lukasa jest niemal identyczna jak u mnie (bałagan w domu, przemoc słowna ze strony żony, depresja u dzieci). I wg mnie Lukas nie mówi źle o żonie tylko mówi o pewnych faktach, zdarzeniach które miały miejsce. Nie wiem jak u niego ale u mnie było tak że każda próba docenienia, powiedzenia komplementu kończyła się kpinami i wyzwiskami ze strony żony. Ze strony żony jest tutaj ściana nie do przebicia. Tutaj prawdopodobnie u Lukasa jak i u mnie nie ma nie ma możliwości poprawy komunikacji. I wydaje mi się że zarówno Lukas jak i ja nie myślimy negatywnie o naszych żonach bo pomimo wszystko nadal je kochamy, chcemy naprawy małżeństwa i niestety po czasie ale zrozumieliśmy nasze błędy i jesteśmy świadomi że też zawaliliśmy. Wg mnie poprostu mamy związane ręce i pozostaje tylko modlitwa i cud.
Rawek, fakt sporo podobieńsw... Na szczęście u mnie nie ma (tak mi się przynajmniej wydaje) kowalskiego kręcącego się przy żonie. Swoją drogą ciekawe czy jest jakieś opracowanie naukowe, psychologiczne na temat zachowania się ludzi w amoku rozwodowym, bo zachowania naszych żon, mężów można wręcz kopiować i wklejać...
Trzymaj się chłopie i nie poddawaj...
Ja też liczę na cud że mojej żonie się odwidzi, bo po ludzku patrząc to prawie niemożliwe, modlę się o jej opamiętanie codziennie. I powiem Ci ze są tego małe efekty.... miała być "wolna" już na wiosnę a tu kolejne rozprawy nie doszły do skutku, i dopiero widzimy się w sądzie za ponad dwa miesiące, i ....Bóg dał nam czas.... jeszcze więcej czasu.... może to po coś.....
Robię wszystko co w mojej mocy by go nie zchrzanić i dobrze wykorzystać....
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 1751
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: Niepozorny »

John41 pisze: 20 lis 2023, 18:53 Dzień dobry, to mój pierwszy post tu na forum, chociaż forum obserwuje dobrze ponad rok. Moze kiedys opisze swoja sytuacje, tak dla siebie leczniczo, troche tez ostrzegawczo, a moze tez troche ku pokrzepieniu serc...

Chcialbym Wam napisac cos troche dajacego nadzieje...

Czytam Panowie wasze watki, jest / bylo duzo wspolnych cech w mojej sytuacji i waszej. I powiem wam , ze u mnie moja zona z dnia na dzien stala sie innym czlowiekiem. Moza by tak rzec ze stal sie CUD. Zona byla w amoku... nie liczylem sie dla niej jako mezczyzna... byly tez osoby trzecie w tym wszystkim... u mnie przemiana zony dokonala sie w momencie kiedy wybuchlem i oznajmilem ze wiem co sie z nia dzieje i dlaczego... ostro szykowalem sie do rozwodu...ktorego tak naprawde nie chcialem... po moim wybuchu - wrecz dzikiej furii - bardzo ostrych slowach z mojej zony jak by ktos zdjal jakies zniewolenie czy cos w tym rodzaju. Inny czlowiek...

wiec czasami cuda sie zdarzaja, przemiany ludzi w jednej chwili...
Witaj John41,

jako moderator chciałbym Tobie i wszystkim forumowiczom zwrócić uwagę na pisanie polskich liter i pamiętanie o interpunkcji.
Z braku rodzi się lepsze!
Awatar użytkownika
stolarz
Posty: 6
Rejestracja: 18 lis 2023, 2:19
Płeć: Mężczyzna

Re: Będę walczył do końca...

Post autor: stolarz »

A gdyby zadać sobie uczciwe pytanie - czy ja i moja żona mogliśmy trafić lepiej? Tak, mogliśmy, każdy mógł trafić jeszcze lepiej. Czy rozwód jest wyjściem? Z fizycznego punktu widzenia, im więcej dla mnie, tym lepiej. Czysty egoizm. Z duchowego punktu widzenia pojawia się pytanie o cel. Po co Pan Bóg wymyślił małżeństwo. Czy głównym celem w firmie, dla dobra firmy, jest zatrudnić pracownika, żeby mu płacić, czy żeby wykonał pracę? To zależy od szefa. Bóg określił cel. / Będziesz walczył do końca? Ok, rób to bez walki. Odrzućmy walki, rewolucje, itp. w słusznym celu. Używajmy właściwych słów. Np. - będę starał się uratować, będę trwał, itp. Słowa mają znaczenie. Kogoś może kręcić przekręcanie znaczenia słów, kogoś nie. Polecam NVC. / Oprócz twojego małżeństwa jest wiele innych przyszłych małżeństw, które wzorują się na poprzednikach. Jaki dasz wzór, żeby na siebie jeszcze lepiej trafili? / Niech Cię Bóg prowadzi. On może uratować to małżeństwo. Powodzenia!
Bóg Ciebie kocha. Bóg ma dla Ciebie plan. Ten plan ma konkretny cel. Jesteś dla Niego ważny i ważna. Pokój!
ODPOWIEDZ