cukierek

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: jacek-sychar » 07 maja 2018, 19:04

karo17 pisze:
07 maja 2018, 17:49
Jacku, ale jakieś sygnały były tego że żona chciała (jak mogę tak napisać) chodzić na te darmowe weekendy?
Karo
Darmowe wieczory i weekendy to była taryfa w telefonach.
Ty naprawdę jesteś młody chłopak, jak czegoś takiego nie pamiętasz. :lol:
karo17 pisze:
07 maja 2018, 17:49
Mówiła jakie ma oczekiwania względem Ciebie czy małżeństwa?
O tak oczekiwań było sporo!
Dom, samochód, pieniądze na bieżące wydatki (spore!). Nie do pogodzenia wszystko razem.
karo17 pisze:
07 maja 2018, 17:49
Macie dość znaczny staż i chyba nie było sytuacji że po roku żona zaczęła szukać czegoś nowego (czy raczej kogoś)
Jak było źle finansowo, to było dobrze w małżeństwie. Jak się poprawiło finansowo, to się pogorszyło w małżeństwie.

A teraz kończymy ta dyskusję, bo to jest wątek Cukierka i robimy tutaj niepotrzebne zamieszanie.
Poczytaj forum. W wieleu miejscach opisywałem przy okazji swoją historię.
Jak masz jakieś konkretne pytania, to zaproszam na priva.

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 266
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: karo17 » 07 maja 2018, 19:19

Krople rosy przeczytaj jeszcze raz na spokojnie posty Cukierka (nie jest ich dużo). Ten dialog obiadowy naprawdę bardziej przypomina rozmowę mamy z 5 letnim dzieckiem niż z dorosłym człowiekiem. No bądźmy poważni. Zastanawiające jest to że tak stajesz za mężem w tych sytuacjach które opisuje Cukierek. Kończąc już wątek obiadowy. Autorka napisała że bardzo Ją dotknęła ta sytuacja, zwróciłaś na to uwagę?
Dziękuję za życzenia :) Staram się jak mogę. Tylko skąd takie przeświadczenie że im dłużej w małżeństwie to już równia pochyłą? Jakim mężem będę za 10 czy 20 lat? Hmm Aż tak w przyszłość nie wybiegam. Trzeba troszczyć się o siebie nawzajem od pierwszego dnia małżeństwa z życzliwością a wtedy nawet nie zauważymy jak mijają szczęśliwe miesiące i lata małżeństwa. Poza tym szczęśliwi czasu nie liczą :)

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: Niezapominajka » 07 maja 2018, 20:56

U nas ja do pracy chodzę na później niż mąż więc ja rano szykuje śniadania dla dzieci i męża, robię drugie śniadania dla dzieci i męża w pojemniki, obiad gotuje poprzedniego wieczora. Mąż konczy pracę wcześniej więc podgrzewa sobie i dzieciom i zanim wrócę już są po obiedzie i dogląda ich lekcji.
Wracam odpoczywam chwilę i jakby praca na drugi etat, pranie, zmywarka, prasowanie, gotowanie na jutrzejszy dzień. Czasem mówię po prostu "jutro gotowiec" czyli pierogi z worka albo coś bo nie mam sił, chce odpocząć, zrelaksować się, albo "zniknięcie mi zwyczajnie z oczu na pół dnia", wtedy on bierze dzieci na rowery, albo coś im wymyśla a ja leżę i czytam. Potrzebna jest równowaga, żeby nie oszaleć. Ja też potrzebuje resetu, trójką dzieci to ciągle rozwiązywanie konfliktów, praca domowa, która nigdy się nie kończy. Można zwyczajnie wymieknac. Czasem mówię że wychodzę na wieczór i on przejmuje cały dom. Nie pytam tylko jak facet informuję. W końcu on jest ojcem i potrafi wszystko zrobić.

Pavel
Posty: 2955
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: Pavel » 08 maja 2018, 6:08

Wielkie wyrazy uznania KR i Dotko za Wasze wpisy. Wciąż jestem pod wrażeniem.

Napiszę o sytuacji "obiadowej" z własnej perspektywy.

Jedną z 3 głównych potrzeb przeciętnego faceta jest nakarmić, prawda?
Nie chodzi tu o samo ugotowanie. Sposób podania jest wręcz wg mnie kluczowy. Bo bez tego, równie dobrze mógłbym iść do baru albo zjeść byle co. Ewentualnie ugotować sam. Tyle, że tu chodzi nie tylko o zapełnienie żołądka.
Wg mnie to szansa na zaspokojnienie mojej potrzeby, okazania troski i miłości do mnie. W trakcie małżeństwa doświadczyłem obydwu postaw i widzę niesamowitą różnicę.
Na komendę "sam sobie nałóż", ZWŁASZCZA w obecności gości odechciewa mi się jeść, choćbym z głodu padał (chyba, że taka informacja zostanie przekazana z miłością).
Warto zadać sobie pytanie, kto jest dla nas ważniejszy: gość który nie umrze czekając kilka minut, czy współmałżonek.
Bardziej niż jednak to, w obecności gościa, poczułbym się w takiej sytuacji (a właściwie tak się czułem) nieważny dla żony, celowo upokarzany, odrzucony.
W takiej sytuacji, można jednocześnie DOCENIĆ męża, pokazując, że w świecie ludzi to on jest na pierwszym miejscu.

Poza tym, to udowodnione naukowo - obiad podany przez kogoś, smakuje lepiej. Ja myślę, że podany z miłością przez współmałżonka - najlepiej.

Poza tym, odwołując się do wcześniejszych wpisów Marylki:
Służący nie musi mieć negatywnego znaczenia.
Żona powinna chcieć służyć mężowi, tak jak mąż powinien chcieć służyć swojej żonie.
To jest postawa, której nauczał nas Chrystus. To jest postawa (przy zachowaniu równowagi), służąca małżeństwu.
Poza tym, zastanawia mnie skąd w Tobie tyle buntu skierowanego w rodzaj męski, przynajmniej ja tak odczytuje Twoje posty.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: marylka » 08 maja 2018, 8:27

Ja myślę, że my piszemy o dwóch różnych sytuacjach.
Rozumiem jak piszecie -Pavel Jacek Dotka i inni.
Tak powinno być w małżeństwie. Trzeba przymykać oko, zakładać ŕóżowe okulary i nie czepiać się byle szczegółu, bo małżeństwo to jeden wielki kompromis.
Jak czytam wątek Cukierki i innych dziewczyn, to czuję, że one są na tym samym etapie, którym JA byłam. Czyli - wszystkie zalecane tutaj przez niektórych z Was oraz tysiące innych już zastosowałam. Mam wrażenie, że tutaj panuje takie przekonanie - nie ma bata - jak będziesz tak i tak robić to MUSI się udać.
Ja chcę z całą stanowczością napisać - NIE MUSI SIĘ UDAĆ.
Bo ja tego doświadczyłam.
Niestety nie wszyscy małżonkowie są na tyle dojrzali, że docenią podany obiad. SĄ - i to nie wiem dlaczego nie rozumiecie - są i tacy, którzy perfidnie WYKORZYSTAJĄ dobroć i miłość żony. Ja to widze u Smutki Camili i innych dziewczyn. Widzę też u chłopaków. I.......owszem Pavel takiej postawy uczył nas Chrystus i ja tego się trzymałam wbrew wszystkim i wszystkiemmu. Myślałam, że taka jest poprawna postawa katolika. Nie słyszałam natomiast innych JEGO słów mimo, że je znałam - będziesz miłował bliźniego swego jak SIEBIE SAMEGO. Bardzo dużo osób zwłaszcza dziewczyn, zwłaszcza ze środowiska katolickiego mając naprawdę szczere i dobre serce i intencje - zapomina o SOBIE. Wie tylko i zna jedno -ja -służąca, poddana itd.
Jak mi ksiądz powiedział, żebym ratowała siebie i dzieci to w szoku byłam - naprawdę??? To ja mogę odejść????
Wiem, że i postawy księży są tu iceniane. Proponuję tego nie robić odnośnie wymienionego księdza, bo modlił się w naszej intencji, spotkał się z mężem i razem z nami cieszył się, jak się dowiedział, że jesteśmy razem.
Żona - poddana, oddana, służąca
Można się zafiksować na tym punkcie. I jak taka osoba przychodzi tutaj - to mamy obowiązek jej powiedzieć -PRACUJ NAD SOBĄ ALE Z MIŁOŚCIĄ DO SIEBIE.
A tu czytam - korona z głowy ci nie spadnie jak zrobisz to czy to jeszcze koło męża. Potem czytamy - jednak odszedł...jednak była kowalska....nieważne co się z tym niedojrzałkiem dzieje - niech kowalska się martwi.
Osoba, która zostaje - jest zdezorientowana i...zła na siebie, bo w końcu przejrzała na oczy.
Ale za późno już bo nie ma komu granic postawić. A ona była tutaj i prosiła o pomoc. I doczytała, że ma robić to co do tej pory robiła, tylko dokładniej, powinna się bardziej przyłożyć a będzie dobrze.

Mnie mąż zaprosił w zeszłym tygodniu na kolacje. Nie spodziewałam się tego, bo myślałam, że to temat raczej zamknięty. A on zaczął mówić o swojej przeszłości. I powiedział - dzięluję że mnie zostawiłaś, bo ja takiego wstrząsu potrzebowałem. Zobaczyłem ile straciłem.

Nie taką miałam intencję jak się wyprowadzałam. Nie chciałam go już nigdy oglądać i to był powód wyprowadzki. Miałam dość harowania za dwoje na całą rodzinę i wiecznie naburmuszonej miny męża. Zrozumiałam, że nawet jeśli mu wejdę......on i tak będzie niespełniony i nieszczęśliwy. I będzie wypatrywał - gdzie będzie mu lepiej. Moja córka przed wyprowadzką mi powiedziała - właściwie to nic się nie zmieni, bo i tak wszystko ty robiłaś. Słuchałam moich dzieci i myślałam z żalem - Boże, żeby nie były takie jak ja.

Ja to piszę wszystko po to, bo mam nadzieję, że chociaż jedna osoba zrozumie - NIE ZAWSZE taka postawa miłosierna będzie doceniona. Może być i WYKORZYSTANA do egoistycznych celów bytowych faceta. Nie dając z siebie nic - oczekuje że będzie miał wszystko. Kto by tak nie chciał? Musiałby być głupi, żeby coś zmienić! A ja tu czytam - korona ci z głowy nie spadnie. Jestem przekonana, że to hasło cukierek już sobie mówił kilka lat temu do samej siebie
Tutaj małżonkowie trafiają w ostrym kryzysie, gdzie trzeba podejmować zdecydowane kroki. I nie mówię - ODEJŚĆ. Tylko KONKRETNIE zająć się problemem, czyli chociaż na weekend małżeński jechać. Nie chce jechać? Nie chce nauczyć się gadać z żoną? Rozumiem, że nie potrafi, ale może się nauczyć! Nie chce? No to pytam - CZEGO chce od żony? Żeby bez gadania mu obiady podawała i jeszcze żeby znajomi widzieli jaki to pan i władca. Ile razy cukierku mąż podał TOBIE posiłek przy gościach? Bo jeśli ani razu - to może on się wstydzi pokazywać.
I wracając - ważne żeby zapytać małżonka -CZEGO TY CHCESZ?????
Bo każdy ma jakąś wizję. Niech ją przedstawi. Może uda się ustaluć warunki, ponegocjować. I przynajmniej żona ma czarno na białym. I też może przedstawić swoją wizję. Potem nie będzie -OSZUKAŁEŚ MNIE. Bo w dniu ślubu to tak ogólnie było - będę przy tobie szczęśliwy tzn?
Dasz mi szczęście tzn?
Dam ci szczęście tzn? Będziemy wspólnie prowadzić dom i rodzinę czy sprawię ci radość, bo będziesz miała motywację, żeby wstać i ugotować coś dla mnie
Skoro jest źle to widać że nasze wizje były inne. Jest czas, żeby usiąść i porozmawiać.
Może jakieś stare schowane pretensje wywalić. Przecież dobrze wiemy, że o nie pidanie obiadu tu chodzi! A skupiacie siè na tym, jakby od tego miała zależeć przyszłość tego małżeństwa. Ile jest żalów i pretensji schowanych w tym przyhotowanym obiedzie? A ile w tym nie zrobieniu sobie samemu posiłku?
Do TEGO trzeba dotrzeć! Bo inaczej na drugi dzień będzie to samo, tylko większa frustracja z obydwu stron

krople rosy

Re: cukierek

Post autor: krople rosy » 08 maja 2018, 11:18

marylka pisze:
08 maja 2018, 8:27
Żona - poddana, oddana, służąca
Można się zafiksować na tym punkcie. I
Obiecałam sobie że nie będę się bezpośrednio odnosiła do Twoich postów gdyż wyczuwam spory zgrzyt między nami i naszym spojrzeniem na pewne kwestie jednak na chwilę się zatrzymam nad tym co napisałaś, bo wnioskuję że mimo iż nie piszesz personalnie to jednak moje posty najbardziej Cię irytują.
Otóż pewne zafiksowanie to ja widzę u Ciebie odnośnie Twojej przykrej i ciągle żywej (wydaje mi się) historii, którą chciałabyś wszędzie przyłożyć , niemal na każdy post skrzywdzonej żony jak szablon . Dość szybko i sztampowo oceniasz sytuację i człowieka dysponując wciąż słowami: ,,alkoholik'', ,,uzależniony'', ,,pan i władca'', ,,uciekaj, ratuj siebie'', ,,żądaj....., itp.
To według mnie dowodzi że rana Twoja nie do końca jednak jest uleczona i zaczyna krwawić choćby przy podobnych , opisywanych tu sytuacjach życiowych małżonków.
Wyczuwam też (być może błędnie) że nie do końca wybaczyłaś mężowi swoją krzywdę bo pomimo zapewnień o swym szczęściu aktualnym z mężem wyczuwa się sporo goryczy w postach dotyczących go, gdy wspominasz przeszłość i wtedy wydaje się, jakby ona była w Tobie ciągle żywa.
marylka pisze:
08 maja 2018, 8:27
Mam wrażenie, że tutaj panuje takie przekonanie - nie ma bata - jak będziesz tak i tak robić to MUSI się udać.
Ja chcę z całą stanowczością napisać - NIE MUSI SIĘ UDAĆ.
Bo ja tego doświadczyłam.
Ty doświadczyłaś tego, ja czy inni czegoś przeciwnego. Każdy dzieli się tym co uważa że dobrze owocuje w jego życiu. Podejście do sprawy i wybór najlepszej drogi zawsze należy do czytającego. Nikt nikogo nie zmusza do przyjęcia proponowanych rad czy sugestii i chyba jest to jasne dla autorów zakładanych wątków.
marylka pisze:
08 maja 2018, 8:27

Ja to piszę wszystko po to, bo mam nadzieję, że chociaż jedna osoba zrozumie - NIE ZAWSZE taka postawa miłosierna będzie doceniona. Może być i WYKORZYSTANA do egoistycznych celów bytowych faceta. Nie dając z siebie nic - oczekuje że będzie miał wszystko. Kto by tak nie chciał? Musiałby być głupi, żeby coś zmienić! A ja tu czytam - korona ci z głowy nie spadnie. Jestem przekonana, że to hasło cukierek już sobie mówił kilka lat temu do samej siebie
Ja problem Cukierka potraktowałam głębiej , a Ty chcesz moją wypowiedź spłycić wyłuskując z niej tylko słowa: ,,korona ci z głowy nie spadnie''.
Zapytałam o wewnętrzne motywy działania, o intencje , o sposób patrzenia na siebie i na swoją pracę. Zasugerowałam, że być może w tym całym zamieszaniu i zgorzknieniu Cukierek nie jest osamotniony. Być może reakcje jej męża są motywowane Jej podejściem do niego, do swojego małżeństwa, itd.

Co proponujesz zatem odwołując się do przykładu z obiadem ? Bunt żony i zaprzestanie gotowania ? podawania mężowi posiłków?
Pokazanie mu kto tu rządzi teraz?
Przyrządzanie posiłków i służenie rodzinie nie jest dla mnie aktem miłosierdzia tylko zwyczajnym obowiązkiem wynikającym z obrania drogi żony i matki i nie rozumiem dlaczego miałabym pewnymi oczywistymi działaniami żonglować . Jakie z tego dobro wyniknie?
Przy gościach czy nie podanie czy tylko przygotowanie obiadu rodzinie jest dla mnie oczywistością.
marylka pisze:
08 maja 2018, 8:27

Może jakieś stare schowane pretensje wywalić. Przecież dobrze wiemy, że o nie pidanie obiadu tu chodzi! A skupiacie siè na tym, jakby od tego miała zależeć przyszłość tego małżeństwa

Przykład z obiadem ma głębsze dno gdyż pokazuje wzajemny stosunek do siebie małżonków. Jakiś głębszy konflikt i nie doprecyzowany problem. Taki przykład przytoczyła Cukierek i na tym się skupiliśmy.
Ja widzę wzajemną niechęć, oschłość, żal....ale widzę też chęć zmiany tej sytuacji i gotowość ze strony Cukierka i dobro ukryte w jej mężu które pod wpływem wzajemnego zrozumienia, wsłuchania się w siebie, troski jedno o drugiego może wypłynąć na wierzch.
Potrzeba jest jak zawsze dobre woli dwóch stron jednak na forum jest tylko jedna z nich. I do niej adresuje się posty.

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: marylka » 08 maja 2018, 12:58

krople rosy pisze:
08 maja 2018, 11:18
Obiecałam sobie że nie będę się bezpośrednio odnosiła do Twoich postów
Proponuję dotrzymywać danego słowa zwłaszcza tego danego samej sobie
krople rosy pisze:
08 maja 2018, 11:18
Dość szybko i sztampowo oceniasz sytuację i człowieka dysponując wciąż słowami: ,,alkoholik'', ,,uzależniony'', ,,pan i władca'', ,,uciekaj, ratuj siebie'', ,,żądaj....., itp.
Ja mam w zwyczaju nazywać rzeczy po imieniu. Jeżeli żona widzi, że mąż nadużywa alkoholu i pisze o tym, to ja takiego męża nazywam alkoholik - żona i tak z reguły wystarczająco długo zaprzeczała sama przed sobą, że mąż ma problem
Jeżeli czytam, że kobieta jest raniona i krzywdzona to piszę - Ratuj siebie.
Człowieka, który jest uzależniony nazywam nałogowiec.
Polecam.
Zwłaszcza samej przed sobą mówić prawdę i nazywać rzeczy po imieniu
krople rosy pisze:
08 maja 2018, 11:18
wnioskuję że mimo iż nie piszesz personalnie to jednak moje posty najbardziej Cię irytują.
Mogłabyś wskazać gdzie konkretnie? bo czytałam 3 razy co napisałam powyżej i nie znalazłam nic. Gdzie widzisz siebie? Nie rozumiem , dlaczego miałabym do Ciebie pisać. To nie Twój wątek. "Wnioski" i "wydaje mi sie" proponuję przemyśleć..skad taka złość? Potrzebujesz pomocy?
Pisz. Może być na priv.
Ja kiedyś napisałam, że mam mało czasu. Już niedługo tu z Wami będę. Dlatego może piszę wprost i bezpiśrednio, bo nie mam czasu właśnie na delikatne i bezbolesne wstępy, które dążą do sedna przeważnie brutalnej prawdy.

A jeszcze...chciałam dodać...to do Pavla...moje życie tak się ułożyło, że teraz pracuję z osobami uzależnionymi. To głównie mężczyźni są. W wierze i w Bogu każdego kocham i każdemu w nocy o północy pomogę -oni to wiedza. Tyle, że ja nie poklepuję po karczychu.
Więc ja nie mam niecheci do mężczyzn. Jestem takiego zdania, że bablać się w bagienku jest FFACETOWI dobrze. To innym jest źle. Np. Żonie. Dlatego tak stanowczo piszę do żon. Również w imię miłości i nierozerwalności małżeństwa. Wg mnie faceta trzeba OBUDZIĆ z ramion kowalskuej, z lenistwa, z picia a przede wszystkim - z poczucia, że wszystko jest OK. NIE JEST OK! Bo dzieci płaczą i żona cierpi. I kto ma to pokazać? Jak?
Ja piszę co ja zrobiłam.
Czytam facetów: .....odeszła.....wprawdzie coś mówiła.....ale ja nie myślałem że jest tak źle....nie znacie tego?
Bo jak?
Podawała obiady, uśmiechała się....i teraz mówi, że jej było źle?
Mówi to przeważnie wtedy jak już ma PLAN B
I poukładaną przyszłość - BEZ NIEGO.
Co wtedy?
Czy lepiej ZA WCZASU nie zareagować i naprawiać? Wyjaśniać? Wykładać kawę na ławę? Póki on ją DENERWUJE. Bo jak będzie jej OBOJĘTNY - to już nie ma o czym gadać

Pozdrawiam

Czarek
Posty: 1280
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: Czarek » 08 maja 2018, 13:17

marylka pisze:
08 maja 2018, 12:58
Ja piszę co ja zrobiłam.
Czytam facetów: .....odeszła.....wprawdzie coś mówiła.....ale ja nie myślałem że jest tak źle....nie znacie tego?
Bo jak?
Podawała obiady, uśmiechała się....i teraz mówi, że jej było źle?
Mówi to przeważnie wtedy jak już ma PLAN B
I poukładaną przyszłość - BEZ NIEGO.
Co wtedy?
Czy lepiej ZA WCZASU nie zareagować i naprawiać? Wyjaśniać? Wykładać kawę na ławę? Póki on ją DENERWUJE. Bo jak będzie jej OBOJĘTNY - to już nie ma o czym gadać
Marylko jestem zdania, że mówienie i słuchanie (a w szczególności mówienie i słuchanie z miłością) to sztuka, której nauka to zadanie na całe życie.
Ewentualne braki nie zależą od tego jakiej się jest płci.

PD

krople rosy

Re: cukierek

Post autor: krople rosy » 08 maja 2018, 13:19

marylka pisze:
08 maja 2018, 12:58
skad taka złość? Potrzebujesz pomocy?
Pisz. Może być na priv.
Nie ma we mnie złości. Bo niby czemu?
Pomocy nie potrzebuję a nawet gdyby tak było to nie jesteś osobą do której skuerowalabym swe kroki. Też lubię szczerość i nazywanie rzeczy po imieniu.
To wszystko co miałam Tobie do przekazania.

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: marylka » 08 maja 2018, 13:22

Jasne Czarek. Ja piszę jako kobieta. Oczywiście w drugą stronę jest identycznie. Pozdrawiam

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 266
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: karo17 » 08 maja 2018, 16:12

Marylko to niezrozumienie między tobą a Krople Rosy może wynikać tego że jesteście z różnych światów co można dostrzec. W świecie KR jest mąż i praktycznie wokół niego wszystko się kręci. Mąż zarabia poza domem, KR jest w domu sprząta gotuje itd. Marylko Ty pracujesz zawodowo, jesteś wśród ludzi i masz pewnie szersze spojrzenie na wiele spraw, wiele spraw na głowie. To co widać we wpisach KR min. odnoście tego wątku obiadowego to to że na pierwszym miejscu jest ona (KR) żoną i trzeba podać (służyć) wszystko mężowi. Oczywiście nie mówię że to źle (ważne czy robi to wszystko w wolności czy z lęku) ale nie jest dobrze jak wszystko kręci się wokół jednej osoby. Jest wiele obawy w tym co pisze KR. A co jeśli by mąż nie odstał na czas obiadu? Musisz wszystko spełniać co mąż chce. Jak nie to jeszcze znalazłby sobie kowalską która by mu dawała na czas wszystko? Czy nie jest tak KR? Czego się boisz? Czy jesteś przewrażliwiona na punkcie tego że musisz spełniać wszystko co mąż chce bo jak nie o może znaleźć sobie inną?
Oczywiście że taka postawa jaką ma KR jest pożądana u wielu mężów. Jak dla mnie to wygląda na matkowanie dorosłemu człowiekowi. Podstawianie pod nos i głaskanie po główce to przypomina. Oczywiście jak i Tobie i mężowi to odpowiada to super tylko że inni mogą być równie szczęśliwi w małżeństwie a rozkład obowiązków jest zgoła inny. Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8960
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: cukierek

Post autor: Nirwanna » 08 maja 2018, 16:30

Hm. Ja zupełnie inaczej odczytałam posty KR.....
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Amica

Re: cukierek

Post autor: Amica » 08 maja 2018, 16:34

Krople Rosy - trafiłaś w punkt. I ja mam takie odczucia, więc nie będę powielać Twoich słów, ale drobne mi się w kieszeni nie zgadzają, kiedy czytam o szczęśliwym życiu Marylki, o kochającym mężu, który zaprasza na kolację i mówi żonie: dobrze, że mnie zostawiłaś, to mną wstrząsnęło. Tak usilnie chce nas Marylka przekonać do swojej wizji życia (pt. słuchajcie moich rad, bo mnie się udało, więc to działa, co proponuję), tak wręcz rozpaczliwie, że po prostu ja jej nie wierzę - sorry Marylko. Gdybym była szczęśliwą żoną - czego szukałabym na forum kryzysowym? I to jeszcze pisać wielkie elaboraty, przecież to ogrom czasu. Brak spójności i dostrzegam w tym wielki problem, pewnie nienazwany. Ale tego diagnozować nie będę. Rozumiem chęć pomocy innym, ale jakoś... no nie wierzę, choć bardzo przykro mi to mówić.

Cukierku, poczytaj sobie słowa KR, bo słusznie zachęca Cię ona do zweryfikowania Twoich własnych odczuć i analizy Twoich oczekiwań wobec siebie jako żony, do małżeństwa itd.

Podam przykład, bo jest mi bliski. Kiedyś nie umiałam dawać. Tzn. byłam szczodra, hojna, życzliwa, ale wstyd pisać - w większości przypadku miałam jakieś oczekiwanie rewanżu. Nie było w tym szczerej chęci obdarowania kogoś swoim czasem, przyrządzonym posiłkiem itd. bez oczekiwania na zwrot. W związku z tym zamknęłam się w pułapkę samo-skrzywdzenia. Bo przecież nikt ode mnie tego nie oczekiwał, nie prosił - ja sama się wyrywam z obiadem, pomocą, życzliwością, a mimo to oczekuję jakiejś wdzięczności. bez sensu to. Analizując słowa Biblii odnośnie do dawania - to jest to błogosławieństwo. Że jest to lepsze od brania, że daje więcej szczęścia. Nie rozumiałam więc, czemu gorzknieję. A mimo to dalej tkwiłam w pułapce cierpiętnictwa.

Wiesz - jestem w tym kopią mojej mamy. Dosłownie. Kiedy to zrozumiałam, coś mną wstrząsnęło, bo przecież ja stojąca z boku, córka - oceniałam to źle! Wcale nie doceniałam tego, co mama mi daje, bo czułam, że oczekuje zwrotu, wdzięczności, rewanżu. Nie mam dzieci,więc ominął mnie ten system wymienny, jaki jest udziałem mojego rodzeństwa. Oto moja mama wyrywała się z pomocą przy dzieciach i rzeczywiście dużo pomagała, pilnowała dzieciaków, dzięki temu moje rodzeństwo mogło zaoszczędzić pieniądze itd. Ale - dzisiaj to jest argument do tego, żeby mama miała kontrolę nad życiem mojego rodzeństwa, chce mieć na nie wpływ. I moje rodzeństwo się poddaje, pełne poczucia winy, że tacy niewdzięczni, a mama tyle pomagała. Więc moja siostra połyka łzy, a mój brat znika w warsztacie, żeby wyładować nagromadzony stres. Rezultat? No takie piekiełko, bo niby nie ma kłótni, wielkich awantur, a wszyscy nieszczęśliwi.

Przeanalizowałam więc siebie i widzę, że powielałam zachowanie mojej mamy.

Trochę to trwało, ale po przeanalizowaniu: DLACZEGO ja coś robię, kto jest celem mojego "dawania" i co ma być na końcu, stwierdziłam, że cały czas byłam w fazie.... brania. Paradoks, co nie?

Zrozumienie, że dawanie bez oczekiwania na zwrot, dla samej przyjemności, troski i wygody obdarowywanego - daje niesamowite poczucie spełnienia. I jest taka wolność. Bo wtedy może nie zmuszam się cierpiętniczo do poświęceń - choć wcale mniej nie robię! Po prostu jakoś czuję, że mogę z tego czerpać więcej przyjemności.

Niestety, za późno to zrozumiałam, mąż nie ma już możliwości doświadczania takiej odmienionej żony. Ale i tak - czuję, że "daję" mu teraz wolność (taką duchową, tak jak Bóg nam - przepraszam za porównanie, ale wiecie, o co mi chodzi, nie chodzi o wolność do popełniania grzechów, w sensie, że "a miej se kochanki, co mi tam", tylko "kochaj mnie, jeśli chcesz"). I wiecie - chociaż mój mąż jest daleko, być może się rozwiedziemy (wszystko na to wskazuje), to jakoś jestem spokojna, pogodzona. A to daje potem jakiś punkt do zmian, choćby do spokojnych rozmów, wyciszenia, milczenia (powstrzymania się od złych słów).

Podsumowując - dobrze jest nauczyć się czerpać radość z prawdziwego dawania. Bez nastawienia na oczekiwania, zwrot. Bo to pętla nie do rozgryzienia. Wówczas na wiele codziennych spraw patrzy się inaczej, a w związku z tym zmienia się sposób zachowania. A od tego już blisko do zmian w małżeństwie - o ile rzecz jasna, nie jest za późno. :(

krople rosy

Re: cukierek

Post autor: krople rosy » 08 maja 2018, 16:43

Nirwanna pisze:
08 maja 2018, 16:30
Hm. Ja zupełnie inaczej odczytałam posty KR.....
Każdy może sobie odczytywać moje posty jak chce :)

Są takie komentarze do których nie warto się odnosić by nie dawać im rangi ważności. Dlatego wymownie pomilczę.

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 266
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: cukierek

Post autor: karo17 » 08 maja 2018, 16:58

Niezapominajko, po Twoim wpisie widać że jednak można zrobić jakiś podział ról w domu i opieką nad dziećmi. Brawo

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości