małzeństwo nad przepaścią

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

burza
Posty: 368
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 17 cze 2018, 12:45

Jest mi tak ciężko, gdy widzę, że mąż ma wszystko gdzieś. Wzbiera we mnie wtedy złość i ta bezradność gdy wraca o północy z tej niby roboty i znów mu wykrzyczalam wspominając ta kobietę. On jakby nic, stoicki spokój, kiedyś mi powiedział, że wroga można pokonać milczeniem i tak robi.A ja nienawidzę tej ciszy i szkoda każdej chwili bo życie jest tak ulotne. Bardzo chciałbym cieszyć się z nim i córkę życiem mieć normalna rodzinę. Ja w tym wszystkim nie widzę żadnego światełka, ale liczę na jakiś cud, aby coś się ułożyło bo on nie chce tak po ludzku. A jedna strona nic nie moze sama. Ciągle mam pytanie dlaczego wycofał pozew i wrócił skoro to nadal trwa, nie dostałam odpowiedzi on milczy. Chyba wrócił, tylko do domu aby nie płacić za wynajem bo płaci kredyt za dom a powiedział, że córka go potrzebuje być może bo bardzo jest za nim,wierzę, że to Bóg go olsnil. Boże pomóż, uzdrow relacje.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1864
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: ozeasz » 17 cze 2018, 18:24

Burzo rozumiem że masz oczekiwania względem męża , jednak to są TWOJE OCZEKIWANIA , czy mamy wpływ na drugiego ,czy wolność nie jest jednym z największym darów po życiu które otrzymaliśmy ?

Nie piszę tu bez własnego doświadczenia ,które było podobne do Twojego ,i to nie była dobra postawa z mojej strony ,poświęcałem energię i czas na działania które nie miały oczekiwanego skutku ,a nawet gdyby się zrealizowały to nic w naszym małżeństwie by sie nie zmieniło , bo wrócilibyśmy do niego bez przepracowania kryzysotwórczych zachowań .

Wierzę że jest Ci ciężko ,wierzę że chcesz szczęśliwego życia z mężem i córką .... to zastanów sie na zimno ,bez emocji ,polegając na rozsądku ,czy te podkreślone przeze mnie zachowania , oceny , emocje przybliżają Cię do tego celu czy oddalają?
burza pisze:Jest mi tak ciężko, gdy widzę, że mąż ma wszystko gdzieś. Wzbiera we mnie wtedy złość i ta bezradność gdy wraca o północy z tej niby roboty i znów mu wykrzyczalam wspominając ta kobietę. On jakby nic, stoicki spokój, kiedyś mi powiedział, że wroga można pokonać milczeniem i tak robi.A ja nienawidzę tej ciszy i szkoda każdej chwili bo życie jest tak ulotne. Bardzo chciałbym cieszyć się z nim i córkę życiem mieć normalna rodzinę. Ja w tym wszystkim nie widzę żadnego światełka, ale liczę na jakiś cud, aby coś się ułożyło bo on nie chce tak po ludzku. A jedna strona nic nie moze sama. Ciągle mam pytanie dlaczego wycofał pozew i wrócił skoro to nadal trwa, nie dostałam odpowiedzi on milczy. Chyba wrócił, tylko do domu aby nie płacić za wynajem bo płaci kredyt za dom a powiedział, że córka go potrzebuje być może bo bardzo jest za nim,wierzę, że to Bóg go olsnil. Boże pomóż, uzdrow relacje.
Napisałaś że
szkoda każdej chwili bo życie jest tak ulotne.
no właśnie ,więc czy to konstruktywne działania krzyk ,złość ,nienawiść , nacisk na zmianę męża ,prośba zwrócona do Boga by męża zmieniał ?

Emocje wskazują na Twoje niezrealizowane potrzeby ,czy już wiesz jakie to potrzeby ? Czy w takim razie zastanowiłaś się jak mogą być zaspokojone w sposób uporządkowany ,bo obawiam sie że dopóki są one nieobecne ,będziesz reagować tak jak reagujesz .
Drugą właśnie sprawą jest wyciszanie siebie i szukanie sposobu na zmianę reakcji gdy Twoje potrzeby nie są realizowane ,przecież nie zmusisz drugiego człowieka do tego ,przypuszczam ze nawet tego nie chcesz ,więc tu widzę brak asertywności .

Trzecią sprawą są granice które warto sobie uświadomić ,bo ich przekraczanie przez innych pozbawia Cię wolności oraz poczucia bezpieczeństwa ,a wtedy mogą pojawić sie lęki i uprzedzenia .

Z własnego doświadczenia wiem że dopóki nie pogodzisz sie ze sobą wewnętrznie ,dopóki nie nauczysz sie funkcjonować samodzielnie, będąc szczęśliwą z samą sobą, dopóki nie nauczysz sie realizować siebie zgodnie z Bożym zamysłem oczywiście ,to będziesz chciała zapełniać te luki przez inne osoby i będziesz sama narażona na uzależnienie od innych ,oraz innych będziesz zmuszać do tego by to uczynili (zapełniali Twoje deficyty) .
Oczywiście należy modlić sie za współmałżonka ,czy nie lepiej jednak rozmawiać z Tatą jak Tobie jest trudno w tej sytuacji , i Jemu dać wolność w działaniu , zaufać Mu ,zarazem prosić o to by samej pozostać w bliskiej relacji z Nim która zapewni pokój ,poczucie bycia kochaną i ważną oraz wartościową ?
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

burza
Posty: 368
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 17 cze 2018, 23:07

Ozeaszu, to wszystko co napisałeś to prawda. Ja to wiem ale te moje emocje muszę nad nimi panować.Jest mi też ciężko bo jestem z dala od swojej rodziny i tylko kontakt telefoniczny. Wiadomo, że każdy ma dość słuchania tego samego na okrągło.I wtedy uciekam w modlitwę już, któraś z kolei nowenne pompejańską, kiedy już brak mi sił na to wszystko. Po drugie życie toczy się dalej i trzeba iść do przodu jest ciężko. Ciągle upadam ale podnosze się dla córki bo to sens mojego życia. Nie tak miało być być ale na tą chwilę jest i trzeba się pogodzić i cieszyć się tym co jest. ☺️

Czarek
Posty: 1226
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Czarek » 18 cze 2018, 19:26

burza pisze:
17 cze 2018, 23:07
Ja to wiem ale te moje emocje muszę nad nimi panować.Jest mi też ciężko bo jestem z dala od swojej rodziny i tylko kontakt telefoniczny. Wiadomo, że każdy ma dość słuchania tego samego na okrągło.I wtedy uciekam w modlitwę już, któraś z kolei nowenne pompejańską, kiedy już brak mi sił na to wszystko.
Burzo może pomoże Ci podzielenie się tymi emocjami z Bogiem na modlitwie i oddanie Mu ich.
On zawsze ma czas na wysłuchanie.

burza
Posty: 368
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 20 cze 2018, 20:44

Dziś się nie popisałam swoim spokojem.Rano usłyszałam,że mąż zabiera córkę na 2 dni bo ma wolne.Wściekłam się bo dziecko 6 letnie pyta się czy idę do pracy,bo jeśli nie to ona jedzie na Śląsk (do dziadków-teściów).Mąż po prostu nie chciał ze mną spędzać tych dni wolnych i uciekł.On ze mną nie rozmawia bo i o czym więc, poprzez córkę załatwia sprawy. Ja nie chciałam jej puścić bo więzi żadnych takich z dziadkami nie ma już od 3 lat,bardzo sporadycznie jak tam pojedzie. Po prostu chciała jechać z ojcem bo całymi dniami go nie widuje i ta rozłąka-tęsknota za ojcem, prawie roczna przerodziła się w wielka miłość do niego.I z mojej strony znów posypały się słowa obwiniające go za cała sytuację, atmosfera ciężka a on nic.Później chciałam dodzwonić się do swojej mamy nie mogłam, chciałam pogadać, a jak się dodzwoniłam to coś jej tam powiedziałam,że nikt nie ma czasu dla mnie (że chyba coś sobie zrobię i mam dość takiego życia) tak się zdenerwowała,zadzwoniła do mojego męża i go zwyzywała i powiedziała,ze przez niego tak szaleję a on na boku sobie używa.Później mąż dzwonił ale ja nie odbierałam.Bardzo tego żałuje co powiedziałam to głupia chwila(mam córkę) i nakręciłam spiralę a mama od zmysłów odchodziła.I moje myślenie że, świat kończy się na mężu,boję się najgorszego co było w tamtym roku.Proszę o modlitwę za mnie i moje małżeństwo.

