"rozdarty mąż"

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Nina
Posty: 41
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

"rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 30 maja 2019, 21:13

Witam, forum czytam od roku, od kiedy dowiedziałam się o zdradzie męża. Małżeństwem jesteśmy kilkanaście lat, dwoje dzieci. Historia podobna do wielu innych. Romans z koleżanką z pracy. Po ujawnieniu były przeprosiny, postanowienie poprawy nawet wyjazd na spotkania małżeńskie, mimo że mąż nie jest praktykujący i było to dla niego dość trudne. Uwierzyłam we wszystkie zapewnienia i szybko wybaczyłam i starałam się zaufać. Wydawał się, że wszystko zmierza ku dobremu. Wspólne wyjazdy, spacery, nawet dość duża wspólna inwestycja finansowa. Aż nagle po kilku miesiącach odkryłam, ze znowu się spotykają. Mąż tłumaczył się tym, że nigdy nie czuł się przy mnie zaopiekowany, nie czuł się naważniejszy, nie czuł się pożądany a ona zmaterializowała jego pragnienia, w niej się zakochał i ma prawo być szczęśliwy. Dlatego chciał odejść odemnie. Jednocześnie twierdząc, że mu na mnie zależy, ze kocha, ale nie jestem już najważniejsza. Zmienił zdanie i został po tym jak usłyszał od naszego dzidecka, że nie chce żeby nasza rodzina się rozpadła. I wszystko zaczęło się od początku, prośba o wybaczenie, duże poczucie winy, starania, zerwanie kontaktu z kowalska, próba podjęcia terapii małżeńskiej. Mąż bardzo się starał, okazywał mi dużo czułości, dużo rozmawialiśmy, bardzo dbał o dom. Jednocześnie próbował wyrzucić z głowy i serca kowalską. Ale twierdził, że pomału to idzie ponieważ bardzo się zaangażował i to jest bliska mu osoba. Jednak teraz po kilku miesiącach jest gorzej. Mąż w domu jest tylko ciałem, jego myśli ciagle są z kowalską. Już nie okazuje mi tak czułości, stara się dbać o dom, o dzieci ale ja czuję się odtracona. Chodzi cały czas smutny i zamyślony. Nie ukrywa, że nie potrafi przestać o niej myśleć, że nie wie jak żyć, że jest taki rozdarty.
I ja na ten moment też nie wiem jak mam dalej żyć. Z jednej strony doceniam, że został z drugiej nie mogę znieść tego chłodu. Nie wiem jak mam się zachowywać. Pewnie powinnam się zając sobą, ale nie potrafię. Czy sosować liste Zerty czy nie, czy mam okazywać mu czułość kiedy jej nie chce a ja tak bardzo tego potrzebuję. Twierdzi, że podjął decyzję ze zostaje ze mną, ale nie wie czy kiedykolwiek przestanie myśleć o kowalskiej. A może powinien się wyprowadzić chociaż na jakiś czas, może zateskni wtedy za mną. może w domu za bardzo mu sie narzucam. Nie mogę znieść tego jego smutku. Z jednej strony mi go szkoda, bo ewidentnie cierpi z drugiej strony, jak pomyślę z jakiego powodu tak cierpi to popadam w rozpacz. Czuję się totalnie zagubiona. Nie mam żadnego wsparcia w realu, nikt nie wie o naszych problemach. Dodatkowo pojawiły się problemy u mnie w pracy, nie mam siły na szukanie innej. Czuję, że życie mnie przygniata. Liczę na wasze wsparcie. Przepraszam za chaotyczny wpis.

Lawendowa
Posty: 1852
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Lawendowa » 30 maja 2019, 21:31

Witaj Nino,

dobrze, że już wiesz, że warto zająć się sobą i może to właśnie ten moment, by wiedzę o tym zamienić w działanie. Jeśli masz możliwość to warto wybrać się na spotkania w którymś z Ognisk Sycharu: http://sychar.org/ogniska/ Dużo daje rozmowa, słuchanie i kontakt z osobami, które doświadczyły podobnych trudności i pomimo tego potrafią żyć pełnią życia.
A może razem z mężem i dziećmi wybierzecie się na Wakacje z Sycharem? Na niektóre turnusy są jeszcze wolne miejsca:
viewforum.php?f=73
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

rak
Posty: 986
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: rak » 30 maja 2019, 21:57

Witaj Nino,

wcale nie piszesz tak chaotycznie, w moim odczuciu nawet bardzo dojrzale.

To są trudne emocje i bardzo wzburzają człowieka od środka, otwierają jego najgłębsze deficyty i rany. Brak jakiegoś chaosu w tej sytuacji były znacznie bardziej zastanawiający.

Pozwól, że podzielę się swoim doświadczeniem do fragmentu poniżej:
Nina pisze:
30 maja 2019, 21:13
Twierdzi, że podjął decyzję ze zostaje ze mną, ale nie wie czy kiedykolwiek przestanie myśleć o kowalskiej. A może powinien się wyprowadzić chociaż na jakiś czas, może zateskni wtedy za mną. może w domu za bardzo mu sie narzucam. Nie mogę znieść tego jego smutku. Z jednej strony mi go szkoda, bo ewidentnie cierpi z drugiej strony, jak pomyślę z jakiego powodu tak cierpi to popadam w rozpacz. Czuję się totalnie zagubiona. Nie mam żadnego wsparcia w realu, nikt nie wie o naszych problemach. Dodatkowo pojawiły się problemy u mnie w pracy, nie mam siły na szukanie innej. Czuję, że życie mnie przygniata. Liczę na wasze wsparcie. Przepraszam za chaotyczny wpis.
Mimo, że mąż może zachowywać się jak dziecko to jest dorosłym człowiekiem. Jeśli tylko na papierze to sam powinien do tego dojrzeć. Myślę, że w miarę sił można w tym towarzyszyć, ale ostateczne wzięcie odpowiedzialność i chęc na to zależy od indywidualnego człowieka i to trochę trwa.... Ze swojego doświadcznia chciałbym podzielić się kilkoma błędami, które popełniłem. Branie na siebie odpowiedzialności za czyjeś działania, czy chodźby brak myślenia o skutkach takich działań. Wpędzanie się w poczucie winy, lub pozwalanie na obwinianie siebie. To jest trudne, ale z ciągłym wyręczaniem drugiej strony nie daje się jej możliwości dojrzeć, a niektóre takie "wyskoki" wydają mi się takim podświadomym krzykiem rozpaczy, chcę być dorosły, ale nie mam możliwości. To jest też takie otwarcie klatki jak zapewne czytałaś.

Pisałaś, że próbował rzucić się w wir odbudowy i starania o małżeństwo, żeby zapomnieć o swoim romansie. Może motywacja była szczera, a może po prostu chciał zapomnieć o swojej winie i przykryć ją naprętce poczuciem zadośćuczyniania bez zmiany swojej postawy. Tego nie wiem, chodzi mi o to, że też doświadczyłem wielu miłych gestów na początku, ale później ściana lodu była jeszcze większa, myślę taka naturalna kolejność kiedy chowa się trupa w szafie przysypując go z grubsza jakąś kapotą.

Jak sobie z tym poradzić w dłuższej perspektywie. Ogarnąć własne emocje, wentylować je, dbać o przyjemne chwile dla siebie i dziecka. No i pracować nad sobą, dojrzewać i też coraz bardziej dojrzale kochać męża.
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

Unicorn2
Posty: 370
Rejestracja: 05 mar 2017, 14:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Unicorn2 » 30 maja 2019, 22:36

Cześć Nina , wszystkie historie tutaj opisane są bardzo podobne , wręcz takie kopiuj wklej.
Bardzo realnie opisałaś to co się u Ciebie dzieje i pierwszy raz dostrzegam jak wielka jest siła zakochania .
Fajne jest to że widzisz w mężu człowieka który walczy , być może zbyt wielu z nas widzialo bestie .
Jako facet mogę Ci doradzić żebys nie wisiała na mężu , my lubimy zdobywac .

SiSi
Posty: 628
Rejestracja: 06 sie 2018, 9:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: SiSi » 30 maja 2019, 22:55

Witaj Nino,
Dowiedziałaś się rok temu o zdradzie męża, trochę więc czasu minęło. Widać w Tobie spokój.
Historia jakby moja, z tą różnicą, że mój mąż podjął decyzję, odszedł.
Kiedy widziałam jego rozdarcie, kiedy słyszałam słowa, że zależy mu na rodzinie ale nie potrafi być szczęśliwy, kiedy ciągle był nieobecny... myślałam, że dam sobie z tym radę.
Ciągle z nim rozmawiałam, tłumaczyłam ze spokojem albo z niepokojem...Cały czas myślałam,że mam wpływ na niego.
Dopiero niedawno dotarło do mnie, że to nieprawda, że wpływ mam na siebie. Jest mi z tym lepiej. Uznaję jego wolność.
Wyrażam pełną zgodę na Bożą wole.

Twój mąż nie podjął jeszcze decyzji. Daj mu czas.
Nie narzucaj się. Zajmuj się sobą i własnymi sprawami. Wiem, że to ciężkie. Ale to rozsądne wyjście.
Myśl o sobie bo siły będą Ci potrzebne.
Ściskam mocno

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Angela » 30 maja 2019, 23:10

Nino,
Nina pisze:
30 maja 2019, 21:13
Mąż tłumaczył się tym, że nigdy nie czuł się przy mnie zaopiekowany, nie czuł się naważniejszy, nie czuł się pożądany a ona zmaterializowała jego pragnienia, w niej się zakochał i ma prawo być szczęśliwy.
Nie ma sensu stawania z kowalską do zawodów o względy męża. Ale może warto przyjrzeć się bliżej językowi miłości męża. Jeżeli chcesz okazywać miłość nie w jego języku, to odbierze to jako narzucanie się. ,, 5 języków miłości'' Gary Chapman
https://m.youtube.com/watch?v=M_TkDjrAm5w
https://m.youtube.com/watch?v=dIPA32Ni7ec
https://mk-pl.github.io/5-jezykow-milosci/
Nina pisze:
30 maja 2019, 21:13
A może powinien się wyprowadzić chociaż na jakiś czas, może zateskni wtedy za mną.
Separacja w małżeństwie to nie metoda naprawy. To tylko dopuszczalna ochrona przed przemocą, jeżeli taka występuje, lub forma sprzeciwu wobec ujawnionej i nie zakończonej fizycznej zdrady. Twój mąż deklaruje fizyczne zakończenie związku.
Nina pisze:
30 maja 2019, 21:13
Jednocześnie próbował wyrzucić z głowy i serca kowalską. Ale twierdził, że pomału to idzie ponieważ bardzo się zaangażował i to jest bliska mu osoba. Jednak teraz po kilku miesiącach jest gorzej. Mąż w domu jest tylko ciałem, jego myśli ciagle są z kowalską.
Nie masz władzy nad myślami i sercem męża i nie powinnaś mieć.
Zajęcie się sobą i odwieszenie polega na tym, że dając gesty miłości mężowi w jego języku, nie oczekujesz w napięciu na jego sygnały zwrotne. Szukasz trwałego szczęścia w przyjaźni z Bogiem i samą sobą, sama dla siebie i dla dzieci stając się ciekawą osobą.

Nina
Posty: 41
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 30 maja 2019, 23:27

Dziękuję Wam za odzew. Największy mój problem na ten moment to to, że teorie w jakiejś części znam, natomiast kompletnie nie umiem jej wprowadzić w życie. Nie potrafię zająć się sobą, nie nie wiem od czego zacząć skoro sił brak na wykonywanie podstawowych rzeczy. Nie potrafię ogarnąć swoich emocji, Od kilku miesięcy żyje w "trybie oszczędzania baterii", robiąc absolutne minimum, mam wrażenie, że to nie jest moje życie. A teraz czuję się już zupełnie wyczerpana. Nie mogę spać, nic nie mogę przełknąć. Do tej pory odpoczywalam psychicznie w pracy, zapominalam na trochę o problemach. Niestety w pracy też zostałam "zdradzona", bliska mi osoba żeby wybronic siebie przerzucila winę na mnie. Wizja poszukiwania pracy w momencie, gdy wali mi się małżeństwo jest dla mnie bardzo przygnebijaca.
Zastanawiam się czy w tym momencie nie powinnam zasięgnąć pomocy psychiatry, bo mam wrażenie, że więcej nie uciagne.
Lavendowa niestety wakacje z sycharem odpadają mój mąż jest niestety "antykoscielny". A poza tym chyba na ten moment nie ma ochoty nic zrobić dla naszego związku tak jest pogrążony w swoim smutku. Postaram się zebrać siły, żeby odwiedzić najbliższe ognisko które niestety oddalone jest odemnie 2 godz drogi.
Raku może faktycznie nie pozwalałam mężowi dorosnąć, może za dużo mu mówiłam co powinien robić, a nawet co powinien czuć. Ale co ja mam teraz robić? Jak mam się nie przejmowac tym co robi czy czuje żyjąc z nim pod jednym dachem?

Nina
Posty: 41
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 31 maja 2019, 0:56

Angela, ale jak mam wyrażać miłość w języku męża, jeśli jego językiem jest dotyk a w zasadzie sex, skoro nie widzę chęci z jego strony. Czy to nie będzie rozpaczliwe narzucanie sie?

lena101
Posty: 106
Rejestracja: 24 lut 2018, 22:28
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: lena101 » 31 maja 2019, 5:44

Nina pisze: ↑30 maja 2019, 21:13
Twierdzi, że podjął decyzję ze zostaje ze mną, ale nie wie czy kiedykolwiek przestanie myśleć o kowalskiej. A może powinien się wyprowadzić chociaż na jakiś czas, może za teskni wtedy za mną. może w domu za bardzo mu sie narzucam. Nie mogę znieść tego jego smutku. Z jednej strony mi go szkoda, bo ewidentnie cierpi z drugiej strony, jak pomyślę z jakiego powodu tak cierpi to popadam w rozpacz. Czuję się totalnie zagubiona.
...czuję chłód i obojętność


Nina, bardzo dobrze to znam , za bardzo.
W takim okresie jak Ty, próbowałam po "swojemu" ratować małżeństwu. Rozmawiałam cicho,głośno, krzyk...płacz, histeria...szantaż...

Nie docierały do mnie rady, wydawało mi się, że przecież ja znam męża lepiej...Wydawało mi się,że rozmową zmienię wszystko...

Mój mąż był w stanie nawet precyzyjnie procentowo określić, jakie mamy szanse.

To były najgorsze 3 miesiące w moim życiu- był, ale go nie było. Widziałam,że cierpi. Raz chciałam go przytulać innym razem byłam gotowa go zabić. Zabijała mnie jego obojętność, chłód...

Wydaje mi się,że to dobrze,ze jest. On potrzebuje czasu. Ja mojemu nie dałam (cały czas gadałam- wytrzymałam 2-3 dni). Dla mnie gadanie- dla niego-narzucanie. Wtedy tego nie wiedziałam. Wiem,ze to trudne. Wiem,że możesz tego nie rozumieć- ja nie rozumiałam- zajmij się sobą. Wyjdź z domu.

marylka
Posty: 898
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: marylka » 31 maja 2019, 11:54

Hej Nino.
Słuchałas ks. Dziewieckiego?
On bardzo precyzyjnie mowi jakie zachowania sa odpowiednie w czasie zdrady tzn jak okazywac miłosć
Wiesz...fajnie, że opisalas ta sytuacje w pracy
Zobacz....dlaczego inne osoby pozwalaja sobie na takie traktowanie Ciebie?
Mąż?
Bezczelnie i bez zahamowań opowiada o kowalskiej i cierpi że nie może o niej zapomnieć.
Jak on śmie tak mowic do Ciebie? Swojej żony ktorej przysiegal miłosć i wiernosć?
Do matki jego dziecka???
Jak ktos śmie zrzucac na Ciebie wine w pracy jeżeli jesteś niewinna????

Nino....traktuja Cię tak jak na to pozwalasz. Niestety taka jest brutalna prawda, z ktora każdy z nas tutaj na forum sie musi zmierzyć. Ja też kiedys to odkrylam.
Wiesz....
Czy masz odwage poprosic szefa żeby wezwal na rozmowę ta osobe i pozwolil Ci wyjaśnić?
Masz odwage w takim skladzie opowiedziec jak to było? A tej osobie? Za pomowienia i inne rzeczy jest sąd. Masz odwage jej powiedzieć, że oczekujesz że powie prawde bo jak to nie zostanie wyjaśnione w tym gabinecie to do sądu pójdziesz?

A masz odwagę meża traktowac jak doroslego faceta a nie jak synka w krotkich porteczkach?

Facet ktory chodzi nieszcześliwy z powodu zakochania....czego on oczekuje? Że bedziesz go wspierała? Za ręke trzymała? Nosek wycierała kiedy tęskni?

Nino.....moja teoria jest taka, że każda kobieta jest nieslychanie silna madrą i niezależna jednostką. Potrafi naprawdę wiele zniesć i udźwignie to. Tylko w pewnym momencie daje sie przygniesć i wciagnać i uwierzyć niestety, że jest nikim i niczym
Że ważniejsze sa nastroje meża, nastroj szefa, samopoczucie dziecka.
A Ty?
Gdzie w tym wszystkim jestes Ty?
Wiele kobiet robi z siebie takie ofiary - naprawde w dobrym znaczeniu. Wiele sie poświecaja, z wielu rzeczy rezygnują.
A na koniec....dobrze, jeśli sie spotkaja z jakaś wdziecznoscią czy satysfakcją, radoscią, że dobrze zrobilam że zamiast na swoje wakacje poslałam go na kurs....
Ale jak dostaje kopniaki.......to zaczyna sie czuć nikim i...coraz bardziej daje sie spychsć...na końcu staje sie przepraszam "pomietłem"
Nikt od nas tego nie wymaga Nino.
Dajemy z siebie wiele i na wiele zaslugujemy. I mamy prawo oczekiwać że nasi meżowie bedą nas traktowac jak żonę należy traktować.
Ja po wiadomosciach o zdradach wyprowadziłam się.
Ale jest tu wiele historii gdzie dziewczyny zostałyz mężami.
Jaka jest Twoja droga?
Nino - TWOJA - nie meża nie dziecka.
Czego chcesz?
Nie uważam że musisz meżowi nadskakiwać i sie reklamować przed nim. To Ty jesteś zraniona zdradzona i to Ty potrzebujesz opieki meża
A tu????
Martwisz sie jego nieszcześciem i smutkiem?
Nino....tego chcesz?
To jesteś Ty?
Ta prawdziwa Nina?
Czy weszlas w role jakąś dziwną?
Jaka byłaś w młodosci? Czy nie radosna dziewczyna? Radziłaś sobie w szkole? Byłaß lubiana? Wierzylaś w siebie?
Domyślam sie że tak.
Pozostalas otwarta skoro masz odwage pisac na forum. A i odważna jesteś :)
Więc....co sie stało?
Dlaczego?

Prosze przemyśl to wszystko. Najlepiej na jakims wyjeździe...może rekolekcje...może zamknięte?
Sprobuj znaleźć grupe wsparcia. Piszesz że nikt o tym nie wie. Nie wie o zdradzie?
Chronisz meża?
Nie chcesz go wydać?
Nie mowie o trabieniu na lewo i prawo ale mamie/siostrze/przyjaciółce powinnas powiedzieć. Cierpienie dzielone to połowa cierpienia.
Sama sie możesz udusic od emocji. Popaść w depresje. Masz dziecko do wychowania i wiele pieknych chwil do przeżycia.
Nie zmarnuj tego.
Pozdrawiam

Pustelnik
Posty: 804
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Pustelnik » 31 maja 2019, 14:48

Nina, nazwałaś wątek "rozdarty mąż".

Zaiste, ma On swoje cierpienia tudzież bóle, nikt tego (raczej) nie kwestionował w "dyskusji" na temat (nazwijmy skrótowo): ZAKOCHANIE PLUS AMOK (wymiana pogladów sprzed paru dni na innym wątku).

To JEGO ROZDARCIE, jego ew. praca nad sobą i jego trud decyzyjny w "zawężonej świadomości".

TAK, teraz też może i czas (Wasz) na rozdzielanie, co jego, co Twoje, a co może (lub nie ?) być wspólnie przedyskutowane (i lepiej rozsądnie: "co" tudzież "kiedy" - chodzi mi o w miarę właściwy moment).

Dobrego weekendu !

rak
Posty: 986
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: rak » 31 maja 2019, 16:26

Nina pisze:
30 maja 2019, 23:27
Raku może faktycznie nie pozwalałam mężowi dorosnąć, może za dużo mu mówiłam co powinien robić, a nawet co powinien czuć. Ale co ja mam teraz robić? Jak mam się nie przejmowac tym co robi czy czuje żyjąc z nim pod jednym dachem?
Nie twierdzę, że jest to łatwe. Pod jednym dachem jeszcze trudniejsze, ale myślę, że możliwości działania więcej, tylko, że i siły więcej trzeba, coś za coś.

A troszczenie i przejmowanie się losem drugiej osoby to jedno z brzemioń miłości, ale w tej właściwie pojętej jest też miejsce na miłość do samego siebie i nie scalamy się z uczynkami i uczuciami drugiej strony.

Czy da się, a jeśli tak to jak można pomóc "dorosłej" osobie dojrzeć to pytanie za 100 punktów. Szustak myślę, że nieźle opisał to w swojej serii "Rozplątani", nie dodał tam jednak ile własnego wysiłku to kosztuje. Przesłuchaj jak będziesz miała okazję to wiele wyjaśnia, zaczynając, że każdy potrzebuje uwagi, jak nie dostał jej wystarczająco dobrej jakości jak był dzieckiem, to jakiego by nie grał chojraka będzie ona krzyczała, szukając gdzieś ujścia, albo doczeka się przekroczenia tego etapu rozwoju.
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

SiSi
Posty: 628
Rejestracja: 06 sie 2018, 9:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: SiSi » 31 maja 2019, 16:51

Nino,
Przede wszystkim pomyśl o sobie.
Nie jesz, nie śpisz, nieustająco myślisz o tym, co jeszcze możesz zrobić.
Jak piszesz - żyjesz jakby nie swoim życiem.
Też tak miałam. Ciągle dochodziłam do ściany.
Czułam, że nie daje rady. Patrząc na " zakochanego męża" traciłam swoje poczucie wartości i ...swoje własne życie...
Może warto zastanowić się jak długo tak pociagniesz? Jak będzie wyglądało Twoje życie?
Żyć z ciągłym lękiem, oczekiwaniem na decyzję małżonka... będzie, nie będzie...
Jeśli chce być z Tobą niech pokaże, że chce.
Inaczej to trochę droga donikąd.

Emka
Posty: 8
Rejestracja: 15 maja 2019, 23:35
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Emka » 31 maja 2019, 18:59

Nino, historia jakby moja.. Rozdarty mąż, cały czas przygnębiony, zagubiony, nieobecny.. nawet ze snem miał problemy.. Kręgosłup moralny, nie pozwalał mu na zostawienie mnie, silny amok emocjonalny rozwalał go wewnętrznie.. Poszedł do psychiatry, dostał leki na depresję, jak sam stwierdził, nie wie co się z nim dzieje, nie radzi sobie z uczuciem do ,,koleżanki ,, z pracy.
Też wisiałam na nim, gadałam, wyrzucałam żale, rozczarowanie.. z perspektywy czasu widzę, że moje gadanie niewiele wniosło, czułam się coraz bardziej lekceważona, odrzucona, samotna.. Nie poznawałam mojego męża, przez 19 lat małżeństwa, był wsparciem, pocieszał, rozładowywał moje napięcia.. A teraz obojętny, zimny, odległy. Byłam na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego, schudłam, nie spałam..
Zaczęłam czytać to forum, chłonąć, powoli zmieniać postawę do męża.. uniezależniam się od jego emocji, nastrojów, Nie jest to łatwe, chyba trudniejszego wyzwania w życiu nie miałam.. Podstawową zasadą jest zadbanie o siebie, modlitwa, polecam koronkę do Krwawych Łez Matki Bożej, zadbaj o relację z Bogiem, to da Ci większą równowagę, ja proszę Ducha Świętego o łaskę spokoju wewnętrznego a z mężem w kontakcie stosuję zasadę wysokiej kultury osobistej, nie oceniam, jestem uprzejma, nie narzucam się.. Czytam, modlę się, zaczęłam biegać, staram się być pogodna..Od dwóch tygodni zauważam, że to mąż szuka kontaktu ze mną, inicjuje rozmowy, jest naprawdę zainteresowany tym co u mnie.. Co będzie dalej, tego nie wiem.. Zaufałam Bogu

Pustelnik
Posty: 804
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Pustelnik » 31 maja 2019, 22:44

Emka pisze:
31 maja 2019, 18:59
(...) a z mężem w kontakcie stosuję zasadę wysokiej kultury osobistej, nie oceniam, jestem uprzejma, nie narzucam się.. (...)
Emka, tak, spodobało mi się to (raczej :-) ...) .
Rozumiem, że język mówiony tudzież pisany, nie jest "za ostry", za ... dokładny.
Osobiście ... wolałbym (jak zawsze - subiektywnie) ... odwołanie się do ... szacunku (należnego każdemu (!)).
Pozdrawiam !

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości