"rozdarty mąż"

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Nina
Posty: 15
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 17 cze 2019, 9:25

Niestety z wiarą jest bardzo źle. Ostatnia spowiedź 15 lat temu na potrzeby ślubu. Przez lata próbowałam męża zachęcać do praktykowania wiary, ale odbierał to jako zmuszanie. Jest niestety bardzo negatywnie nastawiony do kościoła jako instytucji. Po filmie sekielskich nie chciał nawet wejść do kościoła na rocznicę komunii córki.

Nina
Posty: 15
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 17 cze 2019, 9:41

Z moją wiarą też nie jest najlepiej. Przyjmuję sakramenty, modlę się, ale trudno mi o osobową relacje z Bogiem. Nie potrafiłam też postawić Go na pierwszym miejscu. Próbuję teraz ustawić właściwą hierarchię, ale też jest mi bardzo ciężko, bo brak mi pokory i ciągle się buntuje i pytam czy nie było mniej drastycznego sposobu, żeby nakierowac mnie na właściwą drogę.

Pavel
Posty: 2058
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Pavel » 17 cze 2019, 14:09

Nina pisze:
17 cze 2019, 9:41
Z moją wiarą też nie jest najlepiej. Przyjmuję sakramenty, modlę się, ale trudno mi o osobową relacje z Bogiem. Nie potrafiłam też postawić Go na pierwszym miejscu. Próbuję teraz ustawić właściwą hierarchię, ale też jest mi bardzo ciężko, bo brak mi pokory i ciągle się buntuje i pytam czy nie było mniej drastycznego sposobu, żeby nakierowac mnie na właściwą drogę.
Patrząc zwlasnego doświadczenia, obserwując- wg mnie mniej drastyczne wydarzenia nie wybudziłyby mnie ze "snu". Nadal bym żył pseudożyciem, będąc ślepym na to co się w nim dzieje.
Całe bagno ktore wyszło w kryzysie i wciąż wychodzi po nim, to po prostu brutalna prawda o nas: o żonie, o mnie, jakości naszej relacji.

Zgadzam się z Marylką, że inni traktują nas tak jak im na to pozwalamy. Nawet wroga można szanować.
Czytając co piszesz (,to niestety również moje własne doświadczenie), wyraźnie rzuca mi się w oczy brak miłości i szacunku do siebie.
Nie da się kochać innych, nie kochając samego siebie. Wtedy to raczej uzależnienie, strach przed rozpadem rodziny, samotnością itd.
Pamiętam swój strach przed odejściem żony, przed rozpadem rodziny,przed utratą dzieci. Byl wręcz fizycznie paraliżujący. Działania i decyzje podejmowane pod wpływem tego strachu nie przyniosły nic dobrego.
Pytanie tylko, czy chce się żyć w takiej atrapie małżeństwa, licząc na litość drugiej strony i jej łaskawe danie nam szansy. Ja o to prosiłem, dziś z pewnością bym już tego nie powtórzył.
Bez gruntownych zmian ze strony Twego męża (na to nie masz bezpośredniego wplywu), oraz Twojej pracy nad sobą (na to wpływ już masz) i tak wg mnie nikłe szanse na szczęśliwe małżeństwo.
Własne doświadczenie pokazuje, że już praca jednej osoby może diametralnie zmienić sytaucję, z pewnością natomiast podnosi jakość naszego życia.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Nina
Posty: 15
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 20 cze 2019, 21:36

Pavel nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałam. Chcesz powiedzieć, że nawet jeśli obydwoje będziemy pracować nad sobą to i tak są nikłe szanse na szczęśliwe małżeństwo? Co Twoim zdaniem powinnam zrobić? Powinnam pozwolić mężowi odejść? Czy to, że teraz jest z nami głównie z poczucia obowiązku (ale twierdzi, że mnie kocha i kowalska niestety też) jest takie złe? Jego gruntowna zmiana powinna zapewne opierać się na nawrócenia, ale przecież wiara jest łaską, której póki co nie otrzymał, a o którą ciągle się modlę.

Aleksander
Posty: 1299
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Aleksander » 20 cze 2019, 22:12

Nina pisze:
20 cze 2019, 21:36
[...] Chcesz powiedzieć, że nawet jeśli obydwoje będziemy pracować nad sobą to i tak są nikłe szanse na szczęśliwe małżeństwo? [...]
Wiesz - z tą pracą... to chyba chodzi Ninio o to, abyś Ty była szczęśliwa, niezależnie w czy w małżeństwie czy poza :)
A to zależy już głównie od Ciebie :)
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Nina
Posty: 15
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 20 cze 2019, 22:52

Tak zależy ode mnie, ale nie potrafię sobie tego na ten moment wyobrazić. Nie umiem ruszyć z miejsca, nie wiem jak mam to zrobić. Strach i tęsknota mnie paraliżuje. Czytam forum, teorie znam, ale jest mi tak strasznie ciężko....

Nina
Posty: 15
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 27 cze 2019, 8:00

Po ostatniej fazie smutku męża było kilka dni "normalności" znowu karmilam się nadzieją, że pomału, małymi kroczkami będziemy pracować nad naszą relacją. Tymczasem mąż jakby wszedł w inną fazę. Rozpiera go złość. Nie potrafi nad nią zapanować. Najmniejszy problem powoduje wybuch wściekłości. Jestem zmęczona tym rollercosterem. Jednego dnia mnie nosi na rękach kolejnego wścieka się na wszystko, czepia się mnie i mówi, że wszystko w życiu mu się wali. Nie rozumiem tych jego emocji, nie wiem co się za nimi kryje. Nie wiem jak się przed nimi uchronić.

JolantaElżbieta
Posty: 351
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: JolantaElżbieta » 27 cze 2019, 21:31

Nina pisze:
27 cze 2019, 8:00
Po ostatniej fazie smutku męża było kilka dni "normalności" znowu karmilam się nadzieją, że pomału, małymi kroczkami będziemy pracować nad naszą relacją. Tymczasem mąż jakby wszedł w inną fazę. Rozpiera go złość. Nie potrafi nad nią zapanować. Najmniejszy problem powoduje wybuch wściekłości. Jestem zmęczona tym rollercosterem. Jednego dnia mnie nosi na rękach kolejnego wścieka się na wszystko, czepia się mnie i mówi, że wszystko w życiu mu się wali. Nie rozumiem tych jego emocji, nie wiem co się za nimi kryje. Nie wiem jak się przed nimi uchronić.
On jest bardzo sfrustrowany i sam przeżywa rollercoster. To jest jakiś rodzaj wołania o pomoc, ale on sam musi sobie pomóc, ty nic nie jesteś w stanie zrobić. Jedyne co możesz to zadbać mądrze o własne emocje i równowagę psychiczną. Nad tym pracuj, szukaj info jak dawać sobie radę w takich sytuacjach. Oddaj sytuację Panu Bogu i ufaj Mu - On naprawdę ma rozwiązania, tylko my ich nie widzimy na razie, a czasami nie rozumiemy:-)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości