zniszczyłam swoje małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

kryzysowa
Posty: 48
Rejestracja: 28 maja 2019, 9:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: kryzysowa » 26 wrz 2019, 14:32

Triste, czytam twój wątek i ciągle sie zastanawiam nad moją sytuacją. Twój mąż sie wyprowadził, mój jeszcze nie. Czasem myśle, że będzie mi łatwiej jak już nie bede go codziennie widywać i robić sobie niepotrzebnie nadzieji. Bo każdy jego uśmiech, jakakolwiek "dobra postawa" wobec mnie, nawet jak czasem zawoła do mnie zdrobniale .... powala mnie. Myślę, że może jednak ...a za chwilę przekonuje się, że z jego strony "nas" już nie ma. Ale czytając jakie tobą emocje targają już nie jestem tego taka pewna, że jak zniknie mi z oczu będzie mi łatwiej. Pewnie hustawka będzie trwać jeszcze jakiś czas.

Triste
Posty: 191
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 26 wrz 2019, 15:26

Kryzysowa w obecnej chwili lepiej że jego nie ma.
Ale lepiej bo minął czas.
Wydaje mi się, a nie mogę być tego pewna że gdybyśmy mieszkali dalej razem udałoby się to odratować.
Razem chodzilibyśmy na terapię i staralibyśmy każdego dnia być dla siebie najlepszym mężem i żoną.
A tak pojawił się dystans, oddalenie.... i w zasadzie nic już z tego nie zostało.

Czasem sobie zadaję takie pytanie, a w zasadzie to często je sobie zadaję: czy mój mąż wyprowadzając się wiedział że już nie wróci ? Czy to wszystko była gra ?
Zafundował mi niezły rollercoaster.
Powoli, bardzo powoli czuję że coraz bardziej mam chęć machnąć na to ręką. Mam takie skrajne uczucia że sama tego nie ogarniam.

Czuję że mnie tym wszystkim bardzo zranił. Może niecelowo, nieświadomie ale zranił.

Zdołowany
Posty: 71
Rejestracja: 21 maja 2019, 22:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Zdołowany » 26 wrz 2019, 15:34

Triste. Huśtawka jest ale nie taka duża. Moja żona wyprowadziła się i jest mi dużo lżej. Obecnie mam taki stan,, że nie chcę ani nie mam ochoty jej widzieć. Kontakt jest przez komunikator, wyłącznie w sprawach dzieci.

Triste
Posty: 191
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 26 wrz 2019, 17:43

Nałogu ja również mam obecnie tak stan jak Ty ... nie chcę widzieć męża.
A jeszcze jakiś czas temu marzyłam o tym żeby choć dał jakiś znak.

JolantaElżbieta
Posty: 434
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: JolantaElżbieta » 26 wrz 2019, 18:23

Ewuryca pisze:
23 wrz 2019, 15:15
JolantaElzbieta nie wiem co myśli Triste ale różnicą z pewnością jest staż związku sakramentalnego. Przez 34 lata mogłaś spełniać się jako żona matka i kobieta. Trsite po ślubie jest dwa lata, ciężko jest powiedzieć takiej osobie żeby żyć samemu, nie mając nadziei i zapominając o naszych ludzkich ziemskich potrzebach. O ile jak najbardziej rozumiem porady tu na farum aby czekać nie czekając o tyle wiem, że mając 32 lata nie zdecyduje się zostać sama wiec moja nadzieja jest związana z Bogiem, z tym, że jakoś mnie poprowadzi pomimo wszystko.
Nie ma znaczenia ile się ma stażu, boli tak samo :-( A w małżeństwie też się bywa samotnym - a potem zostaje samemu. Samotność boli zawsze:-( A jeszcze jak się okazuje, że całe życie było zbudowane na kłamstwie, to może człowieka rozwalić. Nikomu nie życzę zostania samemu na stare lata, gdy oddało się swoje siły, miłość, czas, czemuś co było oszustwem komuś kto nas zostawił jak stare krzesło. Lepiej się o tym przekonać wcześnie, niż wtedy, gdy zostało niewiele czasu. Ja mojego męża poznałam gdy miałam 19 lat, zostałam sama, gdy miałam 56. Nie ma żadnego znaczenia, gdy mąż odchodzi po dwóch latach, czy po 20 czy 30, boli tak samo. A potrzeby są takie same :-) Cokolwiek to ma znaczyć. I w małżeństwie nie chodzi o spełnianie się wiesz?

