Ostatecznie - tylko rozwód.

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Sama_mama
Posty: 80
Rejestracja: 04 kwie 2019, 11:49
Płeć: Kobieta

Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Sama_mama » 30 cze 2019, 0:21

Witajcie.
Od jakiegoś czasu śledzę forum... trochę dodaje mi otuchy a może złudnej nadziei że wszystko będzie dobrze.

Po kolei..
Jestem żoną od 5 lat. Nie wiem czy to co jest między mną a mężem mogę nazwać kryzysem czy końcem naszego małżeństwa.

Od jakiegoś czasu nie układa nam się i to bardzo.
Jestem osobą dość wybuchową i impulsywną. Czepiałam się mojego męża dosłownie o byle co... zdarzały się okropne wyzwiska...poniżanie . Nie wiem dlaczego tak krzywdzilam człowieka którego kocham i któremu ślubowałam. Najgorsze jest to, że zdawałam sobie sprawę z tego, że źle robie, ale dalej to robilam...jak w amoku.. Byłam zbyt pewna siebie...że nigdy mnie a raczej nas nie zostawi , mamy synka 4 lata.
Wiem że to moja wina. Przyznaję się do wszystkiego i niczego się nie wypieram.. Mąż od roku ( czyli od momentu kiedy zaczął prace w korporacji w dużym mieście) powtarza i pokazuje mi , że mnie nie kocha ,że jestem jego największą pomyłką i błędem , że najzwyczajniej w świecie do siebie nie pasujemy. Stało się to, czego nie spodziewałam się w najgorszych koszmarach...2 miesiące temu wyprowadził sie... oczywiście na moją prośbę ( jeśli mnie nie kochasz to odejdz ) tak też zrobił... chciałam to mam. Stwierdził , że chce rozwodu bo nie widzi nas razem ( dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzi ) jest konsekwentny... a ślub ? A przysięga przed Bogiem ??? Odpowiedzialność za syna i mnie... czym jest małżeństwo??? Tylko dobrymi chwilami ? Uśmiechem na dzień dobry ?
Strasznie to przeżywa nasz syn i ja. Prosi tatę żeby do nas wrócił , oczywiście bez skutecznie... Bardzo pomagaja mi moi rodzice. Trwają przy nas , wspierają dobrym słowem.
Odchodzę od zmysłów.. nie wiem co robić...
Proszę Boga żeby się zlitowal nad nami , żeby dał mi i synkowi dużo siły , wiary i nadziei... żeby mój mąż się nawrócił...
Rodzice mojego męża są po rozwodzie . Ich tato zostawił ich jak byli dziećmi. Mąż zawsze mi powtarzał , że on nigdy czegoś takiego nie zrobi , że żona i dziecko są priorytetem. A teraz co ? Zrobił to samo. Ja wychowuje sama dziecko. W obcym mieście , bez rodziny. Mąż odbiera 2x w tygodniu syna na 4h. Zabiera go do siebie ( ja nie wiem gdzie mieszka , nie chce mi powiedzieć).
Proszę Was , dodajcie mi otuchy. Pomóżcie mi to zrozumieć , bo ja tego kompletnie nie rozumiem.... nie pojmuje jak można tak się zmienić i traktować żonę jak najgorszego wroga...
Pozdrawiam Was serdecznie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9361
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Nirwanna » 30 cze 2019, 6:10

Witaj, Sama :-)
W dobre miejsce trafiłaś, czerp z niego jak najwięcej. W Twojej sytuacji bardzo dobrze, że masz wsparcie w postaci rodziny, zaś przylgnięcie do Boga to postawa w kryzysie niezbędna. Na ten moment ufajmy, że przechodzicie bardzo ostry kryzys.

Pytasz się, dlaczego tak się stało. Bardzo dobrze tłumaczy to ks. Pawlukiewicz: https://www.youtube.com/watch?v=XKFIDCzFl_k
Człowiek poraniony rani innych swoją raną. Osoba, której rodzice się rozwiedli, dużo łatwiej sama wybierze takie rozwiązanie, choć deklaracje słowne mogły wybrzmieć inaczej. Jedną rzeczą jest chcieć, drugą - umieć to zrobić.
Zobacz, że sama siebie tak samo weryfikujesz: nie chcę, a wyzywam, poniżam.

Co możesz zrobić - na forum zachęcamy do odwieszenia się emocjonalnego od współmałżonka i do zajęcia się sobą, zwłaszcza w tym obszarze, który był bardzo raniący dla współmałżonka.
Zawsze w tym czasie równolegle prosić Boga, aby pokazywał drogę i narzędzia.
Pamiętać, że Pan Bóg dla mnie zrobi wszystko, ale za mnie nie zrobi niczego.
Wybrać się na spotkanie Ogniska sycharowskiego :-) www.sychar.org/ogniska
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

A.zelia
Posty: 167
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: A.zelia » 30 cze 2019, 6:59

Wiesz, zaczęłabym od pytania jak można traktować męża jak najgorszego wroga, a z tego co piszesz-tak było. Czy mówisz mu to co piszesz tutaj? Pytam bo wypowiedź w tym wątku pachnie na kilometr szantażowanie dzieckiem (w tego typu wypowiedziach ich autorzy lubią jeszcze podkreślić, że dzie ko jest małe :/)

Niby bierzesz sytuację na klatę i widzisz swoje błędy, ale szybko przechodzisz może nie do ataku, ale jaji to on zły bo przysięga, małżeństwo i jak on mógł. Prawdopodobnie tak, że z Twojej strony zabrakło podstawy ważniejszej nawet niż miłość -szacunku, bez którego miłości nie ma.

A.zelia
Posty: 167
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: A.zelia » 30 cze 2019, 7:04

No i synek chce by wróvił itp...powiedziałaś mu, źe maż by nie odszwdł gdyby nie Twoje zachowanie?

Jonasz

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Jonasz » 30 cze 2019, 9:22

Witaj.
A mogę zapytać o co się czepialas jak to okreslilas sama?
Wygląda na to że zastosowalas przemoc tylko po co?

Sama_mama
Posty: 80
Rejestracja: 04 kwie 2019, 11:49
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Sama_mama » 30 cze 2019, 9:24

A.zelia
I tu jest dobre pytanie, dlaczego go tak traktowałam.. ? To bylo najgorsze i najglupsze z mojej strony.
Hmm.. nie potrafilismy rozmawiać? Nie czułam się kochana. Zawsze wychodziłam sama z synem. Mąż rzadko do domu wracał , a jak wracał to był nie obecny bo spotkania bo klienci bo cos... wiem to śmieszne wytłumaczenie. Wiem zabrakło z mojej strony zrozumienia i empatii.
Mówiłam a raczej krzyczałam co mnie boli i co mi nie pasuje. Jak było miedzy nami zle , bardzo zle , on mi powiedział ze nie pasuje mu moj charakter ...Masz racje zabrakło szacunku i to w 100%. Syn wie jaka była sytuacja . Tak jak pislam , nie kryje sie z tym co i jak bylo. Moja i jego rodzina , znajomi tez wiedza. Nie obwiniam tylko jego za to...
Nie używam dziecka jako karty przetargowej bo to i tak nic nie da.
Nie rozmawiamy ze sobą. Nie kontaktujemy się. Wiem że nigdy nic się nie zmieni , czekam tylko na pozew... wiem ze zawaliłam .

Wiedźmin

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Wiedźmin » 30 cze 2019, 10:01

Sama_mama pisze:
30 cze 2019, 0:21
[...] Wiem że to moja wina. Przyznaję się do wszystkiego i niczego się nie wypieram. [...]
W pierwszy poście - moja wina...
Sama_mama pisze:
30 cze 2019, 9:24
[...] Nie obwiniam tylko jego za to... [...]
W drugim poście - jego wina, ale nie tylko.

Wiesz - na pewno masz w sobie mnóstwo niezrealizowanych potrzeb.
Mąż pewnie też miał - dlatego sobie poszedł.

Często wchodzimy w małżeństwo poturbowani przez dzieciństwo - i nie mamy umiejętności odnalezienia się w nowej relacji / nowej formule. Nikt w szkole nie uczył nas, jak być dobrym mężem... ani jak być dobrą żoną - za to budowę kończyny żaby mieliśmy omawianą.

Nie pisałaś o swojej rodzinie ani o męża... tam pewnie też jakieś źródło obecnych problemów może istnieć.

Dobrze że zauważasz, że potrafiłaś zachowywać się niewłaściwie - wiesz, jak dużo pracy teraz przed Tobą, aby to skorygować :) Dasz radę... tylko nie czekaj ze łzami w oczach na "Powrót męża" - a zacznij zmianę siebie już dziś :)

Sama_mama
Posty: 80
Rejestracja: 04 kwie 2019, 11:49
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Sama_mama » 30 cze 2019, 10:17

Po co to robiłam ?
Chyba po to żeby zwrócić jego uwagę , że coś bardzo złego dzieje się miedzy nami. Nie odbierajcie mnie jako sadystki i chorej psychicznie, która bije i maltretuje męża. Bo moje " chore dni " nie były codziennością a mimo to zdarzały się.... nie cofne czasu. Do końca swoich dni będę żyć z tą świadomością , że to ja zniszczyłam moje małżeństwo i rodzinę... :(

A.zelia
Posty: 167
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: A.zelia » 30 cze 2019, 10:42

Taka natura wielu zawodów, że pracę zabiera się do domu. On pewnie też czuł presję i stres; jak pójdzie okres próbny, czy będzie dobrze w pracy (nie wiem czy Ty pracujesz, ale jeśli nie to jednoosobowa odpowiedzialność za byt rodziny to jest mega presja).Niestety zrozumienia i empatii zdecydowanie zabrakło.

Dziecka - chodziło mi o nie używanie w rozmowach argumentu by spróbować bo dziecko, bo odpowiedzialność za dziecko.
Sama ilekroć słyszę coś takiego - myślę, że na miejscu osoby uraczonej tym dictum miałabym straszną ochotę odwinąć się i zapytać gdzie było dobro dziecka i odpowiedzialność za nie jak wyzywałaś/łeś współmałżonka i ciężko pracowałaś/łeś na rozstanie. Teraz całość rodziny i odpowiedzialność ważna? Niestety tak to dla mnie wygląda.

Ponadto zostawiłabym dziecko i zaczęła od męża i żony. Coś na zasadzie rozumiem błędy i kocham, a nie od razu odpowiedzialność za dziecko, dla dobra dziecka bo to może być odebrane jako - bądźmy tylko/głównie dla niego bo nie podoba mi się/boję się zostać sama/ wywrócenia życia do góry nogami/ dzielenia opieki/samotnego macierzyństwa itp itd. W wielu przypadkach właśnie takie, nie oszukujmy się motywy kryją się za frazą "dla dobra dziecka". Nie mówię, że tak myśłisz, ale niejedna i niejeden usłyszawszy coś takiego tak to może odebrać i sama bym pewnie tak odebrała.

A.zelia
Posty: 167
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: A.zelia » 30 cze 2019, 10:44

Czy w tym kryzysie i by mąż wrócił nie ma za dużo "bo dziecka". Tak myślę choćby po Twoim nicku. Nie Sama żona tylko Sama mama.

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: jacek-sychar » 30 cze 2019, 10:48

Sama_mama pisze:
30 cze 2019, 0:21
Rodzice mojego męża są po rozwodzie . Ich tato zostawił ich jak byli dziećmi. Mąż zawsze mi powtarzał , że on nigdy czegoś takiego nie zrobi , że żona i dziecko są priorytetem. A teraz co ? Zrobił to samo.
Sama_mama

Z tego wynika, że Twój mąż jest DRR (dorosłe dziecko rozwiedzionych rodziców).
Moja żona (też jest DDRR, ale i DDA i DDD) powtarzała dokładnie to samo. A co zrobiła?
Czy Ty wiesz, Sama_mama, co to jest dorosłe dziecko?
Jeżeli nie, to Ci polecam następująca lekturę:
ks prof. Grzegorz Polok, „Rozwinąć skrzydła” i „W drodze do siebie”
http://www.rozwinacskrzydla.pl/
a jeszcze lepiej:
Jim Conway, Dorosłe dzieci prawnie lub emocjonalnie rozwiedzionych rodziców. Jak uwolnić się od bolesnej przeszłości. Wydawnictwo Logos, Warszawa 2010
fragment za darmo jest tutaj:
http://www.rozwinacskrzydla.pl/studenci ... dzicow.pdf

Więcej polecanej przez nas literatury jest tutaj:
viewtopic.php?f=10&t=383

Ale ja bym się spytał też o Twoją rodzinę pierwotna, bo wiele z tego, co piszesz, też pokazuje, że i u Ciebie mogą być jakieś elementy bycia dorosłym dzieckiem.
Czasami jest tak, że rodzice się nie rozwodzą faktycznie i prawnie, ale są rozwiedzeni emocjonalnie. I też wtedy dzieci stają się dorosłymi dziećmi.

burza
Posty: 412
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: burza » 30 cze 2019, 10:51

Sama_mama, byłam w takiej samej sytuacji jak ty córka miała dokładnie 4lata kiedy mąż się wyprowadził i też, sama w obcym mieście bez rodziny było ciężko. Tylko najgorsza, rzecz to prosić męża o powrót poprzez dziecko, ja tak robiłam. A przecież twoja rodzina jest syn. Wiadomo, dziecko przeżywa ale można powiedzieć, że tata wyjechał do pracy i nie zabierać mu dzieciństwa . I zająć się sobą i dzieckiem. On musi, sam z siebie tzn.maz zatesknic, że brak mu rodziny, jeśli wcześniej, kochał ciebie i może wtedy kto wie...

A.zelia
Posty: 167
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: A.zelia » 30 cze 2019, 11:18

burza pisze:
30 cze 2019, 10:51
Tylko najgorsza, rzecz to prosić męża o powrót poprzez dziecko, ja tak robiłam. A
O to, to.

Jonasz

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Jonasz » 30 cze 2019, 11:58

Sama_mama pisze:
30 cze 2019, 10:17
Po co to robiłam ?
Chyba po to żeby zwrócić jego uwagę , że coś bardzo złego dzieje się miedzy nami. Nie odbierajcie mnie jako sadystki i chorej psychicznie, która bije i maltretuje męża. Bo moje " chore dni " nie były codziennością a mimo to zdarzały się.... nie cofne czasu. Do końca swoich dni będę żyć z tą świadomością , że to ja zniszczyłam moje małżeństwo i rodzinę... :(
A czy śledząc forum i wczytując się odnalazłaś wątek pewnej osoby na M. - którego przy okazji serdecznie pozdrawiam?
Lektura może pomóc ;)

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: jacek-sychar » 30 cze 2019, 12:16

Jonasz pisze:
30 cze 2019, 11:58
A czy śledząc forum i wczytując się odnalazłaś wątek pewnej osoby na M. - którego przy okazji serdecznie pozdrawiam?
Lektura może pomóc
Jonasz

Jak chcesz pomóc, to wskazane byłoby podanie wprost linku do wątku, a nie zabawa w jakieś zagadki?
Jeżeli nie chcesz tego zrobić na forum ogólnym, to zawsze można przesłać coś takiego na priv.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości