jak to zrozumieć

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

siwula4
Posty: 6
Rejestracja: 24 mar 2017, 10:58
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

jak to zrozumieć

Post autor: siwula4 » 27 mar 2017, 17:36

czytam i czytam i w każdej historii znajduję wątek z własnego życia. jestem 22 lata po ślubie, łącznie 25 lat razem. hmm czy oby napewno 22? mąż zostawił mnie w ubiegłym roku w kwietniu, przed maturą starszej córki. od 10 lat pracuje w Anglii, wiem napiszecie, to czego się kobieto spodziewałaś? jego wyjazd to była nasza wspólna decyzja, miało byc na chwilę, tutaj miał słabo płatną pracę, ciagle poza domem doszliśmy do wniosku, że jeżeli ma go nie być i ma byc nerwowo, to niech jedzie spróbuje. pojechał, pierwsza praca pierwsze pieniądze zachwyt, że możemy zrobić to, czy tamto, pojechać tam, czy tam. i tak było z roku na rok. byliśmy ze sobą w kontakcie telefonicznym, pootrafił dzwonić kilka razy dziennie, wszystkie decyzje wspólnie podejmowane, wszystkie konsultowane, a jak przyjeżdżał to było święto, wspólne z dziećmi wyjazdy, atrakcje. dzieci się śmiały, że zachowujemy się jak nastolatki. ostatni wyjazd w lutym ubiegłego roku na ferie, wyjazd super, ale coś mi nie pasowało, nie wiedziałam co. mówił że kocha, przytulał, ale coś mi nie grało. kiedy powiedział że nasza wspólna koleżanka spodziewa się dziecka, lampka się zapaliła, spytałam czy może jego, obruszył się, że przecież ona jest niewiele starsza od naszej córki, że poznała kogoś. po miesiącu okazało się że ten instynkt kobiecy się nie mylił, mój mąż miał zostać ojcem. kajał się, przepraszał, błagał o wybaczenie. pierwsza myśl? pakuj walizki i znikaj z mojego zycia, ale potem przyszła zaduma. 20 kilka lat, wspólne wspomnienia, przeżycia, plany, dzieci, nie da się, normalnie nie da się tego przekreslić, pstryknąć palcami i powiedzieć zamykam ten rozdział. powiedziałam że wybaczam, że pomogę, że będziemy walczyć razem. myślał długo miesiąc, dwa, w tym czasie córka zdawała maturę, a ja wyłam w poduszkę w nocy, brałam leki na uspokojenie. no i wybrał. niestety nie mnie. wybrał ją, bo jak powiedział jest odpowiedzialny. przeprosił, powiedział, że odchodzi ode mnie, bo już nie kocha, ale z dziećmi pozostanie wszystko bez zmian. potoczyło się inaczej. starsza córka od roku z nim nie rozmawia, powiedziała, że dla niej ojciec umarł, że nie ma go, młodsza nie do końca rozumie co się dzieje. bo ja rozmawiam z nim przez telefon normalnie, opowiadam o dzieciach, o problemach, on pyta o zdrowie lub czy wymieniłam opony w aucie. dziecko urodziło się w październiku ur. miało nic się nie zmienić. ale się zmieniło, od lipca widział się z młodszą córką raz w lutym. przyjechał na 5 dni, i nie miał żadnych propozycji spędzenia czasu, oprócz basenu. teraz jak dzwoni pyta ją co chciałąby żeby przesłał w paczce, jakby chciał odkupić swoje winy. mnie serce boli. przy kolejnej rozmowie pytałam czy decyduje się na rozwód, czy zamierza złożyć pozew, czy chce tego. odpowiedział no chyba tak, a ty? od tej rozmowy minęło kilka miesięcy, a ja nadal trzymam się tego słowa chyba. bo jeżeli ktoś coś chce i jest pewien w 100 procentach, to mówi tak chcę, taka jest moja decyzja i podejmę stosowne kroki, a nie pyta czego chce druga strona. ja odpowiedziałam że nie chcę rozwodu, że chcę walczyć, chcę ratować. i żyję z dnia na dzień nadzieją, każdy dzień to uśmiech lub ból nie do zniesienia, każdy telefon to drżenie ręki, bo co mogę usłyszeć, każda korespondencja to strach, może to pozew? i tak mijają miesiące, a ja czekam

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: jak to zrozumieć

Post autor: jacek-sychar » 27 mar 2017, 17:48

Witaj Siwula4 na naszym forum.

Cóż, niestety pogoń za lepszym życiem często prowadzi do rozejścia się małżonków. Coraz mniej z sobą przebywamy, kończą się wspólne tematy. Zostaje tylko historia wspólnego życia i najczęściej wspólne dzieci.
Wydaje się, że Twój mąż wstydzi się tego, co zrobił. Wydaje się też, że dużo go z Wami wiąże, ale jakoś głupio czuje się odpowiedzialny za nowe dziecko.
Niestety, ale nie Ty pierwsza przez to przechodzisz. Wielu z nas też to przerabiało. I tez słyszeliśmy, że przecież dał/dała słowo tej nowej. Jakby nam nie przyrzekali. :?
Staraj się zadbać teraz o siebie i swoje córki. Nic zadręczaniem siebie nie uzyskasz. Nie wpłynie to też na zachowanie Twojego męża.
Staraj się znaleźć równowagę i spokój swojego życia. Jest to trudne, ale daje się.

Może zajrzałabyś do któregoś z naszych ognisk? Ich lista jest tutaj:
http://sychar.org/ogniska/

Pisząc na naszym forum pamiętaj, że internet nie jest anonimowy, dlatego staraj się nie podawać szczegółów, które umożliwiłyby identyfikację Ciebie i Twojej rodziny.

siwula4
Posty: 6
Rejestracja: 24 mar 2017, 10:58
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: siwula4 » 27 mar 2017, 18:04

staram się nie zadręczać ale przychodzi taki dzień jak dzisiaj myslę ze nic z tego nie będzie, skończyłam NP, człowiek jest niecierpliwy i mysli, ze Bóg wyslucha go teraz, juz natychmiast, a kiedy nic z tego nie wychodzi, przychodzi zwatpienie. w nocy nie spałam, myslałam że już jest wszystko pozamiatane, on układa sobie życie z nową rodzina, a my to już przeszłość, do której nie chce wracać, cięzkie to do zniesienia, ale chyba bardziej realne niż nadzieja, ze wróci, tylko jak w tej głowie to poukładać? niby taki proste, ale nie do przejścia

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: jak to zrozumieć

Post autor: jacek-sychar » 27 mar 2017, 18:30

Siwula

Kryzys najczęściej nie ma stałego natężenia. Nastrój zwykle faluje. Szczególnie na początku. Raz wydaje się człowiekowi, że już się pozbierał, że już odzyskał swoje życie, a tutaj nagle dociera do człowieka jakaś wiadomość, jakiś "życzliwy" przynosi informacje o tym naszym niewiernym małżonku i znowu zaczyna się jazda na emocjach. Pocieszające jest tylko to, że te doły są coraz rzadsze i coraz słabsze. Po pewnym czasie człowiek obojętnieje. Zaczyna żyć swoim życiem.

Tak, masz rację. Na początku myślimy, że kolejna nowenna, kolejna modlitwa zdziała cud i zaraz nasz koszmar się skończy. Ale przecież Bóg dał nam wolna wolę. Pokazał w swoich przykazaniach, jak chciałby, żebyśmy postępowali, bo będzie to dla nas dobre. Ale pozwala nam tez robić zło. Tak Bóg się ograniczył. Dlatego nie będzie łamał wolnej woli człowieka, który mówi mu NIE. On się wtedy odsuwa i spokojnie czeka. Czeka na opamiętanie się człowieka.

Jędrek
Posty: 9
Rejestracja: 30 sty 2017, 9:06
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: jak to zrozumieć

Post autor: Jędrek » 28 mar 2017, 11:13

siwula4 pisze:
27 mar 2017, 17:36
.......... i tak mijają miesiące, a ja czekam
Ja nie czekam. Myślę o mojej żonie, komunikuje się z nią, ale nie czekam.
Staram się działać na programie 12 kroków.
Andrzej
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału..." (Ef 6, 12)
http://korzystanie.blogspot.com/" target="_blank

marta
Posty: 22
Rejestracja: 13 lut 2017, 8:53
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: marta » 29 mar 2017, 13:07

Siwula bardzo dobrze Ciebie rozumiem bo przechodze i odczuwam to co Ty. Z tym, że mój mąż wyparł sie wszystkiego (choć ja mam dowody zdrady), przeszedł do porządku dziennego, nie wyproiwadził sie, nie odpowiedział co z nami dalej. Nasze rozmowy sa bardzo ograniczone (zapytania o posiłki i o dzieci), wyprowadzil się z sypialni. Tez nie wiem co mam dalej robić, jak poukładać to sobie w głowie. Czy da sie tak dłużej zyć w jednym domu a jednak osobno?

siwula4
Posty: 6
Rejestracja: 24 mar 2017, 10:58
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: siwula4 » 29 mar 2017, 17:47

Boję się każdego listu, bo może to pozew, boję się telefonu, smsa, bo może to jego decyzja. Słyszałam słowa nie kocham cię, nie wrócę, ale wydaje mi się że za tym powinien iść kolejny krok - pozew, no bo skoro nie kocha. A tak brak decyzji, słowo chyba, którego użył w rozmowie na pytanie czy chce rozwodu, dają nadzieję, znikomą, ale dają. Kiedyś żyłam planami, marzeniami, które powoli wspólnie realizowaliśmy ciesząc się z każdego kroku do przodu. Teraz żyję dniem dzisiejszym, nie planuję, zyję bo są dziecki, uśmiecham się bo są dzieci, ale to nie jest szczere, bo uśmiech wywoływał on.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8960
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: Nirwanna » 29 mar 2017, 19:23

Teraz żyję dniem dzisiejszym, nie planuję, zyję bo są dziecki, uśmiecham się bo są dzieci, ale to nie jest szczere, bo uśmiech wywoływał on.
On - bożek. Siwula, może Pan Bóg potrzebował strącić Ci bożka z piedestału, żebyś Jego - Boga - postawiła w to miejsce....? Wiem, że teraz ciężko przyjąć Ci taką perspektywę, bo życie Ci się wali, ale spróbuj może od czasu do czasu tak pomyśleć?
Tak, po Bogu mąż ma być dla Ciebie najważniejszy, ale też chodzi o to abyś nie wisiała emocjonalnie na nim i na jego decyzjach. Ty masz się zająć swoim życiem teraz, zadbać o siebie i o dzieci. Niestety, z bólem i na siłę, ale to jedyna sensowna droga, żeby wyjść z najgorszego doła. Tak, uśmiechaj się na siłę. Znajduj drobne dobre rzeczy wokół siebie. Dziękuj za nie Bogu. I tak, skup się na dniu dzisiejszym, bo to właśnie o to chodzi. I w pewnym momencie pojawi się uśmiech szczery :-) A męża oddawaj Bogu, zawsze jak tylko dół Cię łapać zaczyna, On ma najlepsze ręce do ogarnięcia sytuacji :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Utka2
Posty: 222
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: Utka2 » 30 mar 2017, 23:48

Nirwanna pisze:
29 mar 2017, 19:23
Teraz żyję dniem dzisiejszym, nie planuję, zyję bo są dziecki, uśmiecham się bo są dzieci, ale to nie jest szczere, bo uśmiech wywoływał on.
On - bożek. Siwula, może Pan Bóg potrzebował strącić Ci bożka z piedestału, żebyś Jego - Boga - postawiła w to miejsce....? Wiem, że teraz ciężko przyjąć Ci taką perspektywę, bo życie Ci się wali, ale spróbuj może od czasu do czasu tak pomyśleć?
Tak, po Bogu mąż ma być dla Ciebie najważniejszy, ale też chodzi o to abyś nie wisiała emocjonalnie na nim i na jego decyzjach. Ty masz się zająć swoim życiem teraz, zadbać o siebie i o dzieci. Niestety, z bólem i na siłę, ale to jedyna sensowna droga, żeby wyjść z najgorszego doła. Tak, uśmiechaj się na siłę. Znajduj drobne dobre rzeczy wokół siebie. Dziękuj za nie Bogu. I tak, skup się na dniu dzisiejszym, bo to właśnie o to chodzi. I w pewnym momencie pojawi się uśmiech szczery :-) A męża oddawaj Bogu, zawsze jak tylko dół Cię łapać zaczyna, On ma najlepsze ręce do ogarnięcia sytuacji :-)

Amen

kasedo
Posty: 92
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:39
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: kasedo » 18 kwie 2017, 13:58

Siwula4....czytam i widzę siebie. Tak samo jak Ty się miotam. Też upadam...( Gosia i Jacek....ale już nie tak destrukcyjnie <3...dotrzymuję obietnicy ). Modlę się odmiawiam drugą Nowennę Pompejańską, Telegram do Świetego Józefa teraz Nowenne do Miłosierdzia Pańskiego....ale już nie oczekuję cudu natychmiast. Czasami oczywiście kłócę się z Panem Bogiem, nadal pytam DLACZEGO???? i nadal próbuję skopać męża z piedestału. Czasami mi się udaje....Wiem jak jest Ci ciężko...te wszystkie pytania bez odpowiedzi, ich niezdecydowanie, scedowanie całkowitej opieki nad dziećmi na nas, ta ich niedojrzałość...Czy oni zawsze tacy byli, a my zakochane tego nie widziałyśmy przez te lata?
Siwula...usmiechamy sie na siłę, szukamy drobnostek, które poprawią nam dzień. Ja wczoraj dostałam stos książek....od Cenniejszej niż perły...którą poleca s-żona po Dzikie serce tęsknoty męskiej duszy i kilka innych polecanych tutaj. Duzo mi dała przeczytana na początku Ile warta jest Twoja obrączka i Pięć języków miłości ( tą lubię najbardziej). Posłuchaj też rad, które tutaj dostajesz ( mówi Ci to ta, która jest oporna na wiedzę i rady :) )Ale wierzymy Tacie coraz mocniej. wierzymy, ze On ma plan...tylko mamy problem z akceptacją planu odrębnego od naszych marzeń i nadziei.
Początkowo myślałam...Co oni gadają? Tego się nie da przeżyć, bez niego nie da się oddychać, żyć. On jest całym moim światem...jak mogę nawet myśleć, że sobię poradzę bez niego. Radzę sobie....raz lepiej, raz gorzej. Mam wsparcie, mój różaniec, obiecane kopniaki :) (Utka pamiętam...chociaż nie jesteś jedyna ;) ), wizję spotkania w Ożarowie...nie damy się...Siwula...wiesz, ze nie poddamy się chociaż bezsilność i tesknota będzie nas przygniatać do podłogi, gdy rano bd pisać ...tracę nadzieję....o czym z nim gadac..po takim czasie....
O czym...o tym jaka jest piękna pogoda dizsiaj...mój syn jutro zaczyna egzaminy gimnazjalne...tesknota i odrzucenie taty też odcinęło piętno na nim...ale zaczyna znowu być radosnym nastolatkiem, znowu suę śmiać, obciął długaśne włosy, przekazał 60 cm na rzecz osób chorych na raka...teraz jest przystojnym młodym mężczyzną, który jutro założy nowiutki garnitur i będzie mega przystojny ( skromna mamuśka wiem ) i nie ważne jak pójdą egzaminy..ważne, że właśnie ...lepi króliczki ze śniegu....i jest szczęśliwy, pomimo tegoże tata spędził wielkanoc z kowalską. Kobietko jesteśmy razem....za rok...pamiętasz? :D

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: jak to zrozumieć

Post autor: jacek-sychar » 18 kwie 2017, 19:10

Kasedo

Miło czytać tak optymistyczny (jak na Ciebie ;) ) post.
Pamiętaj, że z każdym dniem będzie coraz lepiej.
Ja jestem sam od prawie 7 lat. I są już dni, że wcale nie myślę o żonie. To znaczy wiem, że kiedyś taka jedna była, ale teraz jej nie ma i już.
Może jest nawet lepiej, bo mam spokój i nikt mi nie dulczy? :P

siwula4
Posty: 6
Rejestracja: 24 mar 2017, 10:58
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: siwula4 » 18 kwie 2017, 19:22

Czytam, czytam, ale mam wrażenie, że Wy jesteście o dwa kroki przede mną, torujecie mi drogę, dlatego wiem, że na końcu jest szczery uśmiech. Jednak teraz jest ból, tęśknota, pytania, któych nie chcę, ale przychodzą w najmniej oczekiwanym momencie. To już trzecie Święta bez szczerych życzeń, bez cichego kocham Cię, tylko tekst zaciągnięty z neta serdeczne życzenia z okazji...., całusy dla dziewczyn. Czytam te życzenia i zastanawiam się, co się kryje za tym tekstem. Bezradność, bo zaplątałem się i nie wiem co robić, czy tylko obowiązek i proces kopiuj - wklej, a potem razem z nową rodziną spacer, bez myśli co tam w moim byłym domu, bo przecież było, minęło. Dzieci zostawiam w dobrych rękach, teraz ja będę szczęsliwy.

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: jak to zrozumieć

Post autor: jacek-sychar » 18 kwie 2017, 19:28

siwula4 pisze:
18 kwie 2017, 19:22
To już trzecie Święta bez szczerych życzeń, bez cichego kocham Cię, tylko tekst zaciągnięty z neta serdeczne życzenia z okazji...., całusy dla dziewczyn.
Siwula
Ja od ponad 6 lat nie rozmawiałem z żoną, od ponad 5 jej nie widziałem. O życzeniach zapomnij. Ja tez jej nie mogę wysłać, bo zmieniła numery telefonu a stacjonarny skasowała.
Ona nawet nie chciała rozmawiać na temat naszego najmłodszego syna.
Czy takie życzenia mają jednak jakąkolwiek wartość?
Ja jestem spokojniejszy bez kontaktu z żoną.

Mam nadzieję, że i Ty złapiesz taką równowagę ducha za jakiś czas.

siwula4
Posty: 6
Rejestracja: 24 mar 2017, 10:58
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: siwula4 » 18 kwie 2017, 19:41

A ja rozmawiam raz a tygodniu, i tęsknię za tymi rozmowami, o wszystkim i o niczym

kasedo
Posty: 92
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:39
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: jak to zrozumieć

Post autor: kasedo » 18 kwie 2017, 19:47

Siwula...jesteśmy na tym samym poziomie dwa kroki do przodu, trzy w tył....ale Jacku nie martw się dogonimy Cię ;). Teraz musimy we dwie się skupić na zeochnieciu mężów z piedestału, bo ma być Bóg, mu, dzieci ewentualnie mąż ;). Nad tym ostatnim się zastanowimy ;).
Mamy siebie, mamy Sychar a najważniejsze mamy Pana Boga że sobą. A oni....teraz wszystko się im pięknie układa, zły daje im coraz to lepsze powodu, żeby się z grzechu nie wyrwać....ale pewnego dnia księga życia się zamknie...klatka się zatrzaśnie....i kara za grzechy ich dosięgnie.
Naszym zadaniem jest modlić się za nich, żeby chociaż w niewielkim stopniu zmniejszyć ten grzech.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: rose i 3 gości