zniszczyłam swoje małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Pavel
Posty: 3376
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Pavel » 10 lip 2020, 21:05

Keira pisze:
Dodam, że absolutnie nie narzucam nikomu swoich sposobów, nie chciałabym wyjść na jakąś mądralińską, która zjadła monopol na prawdę, czy coś. Wiem, że każda sytuacja jest inna, są dzieci - wtedy trudno tak po prostu zamknąć drzwi, nawet nie da się. Ale są pewne rzeczy wspólne i można z tego brać.
Wydaje mi się, że pisząc w taki sposób szanse takowego postrzegania redukujesz do minimum ;)
Nie wiem jak mają inni, ale podejrzewam, że podobnie jak ja - z ogromną przyjemnością czytam twoje posty i bardzo jestem rad, że tu jesteś i piszesz.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Kłapouszek
Posty: 90
Rejestracja: 03 gru 2019, 14:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Kłapouszek » 10 lip 2020, 21:45

Keira, bardzo dziękuję za Twoje słowa i wpisy w tym wątku i w sąsiednich, zwłaszcza za to, że uświadomiłaś mi, co to znaczy być Córką Króla. Widzisz, ja jestem na początku drogi, choć od wyprowadzki męża minęły ponad 4 miesiące, a ja pomimo postawienia granic, czasem jeszcze łapię się na tym, że „wiszę” na mężu. Niestety, nie mam tak ogromnej świadomości własnej wartości, jak Ty, ale buduję ją powoli na terapii. Dziękuję za Twoje słowa.
A tak na marginesie, to jesteś moją imienniczką i mieszkam bardzo blisko Poznania. ;) ;)

Triste
Posty: 384
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 11 lip 2020, 9:13

Keira ja też dziękuję za tak cenny wpis w moim wątku :-) wiele z niego wyniosłam na dzisiejszy dzień i ogólnie na przyszłość.
Ja jestem osobą porzuconą i jako tako już przeplakalam to że mojego nie uratuję.
Teraz walczę o samą siebie i Ty pokazujesz jak to robić. Dziękuję!

Avys
Posty: 93
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Avys » 11 lip 2020, 9:38

Keira,
To że u Boga nie ma przypadków to odkryłam 2-3 lata temu i to jest coś niesamowitego! Nawet wczoraj tego doświadczyłam spotykając przez „nieprzypadek” przyjaciółkę z drugiego końca Polski. Która tak mnie wyściskała, że aż zmięła mi bluzkę :-) i dzisiaj rano jeszcze czuję radość tego spotkania- choć trwało 10 minut na gdzieś na szosie. Ja jestem z południa Polski (tam mam przyjaciół), teraz mieszkam w małej miejscowości mojego Męża ok 400km dalej a wszystko to niestety bardzo daleko od Poznania. Nie wstawiam tu nie uśmiechniętej buźki, bo widocznie tak ma być :-)

Avys
Posty: 93
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Avys » 11 lip 2020, 10:26

Keira, odpowiadają na Twoje pytanie czy miałam poczucie, że jestem jedyną, prawowitą sakramentalną żoną i związek Męża z kimś innym nie będzie nigdy taki? NIESTETY nie miałam takiego poczucia- wiedzę, teorię tak ale praktycznie cały czas szukałam potwierdzenia, że te Jego nowe związku są beznadziejne. U Niego to akurat były bo to było kilka kowalskich, czasami dwie w jednym czasie i szukanie kolejnej. Kowalskie chwaliły się publicznie, że np. przespały się z wszystkimi facetami ze swojej pracy. NIESTETY te wiadomości były dla mnie potwierdzeniem beznadziejności tych związków. I myślałam, że jakby był z „bardziej moralną” kowalską, jedną i „byli sobie wierni” to byłoby mi o wiele ciężej. Teraz jak na to patrzę to wiem, że to NIE MA ŻADNEGO znaczenia z kim on by się związał- ale jeszcze tego tak nie czuję. Mam więc problem z dowartościowaniem siebie. Miałam dobrego Ojca, ale chyba nie dał mi poczucia takiej akceptacji jak Twój, a moja Mama wręcz chyba mnie nie akceptowała. A jak z Twoją Mamą bo piszesz tylko o Tacie?

Co do Tych kilku lat zobaczenia Boga twarzą w twarz- zobaczę te medytacje- bardzo mnie zachęciłaś. Może tak napisałam „usprawiedliwiając” nie szukanie Boga osobowego teraz, bo to wymaga wysiłku a mi się nie chce modlić.

