Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

zenia1780
Posty: 2170
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: zenia1780 » 04 maja 2017, 19:05

Malina pisze:
04 maja 2017, 15:33
Czyli moja przemiana była nieszczera.
A moze nie o brak szczerości w Twojej przemianie chodzi, ale być może o fakt, ze oparłaś ją tylko i wyłącznie na własnych siłach?
Jak z tym było? Czy oparłaś się w niej na Bogu? Czy Jego zapytałaś CZY i JAK powinnaś to robić?
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

inga
Posty: 230
Rejestracja: 15 kwie 2017, 9:28
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: inga » 04 maja 2017, 22:43

zenia1780 pisze:
04 maja 2017, 19:05
Malina pisze:
04 maja 2017, 15:33
Czyli moja przemiana była nieszczera.
A moze nie o brak szczerości w Twojej przemianie chodzi, ale być może o fakt, ze oparłaś ją tylko i wyłącznie na własnych siłach?
Jak z tym było? Czy oparłaś się w niej na Bogu? Czy Jego zapytałaś CZY i JAK powinnaś to robić?

Malino, myślę że Zenia wskazuje dobry kierunek.
Kilka tygodni temu, też mi w ten sposób osoby z tego forum go wskazały.
I pomyśl, że Jezus też pod krzyżem upadał.
Najważniejsze, żebyś się nie poddawała.
Czytałaś "Miłość potrzebuje stanowczości" ? Jeśli nie, to polecam sięgnąć czym prędzej

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 05 maja 2017, 12:52

Zeniu,
przemianę oparłam na własnych siłach, ale z Bogiem. Tak mi się wydaje przynajmniej- choć nie zaprzeczę, że nie jestem typem osoby, która od rana do wieczora się modli. Ale uczestniczę w Mszach św., modlę się, rozmawiam z Bogiem, choć i często płaczę , dlaczego mi to robi, że ja nie daję rady. Modliłam się i pytałam, co mam robić- otwierałam wtedy Biblię na losowo wybranej stronie i czytałam - czasem to była jakaś wskazówka (np. Księga Hioba), czasem nie.
Aktualnie mam dwa problemy- jeden z nich to uzależnienie emocjonalne od męża (i finansowe, bo mąż zarabia dużo więcej niż ja), drugie- żal w moim sercu, który przeradza się w gniew. Dlaczego oczekuję od niego, że będzie mnie traktował z miłością? Bo przecież kiedyś przysięgał...A teraz odrzuca mnie, nie chce wyjść zza tego swoje muru obronnego i to budzi we mnie żal.
Wczoraj byłam na spowiedzi i powiedziałam o tym swoim żalu, że nie umiem sobie z tym poradzić. Ksiądz udzielił kilku rad, ale główna z nich to: "Zło dobrem zwyciężaj". Złość u męża- zwyciężaj swoją postawą miłości. Ale jak zwalczyć zło we własnym sercu? Przeraża mnie myśl, że jeśli miałabym się z mężem rozstać, to bym mu tego nie wybaczyła przez długi okres czasu. Że się poddał, oszukał mnie i dzieci. Choć na razie on nie myśli o rozstaniu to boję się tej swojej złości. Tzn na razie mąż nie myśli, by się rozstać, ale są chwile, kiedy myśli, że to jedyne rozwiązanie- tak mi powiedział.
Po moim ostatnim wybuchu mąż jeszcze się bardziej oddalił. Zapytałam go, czy długo będzie taki obrażony- odpowiedział, że nie jest obrażony, tylko załamany. A zapytałam, bo podczas tej ostatniej kłótni dałam mu wybór: albo żyjemy normalnie, albo ma się wyprowadzić. Został, ale nie żyjemy normalnie, tylko w nim ładuje się frustracja i cały czas jest dystans. A dzień przed kłótnią sam stwierdził, że musi iść do psychologa, bo widzi, że problem jest w nim i nie radzi sobie z uczuciami złości. Ale też zaznaczył, że muszę się z tym liczyć, że psycholog mu uświadomi lub raczej potwierdzi, że nasze małżeństwo jest bez sensu i lepiej się rozstać.
Ale wydaje mi się też, że sama powinnam zmienić psychologa. Ten co prawda po pięciu miesiącach sesji umocnił moją wiarę we własną wartość (nawet jeśli mąż mi dokucza to nie czuję się nikim), ale z drugiej strony nie pomaga mi radzić sobie z własnymi emocjami - uważa, że emocje są dobre, problem tkwi w tym, czy ktoś toleruje takie ich okazywanie. Jak to mi powiedział, że może sama dojdę do takich wniosków, że mimo iż kocham męża, to dalej nie będę chciała tkwić w takim układzie. To jest oczywiście świecki psycholog. Czas chyba iść do katolickiego...

Pavel
Posty: 3209
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Pavel » 05 maja 2017, 13:48

Ja powtórzę za inga - "Miłość potrzebuje stanowczości" Dobsona,
Oraz
"Granice w relacjach małżeńskich" Cloud, Townsend.
Nie po to nawet abyś nauczyła się stawiać granice, ale choćby po to abyś sobie uzmysłowiła pewne mechanizmy Tobą kierujące.

Nade wszystko jednak - "Porozumienie bez przemocy" Rosenberga.
Nie tylko Twój mąż ma problem ze złością, z panowaniem nad sobą.

Przez takie działania jak teraz, możesz "pomóc" mu podjąć zła decyzję.
Dlatego właśnie polecamy tu głównie pracę nad sobą.
To nie Twój mąż powinien byc celem Twego aktualnego zainteresowania a Ty sama, to z samą soba powinnaś sie zmierzyć.
Piszę to na podstawie rownież własnych doświadczeń - chcąc ratować małżeństwo, naprawiać żonę (tak, chciałem ja naprawiać, bo nie funkcjonowała jak chciałem), nie docierało do mnie przez długi czas, że zanim nie ogarnę porządnie sam siebie, nawet nie stoję w miejscu, a wyraźnie się cofam, a nasza relacja mimo starań jest coraz gorsza.

Wydaje mi się, że wiem co przezywasz - odrzucenie, brak szacunku, ciągła krytyka i brak okazywania jakiegokolwiek ciepła były moimi towarzyszami przez długi czas.
Tyle, że to i tak jest Twoja działka - nauczyć się sobie z tym radzić. Męża nie zmusisz do niczego, możesz jednak nauczyc sie chronić siebie. Przed nim i soba samą, w normalny i nie raniacy nikogo sposób.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 05 maja 2017, 15:07

"Porozumienie bez przemocy" kończę. Próbowałam zastosować w relacji z mężem uwzględniając cztery kroki wypowiedzi (obserwację, uczucia, potrzeby i prośbę), np: "Zauważyłam, że traktujesz mnie chłodno i z dystansem, co powoduje, że czuję się samotna i niekochana. A ponieważ mam ogromną potrzebę miłości i bliskości, proszę, daj mi poczuć swoją miłość, przytul mnie czasem". Może gdzieś jednak popełniam błąd w takich wypowiedziach? Odpowiedzi męża to: ok (i nic się nie zmienia) albo nie umiem, nie chcę, nie potrafię. Wszystko zależy od dnia i humoru rozmówcy. Oczywiście podczas kłótni cała wiedza zdobyta na podstawie lektury poszybowała do kosza :oops:

Dorota 6
Posty: 19
Rejestracja: 12 lut 2017, 21:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Dorota 6 » 05 maja 2017, 16:05

Malinko, jak Ciebie czytam, to widzę w niektórych sytuacjach siebie. Robisz wszystko, aby zasłużyć na miłość, a jak jej nie dostajesz, to jest krzyk, dąsy, awantura, jak mała dziewczynka, która nie dorosła. Zachowywałam się podobnie, jestem teraz na krokach i tutaj zrozumiałam jakie są przyczyny mojego zachowania. Jestem dzieckiem DDRR, Dorosłe Dziecko Rozwiedzionych Rodziców, moi rodzice byli rozwiedzeni emocjonalnie. Brakowało mi ojca, który był ale tylko fizycznie. Zabiegałam o jego miłość,uwagę, której nie dostałam, później jako dorosła zachowywałam się podobnie w stosunku do męża. Opisałam Ci trochę jak to było u mnie, może coś sobie przypomnisz ze swojego dzieciństwa, wiele rzeczy wynosimy z domów pierwotnych.
Myślę, że teraz nic nie możesz zrobić, zajmij się tylko sobą, męża odsuń na jakiś czas. Daj mu wytchnąć, pomyśleć. Nie narzucaj się teraz ze swoimi potrzebami, ze swoją miłością. Twój mąż wie, że go kochasz, nie musisz w kółko mu o tym mówić, to przynosi odwrotny skutek.
Bądź dla niego miła, ale trochę na uboczu. Daj mężowi wolność, niech pobędzie w tej wolności sam. W takim oddaleniu też zauważy Twoje zmiany, może wyraźniej, niż kiedy ciągle wisisz na nim.
Polecam Ci udział w 12 krokach, dopiero tutaj otworzyłam oczy, zrozumiałam samą siebie.
Dużo wiesz, starasz się zrozumieć, czytasz, to jest super! Ważne jest też bycie we wspólnocie, z ludźmi, którzy przeżywają to samo. Na początku kryzysu też wszystko chciałam ogarnąć sama, nie dawałam rady. Dopiero wspólnota, kroki postawiły mnie na nogi.
Malinko, pomyśl o tym, naprawdę warto. :D

mare1966
Posty: 1373
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: mare1966 » 05 maja 2017, 17:33

Malina pisze:
05 maja 2017, 15:07
"Porozumienie bez przemocy" kończę. Próbowałam zastosować w relacji z mężem uwzględniając cztery kroki wypowiedzi (obserwację, uczucia, potrzeby i prośbę), np: "Zauważyłam, że traktujesz mnie chłodno i z dystansem, co powoduje, że czuję się samotna i niekochana. A ponieważ mam ogromną potrzebę miłości i bliskości, proszę, daj mi poczuć swoją miłość, przytul mnie czasem". Może gdzieś jednak popełniam błąd w takich wypowiedziach? Odpowiedzi męża to: ok (i nic się nie zmienia) albo nie umiem, nie chcę, nie potrafię.

Wg. mnie ten przekaz jest zbyt :
- skomplikowany ( dla przeciętnego faceta ) , za dużo tam informacji DO PRZEMYŚLENIA
traktujesz mnie chłodno i z dystansem x 3 ............ i facet myśli ( jak ma chwilę czasu )
dzień , dwa , tydzień
czuję się samotna i niekochana X 3 ......... dać na piśmie w kilku egzemplarzach , nakleić na samochód , telewizor
............. odczekać tydzień
przytul mnie czasem ........... napisać po co , nie oczekiwać szybkiej reakcji :lol:
no chyba , że zrobi niedźwiedzia na odczepnego


Dla mnie w sumie to i tak brzmi jak WYMUSZANIE .
Zresztą , o co tak naprawdę chodzi ?
Czy dowodem miłości będzie to , że cię z musu przytuli ?

Weźmy w drugą stronę .
Czy jak facet wspomni , że uwielbia jej pupę ,
to ona zapali się natychmiast do łóżka ?

Problem nie w gadaniu , ale w odczuwaniu .
Mąż niestety mówi prawdę , na teraz takie są jego uczucia .
Ani ty ani on , nie ma władzy ich wytresować .
Do zmiany sytuacji dojdzie wtedy , kiedy to ROZUM weźmie górę na tymi konkretnymi UCZUCIAMI .

Nie jest tak , że rozum zawsze będzie miał prymat nad uczuciami .
Rozum ma z nimi współpracować .
I czasem argumenty jednego albo drugiego maja przeważać .
Inna rzecz , że tak naprawdę widząc sprawy głębiej
zapewne , nie ma między nimi konfliktu .

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 05 maja 2017, 20:37

Dziękuję za odpowiedzi! Trochę się bałam, że dostanę same reprymendy, więc tym bardziej dziękuję za wsparcie!
Niestety, wiem, że zachowuję się jak mała rozkapryszona dziewczynka. Też miałam ciężką relację z własnym ojcem... i szukam w mężu takiego tatusia, opiekuna, który ma mnie kochać bezwarunkowo... a tu klops, mąż ma jakieś ale, każe się zmienić, więc jest "be" ;) oczywiście, ze mąż ma w tej kwestii rację (choć psycholog mi mowi coś innego), ale kobiety wiedzą, jak im się ciężko przyznać do błędów i jeszcze potwierdzić, że partner ma rację :roll: Ale wiem o tej swojej wadzie, chciałam nad tym pracować z psychologiem, tylko to poszło nie w tę stronę, w którą bym chciała.
Słyszałam o 12 krokach, że to dla ludzi uzależnionych. Czy mozecie mi tak w skrócie nakreślić o co w tym chodzi, jak długo trwa i jak jest realizowane "na odległość"?

twardy
Posty: 1778
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: twardy » 05 maja 2017, 21:18

Malina pisze:
05 maja 2017, 20:37
Słyszałam o 12 krokach, że to dla ludzi uzależnionych. Czy mozecie mi tak w skrócie nakreślić o co w tym chodzi, jak długo trwa i jak jest realizowane "na odległość"?
Malina, poczytaj o 12 krokach tutaj: viewforum.php?f=17

Program 12 kroków powstał dla ludzi uzależnionych. Przez wiele lat ewoluował i został dostosowany do różnych grup osób. Sycharowski warsztat 12 kroków służy uporządkowaniu swojego życia poprzez pracy nad sobą, swój własny rozwój w oparciu o Boga. Nie musisz być uzależniona aby z niego skorzystać, a przy okazji może okazać się, że jesteś uzależniona, np. od męża :)
Ja osobiście bardzo polecam ci ten program. Internetowo trwa około 1,5 - 2 lat.

Pavel
Posty: 3209
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Pavel » 06 maja 2017, 8:05

Malina pisze:
05 maja 2017, 20:37
chciałam nad tym pracować z psychologiem, tylko to poszło nie w tę stronę, w którą bym chciała.
Średnio z czasem stałem, nie odniosłem się więc do tej części, zostawiając to na wieczór.

Niestety psycholog psychologowi nierówny.
Warto jednak odpowiednio "prześwietlić" takowego przed i na początku współpracy.

Bardzo ważne wg mnie są zarówno światopogląd, system wartości, oraz metoda w oparciu o którą pracuje.
Dwa pierwsze - bo są tacy, którzy mają są albo prorozwodowi lub nie widzą wielkiego problemu w rozwodach. Metoda zaś - nie każdy nurt jest dla nas odpwiedni. Radzę o tym poczytać.
Ja pracowałem w pewnym momencie z dwoma terapeutami jedocześnie, ten pierwszy był "przydatny" tylko na etapie gdy chciałem z siebie wyrzucić to co mnie tamtym okresie bolało, wygadać się. Później mnie tylko hamował, siał zbędne wątpliwości i próbował wmówić emocje (negatywne), których na szczęście nie miałem.
Drugi terapeuta zaś, kobieta akurat, trafiła do mnie od razu, co i raz zwinnie naprowadzała mnie na kolejne etapy, wskazywała obszary nad którymi pownienem pracować, w dodatku w bardzo przystępny sposób.

Dlatego warto szukać, nie zrażać się gdy trafi się na takiego który nam nie odpowiada.
Raz, że może nie być właściwy akurat dla nas.
Dwa, jego światopogląd może być daleki od wartości chrześcijańskich.
Trzy - jak w każdej profesji - są lepsi i gorsi fachowcy.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 06 maja 2017, 9:19

Malino

Napisałaś 24 kwietnia coś takiego:
Mam dość ciężki (emocjonalnie) weekend za sobą. Wydawało mi się, że mąż zrobił krok w moją stronę, ale w ten weekend bardzo odczułam jego dystans- jakby wycofał się i zrobił krok do tyłu.
Czy TY czytałaś książkę John Gray " Mężczyźni są a Marsa, kobiety z Wenus"?
Każda książka o relacjach damsko-męskich jest pewnym uogólnieniem i schematem. Ale w tej książce Gray porównuje mężczyzn do "sprężynek". Znaczy to, że mężczyzna musi się przybliżać i oddalać od i do swojej kobiety. Takie oddalenie (on nazywa to chowaniem się mężczyzny w swojej jaskini), jest potrzebne mężczyźnie, aby on odzyskał pewność, że dalej ma swoją autonomię. Albo coś spokojnie przemyślał. Po tym czasie wraca. Kobiety robią dwa główne błędy. Po pierwsze nie pozwalają się mężczyźnie oddalić się, po drugie każą go w czasie powrotu.
Z tego co piszesz, jesteś bardzo uzależniona od męża. Wisisz na nim. Jest to dobre na początku związku. Po pewnym czasie żaden mężczyzna tego nie potrafi znieść i coraz bardziej oddala się i zamyka w sobie.
Przeczytaj może tę książkę. Ciekaw jestem, jak Ty ją odbierzesz. :D

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 31 maja 2017, 21:27

Minął prawie miesiąc od kiedy pisałam w swoim wątku. Jeśli chodzi o mnie, to przyznaję Jacku bez bicia, że książki o Wenus i Marsie nie przeczytałam- wchodzę w nowy obszar w pracy i czytam teraz książki fachowe w wolnych chwilach, ale jest ona na mojej liście. Doroto 6, dziękuję za to, co napisałaś o tej małej dziewczynce- zaczęłam o tym rozmawiać z psychologiem, o mojej rodzinie pierwotnej i tu był problem. Zbliżyłam się do Boga jeszcze bardziej, np. przez 8 dni z rzędu chodziłam na Msze i do Komunii, oddając swoje życie Bogu, ale niestety nie znalazłam do końca w tym ukojenia, coś mnie męczyło. Za to pomogły mi rozmowy o moim dzieciństwie i traumach z psychologiem- byłam dzieckiem bitym (za przewinienia- paskiem, kapciem, ręką, klęczenie na woreczkach z grochem), rodzice rozwiedzeni emocjonalnie, nie okazywali sobie ani mnie uczuć. A ja o nie zabiegałam, tak ja teraz z mężem. To mi się pozwoliło powolutku uniezależniać emocjonalnie od męża. Mój psycholog też widzi te stopniowe zmiany, choć za wcześnie osądzać czy są one trwałe.
Piszę, bo chciałabym zapytać o zachowanie męża, które nie do końca rozumiem. Ja się wyciszyłam, dałam mu spokój i przestrzeń i paradoksalnie on teraz szuka konfliktów. Np. ostatni weekend spędziliśmy prawie sielsko (bo to jednak kryzys i jakiś dystans jest), nawet mąż w przypływie dobrego humoru zaczął planować przebudowę ogródka. Wtedy poczułam coś w rodzaju ulgi- przecież nie remontuje się czegoś, z czego chce się uciec. W niedzielę wieczorem zapytałam, czy on ma zadzwonić po ogrodnika czy ja. Usłyszałam, że to bez sensu ten remont, że mam sobie kogoś poszukać i z kimś być, bo przed nami nie ma przyszłości. Odpowiedziałam, że ja chcę tego remontu, ja chcę z nim być i nie zamierzam sobie nikogo szukać i zakończyłam temat. Poniedziałek był ok- buzi na do widzenia, dzwonił do mnie w ciągu dnia zapytać co tam. Wtorek podobnie. Ale we wtorek wieczór, kiedy wróciłam z fitnessu, on wypił już dwa lub trzy piwa. Usiadłam przy stole i z uśmiechem oznajmiłam, że poszukam wakacji dla nas (rozmawialiśmy o tym w weekend). I się zaczęło- że po co mamy razem gdzieś jechać, że może on sam z dziećmi i ja sama z dziećmi polecimy, że on chciał się wyprowadzić, ale ja się nie zgodziłam. Powiedziałam, że chcę jechać razem, całą rodziną i dzieci zapewne też. Że to reguła, jak sobie wypije to uruchamia mu się wyrzut frustracji. I że nie chcę się kłócić i wyszłam. Poczekałam, aż pójdzie spać, położyłam się obok, a on wtedy odwrócił się w moją stronę i się przytulił. Rano znowu ok, jak się spało ,buzi na do widzenia. Potem telefon (jak odwiózł córkę)i życzenie miłego dnia. Ja już nic z tego nie rozumiem...
Mąż widzi, że problem jest też w nim- jest naładowany złością i żalem i nie chce odpuścić - przebaczyć. Był u psychologa, ale liczył na radę-jak ma żyć. Ponieważ tego nie otrzymał, już więcej tam nie pójdzie.
Powiedział mi, że żyję jakby w innej epoce, sto lat temu, że uważam, że małżeństwo jest jedno do końca życia. Zapytałam, czy on przyjmuje kulturę Zachodu w tej kwestii- jeśli czujesz frustrację do żony, to zamiast przebaczyć to rozwód i druga żona, jak drugiej się "nazbiera" to rozwód i trzecia, i potem czwarta? Odpowiedział, że nie widzi w tym nic złego, jeśli miałby być szczęśliwy. Ręce mi opadają.

Słonko
Posty: 340
Rejestracja: 01 lut 2017, 17:11
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Słonko » 01 cze 2017, 7:30

Malino droga
Czytając co piszesz o Twojej relacji z mężem czytam poniekąd o sobie ( choć sporo różnic i to dość istotnych jest m.in. zdrada) Bardzo ale to bardzo polecam blog Domowe zawirowania i kursy Agnieszki Pieniążek. Konkretne narzędzia do pracy nad sobą i związkiem. Poszukaj, poproś o możliwość wzięcia udziału w wyzwaniu "maj pełen miłości" , choć będą teraz też kolejne kursy.
Szukałam jak Ty, mnóstwo książek przeczytanych, psycholog, rekolekcje wysłuchane. Z każdej z tych pomocy zostało " coś", zdanie, zadanie do wykonania. Blog i kursy Agnieszki spięły to w całość i pozwoliły mi spojrzeć na naszą relacje inaczej. I co najważniejsze to działa. Jest zupełnie inaczej między nami. To jeszcze nie to co bym chciała, jeszcze mąż nie mówi mi po imieniu ale ja czuję, że zaczęło mu wreszcie zależeć a też jeszcze nie tak dawno nie czuł nic do mnie, mijał w drzwiach tak żeby nawet przypadkiem mnie nie dotknąć.
Zmiana jednej strony potrafi zmienić cała relacje i podstawa jest to, że Ty dajesz swoje 100% bo tylko za to co dajesz jesteś odpowiedzialna.
A co do chodzenia do Kościoła to w miarę możliwości staram się chodzić codziennie i mimo, że długo też nie " czułam " nic specjalnego to wiem, że On jest ze mną i to On daje mi siłę w trudnościach dnia codziennego.
Pozdrawiam i jestem z modlitwą.

Pavel
Posty: 3209
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Pavel » 01 cze 2017, 10:33

Malino,
Taka książka jak "Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus" to doskonały instrument aby lepiej zrozumieć siebie oraz poznać męża jako mężczyznę. W moim przypadku przynajmniej to co Grey pisze o mężczyznach można przełożyć niemal w skali 1:n1.

Podejrzewam, że nie znalazłaś na nią czasu, bo nie uważasz, aby miała aż takie znaczenie.
Ja z tej książki dowiedziałem się sporo o sobie, dlaczego pewne zachowania żony mnie tak bolały i złościły.
Dzieki niej możesz się dowiedzieć, jak nie wchodzić z butami na obszary u męża wrażliwe, co jest dla niego ważne itd.
Moim zdaniem wiedza kluczowa dla ratowania małżeństwa (oczywiscie nie tylko ta książka).
Bez wiedzy zdajemy się na przypadek, fart.
Bo nawet nie nazwę tego szczęściem - szczęście to sprzyjające okoliczności którym jednak sami budujemy fundamenty.
Wierzę w moc modlitwy, mi dała masę siły, cierpliwości, przywracała "do zycia" w najcięższych momentach. Ale pewnych spraw za nas nie załatwi.
Może się tu ze mną ktos nie zgodzi, ale uważam, że lepiej w czasie kryzysu, gdy już mamy siłę działać, zainwestować czas w zdobywanie wiedzy i być w kościele raz w tygodniu, niż chodzić codziennie i dalej nie zdawać sobie sprawy z bazowej dla naszego życia na ziemi wiedzy.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

inga
Posty: 230
Rejestracja: 15 kwie 2017, 9:28
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: inga » 01 cze 2017, 11:26

Zaraz zamawiam tę książkę :)

Pavle, myślę że świetnie to podsumowałeś:
Pavel pisze:
01 cze 2017, 10:33
Bez wiedzy zdajemy się na przypadek, fart.
Bo nawet nie nazwę tego szczęściem - szczęście to sprzyjające okoliczności którym jednak sami budujemy fundamenty.
Wierzę w moc modlitwy, mi dała masę siły, cierpliwości, przywracała "do zycia" w najcięższych momentach. Ale pewnych spraw za nas nie załatwi.
Może się tu ze mną ktos nie zgodzi, ale uważam, że lepiej w czasie kryzysu, gdy już mamy siłę działać, zainwestować czas w zdobywanie wiedzy i być w kościele raz w tygodniu, niż chodzić codziennie i dalej nie zdawać sobie sprawy z bazowej dla naszego życia na ziemi wiedzy.
ja pozwolę sobie odnieść tę sytuację do czasów szkolnych/studenckich -> sama modlitwa o zdanie egzaminu nie załatwi sprawy, musimy jednak sięgnąć do książek i notatek z wykładów

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: moni0301 i 30 gości