małzeństwo nad przepaścią

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

twardy
Posty: 1778
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: twardy » 20 lis 2018, 18:39

Ukasz pisze:
20 lis 2018, 18:37
40 dni kryzysu? Wystarczy tyle wytrwać i już ma być dobrze?
A kto powiedział, że po 40 dniach trzeba przestać? ;) :D

Lawendowa
Posty: 4210
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Lawendowa » 20 lis 2018, 18:51

Ukasz pisze:
20 lis 2018, 18:37
Pewnie to tylko przeoczenie, ale i tak bardzo razi: słowo "Ukrainka" trzeba pisać z dużej litery.
W tym przypadku ukrainka = kowalska...
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

burza
Posty: 417
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 20 lis 2018, 19:25

Ukasz to nie przeoczenie bo dla mnie ukrainka =kowalska. I nie mam zamiaru jej holdowac z dużej litery. To, ktoś kto uwiodl mi męża i oczywiście odpowiem na waszą odpowiedź, jak by nie chciał to by nie zrobił. Zgadza się. No cóż, ale nie można gdybac co by było gdyby. To stało się ponieważ, chciał i zrobił to świadomie bo zakochał się ie. Tylko tyle, że nie ma szans na uratowanie.

Ukasz

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Ukasz » 20 lis 2018, 22:40

Pisząc w ten sposób nie obrażasz tamtej kowalskiej, tylko Ukraińców i Ukrainki. Wyobraźcie sobie, że na podobnym forum piszą tak o jakiejś Polce: z małej litery, bo to kochanka. Mnie by to bolało, odnosiłbym to do Polek i Polaków, a nie do tamtej osoby.
Piszemy o "kowalskich" z małej litery, żeby ich odróżnić od prawdziwych Kowalskich, od osób noszących takie nazwisko. Takie określenie zostało przyjęte na forum właśnie po to, żeby nie było dla nikogo obraźliwe. Tu jest działanie dokładnie przeciwne: wybierasz taką formę, żeby wyrazić pogardę. To nie jest dobre. Sądzę wręcz, że w tej sytuacji powinna zainterweniować moderacja, ponieważ jest to złamanie punktu 10. Regulaminu:
Nie akceptujemy zachowań świadczących o braku szacunku do kogoś
burza pisze:
20 lis 2018, 19:25
Tylko tyle, że nie ma szans na uratowanie.
Powtarzając to kwestionujesz wszechmoc Bożą i podstawowy charyzmat wspólnoty: każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania. Mówiąc inaczej: to po prostu nieprawda, którą uparcie wmawiasz sobie i przy okazji innym. Po co?
To też nie jest dobre.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9578
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Nirwanna » 20 lis 2018, 22:49

Piszemy o "kowalskich" z małej litery, żeby ich odróżnić od prawdziwych Kowalskich, od osób noszących takie nazwisko. Takie określenie zostało przyjęte na forum właśnie po to, żeby nie było dla nikogo obraźliwe. Tu jest działanie dokładnie przeciwne: wybierasz taką formę, żeby wyrazić pogardę. To nie jest dobre. Sądzę wręcz, że w tej sytuacji powinna zainterweniować moderacja, ponieważ jest to złamanie punktu 10. Regulaminu:
Nie akceptujemy zachowań świadczących o braku szacunku do kogoś
Rzeczywiście dokładnie taka idea przyświecała nam na forum, gdy wprowadzaliśmy określenie "kowalski/kowalska".
Jednak interwencje moderacji i ich skala są również uzależnione od intencji piszącego, czasem z lepszym skutkiem jest cierpliwe wytłumaczenie istoty błędów, i zachęcenie do postawy miłości bliźniego (przy niewątpliwie przeżywanym bólu).
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

burza
Posty: 417
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 22 lis 2018, 21:47

Już, tyle czasu minęło od tego feralnego lutego, że trzeba z wszystkimi się pogodzić po prostu. I kiedy , słyszy się coś takiego, gdy własny mąż, rozmawia przez tel z kimś z jego rodziny i ktoś się pyta o mnie . A nagle dochodzi fragment, rozmowy " że nigdy w życiu " nie będzie nas, naszego małżeństwa To bardzo boli, człowiek traci nadzieję i wiarę, choć gdzieś jeszcze się tli.... we mnie.

Ukasz

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Ukasz » 22 lis 2018, 23:23

Tak, pewnie w tej chwili nie możesz nic zrobić i nie możesz liczyć na jego powrót. Rzeczywiście warto to sobie uświadomić, z tym się pogodzić, na to przygotować. W tej sytuacji tym piękniejsze, że w Tobie się jeszcze tli. I jest jeszcze Ktoś, kto nie zagasi knotka o nikłym płomyku (Iz 42, 3), a bez Jego woli nic się nie stanie.

burza
Posty: 417
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 23 lis 2018, 9:59

Tak,tli się ale ja Nic nie mogę?i wiem, że może przyjść straszna, wichura i zgasł ten knotek. To nie tylko słowa w moją stronę ale i brak uczynków ze strony męża. Zwykle kupienie do domu czegoś ciężkiego, kiedy ja nie mam siły zwyczajnie, bo jestem drobnej postury, dźwigać w ręku. A on ma samochód ale zawsze jest słowo NIE. Nie proszę, bo i tak to nic nie uzyskam w chwili obecnej, tak zmieniony . (U niego jest tak, kiedy jeszcze mnie kochał wystarczyło moje słowo i było zrobione). Czasem jestem już tak bezradna, że tylko usiądź i płakać a to i tak to nic nie da. I trzeba się ogarnąć i dalej dźwigać ten krzyż samej, przez bardzo wyboista, kamienna drogę i wtedy mówię dam radę ☺️Wiem, że Bóg jest i widzi to i kiedyś to się odmieni,przeciez nie może być cały czas źle.

s zona
Posty: 3469
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: s zona » 23 lis 2018, 11:01

burza pisze:
23 lis 2018, 9:59
Tak,tli się ale ja Nic nie mogę?i wiem, że może przyjść straszna, wichura i zgasł ten knotek. To nie tylko słowa w moją stronę ale i brak uczynków ze strony męża. Zwykle kupienie do domu czegoś ciężkiego, kiedy ja nie mam siły zwyczajnie, bo jestem drobnej postury, dźwigać w ręku. A on ma samochód ale zawsze jest słowo NIE. Nie proszę, bo i tak to nic nie uzyskam w chwili obecnej, tak zmieniony . (U niego jest tak, kiedy jeszcze mnie kochał wystarczyło moje słowo i było zrobione). Czasem jestem już tak bezradna, że tylko usiądź i płakać a to i tak to nic nie da. I trzeba się ogarnąć i dalej dźwigać ten krzyż samej, przez bardzo wyboista, kamienna drogę i wtedy mówię dam radę ☺️Wiem, że Bóg jest i widzi to i kiedyś to się odmieni,przeciez nie może być cały czas źle.
Burzo ,
wydaje mi sie, a wlasciwie jestem pewna , ze ten knotek bedzie sie tlil, az do smierci jednego ze wspolmalzonkow.
I ja sie tego trzymam :)

A co do zakupow - samochod jest wspolny, nie macie rozdzielczosci ,czy cos przeoczylam - moze warto po prostu wziasc kluczyki i jechac na zakupy sama ..prawo jazdy masz , a mozesz wybrac taka godzine ,kiedy ruch jest najmniejszy ..
Burzo ,nie chce sie wymadrzac - ostatnio tez sie zamotalam - ale osobiscie bezradnosc zostawiam sobie na takie sprawy ,na ktore nie moge niewiele poradzic lub jeszcze nie widze tego jak .. zakupy na pewno do nich nie naleza ..

Wczoraj dostalam od " Dobrej duszy " z forum , link do metytacji ....
polecam medytacje u Jezuitów, wersje z lektorem dla niesłyszących. W łóżku przed snem słucham https://www.youtube.com/channel/UCqn1lb ... OGLEc1YGwQ

burza
Posty: 417
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 23 lis 2018, 20:30

Widocznie, tak ma być i wszystko jest po coś.

lena101
Posty: 146
Rejestracja: 24 lut 2018, 22:28
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: lena101 » 23 lis 2018, 20:32

moze warto po prostu wziasc kluczyki i jechac na zakupy sama ..prawo jazdy masz , a mozesz wybrac taka godzine ,kiedy ruch jest najmniejszy ..
Wiem,że jest to trudne, szczególnie wtedy, gdy niesie się cały świat na swoich barkach. Ja miałam opanowane 2 trasy, nigdzie dalej nie jeździłam, zawsze wszystko z mężem. I nagle .. bach. Zostałam sama z tysiącem rzeczy, które nie wiem do czego służą lub jak ich używać. Ja , kierowca, który zrobił najdalszą trasę 30 km...pokonałam 1200 km w jedną stronę! Nie dość,że zajechałam, to jeszcze wróciłam:)
Czasem jestem już tak bezradna, że tylko usiądź i płakać a to i tak to nic nie da. I trzeba się ogarnąć i dalej dźwigać ten krzyż samej
Też dużo beczę, jest mi ciężko.

A z zakupami jak sobie radzę:staram się je robić cześciej, by siatki nie były duże (też jestem drobna)
Mont Everest przed nami. Pozdrawiam serdecznie.

Ukasz

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Ukasz » 23 lis 2018, 22:50

Może to Cię trochę rozbawi - jak ja sobie radzę po tym, jak żona mnie zostawiła mieszkając wciąż ze mną pod jednym dachem.
Mieliśmy wspólny samochód, ale korzystała z niego głównie ona, ja na co dzień dojeżdżałem do pracy rowerem. Postanowiła kupić nową, droższą brykę i ja się sprzeciwiłem. Odtąd samochód, choć kupiony za wspólne wciąż pieniądze, był już tylko jej. Naprawiałem w domu drzwi i zamówiłem ze sklepu niewłaściwe skrzydło - trzeba było je wymienić. Czy mogę raz skorzystać z samochodu? Nie. Pojechałem do sklepu rowerem, jakoś umówiłem transport tak, żeby być na odpowiednią godzinę w domu i dokonać wymiany na miejscu. Innym razem budowałem szopę, musiałem kupić duże płyty ze sklejki, sklep oddalony o kilkanaście kilometrów. Pojechałem rowerem, na miejscu załatwiłem transport, rower wrócił na pace, ja w szoferce. Potem budowałem kawałek drogi... Wciąż pamiętam to zdziwione spojrzenie kierowcy ciężarówki, gdy się okazało, że po towar przyjechałem autobusem, a nie samochodem. Jak kupowałem kilka rzeczy do drobnych prac remontowych, m.in 3-metrową belkę, to złapałem gumę w drodze powrotnej i ostatnie kilka kilometrów prowadziłem rower jedną ręką, a dechę niosłem w drugiej. Teraz buduję od zera łazienkę - nic nie mogę przywieźć sam, codziennie muszę być w pracy, a godziny kuriera nie da się wcześniej ustalić. Jestem już na finiszu, udało się.
Dasz radę. Zakupy i przejazdy to w sumie drobiazg. Odzyskać miłość współmałżonka - to jest trudne zadanie. A prawdziwe wyzwanie - to zmienić siebie. Dopiero tu się zaczynają prawdziwe schody. I też dasz radę.

burza
Posty: 417
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 25 lis 2018, 22:53

Jak kiedyś jeszcze rok temu, kiedy wrócił po tych 9miesiacach pragnelam aby kończył ta robotę normalnie czyli tak po 22:00.To nie, wracał ok. 24:00 . Teraz, kiedy jest między nami beznadziejnie a raczej już nic nie ma, przyjeżdża właśnie 22:00, nie jest to dobre bo ja nie czuje się swobodnie we własnym domu jak lokator on dla mnie,po tych sytuacjach niemilych. To nie oznacza, że tam jest źle a wręcz przeciwnie sielanka bo kiedy się nie widzą(bo robią teraz w 2 różnych knajpach tego wlasciciela) to jest viber messenger kontakt telefoniczny. Za miesiąc święta nie wyobrażam sobie tego, mam nadzieję, że pojedzie do teściowej (ta która popiera) a ja zostanę z córką, on też pewnie tak czuję.Po drugie, kochanka na to nie pozwoli by został w domu. Już nie chcę takiej zepsutej wersji męża. Nie wiem jak to będzie.

Pustelnik

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Pustelnik » 26 lis 2018, 12:27

"Odzyskać miłość współmałżonka - to jest trudne zadanie"

Ukaszu,
zastanowiło mnie to Twoje zdanie...
Z tego co wiem (czytalem tylko pare Twoich postów, ponadto pamięć mam taką a nie inną, mogę się mylić) , wg mojego "słownictwa"/stylu myslenia: "połowicznie" (i na własne jej życzenie) opuściła Cię Żona, weszła w stan dziwnej (żeby nie powiedzieć"groteskowej" separacji), traktuje Cię jak powietrze lub zlośliwie, unika kontaku zTobą, JEST W STANIE PERMANENTNEGO FOCHA (???).
Jesli coś mocno przekłamalem, lub czujesz się urazony, to przepraszam, i mozesz też skorygować moje kumanie ...

Wraca do rozkminienia (bynajmniej tego próby) TWOJEGO ZADANIA.
rozumiem, ze jestes (poczuwasz sie) za coś odpowiedzialny, nie wiem (w ogole tego nie rozumiem) za co ...
Kto Ci nadał to zadanie ? Sam sobie ? Na jakiej podstawie ?
"ODZYSKAĆ MIŁOŚĆ" - czy chcesz powrotu tego co bylo "kiedyś tam", naprawdę? Uważasz to za dobre/wskazane/realne ... ? Co rozumiesz przez slowo Miłość ? Czy zgadzasz się na (b.prawdopodobną) ewentualność, że Twoja definicja milosci moze znacznie (i już ... do konca) róznić się od definicji tejże Twojej Malzonki ? Co Ty na to ?

Jakie to "zadanie" ma chierarchię w Twoim życiu ?
Jak uzasadnisz swoje zadanie ewangelicznie ?
Co "Cię NAKRĘCA" ??? do tego zadania ?
W znaczeniu - motywuje, uzyłem słowa jakim "myślę" w swojej podepresyjnej glowie, jak wolisz "politycznopoorawne" slowa: motywacja, oczekiwania, pragnienia, marzenia, to proszę :-) podmień sobie moj termin: "nakręcanie się".

Pogody Ducha Tobie i potencjalnym Czytelnikom !

burza
Posty: 417
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 29 lis 2018, 20:04

Ta miłość współmałżonka nie wiadomo czy ja odzyskam.? Jeśli 2lata minęły, a romans dalej trwa mąż w euforii. A telefon aż gorący od jego czatow w aplikacji viber.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Caliope, Pavel, stokrotka77, wigton i 23 gości