Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 01 cze 2017, 11:36

To nie tak, że uważam tę książkę za mniej ważną. Owszem, słyszałam o niej i sama się do niej przymierzam, a do tej pory przerobiłam różne youtubowe szkolenia z tego zakresu prowadzone np. przez amerykańskiego pastora.
Czytając posty wielu z Was, modląc się żarliwie znajdujecie ukojenie- chciałam i tego spróbować, stąd pomysł z tym chodzeniem codziennym do kościoła. W pewnym stopniu pomogło, ale nie do końca. Z resztą- wszystko pomaga w pewnym stopniu- książki, rekolekcje, modlitwa, terapia. Zawsze coś się z tego wyniesie.
Moje wątpliwości budzi to, co ja mogę zrobić. Mąż nadal nie wie, czego chce. Czasem uważa, że nie powinniśmy być razem. Chciał się wyprowadzić, by zrozumieć, co stracił, wracać do pustego domu i zatęsknić, a przez to szybciej się uporać się z własną złością. Ja się na to nie zgodziłam, jako że dla mnie to ucieczka przed problemem, są inne rozwiązania, a to jest trauma (i przykład działania) również dla dzieci, które nie są takie małe i rozumieją dużo. Nie chciałam się zgodzić na to, że w obliczu problemu mąż i ojciec w jednym pakuje walizkę i zostawia cały "inwentarz", by wrócić (lub nie) za jakiś czas. Powiedziałam mężowi, że jego wyprowadzka to dla mnie zakończenie związku i nie ma opcji, bym się na to zgodziła. On powiedział, że to widzi inaczej- nie chce się rozstać, a wyprowadzka ma przyspieszyć proces jego emocjonalnego powrotu. Ale skoro ja widzę to jako zakończenie związku, to on się nie wyprowadzi. I będziemy dalej wegetować (jego słowa). Jako małżeństwo.
Czytam też na wielu wątkach, że mężczyzna musi mieć impuls do działania, jakiś bodziec, by się zmienić. Co może być takim bodźcem? Czy moja "postawa miłości i spokoju" wystarczy? To takie może nawet pytanie retoryczne...

Wafelka
Posty: 119
Rejestracja: 28 kwie 2017, 13:26
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Wafelka » 02 cze 2017, 12:19

Malina pisze: (...) Moje wątpliwości budzi to, co ja mogę zrobić. Mąż nadal nie wie, czego chce. Czasem uważa, że nie powinniśmy być razem. Chciał się wyprowadzić, by zrozumieć, co stracił, wracać do pustego domu i zatęsknić, a przez to szybciej się uporać się z własną złością. Ja się na to nie zgodziłam, jako że dla mnie to ucieczka przed problemem, są inne rozwiązania, a to jest trauma (i przykład działania) również dla dzieci, które nie są takie małe i rozumieją dużo. Nie chciałam się zgodzić na to, że w obliczu problemu mąż i ojciec w jednym pakuje walizkę i zostawia cały "inwentarz", by wrócić (lub nie) za jakiś czas. Powiedziałam mężowi, że jego wyprowadzka to dla mnie zakończenie związku i nie ma opcji, bym się na to zgodziła. On powiedział, że to widzi inaczej- nie chce się rozstać, a wyprowadzka ma przyspieszyć proces jego emocjonalnego powrotu. Ale skoro ja widzę to jako zakończenie związku, to on się nie wyprowadzi. I będziemy dalej wegetować (jego słowa). Jako małżeństwo.
Czytam też na wielu wątkach, że mężczyzna musi mieć impuls do działania, jakiś bodziec, by się zmienić. Co może być takim bodźcem? Czy moja "postawa miłości i spokoju" wystarczy? To takie może nawet pytanie retoryczne...
Malino, wyboldowałam zdania, do których chcę się odnieść. Myślę, że twój mąż ma prawo się wyprowadzić. Na tym polega również wolność w miłości. Myślę, że jeśli jest to dla Ciebie za trudne, to może wakacje byłyby takim momentem rozłąki na chwilę. Może da się ustalić, że np. trzy tygodnie spędzacie całkiem osobno, zaproponuj mu to, może taka opcja będzie dla niego ok. Może on potrzebuje przestrzeni, ciszy i spokoju, żeby dowiedzieć się czegoś o sobie i swoich uczuciach.

Myślę, że nie trzeba od razu uważać, że to koniec związku. Czy jesteście papużkami-nierozłączkami? :) Są takie pary, które wszystko robią razem, nie ma oddechu. Jedno na drugim siedzi ciągle. I kiedy jest kryzys wizja rozstania oznacza koniec. A to nie tak.. Czasem trzeba sobie dać trochę wolności. Więcej - myślę, że ona jest podstawą udanego związku. Wolność jako prawo do własnej, osobnej przestrzeni (pokój), czasu, znajomych, hobby, pamiętnika, sekretów.. Wtedy rozłąka nie oznacza końca związku. Przecież równie dobrze twój mąż mógłby wyjechać np.do pracy gdzieś dalej na trzy tygodnie czy na jakiś rejs czy inną wyprawę. Może warto mu dać ten czas. Umówić się na konkretną jego długość po której ustalicie co dalej.

Pavel
Posty: 3207
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Pavel » 02 cze 2017, 16:25

Tyle tylko, że mąż Maliny nie wyrusza w rejs.
Podobne argumenty jak Ty Wafelko sam podawałem w swoim wątku, gdy żona zażądała mojej niby czasowej wyprowadzki.
Tez chciała niby zobaczyć, czy zatęskni.

Pisalem, że to nic takiego, coś jak urlop/delegacja.
Na szczęście ludzie tutaj sypnęli argumentami które spowodowały, że się postawiłem i zaproponowałem inne rozwiązania.
Przez 3 tyg lub miesiąc nie zapłonie miłością.
Szkody dla dzieci zaś - potężne.
Szansa, że wyprowadzka się przedłuży - niemała.

Zgadzam się natomiast, aby przestać wisieć, dać mu jak najwiecej przestrzeni.
Tylko tak może mieć szansę zacząć myśleć.
Dystans jest potrzebny.
Można więc na przykład przez miesiąc nie wspominać o kryzysie, co dalej etc.
Można odzywać się jak najmniej, ograniczyć do niezbędnych spraw domowych.
Nie krytykować, cokolwiek by złego, bolesnego dla Ciebie zrobił.
Wyrzucić to Bogu, lub tu, na forum.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Niezapominajka » 02 cze 2017, 17:47

Słusznie prawi Pavel - zrób jak ja. Traktuj go miło, ale z lekkim chłodem. Nie z góry, czy ze złościa. Po prostu daj mu oddech, przestań wisiec i oczekiwać. On musi sam poukładać w głowie i podjąć decyzję. A Ty nie czekaj jak na wyrok. Mi pomogło jak powiedziałam sobie "ok, jest trudny czas, jesteśmy rozdzieleni, ale to jest po coś, nikt tak dlugo nie wytrzyma, to w nim zrodzi frustrację, może się ocknie i wtedy zacznie coś robić. A Ty rob swoje - dbaj o siebie jak o najwazniejszą osobę, umacniaj więź z Bogiem, zaproś go do tego kryzysu, proś o pokazanie prawdy o Was, zajmij się dziećmi, domem, rozwijaj się niezależnie od niego, masz co robić. Uwolnij go od siebie. Jak mnie kusi, aby zalać go emocjami, żalami i oczekiwaniami to sobie mówie "zamknij japę, idz do siebie i odwrót". Zadnego napadania. Bądz sobą, piękną, miłą, dobrą i spokojną. Wieź z Bogiem daje pokój i prawdę. Pytaj Go co masz robić, jak słuchasz i serio zaprosiłaś Go do swojego życia to On Ci odpowie.

Wafelka
Posty: 119
Rejestracja: 28 kwie 2017, 13:26
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Wafelka » 04 cze 2017, 21:22

Pavel pisze: Tyle tylko, że mąż Maliny nie wyrusza w rejs.
Podobne argumenty jak Ty Wafelko sam podawałem w swoim wątku, gdy żona zażądała mojej niby czasowej wyprowadzki.
Tez chciała niby zobaczyć, czy zatęskni.
(...)
A ja myślę, że stawianie ultimatum typu "jak się wyprowadzisz to koniec związku" do niczego nie prowadzi. Moim zdaniem, może się mylę, ale to tylko pogorszy sprawę. Dlatego myślę, że być może skorzystanie z okazji wakacyjnej, danie jakiegoś czasu na przemyślenia, jest warte swieczki. I nie chodzi tu o miesiące, ale np. dwa tygodnie. Można przecież się tak umówić. I ustalić warunki takiej rozłąki. Np. że utrzymujemy kontakt, że mąż dzwoni do dzieci codziennie.. właśnie tak jakby był na wakacjach. Może coś go przytłacza w tym domu, nie wiem... Moim zdaniem szczere powiedzenie o obawach związanych z rozłąką, ale i pozostawienie wyboru mężowi, jest dużo lepsze niż stawianie ultimatum. No bo co to oznacza to "koniec związku"? Rozwód? Dożywotnią separację? Brak woli ponownego kontaktu? Jak się mówi takie rzeczy, trzeba to jakoś sprecyzować, wiedzieć..

zenia1780
Posty: 2170
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: zenia1780 » 05 cze 2017, 6:43

Jak najbardziej Wafelko stawianie jakiegokolwiek ultimatum do niczego nie prowadzi, a wręcz moze działać odwrotnie. Jednak rozłąka również rzadko sprzyja scalaniu związku. Jak dla mnie optymalnym rozwiązaniem, zastosowanym również przeze mnie, jest danie oddechu małżonkowi, który ciągle pozostaje z nami w domu oraz próba zmiany siebie, przez co ma on na codziennie możliwość zobaczenia tego, że my jednak się zmieniamy i że nasza zmiana jest jednak trwała, nie podlegająca emocjom, zmiennościom sytuacji ani czasowi . Na odległość trudno to jest jednak zobaczyć małżonkowi.
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Pavel
Posty: 3207
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Pavel » 05 cze 2017, 7:19

Wafelko, zgadzam się, że stawianie ultimatum to nie jest dobre rozwiązanie.
Zwłaszcza, że stawianie akurat takiego kłóci się z nauką KK i moimi własnymi poglądami na małżeństwo (w przypadku wyprowadzki).
W dodatku to jest granica, ktorej raczej nie bylibyśmy w stanie utrzymać, gdyby taki małżonek zdecydował się jednak na wyprowadzkę - bo co, gdy się wyprowadzi, poddajemy się i już nie ratujemy małżeństwa, nie czekamy?

Ten "straszak" w tym przypadku zadziałał, bo mąż Maliny albo rozwodu nie chce, albo sam nie wie czego chce. Z pewnością jak juz pisałem potrzebuje oddechu, przestrzeni
Po mojemu lepiej jednakże takich środków nie używać, bo to stąpanie po cienkim lodzie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 05 cze 2017, 17:10

Malino

Jeżeli jesteś DDD (tak wygląda z Twojego opisu) a jednocześnie DDRR (rodzice rozwiedzeni emocjonalnie), to czy czytałaś książki:
"Rozwinąć skrzydła" i "W drodze do siebie"?
Są one tutaj:
http://rozwinacskrzydla.pl/

możesz pomyśleć również o książce:
Jim Conway, Dorosłe dzieci prawnie lub emocjonalnie rozwiedzionych rodziców. Jak uwolnić się od bolesnej przeszłości. Wydawnictwo Logos, Warszawa 2010
Fragment jest w internecie:
http://www.rozwinacskrzydla.pl/studenci ... dzicow.pdf

Mi te książki pozwoliły zrozumieć żonę. Niestety dopiero po jej odejściu.

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 07 sie 2017, 12:41

Od mojego ostatniego wpisu trochę się wydarzyło. Najpierw odpuściłam- zero krzyków, emocji, trudnych rozmów z mojej strony, na zaczepki męża reagowałam pobłażliwym uśmiechem lub odwracałam się. Po miesiącu zorientowałam się, że jest gorzej- mąż się coraz bardziej wyładowywał na mnie, jakby jego złość i frustracja narastała. Wtedy stwierdziłam, że muszę zadbać o swoje zdrowie psychiczne (nie dawałam rady tego znosić) i powiedziałam, żeby - tak jak chciał- wyprowadził się z domu. To był punkt zwrotny. Powiedział, że nie chce się wyprowadzić, że się będzie starał, pójdzie na psychoterapię, że chce być ze mną. I "sielanka" trwała 6 tyg- w tym czasie mąż zaczął się starać, rozmawiał ze mną, czasem dotknął, ale bez fajerwerków. I po tych 6 tyg była awantura- znowu pod jakimś pretekstem wylałam żale, że jestem taka niepewna jego uczuć, bo raz chce, a raz nie chce być ze mną, nie wiem na czym stoję. I tak wpadliśmy w stare koleiny. Na dzień dzisiejszy mąż mówi, że mnie kocha, ale czasem (albo często) uważa, że nie powinniśmy być razem. Gdy pytam, czy chce ze mną być, mówi, że musi, bo jesteśmy rodziną. Poza tym właśnie skończyliśmy remont ogrodu (inicjatorem był mąż), pod koniec sierpnia mamy jechać na wakacje (mąż chce, bym jechała z nimi- tzn. z nim i dziećmi, bo wcześniej miał pomysł, by jechać z nimi sam), całuje mnie na dzień dobry i do widzenia (z miną męczennika, ale zawsze...), wykupił już dla naszej czwórki wyjazd na ferie zimowe 2018. A w międzyczasie słyszę, że nasze małżeństwo nie istnieje, nie ma czego ratować.
Czytam aktualnie "Mężczyźni są z Marsa..." i odnajduję się w tej lekturze, choć niektóre stwierdzenia budzą moje frustracje i żal do męża (np. te o przenoszeniu pewnych wzorców zachowań na dzieci, że to jakie mamy małżeństwo, wpłynie na decyzje naszych dzieci- co do ich związków). Miewam "wylewy" żalu na męża, nie umiem zamknąć ust.
Podziwiam Niezapominajkę (i mocno Ci kibicuję- jeśli to czytasz- super, że się tak Wam układa :) ), że swoim spokojem uratowała małżeństwo. Ja nie umiem być spokojna. Bo taka nie jestem- mam "południowy" charakter, wszystko mocno przeżywam (ale nie jestem cholerykiem, którego łatwo wytrącić z równowagi). W styczniu przyszłam pierwszy raz do mojego psychoterapeuty i prosiłam, by mnie nauczył spokoju, wyłączenia emocji. Ale nie chciał, uświadomił mi, że tłumienie emocji zniszczy mnie wewnętrznie, jestem taka emocjonalna i nie powinnam się stawać "emocjonalnym zombie". Cały czas chodzę na terapię, obecnie przerabiamy problemy z dzieciństwa.
Przed pozostawaniem w spokoju- bez emocji- powstrzymuje mnie myśl, że robię to po to, by zasłużyć na miłość męża. Jak nie będę tupać nóżką, to on będzie chciał ze mną żyć. Bo on nie wie, czy chce, to ja będę grzeczną dziewczynką i wtedy zasłużę, by ze mną być. To powoduje mój bunt- ale jest to związane z moim dzieciństwem i pracuję nad tym. Tylko skutki są marne :cry:
Nie wiem, co ze mną nie tak. Dlaczego inni mogą cicho i cierpliwie siedzieć, a ja nie- pomimo pracy nad sobą.
Ostatnio mam mega kryzys- wydaje mi się, że moje małżeństwo się skończyło i lada dzień mąż je zakończy. Czuję się odrzucona i niekochana. Brakuje mi już sił.

Clementine
Posty: 10
Rejestracja: 12 sie 2017, 23:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Clementine » 15 sie 2017, 14:49

Malina, mam podobną sytuację tylko u mnie była kowalska i drugie dziecko ze zdrady męża... Jestem w punkcie, gdzie stan zawieszenia zaczyna dla mnie trwać zbyt długo i nie wiem co robić dalej. Wracam zaraz z prawie nieprzerwanych 2-misiecznych wakacji i dały mi one sporo dystansu. Obawiam się dożywotniej separacji lub rozwodu, albo inaczej mówiąc przekreślenia szans na odbudowanie małżeństwa jeśli Mąż się wyprowadzić, ale tkwienie w chorym trójkącie i uzależnieniach Męża plus jego nieokreśleniu się dają mi mocno w kość. Czytam forum od niedawna i pisze pierwszy raz, ale chodzę na 12 kroków i to daje mi duzo do myślenia, uświadamia moje błędy popełnione w przeszłości i fakt uzależnienia od Męża. Byłam na psychoterapii ale ostatecznie różne lektury teraz są dla mnie większym narzędziem rozwoju. No i przede wszystkim relacja z Bogiem.

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 12 mar 2018, 17:20

Dzień dobry po długiej przerwie. Dawno nie pisałam, ale regularnie czytałam forum przez ten czas. Wiele się u mnie wydarzyło. Dla przypomnienia mojego wątku- mąż dwa lata temu powiedział, że nie wie, czy mnie kocha, zdystansował się. Próbowałam wszystkiego- wyczerpałam cały wachlarz zachowań, od przymilania się, przez dystans, po krzyk i histerię. Nic nie pomagało, nie mogłam się przebić przez jego mur. On się miotał cały czas, raz chciał być ze mną, raz nie. Kowalskiej nie wykryłam. W zeszłym roku we wrześniu powiedziałam, by się zastanowił czego chce, bo tak żyć nie możemy (to szkodzi nam i dzieciom, które widzą i czują brak emocjonalnej więzi pomiędzy rodzicami). Miał czas do końca września. Przez ten czas był spokój w domu, ja byłam zajęta swoim życiem, dziećmi i pracą. W ostatni dzień września zadałam mu pytanie, czy chce ze mną żyć normalnie. Powiedział, że ze mną się nie da. Powiedziałam, że w takim razie podjął decyzję i się wyprowadza. Wyprowadził się tego dnia do swoich rodziców. Jak duży to był błąd, już wiem i apeluję, by nikt z Was tego nie zrobił. Myślałam, że ta wyprowadzka albo nawet jej widmo mu coś uświadomi. Moje dzieci to bardzo przeżyły, syn wiedział o wyprowadzce (ma 11 lat i widzi co się działo, nie chciałam go okłamywać), córka nie (za mała, nie rozumiała do końca sytuacji). Przez pierwszy tydzień błagałam, by wrócił. Po miesiącu, z powodu bardzo ciężkich sytuacji w moim życiu (nie chcę pisać jakich, bo były charakterystyczne) mąż się wprowadził z własnej woli. Zapowiedział przy tym, że musimy iść na terapię. Poszliśmy. Po pierwszym spotkaniu pani psycholog powiedziała, że jesteśmy tak różni, że ona się dziwi, że tak długo w ogóle jesteśmy razem i że nie wie, jak nam pomóc, ale może coś wymyśli. Byliśmy tam jeszcze kilka razy, ale podczas tych spotkań były kłótnie, a pani nam nie pomagała. Na szczęście w domu sami zaczęliśmy rozwiązywać problemy, układać nasze życie na nowo. Nie było kłótni (tylko u pani psycholog kilka razy, w domu spokój), były zwykłe rozmowy, takie zwyczajne życie. Mąż mi mówił, że się zbliżamy, że jest dobrze. I tak sobie żyliśmy- było coraz lepiej. Nawet w Walentynki dostałam kwiaty i mąż poświęcił mi cały wieczór (jest pracoholikiem i codziennie pracuje wieczorami w domu). Ja miałam swoje życie, odwiesiłam się od niego, rozwijam nową pasję i uczę się kolejnego języka. Przy tym starałam się być wzorem żony. Nawet zbierałam się, by tu napisać, że się udało, ale jakoś nie chciałam zapeszać- pomyślałam, że poczekam jeszcze pół roku i wtedy Wam napiszę. Ale tydzień temu odbyła się rozmowa, która ścięła mnie z nóg. Mąż powiedział, że się wypalił. Że patrzy na szczęśliwe pary- jak sobie okazują czułość- i on też tak chce, ale nie czuje tego do mnie. Że widzi, że się zmieniłam, że jest dużo lepiej. Że jestem piękną i mądrą kobietą, super matką, świetną kochanką, super gotuję, mam swoje pasje, jestem lubiana…i właśnie dlatego nie chce mi marnować życia- bo ja zasługuję na szczęście, którego on nie może mi dać. Że on nie wierzy, że nasze małżeństwo się uda naprawić. I jeszcze wiele podobnych bzdur (bzdur z mojego punktu widzenia). Powiedziałam, że ja go kocham, chcę z nim być i wierzę, że to da się naprawić, tym bardziej, że tak super nam szło przez te prawie pięć miesięcy. I że wiem, co dzieci przeżywały- szczególnie syn- kiedy mąż się wyprowadził i nie ma na to mojej zgody. Ale oczywiście, jeśli podejmie decyzję o odejściu, to go siłą nie zmuszę, by został, jednak musi mieć świadomość, że to będzie tylko jego decyzja, nie moja. Ja chcę z nim żyć. Wczoraj w dzień były rozmowy o rozwodzie, że myśli o tym czasami, ale nie podjął jeszcze żadnej decyzji, jednak nic mi nie może obiecać, bo czasem myśli, że powinniśmy się rozwieść. Po czym wieczorem mówi, że w październiku wykupił dla nas super wycieczkę na sierpień 2018, bardzo daleko, w super warunkach na dwa tygodnie. Ucieszyłam się mega, ale po chwili dodał, że wykupił też ubezpieczenie od rezygnacji albo najwyżej ktoś z nas pojedzie tylko. Po czym rozmawia o tej wycieczce normalnie, a przed spaniem inicjuje współżycie. To, że jestem wygłupiona, to oczywiste. To, jak boli złamana nadzieja, nie muszę pisać. Ja wiem, co robić. Nie wiem tylko, jaki będzie efekt. Chciałam się po prostu wygadać i dziękuję, że mogłam.

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 12 mar 2018, 17:48

Malina

Zacytuje Ci swój post do Ciebie sprzed roku:
Widzę Malina, że za męża masz Piotrusia Pana. :(
Przepraszam za sarkazm, ale chyba taka jest prawda.
Jego mama nie znalazła miłości u swojego męża i przelała ja na Twojego męża. Dla faceta koszmar, bo jest on bardziej związany z mamusią, niż z Tobą.
Twój mąż jest dorosłym dzieckiem. Albo on weźmie się za siebie, albo raczej będziesz miała ciągłe jazdy.

Wiedźmin

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Wiedźmin » 12 mar 2018, 20:58

Malina pisze:
12 mar 2018, 17:20

Mąż mi mówił, że się zbliżamy, że jest dobrze. [...] w Walentynki dostałam kwiaty i mąż poświęcił mi cały wieczór
[...] tydzień temu odbyła się rozmowa [...]. Mąż powiedział, że się wypalił. [...] Że on nie wierzy, że nasze małżeństwo się uda naprawić.

[...] Wczoraj w dzień były rozmowy o rozwodzie[...] a przed spaniem inicjuje współżycie.
Malina - przeczytaj uważnie - jak to dla Ciebie brzmi?
Może warto podnieść się z poziomu wycieraczki...

Mamy tu takie fajne powiedzenie - tyle razy je już czytałem i cytowałem, że aż sam w nie uwierzyłem ;).
"Ludzie traktują nas tak, jak im na to pozwalamy" - bardzo wiele w tym prawdy.

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 15 mar 2018, 12:12

Myślę, że oboje byliśmy niedojrzali, stąd się wzięły nasze problemy. Ja pracowałam nas sobą, efekty są widoczne nawet dla mojego męża (mówił o tym wiele razy). Powiedziałam mężowi wcześniej w rozmowie, że jest niedojrzały emocjonalnie (po serii jego gadek, że lepiej się rozstać, po co się męczyć, że dzieci będą szczęśliwe wtedy, że się różnimy i on nie chce pracować nad odbudową naszego związku, mimo że się zmieniłam i jest teraz dobrze, bo jest już za późno…), to odpowiada, że jest niedojrzały i co z tego, że to jego problem. Zadałam mu pytanie, czy chciałby, by ktoś jego córkę tak traktował, jak on mnie. Odpowiedział, że zdecydowanie nie. Co by jej wtedy radził? By zostawiła swojego męża… Odpowiedziałam, że moi rodzice nigdy mi tego nie doradzali, wręcz przeciwnie, kazali przeczekać.
Aleksander, łatwo powiedzieć- podnieś się z poziomu wycieraczki, ale jeśli postawię granicę, to skończy się jak z jego wyprowadzką w październiku- zwalał na mnie winę, że go z domu wyrzuciłam. I teraz by tak było, że to ja podjęłam decyzję np. o osobnych sypialniach, braku współżycia, itp. Nie chcę tego; chcę by miał świadomość, że decyzja jest jego. Czytam m.in. wątek Langusty – ona poprosiła męża, by się wyniósł z sypialni, a jemu to było na rękę. A jeśli mój mąż ma się wyprowadzić, to chyba wolę tak trwać jak teraz, przynajmniej moje dzieci mają ojca w domu. Cokolwiek robię (znoszę chłód, dystans, przytyki, krytykę, brak rozmowy, brak pomocy w domu, jego ciągłą nieobecność, wyjazdy i wyjścia na imprezy, czy, jak to piszesz, traktowanie mnie jak wycieraczki), robię to by ratować małżeństwo i nie stracić ojca dla moich dzieci. Nie kłócę się już, nie żądam, staram się być dobrą żoną i … znoszę ogromny ból.

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 15 mar 2018, 12:20

Pisałem na sąsiednim wątku o wycofaniu emocjonalnym kobiet i zafiksowaniu funkcjonalnym mężczyzn:
viewtopic.php?f=10&t=898&p=38313#p38313

Malina
Podajesz piękny przykład swojego wycofania emocjonalnego.
Tylko ciekaw jestem, ile dasz radę znosić takie poniewieranie siebie?
Sądzę, że niewielu mężczyzn dałoby tak radę.

I żeby była jasność, to nie wiem, czy robisz źle, czy dobrze.
Ojciec w domu, nie zawsze zastępuje prawdziwego ojca, bo dzieci widzą, że rodzice są rozwiedzeni emocjonalnie.
Skutki tego dla dzieci są takie same, jakby byli faktycznie rozwiedzeni.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: elena, Pavel, wigton i 20 gości