W którą stronę?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Inna
Posty: 361
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: W którą stronę?

Post autor: Inna » 06 lut 2018, 22:14

Pantop pisze:
06 lut 2018, 18:05


A teraz na poważnie.
Niejaki ksiądz iksiński zachwala takie ,,zakochania się,, , które odpowiednio przepracowane przyniosą dobre owoce.
Mnie się wydaje, że nic bardziej zwodniczego i mylnego w tym temacie.
W tym miejscu proszę o światło zrozumienia - jak wy to odbieracie.

Cytuję fragment z artykułu "Niespełnione" zakochanie.
"Poprzez zakochanie w drugim człowieku sam Bóg może zadać pytanie: czy mnie kochasz? Jeżeli bowiem nie mam bliskiej relacji z Bogiem, przez zakochanie w kobiecie, wyjdzie na jaw podstawowy głód każdego człowieka: więzi z Jezusem. Dlatego w przestrzeni zakochania Bóg czasami upomina się także o swoją miłość"

O mnie się właśnie w ten sposób Bóg upomniał - w przestrzeni zakochania
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Pantop
Posty: 1964
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: W którą stronę?

Post autor: Pantop » 06 lut 2018, 22:31

Do: jacek-sychar

Prosto?
OK.
Na dziesięć takich ,,zakochanych par,, jednej parze może się to udać.

Konsekwencje na przyszłość?
Służę uprzejmie:
Takie dwie osoby, którym udało się tzw ,,przepracowanie zakochania,, otwierają w swoim doświadczeniu oraz duszy pewien precedens.
[W którymś z wcześniejszych wpisów określiłem to mianem wejścia na niebezpieczny teren oraz przyczepiania sobie min z opóźnionym zapłonem ( tak, tak - pamiętam Twój ,,wybuchowy,, wpis :mrgreen:) ]

Osobiście miałem sposobność zaledwie zetknąć się z odcieniem pożądania wobec obcej kobiety i raz z zauroczeniem. Krótkotrwałość obu mnie ocaliła.
Zapytaj jednak tych, którzy przerobili pierwszy raz pomyślnie, a którzy za którymś razem w trakcie przerabiania nie dali rady...
Być może świadectwa dramatów wpłyną na zmianę Twego stanowiska.
Powolutku i bez pośpiechu.

Pozdrawiam

Lawendowa
Posty: 3716
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: W którą stronę?

Post autor: Lawendowa » 06 lut 2018, 23:33

Pantop pisze:
06 lut 2018, 18:05

Niejaki ksiądz iksiński zachwala takie ,,zakochania się,, , które odpowiednio przepracowane przyniosą dobre owoce.
Mnie się wydaje, że nic bardziej zwodniczego i mylnego w tym temacie.
W tym miejscu proszę o światło zrozumienia - jak wy to odbieracie.

ps w razie czego odnajdę ten link z artykułem ks iksińskiego i podeślę
Myślę, że zamieszczając powyższe linki, bardziej na miejscu byłoby zamiast "niejaki ksiądz iksiński" napisać nazwisko autora tychże - ks. Krzysztofa Grzywocza.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Pantop
Posty: 1964
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: W którą stronę?

Post autor: Pantop » 07 lut 2018, 1:14

Do: Lawendowa

W pierwszym poście nie pamiętałem nazwiska księdza - jakże miałem to napisać/wykasować?

Pantop
Posty: 1964
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: W którą stronę?

Post autor: Pantop » 07 lut 2018, 1:57

Do: Inna
Inna pisze:Cytuję fragment z artykułu "Niespełnione" zakochanie.
"Poprzez zakochanie w drugim człowieku sam Bóg może zadać pytanie: czy mnie kochasz? Jeżeli bowiem nie mam bliskiej relacji z Bogiem, przez zakochanie w kobiecie, wyjdzie na jaw podstawowy głód każdego człowieka: więzi z Jezusem. Dlatego w przestrzeni zakochania Bóg czasami upomina się także o swoją miłość"

O mnie się właśnie w ten sposób Bóg upomniał - w przestrzeni zakochania
Hmm...
Podsumuję ten temat tak.
Jeśli już do ,,niespełnionego zakochania,, dojdzie, to nie ma innej drogi - należy to przepracować.
W moim odczuciu to kroczenie po cienkim lodzie.
Inna - należysz do osób, którym taka sytuacja pomogła i cieszę się tym razem z Tobą.
Pozostaje cierpliwie poczekać na doświadczenia raka co tańczy kimbę, lub innych osób, które takie zakochanie przepracowali.

Pozdrawiam

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: W którą stronę?

Post autor: jacek-sychar » 07 lut 2018, 8:04

Pantop pisze:
06 lut 2018, 22:31
Zapytaj jednak tych, którzy przerobili pierwszy raz pomyślnie, a którzy za którymś razem w trakcie przerabiania nie dali rady...
Być może świadectwa dramatów wpłyną na zmianę Twego stanowiska.
Pantop pisze:
07 lut 2018, 1:57
Podsumuję ten temat tak.
Jeśli już do ,,niespełnionego zakochania,, dojdzie, to nie ma innej drogi - należy to przepracować.
W moim odczuciu to kroczenie po cienkim lodzie.
Pantop
Jak widzę Ty zakładasz, że ktoś specjalnie się zakochuje. Ja nie o tym pisałem. W drugim fragmencie piszesz o "niespełnionym zakochaniu". Też nie o to chodziło. Ja pisałem o zakochaniu, zauroczeniu nagłym i niezależny od nas. Czy masz wpływ na pogodę/ Raczej nie. To jest poza nami. Tak samo może pojawić się w nas takie zakochanie. Ja nie piszę, żeby mu ulegać. Najlepiej by było, gdyby nigdy do niego nie doszło. Ale gdyby doszło, należy z tym walczyć.

I znowu posłużę się przykładem. Już za półtorej miesiąca odbędzie się kolejna edycja Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Idzie się co najmniej 40 km, nocą, często przez las. Z ostatniego roku zacytuję Ci fragment ulotki:
To niemożliwe - powiedział rozsądek
To ryzykowne - powiedziało doświadczenie
To bezsensowne - powiedziała duma
Mimo wszystko spróbuj - powiedziało serce.

Tobie rozsądek mówi, że zakochać się bez odejścia jest niemożliwe.
Tobie doświadczenie mówi, że zakochać czy zauroczyć się w innej osobie jest ryzykowne.
Tobie duma mówi, że zakochać się i nie odejść jest bezsensowne.
A co mówi Ci serce? Nie każe kochać dalej naszego małżonka?

Spójrz na to z tej perspektywy.

A doświadczenie ma rację. Zakochać się czy zauroczyć w innej osobie jest ryzykowne. Dlatego warto zrobić wszystko, żeby nasze serce, nasze uczucia do naszego współmałżonka, były jak żołnierz w czasie parady - na baczność a nie "rozejść się".

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: W którą stronę?

Post autor: Niezapominajka » 07 lut 2018, 8:45

Mam pytanie do facetów, potrzebuje męskiego pktu widzenia, chociaż kobiecego też. Jak najskuteczniej sobie poradzić z obrazami które mnie atakują i napływają jak fala - tego co mój mąż robił z ta kobieta, co mieli, przecież nie chodzili za ręce przez te 3 lata...nie umiem sobie z tym poradzić, mam ochotę uciekać, płakać, wycofać się, a mam przecież naprawiać, zbliżać się, jak to obiecaliśmy sobie z mężem. Mąż pytał co by mi pomogło, powiedziałam mu że czułość, uwaga, zrozumienie dla moich stanów, ok, ale to jest takie sprzeczne wszystko co się dzieje w mojej głowie. Chce i nie chce, a jeszcze ten adorator się pojawił niewiadomo skąd....czy te obrazy kiedyś mina? Czy da się o nich zapomnieć żeby tak nie przytłaczały?

jacek-sychar
Posty: 6482
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: W którą stronę?

Post autor: jacek-sychar » 07 lut 2018, 8:55

Ja bym Ci polecił książkę:
Gary Chapman, 5 języków miłości dla mężczyzn, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2016
Na końcu jest rozdział o językach przepraszania. Może to jakoś Ci pomoże.

s zona
Posty: 2693
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: W którą stronę?

Post autor: s zona » 07 lut 2018, 9:17

Niezapominajka pisze:
07 lut 2018, 8:45
Mam pytanie do facetów, potrzebuje męskiego pktu widzenia, chociaż kobiecego też. Jak najskuteczniej sobie poradzić z obrazami które mnie atakują i napływają jak fala - tego co mój mąż robił z ta kobieta, co mieli, przecież nie chodzili za ręce przez te 3 lata...nie umiem sobie z tym poradzić, mam ochotę uciekać, płakać, wycofać się, a mam przecież naprawiać, zbliżać się, jak to obiecaliśmy sobie z mężem. Mąż pytał co by mi pomogło, powiedziałam mu że czułość, uwaga, zrozumienie dla moich stanów, ok, ale to jest takie sprzeczne wszystko co się dzieje w mojej głowie. Chce i nie chce, a jeszcze ten adorator się pojawił niewiadomo skąd....czy te obrazy kiedyś mina? Czy da się o nich zapomnieć żeby tak nie przytłaczały?
Niezapomninajko ,
uwazam ,ze robimy sobie krzywde starajac sie dowiedziec za duzo / za szczegolowo ... chyba ta wiedza nie jest nam potrzebna do zbawienia .. ja zrobilam sobie duzo zlego ...
"
Druga kwestia .. teraz jestem starsza pani , wiec moge mowic z "pozycji psa ogrodnika " :lol:
ale zaczynajac swoja emigracje staralam sie zachowac umiar ,nie prowokowac sytuacji ... ew wycofac sie ,jesli zaczela sie zapalac czerwona lamka emocji .. i woda mineralna tez pomagala zachowac swiezosc myslenia ...
zawsze mialam przed oczami , czy chcialabym ,zeby tak postepowal moj maz w tajemnicy przede mna .. a poniawaz bylam /jestem zazdrosna ,wiec to dzialalo ....

Wiedźmin

Re: W którą stronę?

Post autor: Wiedźmin » 07 lut 2018, 9:55

Niezapominajko - obrazy są niefajne.

Dobrze, że nie masz dostępu do szczegółów... jak ja czy s żona - to dopiero bagaż. Bo tak wiesz ogólnie... no że ok, pewnie że co jakiś czas oni się przytulili... - więc tak chyba i tak jest lepiej - bez konkretnych dat, pozycji czy wyszeptanych sobie słów...

Jak przychodzi fala myśli - to nie uciekałbym od tego... niech sobie przepłynie - ale nie podążać i nie rozgrzebywać...
Jasne, że podczas takiej fali nie ma mowy o jakimkolwiek zbliżaniu się do małżonka - więc trzeba robić cokolwiek innego... nie wiem... obiad dla dzieci czy coś ;) ... te fale (o ile na siłę nie będą wypierane i odrzucane) będą pojawiać się coraz rzadziej. Ale będą...

... cóż - jak niechciane wspomnienie...

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: W którą stronę?

Post autor: Niezapominajka » 07 lut 2018, 10:10

Wiem, niepotrzebnie go o to w tej naszej szczerej rozmowie wypytalam, bo wtedy powiedział że odpowie na każde moje pytanie choć starał się oszczędzić drastycznych dla mnie szczegółów. No, była to operacja na otwartym sercu, przyznaję. I teraz czasem to wszystko rusza i napływa...nie mogę sobie z tym poradzić. Pomaga trochę fakt, że wtedy nas tak naprawdę nie było, było bardzo źle między nami, bo gdyby między nami było ok i coś takiego by zrobił to moja decyzja byłaby inna. Byłoby pozamiatane. Ale była cuchnąca stajnia, nie było nic prócz jednej wielkiej toksyny i to mnie trochę ratuje, pomaga zracjonalizować po męsku. Ale czasem to...jak napłynie to porywa w chorej wyobraźni jak lawina /trzymając się naszej ostatnio ulubionej terminologii górskiej/ 🙂

rak
Posty: 995
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: W którą stronę?

Post autor: rak » 07 lut 2018, 10:26

Do: Pantop
Pantop pisze:
07 lut 2018, 1:57
Pozostaje cierpliwie poczekać na doświadczenia raka co tańczy kimbę, lub innych osób, które takie zakochanie przepracowali.
pozwolisz, że będę czepliwy kizumbę nie kimbę, poza tym większość standardu i łacinę. Taniec towarzyski to nie był mój wymysł, preferuję inne rozrywki, ale żona chciała to robić, więc ja w ramach budowy związku się dołączyłem, z czasem nawet polubiłem. Co ciekawe, robimy to nadal i nie przerwaliśmy nawet w najgorszej fazie kryzysu (choć było ciężko i różne opcje chodziły), więc wspólnie z innymi "tylko naszymi" zajęciami wykorzystujemy to do odbudowy i zbliżenia się do siebie.
Co do tygodnia i kizumby jestem na emigracji (teraz izolacji) więc oprócz forum, lektur, konferencji potrzebuję jakiejś rozrywki z ludźmi, bo inaczej całkiem skapcieje, pomaga mi to też teraz w pracy nad emocjami, ale zgadzam się, że to ryzykowne i jak mogę tak uważam (jak wspomniałem znam trochę mechanizmy więc łatwiej może?) ...

Niezapominajko
Niezapominajka pisze:
07 lut 2018, 8:45
Mam pytanie do facetów, potrzebuje męskiego pktu widzenia, chociaż kobiecego też. Jak najskuteczniej sobie poradzić z obrazami które mnie atakują i napływają jak fala - tego co mój mąż robił z ta kobieta, co mieli, przecież nie chodzili za ręce przez te 3 lata...nie umiem sobie z tym poradzić, mam ochotę uciekać, płakać, wycofać się, a mam przecież naprawiać, zbliżać się, jak to obiecaliśmy sobie z mężem. Mąż pytał co by mi pomogło, powiedziałam mu że czułość, uwaga, zrozumienie dla moich stanów, ok, ale to jest takie sprzeczne wszystko co się dzieje w mojej głowie. Chce i nie chce, a jeszcze ten adorator się pojawił niewiadomo skąd....czy te obrazy kiedyś mina? Czy da się o nich zapomnieć żeby tak nie przytłaczały?
Nie wiem, czy mój sposób Ci podpasuje, zwłaszcza, że dopiero testuję go na żywym organiźmie... Ja nie blokuję obrazów, projekcji, myśli pozwalam żeby przepływały, nawet czasami je wzmacniam, żeby "przerobić" je ze wszystkich stron. To boli, generuje olbrzymi żal, smutek i gniew, ale chciałbym przez to teraz przejść, a nie zakopać w sobie. Pomaga mi trochę, że tydzień mam "dla siebie", więc mogę się spokojnie "pobiczować", a na wspólny weekend jestem trochę spokojniejszy. Tygodniowa amplituda wahań nastrojów jest przy tym b. męcząca i nie sprzyja to odwieszeniu i dodatkowo teraz chyba jestem w największym dołku, więc staram przesunąć się do spłaszczenia tej sinusoidy, mam nadzieję, że z czasem to się uda...
Znajomi podzielili się, że to wraca nawet po kilkunastu latach i dalej boli, ale nie jest już tak przytłaczające i można po tym zbudować lepszy związek, wręcz idylliczny i to nawet bez pomocy wiary, więc ileż więcej możliwości my mamy ;)

P.S. Na pocieszenie przypomnij sobie, że niezapominajki to kwiaty z bajki (ulubione mojej ślubnej zresztą) :D .
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

s zona
Posty: 2693
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: W którą stronę?

Post autor: s zona » 07 lut 2018, 11:01

Niezapominajka pisze:
07 lut 2018, 10:10
Wiem, niepotrzebnie go o to w tej naszej szczerej rozmowie wypytalam, bo wtedy powiedział że odpowie na każde moje pytanie choć starał się oszczędzić drastycznych dla mnie szczegółów. No, była to operacja na otwartym sercu, przyznaję. I teraz czasem to wszystko rusza i napływa...nie mogę sobie z tym poradzić. Pomaga trochę fakt, że wtedy nas tak naprawdę nie było, było bardzo źle między nami, bo gdyby między nami było ok i coś takiego by zrobił to moja decyzja byłaby inna. Byłoby pozamiatane. Ale była cuchnąca stajnia, nie było nic prócz jednej wielkiej toksyny i to mnie trochę ratuje, pomaga zracjonalizować po męsku. Ale czasem to...jak napłynie to porywa w chorej wyobraźni jak lawina /trzymając się naszej ostatnio ulubionej terminologii górskiej/ 🙂
Niezapominajko ,
pamietasz ,jak Augiasz poradzic sobie z tym :lol:

U nas spadl snieg .. od kilku lat ... 2 lub 3 cm .... wszystko zablokowane , transport szkoly ..
moze takiego luznego podejscia nam potrzeba ,zawierzenia Opatrznosci ...
co ma byc to bedzie :D
Pogody ducha Niezapominajko :D

Ritka
Posty: 41
Rejestracja: 07 wrz 2017, 12:33
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: W którą stronę?

Post autor: Ritka » 07 lut 2018, 11:44

Niezapominajko ja z własnego doświadczenia powiem Ci że gdybym mogła cofnąć czas to nie dążyłabym do tej szczegółowej wiedzy na temat romansu mojego męża. Potajemnie zaglądałam do jego telefonu i katowałam się tymi obrazami, które teraz często wracają. Dopiero jak zupełnie odciełam się od chęci zaglądania ( musiałam to przepracowac u siebie i dojśc do jasnego stwierdzenia, że ta wiedza mnie okropnie dołuje i przytłacza a tym samym źle wpływa na moje relacje z mężem i ogólnie otoczeniem, bo kto chce patrzeć na wciąż smutna osobę) czuję się znacznie lepiej. Moje relacje z mężem też uległy poprawie. Oczywiście dopadają mnie złe myśli, szczególnie gdy wyjeżdża, wracaja te obrazy i czułe słowa do niej, ale wtedy pomaga mi rozmowa z Bogiem, wtedy tez i mówię do niego płacząc i czasem też sobie pokrzyczę, ale jak mąż wraca jestem uśmiechnięta i cieszę sie że wrócił do nas.

Pantop
Posty: 1964
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: W którą stronę?

Post autor: Pantop » 07 lut 2018, 12:00

Do: jacek-sychar

Dobrze jest.
Kiedy zacytowałeś żołnierskie porzekadło w kontekście niespełnionej miłości, automatycznie odebrałem to jako szacunek dla podjętego trudu w rozumieniu : ćwiczenie czyni mistrza.
Nie godząc się z takim założeniem - dałem temu wyraz.
Minęliśmy się - ale na chwilę. Jest dobrze.

Dalej piszesz, że jeżeli już do tego dojdzie /zakochania/ należy z tym walczyć.
Zgoda.

,,Należy z tym walczyć,, - zagadnienie na marginesie - poza tematem.
Jest powiedzenie: Jeśli z czymś walczysz, to się z tym wiążesz.
Sam do końca tego nie pojmuję, ale cosik w tym musi być...

A tutaj użyłeś niezłego kalibru.
I znowu posłużę się przykładem. Już za półtorej miesiąca odbędzie się kolejna edycja Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Idzie się co najmniej 40 km, nocą, często przez las. Z ostatniego roku zacytuję Ci fragment ulotki:
To niemożliwe - powiedział rozsądek
To ryzykowne - powiedziało doświadczenie
To bezsensowne - powiedziała duma
Mimo wszystko spróbuj - powiedziało serce.
Chwała tym co pójdą, i tym co dojdą.
Generalna zasad działanie takich marszów jest taka, że organizm poddany w krótkim czasie rygorowi wzmożonego wysiłku/niewygód często doprowadzony jest nad granicę co najmniej strefy komfortu, co umożliwia wyjście na czas jakiś z utartych schematów myślowych, inne - zapomniane już może - spojrzenie na bliźniego, tudzież odnalezienie odpowiedzi/tropów na istotne kwestie z życiem związane.
Pięknie.


A dalej jest już tylko lepiej:
Tobie rozsądek mówi, że zakochać się bez odejścia jest niemożliwe.
Tobie doświadczenie mówi, że zakochać czy zauroczyć się w innej osobie jest ryzykowne.
Tobie duma mówi, że zakochać się i nie odejść jest bezsensowne.
A co mówi Ci serce? Nie każe kochać dalej naszego małżonka?

Spójrz na to z tej perspektywy.
No to patrzę sobie i cóż widzę:

Mój rozsądek mówi mi, że zakochanie się z odejściem jest możliwe u jednej na 10 par.
Moje doświadczenie mówi mi, że zauroczenie i zakochanie się było ryzykowne w relacji z najbliższą nawet mi osobą - moją żoną, a co tym bardziej z inną kobietą. (Gdzie Rzym, gdzie Krym?)
Moja duma , według Ciebie, mówi mi, że zakochać się i nie odejść jest bezsensowne.

Sedno odda anegdotka:
Dziewczyna z chłopakiem idąc ulicą przechodzą obok pizzerii.
Unoszące się zapachy potraw, będące obietnicą boskiej agapy podniebienia, uderzają bezpardonowo w najczulszy natenczas zmysł przechodzącej parki - powonienie.
Chłopak zatrzymuje się.
Bierze dziewczynę za ręce.
Patrzy w jej cudowne oczy i pyta:
- Widzę, że miałabyś wielka ochotę.
Dziewczyna ożywia się, na jej licach występuje leciuteńki rumieniec, oczy sypią skrami:
- Tak - szepce lekko ochrypłym głosem i nie odrywając wzroku pyta:
- A ty ?
- Ja również! - odpowiada chłopak.
- W takim razie - stwierdza rezolutnie - Przejdźmy się jeszcze raz.

Oddalamy perspektywę spojrzenia.
MOŻNA się doszukiwać/doszukać sensu we wszystkim.
Pytanie - po co robić to w obszarach, gdzie z założenia, ryzyko otrzymania odłamkami po eksplozji wynosi 90%.
...A jeżeli kogoś już takie nieszczęście dopadło - trudno - niech się dzieje wola nieba.

Pozdrawiam

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości