cukierek

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
cukierek
Posty: 524
Rejestracja: 02 maja 2018, 19:49
Płeć: Kobieta

cukierek

Post autor: cukierek » 03 maja 2018, 13:51

Witam wszystkich,
to mój pierwszy post:) I co prawda już od bardzo długiego czasu próbuję coś do was napisać, jakby wszystko złączyć razem to pewnie niezła książka by powstała. Ale co napiszę, po dniu czy więcej czytam i rezygnuję z wysłania bo każda treść jest tak nafaszerowana moimi emocjami, osądami i w wielkim chaosie, że pozbierać tego do kupy nie mogę, albo zajmuje ponad 5 stron a4 i wstyd mi wysyłać bo komu by się chciało to czytać:( Jak pisać o swoich problemach, zachowując ten anonimowy tryb maskowania się? No bo jeśli nie podam konkretnych zdarzeń to czy wy zrozumiecie o co mi chodzi? Jak wy się maskujecie? No bo wiele wątków przeczytałam i różnie jest napisane, często podawane są szczegóły.

Tak w ogólnym zarysie, to ja jestem w kryzysie, jest bardzo skomplikowany. Mieszkamy razem i albo schodzimy sobie z drogi nie odzywamy się miesiącami, albo rzucamy nawzajem opryskliwe przykre słowa raniące nawzajem. Jest jeszcze element wyjścia gdziekolwiek. Jak wychodzimy to zazwyczaj do rodziny od mojej strony i wtedy gra pozorów, nawet potrafimy wtedy normalnie rozmawiać. Gdy wracamy do domu każde zamyka się w sobie na nowo i kontynuujemy spór. Męczy mnie to i rani. Ponadto jeśli chodzi o mnie to nie tylko z mężem mam problem. Właściwie to nazwałabym to kłopotami w komunikacji ze wszystkimi ludźmi. Czuję jakbym nie umiała już normalnie, na luzie rozmawiać z innymi i często rozumieją mnie inaczej niż chcę im powiedzieć. Oczywiście mój problem nie jest łatwy do zdefiniowania, wręcz przeciwnie bardzo zawikłany, na pewno związany jest z przeszłością, moim wstydliwym charakterem, zbytnią skromnością oraz niskim poczuciem wartości, skomplikowanymi relacjami z rodzicami itp. Chciałabym nauczyć się poskramiać mój strach, pracować nad sobą, ale jest tego tak dużo że nie wiem od czego i jak mam zacząć. Kiedyś pomyślałam że pomogą mi książki choć czytam sporadycznie i tylko to co muszę. Ale problem pojawia się kiedy w trakcie czytania waham się czy przypadkiem dana lektura nie jest, nie zawiera czegoś sprzecznego z moją religią. Zakupiłam kilka pozycji wymienionych na forum, jednak tu też jest zaznaczone że nie wszystkie są zgodne z nauką Kościoła. Chciałam zapytać jaki wy macie sposób na wybór książek, takich mądrych książek. Myślę że warto od tego zacząć. Ale co potem? Jak wygląda taka praca nad sobą? Czytam właśnie pozycję „Wyznaczanie granic w małżeństwie” i stwierdzam że jest dla mnie niesamowicie trudna do zrozumienia. Mogę nie być zbyt mądra, czy jest miejsce na forum gdzie dyskutuje się o książkach, gdzie można zadawać pytania związane z treścią książek? Co jeszcze mogę zrobić, gdzie się udać żeby nauczyć się pracować nad sobą?

Proszę zaopiekujcie się mną
Pozdrawiam:)

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: jacek-sychar » 03 maja 2018, 14:29

Witaj Cukierek na naszym forum.

Czytasz nas już od jakiegoś czasu, więc wiesz o zachowaniu anonimowości. Ale jak nic nie podasz, to niewiele możemy z tego zrozumieć. Zwykle im ktoś mniej pisze, tym mniej dostaje odpowiedzi. Warto nie podawać imion, nazw miejscowości, dat, wieku lub innych charakterystycznych szczegółów.

Co do książek.
Czytając książkę ja widzę, co jest dla mnie dobre, a co nie. Jeżeli Ty straciłaś taki trzeźwy ogląd sytuacji, to możesz założyć wątek w dziale:
Tematy różne -> strony www, książki
viewforum.php?f=30
Tam na pewno ktos się odezwie i skomentuje Twoje wątpliwości.
W liście naszych książek podajemy, że część z nich jest napisana przez autorów nie będących katolikami, a więc możesz tam spotkać aprobatę rozwodu. Poza tym książki są wartościowe od strony psychologicznej i kontaktów międzyludzkich, szczególnie w małżeństwie.

A jak wyglądała Twoja rodzina pierwotna? Napisałaś:
cukierek pisze:
03 maja 2018, 13:51
skomplikowanymi relacjami z rodzicami
Co przez to rozumiesz? Trochę piszesz jak dorosłe dziecko. Czy to o to chodzi?

krople rosy

Re: cukierek

Post autor: krople rosy » 03 maja 2018, 15:12

]Witaj Cukierek
Jesteście małżeństwem? Jak długo?
cukierek pisze:
03 maja 2018, 13:51
Mieszkamy razem i albo schodzimy sobie z drogi nie odzywamy się miesiącami, albo rzucamy nawzajem opryskliwe przykre słowa raniące nawzajem. Jest jeszcze element wyjścia gdziekolwiek. Jak wychodzimy to zazwyczaj do rodziny od mojej strony i wtedy gra pozorów, nawet potrafimy wtedy normalnie rozmawiać. Gdy wracamy do domu każde zamyka się w sobie na nowo i kontynuujemy spór.
A czego ten spór dotyczy?

santi
Posty: 103
Rejestracja: 05 wrz 2017, 11:06
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: santi » 03 maja 2018, 23:26

Cukierku,
Ja wielokrotnie czuje i odbieram Swiat tak samo. To nasza wrażliwość na otoczenie. Niestety to wrażliwość dziecka, a otacza nas swiat dorosłych. Warto bardziej zrozumieć to co jest wokół nas. Spróbuj się pomodlić lub poczytać Pismo Święte. Idz do parku lub w spokojne miejsce na spacer i troche porozmyslaj sama w sobie przy spiewie ptaków. Szukaj dobrych ludzi takich co rozumieją Twoja wrażliwość. Jesteś zbyt delikatna stąd te problemy. Wiele z nas na tym forum tak ma. Nie jestes sama :-)

Awatar użytkownika
cukierek
Posty: 524
Rejestracja: 02 maja 2018, 19:49
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: cukierek » 04 maja 2018, 2:11

krople rosy pisze:
03 maja 2018, 15:12
]Witaj Cukierek
Jesteście małżeństwem? Jak długo?

A czego ten spór dotyczy?
Jesteśmy małżeństwem sakramentalnym ładnych pare lat. Mamy dzieci. Spór dotyczy wszystkiego co się wiąże z domem i dziećmi. Np. brudne naczynia w kuchni a mąż zmyje 2 talerze i mówi „posprzątałem ci ten bajzel”. Milczenie trwa ponad tydzień i chcąc je przerwać zazwyczaj mówię „zamierzasz w końcu ze mną porozmawiać czy dalej będziesz milczał kolejny tydzień”. To tylko przykład jak się odnosimy mniej więcej do siebie. Czasem jest łagodniej, a czasem ostrzej.

O co się kłócimy? O swoje racje.
ON: (tak myślę) pracuje i zmęczony wraca do domu. Kładzie się na łóżko i zanurza nos w telefonie lub telewizorze. Pragnie obiadu pod nos, jeszcze najlepiej żeby go nakarmić. Żeby się do niego słowem nie odzywać i uciszyć dzieci by nie wydawały dźwięków bo mu to przeszkadza. Najlepiej by podać mu piwko po którym utnie sobie słodką drzemkę aż do nocy. Po czym gdy już ja uśpię dzieci wstanie i włączy laptopek. Tam słucha muzyczki i nie wiem co jeszcze robi.

JA: będąc w domu cały dzień chciałabym żeby po jego przyjściu do domu wyglądało to zupełnie inaczej. Nie ma mowy o kładzeniu się na łóżko i spaniu, bo ja tez w domu wykonuję swojego rodzaju pracę i uważam że nie jestem mniej zmęczona niż on. Jest to innego rodzaju praca wiem, ale też męcząca. Jeśli leżeć i spać to uczciwie byłoby kłaść się we dwoje i w nocy. Jeśli laptopek lub telefonik, to na zmianę – raz jedno, raz drugie.
Chodzi mi o to że oboje mamy dzieci, nie tylko ja. Więc skoro ja przez cały dzień się nimi zajmuję to czemu on nie poczuje się do nich chociaż w ten czas po pracy? W nocy znowu to ja do nich wstaję.

Ot to główna idea naszego sporu. Problem w naszym małżeństwie tkwi w szczególe, w tym że mój mąż ma 2stany.
1)jest zadowolony – nasze małżeństwo kwitnie. Jest wyrozumiały, wraca z pracy wcześniej i nigdy się nie kładzie tylko je późny obiad i idzie do nas. Czule się ze mną wita, rozmawia, bawi się z dziećmi lub zabiera je ze sobą na dwór gdzie robi sobie coś tam przy samochodzie lub inną „męską” robotę, innym razem pyta mnie czy coś mi trzeba przykręcić lub w domu naprawić i aż chce się dla takiego faceta gotować.

2)jest niezadowolony – nasze małżeństwo milczy lub kłóci się. Dla mnie to czas kryzysu bo w ogóle nie mogę do tego faceta trafić. Cokolwiek mówię to się czepiam, on będzie mnie teraz „naprawiał”. Nie chce rozmawiać, wszyscy mają mu zejść z oczu, drze się na mnie i na dzieci, kiedyś po piwie poszarpał się ze mną. On nigdy nie jest winny, mówi słowa które ranią, nie ma hamulca i na koniec to przecież wszystko było moją winą.

Mój mąż piwkuje. Nie umiem porównać ilości w stosunku do nastroju, bo przy niezadowoleniu ukrywa się z tym skuteczniej, natomiast przy zadowoleniu jest to i tak dużo, bo średnio 1 piwo co drugi dzień nie licząc imprez gdzie pije więcej. Kiedy jest zadowolony mówi mi że wie że to za dużo, że pieniądze idą jak woda itp. Ale haczyk jest w tym że mój mąż kłamie i to nawet w bardzo ważnych kwestiach i na obecną chwilę jestem ostrożna w ufaniu mu. Tzn. wierzę, bo nie mam wyjścia. Ale sprawdzam częściej podane przez niego info i obietnice. A same słowa są dla mnie puste. No bo jeśli wie, to niech to zmieni. A on nie zmienia. Wręcz przeciwnie, więcej mówi że powinien zmienić to w sobie a z dnia na dzień więcej piwkuje. Strasznie trudna sprawa.

Awatar użytkownika
cukierek
Posty: 524
Rejestracja: 02 maja 2018, 19:49
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: cukierek » 04 maja 2018, 2:24

santi,
dziękuję:)

wrażliwość dziecka? czyli np. to że tak ranią mnie ostre słowa wypowiedziane przez innych pod moim adresem oznacza że jestem nadwrażliwa na tym punkcie? dorośli są odporniejsi niż dzieci więc teoretycznie wystarczyłoby zobojętnieć na to co mówią inni i to wystarczy? czy to wogóle możliwe?

Awatar użytkownika
cukierek
Posty: 524
Rejestracja: 02 maja 2018, 19:49
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: cukierek » 04 maja 2018, 22:50

jacek-sychar pisze:
03 maja 2018, 14:29
A jak wyglądała Twoja rodzina pierwotna?
Zewnętrznie byliśmy przykładną rodziną, a w moim sercu czułam ze tam nie pasuję i zawsze chciałam uciec. Nie czułam się kochana i miałam niedosyt ich uwagi. Moi rodzice to mocne charaktery, no więc ktoś musiał być słabym - byłam to ja. Dzieci są odważniejsze, więc na początku się broniłam, a potem z biegiem lat zaczęłam dostosowywać się do ich zdania. W mojej rodzinie duży nacisk kładło się na szacunek względem rodziców i posłuszeństwo.

Czy jestem dorosłym dzieckiem? Wszystko na to wskazuje.

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: jacek-sychar » 04 maja 2018, 23:05

Santi

Bycie dorosłym dzieckiem oznacza, że nie przeszliśmy wszystkich etapów od dziecka do dorosłego. Niby jesteśmy dorośli, ale zostały w nas pewne cechy dziecka. Te cechy często przeszkadzają potem normalnie funkcjonować w życiu, szczególnie w małżeństwie.

Dorosłe dziecko przyjmuje pewne role:
- bohater rodzinny
- kozioł ofiarny
- maskotka
- niewidzialne dziecko

Bycie dorosłym dzieckiem może być spowodowane przez:
- alkohol w domu pierwotnym
- dysfunkcje domu pierwotnego (przemoc, ale i nadopiekuńczość i inne dysfunkcje)
- rozwód rodziców (prawny lub emocjonalny)

Gdy stwierdzimy, ze jesteśmy dorosłym dzieckiem, możemy nad tym popracować i "dorosnąć".
Przeczytaj proszę tutaj:
http://www.dda.charaktery.eu/index.php? ... a&Itemid=1

Polecamy również z naszej literatury:
viewtopic.php?f=10&t=383
część o dorosłych dzieciach
ks prof. Grzegorz Polok, „Rozwinąć skrzydła” i „W drodze do siebie”
http://www.rozwinacskrzydla.pl/
lub szerzej:
Jim Conway, Dorosłe dzieci prawnie lub emocjonalnie rozwiedzionych rodziców. Jak uwolnić się od bolesnej przeszłości. Wydawnictwo Logos, Warszawa 2010
fragment za darmo jest tutaj:
http://www.rozwinacskrzydla.pl/studenci ... dzicow.pdf

Awatar użytkownika
cukierek
Posty: 524
Rejestracja: 02 maja 2018, 19:49
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: cukierek » 05 maja 2018, 0:00

krople rosy pisze:
03 maja 2018, 15:12
]Witaj Cukierek
Jesteście małżeństwem? Jak długo?

A czego ten spór dotyczy?
Jesteśmy małżeństwem już jakiś czas. Spór dotyczy błahostek dnia codziennego. Myślę że konflikt między nami głównie wynika z braku komunikacji, odpowiedniego traktowania się nazwazjem z szacunkiem oraz prób zrozumienia jedno drugiego. Skutkuje to takim sporem o błahostki w stylu "bo ty nie zrobiłeś tego a powinieneś, a ty miałaś mi przypomnieć a nie przypomniałaś".

Dziękuję za literaturę, czuję że mam dużo do przemyślenia.

santi
Posty: 103
Rejestracja: 05 wrz 2017, 11:06
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: santi » 05 maja 2018, 11:01

Również zapoznam się z tymi linkami. Dzięki Jacek.
U mnie w dużej mierze nadopiekuńczość mojej mamy sprawiła, że nie dorosłem w wielu aspektach życia. To się zmieniło kiedy sobie to uświadomiłem ale było za późno.

Być może Twój mąż Cukierku również miał nadopiekuńczą mamę? Dlatego chce mieć wszystko podane na tacy.
W jakim wieku jest mąż? Około 40 u wielu facetów jest kryzys. Z tym piwkiem to wygląda jakby coś odreagowywał.

krople rosy

Re: cukierek

Post autor: krople rosy » 05 maja 2018, 13:39

cukierek pisze:
04 maja 2018, 2:11
Pragnie obiadu pod nos,
A to dla Ciebie problem podać mężowi obiad? Pytam bo ja to robię od 14 lat i nie jest to dla mnie męczące czy upokarzajace.
cukierek pisze:
04 maja 2018, 2:11
A: będąc w domu cały dzień chciałabym żeby po jego przyjściu do domu wyglądało to zupełnie inaczej. Nie ma mowy o kładzeniu się na łóżko i spaniu, bo ja tez w domu wykonuję swojego rodzaju pracę i uważam że nie jestem mniej zmęczona niż on
Pewnie że praca w domu jest absorbująca ale jakby nie było pracujemy dla swojej własnej ,,firmy" i pożytek z tego jest wyjątkowy moim zdaniem. Zawsze też masz możliwość usiąść, odpocząć, zrelaksować się , położyć bo jesteś u siebie. Nie spinasz pośladków i robisz na co masz ochotę. W pracy poza domem rzeczywistość wygląda inaczej stąd potrzeba odreagowania stresu i relaksu w domu. Myślę, że on się Twojemu mężowi należy. Ważne by w spokoju i bez walki o swoje terytorium porozmawiać i omówić szczegóły w jaki sposób i jak długo odpoczywa Twój mąż a jak Ty.
On sam pewnie nie ma nic przeciwko i nie zabrania Tobie położenia się gdy pracujesz w domu.
cukierek pisze:
04 maja 2018, 2:11

tym że mój mąż ma 2stany.
1)jest zadowolony – nasze małżeństwo kwitnie. Jest wyrozumiały, wraca z pracy wcześniej i nigdy się nie kładzie tylko je późny obiad i idzie do nas. Czule się ze mną wita, rozmawia, bawi się z dziećmi lub zabiera je ze sobą na dwór gdzie robi sobie coś tam przy samochodzie lub inną „męską” robotę, innym razem pyta mnie czy coś mi trzeba przykręcić lub w domu naprawić i aż chce się dla takiego faceta gotować.
A co wprawia męża w stan zadowolenia? Może to, że Ty dajesz dużo z siebie i go nie rozliczasz z tego co i jak robi?I to go nakręca? Tak samo jak Ciebie to, że on się stara dla Was?
Na pewno warto zrezygnować z walki o swoje racje i z przeciagania liny na swoją stronę.
Komunikować swoje zdanie, potrzeby i oczekiwania w klimacie życzliwości i współpracy dla dobra wspólnego.

Awatar użytkownika
cukierek
Posty: 524
Rejestracja: 02 maja 2018, 19:49
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: cukierek » 06 maja 2018, 1:41

santi
mój mąż jest przed 40tką. Czego dotyczy ten kryzys i czym się np. objawia?

krople rosy
czy to że nie podaję mężowi obiadu pod nos czyni ze mnie złą żonę? chwalisz się że robisz to 14 lat? codziennie? Niech ci będzie, gratulacje, chociaż i tak w to nie wierzę a mam mniejszy staż małżeński niż ty. Myślę, że to fizycznie niemożliwe np. wyjazdy, choroba czy coś innego może zawsze wyskoczyć. Nawet mnie nie zapytałaś dlaczego? a od razu oceniłaś że jest to dla mnie męczące i upokarzające:(

Nie chcę podawać mężowi obiadu zawsze pod nos, bo uważam że to przesada. U nas jest tak: my jjemy obiad wcześniej, mąż późno wraca z pracy więc jje taką obiadokolację. Myślę że kiedy sam sobie nałoży to nie koniec świata, zwłaszcza że wraca o różnych porach i zwykle w tym czasie jestem zajęta jakąś swoją domową robotą lub po prostu nie ma mnie w domu. A robotę nie zawsze można przerwać , chybaże się nie robi nic:)

Napisałaś: "Zawsze też masz możliwość usiąść, odpocząć, zrelaksować się , położyć bo jesteś u siebie. Nie spinasz pośladków i robisz na co masz ochotę." Szczerze zazdroszczę, ja nie zawsze mam taką możliwość a jestem u siebie. Właściwie to cały dzień jestem na nogach a i tak brakuje mi czasu by wszystko zrobić. Być może różnice między nami to np. styl życia? Nie wiem, ale bardzo się róźnimy i jeszcze masz czas odpoczywać za dnia? Jak ty to robisz?

Masz rację co do komunikacji i wzajemnego zrozumienia. Wiem że te aspekty życia u nas leżą i że musimy nad nimi popracować.
Pytasz co go mobilizuje? Nie wiem, ale ja kiedyś zastosowałam się do twojej rady żeby postawić się w jego sytuacji i zrozumieć jego. Skutek tego był taki że po jakimś czasie mój mąż zaczął wszystko traktować jako mój obowiązek który muszę szybko zrobić bo jak nie to on będzie zły. Złość objawiała się wrzeszczeniem na mnie, docinkami typu "znowu mi nie zszyłaś spodni? nie mam żadnej poprasowanej koszuli w czym ja dzisiaj pójdę", wyrabiałam 200%normy, w nocy czuwanie przy dzidziusiu a z rana jeszcze mnie budził żebym zrobiła mu kanapkę. Najbardziej dotknęła mnie sytuacja kiedy miałam obcą osobę w domu i wraca mój mąż. Dialog:
Mąż: zjadłbym coś
Ja: < nic >
M: mówię że zjadłbym coś
J: <nic>
M: co na obiad?
J: obiad jest w garnku, nałóż sobie
M: a ty długo jeszcze będziesz coś robić? weź ty mi nałóż
J: nie mogę bo jestem zajęta, nie widzisz że mamy gościa?
M: widzę, ale jestem głodny. no dobra to ja poczekam
I naprawdę czekał co chwila zadając tego typu pytania albo czy już. Było mi strasznie wstyd za niego przed tą osobą co ze mną była. Po tym zmieniłam swoje nastawienie do męża, zrozumiałam że przestałam być dla niego żoną która może przyżądzić mu posiłek, a zaczęłam być jego mamą której trzeba zrzędzić "mamo daj mamo daj mamo daj" to wtedy szybciej da:(

