Jak ratować..

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Dotka
Posty: 174
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: Dotka » 04 paź 2017, 15:59

To prosze wytlumaczcie mi po co jest spowiedź? Bo ja już się gubię. Skoro Jezus wszystko nam przebacza bez skruchy, żalu i postanowienia poprawy? To kto trafia do piekła skoro Jezus wszystkim przebaczył już wszystkie grzechy nawet jeśli ich nie żałujemy?

lustro
Posty: 1315
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: lustro » 04 paź 2017, 17:02

Dotka

Spowiedź jest pod warunkiem min. żalu za grzechy i mocnego postanowienia poprawy.

A zaufaniem, moim zdaniem, po takich przejściach warto obdarzyć kogos, kto o to przeprosi i obieca poprawę.
Nie koniecznie w pruchu drogi na progu domu, we łzach posypujac głowę popiołem.Ale jednak przeprosi.

Magnolia

Re: Jak ratować..

Post autor: Magnolia » 04 paź 2017, 18:45

Chodziło mi o zwrócenie Twojej uwagi na postawę Jezusa wobec nas, że przebaczył nam pierwszy, nie czekając na przeprosiny.

A spowiedź jest nam potrzebna żeby znowu odzyskać więź z Bogiem, bo tracimy ją grzesząc. Jest narzędziem- sakramentem - danym nam na pamiątkę właśnie tego, że Jezus pokonał grzech na krzyżu.
Więcej o spowiedzi można poczytać tu:
https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i ... ona,1.html

A powiedz Dotka twój mąż był u spowiedzi po zdradzie? dostaje rozgrzeszenie?

Faustyna
Posty: 237
Rejestracja: 04 maja 2017, 10:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: Faustyna » 04 paź 2017, 20:41

Moze by tak wątek przenieść do wątku Dotki. Ingi tu nie ma od miesiąca

Dotka
Posty: 174
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: Dotka » 04 paź 2017, 20:47

Mój mąż nie był w spowiedzi. Do kościoła chodzi, czasem sie modli ale to nic nie znaczy, po nocy spędzonej z kowalska zaraz z rana poszedł do kościoła bo święto było. Pewnie był z nią w tym kosciele.

To dobry pomysl. Poprosze o przeniesienie tych postów do mojego wątku aby nie zaśmiecać wątku Ingi.

zenia1780
Posty: 2170
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: zenia1780 » 04 paź 2017, 21:03

Dotka pisze:
04 paź 2017, 20:47
To dobry pomysl. Poprosze o przeniesienie tych postów do mojego wątku aby nie zaśmiecać wątku Ingi.
Na ten moment pozostawimy powyższe posty tutaj, jednak prosimy o prowadzenie dalszej dyskusji w wątku Dotki
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

inga
Posty: 230
Rejestracja: 15 kwie 2017, 9:28
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: inga » 02 kwie 2018, 16:20

Chyba czas odkopać swój wątek..

Zniknęłam nagle, bo w tamtym czasie bardzo bolesne było dla mnie czytanie o kolejnych zdradach, zranieniach, oszustwach.. A i sama czułam się bardzo pogubiona (dzisiaj chyba jeszcze bardziej).

Rok temu - tzn w drugi dzień Świąt Wielkanocnych mój mąż przyjechał zabrać resztę swoich rzeczy.
W tym roku ja stoję przed pytaniem - czy powinnam się spakować...
Właściwie co to znaczy "powinnam".

W skrócie - od 9 miesięcy jesteśmy znowu "razem". Zmieniło się nawet to, że mieszkamy razem (od 4 miesięcy). Co nie było łatwe z racji dzielącej nas odległości. Oboje zmieniliśmy pracę, co również nie było proste (u mnie sprawa jest właściwie prostsza ale nie chciałam mieszkać tam gdzie jest kowalska).

Mój mąż swoim zachowaniem, traktowaniem mnie, snuciem planów na przyszłość, byciem troskliwym, nie raz cierpliwym (wcześniej miał tej cierpliwości mniej do mnie, do moich zachowań/przyzwyczajeń i często denerwowały go sytuacje, które teraz zaakceptował), swoją czułością.. pokazał, że mu zależy. Ja też starałam się zmienić rzeczy w sobie, które wcześniej powodowały konflikty między nami. Oboje się staraliśmy.

Ja niestety nie potrafię zaakceptować tego co się stało. Nie patrzę na męża z nienawiścią "co ty mi robiłeś, jesteś taki czy owaki". Przeniosłam tę złość na kowalską (tzn. emocjonalnie, bo nie mam z nią żadnego kontaktu). Ten brak akceptacji z mojej strony to wracające obrazy z przeszłości, tego co się działo - i nawet nie o sam moment odejścia ale tego co się działo ze mną, kiedy on mnie opuszczał stopniowo, odtrącał, a ja nie miałam pojęcia, że on ma romans.
Przeżywam te wszystkie chwile (co chwilę). Najmniejsze rzeczy przypominają mi te sytuacje, słowa, kłamstwa, oszustwa. Jego zachowanie wtedy było takie niespójne - bo wciąż mówił, że chce ratować małżeństwo, że nikogo nie ma, że rozwód to byłoby najłatwiejsze wyjście, że "to nie tak, to tylko koleżanka"...
Mam świadomość, że moje powracanie do przeszłości nie pomaga odbudowie. Mam świadomość, że nikt nie chce żyć z ciągłym poczuciem winy. Mam też świadomość, że nie wszystko dzieję się już - w jeden dzień. Ale są rzeczy, sytuacje, które powodują, że ja się rozpadam znów na kawałki.
Przez te 9 miesięcy, było kilka sytuacji (o których wiem, a pytanie o czym nie wiem?) - które za każdym razem burzyły mój na nowo składany świat. Było spotkanie z nią - o które ona poprosiła - i na, które on się zgodził. Dla mnie w tym momencie kompletnie na drugi plan spadło to, że on ją wtedy odrzucił (ona chciała powrotu po 3 miesiącach, bo ich rozstanie wyniknęło, kiedy ona zaczęła się zastanawiac czy jednak do męża coś jeszcze czuje i wtedy mój mąż się "ocknął" że to nie taka miłość chyba...).
Zabolało mnie równie to, że miał jej numer telefonu wciąż.. wcześniej mówiąc, że go skasowal ( nie pytałam o to, sam powiedział, że go usunął).
Później - przegrzebując jego telefon dowiedziałam się, że przeglądał jej stronę/profil internetowy - wtedy już było ostro, bo pytałam czy to robi, a on twierdził, że nie, że nie ma takiej potrzeby - a tu naglę, przyłapuję go na kłamstwie (o spotkaniu też się dowiedzialam przeglądając jego telefon, twierdzi, że chciał mi powiedzieć.. ).
No i znów jakoś sobie tłumaczę, że to nie taka wielka zbrodnia, że nie powiedział mi, bo się bal, bał mojej reakcji. Zresztą jak sam mówił, dla niego to nic nie znaczy, więc po co miał mi mówić (yyy...) a jaki był tego powód? On nie wie.. "jakaś ciekawość" on nie potrafi tego wyłumaczyć/nazwać.. no i że nie robi tego regularnie, raz na jakiś czas. Eh. Powiedział też, że nie miał pojęcia że mnie to tak zaboli. Ok no to od tamtego czasu już ma to pojęcie. I zgadnijcie co? Okazuje się, że znów to zrobił (dodam, że kowalska tęskni i publikuje różne piosenki - jak to robiła w trakcie romansu - które mają "skusić" mojego męża, a na pewno zwrócić jego uwagę na nią i jej cierpienia..)
Powiedziałam mu, że wiem o tym, że to robi. Odpowiedział czy zdaję sobie sprawę, że go oskarżam nie mając dowodów.
Powiedziałam, że ma szansę się przyznać. Twierdził twardo, że tego nie robi.
Kilka razy się wyparł. Powiedziałam, że mam dowód. Nadal zaprzeczał. W końcu mu pokazałam, co znalazłam w jego telefonie.


Czy w takiej sytuacji są podstawy by coś zbudować?
Pomijając fakt mojego braku zaufania i kontroli jego telefonu - nie uważam tego za normalne. Nie uważam też, że mój mąż nie ma prawa do prywatności, ale co po powrocie po zdradzie jest ważniejsze?
Czuję się kolejny raz upokorzona, wzgardzona. Wdeptana w ziemię przez niego.
Kazałam mu jechać samemu do rodziców na Święta. A sama zastanawiam się nad spakowaniem walizek.

udasiek
Posty: 138
Rejestracja: 15 lip 2017, 9:59
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: udasiek » 04 kwie 2018, 13:09

hej ingo :) tu znowu ja - udasiek :)

Piszę tylko żeby dać Ci znak że nie jesteś sama :) jestem z Tobą myślą. Może podpowiedzą Ci mądrzejsi bo ja niejednokrotnie borykam się z bardzo podobnymi problemami i dostaję przysłowiowego świra. Już tak nieraz świruję że aż brak mi sił, opadam z nich. A przecież nie o to chodzi. Postanowiłam więc swego czasu za wszelką cenę traktować męża jak dorosłego człowieka (czyli dawać jak najwięcej odpowiedzialności i łapać się jak mam myśl nieumiejętnie mu "pomóc" (tzn wyręczyć)), bo nadszedł moment że poczułam się jak mama pilnująca dziecko żeby nic nie zmalowało - tzn żeby nie wyrwało się spod kontroli. A dziecko - jak to dziecko - wyjdzie z domu i za drzwiami zdejmie czapkę. Zabawa w kotka i myszkę. Żenujące. Wykańczające. Nie do zrobienia!! Nie upilnujesz ingo... Schowasz telefon - będzie miał drugi, trzeci, dziesiąty - możliwości jest milion... Jak to mówił mój mąż "nic nie zrobisz".
Ale to takie trudne zostawić kontrolę!
Ale to takie trudne zostawić rzeczy same sobie (?) !
Ale to takie trudne dać mężowi dojrzeć, dorosnąć do decyzji!
Wiem... Bardzo zachęcam Spotkania Małżeńskie - dla nas to był punkt przełomowy. Bałam się że będzie to dla męża zbytnia dawka "świętości" - ale kontynuujemy spotkania powikendowe i mąż sam ich pilnuje!
Mam dużo chwil wahań - w końcu tak bardzo mnie kłamał - bez mrugnięcia okiem! Dla mnie to szok - mówi że im więcej pytałam, nawet jak nie miał nic złego na myśli to w końcu skłamał żeby mi dać odpowiedz jaką chciałam usłyszeć... jak "dziecko mamie" , tak to porównuję bo pamiętam jak sama kłamałam rodziców "w żywe oczy".
A przecież każdy chce partnera a nie dziecko (... pozdr rak :) )
Pozostaje pytanie jak uświadomić męża że "niewinny koleżeński kontakt" jest kuszeniem losu i działaniem niejednokrotnie nie tak niewinnym jak się wydaje. I tu też mi przyszły z pomocą świadectwa na Spotkaniach... Jak ktoś inny powie niektóre rzeczy a nie "nudna" żona to na prawdę może pomóc!

inga
Posty: 230
Rejestracja: 15 kwie 2017, 9:28
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: inga » 14 sty 2020, 12:53

Zaglądam czasem na forum.. Przeraża mnie ilość wątków, które wciąż są zakładane.
Postanowiłam napisać, bo pamiętam jak sama przetrzepywałam internet, żeby znaleźć historię, że się da..

Mój ostatni wpis jest z wiosny 2018. Tamte Święta Wielkanocne były przełomem jeśli chodzi o mojego męża. Tzn. już wcześniej prawie wszystko wskazywało na to, że WRÓCIŁ.. Ale pojawiały się takie "wpadki".. jakieś dziwne "walki" o ekhm "prywatność.
Wydaje mi się, że wtedy zrozumiał, że teraz to on może mnie stracić. Skasował wszystkie (nie było ich wcale dużo) aplikacje, komunikatory etc., przez które mógł mieć jakiś kontakt/podgląd kowalskiej; dał mi hasła/piny do odblokowania telefonów (pryw. i służb.)
Przez jakiś czas sprawdzałam, szybko mi się znudziło.
Generalnie odbudowywałam w sobie, a on swoją postawą - zaufanie.
Gdzieś do końca 2018 (zahaczając może o początek 2019) zdarzało mi się wypominać w kłótni.. Miałam w sobie też wciąż dużo nienawiści (?), pogardy i - przepraszam za określenie, bo wstyd mi za to uczucie -obrzydzenia, do kowalskiej.
Interesowałam się, czy wróciła do męża, "co u niej" i zdarzało mi się podglądać jej profil - to akurat do niedawna (czego też się wstydzę).
Poza tym życie nam się na prawdę dobrze układało. Pojawiły się rozmowy o dziecku nawet. Plany na kupno mieszkania.
Z początkiem 2019 okazało się, że mój mąż ma przed sobą kilkumiesięczny zagraniczny wyjazd służbowy. Wiedziałam, że coś takiego może się wydarzyć. Jeszcze przed zdradą, przed samym ślubem, przeszliśmy przez to. Teraz taki wyjazd był dla nas obojga dużo trudniejszy.
O dziwo wiadomość o tym wyjeździe bardzo nas zbliżyła. Dużo o tym rozmawialiśmy. Widziałam, czułam, że mój mąż oddałby wiele ( a była to dla niego duża szansa zawodowa) żeby nie musiał wyjeżdżać. Zaufałam. Przez cały ten czas, mimo odległości, byliśmy na prawdę blisko. I jestem pewna, że nic złego się "tam" nie wydarzyło.
Mąż wróćił. Wróciliśmy do planów kupna mieszkania. Kocha mnie.

W zasadzie mogłabym na tym zakończyć. Myślę, że udało nam się nie tylko odbudować nasze małżeństwo ale znacznie je "ulepszyć". Mimo drobnych sprzeczek (ja jestem dość wybuchową osobą ;) ) jest nam dobrze ze sobą. Przeżyliśmy swoje. Wiem, że mój mąż żałuje.

Pojawiło się natomiast kolejne "wyzwanie" w naszym życiu. Kilka miesięcy temu, wykryto u mnie raka.
Może gdybym nie przeżyła tego wszystkiego wcześniej załamałabym się? Co prawda zakwalifikowano mnie do "leczenia celem wyleczenia", a to mimo ciężkiego leczenia nastraja bardzo optymistycznie.
Najwięcej siły dodaje mi jednak Bóg i wiara, bo wyciągnął mnie już raz z tzw. "sytuacji bez wyjścia".
A mąż mnie bardzo wspiera.

Pavel
Posty: 3378
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak ratować..

Post autor: Pavel » 14 sty 2020, 13:47

Chwała Panu!!!
Otaczam modlitwą...trzymaj się
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Kwiatkowa
Posty: 96
Rejestracja: 20 wrz 2019, 15:01
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: Kwiatkowa » 14 sty 2020, 14:21

Jakie to piękne co piszesz Ingo.. o zaufaniu

Jednak można.. ja przechodzę to samo. Od roku jestem od nowa z mężem. Mamy wiele za sobą.
Mogłabyś napisać coś więcej? Jak sobie radziłaś z przeszłością po powrocie męża?

Bardzo Ci współczuję choroby.. ściskam Cię ciepło.
Pomodlę się za Twoje zdrowie, mam nadzieję że się uda i wyzdrowiejesz.

Cynia
Posty: 1
Rejestracja: 06 cze 2019, 21:00
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: Cynia » 15 sty 2020, 21:42

Ingo, do późna czytałam wczoraj Twój watek. Modliłam sie również o Twoje zdrowie.
Czytam forum od roku, dzisiaj pisze po raz pierwszy. Natchnęłas mnie. To co pisałaś, Twoje przemyslenia, Twoj rozwój, to co dał Ci kryzys - to tak jakbym czytała siebie. Aktualnie zadaje sobie i Bogu ciagle pytania, jak dalej postępować,co robić i oto pojawia sie Twoj watek. Dziękuję.
W wielkim skrocie - rok temu dowiedzialam sie o romansie męża,ktory trwał już ok pół roku. W czasie jego trwania maz byl nie do wytrzymania, jakby prowokował mnie do tego, żebym sama podjęła jakies ostateczne decyzje. U mnie również wszystko wskazywalo na osobe trzecia,ale.....kazdy,tylko nie moj maz!!! Dobry, poukladany, z wartościami. Wszyscy,ale nie my - ze wspolnymi zainteresowaniami,fajnym zyciem. No ale uslyszałam standardowe formułki: juz cie nie kocham, nigdy nie wrócę, znalazłem szczescie i miłość. Od poczatku nie wierzyłam, ze to moze byc juz koniec naszego małżeństwa. Sama na siebie bylam zła,ze mam ciagle nadzieje, ze musi minąć pół roku,rok,ze moze jednak coś go ruszy, bo w tym amoku totalnie go nie poznawałam. Byl jak natchniony, nawiedzony. Tez chciałam go ratować. Tez byl moim bożkiem. Też odkryłam forum, zaczelam prace nad soba, mnóstwo polecanych lektur, konferencji, 12 kroków. Też pokochałam naprawde i zrozumialam czym jest miłość i małżeństwo dopiero w kryzysie.
Nasze relacje przez caly ten rok od wyjscia romansu na jaw byly oparte na hmmm szacunku... Nie kłóciliśmy sie ani o sprawy materialne, ani o opieke nad dziećmi. Nie bylo awantur, histerii - z wyjatkiem początku,ktory to nie wiem jak przeżyłam. Od roku nie mieszkamy razem,ale mąż często przychodził do dzieci. Jest to jakies absurdalne, ale zaczelam go szanować, akceptować, słuchać. On również.
Aktualnie od dwóch miesięcy idzie ku lepszemu. Jest cieplej, wiecej czasu spedzamy razem, żartujemy. Daleka jeszcze droga do odbudowy naszych relacji, ale za to co sie teraz dzieje juz jestem bardzo wdzięczna.
W mojej glowie milion pytań, mnóstwo watpliwosci i strachu jak tego nie zepsuć. I wtedy pojawia sie watek Ingi - jej droga do uzdrowienia małżeństwa.
Za ten wątek i wiele innych cennych rad, świadectwa powrotów, których potrzebuje jak powietrza - wielkie Bóg zapłać.

inga
Posty: 230
Rejestracja: 15 kwie 2017, 9:28
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak ratować..

Post autor: inga » 16 sty 2020, 12:04

Pavel, Kwiatkowa, Cynia - bardzo Wam dziękuję za modlitwę. To dla mnie wiele znaczy. Za każdym razem, gdy ktoś mówi, że się za mnie pomodli - czuję to samo, ogromną wdzięczność za ten dar.
Sama bardzo często modlę się za małżeństwa w kryzysie, za osoby, które zostały zranione tak, jak ja. Za osoby, które walczą i za tych małżonków, którzy odchodzą, twierdząc, że są szczęśliwi - o Światło Ducha dla nich.

Mój mąż deklaruje, że - nie wie czy wierzy. Ale od czasu choroby, chodzi ze mną do kościoła na niedzielną mszę (poprosiłam go o to raz i tak już zostało). Pamiętam jak odszedł, to było moje marzenie - żeby znaleźć się razem w kościele i móc "przekazać sobie znak pokoju".
Za każdym razem bardzo się z tego cieszę :)
Kwiatkowa pisze:
14 sty 2020, 14:21
Jakie to piękne co piszesz Ingo.. o zaufaniu

Jednak można.. ja przechodzę to samo. Od roku jestem od nowa z mężem. Mamy wiele za sobą.
Mogłabyś napisać coś więcej? Jak sobie radziłaś z przeszłością po powrocie męża?
Kochana, nie byłam w tym "radzeniu sobie z przeszłością" wzorem... Bardzo raniłam męża w kłótniach. Ale mi te kłótnie pomagały.
I chyba były potrzebne (nie jest to rada), bo on na prawdę nie rozumiał, że ta zdrada, zadziałała na mnie aż tak niszcząco.
Powtarzał, że dla niego "ta osoba" nie istnieje, że nie zapomniał o tym co zrobił, ale że wszystko co było z nią związane, z tym co robił, upchnął głęboko w swojej pamięci.
On myślał np. (i nie mogę mieć do niego o to pretensji), że skoro już ze sobą sypiamy, to nie jest możliwe żebym ja nadal czuła taką złość.
Dla niego był to sygnał z mojej strony, że jest już OK.

Czego jestem absolutnie pewna - bez Boga i modlitwy, uratowanie tego małżeństwa nie byłoby możliwe. Tylko tak uczę się walczyć z moją pychą i brakiem pokory..
Bardzo niszcząco działało na mnie to dowiadywanie się co u kowalskiej.. W pewnym momencie było to jak uzależnienie..
Później robiłam to bardzo rzadko, ale dopiero jak dowiedziałam się o raku, powiedziałam sobie, że teraz nie ma już miejsca na takie zachowanie. Że nie mogę nawet krzty mojej energii poświęcać na rozdrapywanie tych ran. Modlę się o zdolność wybaczenia jej..
Jest lepiej.

Starałam też się dziękować za to, co mam.. I pamiętać, że czas płynie, że ten ból minie. Jest dużo mniejszy..
Cynia pisze:
15 sty 2020, 21:42
Ingo, do późna czytałam wczoraj Twój watek. Modliłam sie również o Twoje zdrowie.
Czytam forum od roku, dzisiaj pisze po raz pierwszy. Natchnęłas mnie. To co pisałaś, Twoje przemyslenia, Twoj rozwój, to co dał Ci kryzys - to tak jakbym czytała siebie. Aktualnie zadaje sobie i Bogu ciagle pytania, jak dalej postępować,co robić i oto pojawia sie Twoj watek. Dziękuję.
Cyniu to bardzo miłe co piszesz. Rzeczywiście się zmieniłam ale na forum, nie ma wzystkiego.
To, o czym wspomniałam wyżej - w kłotniach, wywoływanych czasem tzw. "pierdołą" przytaczałam największe działo..
To była moja walka, mój krzyk o tym jak cierpiałam, jak to wraca. Ale nie miało to nic wspólnego z miłością do męża.
Z czasem nauczyłam się "odmawiać sobie" tej zemsty (?).. Mówiłam sobie, że nie po to Bóg mi dał szansę, żebym teraz była katem..

Cynia pisze:
15 sty 2020, 21:42
W wielkim skrocie - rok temu dowiedzialam sie o romansie męża,ktory trwał już ok pół roku (...)kazdy,tylko nie moj maz!!! Wszyscy,ale nie my...
No ale uslyszałam standardowe formułki: ....
Tak, to jest ogromnym szokiem.. Bo przecież było "tak dobrze", a on "nigdy by nie mógł" ..
Cynia pisze:
15 sty 2020, 21:42
Też pokochałam naprawde i zrozumialam czym jest miłość i małżeństwo dopiero w kryzysie.
Nasze relacje przez caly ten rok od wyjscia romansu na jaw byly oparte na hmmm szacunku... Nie kłóciliśmy sie ani o sprawy materialne, ani o opieke nad dziećmi. Nie bylo awantur, histerii - z wyjatkiem początku,ktory to nie wiem jak przeżyłam. Od roku nie mieszkamy razem,ale mąż często przychodził do dzieci. Jest to jakies absurdalne, ale zaczelam go szanować, akceptować, słuchać. On również.

Aktualnie od dwóch miesięcy idzie ku lepszemu. Jest cieplej, wiecej czasu spedzamy razem, żartujemy. Daleka jeszcze droga do odbudowy naszych relacji, ale za to co sie teraz dzieje juz jestem bardzo wdzięczna.
W mojej glowie milion pytań, mnóstwo watpliwosci i strachu jak tego nie zepsuć. I wtedy pojawia sie watek Ingi - jej droga do uzdrowienia małżeństwa.
Za ten wątek i wiele innych cennych rad, świadectwa powrotów, których potrzebuje jak powietrza - wielkie Bóg zapłać.
To piękne co piszesz i potwierdza również, że zwrócenie się do Boga o pomoc, przynosi niesamowite owoce.
Myślę, że jesteś na bardzo dobrej drodze. Zacytuję powtarzaną na forum maksymę "czekaj nie czekając"
Baaardzo trudne, ale przynosi spokój
Również modlitwa "Jezu, Ty się tym zajmij"
Ja bardzo dużo modliłam się i często modle - o Światło Ducha Świętego.
Uratowały mnie też kiedyś słowa:
Metanoja1 pisze:
16 kwie 2017, 19:23
Bożą radą naczelną jest "Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła". I niech ta myśl Ci przyświeca podczas spotkania z mężem.
Ściskam Was Dziewczyny i również otaczam modlitwą.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: rose i 24 gości