"rozdarty mąż"

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 04 paź 2019, 0:46

Witajcie, u mnie kolejny miesiąc to samo. Mąż w dalszym ciągu zakochany, niestety nie we mnie :(
Znowu usłyszałam, że ciągle myśli o kowalskiej, że tęskni, że czuje się samotny bez niej. I jak twierdzi przez to nie może się zaangażować w 100 procentach w nasz związek. Mówi, że został ze mną bo jest odpowiedzialny za wiele osób, że żyje tak jak powinien a nie tak jak chce. Mam wrażenie, że mieszkam teraz z jakimś robotem wielofunkcyjnym bez uczuć, który po wzorowym wykonaniu zadań wylogowuje się z życia. A ja zamiast posprzatanego mieszkania i zrobionych zakupów pragnelabym chwili czułości. Bardzo chciałabym pracować nad naszym zwiazkiem, zastosowałam się do wielu rad z tego forum, czytam książki, czekam na 12 kroków, spotykam się z innymi ludźmi, ale totalnie nie potrafię się odwiesic. Czegokolwiek bym nie robiła, gdzie bym nie była ciągle myślę o moim mężu, bardzo tęsknię za bliskością. A mąż nie widzi potrzeby zmieniania czegokolwiek, analizowania, przepracowania kryzysu. Jak mam to zrobić sama?
Powiedzcie czy ja jestem marudna? Potrzasnijcie mną. Bo chyba powinnam być wdzięczna że został, ale mi to nie wystarcza.

Triste
Posty: 191
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Triste » 04 paź 2019, 7:53

Nina pisze:
04 paź 2019, 0:46
Witajcie, u mnie kolejny miesiąc to samo. Mąż w dalszym ciągu zakochany, niestety nie we mnie :(
Znowu usłyszałam, że ciągle myśli o kowalskiej, że tęskni, że czuje się samotny bez niej. I jak twierdzi przez to nie może się zaangażować w 100 procentach w nasz związek. Mówi, że został ze mną bo jest odpowiedzialny za wiele osób, że żyje tak jak powinien a nie tak jak chce. Mam wrażenie, że mieszkam teraz z jakimś robotem wielofunkcyjnym bez uczuć, który po wzorowym wykonaniu zadań wylogowuje się z życia. A ja zamiast posprzatanego mieszkania i zrobionych zakupów pragnelabym chwili czułości. Bardzo chciałabym pracować nad naszym zwiazkiem, zastosowałam się do wielu rad z tego forum, czytam książki, czekam na 12 kroków, spotykam się z innymi ludźmi, ale totalnie nie potrafię się odwiesic. Czegokolwiek bym nie robiła, gdzie bym nie była ciągle myślę o moim mężu, bardzo tęsknię za bliskością. A mąż nie widzi potrzeby zmieniania czegokolwiek, analizowania, przepracowania kryzysu. Jak mam to zrobić sama?
Powiedzcie czy ja jestem marudna? Potrzasnijcie mną. Bo chyba powinnam być wdzięczna że został, ale mi to nie wystarcza.
Rozumiem Cię doskonale Nina.
Każdą Twoją myśl. Bo ja też nie potrafię odwiesić się od męża. Moje myśli są wciąż wokół niego.
Może inaczej to wygląda kiedy małżeństwo trwa kilkanaście lat i to uczucie już nie jest takie silne ? Ja się rozstałam z mężem 1,5 roku po ślubie ....
Chociaż wiele historii na tym forum pokazuje że na nic nie ma reguły.

Czy powinnaś być wdzięczna że został ?
Chyba jeszcze trudniej żyć pod jednym dachem z osobą która tak naprawdę tylko ciałem jest w domu a umysłem daleko poza nim.

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 08 paź 2019, 20:20

Muszę się Wam wypłakac, bo nie mam komu a jest mi tak strasznie źle. Tak bardzo czuję się odrzucona, że boli to wręcz fizycznie. Ciągły ścisk w żołądku i ból głowy. Mąż ciągle nie wie czego chce. Gdyby nie dzieci już dawno by się wyprowadził. W sąsiednim wątku toczy się dyskusja twarde granice czy czekanie. Ja czekam ponad dziesięć miesięcy, staram się być jak najlepsza żoną i myślałam, że jest między nami lepiej. Tymczasem u niego tęsknota do kowalskiej narasta☹️ a uczucie do mnie maleje. Tracę już zupełnie nadzieję, czuję się totalnie bezsilna. Wczoraj zaproponowałam mężowi, żeby wyprowadził się na jakiś czas i podjął ostateczna decyzje, bo ja już tak nie daje rady. Nie był zachwycony tym pomysłem, w końcu ja też się z tego wycofalam bo się wystraszylam się. Ale nie wiem czy nie strzeliłam sobie tym pomysłem w kolano. Dodatkowo dzisiaj czytałam, jak długofalowe i różnorakie konsekwencje wywoluje u dzieci rozstanie rodziców. Nie chciałabym być winna takiego cierpienia u nich.
Nie wiem co robić. Wszyscy tu piszą zajmij się swoim życiem. Ale ja nie mam swojego życia. Mój mąż i moje dzieci to całe moje życie. Wszystko inne jest tylko udawaniem i nieudolnym zapelnianiem pustki.

JolantaElżbieta
Posty: 434
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: JolantaElżbieta » 08 paź 2019, 22:33

Gdybym cztery lata temu miała ten rozum co teraz, powiedziałabym mojemu mężowi - dobrze odejdź jeśli taka jest twoja decyzja - jak zdecydujesz się wrócić, daj znać. I zajęłabym się sobą i dziećmi. Bo inne działania i tak nie przynoszą efektu. :-(

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 08 paź 2019, 22:45

JolantoElżbieto próbowałam to zrobić, ale nie dałam rady. Ciągle łudzę się, że póki jest przy mnie to mogę cos zrobić, że poczuje się szczęśliwy, że w końcu zapomni o tamtej. I dzieci mają ojca na cały etat.

tata999
Posty: 529
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: tata999 » 08 paź 2019, 23:21

Nina pisze:
08 paź 2019, 20:20
Mój mąż i moje dzieci to całe moje życie. Wszystko inne jest tylko udawaniem i nieudolnym zapelnianiem pustki.
Dopóki tak będziesz myśleć, że inni to całe Twoje życie, to faktycznie "Wszystko inne jest tylko udawaniem i nieudolnym zapelnianiem pustki". Do mnie przemówiło powiedzenie, że nie mogę stracić czegoś, czego nie miałem. Uznałem, że faktycznie zbyt idealistycznie, romantycznie, naiwnie patrzę na świat i zacząłem z bólem, z przemijającą przykrością i z czasem żegnać się z dotychczasowym postrzeganiem świata.

Z jakich znaków, sygnałów odczytujesz, że jego uczucie do Ciebie maleje?

JolantaElżbieta
Posty: 434
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: JolantaElżbieta » 08 paź 2019, 23:28

Nina pisze:
08 paź 2019, 22:45
JolantoElżbieto próbowałam to zrobić, ale nie dałam rady. Ciągle łudzę się, że póki jest przy mnie to mogę cos zrobić, że poczuje się szczęśliwy, że w końcu zapomni o tamtej. I dzieci mają ojca na cały etat.
Ale wiesz, że to nie zależy od Ciebie? Tylko od niego - trzeba to przyjąć spokojnie do wiadomości - pogodzić się z bezradnością wobec tej sprawy - powierzyć swoje małżeństwo Panu Bogu - chwalić Go, ufać i wierzyć, że On ma lepszy plan na życie niż my sami. Pan Bóg nas nie skrzywdzi, my sami owszem - czasami działamy na swoją niekorzyść. To, że się łudzisz nic nie zmienia w Twojej sytuacji, możesz się łudzić również bez fuzycznej obecności swojego męża - jeśli on nie chce uczestniczyć w budowaniu miłości małżeńskiej :-)

lustro
Posty: 988
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: lustro » 09 paź 2019, 7:04

Nina pisze:
08 paź 2019, 20:20
Wszyscy tu piszą zajmij się swoim życiem. Ale ja nie mam swojego życia. Mój mąż i moje dzieci to całe moje życie. Wszystko inne jest tylko udawaniem i nieudolnym zapelnianiem pustki.
Nino

I właśnie tym się zajmij.
Wielu z nas ma ten problem - nagle odkrywa, że całe życie to wspolmalzonek i dzieci. I trudno sobie nawet przypomnieć, że kiedyś było inaczej.
Że były zainteresowania, pasje... A nawet jak nie było, to teraz mogą być.

Trzeba się odwiesic.
I poszukać siebie.

Przypominam Ci też listę zerty stosowaną mądrze.

Małgorzata D.
Posty: 67
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Małgorzata D. » 09 paź 2019, 9:04

Moja przyjaciółka zakochała się w koledze z pracy. Na szczęście mieszka w Pradze, ona w Polsce. Młodszy od niej, wtedy dopiero co po ślubie. Ona matka i żona naprawdę fantastycznego faceta, który mimo iluś tam lat stażu małżeńskiego jest szaleńczo w niej zakochany.
Zakochanie przerodziło się w obsesję. Facet wcale nie był zakochany, po prostu schlebiało mu jej uwielbienie (przy czym moja przyjaciółka jest bardzo atrakcyjną kobietą). Rozmawiali bardzo dużo, również w domu, mąz to wszystko widział, cierpiał, rozmawiał z nią, ale mówił, że nigdy nie przestanie jej kochać. A ona wierzyła, że tak jest i jednocześnie nie potrafiła oderwać się od tej miłości.
Widziała jak krzywdzi męża, jak on cierpi widząc jej płacz z tęsknoty za tamtym. Ale nie potrafiła wyrwać z serca tego uczucia. Sama podjęła decyzję, że potrzebuje terapii. Chciala uwolnić się od tej miłości, bo rozum jej to mówił, ale serce stawiało totalny opór.
Gdyby ten gość powiedział jedno słowo: odchodzę od żony, bądźmy razem, ona bez wahania zostawiłaby męża i małe dziecko i poleciałaby za nim.
Przerażało ją to.
Terapia zaczęła się ok.pół roku po wybuchu miłości i trwała rok. Teraz mijają już 3 lata i dopiero pomału dochodzi do siebie.
Przez pewien czas brała leki, bo miała depresję.
Ona jest DDA.
Piszę to, żeby powiedzieć, że jeżeli człowiek nie zechce zmierzyć się ze swoimi problemami, które pchają go w takie związki/relacje, jeżeli nie zrozumie, że dzieje się tak, bo życie sprawia mu ból, a ten ból można przepracować na terapii, to trudno jest, a może wręcz niemożliwe, powiedzieć: stop. Od dzisiaj jestem inny, znowu kocham żonę/męża.

Moja przyjaciółka jest naprawdę dobrym człowiekiem, świadomym siebie, jej mąż jest jej najlepszym przyjacielem i z nikim nie czuje się tak dobrze jak z nim. A mimo to stało się.

Jako osoba świadoma wiedziała, że to co się stało nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek winą męża, chociaż gdyby była mniej świadoma siebie z pewnością znalazłaby mnóstwo powodów, tak jak robi to każdy zdradzacz.

Oni mają szczęście, bo ona zrozumiała bardzo szybko, że problem jest w niej.

A podsumowując: wierzę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i tutaj jest miejsce na modlitwę z wiarą. Mi bardzo pomaga modlitwa egzorcyzmem małżeńskim. Mocno wierzę w moc sakramentu małżeństwa, że jako małżonkowie dysponujemy potężną siłą. Modlę się z niezachwianą wiarą w miłosierdzie Boże. I Tobie polecam.

Druga sprawa: wychodzenie z silnego zakochania inną osobą może trwać bardzo długo. Bez terapii pewnie dłużej. Nie mogę napisać: zatem módl się i cierp czekając cierpliwie. To byłoby głupie, bo nie wiem jak wygląda Wasza codzienność i w niej jeszcze dzieci.
U mojej przyjaciółki było tak, że ona bardzo się starała, ale ciągle była nieobecna, smutna, zapłakana. Wypieki na twarzy i błyszczące oczy były tylko wtedy, gdy z nim rozmawiała lub korespondowała. Mąż to widział i cierpiał, ale nie obrażał się i tylko wymagał, żeby się ograniczała. Ona przepraszała. On ją cały czas hołubił, często nawet pocieszał. Dla mnie kosmos, a on jest naprawdę wyjątkowym człowiekiem. Przy tym wszystkim inwestował też w siebie, ćwiczył, spotykał ze znajomymi. Całym sobą wierzył, że ten kryzys minął. Bo ona pracowała nad sobą.
Więc jego trwanie było uzależnione od jej nastawienia na pracę nad sobą.

Przetrwali, a teraz dopiero przyszedł dla nich czas na terapię małżeńską, przepracowanie tego co przez te 3 lata się wydarzyło.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 09 paź 2019, 9:11

Jest mi bardzo ciężko odnaleźć siebie. Mój mąż jest moim pierwszym chłopakiem. Całą młodość i dorosłe życie spędziłam z nim. Nie pamiętam siebie z przed tego okresu. Bardzo się boję samotności tej emocjonalnej ale i tej fizycznej. Wychowałam się bez ojca i wiem jak bardzo ciężko było mojej mamie radzić sobie z codziennością, z brakiem pieniędzy, z usterkami ze zwykłymi rzeczami. Tak bardzo cieszyłam się, że moje dzieci mają pełną rodzinę, że niczego im nie brakuje. I teraz mają to stracić bo mój mąż się zakochał, bo poczuł coś czego nigdy wcześniej nie czuł. Z drugiej strony czy ja mam prawo go zatrzymywać i stawiać szczęście dzieci i swoje ponad jego?

white chocolate
Posty: 65
Rejestracja: 27 lut 2019, 11:59
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: white chocolate » 09 paź 2019, 9:28

Nina pisze:
08 paź 2019, 22:45
Ciągle łudzę się, że póki jest przy mnie to mogę cos zrobić, że poczuje się szczęśliwy, że w końcu zapomni o tamtej. I
Nie uszczęśliwisz nikogo na siłę. Żyj po prostu kierując się miłością bo jesli Twoją intencją będzie uszczęśliwianie innych to się zamęczysz na śmierć a gdy do tego nie zobaczysz efektów swojego działania zapadniesz się pod ciężarem frustracji, żalu i smutku.
Dawaj nie patrząc na reakcje męża. Nie obserwuj go czy to, co robisz uszczęśliwia go czy nie, nie badaj i nie analizuj.
Ponieważ mówi się, że zakazany owoc smakuje najlepiej to mąż w swojej głowie tworzy takie historie i wydarzenia że mało to ma wspólnego z rzeczywistością. Idealizowanie drugiej osoby, patrzenie na nią jak przez mgłę, motyle w brzuchu na samą myśl jak by to było wspaniale być zawsze blisko tej osoby zapewne sama pzrechodziłaś i to samo przeżywał mąż gdy poznał Ciebie.
Z czasem wrażenia ekscytacji topnieją pod wpływem codzienności i to, co było nowe i tajemnicze staje się coraz bardziej odkryte.
Ludzie dostzregają swoje wady i słabości.
Mąż sam siebie czyni smutnego gdyż goni za swoimi wyobrażeniami.
Pewnie już nie byłoby tak słodko gdyby przyszło dzielić z tamtą kobietą codzienność i problemy. Do tego pewnie wspominałby czas spędzony z Tobą, z dziećmi i to co razem pzrezyliście. I okazałoby się, że mając już to, czego bardzo mąż chciał nie jest już takie wypełniające go do syta.
Spójrz na tę całą sytuację z dystansem. Nie podgrzewaj tego klimatu który narzuca Twój mąż.
Jak sobie chce być smutny to niech będzie. Może to taki ,,odwet'' za to, że został w domu. On jest smutny to i Ty masz być.
Sam musi to sobie wszystko poukładać. A Ty odzyskaj siebie.

Kwiatkowa
Posty: 20
Rejestracja: 20 wrz 2019, 15:01
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Kwiatkowa » 09 paź 2019, 10:31

Nino,
byłam w takiej samej sytuacji jak ty, mój mąż przez jakiś czas wzdychał do kowalskiej (w domu obecny tylko ciałem), poźniej się wyprowadził. Zostałam sama z dzieckiem. To było straszne. Dziecko cierpiało ja też... ale to cierpienie i ta przejmująca samotność otworzyła mi oczy. Zaczęłam dostrzegać z jak wielu rzeczy zrezygnowałam dla męża, dziecka bo tak trzeba. Stałam się taką kwoką, która nie dała się z niczego wyręczyć. Bo nikt nie zrobi tego tak jak ja. Brałam na siebie coraz więcej i więcej. Jestem taką perfekcjonistką. I to zabiło we mnie wszystko. Kiedyś szalona artystka. Później sama władowałam w siebie „to całe życie” tylko męża i dziecko. Zrezygnowałam z dotychczasowych pasji. I chciałam dobrze, oczywiście.. ale straciłam siebie w tym wszystkim..
Dostałam także wiele rad typu, zajmij się sobą, dzieckiem. Tak samo jak Ty nie mogłam pojąć jak to zrobić, zawalił mi się przecież świat..
Ale wiesz co, patrząc na to z perspektywy czasu, kiedy moje życie zostało odarte ze złudzeń, z całym tym bałaganem, kowalską itd... zostałam postawiona w sytuacji (wydawałoby się) bez wyjścia.. ale otworzyłam oczy na siebie, na męża, dziecko na całą sytuację rodzinną
I miałam dwa wyjścia albo popłynąć z tym nurtem i poddać się, albo właśnie zawalczyć o siebie.
Też swoją osobowość i życie definiowałam, przez obraz mojego męża, przez to czy on jest czy go nie ma. Wychodził mi z tego taki rachunek: jest ze mną tzn. że jestem fajna, wartościowa, odchodzi to oznacza że jestem nikim.
Musisz popracować nad poczuciem własnej wartości, bo ono nie jest uzależnione od Twojego męża. Jak widzisz.. Robiłam ten sam błąd.
Skupienie się na sobie to jedyne co możesz teraz zrobić. Pokochaj siebie za co tylko chcesz.. zrelaksuj się, wyjdź z koleżankami, nawet kup sobie coś fajnego, cokolwiek zrób co Ci poprawi samopoczucie. Znajdź chwilę na kawę z dobrą muzyką. Mów do siebie miłe rzeczy. Zacznij szukać zainteresowań, na początek co kolejek może książki albo film. Twoja głowa tez musi odpocząć. Zajmij myśli choć na chwilę czymś innym. Rozwijaj siebie.
Kiedyś usłyszałam, że jeśli nie jesteśmy w stanie pokochać siebie, nie umiemy kochać innych.
Tego staram się trzymać.
Zawalcz o siebie, Ty sama dla siebie musisz się teraz stać największym i najlepszym przyjacielem.
Ściskam Cię Mocno

lena101
Posty: 106
Rejestracja: 24 lut 2018, 22:28
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: lena101 » 09 paź 2019, 13:45

Nina:Mąż w dalszym ciągu zakochany, niestety nie we mnie :(
Znowu usłyszałam, że ciągle myśli o kowalskiej, że tęskni, że czuje się samotny bez niej.


Mój mąż jest moim pierwszym chłopakiem. Całą młodość i dorosłe życie spędziłam z nim. Nie pamiętam siebie z przed tego okresu. Bardzo się boję samotności tej emocjonalnej ale i tej fizycznej.

Byłam w podobnej sytuacji. Mój maż- pierwszy - chłopak= cały mój świat. Po tym jak mi powiedział, postanowił mnie szlachetnie 3 miesiące asekurować, jak to powiedział; "żebym ogarnęła się i stanęła na nogi". On w tym czasie miał podjąć decyzję. Próbowałam wszystkiego: rozmów, płaczu, żalu, szantażu ...nawet byłam o krok od samobójstwa. Po prostu wariowałam widząc to jego oddalanie, emocjonalny chłód.Uciekałam z domu, nie mogłam tego znieść, to były najgorsze 3 miesiące w moim życiu. Nie było mnie. Jest mi bardzo bliskie to, o czym piszesz, jak się czujesz. Z perspektywy czasu, powiem, nie warto.Też myślałam,że te wszystkie rady są dla innych, my jesteśmy inni, u nas będzie inaczej. Z zakochaniem, amokiem trudno walczyć, tam nie ma rozumu. Teraz to dopiero wiem.Jak pisała Pawlikowska- Janorzewska "można żyć bez powietrza". A ja jestem żywym tego dowodem. Jest ciężko, jest smutno, jest i płacz, ale coraz częściej widzę też słońce.

Zawalcz o siebie, o swoją godność, głowa musi odpocząć...nikogo nie uszczęśliwisz na siłę. Sciskam mocno.

lustro
Posty: 988
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: lustro » 09 paź 2019, 15:08

Nina pisze:
09 paź 2019, 9:11
Tak bardzo cieszyłam się, że moje dzieci mają pełną rodzinę, że niczego im nie brakuje. I teraz mają to stracić bo mój mąż się zakochał, bo poczuł coś czego nigdy wcześniej nie czuł. Z drugiej strony czy ja mam prawo go zatrzymywać i stawiać szczęście dzieci i swoje ponad jego?
Nino

nie zatrzymasz męża, jak bedzie chciał odejśc - odejdzie.
tak jak teraz jest bo sam tego chce.

Dziewczyny Ci piszą, co zrobić, jak siebie odnaleźć...poczytaj, pomysl, poczuj to...
jestes odrębna osobą

jakos kobiety maja taką skłonność do rezygnowania z siebie dla męża, rodzinym, dzieci...to błąd
tak jak ciekawa samorealizująca się żona jest nieustanną niespodzianką i atrakcją dla męża
tak zakręcona ciekawa życia mama jest atrakcją dla dzieci
warto o tym pamietać
ja sama spędziłam duzo czasu na poszukiwaniu siebie, przypomnieniu sobie o tym, co kiedyś dawało mi radośc życia, na znalezieniu nowych żródeł fascynacji i radości
i ze zdziwieniem odkrywam jaką wartośc to ma dla moich dzieci, które kibicuja mi, ku mojemu zaskoczeniu
i jakim motorem potrafi to byc dla męża

Smutna nudna żona, mama...tylko uciekać

Lista zerty się kłania.
Warto odzyskać siebie DLA SAMEJ SIEBIE

Mężowi zostaw jego rozterki.
Bądż w pobliżu, jezli czujesz taka potrzebę i siłę. Ale bądź jako Ty, ze swoimi pasjami i swoim zyciem, a nie jako cień po miłości.
Leczenie z "kogoś" moze trwać i lata. Jak niełatwo wyleczyć sie z męża, tak nie łatwo wyleczyc sie kowalskiej.
Ale to juz nie jest twoj problem. To problem Twojego męza.

somnium
Posty: 49
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: somnium » 09 paź 2019, 16:56

Brawo Dziewczyny. Z waszych postów aż emanuje prawdziwa troska, czułość i wzajemne wsparcie. Czuje sie wprost z przelanych na ekran komputera /telefonu slow ze jest to bardzo prawdziwe. Bardzo poruszające. Otaczam modlitwą na wieczornym różańcu - tylko i aż tyle mogę.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości