Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 10 mar 2017, 13:16

Dzień dobry!
Jestem w kryzysie od 15 miesięcy, tak samo długo czytam posty zamieszczone na Forum Sycharu. Jestem 10 lat po ślubie, 11 lat razem, dwójka dzieci (10 i 7 lat). Zawsze znajomi uważali nas za wzór małżeństwa, ja też tak myślałam. Pomimo upływu lat łączyła nas bliskość i czułość, dotyk- te uczucia nie wygasły, bywały kwiaty, miłe słowa, smsy pełne miłości z obu stron. Mój kryzys zaczął się (według mnie) od wyjazdu z moim mężem w pewną super podróż (bez dzieci, za to ze znajomymi). Na tym wyjeździe kilka razy się pokłóciliśmy, np. o to, że chciałam iść z mężem na romantyczny spacer, a on wolał imprezować ze znajomymi. Stroiłam wtedy fochy (jak on tak może mnie traktować). Generalnie sytuacje- bzdury- o które można się pokłócić, pogodzić i zaraz zapomnieć. Ale nie dla mojego męża, dla niego czara goryczy się przelała. Po powrocie odsunął się ode mnie, nie przytulał, nie rozmawiał, odmawiał, gdy chciałam się z nim kochać. Po miesiącu takiego stanu, przydusiłam go, o co chodzi. Powiedział, że nie radzi sobie ze stresem w pracy, a poza tym nie wie, czy mnie kocha. Doznałam totalnego szoku, rozumieją mnie ci, którzy to przeżyli. Ataki paniki, histerie, brak snu, jedzenia, leki uspokajające. W afekcie kazałam mu się kilka razy wynosić i wrócić, jak już będzie wiedział, czy kocha. Nie wyprowadził się (dziś twierdzi, że z powodu mojego doktoratu, który kończyłam- nie chciał mnie tak zostawić). Po dwóch miesiącach stwierdził, że jednak mnie kocha (zapytałam go, czy już wie, czy mnie kocha, odpowiedział, że tak). Ale w naszych relacjach nic się nie zmieniło. On mnie trzymał na dystans, ja przez brak czułości i bliskości robiłam awantury praktycznie co weekend. Tzn. jego zdaniem to awantury, moim- wołanie o zainteresowanie („dlaczego mnie tak traktujesz”, „czuję się niekochana”). On odpowiadał, że nie może się przełamać, by mnie inaczej traktować, przez moje awantury. Ja mu tłumaczyłam, że awantury wynikają z jego odrzucenia, proponowałam, byśmy zakończyli tę spiralę- ja nie awanturuję się, on daje mi bliskość i czułość. Nie potrafił. Po kilku kolejnych miesiącach, w wakacje, było lepiej, mąż zaczął się zbliżać do mnie, poczułam się nawet stabilnie w pewnym momencie. I wtedy wylałam na niego swój żal: „jak mogłeś mnie tak zranić? tak Ci ufałam! Nawet mnie nie przeprosiłeś za te słowa, nie żałujesz”. I to był strzał w kolano. Mąż stwierdził, że ze mną się nigdy nie dogada, wiecznie będę miała pretensje, itp. Znowu cały czas trzyma mnie na dystans, nie przytula, nie mówi miłych rzeczy. Ja tego nie wytrzymuję, za bardzo go kocham. W weekendy, kiedy widzę, jak tuli dzieci i jest dla nich czuły, a kiedyś był taki dla mnie, wybucham z żalu, czepiam się, bywam złośliwa. Proszę mnie źle nie zrozumieć, cieszę się, że tak traktuje dzieci, mam żal tylko o to, że mnie tak nie traktuje, bo bardzo mi tego brakuje. Podczas naszej ostatniej rozmowy stwierdził, że kocha mnie na "swój sposób" (jako matkę jego dzieci i z powodu przywiązania), ale złość, którą ma w sobie, przysłania mu pozytywne uczucia wobec mnie. Nie ufa mi, bo w złości potrafię powiedzieć okropne rzeczy. Jego zdaniem nic nas nie łączy, poza dziećmi i wspomnieniami. Jesteśmy różni i czego innego chcemy od życia. I nie ma sensu tego ciągnąć, bo co będzie za kilka lat, gdy dzieci odejdą z domu? Że nie chce mnie oszukiwać wtedy i szukać wrażeń poza naszym małżeństwem…Zapytany o to, czy chce ze mną ratować to małżeństwo, odpowiada, że nie wie. Nie wie czego chce. Jestem wrakiem, uzależnionym od jego miłości. Pracuję nad sobą od trzech miesięcy podczas psychoterapii.
Udział osób trzecich raczej wykluczam, kilka razy sprawdzałam jego telefon i komputer- nic nie znalazłam, nie wyjeżdża tyle, co kiedyś, wraca do domu po pracy (18-19), zalicza drzemkę i siada znowu do pracy przed komputerem. Mąż zapytany, czy ma kochankę, zaprzecza (tak, wiem, to o niczym nie świadczy).
Oczywiście winę przyjęłam na siebie, sama zaczęłam współczuć mężowi, że tyle ze mną wytrzymał (mąż twierdzi, że nie znalazłabym drugiego frajera, który by ze mną wytrzymał).
Czas kryzysu był dla mnie czasem powrotu do Boga, najpierw zaczęłam chodzić sama z dziećmi na Msze św., od wakacji chodzimy również z mężem. Syn za dwa miesiące idzie do Pierwszej Komunii.
Bardzo proszę o porady, co robić?

jacek-sychar
Posty: 6497
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 10 mar 2017, 14:15

Witaj Malina na naszym forum

Sytuacja niezbyt miła, ale chciałbym być na Twoim (i Twojego męża miejscu). :D

Jak jesteś tyle czasu na naszym forum, to napisz mi (nam) proszę, jakie książki przeczytałaś z polecanych tutaj na forum. ;)

Jak rozumiem kończysz (a może już obroniłaś) doktorat. A może to jest problem? Mąż poczuł się mniej ważny?

Na pewno warto pracować nad sobą, aby być mniej "czepialską".
Prawdopodobnie Twój mąż ma kłopoty z przebaczaniem. Tutaj polecam Ci książkę: Jerzy Grzybowski "Małżeńskie temperamenty":
http://www.tolle.pl/pozycja/malzenskie-temperamenty" target="_blank

Pisząc na naszym forum pamiętaj, że internet nie jest anonimowy. Staraj się nie podawać szczegółów, które umożliwiłyby identyfikację Ciebie.

I czekam na odpowiedź. :D

Utka2
Posty: 222
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Utka2 » 10 mar 2017, 15:26

Malina - nie chce być złym prorokiem, ale mi to wygląda (niestety) na fascynację inną kobietą. Może jakąś z wyjazdu ...

W dziwne zbiegi okoliczności juz nie wierzę.

Dla Ciebie rada ode mnie - przepracuj to uzależnienie od okazywania miłości ze strony meża. Przyjmij do wiadomości że jej nie dostajesz i moze nie dostaniesz. I w takiej sytuacji postaraj sie odnaleźć. W tej chwili sama sie nakręcasz, żyjesz tym, co chciałabyś otrzymywać i frustrujesz się bo nie dostajesz.

A może zrobić odwrotnie? Żyć tym co otrzymujesz, nie oczekując niczego więcej?

Po pierwsze - uspokoisz się, bo nie będziesz stale trwać w oczekiwaniu, a po drugie mąż może sie ocknie, jak zamiast czepialskiej baby będzie miał w domu zrównoważoną,acz chłodną kobiete.
I ewentualna fascynacja zblednie :)

Tylko uwaga - te działania nie mogą być podyktowane chęcią zemsty na zasadzie, "a ja Ci pokażę". Muszą wnikać z braku zgody na kolejne zranienia.
Ja takie sytuacje sobie troche wizualizuję (bo rozumiem Twoją sytuacje aż za dobrze, niestety): każde odtrącenie to kolejna rana, w którą zły sypie sól i wierci w niej. Mnie to frustruje, wkurza, boli i dobija.

Jak nie dopuszczam do sytuacji, w której mogłabym być odtrącona, to nie powstaje rana, nie ma na co sypać soli i nie ma w czym wiercić. Bo nie ma zranienia wynikającego z kolejnego odtrącenia. A ja jestem spokojniejsza.


I paradoksalnie, przekłada się to na poprawę naszych relacji - takich zwykłych, codziennych spraw. są żarty, uśmiechy, wygłupy.
A że bliskości fizycznej brak? No trudno.
Jak to kiedyś pewna mądrra Sycharka mi napisała - "może to Twój krzyż, który masz nieść z Jezusem".

I tak sobie myśle, ze coś moze w tym jest. Że moze warto popatrzeć na Niego - jako Tego, który był cichy i pokornego serca. I naśladować Go.
Albo jak Maryja - która wszystko rozważała w swoim sercu. To są piękne wzory do naśladowania w każdej sytuacji.

Polecam Ci też modlitwę "Jezu Ty sie tym zajmij".

Poprę Jacka - wielu chciałoby być na Twoim miejscu - pełna rodzina, i na dodatek praktykująca, modląca się ... To nie znaczy, że bagatelizujemy Twój problem. Bo nie bagatelizujemy.

Ale może czasami trzeba troche "poluzowac warkoczyki"

pozdrawiam serdecznie.

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 10 mar 2017, 16:57

Dziękuję za odpowiedzi.

Jacek-sychar:
Książki, które przerobiłam to seria Jacka Pulikowskiego. Na początku kryzysu nawet namówiłam męża na wizytę u p. Pulikowskiego. Spędziliśmy u niego 2h, podczas których ja się praktycznie nie odezwałam- poza dwoma zdaniami (nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej, emocje uruchamiały potok łez), mąż nie odezwał się wcale- to bardzo zamknięty w sobie człowiek. P. Pulikowski powiedział dużo mądrych rzeczy, mieliśmy- a przynajmniej ja- materiał do przemyśleń. Mąż był bardzo niezadowolony z wizyty, jako że to na nim skupił się wątek rozmowy (by zmienił swoje nastawienie do żony, że uczucia się zmieniają, a utrata rodziny to porażka na całe życie, tworząc kolejną rodzinę nigdy nie zazna szczęścia, itp.). Mąż nie znosi, gdy ktoś mu coś narzuca, namawia go. Wówczas działa odwrotnie. Do mnie przekaz p. Pulikowskiego trafił, dlatego skupiłam się na jego książkach. Ale te książki niewiele się przydają do naprawy związku, jeśli tylko jedna strona chce tej naprawy. Przeczytałam, zrozumiałam, próbowałam wytłumaczyć mężowi- bez skutku.
Zawsze byłam skupiona na dzieciach i domu (chciałam nawet zostać w domu i się nim zajmować- mąż się nie zgodził, bo nie wyobraża sobie życia z kobietą bez ambicji). Ograniczałam pracę do minimum, by nasze dzieci miały jednego rodzica- mąż to pracoholik. Fakt, rok przed obroną był cięższy, ale nie zaniedbałam męża ani dzieci. To nie to.
Mąż ma ogromne problemy z przebaczaniem. Kumulował w sobie żal z całych 11 lat naszego wspólnego życia. Wypominał mi mało ważne kłótnie sprzed kilku lat. Teraz się okazuje, że ja jestem zołzą, a te 11 lat to była dla niego udręka.Znajomi stawiali nas za wzór? widocznie dobrze UDAWAŁ szczęśliwego przez te wszystkie lata. Odrzucił mnie i doskonale wie, że robi źle, dlatego usprawiedliwia się sam przed sobą (i przede mną ) wygrzebując z pamięci urazy. Nawet się umówiliśmy, że ja się będę modlić o swój spokój, a on ma się modlić o to, by potrafił przebaczyć.

Utka 2
Fascynacja inną kobietą to pierwsze, co przyszło do głowy mnie, p.Pulikowskiemu i generalnie każdemu, kto o tym usłyszał. Nie można przestać kochać- to bardo trudne, ale przelać swoje uczucia na kogoś- to już dużo łatwiejsze zadanie. Żadnych dowodów fascynacji nie znalazłam, mąż się upiera, że nie ma nikogo (nawet pytałam go o przyjaciółkę "od serca", taką do rozmów o życiu- nie ma nikogo takiego). Wystarczy mi w to uwierzyć (choć do końca nie jestem pewna, że nie ma nikogo) i zostawić to jego sumieniu. Niech mi o tym nie mówi, zerwie kontakty i skupi się na rodzinie. Mówienie mi o tym nie ma sensu, tylko by jemu ulżyło, swój krzyż przełożyłby na mnie.
Postępujesz bardzo mądrze. Postępujesz tak, jak radzi mi mój psychoterapeuta. Tylko mam problem z wcieleniem tego w życie. Bo to przecież mój mąż, mój jedyny i ukochany, serce moje, który kiedyś tak mnie kochał. To niemożliwe, że przestał. To niemożliwe, zaraz go zapytam, przecież taki cudowny człowiek nie skrzywdziłby mnie. Tylko zapytam i on na pewno powie, że kocha, że już wszystko dobrze. Ja zawsze "tylko pytam", a wynikają z tego dantejskie sceny, łącznie z krzykami i trzaskaniem drzwiami, hasłami typu: rozwód czy wyprowadzka (reakcje z obu stron, nie tylko moje, choć ja w nich dominuję :roll: )
Mam pełną, jeszcze, rodzinę. Chodzimy do kościoła razem. Cieszę się z tego. Tylko nie wiem, co będzie jutro. Mój mąż nie wie, czego chce, czy być ze mną, czy samemu. Oczywiście rozwód ma przynieść same korzyści, szczególnie dzieciom (spokojny dom, bez kłótni).

Nie ogarnęłam jeszcze poruszania się w swoim wątku i udzielaniu odpowiedzi, więc wybaczcie, jeśli coś zrobiłam nie tak (np. brak cytowań).

jacek-sychar
Posty: 6497
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 10 mar 2017, 17:19

Dziękuję Malina za szybką odpowiedź.

Wybaczcie dziewczyny, ale ja tutaj innej osoby nie widzę. Ja raczej widzę niedostatki rodziny pierwotnej męża.

SAMOA
Posty: 150
Rejestracja: 20 lut 2017, 9:43
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: SAMOA » 10 mar 2017, 18:43

Malina a jak właśnie wyglądała jego rodzina ? Zwłaszcza jak relacja z matką. Jak czytam ciebie to mam wrażenie ze piszesz o moim mężu.

Utka2
Posty: 222
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Utka2 » 10 mar 2017, 19:04

Jacek - każdy patrzy przez pryzmat swoich doświadczeń.
Chociaż nie wykluczam że masz rację

anna
Posty: 39
Rejestracja: 09 lut 2017, 17:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: anna » 10 mar 2017, 19:19

Malina, ja mam podobną sytuację teraz, tyle że nie chodzimy już razem do kościoła prawie pół roku (uściślając: ja chodzę z Dziećmi ciągle i nieprzerwanie, jak zawsze, jak od dziecka, mąż - tylko podczas nielicznych wyjazdowych Mszy z bractwem, podczas których przyjmuje wraz z innymi Komunię, mniej-więcej raz na 3 miesiące). Słyszę ciągle, to samo od 19 lat: że żaden inny frajer by ze mną nie wytrzymał, a teraz dodatkowo: że rozwód będzie najlepszy dla Dzieci, które wreszcie będą żyć w domu bez kłótni. Nie daj się tak okłamywać! W te słowa wierzą tylko ci, których mąż na mnie nasyła z zewnątrz (dziś też miałam takie nieoczekiwane "odwiedziny"), lecz jego dom rodzinny był dużo gorszy, tylko się do tego teraz nie przyznaje. Zgadzam się z Jaciem-Sychar: doktorat może rzeczywiście być dodatkowym powodem niezgody. Ja tez w życiu niedawno osiągnęłam spektakularny sukces, całkiem zresztą niespodziewanie nawet dla mnie samej, i reakcja teściów oraz męża były zdumiewające: zazdrość, mieszanie mnie z błotem, wręcz: wrogość! Bądź dzielna i wierz w siebie i swoje zdolności oraz pomoc Boga. Pozdrawiam Cię serdecznie. :)

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 11 mar 2017, 12:29

Mój mąż jest jedynakiem (z wyboru teściowej- strach przed bólem porodu). I jak to bywa w takich przypadkach, jego mama jest w niego wpatrzona jak w obrazek. Kiedy tam jesteśmy, to ciągle są achy i ochy nad moim mężem: jaki to on przystojny, jaki wysportowany, jaki pracowity, jaki ładnie ubrany, jaki mądry. Na półce "ołtarzyk" z jego zdjęciami.
Kilkanaście lat temu teściowa namówiła swojego męża do założenia własnej firmy - aby zarabiał pieniądze, bo ma fach w ręku. Teścia prowadzenie własnej firmy przerosło i popadł w alkoholizm. Wówczas mój mąż namawiał swoją mamę na rozwód. Zakończyło się leczeniem teścia i jego powrotem na łono rodziny. Dla męża jego tata nie jest autorytetem, za to mama- wydaje mnie się, że tak.
Aby opisać światopogląd mojego męża to powołam się na pewne zdarzenie. Byłam w pierwszej ciąży i namówiłam męża na uczestniczenie w szkole rodzenia. Tam pewna psycholog powiedziała, że mąż ma wspierać żonę (oczywista oczywistość ;) ), jeśli np. wcześniej razem chodzili na piwo, a teraz żona nie może, to mąż w ramach wspierania jej też tego piwa nie pije. Porozmawiałam o tym z mężem, jako że wcześniej chodziliśmy razem na piwo. Powiedział, że jestem egoistką,bo skoro ja nie mogę pić, to czemu on nie może, że jestem "psem ogrodnika". I taki ma stosunek do życia, bez empatii. Mąż stawia na pierwszym miejscu pracę, sam mówi, że jego firma to jego trzecie dziecko, któremu poświęca najwięcej czasu. Poza tym zawsze mówił, że lepiej się rozjeść niż kłócić, bez żadnych sentymentów. Z okazji 10 rocznicy ślubu chciałam odnowić przysięgę małżeńską, mąż odmówił, bo skąd mamy wiedzieć, co nasz czeka. Zamiast się męczyć ze sobą to lepiej się rozjeść- to jego pogląd niezależny od naszego kryzysu. Dla mnie to wyraz braku miłości, dla niego to zwykły pragmatyzm.

jacek-sychar
Posty: 6497
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 11 mar 2017, 13:38

Widzę Malina, że za męża masz Piotrusia Pana. :(
Przepraszam za sarkazm, ale chyba taka jest prawda.
Jego mam nie znalazła miłości u swojego męża i przelała ja na Twojego męża. Dla faceta koszmar, bo jest on bardziej związany z mamusią, niż z Tobą.

Ale najpierw przeczytaj:
"Rozwinąć skrzydła" i "W drodze do siebie", stąd:
https://www.rozwinacskrzydla.pl/" target="_blank

Unicorn2
Posty: 373
Rejestracja: 05 mar 2017, 14:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Unicorn2 » 11 mar 2017, 15:41

Ja się podpisuje pod tym co napisała Utka , teź mi to wygląda na fascynacje inną kobietą.Młody wysportowany facet traci ochote na sex , jest to bardzo dziwne chyba źe ja jestem innym gatunkiem.

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 11 mar 2017, 19:34

Tak, mój mąż to Piotruś Pan. Jestem tego świadoma, ale niewiele mogę z tym zrobić :(
Dziękuję za polecenie książek- zaczynam czytać od poniedziałku :)
Co do teściowej, to na szczęście, mimo pewnych "spięć" między nami, jest po stronie małżeństwa, nawet bez miłości, ale razem dla dobra dzieci. Tylko wiem, że mąż i tak zrobi, co będzie chciał. Teściowa mnie przypisuje zasługi prowadzące do kryzysu, ale mimo wszystko nie podpowiada rozwodu.
Jestem w tym wszystkim rozchwiana emocjonalnie- jednego dnia wydaje mi się, że dam radę, drugiego jestem zła, że nasze małżeństwo i życie tak wygląda, trzeciego ryczę z rozpaczy. I ten ciągły ścisk w żołądku :(

jacek-sychar
Posty: 6497
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 11 mar 2017, 20:36

Unicorn2 pisze:teź mi to wygląda na fascynacje inną kobietą.Młody wysportowany facet traci ochote na sex , jest to bardzo dziwne chyba źe ja jestem innym gatunkiem.
Jeżeli rzeczywiście stracił ochotę na seks po awanturach, to jeszcze nie znaczy to, że jest kowalska.
Wraca do domu o rozsądnej godzinie. Nie wyjeżdża. To kiedy mieliby się spotykać?
Komórka czysta i raczej nie pilnowana, bo Malina kilka razy ją sprawdzała.
Dla mnie facet się zaciął.

I chyba lepiej, żebym się nie mylił. ;)

anna
Posty: 39
Rejestracja: 09 lut 2017, 17:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: anna » 12 mar 2017, 10:33

Malina, uważam, że masz naprawdę spore szanse na ratowanie tego związku, zatem powinnaś robić, co tylko w Twojej mocy, aby nie dopuścić do jego rozpadu. Zgadzam się z Jackiem-Sychar. Porównując Twoją sytuacją z moją, widzę jednak więcej różnic, niźli podobieństw: też mam Piotrusia Pana, lecz oboje jego rodzice namawiają go usilnie do rozwodu i są tego prowodyrami, bo oni sami też właśnie dzięki niemu (rozwód teścia) są razem bez ślubu kościelnego, więc uważają, że taki scenariusz jest najlepszy dla faceta, mąż znika mi na całe dni z domu, ciągle zmienia telefony na coraz nowocześniejsze (prezenty od "biednego rencisty-ojca"), abym nie mogła rozeznać, czy kogoś ma, zresztą wie, że ja mu po osobistych rzeczach nigdy bym nie grzebała, w dodatku sam przyznaje otwarcie, że ma, bo "ma prawo mieć" i rozmawia sobie z tym kimś sympatycznie, z uśmiechem i wesoło (!?) całkiem otwarcie przy Dzieciach, wyjeżdża z tym kimś rzekomo na wyjazdy służbowe na całe dni, albo też wyjeżdża podobno z teściami na ich kolejne działki rekreacyjne na kilka dni i nocy (każda działa kupiona w sumie to nie wiem, za co, bo teściowie ponoć biedni, a dostęp do naszego wspólnego małżeńskiego konta przez internet ma tylko mąż), też mam problemy żołądkowe z tych nerwów (czeka mnie poważna operacja), też nie wiem - jak i Ty - czy lepiej dążyć do rozstania, czy nie i jestem na przerażającym rozdrożu, całkiem skołowana, ale mimo wszystko Ty masz na razie przeciwko temu związkowi tylko postawę bliżej niesprecyzowanego męża - ja mam cały świat dookoła mnie: wszyscy, którzy bliżej poznali naszą sytuację (z powodu działań teścia: także obce instytucje), dziwią się, czemu chcę walczyć ciągle o to małżeństwo. U Ciebie nawet teściowa widzi sens, aby Twoje małżeństwo ratować, u mnie, w moim przypadku, widzę to tylko ja (i też nie zawsze...) oraz Dzieci. Ja od początku chodziłam do szkoły rodzenia z ... Mamą, bo mąż od razu powiedział, że tam ze mną chodzić nie zamierza, "ołtarzyk" fotek w domu teściów stoi tam od 19 lat naszego małżeństwa, tyle że są na nim oni wraz z mężem, mąż to też jedynak (imię jest zresztą przestawieniem liter imienia teścia - podobno teść na inne imię nie wyraził zgody), podobnie nie było mowy o naszym odnawianiu przysięgi małżeńskiej, a kiedy poznałam ich, ciągle słyszałam, że "podstawowe narzędzie pracy męża to jego ... żona i nigdy go nie zamieni na inną" (wtedy to miał być niby żart, teraz widzę, że niekoniecznie). Tak że walcz, Malina, bo warto i masz duże szanse na wygraną!

Pavel
Posty: 3370
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Pavel » 12 mar 2017, 12:13

Witaj Malina,
Warto poznać i przeanalizować zarówno dysfunkcje męża jak i jego rodzinę pierwotną, aby się dowiedzieć w jakich warunkach przyszło nam funkcjonować. Może to pomóc zarówno w zrozumieniu męża jak i większej ematii dla jego ułomności (a te ma przecież każdy z nas). Sama sobie takiego męża wybrałaś, warto o tym pamiętać.

Nie powinno to jednak przede wszystkim przysłonić Ci czegoś moim zdaniem znacznie ważniejszego - Ciebie samej, pracy nad samą sobą.
Na męża i tak bezpośredniego wpływu nie masz, tylko samą siebie możesz zmieniać.

O Twoim mężu sporo już zostało napisane. Z wieloma powyższymi wnioskami się zgadzam.

Ja chciałbym napisać o tym, co mi się rzuciło w oczy podczas czytania Twoich postów.
Oczywiście nie musi tak być, to subiektywne wnioski po kilku postach. Nie znam Cię i nie traktuj tego proszę jak oceny, możesz się natomiast przyjrzeć temu i to po swojemu przerobić.

A więc:
1) kłótnie, awantury, czepialstwo
Nie da się kłócić w pojedynkę. Wystarczy, że sama postanowisz (i będziesz konswkwentnie w tym trwać), że nie będziesz się tak zachowywać.
Odniosłem wrażenie, że nieco te zarzuty męża bagatelizujesz, pamiętaj jednak, że w jego odczuciu tak jest. I jest to szalenie ważne, nawet jeśli w Twoich oczach wygląda to zupełnie inaczej.
Propouje zagłębić się w książkę "Porozumienie bez przemocy. O języku serca" Rosenberga, mam bowiem przekonanie, że lwia część tego problemu leży w niewłaściwym sposobie komunikowania się.
Rozumiem, że trudno opanować się gdy ktoś Cię rani, ignoruje. To był jeden z głownych obszarów nad którymi musiałem mocno popracować. Ja, gaduła i nerwus, nauczyłem się w dużym stopniu milczeć i panować nad sobą.

2)Twoje oczekiwania, sposób w jaki reagujesz na brak ich realizacji, oraz różnice w funkcjonowaniu mężczyzny i kobiety.
To, że czegoś oczekujemy, nie oznacza, że druga strona ma bezwolnie spełniać nasze oczekiwania. Ma prawo odmówić, my zaś powinniśmy to uszanować i zaakceptować.
Warto nauczyć się, że nasze oczekiwania i prośby mogą się spotkać z odmową, warto również nauczyć się właściwie prosić.
Polecam tekże, abyś przyjrzała się swoim oczekiwaniom - czy przypadkiem nie naruszają czyichś granic, czy są właściwe.
Napisałaś:
Mąż nie znosi, gdy ktoś mu coś narzuca, namawia go. Wówczas działa odwrotnie. Do mnie przekaz p. Pulikowskiego trafił, dlatego skupiłam się na jego książkach. Ale te książki niewiele się przydają do naprawy związku, jeśli tylko jedna strona chce tej naprawy. Przeczytałam, zrozumiałam, próbowałam wytłumaczyć mężowi- bez skutku.
Czy na pewno zrozumiałaś?
Ja po tym co napisałaś odniosłem wrażenie, że popełniasz błędy, których konsekwencjami są reakcje właśnie takie jak Twego męża, a wynikające z braku wiedzy jak funkcjonuje mężczyzna. Pan Pulikowski sporo czasu poświęcił temu w książkach i konferencjach, proponuje więc powtórne zagłębienie się w jego twórczość (jestem jego wielkim fanem, porządnie mnie "naprostował").
Pomocne mogą być również inne książki:
-"Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus" Greya
-"Dzikie Serce. Tęsknoty męskiej duszy" - John Eldredge

Poza tym, nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że
te książki niewiele się przydają do naprawy związku, jeśli tylko jedna strona chce tej naprawy
.
Jestem żywym przykładem, że warto porządnie zająć się sobą i swoimi dysfunkcjami, mimo całkowitej niechęci drugiej strony do jakiejkolwiek naprawy małżeństwa po prostu budować, krok po kroku. W moim przypadku, po jakimś czasie, żona również po swojemu ruszyła, a moja zmiana była tu bardzo istotnym czynnikiem.
I nie ma moim zdaniem znaczenia, że może nawet obiektywnie, to dysfunkcje współmałżonka sa znacznie poważniejsze. Aby ratować małżeństwo, postanowiłem zrobić wszystko co w mojej mocy (w zdrowch granicach).
Na początek warto zmierzyć się uczciwie z sobą, zobaczyć jak współmałżonek będzie funkcjonował w środowisku uzdrowionym z Twojej strony.

3)Potrzeby męża i Wasze języki miłości.
Czy znasz potrzeby swego męża? Czy odpowiadasz na nie?
Znasz język miłości swój i męża?
Z tego co piszesz, pomijając jego dysfunkcje, wnioskuję, że on czuje się niekochany. Możliwe, że Wasze języki miłości są różne, a jego zbiornik miłości jest pusty.
Jeśli nie miałaś kontaktu z książką "Pięć języków miłości" Chapmana, zachęcam do jak najszybszego przeczytania. Pozycja zdecydowanie obowiązkowa.

Oczywiście biorę pod uwagę również kowalską, nawet jeśli jest to tylko fascynacja lub wyimaginowana kowalska. Ale zdecydowanie chciałbym zwrócić Twoją uwagę na inne czynniki. Bo kowalscy również są "tylko" objawami, nie przyczynami.

Mam nadzieję, że moje bazgroły będą pomocne. To już drugi post dziś pisany do Ciebie, już porządnie okrony, poprzedni bowiem wcięło mi na etapie wysyłania. Pisałem tak długo, że mnie wylogowało i "twórczość" przepadła ;)
Pozdrawiam
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Astro i 14 gości