małżeństwo kontrolowane

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

olala
Posty: 1
Rejestracja: 21 sie 2018, 19:50
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

małżeństwo kontrolowane

Post autor: olala » 21 sie 2018, 20:47

Cześć!

Piszę, ponieważ czuję że moje małżeństwo jest w kropce. Ja czuję się non stop kontrolowana a mój mąż uważa, że albo robię mu na złość albo ciągle szukam problemów tam gdzie ich nie ma.
Jesteśmy w małżeństwie od roku a razem około 5 lat. Po ślubie jednak mąż zaczął być szczególnie pedantyczny i władczy, a mi jest coraz ciężej to znosić. Przed ślubem też nie raz narzucał mi swój sposób na życie ale było to w dużo niższym stopniu. Problemy po ślubie zaczęły się od tego, że nagle znalazł sobie wiele zajęć dodatkowych. Zawsze był wszechstronnym człowiekiem i miał wiele hobby, ale po ślubie jakoś to się wszystko zintensyfikowało. Rozpoczął doktorat, zapisał się do orkiestry. Jego orkiestra zaczęła zajmować mu bardzo wiele czasu, tak że dwa razy w tygodniu miał próbę, a jeśli nie miał próby to zamykał się w drugim pokoju i grał. Długo były kłótnie o to, że za mało czasu mi poświeca a za dużo orkiestrze, ale w tym momencie orkiestra nie jest już problemem bo łapię oddech gdy tylko go nie ma i cieszę się, gdy się zamyka w pokoju bo chociaż przez chwilę nikt się mnie nie czepia i nie kontroluje wszystkiego. Zaczęło się od tego, że jego zdaniem za dużo zużywam wody i za często się kąpię. Rzeczywiście lubię się myć na zimno ale bynajmniej nie napuszczam całej wanny do tego. I codziennie było wchodzenie do łazienki gdy ja się myje żeby sprawdzić ile wody napuściłam. Poza tym mamy dwa koty więc wiecznie są pretensje i marudzenie że sierść jest wszędzie albo że śmierdzi (chociaż naprawdę staram się często sprzątać i ja nie czuję smrodu ale może ja mam jakieś zaburzenia). W każdym razie powodów do marudzenia i czepiania się mnie jest nieskończenie wiele, wręcz mam wrażenie że nic dobrze nie robię. Bo jak chowam rzeczy do lodówki to jest pytanie czy najpierw umyłam ręce, albo stwierdzenie, że najpierw wszystko powinnam dokładnie umyć zanim trafi do lodówki. Jak otwieram drzwi kluczem to mówi, że powinnam najpierw dolny zamek otwierać a nie górny, bo szybciej. Jak gotuje obiad, to kurczak albo indyk jest za suchy. Jak coś się zepsuje w lodówce to moja wina bo za dużo nakupiłam i za mało gotuje. Jak jadę samochodem to już wiadomo że wszystko źle robię, a tu za szybko ruszam, a tu za mało ekonomicznie jadę. Dzisiaj to nawet powiedział mi że jak będę ruszać to on sprawdzi jaką drogę wybrałam żeby jechać do domu bo tylko jedna jest tą właściwą według niego. Poza tym codziennie jest pytanie ile pieniędzy wydałam i czemu tak dużo. Chce przeglądać moje konto i zobaczyć na co wydaję. Jak jesteśmy w restauracji to oczywiście jest zawsze marudzenie jeżeli wybiorę jakieś droższe danie mimo że wcale nie mamy problemów finansowych. Jak sama powiesiłam rolety to najpierw musiał trzy razy spytać czy zrobiłam coś tak a nie inaczej a potem jeszcze musiał to sprawdzić naocznie, bo i tak mi nie wierzył. I to są niby wszystko drobnostki ale ja już nie mogę tego znieść. Jeśli jesteśmy w domu to on się odzywa po to żeby albo mi powiedzieć co zrobiłam nie tak albo jak powinnam to zrobić albo po to, żeby mi kazać coś zrobić. Dodam że on praktycznie nie gotuje nic a jak ja gotuję obiad to zawsze za bardzo nabrudzę. Ostatnio nawet jak ugotowałam mu obiad to się oburzył, że mu nie nałożyłam (choć on w tym czasie grał sobie na gitarze) i jeszcze dopowiedział, że jak ja mu nie nałożę to on wcale tego jadł nie będzie. Jakby mi łaskę robił, że zje obiad który ja ugotuję. Czepia się też o to, że wietrzę w domu bo jest mi gorąco (a on się brzydzi wszelkich owadów więc chce żeby było zamknięte), że odkurzam nie tym odkurzaczem co on by chciał, że sprzątam łazienkę nie wystarczająco dokładnie itp itd. Do tego ciągle słyszę, że ze mną nie da się o niczym pogadać (a jego interesują tematy polityczne, ekonomiczne i muzyka, ten ostatni temat lubię ale się nie znam na tyle, żeby o tym gadać). Oczywiście zapomina o tym, że jak braliśmy ślub to też nie chciałam gadać o polityce i ekonomii i jakoś mieliśmy o czym rozmawiać.

Ogólnie mam już tego wszystkiego dość. Przez ostatni tydzień jak wyjechałam na obóz sportowy to bardzo mi ulżyło i trochę nawet za nim się stęskniłam, ale jak tylko wróciłam i już podczas obiadu w restauracji zaczął narzekanie na koty i gadanie że pizza droga, to się rozpłakałam, bo wiedziałam, że znowu czeka mnie tylko ciągłe napominanie i kontrolowanie.
Nie zrozumcie mnie źle, mój mąż jest pracowitym facetem, sam dużo rzeczy naprawia i robi (co też mi nieustannie wypomina, że powinnam być mu wdzięczna za to, że wszystkie szafki on sam poskładał a ja nie zrobiłam nic- mimo że ciągle mu pomagałam sprzątając albo podtrzymując mu coś). Jak jesteśmy poza domem to też zdarza się że jest miło i możemy porozmawiać o czymś innym niż obowiązki domowe i ewentualne rzeczy które można zrobić w domu. Niestety ostatnio nawet na mieście jak jesteśmy to rozmowa kręci się wokół moich wydatków i sprzątania...

Ja też nie jestem bez winy bo nie raz jak już tak jednego dnia się mnie po raz 20sty czepi bez powodu to wybucham, krzyczę, przeklinam i mówię mu nieraz bardzo niemiłe rzeczy albo próbuję go zrzucić z łóżka. Nie raz już nie panuje nad sobą i jestem agresywna ale to z mojej bezsilności. Ja też się czepiam czasem jego ale nigdy o takie drobnostki. Poza tym po takich kłótniach jestem potem parę dni obrażona i zgryźliwa.

Sama nie wiem już co mam robić żeby wyjść z tego impasu. Czuję że się bardzo męczę w tym zwiazku i zaczęłam myśleć o wyprowadzce bo mam dość tej kontroli i marudzenia. Wszystko to mu też już tysiąc razy mówiłam ale on to bagatelizuje i obraca w żart albo wcale nie odpowiada. Jak chciałam pojechać z nim na dialogi to on mówi, że nie będzie marnował swojego czasu żeby słuchać wszystkich rzeczy, które on już wie. O terapii też nie chce słyszeć i tak się kręc, tylko że ja coraz więcej płaczę, coraz mniej mam ochotę w ogóle na cokolwiek. Parę miesięcy temu już miałam wrażenie, że wpadłam w depresję, teraz lato trochę pomogło bo i jakieś wspólne wyjazdy i więcej słońca i jakoś lepiej się czuje. Ale nieraz łapię się na tym że myślę że po co mi to wszystko było i że wcale nie chce mi się zyć.
Doradźcie coś proszę...

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8962
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małżeństwo kontrolowane

Post autor: Nirwanna » 21 sie 2018, 22:09

Witaj, olala, na forum. Nic o tym nie piszesz więc się spytam - czy masz jakieś wsparcie w realu? Rodzina, sąsiedzi, przyjaciele? Może masz możliwość pójścia na Ognisko Sychar?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

bosa
Posty: 342
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małżeństwo kontrolowane

Post autor: bosa » 21 sie 2018, 23:02

Olala, czy przez pięć lat znajomości naprawdę nie poznałaś swojego męża? Czy ślub wzięliście z miłości? Czy rozmawialiście o swoich oczekiwaniach dotyczących małżeństwa? Czy wiesz czego oczekuje Twój mąż ,a czy on wie czego oczekujesz Ty?
Kocham Cię Panie, i jedyna łaska o jaką Cię proszę ,to kochać Cię wiecznie.. św.Jan Maria Vianney

Awatar użytkownika
Kate81
Posty: 72
Rejestracja: 06 sty 2018, 9:40
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: małżeństwo kontrolowane

Post autor: Kate81 » 22 sie 2018, 9:11

Cześć Olala. Rzadko odzywam się na tym forum, ale często je podczytuję. Dziś nie wytrzymałam, bo to co opisujesz to dosłownie kalka mojego małżeństwa - tylko ja dziś nie żyję już z mężem. Przez wiele lat znosiłam czepianie się o każdy możliwy szczegół, kontrolę finansową, zaborczość, rozliczanie mnie ze spędzonego czasu (z kim, kiedy i jak często), wydanych pieniędzy (nawet gdy były to 2 zł na drożdżówkę). Prosiłam, płakałam, chciałam iść na terapię - bez skutku. Był nieugięty, i tłumaczył mi, że wszystko jest moją winą, bo sprzątam niedokładnie, bo gotuję za mało wykwintnie, bo za mało czasu spędzam z nim - mężem (były fochy o każde wyjście z koleżanką i dzwonienie po 2 godzinach, kiedy wrócę, bo jest robota do zrobienia). Że ja jestem źle wychowana i on mnie "ułoży".

Dziś jestem po wielu latach terapii i patrząc wstecz wiem dokładnie co się wydarzyło i dlaczego.
Zachowanie mojego męża - i pewnie też Twojego - jest spowodowane skrajnie niską samooceną i strachem przed porzuceniem. Silna kontrola daje im poczucie bezpieczeństwa, że trzymają swoje życie i związek w ryzach. Niestety działa to odwrotnie - małżonka kontrolowana (lub małżonek) dusi się i zaczyna rozpaczliwie szukać drogi wyjścia. Problem jest również po stronie kontrolowanej - zwykle jest to równie niska samoocena i strach, że jeśli nie spełni się wszystkich zachcianek drugiej strony, jeśli nie będzie się "żoną idealną" to mąż nas odrzuci, a nawet porzuci. Tak więc jest to bardzo toksyczna szamotanina. W przypadku mojego małżeństwa problemy były osadzone tak głęboko, że były nie do zmiany bez woli obu stron. Ale tej woli ze strony męża nie było, bo źle było tylko mnie.

To, czego potrzebuje Twój mąż (oczywiście według mnie, bo przecież nie znam go osobiście), to twardych granic. Pytanie podstawowe brzmi, czy pracujesz zawodowo? Czy masz własne dochody? Czy macie dzieci?

mrówka
Posty: 8
Rejestracja: 12 lip 2018, 11:03
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: małżeństwo kontrolowane

Post autor: mrówka » 22 sie 2018, 21:13

Cześć Ola, czy miałaś okazję 'pomieszkać' u teściów troszkę? Dobrze, że zasiało się u CIebie ziarno niepokoju bo to nie jest normalne i ciężo tak żyć. Jesteście na początku małżeństwa więc to dobry moment żeby tu coś twardo zmieniać. Czy w okresie narzeczeństwa troszkę nie zwracałaś uwagi na te zachowania? Czy jesteś osobą z natury uległą? jak reagujesz na te uwagi np o łazience czy o wydatkach?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 20 gości