Z tego co napisałaś, nie byłaś jak wiele tutaj osób uwieszona na współmałżonku. I nie masz też chyba kłopotów z asertywnością. To jaki był cel Twojej terapii, jaki miałaś kłopot? Uwiązanie do wizji bycia żoną?

Z tego co piszesz to jakby Twój Mąż zechciał wrócić do Ciebie to musiałby się bardzo zmienić? I zanim byś Go przyjęła z powrotem to musiałabyś się o tym przekonać?

Nino
Posty: 557
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Nino » 11 lip 2020, 14:54

Keira, fajnie piszesz :) Dodajesz mi otuchy.
U mnie, po rozmowie z mezem przez telefon tydzien temu: martwa cisza. Rozmowa mogla wskazywac, ze odwilz sie utrzyma. Coz, raczej ponownie powialo obojetnoscia. I naprawde trudno ocenic, dlaczego? Bycie nieszczesliwym przy moim boku, to koronny argument mojego malzonka. Tym samym daje sobie prawo, zrywajac kontakt, do poszukiwan odpowiedniej partnerki. I tak od kilku lat. Czy obecnie jest w zwiazku, nie wiem.
Dzieki wsparciu forum jakos sie posuwa to moje odwieszanie, a jak sa podrygi, to juz nie tak szalencze.... Najchetniej zapomnialabym o mezu (poza modlitwa).

Avys
Posty: 93
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Avys » 11 lip 2020, 16:30

A co do tej medytacji którą polecasz. Znalazłam pogłębiarkę :-) Znalazłam medytacje on-line z lektorem ale nie znalazłam żadnej z 5 stycznia 2017?? Jest z 1,8 i 15 stycznia 2017.

Keira

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Keira » 11 lip 2020, 17:41

Avys pisze:
11 lip 2020, 16:30
A co do tej medytacji którą polecasz. Znalazłam pogłębiarkę :-) Znalazłam medytacje on-line z lektorem ale nie znalazłam żadnej z 5 stycznia 2017?? Jest z 1,8 i 15 stycznia 2017.
Oj, przepraszam! Rzeczywiście, to medytacja z 8 stycznia.

https://www.youtube.com/watch?v=84lB79TY8cI

Pavle, gdybyś był tak uprzejmy i edytował mój post z datą, żeby ludzie nie tracili niepotrzebnie czasu na poszukiwania nieistniejącej medytacji... dziękuję. :)

Jeszcze raz przepraszam, mogłam to sprawdzić.

Dziękuję Wam za miłe słowa. Też dodajecie mi otuchy, choć może nie zdajecie sobie z tego sprawy. Czasami przychodzą przeróżne wątpliwości, trwają sekundę-pięć, ale są i myśl, że nie jestem sama w swoim myśleniu (nierozerwalność małżeństwa), zdecydowanie pomaga trzymać pion. <3
Nie pomaga np. swatanie mnie przez koleżanki i brak zrozumienia dla faktu, że ja ciągle jestem żoną. Niektóre znajomości musiały wygasnąć - to też jakieś pokłosie rozwodu. Mam wrażenie, że mogłabym dać od siebie coś komuś, tak w życiu. Wsparcie, właśnie moją przyjaźń. No ale wiadomo, szacunek do poglądów, nawet jeśli są odmienne, musi być. Zrozumiałam to, jak podczas niby niewinnej kawy z koleżanką, na spotkanie "przypadeczkiem" przyszedł jej brat, po czym koleżanka się zorientowała, że "zostawiła żelazko na gazie" i zostawiła nas ze sobą. No jak tak można.

Avys, pytałaś o mamę. Niestety - mama narcystyczna i krytyczna, więc tato budował, ona w jakiś sposób niszczyła. Ale nie obwiniam jej za swoje wybory czy życie, poza tym jej wpływ bardziej może zaważył na moim życiu zawodowym - to, jaką się jest kobietą, to i tak zadanie ojca. Czyli jestem niepewna siebie np. w pracy, podczas jakichś zadań, nie wierzę siebie i obniżam swoją wartość. Jako kobieta - mam wrażenie, że nie mam kompleksów, choć daleko mi do ideału. Lubię tę Asię-kobietę. Odkąd to wiem, po prostu inaczej patrzę na siebie, swoje życie, decyzje, także męża, którego w jakimś stopniu wybrałam takiego, którego podejście do życia, mnie, uczuć było podobne do postawy mojej mamy. Bo te schematy znałam i akceptowałam jako normalne. Poza tym skoro mój mądry ojciec był (i jest ciągle od 46 lat) z mamą, musiał w niej widzieć coś dobrego. ;) Mama wdrukowała we mnie pewne kwestie, które potem na pewno przyczyniły się do kryzysu małżeńskiego (np. unikanie bolesnych rozmów, niemówienie o swoich potrzebach, tłumienie stresu, chowanie urazy, małostkowość. No trudno.

Kłapouszku, 4 miesiące to bardzo wcześnie. Ten czas pamiętam jako notoryczny ból brzucha z powodu tego, że wracam do domu, gdzie już nie ma większości rzeczy męża. Jadąc autem do pracy, czułam, że jest mi źle i gonitwa myśli: Co jutro, co pojutrze, co za tydzień, rok, Boże, Boże, ja nie wiem, co robić??
Starałam się wtedy pamiętać słowa Jezusa, by nie martwić się dniem jutrzejszym i że zawierzenie MU to zawierzenie. A nie zawierzenie i kłopotanie się przyszłością. Mam do zagospodarowania teraźniejszość i tak też robiłam. Aha, ok. Teraz jadę do pracy. W pracy mam to i to do zrobienia. Potem obiad. Co na obiad. Ok. Wieczór - muszę zrobić porządek tu i tu. Poszukać czegoś w sklepie, co mi jest gdzieś tam potrzebne. Dalej. I tak godzina za godziną. Kąpiel w pianie. Potem film. Coś dobrego na przekąskę do filmu. Albo adoracja NS (polecam!!!!!). Miałam plan, który nie uwzględniał męża, nie musiał. Wyjechał. Ma "wyładowany telefon" i jest na Alasce (duchowej), więc nie mogę dzwonić, mogę mu na odległość błogosławić. Więc sama muszę sobie ten dzień zagospodarować i zapełniałam go. I jakoś polubiłam ten czas ze sobą. To bardzo dobrze pobyć ze sobą i poznać siebie też, czego pragniemy, o czym marzymy (niezwiązanego z mężem), co możemy zrobić fajnego, na co oszczędzać, gdzie wyjechać, czego się nauczyć itd. Ja np. odkryłam w sobie chęci do majsterkowania i robię sobie komodę z 37 szufladami. Sama. Modlę się śpiewając, np. korzystając z dziecięcej pieśni: Za to, że dałeś mi.... (i tu wpisuję sobie, wszystko, nawet jakieś imię koleżanki, często śpiewam, że za to, że dałeś mi Sychar :D, a nawet urodę, a co!), dzięki o Panie, składamy dzięki, o Wszechmogący nasz Królu w Niebie. Ja tak budowałam swojego Ducha. I tak dzień za dniem, tydzień za tygodniem, a czas działa na naszą korzyść. Myślę, ba - nie myślę. Wiem. Wiem, że takie odwieszone od swoich mężów, niezależne duchowo, kochające, ale nie bluszczowate - jesteśmy o wiele bardziej interesujące. A żyć przecież trzeba, więc jak żyć, skoro to, co nas boli, kompletnie od nas nie zależy i nie mamy na to większego wpływu? Jak są dzieci - to jest i łatwiej i trudniej jednocześnie. Ale też można wspaniale żyć, przykład Ani Jednej z tego forum (nie wiem, czy jest na nowym forum) jest dobitnym tego przykładem. Uwielbiałam ją czytać, słuchać jej historii na konferencjach. Została porzucona z gromadką małych dzieci, a jednak dała radę i nie jako cierpiętnica! To mnie zawsze tak podnosiło na duchu.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. :)

Lawendowa
Posty: 4427
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Lawendowa » 11 lip 2020, 18:53

Keira, ja nie Pavel, ale wykorzystałam możliwości techniczne które mam i poprawiłam datę :)
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Keira

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Keira » 11 lip 2020, 20:03

Lawendowa pisze:
11 lip 2020, 18:53
Keira, ja nie Pavel, ale wykorzystałam możliwości techniczne które mam i poprawiłam datę :)
Dziękuję. :mrgreen:

Nino
Posty: 557
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Nino » 11 lip 2020, 21:37

No wlasnie chcialam zapytac o Anie Jedna, poniewaz czytam jej ksiazke. Jak u Ani jest obecnie? Czy wiecie?

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: tata999 » 12 lip 2020, 0:45

Avys pisze:
10 lip 2020, 2:02

Ja jestem ciekawa czy są w ogóle osoby, które zostają zdradzone/porzucone, czują się dalej małżonkami chociażby przez wierność i nie muszą przechodzić tych etapów odwieszania bo nigdy na współmałżonku nie wisiały. Czyli ktoś odchodzi, nie chce terapii a ta druga osoba przestaje natychmiast interesować się nowym życiem małżonka. Nie chodzi mi tutaj oczywiście o takie osoby które szybko znajdują pocieszenie w innym związku.
Nie jestem pewien, czy kompletny brak interesowania się nowym życiem małżonka jest środkiem do celu lub celem. W razie prośby małżonka, po katolicku byłoby udzielić mu pomocy itp. Może nawet wtedy gdy nie prosi, a potrzebuje, to należałoby się zainteresować jego życiem w jakimś stopniu (niezależnie od krzywd, czy uwikłania w pozamałżeński związek itp.). Może alkoholika warto wspierać w rzuceniu nałogu, niewiernego w nawróceniu, chorego pocieszyć itd. Może tak wypełniałoby się przysięgę małżeńską i do tego nieodzowne byłoby jakieś informacje o nowym życiu małżonka zbierać ("interesować się").

Triste
Posty: 384
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 13 lip 2020, 8:37

Wiecie do jakich doszłam wniosków ?
Mój mąż milczy 9 miesiąc.
Po prostu nawet słowem się nie odezwie. to samo w naszą rocznicę która była kilka dni temu.
I ja już nie chcę aby on w jakiejkolwiek kwestii to robił.
Nie chcę żeby pisał czy dzwonił.
Ja długo pracowałam na swój wewnętrzny spokój i nie chcę żeby on go burzył.
Niech sobie gdzieś tam żyje w tej nowo wykreowanej przez siebie rzeczywistości.
Ja go nie chcę w swoim życiu.
Jest mi bez niego lepiej, bez niego sama stanęłam na nogi.
Nie potrafię powiedzieć czy wciąż go kocham ? Skoro się nad tym zastanawiam i nie potrafię jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć to znaczy że to już nie jest miłość a jedynie żal za utraconymi marzeniami.

Avys
Posty: 93
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Avys » 13 lip 2020, 10:08

Tata999, ja też tego nie wiem. Ja nie potrafiłam się nie interesować.

To interesowanie powinno być chyba jednak bardzo powściągliwe, ograniczone do minimum aby uszanować decyzję małżonka o odejściu. To jest trudne.

Z pomaganiem jak potrzeba to sprawa dla mnie też oczywista dokładnie tak jak piszesz.

Caliope
Posty: 1044
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Caliope » 13 lip 2020, 11:33

Triste pisze:
13 lip 2020, 8:37
Wiecie do jakich doszłam wniosków ?
Mój mąż milczy 9 miesiąc.
Po prostu nawet słowem się nie odezwie. to samo w naszą rocznicę która była kilka dni temu.
I ja już nie chcę aby on w jakiejkolwiek kwestii to robił.
Nie chcę żeby pisał czy dzwonił.
Ja długo pracowałam na swój wewnętrzny spokój i nie chcę żeby on go burzył.
Niech sobie gdzieś tam żyje w tej nowo wykreowanej przez siebie rzeczywistości.
Ja go nie chcę w swoim życiu.
Jest mi bez niego lepiej, bez niego sama stanęłam na nogi.
Nie potrafię powiedzieć czy wciąż go kocham ? Skoro się nad tym zastanawiam i nie potrafię jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć to znaczy że to już nie jest miłość a jedynie żal za utraconymi marzeniami.
Triste, on ci już nie będzie burzył świata, możesz przestać nie chcieć. Zamień sobie na chcę to i tamto, tak jest łatwiej naprawdę zadbać o siebie. Ja mam syna to jeszcze inaczej muszę dbać, bo on ma prawo mieć ojca po połowie ze mną i mąż nie może uciekać od odpowiedzialności i latać gdzie popadnie. A ja jak on mam prawo do swojego własnego życia i zamieniłam nie chcę, na chcę i do tego dążę. Całkiem obok tej chorej teraz relacji.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości