coś się stało, oj będzie bolało..

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Pustelnik

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pustelnik » 03 sty 2019, 18:51

lustro pisze:
03 sty 2019, 13:02
Pijawko
Natomiast, jeżeli chcesz faktycznie powrotu do męża, reaktywacji małżeństwa, to może warto by modlić się o powrót miłości. Nie tylko jako postawy, ale też jako uczucia. Bo bez tego będzie wam obojgu bardzo trudno.
A może (subiektywnie):
A/ Miłość (agape) najlepiej "nauczyć się" praktykując ją, zwłaszcza do trudnych ludzi (toksyczny rodzic ? wścibska sąsiadka ? pijany żebrak ? chamski proboszcz ? ) ...
B/ Miłość to pojęcie wieloznaczne. Nawet w kategoriach uczuć to czasami/często (?) mieszanka różnych (w tym trudnych) emocji. Oczywiście , nie chodzi o to aby celowo/z założenia robić sobie (masochistyczne) "pod górkę". Ale życie jest ... i trudem, nieprawdaż ? To modlić się o "mniejszy trud" ?

Pogody Ducha !

P.S. Może trochę przekornie "zawistuję" : czy wikary modli się o miłość do swego proboszcza, hmmm, może ? A jak nieraz napiszą w gazetach, że " pobiły się chłopy" to niby dlaczego ? Czego im zbrakło ?

awe
Posty: 18
Rejestracja: 07 lut 2017, 17:59
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: awe » 03 sty 2019, 21:02

czytam i czytam ...cały czas mąż i Kowalski.. a czemu nie zaczęłaś modlić się za samą siebie ????? innych prosisz - owszem to tez potrzebne ale to Ty SAMA PRZED BOGIEM musisz PROSIĆ O PRAWDĘ O SOBIE bo tak do końca - dla mnie to Ty nie podjęłaś jezcze decyzji czego sama dla siebie chcesz.....i zawsze takie targanie naszymi emocjami jest do czasu podjęcia decyzji......potem jest już inaczej......tylko realizujesz to do czego się zobowiązałaś.
i jeszcze jedna sprawa - twoje dzieci.
Czemu pozwoliłaś żeby twoje dzieci patrzyły na kochankę ich ojca? rozumiem że one go potrzebują ale czemu spotkania przy kochance? czemu wspólne wyjazdy z " drugą rodziną" mężą? przeciez one będą totalnie poranione i pogubione..

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 03 sty 2019, 22:27

awe pisze:
03 sty 2019, 21:02
i jeszcze jedna sprawa - twoje dzieci.
Czemu pozwoliłaś żeby twoje dzieci patrzyły na kochankę ich ojca? rozumiem że one go potrzebują ale czemu spotkania przy kochance? czemu wspólne wyjazdy z " drugą rodziną" mężą? przeciez one będą totalnie poranione i pogubione..
Prawda wygląda tak, że nie mam wpływu na to gdzie mąż zabiera dziecko. Rok nie mieszkamy razem. Początkowo przyjeżdżał do nas (małe dziecko było karmione piersią, więc musiałam być w pobliżu) Wpadał wieczorami po pracy (często tylko na kąpiel) poawanturował się (to był etap, kiedy nie chcąc rozwodu wytrącalam mu wszystkie argumenty z ręki, co wywolywalo w nim wściekłość, frustrację A może i wyrzuty sumienia..Więc uciekał doslownie i w przenośni) Wiosną, kiedy karmienie piersią było już ograniczone stwierdził, że nie będzie spędzał czasu z dzieckiem w domu, nie ma ochoty na mnie patrzeć i zaczął zabierać dziecko do swojego mieszkania, do swojej pracy, do swoich rodziców, włóczył to dziecko po warsztatach,,hurtowniach,bankach, budowach,spotkaniach z klientami..bywał widziany w różnych miejscach a na moje uwagi,że to niebezpieczne i nieodpowiednie miejsca dla tak małego dziecka odpowiadał wrzaskiem- że nie mam prawa mu zabraniać spędzać czasu tak jak on uważa.. bo przecież wtedy opiekuje się dzieckiem i "nic nie grozi". Wiosną właśnie podczas takiego kilkugodzinnego wyjścia okazało się,że owszem- spaceruje z dzieckiem po parku, ale jest...też Kowalska i jej dziecko (ok 8 lat starsza) Nie zgodziłam się na to, żeby zabierał do niej nasze dziecko...Ale on wielokrotnie mnie okłamał (że niby będzie z dzieckiem w biurze albo u rodziców A okazywało się,że był i spał u kowalskiej) Nasze dziecko juz nie jest karmione piersią ale nie mówi jeszcze na tyle dużo,żeby samo wyraziło swoje zdanie czy po odebraniu że żłobka chce jechać do domu czy do "cioci" kowalskiej i jej dziecka. On co drugi dzień zajmuje się dzieckiem i nie mam siły ani możliwości pilnować gdzie wtedy bywa. Z mojej prosby aby nie jezdzil tam z dzieckiem nic sobie nie robi. Czasami w ciągu kilku godzin kilka razy potrafi zmieniać miejsce.. Tak, rzeczywiście nie chcę aby oni tam bywali i udawali szczęśliwą rodzinę (mąż jest zaangażowany w relację z córką kowalskiej, która bardzo to lubi i nadrabia w ten sposób słaby kontakt z biologicznym ojcem). Mój kowalski był ogromnie mocno zaangażowany w relację z moim dzieckiem, ale zostało to przerwane z mojej decyzji. Mąż jakby chciał także mógłby zerwać tamte relacje. Skoro ślub nie był dla niego "problemem" i potrafił odejść mimo publicznie złożonej przysięgi...to tym bardziej "pisana palcem po wodzie" relacja z kowalską. Ale musiałby CHCIEĆ i mieć za przeproszeniem...jaja.. A tu jednego ani drugiego jakoś nie widzę. Nie mówię tego złośliwie ani aby to zdyskredytować, ale każdy w życiu miewa chwilę że po prostu jest mu dobrze,miło, wygodnie i najzwyczajniej nie chce mu się nic zmieniać. Prawdę mówiąc ja na obecną chwilę niewiele atrakcyjnych rzeczy mogę mu zaproponować. To jak przyjść do restauracji w trakcie remontu i liczyć na pyszny obiad w luksusowych warunkach. Ja jestem (w obecnym stanie kryzysu I swojej pracy nad sobą) na etapie co najwyżej "budki z hot-dogami". Bardzo chciałabym aby mu zasmakowały ale on ani myśli cokolwiek "zjeść"..Kowalska nie wypuszcza głodnego na miasto..a on też nie wygląda na chętnego na hot-doga. Jest jak jest. Strasznie...

acine
Posty: 127
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: acine » 04 sty 2019, 0:00

po tym co napisalas a raczej opisalas jaka przewage czy finansowa czy statusowa ma maz nad toba ja zaczynam rozumiec dlaczego mocno (wedlug mnie, inni sie moga obruszyc) poszlas "w religie". No bo niby co zostalo? Psycholog swiecki powie ze wszystko sie skonczylo, takie sa koleje losu i inne podobne wyswiechtane "pseudo naukowe" gadki, psychiatra to wiadomo, on zawsze znajdzie jedno wyjscie - napakowac cie lekami i przybic jakas diagnoze ( bo bez diagnozy przeciez cie nie napakuje lekami ). Bardziej juz interesuje mnie co by doradzil ci psycholog tzw wierzacy, choc znajac pare swiadectw ze swojego ogniska to widze ze czesto tez sa bezradni i podsylaja wlasnie na ogniska sycharowskie takie osoby ale ja je widzialem 2-3 razy na spotkaniach i tyle ich bylo widac. Wg mnie idziesz w dobra strone - w strone Boga tylko ze te recepty roznych "specjalistow od Boga" sa czesto ze soba sprzeczne i powodujace zamieszanie w glowie i nazwijmy to "duszy". Ja sam nie wiem jak masz isc ale wiem ze na pewno droga 'wedlug jakichs zasad" bo tylko one ostatecznie dadza ci jakiej poczucie porzadku, stabilizacji, harmonii, moze nawet celu bo bez tego wszytkiego bedzie tylko chaos a nawet w Biblii jest na poczatku napisane -"na poczatku byl chaos" czyli cos zlego i od tego musimy uciekac w kierunku jakiegos uporzadkowania. Ja to nazywam Bogiem. ( dla czesci czytajacych zeby bylo jasne ja nie jestem jakims heretykiem, moze to nie jest do konca takie typowo kosciolkowo katolickie ale jest na pewno zgodne z mysleniem Tomasza z Akwinu czyli jak najbardziej popierane przez Kosciol )

Pustelnik

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pustelnik » 04 sty 2019, 4:37

Pijawka pisze:
03 sty 2019, 22:27
(...) Wpadał wieczorami po pracy (często tylko na kąpiel) poawanturował się (to był etap, kiedy nie chcąc rozwodu wytrącalam mu wszystkie argumenty z ręki, co wywolywalo w nim wściekłość, frustrację A może i wyrzuty sumienia..Więc uciekał doslownie i w przenośni)
Pijawka,
wybrałaś trudną ale i normalną drogę.
Chyba nie winisz siebie, że mu Twoje wybory "nie smakują" ?

Pustelnik

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pustelnik » 04 sty 2019, 8:19

acine pisze:
04 sty 2019, 0:00
Ja sam nie wiem jak masz isc ale wiem ze na pewno droga 'wedlug jakichs zasad" bo tylko one ostatecznie dadza ci jakiej poczucie porzadku, stabilizacji, harmonii, moze nawet celu bo bez tego wszytkiego bedzie tylko chaos a nawet w Biblii jest na poczatku napisane -"na poczatku byl chaos" czyli cos zlego i od tego musimy uciekac w kierunku jakiegos uporzadkowania. Ja to nazywam Bogiem.
Generalnie jak dla mnie OK.
Tylko ten chaos to bym wolał nie nazywać złem ale ... szansą (zmiany, dobrego wejscia w kryzys i jego błogosławionego doświadczenia). Bo żeby się lepiej "zintegrować wewnętrznie" nie jest niezbędna uprzednia deintegracja?
Dobrzy specjaliści jak wiadomo mogą być/są cenni.
Ale kiedyś ... było ich chyba mniej i nie można było sobie wygrzebać wartościowych rzeczy w necie, chociażby ...
Zaryzykowałbym tezę, że może też warto "przyciąć" mylne/złe bodżce z zewnątrz ? I wierzyć, że Bóg/Stwórca/Siła Wyzsza wyposażył nas w pewne wewnętrzne pomoce (jedną z nich można by nazwać duchowym kompasem/sumieniem).
Zgoda, pewne praktyki pobożnościowe, można traktować tak jakby magicznie, i wg mnie nie o to chodzi (chociaż jak ktoś ma taką potrzebę, takie przekonania, to też nie o to chodzi , aby go "siłowo" czy prześmiewczo naprostowywać, tak subiektywnie sądzę :-) )
Pogody Ducha !

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 04 sty 2019, 10:16

acine pisze:
04 sty 2019, 0:00
po tym co napisalas a raczej opisalas jaka przewage czy finansowa czy statusowa ma maz nad toba ja zaczynam rozumiec dlaczego mocno (wedlug mnie, inni sie moga obruszyc) poszlas "w religie". No bo niby co zostalo?
Widocznie nie wspominałam o tym, więc może kilka słów wyjaśnienia.. Oboje z mężem mamy wykształcenie, które dało nam możliwość w pewnym sensie ciężkiej i odpowiedzialnej ale raczej dobrze płatnej pracy (w zupełnie różnych branżach). Nigdy nie mieliśmy wspólnych pieniędzy, chociaż kredyt spłacamy oboje po równo. Mąż wiedział,że zawsze finansowo byłam niezależna i twierdził, że to dobrze o mnie świadczy. Po 4 latach małżeństwa on chciał otworzyć własną firmę,więc aby zabezpieczyć mnie przed ewentualnymi konsekwencjami finansowymi w razie bankructwa czy roszczeń klientów- wprowadziliśmy rozdzielność majątkową. Wtedy juz kompletnie nikt z nas nie wiedział ile zarabia współmałżonek.. Ja zarabiałam na tyle dużo, że utrzymywałam dom i odkładałam "na pozniej" a on swoje pieniadze (i czas) inwestował w firmę. Teraz wiem jaki to był ogromny błąd. Na czas urodzenia dziecka przerwałam pracę ale miałam sporo oszczędności na życie, więc nie byłam od męża zależna w żaden sposób ani finansowo ani wizerunkowo.
Sprawa druga- "ucieczka w religię" to też niezbyt dobre określenie... Widocznie nie wybrzmialo to wcześniej, ale i ja i mąż zarowno przed ślubem jak inni byliśmy wierzący i praktykujący- mąż nawet chyba bardziej niż ja (chociaż to trudno jednoznacznie ocenić) Jednak "coś poszło nie tak " że nasza wiara nie powstrzymała nas od tych okropnych błędów, pychy, głupoty, zdrady i rozwodu. Hipokryzja pełną gębą...Ale...jest w tym jedno światełko w tunelu ;-) otóż bliskie relacje z kościołem "przypomniały" mi oczywistą oczywistość że...ja potrzebuję nawrócenia. Zaczęłam "egoistyczne" od modlitwy za siebie (i proszenia innych o modlitwę) i wtedy zauważyłam wyraźniej że mój mąż też potrzebuje modlitwy i to bardziej niż sądziłam.. we mnie coś drgnęło, a efektem tego było podjęcie konkretnych kroków (np.koniec z moim kowalskim) Daję się w tym prowadzić mojemu spowiednikowi, chociaż od roku chodzę tez na terapię (psycholog katolicki) Sama zginęłabym już dawno.

lustro
Posty: 1302
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: lustro » 04 sty 2019, 13:42

Pijawko

Tak się zastanawiam czego oczekujesz od forum i po co tak naprawdę tu jestes?
Nurtuje mnie to...

A poza tym - skoro wybrałas i zdecydowałaś się ( czy aby napewno i do końca?) na swoje narócenie, to tego sie trzymaj.

Pytałam Cię - czy potrafisz rozdzielic siebie od męza i skupic sie na sobie ?
Jezli tak, to pracuj nad sobą i zajmij sie sobą. Bo, jak sama piszesz, na dzień dzisiejszy nie masz za wiele do zaoferowania swojemu męzowi. I pozagryzali byście się nawzajem... czyli nie ma co planować na teraz powrót. Trzeba popracowac nad sobą.


Tylko, że... ja mam wrażenie ( moze mylne), że Ty jakos tak troche nas emablujesz swoim mesjańskim posłaniem - chcesz zbawiać męża, bo on nawet bardziej tego potrzebuje niz ...
i wtedy zauważyłam wyraźniej że mój mąż też potrzebuje modlitwy i to bardziej niż sądziłam..
A moze zostaw te oceny Bogu, zajmij się sobą i swoim zbawieniem i zyciem, i na dziś nie skupiaj sie ciągle na mężu...?
Bo ( nie gniewaj się), ale wygląda to tak trochę na pokaz i pod publikę.

A Ty ciągle piszesz, jak Cię razi kowalska, jak to mąż "nie ma jaj" (???), jak to on potrzebuje pomocy, jak to on jest taki i owaki...że on powinien, albo nie powinien...
wisisz na nim mentalnie - odwieś się.
Wiec chyba lepiej skupić sie wypracowaniu sobie w sobie "oferty", niż spoglądaniu wciąz z niezadowoleniem na męza - bo robi nie to, czego Ty byś chciała, oczekiwała...
Kazdy ma swój czas.

Ty tu jesteś.
Ty mozesz coś zmienić i wynieśc z tego miejsca.
Ty mozesz pracować nad sobą.
Ty mozesz sie nawracać.
A innych zostaw Bogu.


Troche mnie zadziwia, że dałaś malutkie dziecko twojemu męzowi pod opiekę, gdy on tą opiekę sprawuje w sposob conajmniej dziwny.
Wiele kobiet poruszyło by niebo i ziemię ( oraz kilka urzędów i instytuacji), żeby na takie cos nie pozwolić.
Ale to Twoj wybór i decyzja.
Tylko nie miej teraz za złe, że mąż zrobił sobie sliczną kochającą się paczworkową rodzinę. Zrobił, bo mógł.
Każdy chce żyć spokojnie i szczesliwie, i on to własnie robi, po swojemu. Ma prawo.

krople rosy

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: krople rosy » 04 sty 2019, 14:05

lustro pisze:
04 sty 2019, 13:42
Pijawko

Tak się zastanawiam czego oczekujesz od forum i po co tak naprawdę tu jestes?
Nurtuje mnie to...
Mnie również.
lustro pisze:
04 sty 2019, 13:42
Tylko, że... ja mam wrażenie ( moze mylne), że Ty jakos tak troche nas emablujesz swoim mesjańskim posłaniem - chcesz zbawiać męża, bo on nawet bardziej tego potrzebuje niz ...
i wtedy zauważyłam wyraźniej że mój mąż też potrzebuje modlitwy i to bardziej niż sądziłam..
A moze zostaw te oceny Bogu, zajmij się sobą i swoim zbawieniem i zyciem, i na dziś nie skupiaj sie ciągle na mężu...?
Bo ( nie gniewaj się), ale wygląda to tak trochę na pokaz i pod publikę.
Odnoszę takie samo wrażenie.
lustro pisze:
04 sty 2019, 13:42
roche mnie zadziwia, że dałaś malutkie dziecko twojemu męzowi pod opiekę, gdy on tą opiekę sprawuje w sposob conajmniej dziwny.
Wiele kobiet poruszyło by niebo i ziemię ( oraz kilka urzędów i instytuacji), żeby na takie cos nie pozwolić.
Z tym też się zgadzam.

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 05 sty 2019, 16:56

lustro pisze:
04 sty 2019, 13:42
Pijawko
Tak się zastanawiam czego oczekujesz od forum i po co tak naprawdę tu jestes?
Nurtuje mnie to...
Na pierwszej stronie tego wątku częściowo wspomniałam po co tu jestem: potrzebuję wsparcia ( duchowego a może poniekąd psychologicznego), Waszej modlitwy, poniekąd także Waszych uwag i opinii- bo mogą być dla mnie cenną wskazówką i lekcją pokory albo przestrogą itp. Dziś jeszcze dodam, że śledzę to forum od lat i po prostu ciekawią mnie wątki wielu osób, ich historie, doświadczenie i przeżycia. Są tu także osoby, które darzęszczególną symaptią- tacy "ludzie- legendy" ;-) Nie chciałąm już być tylko biernym obserwatorem i postanowiłam podzielić się z Wami częścią swojego życia. Nie jest to takie proste, ale staram się to robić w miarę zwięźle i uważnie wczytywać w Wasze odpowiedzi.
Nic nie zastąpi jednak kontaktu na żywo, dlatego korzystam z terapii indywidualnej oraz z kierownictwa duchowego. Nie wspomnę o przeczytaniu zalecanych lektur i odsłuchaniu konferencji, świadectw itd. Ale to forum i Wy jesteście dla mnie ważni i cieszę się z istnienia tej wspólnoty.
lustro pisze:
04 sty 2019, 13:42
Tylko, że... ja mam wrażenie ( moze mylne), że Ty jakos tak troche nas emablujesz swoim mesjańskim posłaniem - chcesz zbawiać męża, bo on nawet bardziej tego potrzebuje niz ...
i wtedy zauważyłam wyraźniej że mój mąż też potrzebuje modlitwy i to bardziej niż sądziłam..
A moze zostaw te oceny Bogu, zajmij się sobą i swoim zbawieniem i zyciem, i na dziś nie skupiaj sie ciągle na mężu...?
Bo ( nie gniewaj się), ale wygląda to tak trochę na pokaz i pod publikę.
Możliwe, że tak to wygląda z boku, ale naprawdę trudno mi było modlić się wyłącznie za siebie z pominięciem męża. Zawsze myślałam, że jest on na tyle silny duchowo i ma tak wielu przyjaciół, że otoczą go modlitwą i "będzie dobrze". Pewnego dnia dowiedziałam się od księdza, że najsilniejszą modlitwą wstawienniczą posługują małżonkowie wobec siebie ( jako jedno ciało sakramentalne) a następnie poprzez waładzę rodzicielską- wobec swoich dzieci. Zrozumiałam, że nie ma co zostawiać męża wyłącznie innym " do omodlenia", bo on po prostu potrzebuje mojej modlitwy ( a ja jego!)- szczególnie jak zobaczyłam jak nakręca się spirala zła i grzechów w naszym życiu. Za radą spowiednika modlę się za męża "gorliwiej" ( nie "więcej") i powierzam go Bogu, ale nie rezygnuję też z proszenia innych o modlitwę za nas. Nie chcę nikogo na siłę nawracać ale wczoraj podczas rozmowy z mężem zażartowaliśmy (!) że " nawzajem smyramy się belkami w naszych oczach". Oboje doskonale wiemy, że potrzebujemy nawrócenia, ale każde z nas odpowiada za siebie.
lustro pisze:
04 sty 2019, 13:42
roche mnie zadziwia, że dałaś malutkie dziecko twojemu męzowi pod opiekę, gdy on tą opiekę sprawuje w sposob conajmniej dziwny.
Wiele kobiet poruszyło by niebo i ziemię ( oraz kilka urzędów i instytuacji), żeby na takie cos nie pozwolić.
Mąż dobrze radził sobie z wszystkimi czynnościami przy dziecku jak przebieranie, karmienie, mycie itd.. ( dziecko jest grzeczne, dobrze je, lubi poznawać nowe osoby i miejsca ale zawsze w obecności mamy lub taty) Nie mogłam skutecznie wyegzekwować tego, że kiedy mąż mówi mi "jadę do biura" nie wstąpi po drodze do banku czy hurtowni. Według niego najczęściej nie dało się przewidzieć, że będzie musiał zmienić plany. Owszem- wywoływało to mój niepokój ( gdzie są, jakie tam panują warunki itd) ale mąż nie ma chęci aby przyjeżdzać do dziecka do naszego domu. Uważa, że skoro ja mam "swój" czas wyłącznie z dzieckiem i jak to on twierdzi: on nie ma prawa mnie szpiegować i rozliczać- więc on chce tego samego w zamian. Kiedy się nie godziłam i chciałam gry w "otwarte karty" ( gdzie i z kim jest, kiedy wrócą itd..) słyszałam albo wściekłe wypowiedzi że to jego sprawa (!) bo on nie wnika gdzie ja bywam w analogicznym czasie. Absurd!! Nie pomagało bycie uczciwą i informowanie go... nie pomogło robienie dokładnie tego samego co on ( czyli zdawkowe informacje bez szczegółów albo w ogóle nie mówienie mu nic)..minimalnie pomogło "odpuszczenie tematu".. Skoro spędza ten czas z dzieckiem, wraca ono nakarmione, czyste, zadowolone...to co mogę zrobić więcej? Czasem po powrocie mówi gdzie byli i co robili ( a czasem nie). Tutaj bardzo trudno postawić mi konkretną granicę, bo w miejscu w którym ja ją widzę ( czyli informowanie wprost o planach z dzieckiem) mój mąż uważa że to nierealne. Teraz wiem jeszcze dodatkowo, że kryje się za tym kowalska i sytuacja jest jeszcze bardziej niezręczna.
Jeśli macie jakieś pomysły jak postąpić w tej sytuacji- chętnie się czegoś dowiem korzystając z Waszego doświadczenia.

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 07 sty 2019, 18:04

Stało się- rzeczy oddane... mój kowalski i ja już nie mamy tego "punktu zaczepienia" do kolejnych spotkań. Czuję, że choć trudna- to była dobra decyzja.

JolantaElżbieta
Posty: 639
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: JolantaElżbieta » 07 sty 2019, 19:49

Pijawka pisze:
07 sty 2019, 18:04
Stało się- rzeczy oddane... mój kowalski i ja już nie mamy tego "punktu zaczepienia" do kolejnych spotkań. Czuję, że choć trudna- to była dobra decyzja.

https://www.youtube.com/watch?v=2rXJ976 ... 1T_sBlETTw


Adam Szustak - Nie dajesz już rady? Mam receptę.

s zona
Posty: 3613
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: s zona » 07 sty 2019, 20:08

Pijawko Chwala Panu a audycja dodaje Mocy :D
Westchne w modlitwie :)

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 07 sty 2019, 20:20

JolantaElżbieta pisze:
07 sty 2019, 19:49

https://www.youtube.com/watch?v=2rXJ976 ... 1T_sBlETTw


Adam Szustak - Nie dajesz już rady? Mam receptę.
Dziekuje :-) Właśnie wczoraj przed zaśnięciem znalazłam ten filmik na YT.. bardzo na czasie .. Ale oczywiście nie mogłam się powstrzymać i dodatkowo obejrzałam odnośnik sprzed roku.. poruszające to było i dające do myślenia. Raz jeszcze dziękuję.

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 15 sty 2019, 17:34

Jak radzicie sobie z "radami" i biadoleniem "życzliwych" osób, które patrząc na Waszą sytuację ( rozwód lub inną forma oficjalnego opuszczenia przez małżonka) życzą Wam "poukładania sobie życia "..czyli mówiąc krótko: udanego pożycia pozamałżeńskiego...? Nie mówią tego oczywiście w złej wierzę, ale.. jakoś dziwnie się tego słucha: jesteś młoda, jeszcze znajdziesz prawdziwą miłość (!!) albo..znajdź sobie kogoś bo szkoda życia na bycie samemu będąc ledwo po 30-stce.. Ręce i nogi mi opadają, kiedy niektóre osoby na serio mi tego życzą- doceniam ich dobrą wolę.. Ale jakoś niezręcznie się czuję. Nie każdemu tez mogłam przy okazji składania życzeń tłumaczyć moje poglądy, sytuację itd..

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: tomko i 17 gości