Moje uzależnienie a rozwód

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8962
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Nirwanna » 17 lip 2018, 17:49

Z przykładami, że bywa różnie. I tak, i tak. Włącznie z tym, że po rozwodach ludzie wracają do siebie. I że mimo zaawansowanej sprawy do rozwodu w ostatniej chwili nie dochodzi.
Może się mylę, ale w tym Twoim pytaniu wybrzmiewa mi myśl, intencja: "czy opłaca się coś robić, walczyć o małżeństwo".
Tymczasem pytaniem lepszym będzie - czego ja chcę? jaki mam cel? czy to jest dobry Boży cel? Jak go mogę realizować?

Dasz radę odpowiedzieć?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Zepsuty13
Posty: 236
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 17 lip 2018, 19:03

Dostałem na e-maila pozew rozwodowy. Same bzdury, kłamstwa w stylu:

"Niestety mąż twierdzi, że hazard dostarcza mu dużej adrenaliny, że nie chce z tego zrezygnować. Próby uratowania naszego małżeństwa tym samym spełzły na niczym. "

Powiedzcie mi zgodzić się na rozwód czy co zrobić ? Nie chce tego tak zakończyć , ona nie czuje siły żeby być dalej...

Wiedźmin

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Wiedźmin » 17 lip 2018, 19:24

Zepsuty13.

Pozew rozwodowy ma na celu nie publikowanie "prawdy objawionej" ... a ma na celu rozwód.
Więc podkolorowanie tego czy innego... czy wręcz mniejsze czy większe kłamstwa mogą się tam znaleźć.

Nikt Ci wprost nie powie, czy godzić się na rozwód - zwłaszcza na tym forum... gdzie jednak starają się wszyscy zawalczyć o te małżeństwa.

Zepsuty13 - Twoja żona na tę chwilę ma Ciebie szczerze dość. Pewnie dość miała już od dłuższego czasu... teraz realizuje wcześniej przygotowany plan.

Pytanie, czy Ty dasz radę się zmienić / popracować nad sobą i wytrzymać ten czas, kiedy dla żony jestem zbędnym elementem w jej układance.

Ten czas może być długi - od kilku miesięcy jak dobrze pójdzie (zareaguje się odpowiednio wcześnie) do kilku lat... i dłużej.

Więc bierz się do roboty, a nie pytaj... czy się opłaca.

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 266
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: karo17 » 17 lip 2018, 19:45

Na pierwszej rozprawie żona nie dostanie rozwodu.
A Ty będziesz miał czas żeby realnie czynami pokazać że jednak się zmieniłeś. Siłą nie zmusisz żony żeby wróciła. Trwałą zmianą swojego postępowania już prędzej

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: marylka » 17 lip 2018, 20:18

Zepsuty13 pisze:
16 lip 2018, 22:49


Drugim wstydliwym faktem z mojego życiorysu bylo/jest to że mam/miałem problem z hazardem a dokładnie obstawianie meczy, tracilem kasę. Jest mi za to cholernie wstyd, bo wiem ile mógłbym za to mieć albo dać żonie dodatkowe środki na zycie. Ograniczyłem prawie do zera w marcu- rozmowa z żoną, żebym skończył, dużo łez, dużo postanowień poprawy i co? W czerwcu jedyne dwa kupony które zagrałem od marca znalezione przez żonę.
Jesteście po ślibie 9 miesięcy.
W czerwcu JEDYNE dwa kupony...
Więc wcześniej było ich więcej.
Grałeś przed ślubem?
Jesteś pewien że "tylko" w sprawie kredytu żone okłamałeś?

GosiaH
Posty: 2278
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: GosiaH » 17 lip 2018, 20:47

karo17 pisze:
17 lip 2018, 19:45
Na pierwszej rozprawie żona nie dostanie rozwodu.

karo17, skąd taka pewność ?
Ja znam, niestety, przypadki, że tak się stało
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

GosiaH
Posty: 2278
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: GosiaH » 17 lip 2018, 20:49

Zepsuty13 pisze:
17 lip 2018, 19:03
Powiedzcie mi zgodzić się na rozwód czy co zrobić ? Nie chce tego tak zakończyć , ona nie czuje siły żeby być dalej...
Zepsuty13, sam podejmiesz decyzję w którą stronę iść.
Ja nie wyraziłam zgody na rozwód.
Moja odpowiedź na pozew (między innymi) dała mężowi przesłanki do tego, że ma szansę wracając.

Jaką masz intuicję?
Jak twoja postawa może na żonę wpłynąć?
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 266
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: karo17 » 17 lip 2018, 20:54

GosiaH
O widzisz.
Ja znałem takie które nie dostały na pierwszej...

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Niezapominajka » 18 lip 2018, 0:33

Zapsuty, no, niezły jesteś, ja bym się poczuła ostro zrobiona w bambuko - 32 tys. to niestety nie 3 tys. Czemu nie wyznales tego w narzeczeństwie, czy na pewno ten kredyt wziąłeś w pełni na utrzymanie się, żeby nie ciągnąć od rodziców czy już karmiles nałóg ukradkiem przed swoją dziewczyna?
Za bardzo patrzysz co Ci się teraz kalkuluje, jakie zachowanie, ze strachu, niestety, nie jesteś w stanie teraz zmienić tej optyki, i w pewnym sensie dobrze, bo sam dojrzejesz. Czasem trzeba przyjąć szokowa terapię jako zwrot zmiany zachowania, najlepiej doceniamy wartość przez utratę czegoś/kogoś. Nie doceniamy czegoś co leży pod nosem, nie zachwycamy się tym. Więc ta utrata dobrze zadziałała u Ciebie. Ale jak szok minie /daje Ci 2 m-ce/ spróbuj trwale zmienić się nie tylko z lęku przed utrata żony. Na razie jesteś jak dziecko złapane na gorącym uczynku, które kalkuluje, to manipulacja.
Ostatnie pytanie - czy żona nagle wyskoczyła z rozwodem czy próbowała wcześniej jakoś usiąść i pogadać, wybadać jak poważny jest problem, cos zaradzic wspolnie? wiesz, rzadko ktoś tak od razu wali ostra amunicja, najpierw są salwy ostrzegawcze. No, ale nie działają lub na krótko.
No masz problem stary, nałóg to choroba, nie utniesz tego z dnia na dzień, na pstryk, choćbyś bardzo chciał a widać, że chcesz i to szczerze, choc intencje bardzo pod żonę, żeby tylko nie odeszła, to terapia i zmiana całego życia, myslenia, jesteś na to gotowy?
A teraz wyobraź sobie, że żona jednak odchodzi, składa o rozwód, mówi, że nie ma szans, nadal ciągniesz zmianę i terapię?
Ja miałam podobnie jak Pavel /polecam Jego wątek/, miałam gdzieś męża i jego odczucia, karmiłam siebie i swoje ja bardziej niż jego, choć wiele razy, wiele lat zwracał mi uwagę, to nigdy nie jest NAGLE, i co, obudziłam się gdy stwierdził, że już koniec. Moja historia jest trochę bardziej pogmatwana, ale chodziło mi o intencje tych początkowych zmian. Teraz już jestem mądrzejsza, ale początki...? Popelnilam wszelkie możliwe błędy zanim tu trafilam. I jest dokladnie tak jak super powiedział Ozeasz - nasze oczekiwania co do drugiej osoby zabijają intencje działania, żądanie na już, na teraz wymiernych efektów. Spalisz się prędzej nerwowo a sytuacji nie zmienisz.
Poczekaj aż szok minie, nie ustawaj w zmianach, nie chciej efektów na cito, zrób trochę miejsca na Pana Boga, Jego działanie.
Dobrej nocy.

Angela
Posty: 472
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Angela » 18 lip 2018, 9:36

Witaj,
Nie powiem Ci jak odpisać na pozew i jaką taktykę obrać w sądzie ( niezgoda na rozwód, prośba o mediacje), nie mam tego doświadczenia.
Ale jako kobieta nie widzę u Ciebie jeszcze działania po męsku.
Nadal jakby jedyną motywacją do zmiam w życiu jest, aby żona wróciła, bo się do niej przyzwyczaiłeś przez ponad 5 lat i głupio teraz samemu. A miłość to pragnienie dobra drugiej osoby, sprawienie by poczuła się bezpieczna (zataiłeś dług , dla mnie znaczny, oraz nałóg hazardu) i ważna, nie wyłączona z części Twojego życia (twoj dług, twoje uzależnienie, co jeszcze zostawiłeś tylko dla siebie?).

Ty nie jesteś jeszcze przerażony swoim nałogiem. Wydaje Ci się, że panujesz nad sobą ,, od dwóch miesięcy jestem czysty". To śmiesznie krótki czas w porównaniu ile czasu w nałóg wchodziłeś i trwałeś. Teoretycznie naprawia się co najmniej tyle czasu ile się psuje, jeszcze dłużej odzyskuje się zaufanie do siebie samego, a najdłużej zaufanie drugiej osoby. Czy masz świadomość bałaganu w swoim życiu i chcesz stanowczo z nim zerwać, nawet gdyby żona nie wróciła? Wychodzenie z nałogu ma swoje 12 kroków. Ty nie zrobiłeś jeszcze pierwszego: nie masz świadomości, że wpakowałeś się w stan, gdy nie jesteś w mocy sam dotrzymać swoich postanowień (tylko dwa kupony w czerwcu). Nie uznałeś swojej bezsilności. A gdzie dopiero uświadomienie sobie skrzywdzenia siebie i innych i plan zadośćuczynienia krzywdzie?
Twoja infantylność przebija też w stosowanym słownictwie i lekkie traktowanie problemu: ,,pogaduchy z księdzem" a nie poważne prowadzenie duchowe, rośmieszanie żony przez telefon, zastanawianie się nad wycieczką do Wrocławia, gdy nie ważne miejsce, ale jakość rozmowy, pokazanie ile już zrozumiałeś.
Wasze mieszkanie przed ślubem też się jedności małżeństwa nie przysłużyło. Niby żyliście jak małżeństwo, ale nie dałeś się cały poznać, zostawiłeś sobie kawalerskie prawo do nieujawniania źródła Twojego utrzymania (kredyt), oraz hazard. Ślub w twoim myśleniu nic nie zmienił, przecież żyliści tak jak przedtem razem, więc i z rozpędu część swojego życia zostawiłeś dla siebie. W waszym małżeństwie nigdy nie byliście ,,wy", tylko osobno.
Poza tym również żonie mogła się rozmyć granica waszego życia przed i po ślubie. 9 miesięcy to krótko jak na taką radykalną decyzję o rozwodzie. Jej po prostu mogło ułożyć się w całość to co nie grało przez całe ponad 5 lat.
Życzę Ci silnego oparcia na Bogu w pracy nad sobą. Dołączam modlitwę.

Zepsuty13
Posty: 236
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 19 lip 2018, 19:55

Witajcie,

Popełniłem w swoim małżeństwie kilka błędów. Czy kilka ? Kilkadziesiąt od tych grubego kalibru do tych mniejszych. Żałuję szczerze za wszystkie. Zrobiłem sobie ostatnio listę "grzechów małżeńskich" i tak - brzydko mówiąc dałem ciała na całego. Najgrubszy kaliber to fakt, że nie powiedziałem żonie o kredycie przed ślubem. Mniejsze ? Proszenie się o wymianę żarówki czy wspólnego wyjścia po pracy. Zdarzały się częściej, mniej, rzadziej ale się zdarzały. Było też dobre momenty, byliśmy szczęśliwi ale to jest tak jak z klientami w sklepie: jak ktoś jest dobrze obsłużony to rzadziej napiszę pochwałę niż ten który został obsłużony źle. Tak to działa. Nie byłem dobrym mężem ale wiem i głęboko w to wierzę, że mogę bardzo dobrym mężem.

Wrócę do sprawy z kredytem. Kredyt na 32 tysiące był kredytem na życie studenckie, mieszkanie. Około 5 lub 6 tysięcy poszło na zakłady sportowe. Z tego kredytu również zabrałem moją żonę (wtedy dziewczynę) na wakacje nad morze we wrześniu. Zaczęło się od 1200 zł, potem kolejny i zaczęło się, że trzeba spłacić nagle tyle i tyle i poszło aż urosło do takiej kwoty. Z tej kwoty użytych pieniędzy było może 24 tysiące. Reszta to standardowo opłaty kredytowe i odsetki/prowizja. Byłem młody głupi. Spłacam go na bieżąco i tak jak wspomniałem, że mógłbym go zapłacić cały. Czemu tego nie zrobiłem przed ślubem ? Nie wiem. Mogłem wpłacić wtedy chociaż większą część. Tego już nie zmienię - spłacam regularnie, nie mam problemu żeby sobie z nim radzić. Macie racje, że żona mogła utracić poczucie bezpieczeństwa. Przyjęła to z płaczem ale później mieliśmy plan spłaty i po prostu samo się spłacało automatycznie przy wypłacie. Mieliśmy również po ślubie założyć wspólne konto. Środki z wesela poszły na konto żony, ja co miesiąc przelewam jej jakąś pulę na życie, mieszkanie, fryzjera a resztę zbieram u siebie. I tutaj kolejny błąd, bo żona myśli/myślała, że wszystko przetracam gdzieś a na prawdę udało mi się odłożyć trochę dodatkowych środków i chciałem w pierwszą rocznicę zrobić jej niespodziankę i pokazać ile jeszcze zostało ( jak mało). Niestety do pierwszej rocznicy będzie ciężko dotrzymać. Nie mam na koncie nic do ukrycia ale może to była też taka myśl, że skoro żona ma środki z wesela to ja swoje będę miał u siebie. Głupie, szczeniackie myślenie. Zdarzało się tak, że przelewałem żonie mniej na życie ale zmieniałem pracę, musiałem brać towar do firmy za swoje środki a rozliczenia faktur miałem za 2/3 miesiące. To też zepsułem. Tyle jeżeli chodzi o to co związane z finansami. Mimo, że się wyprowadziła to dalej jest moją żoną i przelewam jej pieniądze. Nie wiem czy potrzebuje czy nie ale uważam to za mój obowiązek w tej sytuacji.

Jeżeli chodzi o kłamstwa i oszustwa: kredyt to gruby kaliber i sam nie jestem w stanie wytłumaczyć swojego zachowania. Inne to jakieś rzadkie w stylu, że ona w pracy a ja jechałem do swoich rodziców coś im pomóc a jej nie mówiłem. Moja żona wyznawała, że skoro brat mieszka w domu rodzinnym to on powinien pomagać. Nie było tak, że kombinowałem i musiałem się pilnować. Nie kłamałem nagminnie.

Często nie przywiązywałem wagi do tego co żona stara mi się przekazać. Że męczą ją dojazdy do pracy, żebyśmy wynajęli coś bliżej jej pracy, że w łazience cieknie woda, że długo siedzę w pracy itp itd. Teraz widzę, że to miało inne podłoże i inną wartość do przekazania niż same słowa. Po fakcie.

Jeżeli chodzi o hazard. Kiedyś byłem w to bardzo wkręcony ale potem zauważyłem ile pieniędzy mógłbym mieć dodatkowo gdybym nie obstawiał meczy. Popłakałem się gdy mój brat kupił sobie nowy samochód a jest rok starszy tylko ode mnie. Dodatkowo ma na utrzymaniu dziecko. Z czasem zakłady zaczęły mnie nudzić, nie miałem czasu, praca, studia i powoli od tego odchodziłem. Powoli, powoli...Zdarzały się powroty ale chwilowe jak już znałem moją żonę jako dziewczynę. Sama czasem podawała mi wyniki. Wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, że tak to się może skończyć. W marcu czyli 8 miesięcy po ślubie popłakaliśmy się razem z żoną na sofie w salonie o moje podejście do zakładów, że jej jest z tym ciężko i że może poszedłbym na terapię. Powiedziałem, że to jest forma uzależnienie i nie da się skończyć z tym tak od razu i odciąć to co było ale obiecałem poprawę bo na długo zapamiętałem jej minę i łzy które się wtedy polały. Zacząłem od marca przelewać żonie więcej środków na życie, na wydatki, ograniczyłem hazard do minimum. Zdarzało się ale jakieś sporadyczne przypadki. W czerwcu żona znalazła dwa kupony. Nie wiem z jakich miesięcy nawet nie pamiętam ale były zagrane na pewno po naszej rozmowie w marcu. Pojechała do rodziców na urlop, ja miałem dojechać ale napisała sms-a, żebym nie przyjeżdżał bo musi przemyśleć kilka kwestii i chciałaby pobyć sama. Gdybym wiedział, że tak to się potoczy wsiadłbym nawet na rower i pojechał te 200 km. Niestety uznałem, że skoro woli być sama to niech przemyśli. Zacząłem chodzić na terapię grupową i indywidualną a propos hazardu. Cieszę się, że tam trafiłem i na pewno nie zrezygnuję nawet jak żona zdecyduje się ostatecznie na rozwód. W grupie terapeutycznej jest siła i to nawet nie wiecie jaka. Wyciągam z tych zajęć dużo teorii ale co za tym idzie - dużo przemyśleń i dobrego ducha i wiary w to wszystko.

Jakie relacje z żoną. Ucięliśmy kontakty telefoniczne, ucięliśmy rozmowy na komunikatach typu Facebook. Został Nam tylko kontakt e-mail. Żona wysłała pierwszy wzór pozwu rozwodowego w którym na 3 strony 2.75 strony to były kłamstwa i oczernianie mnie. Ja wiem, że to ja zepsułem ale akurat takich rzeczy się nie spodziewałem. Żona napisała, że musi skłamać bo inaczej sędzia nie da rozwodu. Wyjaśniłem lekko, że widocznie może to nie jest sprawa do rozwodu. Wysłuchałem, że nie kocha, że nie chce dzieci ( w maju mieliśmy podejście do powiększenia rodziny), że się zawiodła, że nie chce już nic ode mnie bo czuje się oszukana. Odpisałem tylko spokojnie, że póki jesteśmy zdrowi wszystko jest do naprawienia na tym świecie i że dla mnie zawsze będzie najważniejsza na świecie i zrobię co w mojej mocy aby uratować to co ślubowałem na ołtarzu. Zapewniłem ją, że noszę obrączkę i daje mi to dużo siły i wiary.

W sumie od jej wyprowadzki czyli od 3.5 tygodnia kontaktu nie mieliśmy łącznie przez 5-6 dni. Zazwyczaj ona mówi, że to koniec a ja że ja już swoje zrobiłem jeżeli chodzi o rozpad małżeństwa poprzez złe podejście i kłamstwa, że więcej ręki do tego nie dołożę.

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: jacek-sychar » 19 lip 2018, 21:17

Zepsuty
1. Gdybyś spłacił kredyt od razu, wytrąciłbyś żonie argumenty. Nie mogłaby też tego podnosić w sądzie jako dowód przeciwko Tobie.
Zepsuty13 pisze:
19 lip 2018, 19:55
Z tej kwoty użytych pieniędzy było może 24 tysiące. Reszta to standardowo opłaty kredytowe i odsetki/prowizja.
Czy przy spłacie jednorazowej opłaty i prowizje nie byłyby mniejsze? Inaczej ciągle będą rosły.
2. Widziałeś kiedyś, żeby alkoholik rzucał picie na raty? Albo palacz stopniowo ograniczał palenie? Zwykle, jeżeli ma to być skuteczne, jest to gwałtowne i jednorazowe.
Dlatego tego nie rozumiem:
Zepsuty13 pisze:
19 lip 2018, 19:55
Z czasem zakłady zaczęły mnie nudzić, nie miałem czasu, praca, studia i powoli od tego odchodziłem. Powoli, powoli...Zdarzały się powroty

Zepsuty13
Posty: 236
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 19 lip 2018, 22:08

Muszę to poważnie rozważyć. Zorientuje się w banku czy będzie zwrot kosztów jakiś albo ubezpieczenia. Może warto to rozważyć.

Co do hazardu nigdy nie miałem tyle siły żeby to odciąć raz a dobrze. Jak już miałem przerwę to nagle jakieś mistrzostwa czy jakiś ciekawy mecz - tak sobie wtedy wmawialem. A co tam dam 100 zł na mecz i tak było. Teraz miałem terapię wstrzasowa, że nawet Mistrzostw Świata nie oglądałem...

Odcialem się całkowicie, widzę ile środków mi zostaje na koncie i widzę że to nie ma sensu. Ze więcej zyskuje nie grając niż grając. Teraz terapia tak jak wspomniałem daje mi dużo siły. Wróciłem na stronę Boga.

Pantop
Posty: 1964
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Pantop » 20 lip 2018, 0:05

Panie zepsuty13 - pan uważaj.
Hazard ma niewiele wspólnego z logiką - np z tym, że na koncie zostają nieprzegrane środki.
Nadto - wiem po sobie - potrafi wrócić jako coś niewinnego po 8 -12 miesiącach ,,rozłąki/porzucenia,,
Mechanizm jest prosty - grasz i stwierdzasz:
,, - O ! - Gram i nic nie czuję - jest dobrze, jestem zdrów,,
Hehe
Zapomnij o tym i o innych śmiesznych rzeczach.
Demon hazardu jest chytry i przebiegły jak dzika świnia (opowieść o dzikiej świni i myśliwym innym razem).
Na koniec oczywista oczywistość: kiedy jesteś najsłabszy? - kiedy wydaje Ci się, żeś silny.

Zepsuty13
Posty: 236
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 20 lip 2018, 17:40

Moi Drodzy,

Uważam i staram się omijać pokusy z daleka. Cieszy mnie to, że stan konta rośnie, rosną oszczędności.
Żona wysłała mi poprawioną wersję pozwu rozwodowego i oczywiście poza tym tonę bzdur, że Ona nigdy ze mną nie chciała mieć dzieci, że nic nie osiągnęliśmy przez 5 lat bycia razem...

W tym roku w maju Ona założyła Nam taki plan na ten rok który ja zaakceptowałem :) - Awans żony, wakacje, powiększenie rodziny, własne mieszkanie. Więc jak nie chciała dzieci ze mną w ogóle? Co do drugiego zarzutu, że nic nie osiągnęliśmy to napisałem, że Ona 3 lata po studiach i dobra praca, ja 4 lata po studiach i również dobra praca. Mieliśmy kupić mieszkanie w tym roku, powiększyć rodzinę no ale nic według Niej nie osiągnęliśmy. Ona w wieku 25, ja 29...

Odpisałem tylko, że to jest Jej pozew o rozwód a nie mój i nie musi go ze mną konsultować. Napisałem, że ja już swoje niestety zrobiłem żeby rozbić Nasze małżeństwo. Więcej nie zamierzam. Zagroziła, że jak nie zgodzę się na rozwód to zrobimy z orzekaniem o winie. Nie zgodzę się, bo mimo tego, że nie powiedziałem o kredycie przed ślubem to nie stanowi to przeszkody w Naszym codziennym funkcjonowaniu poza odczuciami wewnętrznymi które można naprawić wstępnie u psychologa, na terapii małżeńskiej a później pracą nad samym sobą i małżeństwem.

Owszem - oszustwo traktuje jako oszustwo i bardzo mnie to boli i mam do siebie żal ale powiedzcie mi czy sąd może przez to jednogłośnie orzec rozwód przez ten fakt ? Jeżeli doda hazard, który jest leczony to mam brzydko mówiąc " pozamiatane" ?

Jak mam kryzys to zawsze patrzę na Listę Zerty - jak kusi żeby zadzwonić, zagadać, błagać i prosić...

Ucinam kontakt.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości