Wierzę mimo wszystko

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

krople rosy

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: krople rosy » 17 paź 2018, 10:22

Pijawka pisze:
17 paź 2018, 10:05
Teraz wręcz wprost słyszymy tam zachęty np.do oddawania krwi,szpiku kostnego, dawstwa narządów po śmierci itd.. Jest to piękny przykład miłosierdzia względem bliźnich- podzielenie się z nimi swoim własnym ciałem...
A dla mnie nie ma nic pieknego w oddawaniu i przyjmowaniu narządów po smierci. Jest furtką do nadużyć a i jakość zycia z podarowanym narządem i z braniem leków pzreciw odrzutowi jest życiem jak babel na wodzie.
Dla mnie to żaden postęp. Podobnie z sekcją zwłok. Ogladałam kilka filmików na yt gdzie studenci nie mieli poszanowania dla ludzkiego ciała i przy czynnościach około sekcyjnych robili sobie żarty.
Dla mnie ten postęp to taki trochę akt desperacji: żyć za wszelką cenę.

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: Pijawka » 17 paź 2018, 10:56

krople rosy pisze:
17 paź 2018, 10:22
A dla mnie nie ma nic pieknego w oddawaniu i przyjmowaniu narządów po smierci. Jest furtką do nadużyć a i jakość zycia z podarowanym narządem i z braniem leków pzreciw odrzutowi jest życiem jak babel na wodzie.
Dla mnie to żaden postęp. Podobnie z sekcją zwłok. Ogladałam kilka filmików na yt gdzie studenci nie mieli poszanowania dla ludzkiego ciała i przy czynnościach około sekcyjnych robili sobie żarty.
Dla mnie ten postęp to taki trochę akt desperacji: żyć za wszelką cenę.
Rzeczywiście pole do nadużyć jest spore, chociaż w Polsce jest ono stosunkowo niewielkie, gdyż jesteśmy niejako "ogonem" w peletonie transplantologicznym na świecie...Z swoim życiu nietylko zawodowym spotkałam dzieci, które dzięki przeszczepowi narządu od innego dziecka mogą żyć. Czy to był akt desperacji ich rodziców?? Nie wiem, może. Gdybym miała do wyboru pochować siebie, rodzica, dziecko "w całości" albo za zgodą tej osoby i włąsną- podzielić się ciałem po śmierci- to oczywiście bym to zrobiła. Właśnie ze względu na to, że widziałam jak wygląda życie ludzi po przeszczepie ( i nie chodzi mi już tylko o dzieci). Oni naprawdę są wdzięczni za "drugą szansę", którą otrzymali. A czyż życie nas- ludzi bez przeszczepu- nie jest jak ten "bąbel na wodzie"?? Myślę, że jest i to niekiedy jeszcze bardziej niepewne...
Co do głupiego zachowania studentów, to przyznaję, że swoim życiu również spotkałam się ( jednostkowo- na pierwszym roku studiów) z takimi zachowaniami, które wzbudzały powszechne wzburzenie i politowanie. Z kolejnymi latami już nie było takich patologii, działała selekcja i chyba pewna dyscyplina. Na szczęście ogromnej większości normalnych ludzi nie chce się żartować stojąc nad ludzkimi zwłokami ( a na stołach sekcyjnych są osoby w różnym wieku, niekiedy dzieci, płody, noworodki, osoby młode, starsze...) i trzeba mieć świadomość PRAWDY, że to jest ludzkie ciało. To był czyjś syn, ojciec, brat, mama, babcia itd..
Może niektórym to wydaje się makarbyczne, ale ja od pierwszego dnia w prosektorium modliłam się za WSZYSTKICH, których tam "spotkałam"...za ich dusze i jednocześnie dziękując, że dzięki ich ciału mogę się uczyć poznawać jakiś kawałek PRAWDY o stworzeniu człowieka, o jego życiu i śmierci. Modliłam się za rodziny tych osób pogrążone w żałobie ( chociaż wielu z nich było bezdomnymi NN ) oraz za moich nauczycieli, wykładowców, innych studentów.. Mineło wiele lat, a ja nadal pamiętam niektóre osoby z tych sekcji- szczególnie makabryczne z działu sądowo-prokuratorskiego. Tam naprawdę NIKOMU nie jest do śmiechu. ..
Zawsze w listopadzie szczególniej o nich pamiętam i jestem im wdzięczna. Autentycznie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8962
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: Nirwanna » 17 paź 2018, 11:00

Z przyjemnością czytam Wasze rozważania i wiele z nich korzystam.
Jednak zastanówmy się, czy nie gubimy gdzieś autora wątku i jego trudnej sytuacji.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

farmer
Posty: 152
Rejestracja: 15 wrz 2017, 16:50
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: farmer » 17 paź 2018, 15:24

Nirwanna pisze:
17 paź 2018, 11:00
Z przyjemnością czytam Wasze rozważania i wiele z nich korzystam.
Jednak zastanówmy się, czy nie gubimy gdzieś autora wątku i jego trudnej sytuacji.
Nie spoko dobrze im idzie

farmer
Posty: 152
Rejestracja: 15 wrz 2017, 16:50
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: farmer » 17 paź 2018, 16:35

Zaraz na polityke wejdzie i pudelek gotowy

helenast
Posty: 2966
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: helenast » 17 paź 2018, 16:54

krople rosy pisze:
17 paź 2018, 10:22
Pijawka pisze:
17 paź 2018, 10:05
Teraz wręcz wprost słyszymy tam zachęty np.do oddawania krwi,szpiku kostnego, dawstwa narządów po śmierci itd.. Jest to piękny przykład miłosierdzia względem bliźnich- podzielenie się z nimi swoim własnym ciałem...
A dla mnie nie ma nic pieknego w oddawaniu i przyjmowaniu narządów po smierci. Jest furtką do nadużyć a i jakość zycia z podarowanym narządem i z braniem leków pzreciw odrzutowi jest życiem jak babel na wodzie.
Dla mnie to żaden postęp. Podobnie z sekcją zwłok. Ogladałam kilka filmików na yt gdzie studenci nie mieli poszanowania dla ludzkiego ciała i przy czynnościach około sekcyjnych robili sobie żarty.
Dla mnie ten postęp to taki trochę akt desperacji: żyć za wszelką cenę.
Mocne słowa używasz w tym temacie - zapytam więc czy doświadczyłaś kiedyś uczucia czekania na dawcę ? czy odczułaś jak to jest wpatrywać się w telefon czy zadzwoni ? Czy doznałaś kiedyś lęku ,że krew nie zdąży dojechać na czas ?

Co do studentów to winę ponosi koordynator , bo to on powinien pokazać i nauczyć ich szacunku , jednak tu najistotniejsze jest uratowanie życia drugiemu człowiekowi ...

krople rosy

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: krople rosy » 17 paź 2018, 17:45

helenast pisze:
17 paź 2018, 16:54
Mocne słowa używasz w tym temacie - zapytam więc czy doświadczyłaś kiedyś uczucia czekania na dawcę ? czy odczułaś jak to jest wpatrywać się w telefon czy zadzwoni ? Czy doznałaś kiedyś lęku ,że krew nie zdąży dojechać na czas ?
Nie doświadczyłam ale czy to znaczy że nie wolno mi posiadać własnego zdania igo wyrazić ? Zgodnie z Twoim myśleniem nie powinno mnie tu być na forum bo nie doświadczyłam ostrego kryzysu małżeńskiego i nie jestem po rozwodzie więc po tych polach dyskusji chodzić nie powinnam.
Co do Twojego pytania jeszcze: na żaden telefon dotyczący dawcy narządów nigdy czekać nie będę choćbym była bardzo chorą zgodnie z tym co na ten temat uważam.
Życie ziemskie nie jest dla mnie celem w sobie i trzymać się go za wszelką cenę nie chcę.
Tyle z mojej strony bo nie chcę zaśmiecać wątku Farmera.

helenast
Posty: 2966
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: helenast » 17 paź 2018, 19:39

krople rosy pisze:
17 paź 2018, 17:45
helenast pisze:
17 paź 2018, 16:54
Mocne słowa używasz w tym temacie - zapytam więc czy doświadczyłaś kiedyś uczucia czekania na dawcę ? czy odczułaś jak to jest wpatrywać się w telefon czy zadzwoni ? Czy doznałaś kiedyś lęku ,że krew nie zdąży dojechać na czas ?
Nie doświadczyłam ale czy to znaczy że nie wolno mi posiadać własnego zdania igo wyrazić ? Zgodnie z Twoim myśleniem nie powinno mnie tu być na forum bo nie doświadczyłam ostrego kryzysu małżeńskiego i nie jestem po rozwodzie więc po tych polach dyskusji chodzić nie powinnam.
Co do Twojego pytania jeszcze: na żaden telefon dotyczący dawcy narządów nigdy czekać nie będę choćbym była bardzo chorą zgodnie z tym co na ten temat uważam.
Życie ziemskie nie jest dla mnie celem w sobie i trzymać się go za wszelką cenę nie chcę.
Tyle z mojej strony bo nie chcę zaśmiecać wątku Farmera.
Pozostawię Twoją wypowiedź bez komentarza i proszę nie przypisuj mi swojego myślenia jako moje , bo to nie jest moje co piszesz ...

krople rosy

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: krople rosy » 18 paź 2018, 9:29

helenast pisze:
17 paź 2018, 19:39
proszę nie przypisuj mi swojego myślenia jako moje , bo to nie jest moje co piszesz ...
Małe sprostowanie.
krople rosy pisze:
17 paź 2018, 17:45
Nie doświadczyłam ale czy to znaczy że nie wolno mi posiadać własnego zdania igo wyrazić ? Zgodnie z Twoim myśleniem nie powinno mnie tu być na forum bo nie doświadczyłam ostrego kryzysu małżeńskiego i nie jestem po rozwodzie więc po tych polach dyskusji chodzić nie powinnam.
Tu na końcu zdania powinien być znak zapytania. Dlatego tak zrozumiałaś mój post. Jesli tak nie jest jak napisałam to dobrze.
helenast pisze:
17 paź 2018, 19:39
Pozostawię Twoją wypowiedź bez komentarza
Proszę bardzo. Ja sie wcale nie domagam komentarzy .

farmer
Posty: 152
Rejestracja: 15 wrz 2017, 16:50
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: farmer » 18 paź 2018, 12:24

Wszystko ładnie pięknie a ja

nałóg
Posty: 2094
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: nałóg » 18 paź 2018, 16:06

KR? a co w życiu jest najważniejsze?PD

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: Jonasz » 18 paź 2018, 20:49

farmer pisze:
18 paź 2018, 12:24
Wszystko ładnie pięknie a ja
Twój wątek to se Chłopie sam dopilnuj i zaprowadź porządek :lol:

Jedziemy.

Spróbuj znaleźć odpowiedz na pytanie co doprowadziło do tego ze zaczęliście sypiać oddzielnie.
Przy czwórce dzieci dziwne to. Od ołtarza wyszliście razem. W jakich okolicznościach to się stało.
Wydarzenie, kłótnia? Co według Ciebie było przyczyną?

Może brzmi dziwnie.
Ale ja to zrobiłem.
Okazało się że wcale to nie tylko "jej wina" , sprawa nie wyglądała według mojego scenariusza jak ja bym to myślał i sobie wyobrażał. Bo prawda jest taka, że owszem szukałem pomocy, próbowałem ratowałem i tak dalej.
Tylko sam, bez zony, za nas dwoje.
Może być tak że odrzuciła pomoc psychologa bo poczuła się przymuszona, nie czuła się wolna w tym wszystkim
Myślę ze dobrze by było odkryć czemu stanowcze nie ze strony zony która ślubowała przed Bogiem, próba u psychologa odrzucona, idź se znajdź babę odejdź i tak dalej, wykonywany zawód bądź co bądź nie ochłodził. Skąd takie rozgorączkowanie. Ba czemu ksiądz proboszcz powiedział co powiedział.
Czemu przestała kochać do czego została stworzona zresztą a zaczęła odpychać, gardzić wbrew niejako swojej naturze.

Małym pocieszeniem może być fakt, że za jej przeszłość tzn. rodzinę w której wyrosła, to w jaki sposób uczyła się dorastając (związki) zranienia. nie ponosimy odpowiedzialności, ale za narzeczeństwo i dalej współodpowiedzialność. Rzadko chyba kiedy całkowitą. Bo nawet wtedy mamy coś, co chyba daje nam cień szansę - świadomość własnej przysięgi przed nie kto innym niż Bogiem. No i współmałżonka . Bo się będzie upominał. I to jest nasza siła i pomoc jako sakramentalnych. I jakakolwiek szansa.
Rzecz ważna.


Z osobistego doświadczenia - dopiero wtedy mogłem ruszyć do rozumnego działania.
Takiego siania z nadzieją na dobry owoc . Może się doczekam. ;)
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

farmer
Posty: 152
Rejestracja: 15 wrz 2017, 16:50
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: farmer » 19 paź 2018, 0:32

jarek70 pisze:
18 paź 2018, 20:49
farmer pisze:
18 paź 2018, 12:24
Wszystko ładnie pięknie a ja
Twój wątek to se Chłopie sam dopilnuj i zaprowadź porządek :lol:

Jedziemy.

Spróbuj znaleźć odpowiedz na pytanie co doprowadziło do tego ze zaczęliście sypiać oddzielnie.
Przy czwórce dzieci dziwne to. Od ołtarza wyszliście razem. W jakich okolicznościach to się stało.
Wydarzenie, kłótnia? Co według Ciebie było przyczyną?
Powiedziała ze jestem odrazajacy i inne tak epitety i wyniosła sie z pokoju. Generalnie to sie zakochała i tyle
Może brzmi dziwnie.
Ale ja to zrobiłem.
Okazało się że wcale to nie tylko "jej wina" , sprawa nie wyglądała według mojego scenariusza jak ja bym to myślał i sobie wyobrażał. Bo prawda jest taka, że owszem szukałem pomocy, próbowałem ratowałem i tak dalej.
Tylko sam, bez zony, za nas dwoje.
Może być tak że odrzuciła pomoc psychologa bo poczuła się przymuszona, nie czuła się wolna w tym wszystkim
Myślę ze dobrze by było odkryć czemu stanowcze nie ze strony zony która ślubowała przed Bogiem, próba u psychologa odrzucona, idź se znajdź babę odejdź i tak dalej, wykonywany zawód bądź co bądź nie ochłodził. Skąd takie rozgorączkowanie. Ba czemu ksiądz proboszcz powiedział co powiedział.
Czemu przestała kochać do czego została stworzona zresztą a zaczęła odpychać, gardzić wbrew niejako swojej naturze.
Co do psychologa to jej nie zmuszałem sama chciała ale jak psycholog próbował wejsc w sprawe głebiej to wiecej sie tam nie pojawiła
Przez ostatni rok na podstawie mojego doswiadczenia rozmów z innymi i zapoznaniem sie z literaturą w tym temacie moje zdanie jest takie ze schemat jest jeden zawsze jest ktos trzeci
Małym pocieszeniem może być fakt, że za jej przeszłość tzn. rodzinę w której wyrosła, to w jaki sposób uczyła się dorastając (związki) zranienia. nie ponosimy odpowiedzialności, ale za narzeczeństwo i dalej współodpowiedzialność. Rzadko chyba kiedy całkowitą. Bo nawet wtedy mamy coś, co chyba daje nam cień szansę - świadomość własnej przysięgi przed nie kto innym niż Bogiem. No i współmałżonka . Bo się będzie upominał. I to jest nasza siła i pomoc jako sakramentalnych. I jakakolwiek szansa.
Rzecz ważna.
No wiary nie trace. Własnie wróciłem z Mszy Św odprawianej przez O. Witko bardzo ładnie mówił o małzeństwach i o wybaczeniu.
Czuje sie współwinny tej sytuacji i zdaje sobie sprawe ze swoich błedów i powiem szczerze ze łatwiej mi wybaczyć zonie niz sobie ale pracuje nad tym z Panem Bogiem. Pozytyw jest taki ze wciaz ja kocham a przeciez miłość nigdy nie ustaje.

Z osobistego doświadczenia - dopiero wtedy mogłem ruszyć do rozumnego działania.
Takiego siania z nadzieją na dobry owoc . Może się doczekam. ;)
Ostatnio zmieniony 19 paź 2018, 6:57 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8962
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: Nirwanna » 19 paź 2018, 7:02

No, "trochę" się nadziergałam, poprawiając cytowanie w powyższym poście ;-)

Farmerze - instrukcja cytowania jest tu: viewtopic.php?f=20&t=229#p2410
Gdy korzystasz prawidłowo z opcji cytowania, wtedy Twój post jest czytelniejszy i łatwiej się odnieść do tego, co piszesz.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę mimo wszystko

Post autor: Jonasz » 19 paź 2018, 9:09

farmer pisze:
19 paź 2018, 0:32
Powiedziała ze jestem odrażający i inne tak epitety i wyniosła się z pokoju. Generalnie to się zakochała i tyle
Rozumiem ze generalnie to się zakochała to Twoje podsumowanie.
Tylko sorry będę dziwny i uparty - to skutek czegoś. A nie przyczyna.
A były jakieś wychodzenia z domu gdzieś na zebranie, telefony pilnowanie.

Pytanie do Dziewczyn:
co musi zaistnieć, żeby facet był odrażający, żeby kobieta nim wzgardziła i sama opuściła łóżko.
- zawiódł w jakiejś sytuacji ?
- może być ktoś trzeci, koleżanka, nie wiem kto kto podtruwa ,zniekształca obraz męża w wyniku czego ponieważ sama nie może się odciąć przyjmuje podsuwany obraz
- usiłowałem coś na żonie wymusić, coś jej narzucić, wytłumaczyć, zmusić i ma mnie dość

Z drugiej strony może to być z domu rodzinnego.

A przy okazji Ty czytałeś, uczyłeś się i tak dalej.
Jak patrzę na siebie to czułem taką potrzebę na początku.
Czy zona coś robiła w tym kierunku, ale nawet nie w czasie kryzysu tylko wcześniej?
Tak prawdę mówiąc u mojej okres czytania skończył się na książce o 2 roku życia dziecka. Taki gruby poradnik.
Wzorce z TV, życie bo wszyscy tak robią tak to już jest. Koleżanki jak to jest u nich.
Ech ten samorozwój w dobrym kierunku .
farmer pisze:
19 paź 2018, 7:02
Co do psychologa to jej nie zmuszałem sama chciała ale jak psycholog próbował wejsc w sprawe głebiej to wiecej sie tam nie pojawiła
Wygląda mi to na zwykłe alibi ;)
Względnie na to ze przyszłam z chłopem do naprawy a Pani psycholog słusznie wyczaiła że to żona powinna się naprawiać wiec zegnam pana i panią
Uff i dobrze, znam przypadek gdzie mąż tego nie widział i się otworzył, dostarczając sam na siebie nieświadomie argumentów do sprawy rozwodowej.

Dziewczyny podacie jakiś trop Farmerowi?
Ostatnio zmieniony 19 paź 2018, 10:36 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 6 gości