zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Kate81
Posty: 72
Rejestracja: 06 sty 2018, 9:40
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Kate81 » 08 cze 2018, 8:23

Tolu, brzmi to trochę strasznie... czyli dziecko moze być mulatem, tak? Cóż, w takiej sytuacji zrób czym prędzej badania na ojcostwo. Z tego co wiem można to zrobić w ciąży, nie wiem czy to nie jest inwazyjne dla dziecka co prawda, ale jestem pewna że nie tak bardzo inwazyjne jak ciężki stres matki w trakcie ciąży oraz być może wychowywania się bez ojca.
Sądzę że to musisz zrobić jako pierwsze - mieć pewność.

Wiedźmin

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Wiedźmin » 08 cze 2018, 8:46

Angela pisze:
08 cze 2018, 0:51
[...]
Nie jestem uprawniona i nie jest w zwyczaju tego forum dawać gotowe recepty, bo konsekwencje decyzji ponosi proszący o radę i jego rodzina. Piszę tylko jak było w mojej rodzinie. Ojciec był pamiętliwy i często wypominał mamie dawne drobiazgi. Zdrady by nie darował ( pamiętam jego komentarze na tamat podobnych przypadków wśród znajomych). Gdyby nawet nie odszedł, to poniżałby mamę do końca życia ,a my z siostrą musiałybyśmy na to patrzeć. [...]
Angela - wiele osób z nas zawierając związek małżeński... nie wyobrażało sobie, że zdradzę można ... jak to piszesz "darować".
Życie jednak weryfikuje często szybko i dość brutalnie nasze wyobrażenia.

Zdrada sama w sobie - na pewno nie jest czymś dobrym - ... jednak kryzys jako taki... może być - dla mnie (choć minęło naprawdę niewiele czasu) ... już teraz widzę, jak bardzo był motywujący do pracy nas sobą i nad własnym rozwojem.

Ja jestem mimo wszystko zwolennikiem prawdy - ale każdy z nas jest inny - co innego jest ważne dla mnie, co innego dla mojej żony, a jeszcze co innego dla Ciebie.

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Jonasz » 08 cze 2018, 14:26

Amica dziękuję za Twoje słowa . Jako mężczyzna.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Angela
Posty: 472
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Angela » 08 cze 2018, 15:18

Amica pisze:
08 cze 2018, 8:22
każdy mężczyzna ma prawo do tego, by wiedzieć, ile ma dzieci i wtedy zadecydować, że chce się być ojcem z wyboru. Oczywiście, wyjdzie wtedy na jaw zdrada - no ale inaczej się nie godzi. Takie jest moje zdanie...
Zgadzam się, jeżeli chodzi o powiność w stosunku do męża. Zatajenie jest złem.
Ale w punktu widzenia starszych dzieci, jeżeli są w małżeństwie, sytuacja już nie jest taka oczywista. Ja jestem wdzięczna mamie (oczywiście nie za zdradę ojca, był to ból i trud przebaczenia) ale za to, by nie dopuściła, by przez moje życie przetoczyła się burza. Miałam wtedy 5 lat. Dla mnie jest to oczywisty przypadek mniejszego zła.

prof
Posty: 2
Rejestracja: 07 cze 2018, 23:46
Płeć: Mężczyzna

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: prof » 08 cze 2018, 18:42

nie wytrzymałem i się zalogowałem chociaż od 6 miesięcy tylko czytam na takich portalach perypetie innych ludzi. Ale do setna sprawy może moja historia pomoże podjąć Ci decyzje. Byliśmy zwykłym małżeństwem były kłótnie i miłość ( małżonka od 4 lat nie żyje ) mam 2 synów no właśnie czy 2 ??? Po śmierci niedawno teściowej kolejny ale już małżonek szwagierki w pełnym żalu monologu o to że mieszkanie w spadku dostał starszy syn uraczył mnie monologiem na różne tematy stawiający mnie w złym świetle a że jest notorycznym krętaczem i kłamcą nie przerywałem potoku słów które w większości są kłamstewkami . Podczas niego padło zdanie mniej więcej takie : czemu tak jesteś za ---- przecież to nie twój syn tak mówiła mama mi ( czyli teściowa ) i jeszcze ciebie ciągle zdradzała. Czułem się otumaniony , pozwoliłem mu skończyć monolog i się rozłączyć i się zaczęło moje piekło = teściowa nie żyje jak i żona więc nie można tego zweryfikować , różnie było miedzy nami ale wypowiedzi i stosunek do zdradzania według zmarłej małżonki był jednoznaczny, nigdy mi nie powiedziała o zdradzie chociaż z uwagi na długi okres bez pracy gdyż ja dużo dorabiałem kosztem nieobecności a dziećmi zajmowała się cały czas żona nawet do przedszkola krótko chodziły. Po 15 latach praca w Hiszpanii i Holandii po 3 mieś max mogła wytworzyć się sytuacja do zdrady małżeńskiej ale tu rozmowy częste nie dawały mi nawet śladu podejrzenia. Całości dodaje fakt że syn ten jest nie za bardzo podobny do mnie raczej cała mama a spłodzenie jego jak to żartowałem odbyło się prawidłowo w noc poślubną , jest trzydiestoparolatkiem z 2 swoich dzieci. Wiem jak to zweryfikować wystarczy sprawdzić testowo DNA ale jak pobrać materiał DNA od syna , nie wyobrażam sobie nawet rozpocząć : wiesz podejrzewam że nie jesteś moim synem więc ..... . Nie mogę mu zburzyć poukładanego życia , zachwiać w uczciwość matki wiem jaki to ból . Gdy uporałem się w rozpaczy po śmierci żony parszywa gnida doprowadza mnie znowu do 4 godzinnego snu, straty wagi , otępienia itp. Długo nie wytrzymam i zdobędę tą próbkę nie po to by on wiedział ale by oczyścić wobec mnie żonę, pokazać rodzinie ( mam nagranie o którym na początku poinformowałem ) sąsiadom jego. A co jeżeli to prawda ??? chyba się załamie , na pewno powiem wszystkim że po śmierci nie chcę spocząć w grobowcu gdzie spoczywa.Zdrada z ciążą i oszustwem świadczyłaby o zdradzie najgorszej z zdrad , oszukiwaniem przez całe 30 paroletnie życie , braku jakiegokolwiek szacunku , empatii do mojej osoby a co dopiero miłości i braku potomka mojego a nie męskiej szmaty. Skończe bo mam znowu nerwy.
Masz czasu trochę zastanów się co robić, może po porodzie zorganizuj tak żeby zamieszkać od razu z rodzicami pod pretekstem pomocy w opiece nad maleństwem i natychmiast test DNA z kochankiem ( musisz mu wyjaśnić sytuacje by nie stchórzył ) a potem już wiesz swoimi czynami i życiem usilnie przepraszać i przepraszać no chyba że okaże się kochanka to też wiesz co zrobisz.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8962
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Nirwanna » 09 cze 2018, 17:17

prof pisze:
08 cze 2018, 18:42
Masz czasu trochę zastanów się co robić, może po porodzie zorganizuj tak żeby zamieszkać od razu z rodzicami pod pretekstem pomocy w opiece nad maleństwem i natychmiast test DNA z kochankiem ( musisz mu wyjaśnić sytuacje by nie stchórzył ) a potem już wiesz swoimi czynami i życiem usilnie przepraszać i przepraszać no chyba że okaże się kochanka to też wiesz co zrobisz.
Witaj, prof u nas na forum. Dziękujemy, że podzieliłeś się z nami historią swojego życia i tymi trudnościami które obecnie przeżywasz. Wierzę, że Pan Bóg Cię przeprowadzi przez to ręką mocną i pewną, tak aby w Twoim życiu objawiło się Jego Dobro.
Chcę się jednak odnieść do tego, co wytłuściłeś. Na naszym forum i w naszej wspólnocie nie dajemy rad. To co uważasz za najlepsze dla Ciebie i drugiego człowieka, w tej innej sytuacji może całkiem się nie sprawdzić. To Pan Bóg widzi życie człowieka w jego pełni od narodzin do śmierci i wszystkie konsekwencje decyzji tego człowieka... dlatego to z Nim trzeba konsultować decyzje, zwłaszcza dotyczące tak trudnych spraw. Bo konsekwencje mogą być bardzo poważne.
Tola, wczytaj się uważnie w doświadczenie ludzi dzielących się, ale pamiętaj, że wszelkie konsekwencje poniesiesz Ty i Twoja rodzina, więc warto żadnych rad (ani tu, ani w realu) nie brać na ślepo. A wszystko warto przemodlić.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

prof
Posty: 2
Rejestracja: 07 cze 2018, 23:46
Płeć: Mężczyzna

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: prof » 09 cze 2018, 22:03

tak , przesadziłem z ostatnia częścią mojego postu ale nerwy zrobiły swoje, tym bardziej że słyszy sie coraz częściej o takich tragediach rodzinnych , nie powinienem radzić to jasne ( popłynołem ). Nie znam sytuacji mamy tu tylko szczątkowy zarys a to co będzie to tylko w ,,rękach" BOGA i nadzieja że tym razem zlituje się nad kobietą która zrozumiała co się tak naprawdę liczy w życiu. Mówi się że piekło dobrymi radami wybrukowane jest coś w tym, ja-my możemy tylko .... no właśnie co ??? Swoją ,,wypowiedzią" pragnąłem wskazać że prawda zawsze wyjdzie na wierzch wbrew obiegowym opiniom (nawet księży) aby nic nie mówić co dla mnie jest jednym z wielkich grzechów z 10 przykazań ( działa tu może chęć ochrony zdradzonego żle pojęta i grzeszna przez tych co nawet namawiają do tego ) .
Marzę o świecie bez kłamstwa, oszustwa - to taka fantazja. Jedno jest pewne decyzja autorki będzie najważniejsza w życiu i bez wsparcia BOSKIEGO nie obejdzie się.

Awatar użytkownika
Kate81
Posty: 72
Rejestracja: 06 sty 2018, 9:40
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Kate81 » 09 cze 2018, 22:12

Prof, Twoja historia jest bardzo poruszająca.
Ale z tym co piszesz teraz nie mogę się zgodzić.
Większość księży których znam, w konfesjonałach doradzają ludziom po zdradzie, by nie mówili małżonkowi. By był to ich krzyż do niesienia, ale by nie obarczali małżonka tą informacją. Teraz jest Ci bardzo źle, bo dowiedziałeś się, że byłeś okłamywany przez całe życie. Twoja żona nie żyje, więc nie możesz od niej usłyszeć żadnych wyjaśnień - to musi być niesamowicie bolesne.
Ale dziś nie wiesz, co zrobiłbyś, jak byś zareagował, jak potoczyłoby się Wasze życie, gdyby Twoja żona powiedziała Ci prawdę. Czy Twój syn miałby dziś szczęśliwą rodzinę i dwójkę dzieci? Nie wiadomo...

Lawendowa
Posty: 3716
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Lawendowa » 10 cze 2018, 0:26

prof pisze:
08 cze 2018, 18:42
małżonek szwagierki w pełnym żalu monologu o to że mieszkanie w spadku dostał starszy syn uraczył mnie monologiem na różne tematy stawiający mnie w złym świetle a że jest notorycznym krętaczem i kłamcą nie przerywałem potoku słów które w większości są kłamstewkami . Podczas niego padło zdanie mniej więcej takie : czemu tak jesteś za ---- przecież to nie twój syn tak mówiła mama mi ( czyli teściowa ) i jeszcze ciebie ciągle zdradzała.
I uwierzyłeś temu, jak go nazwałeś, rozgoryczonemu krętaczowi, któremu spadek przeszedł koło nosa?
syn ten jest nie za bardzo podobny do mnie raczej cała mama
A od kiedy to wszystkie dzieci muszą być podobne do ojca? Równie prawdopodobne jest podobieństwo do matki, albo kogoś z Twojej czy jej rodziny.
ale by oczyścić wobec mnie żonę, pokazać rodzinie ( mam nagranie o którym na początku poinformowałem ) sąsiadom jego.
Nie zrozumiałam kogo nagrywałeś, kogo informowałeś o sytuacji i co mają do tego sąsiedzi?
Kate81 pisze:
09 cze 2018, 22:12
Prof, Twoja historia jest bardzo poruszająca.

... Teraz jest Ci bardzo źle, bo dowiedziałeś się, że byłeś okłamywany przez całe życie. Twoja żona nie żyje, więc nie możesz od niej usłyszeć żadnych wyjaśnień - to musi być niesamowicie bolesne.
Ale dziś nie wiesz, co zrobiłbyś, jak byś zareagował, jak potoczyłoby się Wasze życie, gdyby Twoja żona powiedziała Ci prawdę.
Kate81 - powoli.
prof na tę chwilę usłyszał tylko wynurzenia jednego rozgoryczonego, niedoszłego spadkobiercy i tak naprawdę to nie wiadomo, czy jest w tym ziarno prawdy, a Ty napisałaś tak jakby to był już potwierdzony fakt. Myślę, że jest zdecydowanie za wcześnie na takie kategoryczne stwierdzenia.

Jeśli temat prof-a się rozwinie, może warto byłoby go wydzielić, by się wątki nie mieszały.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Jonasz » 10 cze 2018, 1:15

Kate81 pisze:
09 cze 2018, 22:12
Większość księży których znam, w konfesjonałach doradzają ludziom po zdradzie, by nie mówili małżonkowi. By był to ich krzyż do niesienia, ale by nie obarczali małżonka tą informacją.
Ciekawe, co mówią księżą kiedy zdrada wyjdzie na jaw bez przyznania się do zdrady ;)

Czy w przypadku kiedy bym wpadł w hazard też radziliby czekać na komornika?
Kate81 pisze:
09 cze 2018, 22:12
Teraz jest Ci bardzo źle, bo dowiedziałeś się, że byłeś okłamywany przez całe życie. Twoja żona nie żyje, więc nie możesz od niej usłyszeć żadnych wyjaśnień - to musi być niesamowicie bolesne.
Z tym się zgadzam.
Kate81 pisze:
09 cze 2018, 22:12
Ale dziś nie wiesz, co zrobiłbyś, jak byś zareagował, jak potoczyłoby się Wasze życie, gdyby Twoja żona powiedziała Ci prawdę. Czy Twój syn miałby dziś szczęśliwą rodzinę i dwójkę dzieci? Nie wiadomo...
Z tym tez się zgodzę. Ale za dobro dziecka odpowiadają biologiczni rodzice -ci którzy go powołali do życia. ;)
Postaram się sam postawić siebie w takiej sytuacji.
Ode mnie zależy, czy uchronię dziecko przed krzyżem. Czy go nie przerzucę. OK. Zgoda. Moj WOLNY wybór.
Pytanie moje brzmi : w imię czego przez tyle lat byłem pozbawiony możliwości wyboru to raz a dwa ponosiłem konsekwencje za kogoś innego.
Wybacz Kate ale znałem człowieka cynicznego i przewrotnego, który radził mi kiedyś żebym brał się za mężatki, bo jakby co to będzie na męża.
Krzyż oznacza też poniesienie konsekwencji a nie tylko wewnętrzne cierpienie i ból.
Ale to i tak wszytko trudne dalej dla mnie
Kiedy patrzę na historię Józefa to widzę ze nie tylko Bóg pozostawił mu możliwość wyboru i przyjęcia Dziecka ale i dodatkowo upewnił go o pochodzeniu dziecka . Do przemyślenia.
Znana jest tez historia Dawida i Batszeby i co było potem. Tez do przemyślenia.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Unicorn2
Posty: 373
Rejestracja: 05 mar 2017, 14:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Unicorn2 » 10 cze 2018, 11:23

Jarek 70 trochę przesadzasz z tym powołaniem do życia .
Moim zdaniem dla dobra dzieci , jeśli jest tylko taka możliwosć to Tola powinna ukryć prawdę .
Jeśli poparrzymy na to czysto matematycznie to na 90 procent informacja ta zniszczy rodzine Toli , idąc dalej dzieci z rozbitej rodziny mają mniejsze szanse na normalne życie .
Jarku wziąłbys taką odpowiedzialność na siebie .

mare1966
Posty: 1345
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: mare1966 » 10 cze 2018, 12:45

Temat powinien raczej brzmieć :
Zdrada , czyli nie cudzołóż i jej konsekwencje .

Temat "mówić- nie mówić" był już poruszany ( stare forum ) .
A tutaj sytuacja jeszcze bardziej skomplikowana ,
bo i ciąża i "partner" problematyczny .
Trzeba się modlić , aby to było dziecko męża .

Happy endu nie będzie , jakkolwiek sytuacja się potoczy .
Nawet w najlepszym z możliwych przypadków ,
czyli nawet jeżeli mąż wybaczy , dziecko zaakceptuje itd.

Na dzisiaj kluczowe jest chyba jednak ustalenie
- czyje to dziecko .
Jak męża - o 75% sytuacja łatwiejsza .

Nie chcę się znęcać i nie zapytam o przyczynę zdrady
w szczęśliwym małżeństwie , bo chyba ją znam .
Współczuję wszystkim tym , którzy teraz poniosą koszty .

Awatar użytkownika
Kate81
Posty: 72
Rejestracja: 06 sty 2018, 9:40
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Kate81 » 10 cze 2018, 15:37

Lawendowa pisze:
10 cze 2018, 0:26

Kate81 - powoli.
prof na tę chwilę usłyszał tylko wynurzenia jednego rozgoryczonego, niedoszłego spadkobiercy i tak naprawdę to nie wiadomo, czy jest w tym ziarno prawdy, a Ty napisałaś tak jakby to był już potwierdzony fakt. Myślę, że jest zdecydowanie za wcześnie na takie kategoryczne stwierdzenia.

Jeśli temat prof-a się rozwinie, może warto byłoby go wydzielić, by się wątki nie mieszały.
Lawendo, ja nie oceniam i nie stwierdzam, ja tylko parafrazuję to co napisał sam prof. Dowiedział się, że był okłamywany - my nie wiemy, czy to prawda, czy nie. Jego ból wynika z tego, że taką otrzymał informację, i w tej chwili on sam postanowił ją zweryfikować.
jarek70 pisze:
10 cze 2018, 1:15
Kate81 pisze: ↑09 cze 2018, 22:12
Większość księży których znam, w konfesjonałach doradzają ludziom po zdradzie, by nie mówili małżonkowi. By był to ich krzyż do niesienia, ale by nie obarczali małżonka tą informacją.
Ciekawe, co mówią księżą kiedy zdrada wyjdzie na jaw bez przyznania się do zdrady

Czy w przypadku kiedy bym wpadł w hazard też radziliby czekać na komornika?
Jarku, nie wiem co by doradzali kobietom w ciąży i po zdradzie, bo takiej sytuacji jeszcze nie znałam. Wiem tylko, że znam co najmniej 2-3 przypadki, w których gdyby zdrada wyszła na jaw, porozapadałyby się szczęśliwe rodziny. We wszystkich tych przypadkach w takich rodzinach zdradzały kobiety. Znam je osobiście i wiem jakie piekło przechodziły i przechodzą, zmagając się z poczuciem ogromnej winy w samotności, i że po dziś starają się jak mogą być dobrymi żonami, a po cichu dźwigają ten krzyż. Mają dzieci tylko i wyłącznie ze swoimi mężami, więc nie wiem, co by było, gdyby istniała sytuacja możliwej ciąży z kochankiem.
Sytuacja jest bardzo skomplikowana...
Powiedzieć, czy nie powiedzieć.
Sądzę, że nie nam to oceniać. Każda rodzina jest inna i każda sytuacja jest inna.

Tolu, co u Ciebie? Jak się czujesz?

Metanoja1
Posty: 100
Rejestracja: 01 lut 2017, 14:51
Płeć: Kobieta

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Metanoja1 » 10 cze 2018, 15:51

Ja tam radzić nie będę.
Skomentuję to tylko tak, że Maryja też nie wiedziała, jak w ogóle przedstawić to Józefowi, że jest w ciąży nie z nim. Pokapował się w stosownym czasie. I też nie uniósł tego tematu, tzn. nie chciał wychowywać nie swojego dziecka - nie zachował się szlachetnie.

Będziecie oboje mieli zwiastowanie jak Maryja miała, szczególnie może mieć je Twój mąż. Każdy z nas ma takie zwiastowanie w życiu. Oto może spotkać go zwiastowanie które brzmi: "Moja żona mnie zdradziła i dziecko, które urodziła nie jest moje".

To jak on to uniesie, będzie zależeć wyłącznie od tego, jaką zażyłość ma On z Bogiem. Obstawiam w ciemno, że zachowa się jak Józef, więc tego nie uniesie, niezależnie od tego, czy dowie się tego od Ciebie, czy po prostu sam się skapnie. Bo Józef był określony w Biblii jako sprawiedliwy, bogobojny i nie chciał wychowywać nie swojego dziecka.
Dobra nowina w tym jest taka, że interwencja Boga w sercu człowieka, które jest Bogu uległe i posłuszne, jest w stanie sprawić, że to zwiastowanie oboje przeżyć możecie lepiej. Bóg bowiem z każdego zła wyprowadza dobro.

Należy więc sytuacje przemadlać, szczególnie Słowem Bożym, tajemnicą Zwiastowania na różańcu i modlić się za męża.

Żeby już się nie rozpisywać w kolejnym poście, chcę taką dygresję zamieścić, że warto zrobić badania na HIV i przede wszystkim na wirusa HPV, czy poprzez zdradę nie nabyłaś, gdyż konskwencje grzechu mogą być następne, czyli zarażenie męża. Sam wirus HPV, który jest bardzo częsty, jest przyczyną choroby cywilizacyjnej naszych czasów, czyli nowotworów. Narażanie współmałżonka na to byłoby nieodpowiedzialnością. Prawdopodobieństwo nabycia wirusa HPV jest bardzo wysokie.

Pozdrawiam i życzę Ci właściwego rozeznania przyglądając się Maryi i Józefowi.
Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. (Rz 8,28)

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zdrada.. czy jest jakaś nadzieja?

Post autor: Jonasz » 10 cze 2018, 17:54

Unicorn2 pisze:
10 cze 2018, 11:23
Jarek 70 trochę przesadzasz z tym powołaniem do życia .
Jakoś nie mam poczucia żebym przesadzał.
Unicorn2 pisze:
10 cze 2018, 11:23
Moim zdaniem dla dobra dzieci , jeśli jest tylko taka możliwość to Tola powinna ukryć prawdę .
Jeśli popatrzymy na to czysto matematycznie to na 90 procent informacja ta zniszczy rodzinę Toli , idąc dalej dzieci z rozbitej rodziny mają mniejsze szanse na normalne życie .
Jarku wziąłbyś taką odpowiedzialność na siebie .
Myślę że nie ma co zajmować się prawdopodobieństwem.
Tola zdecyduje o wyborze i konsekwencjach wyboru.
Mam nadzieję że nasze pisanie tutaj ma jeden sens - pomoże jej podjąć decyzję.
A co do Twojego pytania: nie namawiam, tylko dzielę się swoim doświadczeniem - tego co słyszałem , co zaobserwowałem.
Przyznam się, że czytanie tego forum jest dla mnie też formą ostrzeżenia dla siebie samego.
Nie wiem co by było gdybym się dowiedział ;)
Naprawdę nie wiem jakbym postąpił.
Jakbym się zachował.
Metanoja1 pisze:
10 cze 2018, 15:51


Żeby już się nie rozpisywać w kolejnym poście, chcę taką dygresję zamieścić, że warto zrobić badania na HIV i przede wszystkim na wirusa HPV, czy poprzez zdradę nie nabyłaś, gdyż konskwencje grzechu mogą być następne, czyli zarażenie męża. Sam wirus HPV, który jest bardzo częsty, jest przyczyną choroby cywilizacyjnej naszych czasów, czyli nowotworów. Narażanie współmałżonka na to byłoby nieodpowiedzialnością. Prawdopodobieństwo nabycia wirusa HPV jest bardzo wysokie.
Kolejny ciężki a ważny szczegół. Metanoja1 - niestety - ma rację. :(

Nawiasem mówiąc wciąż nie mogę znaleźć w archiwum jednego wątku. Skończyło się tam na czekaniu na wyniki badań ojcostwa - chyba. :shock:
Ktoś coś kojarzy więcej?
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Whatever i 4 gości