zniszczyłam swoje małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 19 cze 2019, 9:53

jacek-sychar pisze:
19 cze 2019, 9:41
Triste

Na to, co zrobi Twój mąż, nikt nie ma wpływu. Szczególnie Ty nie masz wpływu.
Triste pisze:
19 cze 2019, 9:32
Czuję się strasznie, mam ogromny żal do siebie, że gdybym była uczciwa i powiedziała mężowi o wszystkim to dziś bylibyśmy szczęśliwym małżeństwem, że oboje byśmy siebie kochali miłością szczerą i głęboką.
Jesteś tego pewna? A może to jest tylko wymówka i gdyby jej nie było, to znalazłoby się coś innego?
Tego nie wiem do końca ale ta sytuacja miała mocny wpływ na rozpad tego małżeństwa.
Bardzo siebie oskarżam bo bardzo mocno zawiniłam.

Docierając do głębi to być może - nie do końca poznałam męża bo przed ślubem znaliśmy się krótko, po 8 miesiącach zaręczyliśmy się a po 1,5 roku był ślub.
Nie mieliśmy szansy poznać się od tych powiedzmy gorszych stron bo maż pokazał mi swoje dobre oblicze tylko podczas weekendowych spotkań kiedy jest miło i przyjemnie, kiedy jest tęsknota za drugą osobą.
W życiu codziennym okazało się że nie troszczył się o mnie jak mąż o żonę, po prostu brakowało mi podstaw typu: kochanie przyjadę po ciebie po pracy, odciążę Cię w domu, zabiorę Cię na wycieczkę.
Czułam się bardzo samotna w tym małżeństwie ale nigdy go za to nie winiłam bo czułam się bardzo winna przede wszystkim ja wobec siebie i każde jego zimne i oschłe zachowanie tłumaczyłam że to z powodu tego co ja zrobiłam.

Pavel
Posty: 2952
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Pavel » 19 cze 2019, 14:57

Triste,
Takie masz teraz emocje, z czasem będzie lepiej, a i na całą sytuację będziesz patrzeć zupełnie inaczej niż teraz. Gwarantuję.
Gdyby moja żona weszła w malzenstwo z długami, pewnie nie bylbym szczęśliwy.
Może bylbym tylko niezadowolony, może bylbym na nią zły. Raz, że trzeba to spłacić ze wspólnych środków (bo w małżeństwie nie ma "moje-twoje", przynajmniej nie powinno być). Dwa, że poczułbym się oszukany, a trzy - to byłaby oznaka braku zaufania do mnie.
Tak czy owak - faktycznie żaden powód do radości.
Natomiast nawet przez myśl by mi nie przeszło, nawet takiemu popapranemu jak byłem, aby się z takiego powodu rozstawać.

W pełni zgadzam się z Jackiem. I jednak rozejrzałbym się za rzeczywistym powodem odejścia.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 19 cze 2019, 15:06

Pavel pisze:
19 cze 2019, 14:57
Triste,
Takie masz teraz emocje, z czasem będzie lepiej, a i na całą sytuację będziesz patrzeć zupełnie inaczej niż teraz. Gwarantuję.
Gdyby moja żona weszła w malzenstwo z długami, pewnie nie bylbym szczęśliwy.
Może bylbym tylko niezadowolony, może bylbym na nią zły. Raz, że trzeba to spłacić ze wspólnych środków (bo w małżeństwie nie ma "moje-twoje", przynajmniej nie powinno być). Dwa, że poczułbym się oszukany, a trzy - to byłaby oznaka braku zaufania do mnie.
Tak czy owak - faktycznie żaden powód do radości.
Natomiast nawet przez myśl by mi nie przeszło, nawet takiemu popapranemu jak byłem, aby się z takiego powodu rozstawać.

W pełni zgadzam się z Jackiem. I jednak rozejrzałbym się za rzeczywistym powodem odejścia.
Dziękuję.
Twój post bardzo daje do myślenia....

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 19 cze 2019, 15:10

Jeszcze tylko dopowiem Pavel, że ja swojego męża nie obciążyłam tymi długami, owszem, pomógł mi na początku - bo sam tak chciał, natomiast później wkroczyli w to moi rodzice i aby jego uchronić wzięli to na siebie za co jestem im niezmiernie wdzięczna.

Także nad nim to nie wisiało.
Zaproponowałam mu także rozdzielność majątkową aby zwiększyć jego poczucie bezpieczeństwa.

A teraz ... nie zdziwiłabym się gdyby była od dawna inna kobieta.
1,5 roku po slubie ....

Ukasz

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Ukasz » 20 cze 2019, 17:23

Nie będę odkrywczy, ale mocno poprę Pawła i Jacka. Twoje długi mogły być tylko pretekstem do uwolnienia jakiegoś zranienia w nim Twoim mężu. Dawały łatwe usprawiedliwienie dla jego braku zaangażowania. Prawdopodobnie pomagały mu utrzymywać fałszywy obraz siebie, zakłamywać go coraz bardziej. To tylko domysł, ale tak to wygląda z zewnątrz, na podstawie Twojej relacji. I jeśli tak było, to Twój mąż brnie w tej chwili w ślepą uliczkę. Nie wiemy, kiedy zderzy się ze ścianą i co z tego wyniknie.
Zastanów się, czy trochę podobnie nie wygląda to z Twojej strony. Czy Ty też nie zaczęłaś stopniowo wszystkiego wyjaśniać tym błędem z przeszłości. To mógł być i dla Ciebie wygodny zmiennik - to się już stało i z tym nic nie da się zrobić - za pomocą którego broniłaś się i nadal bronisz przed dostrzeżeniem bardziej aktualnych i może ważniejszych problemów. Oczywiście nie wiem, czy tak jest naprawdę, ale chyba warto się i temu przyjrzeć.
Twojej relacji z mężem w tej chwili nie ma. To źle. Ma to jednak pewną dobrą stronę: może pomóc Tobie zająć się sobą, lepszym poznaniem samej siebie, rozwojem.

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 20 cze 2019, 18:25

Ukasz pisze:
20 cze 2019, 17:23
Nie będę odkrywczy, ale mocno poprę Pawła i Jacka. Twoje długi mogły być tylko pretekstem do uwolnienia jakiegoś zranienia w nim Twoim mężu. Dawały łatwe usprawiedliwienie dla jego braku zaangażowania. Prawdopodobnie pomagały mu utrzymywać fałszywy obraz siebie, zakłamywać go coraz bardziej. To tylko domysł, ale tak to wygląda z zewnątrz, na podstawie Twojej relacji. I jeśli tak było, to Twój mąż brnie w tej chwili w ślepą uliczkę. Nie wiemy, kiedy zderzy się ze ścianą i co z tego wyniknie.
Zastanów się, czy trochę podobnie nie wygląda to z Twojej strony. Czy Ty też nie zaczęłaś stopniowo wszystkiego wyjaśniać tym błędem z przeszłości. To mógł być i dla Ciebie wygodny zmiennik - to się już stało i z tym nic nie da się zrobić - za pomocą którego broniłaś się i nadal bronisz przed dostrzeżeniem bardziej aktualnych i może ważniejszych problemów. Oczywiście nie wiem, czy tak jest naprawdę, ale chyba warto się i temu przyjrzeć.
Twojej relacji z mężem w tej chwili nie ma. To źle. Ma to jednak pewną dobrą stronę: może pomóc Tobie zająć się sobą, lepszym poznaniem samej siebie, rozwojem.
Ukaszu zdaję sobie sprawę że dlugi to raczej przykrywka dla niego. Po ślubie hak zaczęliśmy razem mieszkać to wychodzilo na wierzch wiele rzeczy o których nie miałam pojęcia.
I tak: wymienię moje słabe strony które mogły przyczynić sie do tego że nie jesteśmy razem.
Jestem porywcza i wybuchowa. Te wybuchy nie zdarzały sie jakoś bardzo często ale jednak. Wole się wykrzyczeć, to tzw krotki lont, zapalam sie i emocje opadają. Moj maz nie uznaje kłótni.
Jestem niecierpliwa. Chciałabym cos juz, teraz zaraz. Nie potrafię czekać.
Terapia małżeńska uświadomiła mi bardzo te rzeczy. Dzieki niej zdalam sobie sprawę że muszę bardziej opanowywac emocje. Stać sie bardziej wyciszona ograniczać swoje wybuchy. Słuchać męża - co do mnie mówi a nie tylko słuchać i wypuszczac drugim uchem.

Natomiast jezeli chodzi o męża to jest to człowiek który ma problem z wyrażaniem emocji. W zasadzie nigdy ich nie pokazuje. Nawet jeśli cos go boli razi - nie mówi o tym tylko tłumi na dlugi czas w sobie. Potrafił po pół roku później zarzucić mi ze cos mu sie nie spodobało. Nie potrafi sie pokłócić a kłótnie często oczyszczają atmosferę i w normalnych relacjach od czasu do czasu moim zdaniem spięcia muszą być. To normalne i naturalne.
Zobaczylam że tak naprawdę maz jest typem samotnika. Często przyjeżdżali do nas moi teściowie i spedzilismy czas w szóstkę razem z moimi rodzicami. Po nim widziałam ze go to zdenerwowało. Jest jedynakiem. Jest nauczony samotności. Jako dziecko nawet malutkie często zostawał sam.
Niestety zobaczylam tez ze z wyższością traktuje innych ludzi. Nie odnosi sie z szacunkiem do rodziców moich lub nawet swoich.
Ucieka od problemów. Odcina sie od problemowych sytuacji. Wiele razy razy szukalam e nim wsparcia jak np. miałam problemy w pracy. Mowil wtedy ze on tez kiedyś miał problem w pracy i ją zmienił. Nie potrafił okazać zwykłego zrozumienia w takich sytuacjach. Brakowało mi wsparcia z jego strony praktycznie we wszystkich rzeczach.
To zamykanie się w sobie i tworzenie muru wokół siebie powodowało że oddalalismy sie od siebie coraz bardziej.
Ponadto maz ma bardzo silna potrzebę kontroli nad wszystkim. Wiele razy podawalam tu przykłady. Twierdzil ze kuoilam nowe buty. Mowilam mu że nie są nowe. Za pol roku wracał do tej sytuacji i twierdził ze sprawdzał na stronie internetowej te buty i je znalazł w obecnej kolekcji ( gdzie co sezon można je kupić) i mowil ze ja go oszukuje w zwykłych codziennych sprawach.
W lutym maz sie wyprowadził. Z mojego rodzinnego domu. Moi rodzice tego nie zaakceptowali bo zrobił to po kryjomu. Cichaczem. Po tej wyprowadzce poszlismy na terapie. Maz przyjeżdżał do mnie czasem w niedziele ale nawet nie powiedział rodzicom dzien dobry czy do widzenia. Zupełnie ich ignorował. Gdzie podkreslam wczesniej z nimi miał dobre stosunki i twierdził że ich lubił.
Po tej sytuacji powiedzialam mu że nie wyobrazam sobie abyśmy kiedyś mieli razem spowrotem zamieszkać w moim domu rodzinnym bo atmosfera jaką wytworzył zrobila sie nie do zniesienia. Mimo wszystko powiedziałam mu że dla niego jestem w stanie sie wyprowadzic. Wynająć cos i zamieszkać tylko z nim bo jest moim mężem i pójdę zawsze za nim. Obawialam sie jedynie czy podolamy finansowo bo zostanie nam 1500 zł na zycie. On twierdził ze za takie pieniądze da sie zyc i jeszcze z tego oszczędzać.
Moim zdaniem on nie dążył do naprawy stosunków miedzy nami. Nie umialam z nim znaleźć wspólnego gruntu porozumienia.

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 28 cze 2019, 11:18

Jutro mąż się wyprowadza.
Muszę przeżyć cały dzień i patrzeć jak kolejno wynosi swoje rzeczy.
Proszę Was o modlitwę która pozwoli mi przetrwać cały ten czas.

Wiedźmin

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Wiedźmin » 28 cze 2019, 12:38

Triste pisze:
28 cze 2019, 11:18
Jutro mąż się wyprowadza.
Muszę przeżyć cały dzień i patrzeć jak kolejno wynosi swoje rzeczy.
Proszę Was o modlitwę która pozwoli mi przetrwać cały ten czas.
Musisz? Ale ktoś Ci każe czy Ty sama się zmuszasz?
Idź do kina albo na basen albo do parku - a mąż po zabraniu gratów niech klucz zostawi sąsiadowi, czy cokolwiek... wrzuci klucz do skrzynki na listy albo w inny sposób Ci przekaże.

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 01 lip 2019, 7:25

Aleksander pisze:
28 cze 2019, 12:38
Triste pisze:
28 cze 2019, 11:18
Jutro mąż się wyprowadza.
Muszę przeżyć cały dzień i patrzeć jak kolejno wynosi swoje rzeczy.
Proszę Was o modlitwę która pozwoli mi przetrwać cały ten czas.
Musisz? Ale ktoś Ci każe czy Ty sama się zmuszasz?
Idź do kina albo na basen albo do parku - a mąż po zabraniu gratów niech klucz zostawi sąsiadowi, czy cokolwiek... wrzuci klucz do skrzynki na listy albo w inny sposób Ci przekaże.
Zobaczyliśmy się po ponad miesiącu.
Pomagałam mu to razem z ojcem ogarnąć wszystko. Było tego strasznie duzo łącznie z meblami i momentami widziałam że opada z sił, powiedział że zaczynał tracić czucie w rękach.
Wyprowadził się, zabrał wszystko.

Na koniec tego dnia nastąpił pewien punkt zwrotny. Powiedziałam że już wychodzę i pewnie nie zastanę go jak wrócę.
Rozpłakał się jak dziecko, przytulił się do mnie. Powiedział że nie chce żeby to się tak skończyło, że bardzo cierpi. Że nie potrafi sobie tego życia ułożyć beze mnie. Że mu źle bez kontaktu ze mną.

Później jeszcze w nocy pisaliśmy kilka godzin. Pisał że nadal chodzi na terapię, Że chce zmieniać siebie, że chce być kiedyś najlepszym mężem dla mnie, że zakłada w dalszej perspektywie powrót do siebie.
i tutaj pojawia się moja wątpliwosć - zapytałam dlaczego się wyprowadził, zabrał swoje rzeczy wrócił do swojego mieszkania, w pewien sposób spalił za sobą most.
Stwierdził też że nadal nie chce robić nic brew sobie a czuje wiele sprzeczności.
Padły też takie słowa że pracuje nad sobą aby wrócić do siebie, chce utrzymywać ze mną kontakt ale nie może zrobić nic więcej bo zrobił by to wbrew własnej woli bo w głębi siebie czuje inaczej.


Mocno jest zagubiony.
Od pół roku widzę że on nie wie czego chce.
Nie odsuwam się od niego, chcę go wspierać bo widzę że jest w kiepskim stanie ale boję się że on chce zjeść ciastko i mieć ciastko. A ja mam czekać, być przy nim, a za parę lat on mi powie że nic już z tego nie zostało.
Nie wiem co robić, kontakt z nim mnie boli, rozdrapuje rany.
Czuję się jakbym stała w miejscu, jakby ten cały czas przeciekał między palcami. Jestem w takim wieku że to ostatni dzwonek być może na pomyśleć o dziecku - muszę się pogodzić z tym że już go nie będę nigdy miała. I rodziny być może też już nie .....

han_vasolo
Posty: 11
Rejestracja: 01 lip 2019, 17:24
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: han_vasolo » 01 lip 2019, 22:32

Nie sledze dokladnie watku, ale patrze z perspektywy faceta i widze ze on Cie kocha. Nie chce Cie zranic, chce popatrzyc na to z dystansem i przez to sie wyprowadzil.
Nie bierz tego do siebie, on dalej zyje w zlosci do Ciebie.

Rodzine zalozysz zawsze. Teraz walcz o siebie. Jak bedziesz silna i nie pokazywala mezowi slabosci to on ta moc odnajdzie w Tobie i szybko wprowadzi sie.

W takim kryzysie jedna strona musi wiedziec co chce i dawac drugiej osobie do zrozumienia, ze ten kryzys zostanie przezwyciezony i wyjdziecie z tego silniejsi.

Badz silna, zadbaj o siebie ale nie odrzucaj meza. Nie smuc sie, nie zlosc. Niech widzi Cie wesola i pogoda.
Wtedy wroci.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8937
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Nirwanna » 02 lip 2019, 6:43

han_solo, zachęcam do rozwagi, jeśli chodzi o takie stwierdzenia "to on ta moc odnajdzie w Tobie i szybko wprowadzi sie." czy "Wtedy wroci."
Nie znasz ani męża Triste, ani przyszłości. Jak my wszyscy.

Na forum staramy się też nie dawać rad. Zwłaszcza takich, których nie da się zrealizować, lub da się z ogromną krzywdą dla siebie.
Tak jest z radą "Nie smuc sie, nie zlosc." Ta rada zachęca do zaprzeczenia samemu sobie, tego co się czuje, co się przeżywa. Wchodząc w to likwiduje się jeden z ważnych etapów żałoby, czyli przeżywania straty. Nie warto.
Rodzine zalozysz zawsze.
Triste rodzinę już ma, to mąż. Choć teraz nie wygląda ta rodzina na idealną. Ale jakkolwiek pooharatana - ta rodzina, to małżeństwo istnieje.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 02 lip 2019, 7:28

Nirwanna pisze:
02 lip 2019, 6:43
Triste rodzinę już ma, to mąż. Choć teraz nie wygląda ta rodzina na idealną. Ale jakkolwiek pooharatana - ta rodzina, to małżeństwo istnieje.
Tak mój mąż nadal jest moim mężem i tak będzie już zawsze.
Ciężko mi jakiś kierunek obrać. Nie mielismy żadnego kontaktu, teraz on o ten kontakt prosi i wykazuje inicjatywę w tym.
Chcę go wspierać, pomagać mu. Być przy nim nawet z daleka.
Na pewno nie złożę wniosku o rozwód, on też nie.
Powiedział mi że ma jedną żonę i żadnej innej mieć nie będzie.

Chcę być silna dla niego ale to jest bardzo trudne.
Od niego słyszę że strasznie tęskni i brak mu mnie.

Triste
Posty: 378
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 07 lip 2019, 9:32

Dziś jest druga rocznica naszego ślubu.
Wczoraj maz zaproponował żebyśmy mimo wszystko spędzili ja razem.
Dziwne to wszystko...

vertigo
Posty: 103
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: vertigo » 07 lip 2019, 12:00

Triste pisze:
07 lip 2019, 9:32
Dziś jest druga rocznica naszego ślubu.
Wczoraj maz zaproponował żebyśmy mimo wszystko spędzili ja razem.
Dziwne to wszystko...
Czy dziwne? Dopóki piłka w grze..
"Największe i najważniejsze problemy w życiu są w zasadzie nie do rozwiązania - można z nich jedynie wyrosnąć." Carl Gustav Jung

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Jonasz » 07 lip 2019, 14:34

Druga połowa Vertigo?
Niech będzie lepsza życzę.
I fair Play tym razem ;)
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości