małzeństwo nad przepaścią

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

s zona
Posty: 2514
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: s zona » 24 sty 2020, 8:19

Ruta pisze:
24 sty 2020, 0:36
Burzo, mocno mocno Cię przytulam. Rozumiem jak bardzo możesz czuć się przestraszona i jak silne emocje mogą teraz tobą targać.

Jednak w takim stanie nie możesz się pokazać w poniedziałek w sądzie. To może zadziałać na Twoją niekorzyść. Proszę, postaraj się wyciszyć. Najpierw oddech. Modlitwa - taka jaką lubisz, w jakiej się odnajdujesz. Możesz też sobie na Boga pokrzyczec, jeśli tak czujesz. Bóg jest miłością, i przyjmie także nasze trudne emocje, złość, żal, ból.
W najtrudniejszych momentach przytulałam się do Maryi. Ona jako matka wycierpiała tyle i zniosła taki ból, że każdą z nas zrozumie i będzie potrafiła ukoić z miłością, zrozumieniem i współczuciem.


Spróbuj jutro i w niedzielę wyciszyć się w adoracji. Mi bardzo pomogło, z adoracji pojechałam prosto na sprawę w sądzie. Spokojna. Zwróciłam się o pomoc również do Ducha Świętego o Jego dary. I zaprosiłam na sprawę tłum Świętych i aniołów. Nie byłam sama.

Bóg jednak, choć jest przy nas i nas wspiera nie działa za nas. Więc ważne jest by działać. Czy masz adwokata? Jeśli nie to czy próbowałaś złożyć wniosek o adwokata z urzędu? Jeśli nie wiesz jak to zrobić daj znać. Pomogę ci z tym.

Czy czytałaś opinię wydaną przez OZSS - bo pamiętam, że was badano? Jeśli nie to może spróbuj jutro jeszcze uzyskać dostęp do akt? Nie zawsze są dostępne tuż przed rozprawą, ale jak przedzwonisz do sądu rano, może uda się umówić?

Co do sądów - zwykle jednak dążą do tego, aby dziecko miało jak najwięcej kontaktu z obojgiem rodziców. Nawet gdy sytuacja jest trudna, a rodzic z kategorii tych zagrażających dziecku. Czytałam ogromną liczbę orzeczeń. Nie natrafiłam na to na żadne w którym sąd odebrałby dziecko matce.

Sąd nie orzeka też rozwodu jeśli jedno z małżonków przyznaje się do zdrady - czyli winy a drugie na rozwód się nie godzi. Sprawa może wtedy zostać zawieszona na rok lub sąd może nie orzec rozwodu.

Mam wrażenie, że w panice wyobrażasz sobie najgorsze scenariusze, ale to co piszesz na szczęście nie odpowiada temu, co może w sądzie się wydarzyć.

Jeśli małżonkowie mieszkają wspólnie i oboje chcą opieki nad dzieckiem sąd może orzec opiekę naprzemienna. Także po rozwodzie. Jeśli z kolei żadne z małżonków nie ma gdzie się wyprowadzić po rozwodzie, sąd może orzec o sposobie korzystania ze wspólnego mieszkania. Wystarczy złożyć wniosek i może być złożony ustnie - po prostu mówisz na rozprawie, że jest taka potrzeba, żeby sąd orzekł o sposobie korzystania z mieszkania.

Czy masz jakąś bliską osobę z którą możesz spędzić czas, wypłakać się, wyżalić ale też pomóc sobie jakoś to poukładać?


Pamiętaj też, że jako matki mamy w sobie ogromną siłę. Nie ma co odkładać sięgania po nią na czas, gdy coś pójdzie nie tak - i tak jak piszesz, by się odwoływać i walczyć. Sięgnij po nią teraz - by się wyciszyć i jak najlepiej przygotować na poniedziałek. To już dobry czas.

Co do emocji do męża - są zrozumiałe i napędzane strachem, ale nie warto się nimi teraz kierowac. Emocje mijają.

Co do orzeczeń sądu - nie są ostateczne. A w przypadku opieki alimentów kontaktów nawet gdy orzeczenie jest prawomocne i cokolwiek się zmienia, można wnosić o zmianę orzeczenia. Ru nie ma powagi rzeczy raz osadzonej - żaden wyrok nie jest tu na zawsze.

Pomyśl też co powoduje w tobie taka panikę? Czy obawiasz się że mąż ma na ciebie jakieś haki, dowody, coś czym może ci w sądzie zaszkodzić? Czemu pojawia się w tobie ultimatum wszystko albo nic? Albo opieka nad córką, albo wycofanie się? Może nie jest teraz najlepszy moment na głębokie wnikanie w to, ale tak pobieżnie może trochę pomóc, by się takiej rozpaczy nie poddawać.

I jeszcze jedno - przywodzenie do rozpaczy to jeden z podstępów złego. Wtedy przestajemy wierzyć, oddalamy się od Boga, zamykamy na Jego prowadzenie i pomoc. A zły może realizować swoje plany. Nie poddawaj się rozpaczy. Módl się. Nie zostaniesz bez pomocy.

Pomodlę się w Twojej intencji, o spokój o wiarę o nadzieję i miłość i o oddalenie lęku i złych myśli. Oraz o każdą możliwą pomoc dla Ciebie.
Burzo kochana,
zgadzam sie z kazdym slowem Ruthy .. Przemysl to prosze/Przemodl ..
Ze swojej strony obiecuje modlitwe i dziesiejszy post .. nie jestes tu sama .. ale prosze nie pozwol Zlemu wchodzic do swojego serca ..

tata999
Posty: 1069
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: tata999 » 24 sty 2020, 9:15

burza pisze:
23 sty 2020, 23:22
To już nic nie da bo prawdopodobnie tak zdecyduje sąd , ja tego nie znioslabym i będę musiała odsunąć się od córki i nie będę uczestniczyc w jej wychowaniu. Straszny ból czuje a na niego ogromną wściekłość. Wiem że, to forum katolickie ale nigdy mu nie wybacze, do końca moich dni że zabral mi dziecko.
Znam to uczucie. Zadbaj o siebie, spotkaj się z życzliwymi ludźmi. Niewiele można poradzić na takie silne emocje. One nie pomagają, ale przejdą choćby częściowo. Pogody ducha.

burza
Posty: 369
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 24 sty 2020, 11:21

Tak, boję bo może jestem nienormalna z miłości matczynej ale to moje dziecko i wiem że niektórzy się godzą że ktoś inny wychowuje ich dzieci ja tak nie umiem. Rzeczywiście z Bogiem się kloce ostatnio w duchu głośno krzycze że, jak to gdzie jest sprawiedliwość mąż, zdradza i wszystko przychodzi mu z taką łatwością bo mnie nienawidzi (Boże jak ty możesz! ) .Jak można tak grać dzieckiem on wie że strach na kredyt domu na mnie już nie działa ale strach że zabierze mi dziecko owszem. Ostatnio miałam księdza po koledzie i mówię jak jest a on na to, że jak będę kogoś mieć to sakramentów nie można przyjmować. Wzburzylam się i powiedziałam że ja przysiegalam przed Bogiem i że w dzisiejszych czasach to dziwne ale są jeszcze tacy ludzie jak ja bo cały czas jeszcze wierzę i liczę na cud. . Mam wrażenie że już nie ma kapłanów z powołania co są małżeństwem. Ja przysiegalam i słowa dotrzymam choć na tą chwilę na męża mam fale złości a nawet nienawiści bo chodzi mi o córkę. Tylko ja wiem, jak chciałam zostać mama, ile łez wylalam, słysząc w mediach podrzucane dzieci na śmietnika h a ja tak długo leczylam się aż udało się. I zapamietalam te słowa bo mają sens :(Proście, a będzie wam dane) i Bóg mnie wysłuchał. Wiem że, jeśli tak się wsciekam to zły chce się wkrasc w moje serce i duszę a tak naprawdę robię to z mojej bezsilności bo jestem zwykłym człowiekiem który, upada a później próbuje wstac. Modlitwa napewno mi pomoże.

JolantaElżbieta
Posty: 585
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: JolantaElżbieta » 24 sty 2020, 11:58

burza pisze:
24 sty 2020, 11:21
Tak, boję bo może jestem nienormalna z miłości matczynej ale to moje dziecko i wiem że niektórzy się godzą że ktoś inny wychowuje ich dzieci ja tak nie umiem. Rzeczywiście z Bogiem się kloce ostatnio w duchu głośno krzycze że, jak to gdzie jest sprawiedliwość mąż, zdradza i wszystko przychodzi mu z taką łatwością bo mnie nienawidzi (Boże jak ty możesz! ) .Jak można tak grać dzieckiem on wie że strach na kredyt domu na mnie już nie działa ale strach że zabierze mi dziecko owszem. Ostatnio miałam księdza po koledzie i mówię jak jest a on na to, że jak będę kogoś mieć to sakramentów nie można przyjmować. Wzburzylam się i powiedziałam że ja przysiegalam przed Bogiem i że w dzisiejszych czasach to dziwne ale są jeszcze tacy ludzie jak ja bo cały czas jeszcze wierzę i liczę na cud. . Mam wrażenie że już nie ma kapłanów z powołania co są małżeństwem. Ja przysiegalam i słowa dotrzymam choć na tą chwilę na męża mam fale złości a nawet nienawiści bo chodzi mi o córkę. Tylko ja wiem, jak chciałam zostać mama, ile łez wylalam, słysząc w mediach podrzucane dzieci na śmietnika h a ja tak długo leczylam się aż udało się. I zapamietalam te słowa bo mają sens :(Proście, a będzie wam dane) i Bóg mnie wysłuchał. Wiem że, jeśli tak się wsciekam to zły chce się wkrasc w moje serce i duszę a tak naprawdę robię to z mojej bezsilności bo jestem zwykłym człowiekiem który, upada a później próbuje wstac. Modlitwa napewno mi pomoże.

A może wasza córka nie będzie chciała z nimi mieszkać? Może odchodzi, żeby zaraz do Ciebie wrócić, a Ty nauczysz się jak ją mądrze i dojrzale kochać? Bez egoizmu? Burzo, zaufaj Panu Bogu, wycisz emocje, przemódl i rób wszystko, żeby zachować spokój, staraj się nie panikować :-)

Monti
Posty: 709
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Monti » 24 sty 2020, 12:05

Burzo, nasi małżonkowie znają bardzo dobrze nasze czułe punkty i wiedzą, jak działać, żeby nas wyprowadzić z równowagi. Nie poddawaj się lękowi, potraktuj te Twoje obawy jako pokusę, którą musisz odrzucić. Wczoraj był piękny psalm, który idealnie pasuje do Twojej sytuacji (a także sytuacji wielu z nas):

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 56,2-3.9-10.12-13)

Refren: Bogu zaufam, nie będę się lękał.

Zmiłuj się nade mną, Boże, bo prześladuje mnie człowiek, *
uciska mnie w nieustannej walce.
Wrogowie moi wciąż mnie prześladują, *
liczni są ci, którzy ze mną walczą.

Ty zapisałeś moje życie tułacze +
i przechowałeś łzy moje w swej sakwie, *
czyż nie są spisane w Twej księdze?
Odstąpią moi wrogowie w dniu, gdy Cię wezwę. *
Po tym poznam, że Bóg jest ze mną.

W Bogu pokładam nadzieję, nie będę się lękał, *
cóż może uczynić mi człowiek?
Wiążą mnie, Boże, śluby, które Ci złożyłem, *
Tobie oddam ofiary pochwalne.

Jesteś matką i nic tego nie zmieni. Bądź dobrej myśli.

Co do wizyty duszpasterskiej, to ksiądz potraktował Cię jako statystycznego, raczej letniego katolika, który ma zazwyczaj mgliste pojęcie o warunkach przystępowania do sakramentów i też zazwyczaj po rozwodzie zakłada wejście w kolejny związek. Ja tak to odczytuję, nie sądzę, by miał jakieś nieortodoksyjne podejście do dyscypliny sakramentalnej.

Klara*
Posty: 18
Rejestracja: 19 wrz 2018, 8:58
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Klara* » 24 sty 2020, 13:10

Obiecuję również modlitwę .
Burzo Kochana jesteś wspaniałą matką, doskonale Cię rozumiem, może dlatego, że dla mnie dzieci też są bardzo ważne dlatego, że "wyszły" ze mnie są moją cząstką . Moje dzieci nie mają takiej więzi z moim mężem jak ze mną, gdyż on jest bardzo surowy i rygorystyczny (wyniesione z rodzinnego domu). Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w jakiej Ty teraz jesteś. Podziwiam Cię za Twoją siłę i determinację. Nie poddawaj się , przytul się do Jezusa .... Jesteś dobrą matką, pokaż to w sądzie , broń się, powiedz co czujesz i to co tu napisałaś, że mąż manipuluje córką , jej uczuciami przeciwko Tobie. Powiedz całą prawdę . Przytulam Cię mocno . Pokoju w sercu i Światła Ducha Świętego ......

Pavel
Posty: 2861
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Pavel » 24 sty 2020, 16:07

Burzo,
Nick to dobrałaś sobie idealnie.

Mam nadzieję, że odbierzesz to co napiszę poniżej zgodnie z moimi intencjami.
Przymierzałem się do napisania tego od około roku, choć treści jak zaraz zobaczysz - niewiele.

Twój wątek ma półtora roku. Emocje zaś (przynajmniej wnioskując z twoich wpisów), właściwie bliźniacze jak na początku.
Może warto wreszcie przekierować uwagę z męża na siebie?
Postarać się zapanować nad emocjami, wybrać się do ogniska, psychologa, zapisać na 12 kroków...no cokolwiek aby wreszcie zmienić swój sposób funkcjonowania.
Bo działając po staremu nic się na lepsze nie zmieni, Ew. Zdrowie w końcu siądzie.

Bez twego wysiłku, decyzji i działań nic się samo nie stanie.
Otaczam modlitwą.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

burza
Posty: 369
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 25 sty 2020, 12:07

Pavel, sama nie wiem dlaczego mam jeszcze tyle tych emocji, na tą chwilę złych do niego, choć myślę że to uczucie jest jeszcze gdzieś głęboko do męża. Choć powinnam już o tym nie myśleć, bo to już od 5lat taki kryzys i to mąż pokazuje mi to czynami, że skończyła się miłość jego do mnie. Teraz cała energię skupiam na córce by była przy mnie ona daje mi siłę. I muszę już godzić się z tym że będę po rozwodzie a mąż nie z tych co się nawracaja i wracają. Ciężko mi jeszcze te 16lat małżeństwa sakramentalnego tak wyrzucić do kosza w tym te 11lat w miarę normalnych.Napewno nie można nikogo zmusić do miłości tak jak i do małżeństwa. Nigdy nie zmuszalam go do małżeństwa i daje mu wolność nic na siłę,choc teraz cierpię ale tylko to ja wiem. Trzeba dalej iść przez życie bo nic nie dzieje się bez przyczyny.

burza
Posty: 369
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 27 sty 2020, 17:14

Jestem po drugiej sprawie dwóch świadków nie stawilo których powołał mój adwokat tzn detektyw i kochanka mojego męża. Moja mama z tego stresu połowę rzeczy pomineła znaczących dla sprawy i zamotala się I były jeszcze 2 kolezanki jedna z nich wspomniała o tym bo jej mówiłam, że mąż często oglądał w internecie strony porno takie miał nałogi. Mój adw. po sprawie powiedział że muszę teraz dobrze wypaść na drugim etapie badania psychologicznego. Na którym, będzie mąż i ja bez dziecka i to będzie znaczące. Na moje pytanie czy jednak będzie z męża winy powiedział że, może zrobią z winy wspólnej tego zupełnie nie rozumiem. A kiedy powiedziałam to w takim razie nie chcę dać rozwodu to on ze, i tak sąd da rozwód bo nie ma już żadnych więzi. Następny termin sprawy mamy na koniec kwietnia, nie pasował mi zbytnio termin ale tak to powiedział adwokat. że, miałam wrażenie że ten adw. chcę jak najszybciej zakończyć ta moja sprawę. Odnoszę wrażenie że chcą dać naprzemienna opieke i coś czuję że chodzi mężowi po głowie po rozwodzie wspólne mieszkanie że mną. Czyli będzie mnie katowal tym co robi a ja niestety będę zmuszona to oglądać i przeżywać . Sędzia pytała wszystkich świadków o więź jaka teraz ma z córką mąż a ja wiem ze ta więź zrobił sobie w ciągu 2lat bo miał taki plan. Wcześniej więzi nie miał do 5roku życia córki. Mam dziwne odczucie jakby brali taka opcje po uwagę.

burza
Posty: 369
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 17 lut 2020, 18:00

Dlaczego kiedy go widzę jestem wściekła na niego bo, np coś znów mi zabrał z domu jakąś rzecz moja .To tylko rzecz. Przecież to już nic nie zmieni a on jeszcze bardziej mnie nienawidzi za tą awanturę o tą rzecz albo wręcz jestem mu już obojętna.Zebym mogła się pozbierać musiałabym go nie oglądać a to niestety, niemożliwe mamy dziecko. Tak bym chciała mieć serce z kamienia by nic nie czuć nawet wściekłości do niego . Czemu tak ciężko mi się z tym pogodzić bo niestety na to pewne rzeczy nie mam wpływu?Czuję się taka gorsza, bo mój mąż zostawił mnie jak stara zabawkę i wziął sobie nową a co innego mówił a kiedyś byłam pewna siebie. Tak mi głupio kiedy już od 4lat jestem sama z córką na tych wyjazdach typu ferie wakacje a obrączka na palcu to tylko sobie chyba chce udowodnić że, mam męża. A tak naprawdę już dawno go nie ma bo miał dość zabawy w rodzinę. Dlaczego tak ciężko.

Lawendowa
Posty: 3478
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Lawendowa » 17 lut 2020, 18:17

burza pisze:
17 lut 2020, 18:00
Tak mi głupio kiedy już od 4lat jestem sama z córką na tych wyjazdach typu ferie wakacje a obrączka na palcu to tylko sobie chyba chce udowodnić że, mam męża. A tak naprawdę już dawno go nie ma bo miał dość zabawy w rodzinę. Dlaczego tak ciężko.
Burzo, jesteś na forum już prawie dwa lata. Czy byłaś chociaż raz na spotkaniu Ogniska, rekolekcjach czy wakacjach sycharowskich?

Dlaczego tak ciężko?
Mnie, odkąd znalazłam Sychar i korzystam z różnych form spotkań w realu, już nie jest tak ciężko.Warto spróbować.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

burza
Posty: 369
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 17 lut 2020, 18:30

Tak byłam, na jedynym spotkaniu sychar. Musiałam z niego wyjść wcześniej i ledwo zdążyłam na ostatni autobus i byłam koło polnocy. Tak jak pisałam ode mnie jest daleko.

jacek-sychar
Posty: 6478
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: jacek-sychar » 17 lut 2020, 18:55

Burzo

Złe emocję są częstym doświadczeniem ludzi porzuconych. Ja też z tym długo walczyłem. Miałem jednak tą dobrą sytuację, że nie musiałem spotykać się z żoną. Najmłodszy syn mieszkał ze mną, a starsze zostały w mieszkaniu, w którym wcześniej mieszkaliśmy razem. Jak chciały, to mogły i u mnie mieszkać i mnie odwiedzać.
Ale do dzisiaj, przyznam z żalem, informacje o żonie burzą mój spokój ducha. Nie szukam ich, ale mając wspólne dzieci, czasami coś powiedzą o żonie. Ale te reakcje są coraz krótsze i coraz słabsze.
Wiem jedno, że etap złości jest naturalnym etapem przeżywania żałoby po swoim małżeństwie.
Serdecznie polecam Ci ten artykuł:
viewtopic.php?f=10&t=2299
Etap złości został tam nazwał etapem oburzenia. I słusznie. Bo my się oburzamy, że ta osoba, która nas opuściła, nie smaży się w ogniu piekielnym ;) :lol: tylko może się jej nawet dobrze powodzi.
Ja dałem sobie czas na początku kryzysu. Około 4 lat trwało, zanim mogłem z czystym sercem powiedzieć, że przebaczam żonie. Nie zapominam, nie uważam, że zrobiła dobrze, ale po prostu przebaczam jej, żeby mi było lżej. Tak! Nie pomyliłem się. Przebaczenie mi pomaga, a nie tamtej niewiernej stronie.
Ale nic nie dzieje się od razu. Na wszystko potrzeba czasu. Po drugie każdy z nas jest inny. Ma inny temperament. Jedni zapominają szybko, a inni się z tym męczą. Może Ty należysz do tej drugiej grupy?
Co mi jeszcze pomogło wrócić do normalności?
Zająłem się sobą, swoim życiem. Wróciłem do swoich dawnych pasji, których nie podzielała żona. Znowu jeżdżę w góry. Niestety tylko latem. W ciągu roku nie mam czasu, bo realizuję się na miejscu, w domu i w pracy. Można nawet powiedzieć, że ostatnio jestem człowiekiem sukcesu. :oops:
Piszesz:
burza pisze:
17 lut 2020, 18:00
Tak mi głupio kiedy już od 4lat jestem sama z córką na tych wyjazdach typu ferie wakacje a obrączka na palcu to tylko sobie chyba chce udowodnić że, mam męża. A tak naprawdę już dawno go nie ma bo miał dość zabawy w rodzinę. Dlaczego tak ciężko.
Dlaczego tak ciężko? Bo może właśnie Ty tak masz. A masz jakieś swoje grono znajomych? Masz jakieś swoje pasje i zainteresowania?
Ja rozumiem, że jesteś z córką. Chwała Ci za to. Ale córka w końcu odejdzie. Będziesz gotowa na to, żeby dalej żyć samej? Warto już teraz się do tego przygotować. Po drugie córka też musi mieć trochę swojego życia. Jak ją zdominujesz, to nie będzie umiała wejść w dorosłe życie.

Polecam Ci (i wszystkim Paniom) następującą książkę:
Henry Cloud, John Townsend
"Mamo, to moje życie
jak uwolnić się od ciężaru przeszłości
jak powiedzieć mamie "nie" bez poczucia winy
jak zbudować zdrowe relacje z mamą
jak uzdrowić relacje z innymi ludźmi"
Wydawnictwo: W drodze
Wydanie II 2012

Długi tytuł, ale pokazuje, co ta książka zawiera.
Choć naprawdę ja bym powiedział, że książka zawiera opis typów mam.

Żeby zachęcić wszystkich podaję ze spisu treści typy mam zdefiniowane przez autorów:
Mama Manekin
Mama Porcelanowa Figurka
Mama Kontroler
Mama Puchar Zwycięstwa
Mama Zawsze Szef
Mama Master Card

Wesoło? :lol:
A żeby było ciekawiej, jest rozdział tylko dla kobiet i tylko dla mężczyzn. ;)

burza
Posty: 369
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 17 lut 2020, 21:28

Dziękuję Jacku, poczytam ten artykuł. Ja należę do tych drugich ludzi tzn tych którzy, przeżywają swoją stratę, ciężko im przychodzi pogodzenie się z tym co mnie czeka koniec małżeństwa przypieczetowany rozwodem. Co do znajomych nieliczne grono to koleżanki z pracy które, wiedza co u mnie się dzieje zaczęły bardziej dbać o swoich mężów. Mówią, żeby tylko nic nie odbiło ich mężom , tak jak u burzy się zdarzylo. Reasumując nie mają czasu nawet je rozumiem. Więc jak mam doła to dzwonie do swojej rodziny, później nabieram znów sił. Te chwilę gorsze przychodzą kiedy, niestety widzę mojego męża zadowolonego a moje serce mimo że, doznaje tyle krzywd od niego, głupie krzyczy jeszcze za nim. Wiem też ze, kiedy nie mam już siły Bóg podaję mi rękę wiadomo że, nie realnie ale duchowo. Cały czas o to go proszę, żeby był przy mnie, nawet kiedy mam w sercu dużo nienawiści do męża i wtedy jest łatwiej. Działa poprzez ludzi ☺️ w różnych sytuacjach życiowych moich.

jacek-sychar
Posty: 6478
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: jacek-sychar » 17 lut 2020, 21:48

burza pisze:
17 lut 2020, 21:28
poczytam ten artykuł. Ja należę do tych drugich ludzi tzn tych którzy, przeżywają swoją stratę, ciężko im przychodzi pogodzenie się z tym co mnie czeka
To polecam jeszcze coś o temperamentach (charakterach). Więcej literatury jest tutaj:
viewtopic.php?f=10&t=383
burza pisze:
17 lut 2020, 21:28
a moje serce mimo że, doznaje tyle krzywd od niego, głupie krzyczy jeszcze za nim
Jeszcze, to nie znaczy że tak będzie zawsze. W końcu przechodzi ten krzyk. Zresztą razem z nienawiścią. :lol:
Taka transakcja wiązana.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Caliope, MareS, Natka955, Wiedźmin i 10 gości