małzeństwo nad przepaścią

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Załamana
Posty: 74
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Załamana » 15 wrz 2020, 11:51

Witam burza czy sprawa sie odbyla? Mysle o Tobie wydawalo mi sie ze to dopiero dzis. Trzymaj sie

burza
Posty: 393
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 15 wrz 2020, 14:00

Załamana tak odbyła się sprawa . A odpowiadając na pytanie nie pytałam ani w ognisku ani w diecezji. Pewnie długie terminy ale już coś na szybko dziś ogarnęłam prywatnie niestety.

Załamana
Posty: 74
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Załamana » 15 wrz 2020, 14:19

Burza sprawa sie odbyla ale rozwodu nie ma tak? Jsk nie chcesz nie odpowiadaj

burza
Posty: 393
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 15 wrz 2020, 15:51

Sprawa zawieszona na 3miesiace ponieważ, sąd skierowal na terapię malzensko-rodzicielska. Mąż bardzo chce rozwodu nie chce ratować, także nikłe szanse.Czas pokaże.

burza
Posty: 393
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 30 wrz 2020, 22:42

Nie wiem czy coś da ta terapia, mi pewnie tak. A mąż tylko ja podjął, bo sąd tak nakazał i nie by naprawic małżeństwo ale pod kątem relacji naszych rodzicielskich tak też oznajmił psycholog. Wszystkiemu winna jestem ja, tylko ja to wszystko prze ze mnie tak mąż to widzi. Pani psycholog się zapytała co musiało by się zdarzyć w jego życiu aby chciał ratować to małżeństwo i wtedy powiedział że nie wie. Szansa zero na uratowanie ponieważ, tylko ja chcę a Bóg daje wolna wolę małżonkowi jak każdemu. Muszę choć to trudne to dla mnie godzić się z tą wolą Bożą bo to nie tak miało być. Ponieważ największą wartością jest moja rodzina która, stworzylam poprzez małżeństwo. Tak bardzo to boli ze, po ludzku już nic nie mogę zrobić a Bóg pozwoli mężowi to zniszczyć.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9151
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Nirwanna » 01 paź 2020, 6:20

burza pisze:
30 wrz 2020, 22:42
.... tylko ja chcę a Bóg daje wolna wolę małżonkowi jak każdemu. Muszę choć to trudne to dla mnie godzić się z tą wolą Bożą bo to nie tak miało być. Ponieważ największą wartością jest moja rodzina która, stworzylam poprzez małżeństwo. Tak bardzo to boli ze, po ludzku już nic nie mogę zrobić a Bóg pozwoli mężowi to zniszczyć.
Tak, to prawda - Bóg daje każdemu wolną wolę. Szanuje ją i jej nie odbiera. Natomiast rozpad małżeństwa sakramentalnego to nigdy nie jest wola Boża! Przecież nie po to Bóg łączy ludzi sakramentem, aby za chwilę sobie zaprzeczyć i ich rozłączać.
Rozpad małżeństwa sakramentalnego to zawsze jest wola człowieka, a nie Boga. Tak, człowiek w swojej grzeszności i pogubieniu może zniszczyć wszelkie więzi. Jednego nie zniszczy - sakramentu. Dzięki Bogu, tam wolna wola nie sięga.

Burzo, jeszcze jedna uwaga - może w miejsce największej wartości jaką jest dla Ciebie rodzina, warto postawić tam Pana Boga? Rodzinę też można ubożkowić. A to paradoksalnie - kolejny sposób na destrukcję.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Caliope
Posty: 487
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Caliope » 01 paź 2020, 8:28

Też tak myślałam że rodzina jest najwyższą wartością i miłość ludzką, a jak się bardzo pomyliłam, to dopiero jest ból. Boli bo mąż sobie zadecydował, że tej rodziny ma nie być. Dlatego zostaje własny tyłek i miłość Boga, tylko ta jest wieczna.

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Bławatek » 01 paź 2020, 13:21

burza pisze:
30 wrz 2020, 22:42
Nie wiem czy coś da ta terapia, mi pewnie tak. A mąż tylko ja podjął, bo sąd tak nakazał i nie by naprawic małżeństwo ale pod kątem relacji naszych rodzicielskich tak też oznajmił psycholog. Wszystkiemu winna jestem ja, tylko ja to wszystko prze ze mnie tak mąż to widzi. Pani psycholog się zapytała co musiało by się zdarzyć w jego życiu aby chciał ratować to małżeństwo i wtedy powiedział że nie wie. Szansa zero na uratowanie ponieważ, tylko ja chcę a Bóg daje wolna wolę małżonkowi jak każdemu. Muszę choć to trudne to dla mnie godzić się z tą wolą Bożą bo to nie tak miało być. Ponieważ największą wartością jest moja rodzina która, stworzylam poprzez małżeństwo. Tak bardzo to boli ze, po ludzku już nic nie mogę zrobić a Bóg pozwoli mężowi to zniszczyć.
Burzo twoja sytuacja jest taka sama jak moja. Mój mąż dąży do rozwodu i nie bierze pod uwagę ani naprawy małżeństwa ani mediacji, więc jeżeli sąd nas skieruje na mediacje to jeżeli pójdzie to zapewne tylko dlatego aby wykonać zalecenie sądu. Wg niego ja też jestem wszystkiemu winna, on nie.

Boli strasznie bo całe życie marzyłam o rodzinie - dużej i szczęśliwej. Niestety wszystko zmierza do tego, że będę sama z synem. Chyba, że coś lub ktoś wpłynie na mojego męża. Ja już nie mam na niego wpływu. Boli tym bardziej bo długo przebierałam w kandydatach. I w momencie gdy planowałam zostać matką zastępczą w Wiosce Dziecięcej (bo dużo wtedy było artykułów o tym i pomyślałam, że tak mogłabym się realizować rodzinnie) pojawił się mąż - ten wymodlony (bo miał wszystkie cechy na których mi zależało i o którego Boga prosiłam). Niestety po ślubie czar prysł, mąż zmienił się o 180 stopni. Na początku pytałam Boga dlaczego mi to robi, ale po lekturze różnych wątków z tego forum (również archiwalnych) już widzę, że Bóg chce naszego dobra, które nie koniecznie zgadza się z tym co my planujemy. Ja miałam takie momenty gdy miałam męża serdecznie dość (jego zachowania, fochow, nie poważania mnie, kłótni itd,) że prosiłam Boga ' zrób coś z nim bo ja się od Ciebie oddalam' - i Bóg zrobił, tzn. pozwolił mojemu mężowi decydować o sobie, bo mój mąż zamiast w problemach zwracać się do Boga to wolał się od Niego oddalić.

Ciężko mi myśleć i przyszłości bez niego - na moje terapii miałam zrobić os czasu w przyszłość i zobaczyć siebie za rok, dwa, 5 lat itd. Wg terapeutki najlepiej bez męża - w momencie się rozpłakałam, a myślałam, że już się do tego przygotowałam.

Możemy być szczęśliwe bez naszych mężów tylko musimy zmienić nasz kierunek patrzenia i myślenia. Mąż i rodzina na pierwszym miejscu - tak zawsze było u mnie - a gdzie Bóg, a gdzie ja?

Burzo jest Ci źle, ale takich osób jak my, takich sytuacji są tysiące. Twój ból jest ważny, ale nie może być dominujący, bo zniszczysz siebie i swoje życie.

burza
Posty: 393
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 08 paź 2020, 10:24

Nawet i terapia tu nie wiele pomoże, bo ktoś w głowie ma już plan rozwodu a terapia z nakazu sądu mówię o mężu. Dziś w tv jeden psycholog mówił,że , część małżeństw przychodzi na terapię by naprawić relacje a inni by udowodnić kto ma rację, małżonek mój zalicza się do tych drugich. I mówię czy dobrze mu z tym zachowaniem a on ze, ja całe 5lat mówiłam na niego do dziecka źle o nim i że to ja narozrabialam. No tak jak wyprowadził się to mówiłam w złości do dziecka i byłam wściekła na niego i nie mogłam na niego patrzeć. Tylko że, ja nie wyprowadziłam się ani go nie zdradziłam nie złożyłam dwukrotnie pozwu o rozwód. I mówi że nigdy nie dostaniesz rozgrzeszenia bo tyle grzechów masz. A na terapii jak coś mówiłam to co mu się nie podobało mówi no nie ja już nie będę kontynuował, kończymy. Jasno mi powiedział że, on nie chce naprawy tylko rozwodu. A walczy o dziecko bo chce opieki naprzemiennej bo nie chce płacić alimentów bo za dużo, tego już nie musiał mi mówić ja to wiem bo trochę go znać. Czasem już mam ochotę się poddać bo terapia nie ma sensu z tym jego podejściem, przecież psycholog nie może coś na siłę tylko on musiał by chcieć to ratować. Co bym nie zrobiła napotykam na mur z jego strony, no tak bo mi na tym zależy. Światełka w tunelu brak.

selecja
Posty: 47
Rejestracja: 18 mar 2019, 14:42
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: selecja » 22 lis 2020, 23:42

Burzo co u Ciebie? Jakieś pozytywne zmiany?
Jak się czujesz?

burza
Posty: 393
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 23 lis 2020, 22:06

Selekcjo u mnie bez zmian niestety. Tylko kwestie logistyczne i kilka slow w przelocie odnośnie córki trochę lepiej. Napewno ta terapia. Co do innych spraw to bez zmian, mąż nie chce nic budować a wręcz przeciwnie szybko to zakończyć. Podkreślił to na terapii że, tylko relacje rodzicielskie go interesują nic więcej. Nawet dzisiaj ustaliliśmy że, w święta zabiera córkę na Śląsk choć poprosiłam żebyśmy spędzili razem, zupełnie nie umiem trzymać się tej listy Zerty. On na to z tobą nigdy. Także nic z tego i będę sama w domu no bo koronawirus no cóż trudno trzeba to jakoś przetrwać . Przykre to ale prawdziwe. Gdzieś w mojej podświadomości myślałam że ten rozwód jakoś mnie ominie ale niestety. Mąż ma straszna alergie na mnie. Nawet nie mam sił teraz na modlitwę bo mam wrażenie że, wszystko mi ucieka przez palce. I że, te modlitwy są bezskuteczne w moim przypadku choć to 3lata temu kiedy też, był pozew w sądzie to chodziłam do kościoła i była też, eucharystia. Teraz od czasu pandemii byłam raz w kościele bo się bałam i też Eucharystii brak bo boje się koronawirusa. Modlę się ale już bez takiej gorliwosci nie mam takiej wiary i nadziei.

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Bławatek » 24 lis 2020, 8:44

Burzo, u mnie podobnie - byłam wczoraj z mężem na terapii i mąż powiedział że mu się tak wypaliło, że nie umie mnie kochać a nawet na nowo pokochać. Terapeutka powiedziała, że w takim wypadku jedna osoba (czyli ja) nie da rady naprawić małżeństwa i ona nie będzie nas naciągać i proponuje koniec terapii, aczkolwiek możemy wrócić. Nie ogarniam, jak można kogoś przestać kochać definitywnie.

Wczoraj też nie umiałam się modlić, przeczytałam tylko fragment Pisma Świętego i włączyłam pieśni religijne które zawsze mnie podnoszą na duchu, bo słyszę że jestem kimś, że nie jestem sama, że Ktoś mnie kocha. Tydzień temu jak miałam doła i zwątpienie w to wszystko to natknęłam się na piękne słowa z Biblii zebrane w "List od Boga do..." - Tobie dziś przesyłam "List od Boga do zasmuconych"

https://youtu.be/JOpIBoZCIFM

Mi wczoraj pomógł.

Czasami trudno się modlić lub skupić podczas mszy, ale takie chwile przemijają. Dużo sił życzę.

Ruta
Posty: 686
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Ruta » 24 lis 2020, 11:00

Burzo, Bławatku - tak mi przykro. Tak dzielnie trwacie, walczycie o wasze małżeństwa, o rodziny, o to, by podjęta została terapia. I trafiacie po tym wszystkim na terapeutów/tki, którzy nie potrafią ratować małżeństw i akceptują rozwód oraz dochodzą do wniosku, że "nie ma co ratować". Przytulam Was mocno - pamiętajcie, że każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania, że dla naszego Pana nie ma nic niemożliwego. Tam gdzie jest sakrament, gdzie jest wiara, tam nigdy nie zostaje pustka, zawsze tli się choćby taka mała iskierka, ale od niej w każdej chwili od nowa może rozpalić się ogień. Pomodlę się zaraz dla Was i Waszych małżeństw o te iskierki.

Znam doskonale stany, gdy modlitwa jest prawie niemożliwa. Nauczyłam się, by wtedy modlić się mimo to, nawet krótką modliwtą, nawet taką "wyklepaną" - ale też by mówić Bogu o tym swoim odrętwieniu, o tej swojej niemożności i mu ją oddać. Zdarzło mi się też, że nie mogłam wymówić ani jednego słowa - wtedy w myślach przytulałam się do Maryi. I ona mnie przytulała, osłaniała swoim płaszczem, pozwalała pobyć przy niej, poklęczeć u Jej stóp.

Burzo - osoby, które obawiają się koronawirusa, mogą przyjmować Komunię duchową. Warto, z poczatku było to dla mnie dziwne, ale teraz stało się ważnym elementem życia religijnego. Mój synek musi być szczególnie chroniony, więc msze on-line są dla nas ważne - i teraz już bez skrępowania śpiewamy z wiernymi, odpowiadamy kapłanowi i jest to już takie naturalne. Sama staram się uczestniczyć w mszach w Kościele, ale lubię też transmisje i wtedy przyjmuję Komunię duchową. Dzięki transmisjom mogę odwiedzić tyle różnych Kościołów, sanktuariów, odkrywam wtedy nowych Świętych, nowych księży, piękne ołtarze. Nigdy bym w te miejsca normalnie nie trafiła. Jeśli nie znasz - polecam stronę https://msza-online.net/msze-swiete-na-zywo-po-polsku/

Nauczyłam się też uczestniczyć w modlitwach on-line. Gdy modlimy się wspólnie z innymi osobami - jest trochę inaczej, niż gdy modlimy się tylko samodzielnie. Lubię modlitwy z księdzem Teodorem. Jest w sieci mnóstwo modlitw wspólnotowych, w które można się włączać - znajdziesz wiele takich modlitw i nabożeństw, różańców na tej samej stronie. Czasem zaglądam sobie na modlitwy do Tyńca, zdarza mi się obudzić, pomodlić z mnichami i potem jeszcze spokojnie zasnąć. Dziś jakoś się przy tych modłach rozbudziłam i poszłam na mszę poranną. Było bardzo mało osób, kameralnie - i jakoś ta modlitwa i Msza była taka wyjątkowa, mała wspólnota, wszyscy obecni na mszy przystąpili do Komunii, po Mszy jeszcze wszyscy zostali i spontanicznie odmówili modlitwę do św. Michała Archanioła. Jeśli tęsknisz za wspólnotą, zorientuj się, gdzie w okolicy i o której są takie mniej liczne msze, kameralne.

Czasem takie osłabienie zapału w modlitwie jest wtedy, gdy modlimy się głównie o coś, z nadzieją, że nasza prośba zostanie wysłuchana. I gdy modlitwa w naszym rozumieniu jest "nieskuteczna", wtedy pojawiają się pomysły by jej zaprzestać. Mi najczęściej zdarza się, że nie mogę się modlić gdy poddaję się rozpaczy, albo, gdy robię coś nie tak - zaczynam się z Bogiem o mojego męża targować, gdzieś wewnętrznie pozwalam sobie na urazę do Boga, że "jeszcze" mnie nie wysłuchał, albo gdy próbuję Mu narzucić swoje pomysły i rozwiązania. Nawet, gdy nie robię tego tak w pełni świadomie, ale takie myśli i uczucia się we mnie pojawiają, od razu łapię blokadę w modlitwie - teraz już wiem, że ta blokada jest dla mnie sygnałem alarmowym, takim czujnikiem bezpieczeństwa, by spojrzeć w siebie i zobaczyć co ja tam znowu rozrabiam i co głupiego znowu robię.

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Bławatek » 24 lis 2020, 13:46

Ruto, pani terapeutka była świecka, ale jak nie widziała chęci po stronie męża to powiedziała, że nie będzie nas (głównie mnie oszukiwać) i zakończyliśmy. Mimo to uważam że akurat dobrze trafiliśmy bo pani była nastawiona pozytywnie do szukania pojednania, niestety zabrakło woli drugiej strony. Powiedziała na koniec to co ja ciągle przekazuję mężowi- dziecko potrzebuje konkretnej opieki obojga rodziców i systematyczności i że mąż nie może wykręcać się że nie ma czasu ani warunków bo powinien o jedno i drugie zadbać. Wiem, że do niego to nie trafi, ale może kiedyś wróci do tych słów.

Może coś , ktoś kiedyś wpłynie na mojego męża i innych małżonków forumowiczów i będzie nam dane odbudować relacje małżeńskie. Niestety na tą chwilę się nie da.

Burzo, będziesz mieć samotne święta, a może nie. Nie wiemy co się wydarzy jutro. Ale pamiętaj że nie zawsze mamy wpływ na wszystko czego doświadczamy co przeżywamy ale mamy wpływ jak dane sytuacje odbieramy i przeżywamy.

Pan Jezus urodził się w stajni, Maryi zapewne było wtedy ciężko, a i Józefowi pewnie też. Nie chcieli tego. A zobacz ile odwiedzin mieli, ile dobra się zadziałało. W samotności, ubóstwie. Wtedy Bóg najbardziej działa. Tylko trzeba dostrzec. Ja się staram tak żyć - szukam dobra i jasnych stron. Nawet teraz gdy mąż ciągle mówi 'nie kocham', ale ja kocham - Boga, siebie, dziecko, innych ludzi i męża też mimo że go nie rozumiem i mnie rani. Może na ten samotny czas przygotuj sobie zawczasu dobra książkę, płytę do posłuchania, film do zobaczenia. I nie myśl że czeka cię smutek, samotność w te dni. Tylko znajdź pozytywy. Jeśli boisz się być w tłumie podczas pandemii to może samotne odwiedzenia kościoła, pobycie przed Najświętszym Sakramentem albo stajenką. Wystarczy być. A często kościoły są puste i Bóg czeka aż ktoś go odwiedzi.

burza
Posty: 393
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 24 lis 2020, 19:03

Blawatku, Ruto dziękuję wam za odzew. I też słyszę od mojej rodziny bym już nie walczyła o męża i przekonywala go, tylko poddała się temu co Bóg szykuje dla mnie. A być może, wpłynie jakieś dobro.Ja za bardzo chce. I też zawsze było u mnie w tym życiu poukładane i to wszystko zostało zburzone. Co do świąt to tak będę sama.I powoli muszę się przyzwyczaić bo pewnie już tak będzie.Odnosnie modlitwy to pewnie mi się wydaje że, Bóg mnie nie słucha bo ciągle proszę o to samo. A Bóg działa po swojemu.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Maly1612 i 16 gości