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: marylka » 06 maja 2018, 10:41

cukierek pisze:
06 maja 2018, 1:41
Było mi strasznie wstyd za niego przed tą osobą co ze mną była. Po tym zmieniłam swoje nastawienie do męża, zrozumiałam że przestałam być dla niego żoną która może przyżądzić mu posiłek, a zaczęłam być jego mamą której trzeba zrzędzić "mamo daj mamo daj mamo daj" to wtedy szybciej da:(
Nie MAMĄ cukierku.
SŁUŻĄCĄ.
Dlaczwgo Ci było wstyd za męża?
Każdy za swoje czyny powinien się wstydzić.
Jeżeli on nie ma z tym problemu, że gość widzi, że on nie potrafi sobie obiadu przygrzać i ma dwie lewe ręce - to przecież ten gość O MĘŻU słusznie pomyśli, że z nim coś nie halo a nie z Tobą!
Nie możesz brać odpowiedzialności za męża. To duży przed czterdziestką pan. Skoro chce takiego z siebie robić gamonia - niech robi.
Cukierku.
Pracujecie obydwoje i nieważne gdzie.
I Twoja i jego praca jest tak samo ważna
Zarówno Ty jemu jak i on Tobie powinien przygotowywać posiłki.
Skoro Ty przygotowujesz obiad to może mu podaj. A on niech przygotuje kolację dla całej rodziny i zaprosi Was do stołu.
To taka propozycja tylko.
Z tego co czytam to ewidentnie mąż pomylił terminy i pojęcia - żona to nie służąca.
Ty to czujesz i stąd ten bunt.
Poza tym - służącej się płaci chociaż a tu?
Mam wrażenie, że mąż się dziwi, że nie jesteś szczęśliwa, że taki masz zaszczyt latać naokoło niego i rodziny szyć mu gacie i inne rzeczy.

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: jacek-sychar » 06 maja 2018, 10:51

marylka pisze:
06 maja 2018, 10:41
Jeżeli on nie ma z tym problemu, że gość widzi, że on nie potrafi sobie obiadu przygrzać i ma dwie lewe ręce - to przecież ten gość O MĘŻU słusznie pomyśli, że z nim coś nie halo a nie z Tobą!
A może językiem miłości męża Cukierek jest język drobnych przysług i tak podany obiad lepiej smakuje, bo jest jednocześnie wyrażeniem jej miłości do niego?

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: marylka » 06 maja 2018, 11:03

cukierek pisze:
04 maja 2018, 2:11
Np. brudne naczynia w kuchni a mąż zmyje 2 talerze i mówi „posprzątałem ci ten bajzel”.

Kładzie się na łóżko i zanurza nos w telefonie lub telewizorze. Pragnie obiadu pod nos, jeszcze najlepiej żeby go nakarmić. Żeby się do niego słowem nie odzywać i uciszyć dzieci by nie wydawały dźwięków bo mu to przeszkadza. Najlepiej by podać mu piwko po którym utnie sobie słodką drzemkę aż do nocy. Po czym gdy już ja uśpię dzieci wstanie i włączy laptopek. Tam słucha muzyczki i nie wiem co jeszcze robi.


Mój mąż piwkuje. Nie umiem porównać ilości w stosunku do nastroju, bo przy niezadowoleniu ukrywa się z tym skuteczniej, natomiast przy zadowoleniu jest to i tak dużo, bo średnio 1 piwo co drugi dzień nie licząc imprez gdzie pije więcej. Kiedy jest zadowolony mówi mi że wie że to za dużo, że pieniądze idą jak woda itp.
Przytoczone przykłady wg mnie nie świadczą, że językiem miłości męża cukierka są drobne gesty tylko miłością męża cukierki jest on sam dla siebie.
Cukierku -przytoczyłam cytat z piwem, bo ja na nałóg jestem bardzo wyczulona. Mój mąż też miał z alkoholem problem i to poważny. Od piwkowania się zaczyna.
Ja zastosowałam kiedyś taki myk - ile pijesz piw - tyle samo kasy ja biorę dla siebie i NIC ci do tego na co to wydam.
Skoro pieniądze idą jak woda - to niech płyną. Niech zobaczy jak to jest i niech nie czuje że tylko on może.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Angela, SiSi i 24 gości