Kryzys małżeński

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

czas
Posty: 195
Rejestracja: 01 sty 2019, 11:00
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński

Post autor: czas » 08 maja 2019, 0:38

Iwonela7 przeklinanie to zaburzenia prawidłowego komunikowania się, zazwyczaj spowodowane nadmierna emocjonalnoscia lub nadpobudliwościa. Nie wiem u jakiego psychologa z tym byłaś ale to wymaga pracy nad sobą a szczególnie ukierunkowanej terapii. Terapii jaka zmieni przyzwyczajenia i wkodowane motory działań. Mniej więcej To:że najpierw nauczysz się zastepnikow.,czyli innych działań by wykluczyć te błędne i klasyczne jakie znasz. A przy dłuższej terapii nauczysz się całkowicie wykluczac zła formę-patrz przeklinanie. Skoro masz już pierwszy punkt wtajemniczenia - patrz świadomość to działaj. I najważniejsze, nie szukaj przyczyn innych niż własne. Czyli wykluczania pozornych przyczyn jakie cię niby prowokują (patrz mąż), bo to klasyczne stwierdzenia ludzi z problemami. Klasyka: gdybyś mnie nie prowokowal to ja bym nie musiala.......

Blondynka55
Posty: 164
Rejestracja: 14 sty 2019, 15:13
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: Blondynka55 » 08 maja 2019, 9:36

Iwonela jeżeli Twój mąż Cię prowokuje i jak piszesz używasz przy tym wulgaryzmów to może lepiej zamiast tego rozładuj to napięcie,które jest w Tobie,możesz np.pobiegać,pójść na spacer,itp...
Napewno poczujesz się lepiej,mi to pomagało kiedy odczuwałam złość.

renta11
Posty: 465
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: renta11 » 08 maja 2019, 9:43

Iwonella7

Trochę mnie wywołałaś do tablicy, bo jednak ... bagatelizujesz problem. :o

Kiedy poznałam mojego męża najgorszym wyrazem, którego używałam był wyraz k...de. A jeśli usłyszałam od kogoś wyraz k...a - no to już patola była. Totalny margines.
A mój mąż potrafił w rozmowie, dowcipie używać bardzo mocnych przekleństw, które były aż absurdalnie nieprzystawalne.I nawet śmieszne przez to. No i ten ton. To był pierwszy człowiek, który używał brzydkich słów w sposób, który mnie bawił i śmieszył. Do dzisiaj mnie to bawi, ale nie każdy tak potrafi używać brzydkich słów np. ja nie potrafię, u mnie to zawsze razi.

No, ale przestawało być śmiesznie, kiedy w kłótni, albo nawet bez kłótni, słyszałam takie słowa, często kierowane bezpośrednio do mnie. No i ten ton głosu: agresywny, napastliwy, prostacki. I te ruchy pełne agresji.
Niestety, ja słucham i czytam ze zrozumieniem. Wyraz k...a, s...ka ma dla mnie swoje pejoratywne znaczenie.
Bardzo to przeżywałam, długo w sobie nosiłam, słyszałam w głowie. Też reagowałam urazami, wycofywaniem się, długim nieodzywaniem. Tym bardziej, że mój mąż porzucał błotem, wyrzygał na mnie i ... udawał się do swoich zajęć. Zrelaksowany, spokojny, dla niego ... sprawy nie było. On się tylko zdenerwował, a raczej ... to ja go zdenerwowałam. Dochodziło w pierwszych latach do scen dantejskich. Najczęściej reagowałam lodowatą obojętnością (ja wiem z jakim trudem mi to przychodziło), ale często także wybuchałam. Nic nie pomagało: prośby, grożby, wychodzenie, a nawet także potem agresja. On po prostu redukował sobie w ten sposób stres. Więc to ja nauczyłam się opanowywania, wszędzie zabierałam ze sobą klucze (od domu, od samochodu) , bardzo rzadko piłam na imprezach, aby w stosownym czasie udać się do domu.

Podsumowując.
U niego nic się nie zmieniło, przez lata byłam jego koszem na emocjonalne odpady. Tak samo jak inne osoby przebywające zbyt blisko w nieodpowiednim czasie.
Ja - niestety: osłuchałam się, także umiem rzucać mięsem (ponad 20 lat praktyki). Trudno mi się tego pozbyć, bo to taki łatwy sposób na redukcję emocji. Ale ja nie rzucam mięsem do człowieka. Do dzisiaj czasami tak robię, no a w moim wykonaniu to zawsze brzmi fatalnie. Szczęśliwie, nadal mnie bawi, kiedy ktoś robi to fajnie i w zabawny sposób.
Niestety, niby zwiększyłam swoją odporność na agresję, obelgi, ale nie byłam w stanie do końca oddzielić zachowania od człowieka. Więc: agresja słowna, obelgi, połączone z alkoholem spowodowały, że nie miałam szacunku do mojego męża, pomimo ogromu pracy włożonego w to. A raczej miałam za mało szacunku.
Oczywiście dodam,że ja także mam wady, każdy człowiek redukuje stres z reguły w niefajny sposób, chodzi raczej o częstotliwość i skalę.

Mam dla Ciebie propozycję: ustaw sobie jakąś kamerę, czy nagrywarkę. Ty wiesz gdzie i w jakich sytuacjach Cię nosi. A potem z czystym sumieniem daj sobie czas, moc. Niech to trwa długo.
A potem sobie to odsłuchaj.
Bo ja jak sobie czasami przypomnę ten ton, agresję, obelgi - to dzisiaj oddycham z ulgą, że z nim nie jestem. Inna jakość życia. I w domu często cisza. :D Dzisiaj wiem, że z moim doświadczeniem uciekałabym jak najdalej od takiego człowieka.

Nie odczytuj tego jako atak na Ciebie, dzielę się po prostu swoim doświadczeniem.
A tylko Ty masz szansę to zmienić. Nie czekaj, aż od dzieci usłyszysz taką wiązankę.

nałóg
Posty: 881
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński

Post autor: nałóg » 08 maja 2019, 10:04

iwonella7 pisze:
08 maja 2019, 0:09
nie by się czytało...sama myśl.....masz zupełną rację,muszę opracować metody panowania nad łaciną...na pewno będzie mi trudno ....ale będę się starać....proszę o wsparcie...
Iwonella.... nie kombinuj tylko napisz ten list do siebie używając tych samych wulgaryzmów jak wobec męża i rodziny. Nie racjonalizuj . Nazywaj wulgaryzmy i wyzwiska wulgaryzmami i wyzwiskami a nie "łaciną"
Owijasz coś co śmierdzi w ładniejsze opakowanie. Manipulacja!!!!!
PD

iwonella7
Posty: 10
Rejestracja: 04 maja 2019, 13:19
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: iwonella7 » 08 maja 2019, 12:04

renta11 pisze:
08 maja 2019, 9:43
Iwonella7

Trochę mnie wywołałaś do tablicy, bo jednak ... bagatelizujesz problem. :o

Kiedy poznałam mojego męża najgorszym wyrazem, którego używałam był wyraz k...de. A jeśli usłyszałam od kogoś wyraz k...a - no to już patola była. Totalny margines.
A mój mąż potrafił w rozmowie, dowcipie używać bardzo mocnych przekleństw, które były aż absurdalnie nieprzystawalne.I nawet śmieszne przez to. No i ten ton. To był pierwszy człowiek, który używał brzydkich słów w sposób, który mnie bawił i śmieszył. Do dzisiaj mnie to bawi, ale nie każdy tak potrafi używać brzydkich słów np. ja nie potrafię, u mnie to zawsze razi.

No, ale przestawało być śmiesznie, kiedy w kłótni, albo nawet bez kłótni, słyszałam takie słowa, często kierowane bezpośrednio do mnie. No i ten ton głosu: agresywny, napastliwy, prostacki. I te ruchy pełne agresji.
Niestety, ja słucham i czytam ze zrozumieniem. Wyraz k...a, s...ka ma dla mnie swoje pejoratywne znaczenie.
Bardzo to przeżywałam, długo w sobie nosiłam, słyszałam w głowie. Też reagowałam urazami, wycofywaniem się, długim nieodzywaniem. Tym bardziej, że mój mąż porzucał błotem, wyrzygał na mnie i ... udawał się do swoich zajęć. Zrelaksowany, spokojny, dla niego ... sprawy nie było. On się tylko zdenerwował, a raczej ... to ja go zdenerwowałam. Dochodziło w pierwszych latach do scen dantejskich. Najczęściej reagowałam lodowatą obojętnością (ja wiem z jakim trudem mi to przychodziło), ale często także wybuchałam. Nic nie pomagało: prośby, grożby, wychodzenie, a nawet także potem agresja. On po prostu redukował sobie w ten sposób stres. Więc to ja nauczyłam się opanowywania, wszędzie zabierałam ze sobą klucze (od domu, od samochodu) , bardzo rzadko piłam na imprezach, aby w stosownym czasie udać się do domu.

Podsumowując.
U niego nic się nie zmieniło, przez lata byłam jego koszem na emocjonalne odpady. Tak samo jak inne osoby przebywające zbyt blisko w nieodpowiednim czasie.
Ja - niestety: osłuchałam się, także umiem rzucać mięsem (ponad 20 lat praktyki). Trudno mi się tego pozbyć, bo to taki łatwy sposób na redukcję emocji. Ale ja nie rzucam mięsem do człowieka. Do dzisiaj czasami tak robię, no a w moim wykonaniu to zawsze brzmi fatalnie. Szczęśliwie, nadal mnie bawi, kiedy ktoś robi to fajnie i w zabawny sposób.
Niestety, niby zwiększyłam swoją odporność na agresję, obelgi, ale nie byłam w stanie do końca oddzielić zachowania od człowieka. Więc: agresja słowna, obelgi, połączone z alkoholem spowodowały, że nie miałam szacunku do mojego męża, pomimo ogromu pracy włożonego w to. A raczej miałam za mało szacunku.
Oczywiście dodam,że ja także mam wady, każdy człowiek redukuje stres z reguły w niefajny sposób, chodzi raczej o częstotliwość i skalę.

Mam dla Ciebie propozycję: ustaw sobie jakąś kamerę, czy nagrywarkę. Ty wiesz gdzie i w jakich sytuacjach Cię nosi. A potem z czystym sumieniem daj sobie czas, moc. Niech to trwa długo.
A potem sobie to odsłuchaj.
Bo ja jak sobie czasami przypomnę ten ton, agresję, obelgi - to dzisiaj oddycham z ulgą, że z nim nie jestem. Inna jakość życia. I w domu często cisza. :D Dzisiaj wiem, że z moim doświadczeniem uciekałabym jak najdalej od takiego człowieka.

Nie odczytuj tego jako atak na Ciebie, dzielę się po prostu swoim doświadczeniem.
A tylko Ty masz szansę to zmienić. Nie czekaj, aż od dzieci usłyszysz taką wiązankę.
Dzięki za rady...bardzo pomocne ,mam nadzieję że zwalczę to....zależy mi na rodzinie....na mężu a jak się chce to się da....proszę go tylko żeby w razie gdy przestanę panować nad sobą on mnie przystopuje,powie uspokój się,przestań,co kolwiek ....niestety mąż powiedział że powinnam sama wiedzieć kiedy przestać,zaznaczę że też jest wybuchowy ...ja wielokrotnie go uspokajałam
....także zostałam z tym sama ...

iwonella7
Posty: 10
Rejestracja: 04 maja 2019, 13:19
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: iwonella7 » 08 maja 2019, 12:14

Dobrze napisałam! Zadowolony?! Strasznie się tego czyta.....wiem ....stosowałam wobec męża przemocy słownej,irytował mnie inaczej nie mogłam.....ale czytając obelgi , wulgaryzmy wszelakiej postaci do siebie ....poczuć się można podłe,mieć zaniżone poczucie własnej wartości....takie przekleństwa słyszałam w domu rodzinnym.....też się podłe czułam jak mama wyzywała ojca, nas dzieci....płakałam,zakrywałam się poduszką żeby nie słuchać....wtedy przyrzekałam sobie,że ja będę mieć inny dom,niestety powielałam błędy rodziców,ale mam szansę to zmienić ,zależy mi na rodzinie i to bardzo dlatego pracuję nad sobą to się musi zmienić nie chcę taką być !!! Sama nie chciałabym być tak wyzywana....

Triste
Posty: 188
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: Triste » 08 maja 2019, 13:03

Iwonella7 ale sama nie dasz rady. Bylas u psychologa który nie był w stanie Ci pomoc. Musisz trafić do innego który z Toba przepracuje ten problem. To nie jest tylko kwestia przekleństw ale i nadmiernej wybuchowosci i agresji.

JolantaElżbieta
Posty: 432
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: JolantaElżbieta » 08 maja 2019, 14:18

iwonella7 pisze:
08 maja 2019, 12:14
Dobrze napisałam! Zadowolony?! Strasznie się tego czyta.....wiem ....stosowałam wobec męża przemocy słownej,irytował mnie inaczej nie mogłam.....ale czytając obelgi , wulgaryzmy wszelakiej postaci do siebie ....poczuć się można podłe,mieć zaniżone poczucie własnej wartości....takie przekleństwa słyszałam w domu rodzinnym.....też się podłe czułam jak mama wyzywała ojca, nas dzieci....płakałam,zakrywałam się poduszką żeby nie słuchać....wtedy przyrzekałam sobie,że ja będę mieć inny dom,niestety powielałam błędy rodziców,ale mam szansę to zmienić ,zależy mi na rodzinie i to bardzo dlatego pracuję nad sobą to się musi zmienić nie chcę taką być !!! Sama nie chciałabym być tak wyzywana....
No widzisz, macie oboje problem - a ty jestes przemocowcem. To nie może działać prawidłowo. Męża nie naprawisz, siebie tak. A jak on zobaczy, że pracujesz nad sobą, może i jemu to da coś do myślenia.

nałóg
Posty: 881
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński

Post autor: nałóg » 08 maja 2019, 14:45

Iwonello...... to nie ja mam być zadowolony . To Ty masz dokładnie obejrzeć "narzędzia tortur" jakie stosujesz i jakie były stosowane wobec Ciebie. Nie można leczyć czegoś czego się nie zdiagnozowało.
Tę diagnozę trzeba POCZUĆ.
Iwonello, to nie mąż Cię irytował, no bo jak? 'wlazł" w Ciebie i kręcił korbą irytacji?
To Ty się irytowłaś/jesz pod wpływem subiektywnie odbieranych bodźców zewnętrznych i wewnętrznych.
To Ty stosowałaś znane Ci z przekazu międzypokoleniowego schematy i postawy. Postawy wrzasku, wyzwisk, ubliżania,poniżania
iwonella7 pisze:
08 maja 2019, 12:14
wtedy przyrzekałam sobie,że ja będę mieć inny dom,niestety powielałam błędy rodziców,ale mam szansę to zmienić ,zależy mi na rodzinie i to bardzo dlatego pracuję nad sobą to się musi zmienić nie chcę taką być !!! Sama nie chciałabym być tak wyzywana....
Iwonello.....jak wielu ludzi przyrzekało sobie ,że nigdy nie przeniesie do swojego małżeństwa, do swojej rodziny zachowań i postaw ze swojej rodziny pierwotnej a te wzory zostały tak głęboko wdrukowane i nie przepracowane że w sytuacjach stresujących wdrażało te przekleństwa, te wyzwiska, te picie, te bicie, te poniżanie w relacji z najbliższymi.

Ważne jest "tu i teraz", że wiesz już co jest Twoja wadą charakteru i możesz zacząć pracować nad sobą aby wyeliminować te zachowania czy słownictwo .

I jeszcze jedno....... to Ty jesteś na tym forum i te wszystkie zwroty są kierowane do Ciebie. Twojego męża, dzieci, rodziny tu nie ma.
Zmianę świata zacznij od siebie. PD

A.zelia
Posty: 94
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: A.zelia » 08 maja 2019, 23:30

Wyzywasz bo prowokuje? Uderzysz też bo sprowokuje? (no, nie uderzysz, bo pewnie fizycznie jesteś słabsza). Być może mąż uważa, że jesteś przemocowcem i trzeba się odseparować jeżeli nie dla siebie to dla dziecka Z tego co piszesz - jeżeli on tak myśli to ma rację.

iwonella7
Posty: 10
Rejestracja: 04 maja 2019, 13:19
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: iwonella7 » 09 maja 2019, 8:34

Nie wyzywam dziecka ,stosowałam wulgaryzmy ale w stosunku do męża tylko jak wypominał mi żale z przeszłości ,dręczył za rodziców moich. W lutym jak mąż chciał ratować małżeństwo,zamknąć przeszłość ,prosił abym go nie wyzywała,bo tego nie lubi,staram się jak mogę nie używać wulgaryzmów...i nie wyzwałam go od tego czasu,ale on wraca do tego ci było ,rozdrabnia, rozdrapuje,to jak mam być...? Ja się zmieniam, staram się ....a on dalej wraca do przeszłości, najbardziej irytuje mnie fakt,wypominania zachowania moich rodziców,rok temu to ,5 lat temu nie przyszli na urodziny, powiedzieli to,spóźnili się,. Itd Proszę żeby do nich pojechał i sobie wyjaśnił z nimi problemy....ja za nich nie odpowiadam,nie będę tego słuchać...przez te wypominki tylko sá kłótnie ja się nakręcam bo ile można toczyć pianę...? Ale mężowi sprawia chyba go przyjemność....dręczenie....w efekcie haja.....błędne koło...on chce żebym znienawidziła rodziców....nie bronię ich bo wiele razy przecinali,tłumaczę że nie może za błędy rodziców mnie dręczyć....ja już tego nie mogę słuchać doprowadza mnie to szału,dlatego wybuchałam przekleństwami,ale tego juź nie robię od lutego...mimo to máż rozdrabnia przeszłość.....

A.zelia
Posty: 94
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński

Post autor: A.zelia » 11 maja 2019, 17:03

Wiem, żw męża. Ale to nie jest tak, że dziecka wyzywac nie wolno, a męża już tak.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: tata999 i 10 gości