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Angela » 20 cze 2018, 21:17

Burza, dobrze Cię rozumiem. Nic się nie zmienia, więc robimy histeryczne ruchy. Chcemy czasem zrobić cokolwiek, by się ruszyło. Ale jesteśmy dorośli, pewne ruchy należy wyrzucić z wachlarza działań. Np. wciągania dzieci w konflikt ( Mąż karygodnie zrobił z dziecka pośłańca, ale teraz jeżeli Ty zabronisz wyjazdu, dziecko odbierze to jako krzywdę. Chyba, że masz duże obiekcje co do dobra dziecka w związku z wyjazdem do dziadków). Również wyżalanie się mamie podsyca konflikt. Jednym z punktów listy Zerty jest ,,nie proś o pomoc członków rodziny" , nie są obiektywni.
Życzę Ci by Twoje emocje nie niszczyły resztek dobra w Twoim małżeństwie.
Dołączam modlitwę.

burza
Posty: 368
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 22 cze 2018, 13:12

Proszę o radę, bo nie wiem czy dobrze robię.chodzi mi o męża. Tak jak pisałam wcześniej płaci za dom kredyt i rachunki tylko tyle albo aż tyle i mieszka. Jest też dobrym kucharzem ale od powrotu nie wysilal się nawet z żeby coś ugotować. Oczywiście, ja to wszystko robiłam pralam i gotowalam jak zona. A od tego 23maja jak dowiedziałam się, że ten romans dalej trwa nie piorę i nie gotuję mu (natomiast on takie rzeczy też potrafi i robi to sam czyli pierze ) Nie śpimy też, że sobą od lutego, ponieważ wtedy
zadalam pytanie czy to trwa,bo coś znalazłam w aucie,jakas poduszkę walentynke. To podszedł
do mnie siedziałam na krześle przechylił je a ja upadła i uderzyła się o krawędź stolika i miałam pęknięta zuchwe ale jest już ok. Praktycznie się nie widzimy on tylko środę i czwartek ma wolne a wtedy gdzieś ucieka ode mnie,zabiera córkę tak jak ostatnio. I mam takie pytanie może,głupie czy powinnam mu prac i gotować i tak z tą kobietą walczyć o męża (bo oni razem pracuja) A ja go kocham, chce ratować. Napiszcie proszę ,potrzebuje rady!

jacek-sychar
Posty: 6477
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: jacek-sychar » 22 cze 2018, 13:42

Jak dla mnie, to gdybym był na miejscu Twojego męża, to gdybyś prała i gotowała, to uznałbym to za akceptację swojego postępowania.
Ale to jest tylko moje odczucie.

Amica

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Amica » 22 cze 2018, 14:07

Za tę akcję na krześle, powinien mieć założoną niebieską kartę.

Gdyby np. jakiś obcy człowiek zrobił to Twojemu dziecku - machnęłabyś ręką? Dlaczego więc machnęłaś wtedy, kiedy chodzi o Ciebie? Jesteś mniej ważna? Ciebie można poniżać i narażać na utratę zdrowia? "Pęknięta żuchwa, ale już jest ok." Czy Ty czytasz siebie?

Twój mąż Cię zdradza, lekceważy, naraża Twoje zdrowie. A Ty pytasz, czy mu gotować?

Burzo... Czego innego powinny dotyczyć Twoje pytania, na pewno nie o to, czy "walczyć o męża". Przynajmniej na ten moment...

burza
Posty: 368
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 22 cze 2018, 14:30

Nie wiem czemu tak zareagował, jest ogólnie taka cicha woda.Jak się zapytałam dlaczego tak mi zrobił , powiedział, że mnie palcem nie tknal, tylko sama spadlam Nie pije,nigdy nie widziałam go pijanego nie awanturuje się wcześniej dałabym za niego obciąć rękę i zostałaby bez. A co do pytania o domowe obowiązki dziękuję za wasze odpowiedzi. Zadałam je na forum, ponieważ kuzynka powiedziała, że nie stwarzam mu ciepłego domu z obiadem i prania i do czego on ma wracać?

Amica

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Amica » 22 cze 2018, 15:16

burza pisze:
22 cze 2018, 14:30
Nie wiem czemu tak zareagował,
Burzko, a jakbyś wiedziała, to by zmieniało sytuację?
Nie ma usprawiedliwienia dla przemocy i doprawdy nie jest istotne, jaki miał powód ktoś, aby skrzywdzić drugą osobę. Nie ma żadnego powodu do przemocy poza tym, że ktoś ma problem z sobą samym.

Czy kuzynka żyje z Wami w małżeństwie? Czy przed zdradą nie gotowałaś i nie zajmowałaś się domem? Czy brak zajmowania się domem upośledza kobietę i sprawia, że można ją opuścić? Czy Twój mąż na przysiędze w kościele powiedział: "oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci, no chyba że przestaniesz gotować i robić ciepły dom"?

Wykazujesz objawy osoby współuzależnionej. Ktoś - mąż - czyni zło, a Ty szukasz w sobie przyczyn. Najpierw, że może miał powód, by Cię przewrócić z krzesłem (tylko nie znasz tego powodu), a potem, że zdradził i opuszczał - bo czegoś tak nie robisz.

To nie tak...

burza
Posty: 368
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 23 cze 2018, 18:05

Boże jak mi ciężko.Cały czas szturmuje niebo modlitwami,wiem też to ,że to nie koncert życzeń.Mąż do mnie nie odzywa się od czasu kiedy jak to powiedziałok 1,5tyg temu,że się określił i powiedział,że nie obchodzę go a ja to zrozumiałam tak; (kocham ją a nie ciebie).I kiedy zapytałam się jak z naszą rodziną odpowiedział,że jestem tylko matką jego dziecka.Praktycznie nie widzimy się on śpi w salonie na dole ja na górze w sypialni.Rano wyjeżdża do pracy, ale jeszcze wcześniej przychodzą smsy na jego telefon ok 6.30.Wraca ok 23.30 lub później.Celowo by się ze mną nie widzieć,bo ucieka.Od poniedziałku ma urlop wyjeżdża do ojców z córką na początku roku były inne nasze plany ,również w tym czasie obchodzi 40-te urodziny (ten nieszczęsny kryzys wieku średniego),który trwa już 3 lata.Ja też,teraz musiałam sobie zorganizować jakiś niestety , plan i wyjeżdżam tydzień ,później nad morze, chociaż nie mam na to siły tak mi życie ponownie zawirowało.Czy ktoś może mnie pocieszyć,że zdarzają się przypadki taki jak mój uratowania małżeństwa kiedy był już rozpad,rozstanie pozew rozwodowy w sądzie ,wycofanie ,powrót i znów po pół roku kryzys bo cały czas jest ta kobieta (z większym lub mniejszym natężeniem to trwa)Jak ja mam z tym walczyć wiem,że nie mogę się narzucać ,osaczać i nic oczekiwać bo cały czas jestem w tym gorszym świetle.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1864
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: ozeasz » 23 cze 2018, 21:12

burza pisze:A ja go kocham, chce ratować. Napiszcie proszę ,potrzebuje rady!

Czytając to co napisałaś Burzo , odczytuję to jako wołanie : to ja chcę być ,czuć się kochana przez męża ….jak sprawić żeby znów Mnie pokochał ….nie wiem czy tak jest ,tak ja to widzę ,zastanów się czy tak może być .....

burza pisze:Boże jak mi ciężko.
Wierzę ,sam tak miałem ,teraz sporadycznie ,jest to jednak pewien etap który trzeba przeżyć , przepracować ,konstruktywnie wykorzystać rozpoznając swoje braki , słabości , może ustawić na nowo swą orientację ,tzn. przekierować skupienie z męża na Miłość , Miłość która prawdopodobnie nie jest kochana …..Bo gdyby była ,ten dramat byłby tylko epizodem , w historii wielkiej miłości Boga Ojca do Ciebie , bolesnym co prawda , ale w odniesieniu do relacji z Bogiem , tylko epizodem …..tak było u mnie, to znaczy zrozumiałem to po jakimś czasie ,czy tak jest u Ciebie , odpowiedź jest ważna przede wszystkim dla Ciebie ...
burza pisze:Cały czas szturmuje niebo modlitwami,wiem też to ,że to nie koncert życzeń.
No właśnie Burzo , pamiętam ze swojego okresu w którym wydawało mi sie że ratuję swoje małżeństwo ,a robiłem właśnie wszystko co tylko możliwe , poruszyłbym Niebo i ziemię ,żeby co ? Żeby żona wróciła do mnie …
Wydaje mi sie dzisiaj że jest to stan analogiczny do zakochania ,rzeczywistość skrzeczy ,a ja widzę że jeśli żona wróci będzie cudownie i to jedynie mi wystarczy .

Dziś zapytałbym jaka żona ,jaki ja ,czy łaska kryzysu otwarła mi oczy na prawdę o sobie ,prawdę o Niej ,naszym związku ,o tym jaki on jest w oczach Taty ?


Burzo jesteś pewna że chcesz powrotu do męża który się tak zachowuje ,czy jesteś pewna że sama coś w sobie zobaczyłaś ,zmieniłaś ?


Czy samo to wołanie nie jest właśnie wołaniem o to ,by być kochaną ,by nie być samotną , czy to nie myśl , że to życie będzie teraz puste ,bolesne ,czarno -białe , nudne ,bez miłości ?

Chcę Ci powiedzieć że właśnie teraz jest szansa na to, by to życie stało się prawdziwe , by zostało odarte z wszelkiej ułudy ,fałszu ,fikcji, nieprawdy ,masek itp.


Lata temu w modlitwie ,wołając do Boga ,żaląc się ,płacząc ,jęcząc przed Nim wylewając cały swój ból, cierpienie , wręcz wyrzucając Mu to że to mnie/nas to spotkało ,kiedy już ucichło we mnie ,w sercu to zawodzenie … rozpoczął sie dialog którego efektem było właśnie to co opisałem Ci wyżej , zrozumiałem że to szansa dla mnie/nas na nowe życie ,życie w prawdzie , prawdziwe życie ,koniec końców zacząłem dziękować za to co mnie spotyka ,za kryzys , dziękując za łaskę kryzysu w Naszym życiu ...


burza pisze:Czy ktoś może mnie pocieszyć,że zdarzają się przypadki taki jak mój uratowania małżeństwa kiedy był już rozpad , rozstanie pozew rozwodowy w sądzie ,wycofanie ,powrót i znów po pół roku kryzys bo cały czas jest ta kobieta (z większym lub mniejszym natężeniem to trwa)Jak ja mam z tym walczyć wiem , że nie mogę się narzucać ,osaczać i nic oczekiwać bo cały czas jestem w tym gorszym świetle.
To co piszesz wydaje mi się potwierdza co wyżej napisałem , w dodatku jak na dłoni widać że i jak pisała Ci Amica ,nie ma tu Ciebie , Ty się nie liczysz ,przyjmiesz każdą propozycje by tak sie stało .....ważne żeby wrócił ,a wszystko będzie dobrze ....
Myślę że nie będzie ,bo jeśłi nie zaczniesz szukać siebie ,to i mąż Cię nie "znajdzie" , odnajdź Swą tożsamość jako córki Króla ,kobiety wolnej ,godnej i umiejącej cieszyć sie życiem , radosnej , wartościowej , i jedynej w swoim rodzaju ,szczęśliwej ,silnej miłością Ojca.... naprawdę taka możesz być tylko czerpiąc w relacji z Bogiem ,wtedy nie tylko siebie zobaczysz w nowym świetle ,ale i męża ,Wasz związek ...czego Tobie/Wam z całego serca życzę ...
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Angela » 24 cze 2018, 0:52

Burzo, rozumiem Cię.
Ciężko jest realizować forumową radę ,,zajmij się sobą", gdy małżonek nadal mieszka z nami. Widzę to po sobie i wpisach innych forumowiczów. Gdy się wyprowadza jest początkowo szok, ale później przychodzi wyciszenie.
Póki cień małżonka pada na nas w przelocie, łapiemy się każdego okrucha dawnej bliskości. Wydaje się, że przecież tak niewiele potrzeba, aby małżonek przypomniał sobie o nas i o najlepszych chwilach z nami, skoro my o nich pamiętamy. Trafnie Ozeasz przyrównał ten etap do powtórnego zakochania.
Wyłącza się racjonalne myślenie i tylko rozpamiętywanie tego co było i co straciliśmy. Żal, że się nie doceniało tego czasu, gdy wydawoło się, że jest dobrze. Ja wtedy czuję jak bezproduktywnie przecieka mi czas na rozpamiętywaniu strat, na rozpaczy.
Wtedy muszę na siłę przypominać sobie ile już krzywdy wyrządził mi mąż, że już coraz łatwiej przychodzą mu raniące słowa, że z każdym dniem jest dalej. I uświadamiam sobie, że jeżeli wcześniej mnie nie zauważył, to nie stanie to się teraz. A proces się będzie pogłębiał, póki mężowi będzie dobrze w nowej sytuacji beze mnie. Nie życzę mu nic złego, ale musi z jakiegoś powodu poczuć się niekomfortowo. A na to nie mam żadnego wpływu. Z pewnością nie będą to awantury. One utwierdzają męża w obranym kierunku.
Kiedy pozbywam się tej naiwnej nadziei, a chwytam się Bożej nadziei, że może właśnie odwrotnie do moich oczekiwań ma moje życie się potoczyć i to ma być ta lepsza opcja, wtedy dopiero jestem w stanie zająć się sobą. Jestem w stanie zadbać o siebie fizycznie i emocjonalnie. Posłuchać muzyki, poczytać, pójść na spacer. Możliwe jest to, bo dziećmi zajmujemy się na zmianę, żeby nie wchodzić sobie w drogę, i by dzieci nie były świadkami spięć między nami.

burza
Posty: 368
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 24 cze 2018, 8:02

U mnie jest trochę inaczej co do opieki nad córka. Ja pracuje 2tyg w miesiącu i w tym czasie przychodzi opiekunka.On oczywiście za nią płaci. Niestety, moje zarobki są małe niestety niestac, by mnie było opłacić kredyt i opiekunkę. Mąż tylko zajmuje się w środę i czwartek. Praktycznie cały czas siedzimy w domu same bo wcześniej było normalnie a tak jest od 3lat z przerwą roczną kiedy, nas zostawił.Dlaczego wrócił nie wiem? skoro, sytuacja podobna z przed 2lat. Tak jakby to sobie zaplanował i któregoś dnia powiedział mi, że dziecko może wychować, sugerując, że może odejde. Ja jestem, bardzo świadoma swych wyborów życiowych. Coś w tej głowie, sobie ułożył nie wiem, o co chodzi czy z tą kobietą (ona ma syna na Ukrainie ok 8lat).Ja jestem matką i tu jest mój dom. A kiedy wrócił, do domu to powiedział tak, że dość przyjazdów mojej rodziny konkretnie mojej mamy (a ona przyjeżdża, bo nie miał kto siedzieć z dzieckiem a jego to nie obchodziło wcale) a jeśli, przyjadą to jego nie będzie. I cały ten rok nikt do mnie nie przyjechał bo bałam się, żeby się nie wyprowadził.Gdzies, zawiodłam na którejś lini jak urodziła się córka to zapomniałam o nim. I za to mam płacić całe życie?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości