Moje uzależnienie a rozwód

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Monti
Posty: 712
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Monti » 28 lip 2018, 21:03

Zepsuty13 pisze:
28 lip 2018, 20:02
Monti pisze:
28 lip 2018, 18:39
Zepsuty, jeśli jeszcze w czerwcu staraliście się o dziecko, to może ktoś poradził Twojej żonie, żeby sie wstrzymała jeszcze z pozwem rozwodowym, bo obecnie kryzys jest dość świeży i wg mnie raczej trudno byłoby w tym momencie wykazać zupełny i trwały rozkład pożycia.
Podobno i tak potrzeba pół roku... Z drugiej strony żona sama sobie teraz serem, żeglarzem, okrętem...

Tesciowie się nie mieszają. Mówią że to jej decyzja i jej życie. Trochę mnie to drażni, bo na ślub podarowali Nam Pismo Święte w złotej oprawie, błogosławili a teraz zero reakcji. Chyba chcą mieć czyste sumienie.

Bardziej biorę pod uwagę totalne zlewanie że strony które może doprowadzić do:
1) pozwu w momencie jak już nie będę widział nadziei tego ciągnąć wszystkiego

2) przemysli wszystko na spokojnie...

Za miesiąc pierwsza rocznica ślubu... Zaproponuje spotkanie w dzień rocznicy tak w połowie miesiąca - jak powie że nie ma czasu, ochoty to wiem że jest po zawodach.
To, że teściowie się nie wtrącają, to może akurat dobrze...

Proponowałbym Ci na razie nie wybiegać w przyszłość do tego, co będzie za miesiąc, tylko skupić się na tym, co jest tu i teraz (sam się tego uczę, na razie nieudolnie).

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8960
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Nirwanna » 28 lip 2018, 22:22

Zepsuty - po zawodach to nigdy nie będzie. Małżeństwem sakramentalnym jesteście do końca życia, i do końca życia możecie oboje z łask sakramentu czerpać.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Zepsuty13
Posty: 236
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 28 lip 2018, 22:25

Monti pisze:
28 lip 2018, 21:03
To, że teściowie się nie wtrącają, to może akurat dobrze...

Proponowałbym Ci na razie nie wybiegać w przyszłość do tego, co będzie za miesiąc, tylko skupić się na tym, co jest tu i teraz (sam się tego uczę, na razie nieudolnie).
Oni podświadomie się niestety mieszają. Takie pstryczki z okopu ale na front nie wyjdą...

Skupiam się na poprawie i swoim życiu. Od żony zero kontaktu...

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8960
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Nirwanna » 28 lip 2018, 22:26

A, i jeszcze jedno. Mam wrażenie - oby mylne - że to hasło "po zawodach" i inne jemu podobne są karmione przez Twój nałóg. Czyli na razie jedziesz na motywacji ratowania małżeństwa i po to zajmujesz się wyjściem z nałogu. Ale nałóg tak łatwo nie odpuści, więc wsącza Ci teksty, że za chwilę już nie będzie się dla kogo starać i będzie sobie można bez konsekwencji popłynąć.... Przyjrzyj się temu solidnie.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

MareS
Posty: 232
Rejestracja: 05 lut 2017, 22:22
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: MareS » 28 lip 2018, 22:52

Zepsuty13 pisze:
28 lip 2018, 18:01
Jeżeli chodzi o podejście do finansów to tutaj całkowita "władza" żony. Oddaje wypłatę, zamykamy moje konta, ustalamy jakiś plan działania. Zasugerowałem, że jeżeli nie czuła się pewnie o moje uzależnienie i pieniądze to mieszkanie które kupimy możemy zapisać w jakiś innych stosunkach niż 50/50 na jej korzyść oczywiście. Ustalamy jakis "plan naprawczy" i postaramy się ciągnąć ten wózek razem ponownie.
Przepraszam Zepsuty ale chyba za mocno pojechałeś. Jakim mężem tych chcesz być. Zero odpowiedzialności i najlepiej wszystko zwalić na żonę (która ucieka).

I jeszcze jedno. Zamiast pisać w głowie scenariusze to może czas uporządkować swoje finanse i skorzystać z kursów finansowych Crown albo Compas Catholic.

Zepsuty13
Posty: 236
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 29 lip 2018, 11:01

MareS pisze:
28 lip 2018, 22:52
Przepraszam Zepsuty ale chyba za mocno pojechałeś. Jakim mężem tych chcesz być. Zero odpowiedzialności i najlepiej wszystko zwalić na żonę (która ucieka).

I jeszcze jedno. Zamiast pisać w głowie scenariusze to może czas uporządkować swoje finanse i skorzystać z kursów finansowych Crown albo Compas Catholic.
MareS - jestem odpowiedzialnym człowiekiem w pracy ale w życiu o ile ogarniam wszystkie tematy to jednak rachunki, terminy zostawiałem żonie i to ona się tym zajmowała. Wiadomo, że Ona wtedy poczułaby się pewnie mając kontrolę nad finansami.

Póki mieszkamy osobno ogarniam to wszystko sam. Finanse mam uporządkowane - rata się spłaca, mieszkanie, telefony, rachunki...
Nirwanna pisze:
28 lip 2018, 22:26
A, i jeszcze jedno. Mam wrażenie - oby mylne - że to hasło "po zawodach" i inne jemu podobne są karmione przez Twój nałóg. Czyli na razie jedziesz na motywacji ratowania małżeństwa i po to zajmujesz się wyjściem z nałogu. Ale nałóg tak łatwo nie odpuści, więc wsącza Ci teksty, że za chwilę już nie będzie się dla kogo starać i będzie sobie można bez konsekwencji popłynąć.... Przyjrzyj się temu solidnie.
Nie zawiodłem tylko żony, jeżeli chodzi o nałóg. Zawiodłem rodziców, rodzeństwo, teściów, babcie...Wiadomo, że żona jest w tym wszystkim na razie na pierwszym miejscu ale mam dla kogo się leczyć. Przede wszystkim dla siebie i swojego przyszłego życia.

" Po zawodach" - chodziło mi raczej o emocjonalne podejście żony do tematu, bo jak pierwszą rocznicę brzydko mówiąc " oleje" albo żona nie odpisze albo powie, że ma już plany na ten weekend to raczej o jakimś emocjonalnym podejściu już nie będzie mowy. Bo nie zrobi tego raczej po to, żeby zobaczyć czy dalej będę walczył....
Nirwanna pisze:
28 lip 2018, 22:22
Zepsuty - po zawodach to nigdy nie będzie. Małżeństwem sakramentalnym jesteście do końca życia, i do końca życia możecie oboje z łask sakramentu czerpać.
No tak - małżeństwem sakramentalnym - owszem ale to nie będzie takie życie na 100%. Niestety będziemy mężem i żoną ale jakoś nie przychodzi mi do głowy, żebym widział żonę za jakiś czas z kimś innym albo w przyszłości jak bawi dzieci innego faceta...
Pantop pisze:
28 lip 2018, 20:58
Pamiętaj o złotej zasadzie kobiet:
Jak mówią NIE - myślą TAK
Jak mówią TAK - myślą NIE

Osobiście odkryłem, że potrafią skutecznie wyprowadzić w pole robiąc odwrotnie tzn mowa ich wtedy jest TAK - TAK, NIE - NIE.

Generalnie
Za kobitką - nie trafisz :mrgreen:
No a ile pułapek i zagadek jest pomiędzy to już w ogóle można się pogubić. ;)

Mam oba zestawy kluczy do mieszkania. Jedne żona mi dała dzień po wyprowadzce, bo myślałem, że zgubiłem swoje. Na szczęście się znalazły. Myślałem o tym co napisał Pantop kiedyś, żeby nie dostarczać żonie obiektywnie rzecz ujmując negatywnych odczuć ze swojej strony. Odesłać Jej klucze do tego mieszkania ? Ma jeszcze tutaj trochę swoich rzeczy. Napisałbym krótko, że dla Niej drzwi są zawsze otwarte i tyle. Ogarniam mieszkanie jak żony nie ma, zdjęć nie pościągałem...

Amica

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Amica » 29 lip 2018, 11:42

Zepsuty13 pisze:
28 lip 2018, 20:02


Tesciowie się nie mieszają. Mówią że to jej decyzja i jej życie. Trochę mnie to drażni, bo na ślub podarowali Nam Pismo Święte w złotej oprawie, błogosławili a teraz zero reakcji. Chyba chcą mieć czyste sumienie.


A może ich drażni, że ich zięć ukrył przed ich córką to, że jest hazardzistą?
Jako ojciec córki chciałbyś zięcia hazardzisty?

Za chwilę się okaże, że wszyscy są winni, a nie Ty, nawet teściowie, bo "nie wspierają".

Na ślub podarowali Wam Pismo Święte. Odpowiedz: ile razy po nie sięgnąłeś? Jak przestrzegałeś słów, że mąż ma żonę kochać, jak swoje ciało?

Uważaj z obwinianiem innych za swoje poczynania, za konsekwencje swoich wad. Teściowie wychowali dobrze córkę (jak czytam), błogosławili Wam, dali PŚ jako drogowskaz do życia - a teraz Cię drażnią, bo nie wspierają córki w tym, by odcięła się od męża-hazardzisty?

Czy zrobiłbyś coś ze swoim nałogiem, gdyby nie to, że żona postawiła Ci bardzo ostre granice?

W jednym zdaniu piszesz, że bierzesz na siebie odpowiedzialność, napisałeś piękną spowiedź dla żony. Ale to raczej takie powierzchowne deklaracje, bo w duchu jednak tej odpowiedzialności za siebie wziąć nie chcesz... Echs...

Zepsuty13
Posty: 236
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 29 lip 2018, 14:29

Amica pisze:
29 lip 2018, 11:42
A może ich drażni, że ich zięć ukrył przed ich córką to, że jest hazardzistą?
Jako ojciec córki chciałbyś zięcia hazardzisty?

Za chwilę się okaże, że wszyscy są winni, a nie Ty, nawet teściowie, bo "nie wspierają".

Na ślub podarowali Wam Pismo Święte. Odpowiedz: ile razy po nie sięgnąłeś? Jak przestrzegałeś słów, że mąż ma żonę kochać, jak swoje ciało?

Uważaj z obwinianiem innych za swoje poczynania, za konsekwencje swoich wad. Teściowie wychowali dobrze córkę (jak czytam), błogosławili Wam, dali PŚ jako drogowskaz do życia - a teraz Cię drażnią, bo nie wspierają córki w tym, by odcięła się od męża-hazardzisty?

Czy zrobiłbyś coś ze swoim nałogiem, gdyby nie to, że żona postawiła Ci bardzo ostre granice?

W jednym zdaniu piszesz, że bierzesz na siebie odpowiedzialność, napisałeś piękną spowiedź dla żony. Ale to raczej takie powierzchowne deklaracje, bo w duchu jednak tej odpowiedzialności za siebie wziąć nie chcesz... Echs...
Zgadzam się z tym i na pewno czują się przeze mnie oszukani. Nie wypieram tego, że oszukałem, że obstawiałem mecze. Odczuwają pewnie żal i pogardę i wiem, że mogą postrzegać mnie jak życiowe "0". Zgadzam się z tym i do tego nie mam zastrzeżeń. Zawiniłem ale nie to mnie boli w tej całej sytuacji. Nie piszę do Nich żeby przemówili coś żonie. Nie po to. Niestety nie miałem prawa powiedzieć tego co się wydarzyło ze swojej strony. Nie mogłem nawet przeprosić "na żywo" i po prostu dać im spokój. Wybacz, ale nawet gwałciciel, morderca, psychopata dostaje szansę przedstawienia swojej wersji nie tylko w sądzie.

Uwierz mi, że czytałem od czasu do czasu. Przyznaję - nie jakoś nadgorliwie ale sięgałem.

Tak jak wspomniałem - nie mam żalu do rodziców o to, że nic nie robią w tej sprawie. Może o to, że również do moich rodziców nie odnieśli się na koniec jakoś chociażby z 20% szacunkiem. Wybaczcie ale nawet nie biorąc pod uwagę wychowania katolickiego ale stricte życiowego...

Czy zrobiłbym coś ze swoim nałogiem ? Myślę, że solidna, długa rozmowa i ustalenie nowych zasad i postawienie granicy, że jak tego i tego nie zrobię to koniec i się rozwodzimy. Ona nie chciała porozmawiać - zabrała rzeczy i tyle. Bez rozmowy.

Biorę odpowiedzialność za swoje czyny i nie obarczam nikogo innego poza sobą. W kontekście rodziców pisałem tak jak wyżej.

Amica

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Amica » 29 lip 2018, 15:31

Zepsuty13 pisze:
29 lip 2018, 14:29


Czy zrobiłbym coś ze swoim nałogiem ? Myślę, że solidna, długa rozmowa i ustalenie nowych zasad i postawienie granicy, że jak tego i tego nie zrobię to koniec i się rozwodzimy. Ona nie chciała porozmawiać - zabrała rzeczy i tyle. Bez rozmowy.


Hmm. A Twoje słowa z pierwszego wpisu?

Cytuję:

Ograniczyłem prawie do zera w marcu- rozmowa z żoną, żebym skończył, dużo łez, dużo postanowień poprawy i co? W czerwcu jedyne dwa kupony które zagrałem od marca znalezione przez żonę. Scenariusz bardzo szybki - wyjazd do rodziców na urlop sama, powrót, wynajęcie innego mieszkania, papiery o rozwód.


Rozumiem, że ta bolesna rozmowa w marcu, łzy - zapewne żony, Twoje postanowienia poprawy sprawiły, że nigdy już nie obstawiłeś meczu to taka wstępna rozmowa na niby?

A te późniejsze kupony to ktoś podrzucił...

Zepsuty, gdybym była na miejscu Twojej żony - zrobiłabym to samo! Ona dała Ci już ogromną szansę, zaufała Ci drugi raz - choć nie musiała, bo oszukałeś ją z kredytem i potem okłamując ją w kwestii obstawiania meczu. Jakby żona tych kuponów nie znalazła? Ilu kuponów nie znalazła? A więc nie kłam, że nie rozmawiała z Tobą i od razu Cię zostawiła. Zaufała Ci, mało tego - nie obrażała się, przecież nawet staraliście się o dziecko, dała Ci szansę - jeśli żona się stara o dziecko, to znaczy, że chce, aby jej mąż był ojcem jej dziecka, to wyraz największego zaufania ze strony kobiety. Ale niestety - została znowu zawiedziona. Możesz na razie przestać się nad sobą użalać i pomyśleć z empatią, co ONA CZUJE? Jak ona się czuje, jaki musi czuć smutek, rozczarowanie, zawód, żal, wstyd przed rodzicami?

Teraz okazuje się, że nie chciała porozmawiać. Że zabrała rzeczy i zostawiła Ciebie-biedaczka bez dania Ci racji.

Ale sam powiedz, ile miałoby być tych rozmów, żebyś uznał jej granice? Marcowe zlekceważyłeś, tak jak jej łzy, prośby, warunki. Twoja żona jest bardzo mądrą kobietą, która szanuje siebie i szanuje swoje granice.

A Ty niestety nadal, wciąż i wciąż rozmywasz swój problem, jak każdy nałogowiec szukasz win wszędzie, tylko nie u siebie. Alkoholik zawsze pije przez żonę, przez szefa, bo imieniny, bo życie jest trudne.

W Twoim przypadku teściowie źli i niechrześcijańscy, bo nie chcieli wysłuchać (nie musieli, żona jest Twoją rodziną i to ona decyduje, masz dodatkowo mądrych teściów, że się nie wtrącają). Teraz też - żona ta zła, bo nie chciała prowadzić w nieskończoność trudnych rozmów, tylko zmusiła Cię do szybciutkiego dotknięcia głową o dno. Podziękuj jej za to.

Wysłałeś spowiedź żonie i daj jej na razie spokój. Zajmij się sobą i swoim wychodzeniem z dołka, bo jak sam widzisz, masz wciąż masę problemów do przerobienia. Kochasz żonę? To spraw, aby miała najlepszego męża na świecie, a nie kogoś, komu trzeba dawać kolejne szanse.

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: marylka » 29 lip 2018, 16:15

Amica - ten sam cytat o rozmowie marcowej chciałam użyć.
Zepsuty - ja o czym innym napiszę w takim razie.

Otóż:
Jestes manipulantem co jest typowe dla człowieka nołogowego.
My tutaj na forum w ogromnej wiekszości jesteśmy wyleczeni z manipulacji.
Dlatego zachecam Cię do przygladania się Twoim wpisom i odpowiedziom forumowiczów. W ten sposób nauczysz sie mowić szczerze wprost i nie MANIPULOWANIA faktami.
Ta umiejetność przyda Ci sie do rozmów z żona. Bo czuje że i ona leczy się z Twojego manipulowania i jak bedziesz dalej ta technike stosował - nawet nie do końca świadomie - to ona Cię faktycznie zostawi bo już nie da sie robic w bambuko.
Przemyśl. Ja nie wykluczam tego, że robisz to nieświadomie. Nie wiem ile lat stosowałeś kłamstwa kłamstewka pół- prawdy. To z czasem wchodzi w krew i potem już nie ma kontroli człowiek nad tym.
Czerp jak najwiecej z tego forum. I ucz sie rownież na cudzych błędach. Mniej będzie bolało.
Co do teściów - podziękowałeś Bogu za nich?
Czego Ty oczekujesz?
Chcesz żeby wyszli na front z okopów jak piszesz?
Wiesz do czego zdolny jest ojciec którego corka została oszukana?
Ja przypuszczam, że właśnie dlatego, że sa katolikami to sie powstrzymuja od czynienia tego co naprawde czuja.
Nie masz dzieci wiec spróbuj sobie wyobrazic: co czułbyś jakbys widział płaczące dziecko swoje - córkę?
Tulisz w ramionach corke ktorą wykształciłes, wychowałeś jak mogłeś najlepiej, wiesz, że jest uczciwą i pracujaca dziewczyna, nie tak dawno oddałes ja pod opieke zieciowi, który.......
Co czujesz?
A potem pomnóż przez 1000
I mniej wiecej bedziesz wiedzial co czuja Twoi teściowie w stosunku do Ciebie.
Bo oprocz tego że sa katolikami - to też są ludzie. I targaja nimi emocje. Zwłaszcza jak widzą niezawiniona krzywde dziecka.
Wiec ja bym sie cieszyła na Twoim miejscu, że siedza w okopach

Zepsuty13
Posty: 236
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 29 lip 2018, 17:24

Zdałem sobie sprawę po Waszych ostatnich postach, że strasznie zepsułem i nie powinienem teraz od nikogo nic wymagać.

Najwięcej pretensji mam do siebie.

Odezwę się jak coś się zmieni.

Z13.

marylka
Posty: 1149
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: marylka » 29 lip 2018, 18:24

Zepsuty
Mówia że ludzka rzecza jest upasć a diabelska w tym upadku trwać.
Ty widze masz ogromne pokłady w sobie i mega motywacje, żeby sie podnieśc i wyrzadzone krzywdy - naprawić i zadosćuczynić. To długa i cieżka droga. Ale i jedna z najpiękniejszych w życiu.
Jak pisałam - w mojego meża nie wierzyłam. Chyba tylko jego matka wierzyła....wyrzadził wiele krzywd mi i dzieciom. I całej rodzinie bliższej i dalszej.
Wiesz...dzisiaj jest zupełnie innym człowiekiem. Nie zamienilabym go na nikogo innego.
Przemiana jest możliwa i powroty też - jak najbardziej.
Czesto w miejscu rany jest wyjatkowo silna blizna i inne dziedziny moga szwankować - ale raz zawiedzione zaufanie i naprawione - pozostaja nienaruszone.
Dlatego goraco zachecam Cie do STANIECIA W PRAWDZIE przed Bogiem i soba.
Dasz radę.
Widze, że jestes silnym facetem.
Powodzenia i zapewniam o modlitwie.

Amica

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Amica » 29 lip 2018, 18:31

Co się zepsuje, można naprawić. Czasem wymaga to dłuższego czasu, czasami wymiany jakiejś części.

Najbardziej teraz musisz naprawić swoje "zepsute" myślenie, bo pamiętaj - że sam nie jesteś zepsuty, chociaż taki nick sobie wybrałeś.

Jesteś tu, więc i tak uczyniłeś dla Waszego małżeństwa dużo więcej, niż robi większość mężów (i żon), którzy są w kryzysie.

Ale skup się na sobie i swoich miejscach zepsutych, bo to jest teraz Twoje zadanie.

Siebie przemieniaj - przytul się do Boga, On Ci pomoże. Od Niego możesz wymagać, aby był z Tobą, bo On to Ci obiecał i jest z Tobą, cokolwiek by się działo. Jesteś Jego Synem, Dzielnym Wojownikiem.

Trzymaj się, my tu wszyscy kibicujemy Ci i życzymy jak najlepiej!

Tulipanka
Posty: 52
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:51
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Tulipanka » 30 lip 2018, 14:56

Zepsuty13:

czytam u ciebie sporo zastanawiania sie czy zona mysli to co mowi, czy moze mysli cos innego...
mysle ze powinienes skoncetrowac sie na sobie, zeby SIEBIE zmienic i wyjsc z nalogu, predzej czy pozniej zona to zauwazy i zobaczysz co wowczas bedzie, moze wroci, moze nie. ale analizowanie jej przemyslen, albo udowadnianie ze sie myli nie ma sensu. kiedy w gre wchodza emocje, pada wiele slow, nie analizowalabym tego ale tez nie przywiazywala do tego zbyt wielkiej wagi. uslysz komunikat jaki sie za tym kryje. nie ufam ci, boje sie, zawiodlam sie, rozczarowalam, ona ma prawo czuc to co czuje, a jak nie ma prawa, to i tak czuje. jedynie wyleczenie i naprawa siebie moze przyniesc pozytek, malzenstwu ale przede wszystkim Tobie. Zebys pokochal sam siebie i sam sobie zaufal. I byl radykalny. Zero grania to zero, nie 1.

nałóg
Posty: 2092
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: nałóg » 30 lip 2018, 16:58

Z kiszonego ogórka nie zrobisz zielonego ogórka , lecz ten kiszony może być bardzo smaczny "inaczej"....chyba że chcesz pozostać takim przekiszonym ogórem(hazardzistą). Jest wspólnota AH......sa mityngi AH..... są otwarte mityngi AA. Na mityngi AA przychodzą hazardziści.
Moi znajomi hazardziści omiją szerokim łukiem wszelkie kolektury.PD

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości