Moje uzależnienie a rozwód

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

burza
Posty: 277
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: burza » 20 kwie 2019, 22:03

Ja, też uważam, że rozwód to wielka porażka i nawet więcej dla mnie to taka biała plama w moim życiorysie. Mówię o tym, gdyż jest to przede mną a dokładnie początek października, niestety taka decyzję podjął mój mąż. Dla mnie nie ma czegoś, takiego jak unieważnienie małżeństwa kościół wymyślił na potrzebę ludzi. Co Bóg załączyl, człowiek niechaj nie rozdziela. I ja czegoś takiego bym nie zrobiła bo jeśli, idzie się do ołtarza świadomym praw i obowiązków i z własnej nie przymusowej woli do jest prawdziwie zawarte małżeństwo. I u mnie tak było zawarte świadomie i z miłości.

tata999
Posty: 463
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: tata999 » 20 kwie 2019, 22:23

burza pisze:
20 kwie 2019, 22:03
unieważnienie małżeństwa kościół wymyślił na potrzebę ludzi.
Niekoniecznie. Właśnie sąd może pomóc stwierdzić, czy ślub był ważny, szczery, czy fałszywy. Czasami zdarzają się przypadki oszustwa, udawania, pozoru, błędu, niezdolności (choćby nieświadome) itd. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach nawet częściej niż dawniej.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6301
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Nirwanna » 20 kwie 2019, 22:42

Litości, kochani.... nie ma unieważnienia małżeństwa.
Nie można unieważnić ważnego sakramentalnego małżeństwa. Nie da się tak w Kościele.
Możliwe jest jedynie stwierdzenie nieważności małżeństwa, czyli orzeczenie publicznie i zgodnie z prawem, że tego małżeństwa nigdy nie było, że zostało zawarte nieważnie.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Pantop
Posty: 1609
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Pantop » 23 kwie 2019, 9:47

Marcin pisze:W Listopadzie spotykałem się ze znajomymi. Na jednym z takich spotkan poznałem kobietę w moim wieku po rozwodzie. Bądź co bądź adwokat. Zaczęliśmy razem spędzać czas ale nie była to relacja na nic więcej tylko czysta relacja na zabijanie wspólnego wolnego czasu w kinie, na basenie czy wyjście na jakieś wspólne jedzenie. Czy to zdrada/randkowanie? Ocenę zostawię Wam. Listopad bez kontaktu ze strony żony. Jej rodzina dalej nieswiadoma, bo kuzynostwo normalnie do mnie pisało.
Pantop pisze:Rozumiem, że pani adwokat, z którą się spotykasz dla zabicia czasu, jest nie w twoim typie, nadto ma 79 lat, nosi gustowna perukę, mieszka kątem u swego brata i jeździ maluchem.
Jakbys zgadł :D ;) ...no dobra - poza peruką ale byłeś blisko.
Na jednym z takich spotkan poznałem kobietę w moim wieku po rozwodzie.
kobietę w moim wieku
:mrgreen:


Spotykaj się z nią dalej.
Dzięki temu masz gwarancję, że szybciej niż o rozwodzie zapomnisz o swojej żonie, sakramencie małżeństwa oraz przeszłości - popytaj rozwodników w nowych niesakramentalnych związkach a potwierdzą :P

nałóg
Posty: 810
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: nałóg » 23 kwie 2019, 11:32

Marcin, takie porównanie.......... spotykanie się z płcią przeciwną w kryzysie na indywidualnych pogaduszkach porównam do zabawy z odbezpieczonym granatem. Trudno włożyć zawleczkę by go zabezpieczyć powtórnie. Tym granatem w twoim przypadku będzie wspólne łóżko z tą pewnie miłą skądinąd panią adwokat.PD

Blondynka55
Posty: 161
Rejestracja: 14 sty 2019, 15:13
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Blondynka55 » 23 kwie 2019, 15:28

W mojej ocenie czytania twojego postu nie wchodziłabym w relację,która może doprowadzić do cudzołustwa,a to już wiąże się z gorszymi konekwencjami.

Unicorn2
Posty: 370
Rejestracja: 05 mar 2017, 14:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Unicorn2 » 23 kwie 2019, 21:45

Dlaczego Marcin ma bać się kobiet?
Żona zostawiła go po 6 miesiącach małżeństwa.
Nie jestem zwolennikiem stwierdzania nieważności małżeństwa ale w tym przypadku trudno mówić o ważnym małżeństwie.
Marcin to młody człowiek pełny energii widać że chce być lepszą wersją samego siebie , wykonał mega prace .
Nie syraszmy go panią adwokat bo Marcin szczęśliwy może bardzo szybko odzyskać swoja niedojrzałą żonę.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6301
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Nirwanna » 24 kwie 2019, 6:07

Dlaczego uważasz, że ktokolwiek sugeruje tutaj banie się kobiet?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6301
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Nirwanna » 24 kwie 2019, 22:03

Zepsuty13 pisze:
20 kwie 2019, 19:58

Droga Satine załóżmy, że masz 23 lata. Nie masz dzieci, mąż odchodzi do innej kobiety . Rozwód cywilny - orzeczony. Stwierdzenie nieważności małżeństwa - nie, bo mąż chciał Ci dać popalić na koniec. Dodatkowo orzekanie trwało 3 lata, więc masz już 26 lat. W ciągu tych 3 lat Twój były mąż ma już dwójkę dzieci z nową partnerka, kupili mieszkanie i nie ma z Tobą kontaktu od 3 lat. Dodatkowo wyjechał do innego miasta 500 km od Ciebie. Wybacz ale już widzę jak każda młoda kobieta, której marzeniem jest posiadanie potomstwa będzie wiernie czekać na męża przy takich okolicznościach.

Co Ty byś zrobiła? Masz 26 lat, dookoła każda koleżanka ma dzieci a Ty dodatkowo spotykasz w pracy fajnego faceta z którym Ci się dobrze spędza czas.

Tak - pewnie będziesz wierna mężowi itp itd ale to tylko forum a życie zakładam w 99.9% przypadków mówi co innego.
Zepsuty, trochę niefajne te insynuacje. Mam wrażenie, że Satine celnie wypunktowała parę rzeczy, które wskazują na Twoją niespójność. A Ty nie bardzo chcesz je przyjąć, więc odbijasz piłeczkę.
Twoje życie jest Twoje, ale z dystansu lepiej widać. Warto się temu przyjrzeć. Bez atakowania.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

marylka
Posty: 867
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: marylka » 24 kwie 2019, 22:21

Zepsuty13 pisze:
20 kwie 2019, 19:58

Droga Satine załóżmy, że masz 23 lata. Nie masz dzieci, mąż odchodzi do innej kobiety . Rozwód cywilny - orzeczony. Stwierdzenie nieważności małżeństwa - nie, bo mąż chciał Ci dać popalić na koniec. Dodatkowo orzekanie trwało 3 lata, więc masz już 26 lat. W ciągu tych 3 lat Twój były mąż ma już dwójkę dzieci z nową partnerka, kupili mieszkanie i nie ma z Tobą kontaktu od 3 lat. Dodatkowo wyjechał do innego miasta 500 km od Ciebie. Wybacz ale już widzę jak każda młoda kobieta, której marzeniem jest posiadanie potomstwa będzie wiernie czekać na męża przy takich okolicznościach.

Co Ty byś zrobiła? Masz 26 lat, dookoła każda koleżanka ma dzieci a Ty dodatkowo spotykasz w pracy fajnego faceta z którym Ci się dobrze spędza czas.

Tak - pewnie będziesz wierna mężowi itp itd ale to tylko forum a życie zakładam w 99.9% przypadków mówi co innego.
Widzisz Marcin....masz wolna wole i możesz robic co chcesz. Nie musisz jednak tutaj dorabiać filozofie do usprawiedliwiania i do stwarzania "okolicznosci lagodzacych" dlaczego sakramentalny wchodzi w grzech cudzołóstwa.

Nie przed nami bedziesz zdawal sprawe ze swojego życia przecieź.
Dlatego spokojnie.
A źe ludzie żyja w cudzołóstwie - to tu każdy wie.
Eureki nie odkryłeś.
Natomiast to forum skupia ludzi, ktorzy chca życ zgodnie z nauka Chrystusa. A że jest trudno, bo czesto w samotnosci, bez wspolmalżonka - to też wiesz.
Nie rozumiem po co i komu opowiadasz takie historie.
Chcesz sobie cos wytłumaczyć? Spoko.
Mnie nie przekonaleś.
Ale pewnie siebie tak
Jednak zachecam do głębszej refleksji -jak trwoga to do Boga? A jak juź mniej trwogi? To Bogu dziekujemy?.....Pomysl
Pozdrawiam

Zepsuty13
Posty: 235
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Zepsuty13 » 24 kwie 2019, 22:23

Nirwanna pisze:
24 kwie 2019, 22:03
Zepsuty, trochę niefajne te insynuacje. Mam wrażenie, że Satine celnie wypunktowała parę rzeczy, które wskazują na Twoją niespójność. A Ty nie bardzo chcesz je przyjąć, więc odbijasz piłeczkę.
Twoje życie jest Twoje, ale z dystansu lepiej widać. Warto się temu przyjrzeć. Bez atakowania.
Ze swojej strony zapewniam, że wszystko co u mnie mam pod kontrolą. Tyle.

Przepraszam, jeżeli kogokolwiek urazilem. Nie to miałem na myśli ale przecież dobrze wiemy, że większość rozwodów nie jest "zawierana" polubownie, więc jedna strona może drugiej robić pod górę w tejże kwestii stwierdzenia nieważności małżeństwa.

Nauka kościoła mówi, żeby czekać i być wierna mężowi ale natura ludzka podpowiada co innego. Czy w takim przypadku istnieje jakieś realne rozwiązanie sytuacji?

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6301
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Nirwanna » 24 kwie 2019, 22:37

Satine pisze:
20 kwie 2019, 16:20
Zgadzam się, że mnóstwo wyroków sądowych może być orzekanych na zasadzie takiej, jak to chciała zrobić żona Jarka. "Powiem wszystko, nawet skłamię, a wtedy dostaniemy wyrok dający nam wolność".

Tylko wiesz, co? Sama taka propozycja jest jedynie dowodem na to, że małżeństwo Jarka najprawdopodobniej było nieważnie zawarte. Ktoś, kto ma takie podejście do Sakramentu (papierek, opinia ludzi, drugi ślub, pozory) przecież nie jest absolutnie gotowy na przyjęcie Sakramentu Małżeństwa - który to Sakrament z definicji musi zakładać dojrzałość obu stron do miłości w rozumieniu Bożym (na całe życie, z Bogiem itd.). I skoro nie jest gotowy i nie rozumie tego Sakramentu teraz, to tym bardziej nie rozumiał wcześniej. Myślisz, że Bóg tego nie widzi? Nie wie? :)

Myślę więc, że te wszystkie "oszukane" wyroki to są całkiem sprawiedliwe wyroki summa sumarum - ponieważ osoby składające sobie przysięgę x lat temu, a teraz oszukują w celu uzyskania "wolności" nie miały pojęcia, czym jest małżeństwo w obliczu praw Boskich.

Śmiem też twierdzić, że 90% par biorących ślub nie ma takiej dojrzałości, wiedzy i świadomości.

Problem więc nie polega na tym, że łatwo i bez sensu można otrzymać wyrok stwierdzający nieważność, ale dlatego, że stanowczo zbyt łatwo można dzisiaj wziąć ślub kościelny.

Jeśli jest jakakolwiek wątpliwość, co do ważności Sakramentu Małżeństwa (i nieważne, czy małżeństwo cywilne trwa czy nie), uważam, że należy sprawdzić w sądzie biskupim wszystkie przesłanki. Właśnie dla czystości sumienia i pewnej prawdy, która powinna nas prowadzić przez życie. Nawet jeśli ta prawda jest niewygodna i nawet jeśli po ludzku zbyt wiele po drodze powstało zależności, zobowiązań, dzieci itd.
Może tak gwoli doprecyzowania - idąc do sądu biskupiego składa się pozew i się udowadnia, że małżeństwo wg pozywającego zostało zawarte nieważnie. Można oczywiście wcześniej pójść na rozmowę wyjaśniającą, ale też pod kątem ew. składania pozwu.
Inaczej mówiąc - sąd biskupi nie jest od sprawdzania, tylko od orzekania.
Rozeznanie nie odbywa się w sądzie, tylko wcześniej, w rozmowie ze spowiednikiem, kierownikiem duchowym, we wspólnocie, na modlitwie.

Rzeczywiście na oko być może 90% małżeństw nie jest zawierane ważnie ze względu na niedojrzałość, ale jest to właśnie nasze wrażenie. To Bóg zna serca małżonków, a Kościół przyjmuje, że ma to być minimalna dojrzałość. Kościół ponadto uznaje małżeństwo za prawo naturalne człowieka, więc gdy nie ma bardzo konkretnego i udokumentowanego zgłoszenia do proboszcza po zapowiedziach, że te osoby nie powinny zawierać małżeństwa, zaś inne formalności są dopełnione - to ślubu nie można odmówić. Można ubolewać, że za łatwo, ale tak właśnie prawo kościelne stanowi. Tym większa odpowiedzialność świeckich.

Nawiasem mówiąc takie teksty, że "powiem wszystko, nawet skłamię, a wtedy dostaniemy wyrok dający nam wolność" wskazują na duże zagubienie w danym momencie, ale niekoniecznie na niedojrzałość w momencie zawierania sakramentu małżeństwa. W kryzysie pada wiele słów obliczonych na doraźną korzyść, niekoniecznie oddają głębię, również tę dotyczącą przeszłości.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Satine

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Satine » 24 kwie 2019, 23:03

Zepsuty13 pisze:
20 kwie 2019, 19:58

Droga Satine załóżmy, że masz 23 lata. Nie masz dzieci, mąż odchodzi do innej kobiety . Rozwód cywilny - orzeczony. Stwierdzenie nieważności małżeństwa - nie, bo mąż chciał Ci dać popalić na koniec. Dodatkowo orzekanie trwało 3 lata, więc masz już 26 lat. W ciągu tych 3 lat Twój były mąż ma już dwójkę dzieci z nową partnerka, kupili mieszkanie i nie ma z Tobą kontaktu od 3 lat. Dodatkowo wyjechał do innego miasta 500 km od Ciebie. Wybacz ale już widzę jak każda młoda kobieta, której marzeniem jest posiadanie potomstwa będzie wiernie czekać na męża przy takich okolicznościach.

Co Ty byś zrobiła? Masz 26 lat, dookoła każda koleżanka ma dzieci a Ty dodatkowo spotykasz w pracy fajnego faceta z którym Ci się dobrze spędza czas.

Tak - pewnie będziesz wierna mężowi itp itd ale to tylko forum a życie zakładam w 99.9% przypadków mówi co innego.
Wiesz, co, Marcinie (Tak masz na imię?) - nie gniewaj się, ale Twoje rozumowanie jest mi tak odległe, że nie wiem, czy kiedykolwiek tak mogłam myśleć, kalkulować. Może kiedy miałam 16, 17 lat? Serio, nie pamiętam.

Poza tym - przecież to nie jest Twoja sytuacja - a to Twój wątek. Wróćmy do Twojej rzeczywistości, a nie gdybania. Z tego co piszesz, nie wiesz, czy żona nie wniesie wniosku o zbadanie ważności Sakramentu i nie "daje Ci popalić na koniec". Została oszukana przed ślubem i miała prawo zrezygnować z tego związku, skoro na początku drogi okazało się, że ten, który miał być jej mężem, zaufaniem, miłością, ojcem dzieci - zatajał przed nią istotne rzeczy (dla mnie kwestia kwoty nie ma znaczenia, myślę, że takie kłamstwo byłoby ciosem dla mnie, jako świeżo upieczonej żony).
I myślę, że poznanie nowego znajomego jedynie przyspieszyło to, co było i tak nieuchronne.

Twoje podejście do małżeństwa może być dla niej także przesłanką - Twoją niedojrzałość wykaże przecież bardzo łatwo, sam się podłożyłeś. Jeśli przedstawi to, w jak piękne słowa ubierałeś walkę o nią i zapewnienia, jak to będziesz na nią czekał, walczył, kochał do końca życia, podczas gdy nie minął rok, a Ty już masz nową partnerkę - to jak myślisz, co się wydarzy? :)

Marcinie - nikt Ci nie kazał brać ślubu kościelnego przecież. To myślenie, które prezentujesz przecież może być jak najbardziej fair - pod warunkiem, że mówisz o związku cywilnym.

Nie odpowiedziałeś mi na pytania - zbyt trudne? Czy idąc do ślubu zdawałeś sobie na pewno sprawę, że jeśli żona odejdzie od Ciebie, to złożona przysięga zobowiązuje Cię do wierności żonie - bez względu na jej zachowanie, czy wróci, czy nie, czy będziesz młody, czy stary? Jeśli tak - to do kogo masz teraz pretensje? Jeśli nie - czy Twoja przysięga jest ważna? Musi być świadoma. Czy była?

Jeśli nie zdawałeś sobie sprawy, nie myślałeś o tym - to czy możesz z ręką na sercu powiedzieć: wiem, co przysięgałem?

Rozumiem Twoje rozgoryczenie i uwierz mi, rozumiem, że masz prawo tak się czuć - oszukanym, rozczarowanym. Masz prawo się też wiązać z kim chcesz, bo to Twoje życie, Twoje przysięgi, Twoje grzechy i Twoje zbawienie. Jesteś młody. Ale może zbyt pochopnie podjąłeś decyzję o ślubie? Nie wiedząc dokładnie, czym jest Sakrament Małżeństwa?

Bóg chciałby, byś był Dzielnym Wojownikiem. Bo stworzył Cię do wielkich celów.

Wiem, że nie piszę tego, co chciałbyś przeczytać, ale przykro mi - jesteś na określonym forum i trudno, aby ludzie tu zakłamywali rzeczywistość, żeby poprawić Ci samopoczucie. Ja nie mam prawa potępiać, bo sama popełniłam wiele błędów w swoim życiu, choć moje błędy może były inne - więc i nie potępiam oczywiście. Ale nazywajmy rzeczy po imieniu, nie zakłamujmy prawdy, tylko dlatego, że jest dla nas niewygodna...

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Pijawka » 25 kwie 2019, 11:56

Kiedyś usłyszałam "poradę" dla mężczyzn, żeby się przekonać o faktycznej urodzie kobiety prawie w pełnej krasie należy ją zabrać na basen ;-) zero makijażu i prawie zero odzienia.. wtedy widać "więcej" i Marcin miał tę możliwość przyjrzeć się swojej znajomej adwokatce (jak to się pisze?) Domyślam sie, że on nie występował tam w stroju płetwotnurka ale raczej w gustownych kąpielówkach na gołą klatę (wysportowaną, jak wcześniej mówił że ćwiczy na siłce..) ;-) zapewne to też był miły widok dla koleżanki, która przecież jest po rozwodzie. Kobiety też lubią "zawiesić oko", tylko mało kiedy się do tego przyznają.. Nie chcę tutaj nikogo osądzać ani potępiać ale z czasem wspólne wyjścia bardzo ludzi zbliżają.. wiem co mówię;-)
Cytując klasyka: " krew nie woda, majtki nie pokrzywy"..

Monti
Posty: 461
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Monti » 25 kwie 2019, 12:48

Proponuję nie atakować Marcina, tylko raczej skupić się na jego problemie i przeżyciach i rozterkach. Każdy z nas zna stanowisko Kościoła ws. nierozerwalności małżeństwa.Ale też nie może dziwić, że osoby, którym w młodym wieku rozpadły się małżeństwa, zadają sobie pytanie o sens tej normy, czy nie jest to aby ciężar nie do uniesienia.

Wiele osób odchodzi od Kościoła z powodu rozminięcia się ich stanowiska z etyką seksualną głoszoną przez Kościół. Zastanawia mnie, czy jest to aż tak ważna sfera, by z tego powodu zrywać więź z Kościołem (a w konsekwencji także z Chrystusem). Nie chodzi mi o to, by zmieniać nauczanie Kościoła tylko dlatego, że do niego nie dorastamy (choć, jak wiemy, jeśli chodzi o tę sferę, nawet wśród kardynałów występują duże rozbieżności). Mam jednak wrażenie, że Kościół nie potrafi przekazać w pozytywny sposób nauki o ludzkiej płciowości i o małżeństwie.

Dlatego, zamiast przypominania katechizmowych prawd, chciałbym (także na własne potrzeby) usłyszeć świadectwo osoby porzuconej przez małżonka powiedzmy 30 lat temu, która pozostała sama. Jak ta samotność przełożyła się na jej relację z Chrystusem, z drugim człowiekiem i z samym sobą.

Czasem Kościołowi polskiemu zarzuca się skupianie się bardziej na literze prawa niż na jego duchu, na problemie konkretnej osoby. Może stąd wynika niezrozumienie w wielu kręgach papieża Franciszka, który jako Latynos ma zupełnie inne podejście. Tylko czy to podejście nie jest bardziej bardziej ewangeliczne? W końcu to szabat jest dla człowieka, a nie odwrotnie.

Stawiam te pytania, bo sam się z nimi zmagam, nie mając jednakowoż nikogo "na oku". Stosując się do zasady nierozumianej już przez dzisiejszy świat (a w perspektywie może nawet zliberalizowanej przez Kościół), chciałbym znać jej sens i uzasadnienie inne niż:"bo tak naucza Kościół" czy "tak mówi Ewangelia" (choć to oczywiście nie jest bez znaczenia).

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Klara*, monachomachia i 23 gości