Ewuryca
Posty: 67
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Ewuryca » 26 wrz 2019, 21:19

Triste pisze:
26 wrz 2019, 15:26
Kryzysowa w obecnej chwili lepiej że jego nie ma.
Ale lepiej bo minął czas.
Wydaje mi się, a nie mogę być tego pewna że gdybyśmy mieszkali dalej razem udałoby się to odratować.
Razem chodzilibyśmy na terapię i staralibyśmy każdego dnia być dla siebie najlepszym mężem i żoną.
A tak pojawił się dystans, oddalenie.... i w zasadzie nic już z tego nie zostało.

Czasem sobie zadaję takie pytanie, a w zasadzie to często je sobie zadaję: czy mój mąż wyprowadzając się wiedział że już nie wróci ? Czy to wszystko była gra ?
Zafundował mi niezły rollercoaster.
Powoli, bardzo powoli czuję że coraz bardziej mam chęć machnąć na to ręką. Mam takie skrajne uczucia że sama tego nie ogarniam.

Czuję że mnie tym wszystkim bardzo zranił. Może niecelowo, nieświadomie ale zranił.
Triste ja poszłam dalej niż ty. Próbując znaleźć wytłumaczenie dlaczego moj mąż się tak zachował, poszłam do psycholog. Chciałam usłyszeć odpowiedz żebym mogła zrozumieć, chciałam jego diagnozy. Odpowiedzi nie usłyszałam i jestem biedniejsza o 200zl 😂 prawda jest taka ze to nie ma znaczenia czy gra, czy nieświadomie. Bóg jeden wie z jakimi demonami musimy się mierzyć, nie tylko my ale i nasi współmałżonkowie. To On nas osadzi. Nie myśl zle o mężu i trwaj w modlitwie. Czy odmawiałas jakieś nowenny w jego intencji, może niekoniecznie o powrót bo on ma swoją wolną wole, ale może o Ducha św, o łaskę nawrócenia. Modlitwa za kogoś pomaga tez nam.

Triste
Posty: 191
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 26 wrz 2019, 21:29

Triste pisze:
26 wrz 2019, 17:43
Nałogu ja również mam obecnie tak stan jak Ty ... nie chcę widzieć męża.
A jeszcze jakiś czas temu marzyłam o tym żeby choć dał jakiś znak.
Przepraszam. Chciałam odnieść się do wypowiedzi zdolowanego.

Ewuryca
Posty: 67
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Ewuryca » 26 wrz 2019, 22:53

JolantaElżbieta pisze:
26 wrz 2019, 18:23
Ewuryca pisze:
23 wrz 2019, 15:15
JolantaElzbieta nie wiem co myśli Triste ale różnicą z pewnością jest staż związku sakramentalnego. Przez 34 lata mogłaś spełniać się jako żona matka i kobieta. Trsite po ślubie jest dwa lata, ciężko jest powiedzieć takiej osobie żeby żyć samemu, nie mając nadziei i zapominając o naszych ludzkich ziemskich potrzebach. O ile jak najbardziej rozumiem porady tu na farum aby czekać nie czekając o tyle wiem, że mając 32 lata nie zdecyduje się zostać sama wiec moja nadzieja jest związana z Bogiem, z tym, że jakoś mnie poprowadzi pomimo wszystko.
Nie ma znaczenia ile się ma stażu, boli tak samo :-( A w małżeństwie też się bywa samotnym - a potem zostaje samemu. Samotność boli zawsze:-( A jeszcze jak się okazuje, że całe życie było zbudowane na kłamstwie, to może człowieka rozwalić. Nikomu nie życzę zostania samemu na stare lata, gdy oddało się swoje siły, miłość, czas, czemuś co było oszustwem komuś kto nas zostawił jak stare krzesło. Lepiej się o tym przekonać wcześnie, niż wtedy, gdy zostało niewiele czasu. Ja mojego męża poznałam gdy miałam 19 lat, zostałam sama, gdy miałam 56. Nie ma żadnego znaczenia, gdy mąż odchodzi po dwóch latach, czy po 20 czy 30, boli tak samo. A potrzeby są takie same :-) Cokolwiek to ma znaczyć. I w małżeństwie nie chodzi o spełnianie się wiesz?
JolantaElzbieta o ile nie podważam, że ból i rozstanie są tak samo bolesne, o tyle co do potrzeb się nie zgodzę. Kobieta w wieku 58 lat ma inne potrzeby niż kobieta w wieku 30 lat. Dlatego jesli dochodzi do rozwodów to ludziom starszym jest łatwiej podjąć decyzje o pozostaniu samemu niż osobom które się rozwodzą w młodym wieku. Jesli chodzi o małżeństwo to tak, według mnie powinno służyć spełnianiu się. Czy nie jest to sakrament Boży? Czy prawdziwa małżeńska miłość, wierność i uczciwość nie służy do spełniania naszego obowiązku miłości Boga i bliźniego? A dzieci z małżeństwa, czy nie dają spełniać się jako matka nowego człowieka, danego nam na wychowanie przez Boga? Wybacz ale ja pomimo ze nie żyje już długo z mężem i popełniliśmy same błędy to nie patrzę na małżeństwo tylko przez pryzmat krzyża. Sami czynimy nasze małżeństwa naszymi krzyżami.

JolantaElżbieta
Posty: 434
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: JolantaElżbieta » 27 wrz 2019, 8:51

Ewuryca pisze:
26 wrz 2019, 22:53
JolantaElżbieta pisze:
26 wrz 2019, 18:23
Ewuryca pisze:
23 wrz 2019, 15:15
JolantaElzbieta nie wiem co myśli Triste ale różnicą z pewnością jest staż związku sakramentalnego. Przez 34 lata mogłaś spełniać się jako żona matka i kobieta. Trsite po ślubie jest dwa lata, ciężko jest powiedzieć takiej osobie żeby żyć samemu, nie mając nadziei i zapominając o naszych ludzkich ziemskich potrzebach. O ile jak najbardziej rozumiem porady tu na farum aby czekać nie czekając o tyle wiem, że mając 32 lata nie zdecyduje się zostać sama wiec moja nadzieja jest związana z Bogiem, z tym, że jakoś mnie poprowadzi pomimo wszystko.
Nie ma znaczenia ile się ma stażu, boli tak samo :-( A w małżeństwie też się bywa samotnym - a potem zostaje samemu. Samotność boli zawsze:-( A jeszcze jak się okazuje, że całe życie było zbudowane na kłamstwie, to może człowieka rozwalić. Nikomu nie życzę zostania samemu na stare lata, gdy oddało się swoje siły, miłość, czas, czemuś co było oszustwem komuś kto nas zostawił jak stare krzesło. Lepiej się o tym przekonać wcześnie, niż wtedy, gdy zostało niewiele czasu. Ja mojego męża poznałam gdy miałam 19 lat, zostałam sama, gdy miałam 56. Nie ma żadnego znaczenia, gdy mąż odchodzi po dwóch latach, czy po 20 czy 30, boli tak samo. A potrzeby są takie same :-) Cokolwiek to ma znaczyć. I w małżeństwie nie chodzi o spełnianie się wiesz?
JolantaElzbieta o ile nie podważam, że ból i rozstanie są tak samo bolesne, o tyle co do potrzeb się nie zgodzę. Kobieta w wieku 58 lat ma inne potrzeby niż kobieta w wieku 30 lat. Dlatego jesli dochodzi do rozwodów to ludziom starszym jest łatwiej podjąć decyzje o pozostaniu samemu niż osobom które się rozwodzą w młodym wieku. Jesli chodzi o małżeństwo to tak, według mnie powinno służyć spełnianiu się. Czy nie jest to sakrament Boży? Czy prawdziwa małżeńska miłość, wierność i uczciwość nie służy do spełniania naszego obowiązku miłości Boga i bliźniego? A dzieci z małżeństwa, czy nie dają spełniać się jako matka nowego człowieka, danego nam na wychowanie przez Boga? Wybacz ale ja pomimo ze nie żyje już długo z mężem i popełniliśmy same błędy to nie patrzę na małżeństwo tylko przez pryzmat krzyża. Sami czynimy nasze małżeństwa naszymi krzyżami.
Pogadamy jak będziesz miała 56 lat i zobaczysz na czym polega róznica w potrzebach. :-) Nie ma żadnej - może jedna - jak miałam 30 lat to mogłam przenosić góry - fizyczynie :-) Nie masz racji - potrzeby są indywidualne nie grupowe da wieku - może częściowo :-) A ja uważam, że własnie młodym osobom jest łatwiej podjąć decyzję o rozstaniu. Chyba, że mówisz o potrzebach seksualnych?? Bo dla mnie to nie potrzeba, to wizualizacja miłości małżeńskiej :-) No to ja takie potrzeby mam:-)

Triste
Posty: 191
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 27 wrz 2019, 9:17

Ja uważam że nie ma co analizować kiedy ktoś cierpi bardziej.
U mnie mąż odszedł po półtora roku małżeństwa w zasadzie. bardzo boli bo nawet nie zdążyło się rozwinąć skrzydeł w tym małżeństwie. W mojej sytuacji trwa jeszcze ten haj zakochania bo znamy się dopiero 4 lata z czego dwa to małżeństwo.
Bolą zawiedzione nadzieje że ułożę sobie życie z mężem, że być może byłaby szansa na dziecko. To bardzo boli ta świadomość że nie będziesz mieć tego dziecka bo Twój czas już minął. I z wieloma rzeczami trzeba się pogodzić. Jestem w takim wieku że chciałoby się jeszcze wszystko....

JolantaElżbieta - piszesz że gorzej jest zostać na stare lata sama, rozumiem twój ból, nie wiem czy masz dzieci ale jeżeli tak to masz wielki skarb. Przez te wiele lat małżeństwa na pewno było wiele dobrych chwil dlatego nie można mówić że wszystkie są stracone. Przeżyłaś kawał życia z tym człowiekiem, nie spełnił on Twoich oczekiwań teraz bo miałaś nadzieję dożyć z nim starości ale nie można podsumować tego czasu wstecz że jest on stracony.

Wiecie dzięki rozmowie z jedną osobą wiele sobie uświadomiłam ostatnio i stałam się jakby spokojniejsza... a jednocześnie zrozumiałam ile skrzywdzeń z przeszłości we mnie tkwi. Zrozumiałam swoje błędy i być może znalazłam przyczynę tych braków.
W moim życiu ogromne dziury pozostawiło dzieciństwo i okres dojrzewania.
Mimo że mam pełną rodzinę nie było żadnej patologii to jednak nie były to normalne warunki do wychowania dziecka, rodzice emocjonalnie rozwiedzeni - gdyby to były inne czasy dawno by się rozwiedli ale kiedyś rozwód stawiał człowieka na straconej pozycji. W końcu dożyli swoich lat i jakoś się dogadują ale wzorem małżeństwa nigdy nie byli.
Ojciec realizował soje marzenie, budował dom wbrew woli mojej matki więc kiedy dorastałam widywałam go w domu wieczorami a czasami przez okrągły tydzień wcale.
Ojciec nie interesował się mną wcale, nie mógł nic o moim życiu powiedzieć, w pewnym okresie nasz kontakt był zerowy a wręcz wrogi.

To wszystko spowodowało że zamknęłam się w sobie, że z problemami radziłam sobie sama. Że szukałam usilnie miłości. Że tak bardzo chciałam z kimś być że stało się to sensem mojego życia.
Wpadałam z jednego związku w drugi, jeden kończyłam zaraz zaczynałam drugi byleby tylko nie być sama.
Moim szczęściem i sukcesem był mężczyzna u mojego boku od którego uzależniałam swój stan psychiczny. Najmniejsze potknięcie w związku sprawiało że nie dawałam sobie z tym rady, narastał żal do partnera, no bo jak on może nie spełniać moich oczekiwać ? Dlaczego mnie rani i krzywdzi skoro ja tak bardzo potrzebuje miłości?
Kiedy chodziłam na terapię małżeńską terapeutka powiedziała mi jedno bardzo ważne zdanie - wydaję się być silną kobietą ale środku mnie jest bardzo kruchutka i wrażliwa osoba którą niezwykle łatwo skrzywdzić.

Muszę nauczyć się nie uzależniać swojego szczęścia od bycia z partnerem.
Na obecną chwilę idealizuję męża a to dla tego że pewnych rzeczy rzeczy nie dostrzegłam kiedy tylko spotykaliśmy się, ani w narzeczeństwie. Byleby tylko był ze mną.
Gdybym miała to wszystko realne spojrzenie może wtedy dostrzegłabym że może my wcale nie pasujemy do siebie tak jak mi się wówczas wydawało ?

Kocham mojego męża miłością głęboką ale najwyższy czas przestać widzieć swój świat w różowych barwach jeśli on tylko wróci.
Jego powrót wcale nie musi oznaczać że moje życie stanie spełnione i szczęśliwe .....

JolantaElżbieta
Posty: 434
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: JolantaElżbieta » 27 wrz 2019, 11:44

Ja nie chcę się licytować - bo każdy ma swój ból. Moje małżeństwo było bardzo trudne. Chciałam zostawić mojego męża wiele lat temu, bo miałam dosyć wyzwisk, agresji, zajmowania się wszystkim sama, ciągnięcia wózka, na którym siedziały dzieci i mój mąż. Śmiałam sie nieraz, że jestem samotną mamą z trójką dzieci. Przeżyłam wiele lat z człowiekiem, który mnie oszukiwał i wykorzystywał, Zostawił samą w pustym mieszkaniu, zabrał wszystko i poszedł budować inną relację. Ja zostałam poraniona, moje dzieci też - wywlekały się z traumy długi czas, ale nie da się pewnych ran wyleczyć nigdy. I nie było tak, że poddawałam się wszystkiemu jak pokorne cielę. Żyłam na huśtawce - dwa tygodnie horror, dwa tygodnie sielanka. Przyzwyczaiłam sie do takiego życia, umiałam sie poruszać w tym środowisku, z mężem sobie radziłam. Wszyscy uważali nas za fajne, dobrane małżeństwo. Kiedy wydawało mi się, ze w końcu wszystko zaczęło się układać,po 25 latach małżeństwa mój mąż oznajmił mi, że mnie opuszcza, bo chce zmienić swoje życie. Mam go nie szukać, nie dowiadywać się, zostawia mi wszystko i odchodzi. Ale nie odszedł - zamilkł na około 5 lat. Mieszkaliśmy razem, prowadziliśmy na pozór normalne życie. Każda próba podjęcia rozmowy kończyła się wypychaniem mnie z pokoju, zakrywaniem uszu, podgłaśnianiem telewizora, żeby mnie nie słyszeć - wyjdź stąd, wy..., bo cię wyniosę. Potem zaczął się odzywac na rok. Potem stracił pracę, miał problemy ze zdrowiem. Byłam przy nim - uczyłam go niemieckiego, bo chciał wyjechać do pracy - a nie znam tego języka. Siedziałam i rozkminiałam gramatykę. Egzamin zdał. A potem załatwiłam mu poracę. I już byłam niepotrzebna - przestał dawać mi pieniądze na prowadzenie domu - nie miałam dochodów, bo byłam po wypadku, na rehabilitacji, przed emeryturą. Podkradałam mu jedzenie, bo on sobie kupował. A potem okazało się, że miał swoje życie. A ja mu ufałam i nie docierało do mnie, że może kogoś mieć. Nawet jak czułam perfumy na koszuli, wmawiałam sobie, że to jego. Doszłam do sciany i było mi wszystko jedno. Juz nie żyłam, wegetowałam - czekałam na śmierć - jak powiedziała moja córka. A potem złapałam mojego męża z kochanką. I poszedł sobie budować tę nową relację. A ja zostałam w walącym się mieszkaniu, bez mebli, telewizora, zmywarki, lodówki i całej masy rzeczy. Zabrał wszystko na to nowe swoje życie. Ja nie protestowałam, bo było mi wszystko jedno. A teraz ucze się żyć i wyleczyć z syndromu ofiaty, z syndromu helisńskiego i całej masy innych syndromów. Dla niego byłam tumanem, który pokończył studia, a tumanem pozostał.
Ty jesteś młoda, nie fiksuj się na potrzebie posiadania dzieci, rodziny, oddaj zycie Panu Bogu, zaufaj Mu, a On doprowadzi Cię do szczęścia pomimo.... :-)

Czy byłam głupia i naiwna?? Nie byłam żoną :-)

JolantaElżbieta
Posty: 434
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: JolantaElżbieta » 27 wrz 2019, 11:50

Syndrom miał być sztokholmski - wiadomo o co chodzi. Dodam tylko, że jak wracałam do pustego domu, czułam się bardzo źle, nie wiedziałam co mi jest. Ale doszłam - nic mi nie było - po prostu przestałam czuć niepokój, który towarzyszył mi wiele lat. I nie umiałam tak żyć, to byo coś nowego dla mnie. Stare środowisko znałam, nowe było stresujące, nieznane. Tak naprawdę dopiero teraz zaczynam odzyskiwać swoje życie i siebie :-)

Jonasz
Posty: 979
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Jonasz » 27 wrz 2019, 12:19

JolantaElżbieta pisze:
27 wrz 2019, 8:51
A ja uważam, że własnie młodym osobom jest łatwiej podjąć decyzję o rozstaniu.
Tu masz rację.
Pytanie dlaczego i czemu to ma służyć.
Patrząc na siebie bałem się straty, bałem się krzyża po prostu.
A można samemu wskutek błędnej decyzji dołożyć sobie kilka dodatkowych.

Dziękuję bardzo JolantoElżbieto za Twoje świadectwo.
Utwierdziło mnie w przekonaniu że moja decyzja jest prawidłowa.
To jak będzie zostawiam Panu Bogu.
Jedyne co mogę jeszcze to w pewnym sensie zminimalizować ewentualne straty - mam dwójkę dzieci a nie trójkę ;)
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

JolantaElżbieta
Posty: 434
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: JolantaElżbieta » 27 wrz 2019, 12:31

Jak już się tak rozgadałam, to dodam, że dzień przed rozwodem powiedziałam do męża: M. to po co to wszystko było, to całe moje cierpienie. A on powiedział; " nic sobie nie wyrzucaj, w naszym życiu było dużo pięknych chwil, ale ja to zamknąłem, do rozwodu przygotowywałem się wiele lat. A najlepiej by było, zebyś też sobie kogoś znalazła."

Prawie, że się wzruszyłam jego troskliwością :-)

Triste
Posty: 191
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 27 wrz 2019, 12:39

Jolanta Elżbieta - dziękuję.
Sporo przeszłaś. Tyle lat mąż Cię nie szanował, nie kochał chyba wcale.
Wiesz tak sobie myślę czasem że cenniejszy jest święty spokój. Jesteś teraz Panią samej siebie :)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 16 gości