Tonące małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

nałóg
Posty: 885
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: nałóg » 12 sie 2019, 22:43

A.zalia, jestem ojcem 5 dzieci ( z tą samą żoną dla ścisłości ) a w naszym otoczeniu jest dużo rodzin z 3,4,5 a nawet z 8 dzieci.Naprawdę da się godnie żyć.PD

Pavel
Posty: 2333
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: Pavel » 13 sie 2019, 13:31

odrzucona pisze:
12 sie 2019, 20:27
Pavel pisze:
12 sie 2019, 8:59
Jeśli to nie problem, mogłabyś rozszerzyć temat, dlaczego wróciłaś z dziećmi, bo nijak nie mogę pojąć o jakie kwestie bezpieczeństwa może chodzić?
Nie oznacza to, że wg mnie to niemożliwe, po prostu moja wyobraźnia nic nie podpowiada.
Jak pisałam wczesniej, wyjechalismy za granice razem bo chocby nie wiem gdzie chcielismy byc razem, po to przeciez zawarlismy zwiazek malzenski..Po 2 miesiacach bycia tam doszly do nas informacje, ktore zawazyly na powrocie moim z dziecmi. I mam tu na mysli zabieranie glownie polskich dzieci przez tamtejsze urzedy z byle jakiego powodu. Doskonale kazdy wie, ze wychowanie dziecka bez placzu jest niemozliwe. Tam wystarczyl "zyczliwy" sasiad i w mig moglibysmy stracic dzieci....nawet nie wyobrazacie sobie co my wtedy czulismy. W sumie Po 7miu miesiacach bylismy juz rozdzieleni, my w Polsce a maz tam..to byl powod rozlaki, ktorej teraz nie dane nam jest zmienic. Nie moglismy inaczej...
Wybacz, ale mogliście inaczej.
Słyszałem opowieści o zabieraniu dzieci pod byle pretekstem w niektórych krajach europejskich. Nie mi oceniać jak mocno jest to wiarygodne, nie mam ani doświadczenia ani kompetencji.
Ja mieszkam w Uk i tutaj dzieci nie zabierają na pewno.
Są też inne kraje w których bez wyraźnych powodów dzieci na pewno się nie zabiera.
Czyli jeśli nie w Polsce to jednak można razem, za granicą.

Nie rozumiem też co oznacza niemożność wychowania dzieci bez płaczu.
Bo przynajmniej ja odczytuje to jako niemożność wychowania bez bicia czy innych form przemocy. Jeśli się mylę w odczycie, popraw proszę.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

A.zelia
Posty: 94
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: A.zelia » 13 sie 2019, 21:56

Ja też sie wychowywalam w 6 oosobowej rodzinie i też nie bylo bogato w sensie finansowym
Ale za to dzisiaj mam wspaniale rodzenstwo i sobie nawzajem pomagamy i jest cudownie. I nasze dzieci sa jedna wieeeeelka rodzina.
Czy sama powieliłaś ten model? Bo ja nie i wszystkie znane mi dzieci z rodzin wielodzietnych (4,5, nawet 7-tak, Nałóg, znam takowe) też jakoś nie. Własnego potomstwa mają max 2 i na tym kończą działalność w tym zakresie.

Pewnie mielibysmy wiecej kasy nowszy samochod. Ale wole jezdzic starym
A nie mieć w ogóle? Pal sześć auto, ale nie mieć potrzebniejszych rzeczy? Autorka pisze, że w Polsce nawet minimum jest poza zasięgiem.
Każdy ma co ma. Zauważylam Twoje zafiksowanie na punkcie kasy bo wypowiadasz sie w watkach gdzie kasa ma znaczenie.
Kasa ma znaczenie tak w ogóle. Chęciami i miłością nikt rodziny nie wyżywi
A jak bedziesz miala te dzieci to mysle, że wtedy bedzie rozsadniej sie wypowiadac jako wlasne doswiadczenie a nie - jak bylo 30 lat temu. I czy to "aż" - jak piszesz - czworka dzieci
Aż. I dla mnie (mam 3 rodzeństwa, od urodzenia czyli ponad 3 dekady znam/łam - wyszłam za mąż) taką rodzinę na co dzień) i dla wszystkich znanych mi dzieci z takich rodzin-jakoś żadne nie ma więcej niż 2 potomstwa.
Co do ilosci dzieci jesli mogę....
Rodzicow kiedys braknie na świecie. Żaden przyjaciel nie zastapi brata czy siostry. Dlatego ja uważam że jedynak to wielka krzywda dla niego samego.
Posłuchaj jakie sprawy bywają w sądach rodzinnych, a i bez sądu znam rodzeństwa skonfliktowane wiele lat. Rożnie to bywa i tego nie przewidzisz. Jeszcze jedna ciekawa prawidłowość, o której słyszę od sędziów - o ile konflikty nie-rodzinne czasem słabną to rodzinne z biegiem lat wręcz przybierają na sile.
To moje prywatne zdanie też poparte obserwacjami rownież z mojej pracy, gdzie takie jedynaki po prostu nie potrafia sie dzielic bo nie mialy szans sie nauczyc empatii.
Ale jak pisalam - to moje prywatne zdanie.
Twoje. A ja mam częściowo takie obserwacje jak piszesz, ale w większości przeciwne - samolubstwo i brak empatii wykazują częściej osoby posiadające rodzeństwo - jedynal ma dla siebie to i się podzieli, a ci z rodzeństwem muszą "rywalizować" i jak "wywalczę" to moje, nie dam. Nie zawsze. Ale często.

I tak jak pisal Pavel - praca i kasa MA SŁUŻYC RODZINIE.
Nie byc bożkiem dla ktorego podporzadkowane jest cale życie rodzinne
Bo dopiero wtedy zaczynaja sie prawdziwe kłopoty.
Tego nie pisałam. Niemniej jest bardzo istotnym czynnikiem, który volens nolens musimy brac pod uwagę i się z nim liczyć.

A takie sprowadzenie meża/ojca do roli "dostarczyciela" pieniedzy - czego uczy?
To pytanie zostawiam otwarte...
Tylko widzisz..żal męża autorki o jego konieczność wyjazdu do roboty przy jej zostaniu w kraju i nie pracowaniu bo dziecko wyraźnie wskazuje na to, że on się czuje do takiej roli sprowadzony. Nie przeze mnie dodam.

Pavel
Posty: 2333
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: Pavel » 14 sie 2019, 7:25

Prosiłbym abyśmy skupili się na autorce wątku a wszelkie dyskusje poboczne zostawili lub kontynuowali na priv.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

A.zelia
Posty: 94
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: A.zelia » 14 sie 2019, 8:34

zatem:
- 86% mężczyzn (i myślę, że jeszcze wyższy odsetek kobiet) chce by współmałżonek pracował zawodowo. Mąż autorki z tej grupy. Wszystko za tym przemawia
- racja, że są kraje, gdzie dzieci nie odbiera się pod byle pretekstem. Ale i znam osobiście takich co wrócili bo w nowym kraju, gdzie w tamtej walucie cały rok nie tylko się zarabia, ale i wydaje było całą rodziną trudniej niż tu. Popracowali, odłożyli i wrócili. Ale rozważyć tę kwestię warto.
Nie rozumiem też co oznacza niemożność wychowania dzieci bez płaczu.
Bo przynajmniej ja odczytuje to jako niemożność wychowania bez bicia czy innych form przemocy.
Ja rozumiem to zupełnie inaczej - powiesz dzieciakowi nie, a on w płacz plus czasem tarzanie się po podłożu i tupanie nogami. Cóż, bywa. Ale odczytywanie tego zaraz jako bicie i przemoc wydaje mi się mocno na wyrost.

marylka
Posty: 900
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: marylka » 14 sie 2019, 8:54

A.zelio - nie pozostaje mi nic innego jak życzyc Ci szczescia i powodzenia z tyloma pieniedzmi i tyloma dziecmi ile masz.
A na forum kryzysowe żebys wchodzila tylko po to, żeby sobie poczytac i pogratulowac, że na szczescie Ty masz taki swiat, że Ciebie opisywane problemy nie dotycza

Odrzucona - ja rozumiem, że to nie w dzieciach jest problem tylko w małżeństwie.
I ja Ciebie rozumiem, bo czujesz, że jesli z meżem jest git to w każdej sytuacji dacie radę

Dlatego szczerze Cie namawiam - przemysl swoja sytuacje i staraj sie o siebie zadbac.
To dzieciatko pod sercem nie jest przypadkiem. Bog o Was pamieta i może Wam je zeslal jako wsparcie, pomoc przy podejmowaniu decyzji malżenskich....
Ja mocno w to wierze
Przypadek to drugie imie Boga :)
Jak sie w ogole czujesz?

A.zelia
Posty: 94
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: A.zelia » 14 sie 2019, 9:02

Autorko - jak u Was z językiem? Czy kosztowo i adaptacyjnie inny kraj niż miejsce pracy męza wchodzi w grę?
Ostatnio zmieniony 14 sie 2019, 22:29 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: usunięto fragment nie odnoszacy się do sytuacji autorki wątku

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 253
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: karo17 » 14 sie 2019, 18:28

Można się zastanawiać po co ta licytacja?
Lepiej z 5 dzieci a biednie czy z dwójką a chorych i dostatnio... Komu potrzebna taka licytacja?
No chyba że chodzi o dowartościowanie się... Ale to raczej kiepska metoda.

Nie wiem czy ktoś doczytał:

"Powiedzial mi szczerze że mnie nie kocha już,jestem mu obojętna, tylko pociąg fizyczny jeszcze go przy mnie trzyma a jak tego zabraknie to nawet dzieci nie utrzymają go przy mnie...."

I nie w wyjeździe jest pies pogrzebany. Tylko w tym co wyżej. Niestety.

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: Rybka » 14 sie 2019, 21:01

Zgadzam się z Karo. I dodatkowo ze swojego podwórka - mąż który tyle czasu przebywa za granica liznął już „ liznął „ już kawalerskiego życia. Wraca po pracy i ma ... święty spokój a w domu jest kierat - trzeba ogarnąć dzieci , zadbać o żonę . Po takim czasie ciężko jest wrócić na rodzinne tory a tu dodatkowo za niedługo niemowlę czyli dodatkowy obowiązek . Za granicą łatwiejsze pieniądze i może tez łatwiejsze życie...
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Pavel
Posty: 2333
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: Pavel » 14 sie 2019, 21:17

Karo17, ja mam za sobą i poważny kryzys i obserwację, nie tylko na forum.
Nauczyło mnie to czytania miedzy wierszami i wyciągania wniosków.

To co się mówi, zwłaszcza w złości czy bezradności niekoniecznie jest prawdą.
Moja żona (przynajmniej oficjalnie) niespecjalnie pamięta te wszystkie słowne sztylety które we mnie wbijała w trakcie kryzysu. Byłem jak jeż od ich mnogości.

To co się postrzega za przyczynę niekoniecznie w istocie jest przyczyną.

Nie da się na odległość zbudować ani utrzymać dobrej relacji małżeńskiej, tak jak nie da się tego zrobić bez odpowiednich wzorców bądź wiedzy jak to robić.
Czyli stan relacji i takie słowa są konsekwencją, nie przyczyną.
Dla mnie to co powiedział mąż odrzuconej sugeruje bardziej, że uczucia jej męża w stosunku do niej są dalekie do optymalnych, że jego potrzeby i oczekiwania nie są zaspokojone. Że nie czuje się szczęśliwy.
Odrebną sprawą jest to, czy on wie co by to sprawiło, czy dostrzega własną w tym odpowiedzialność i udział.

Dobrą (niosącą nadzieję) informacją jest to, że uczucia, emocje są zmienne i przy wykonaniu pewnej pracy mogą (nie mylić z muszą) się zmienić, czasami dość szybko nawet.
Szczerze wątpię, że sytuacja byłaby mocno odmienna gdyby odrzucona pracowała. Bo gdy relacja jest dobra, takie sprawy są jednak do ogarnięcia i nie powodują zagrożenia rozpadem.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

A.zelia
Posty: 94
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: A.zelia » 15 sie 2019, 9:59

karo17 pisze:
14 sie 2019, 18:28
Można się zastanawiać po co ta licytacja?
Lepiej z 5 dzieci a biednie czy z dwójką a chorych i dostatnio... Komu potrzebna taka licytacja?
Zastanawiam się po co te stereotypy? Biedny zawsze szczęśliwy, bogaty zawsze nieszczęśliwy? Często jest na odwrót, a jak na leczenie (możliwe i wykonalne) potrzeba sporej sumy pieniędzy to co? Lepiej nie mieć bo jak będą to nieszczęście?
"Powiedzial mi szczerze że mnie nie kocha już,jestem mu obojętna, tylko pociąg fizyczny jeszcze go przy mnie trzyma a jak tego zabraknie to nawet dzieci nie utrzymają go przy mnie...."

I nie w wyjeździe jest pies pogrzebany. Tylko w tym co wyżej. Niestety.
Warto pomyśleć czemu tak się stało
Dla mnie to co powiedział mąż odrzuconej sugeruje bardziej, że uczucia jej męża w stosunku do niej są dalekie do optymalnych, że jego potrzeby i oczekiwania nie są zaspokojone. Że nie czuje się szczęśliwy.

Warto się skupić na tym dlaczego. Nawet to ułatwił bo powiedział-ma żal o to, że musiał wyjechać za pracą podczas kiedy autorka była w Polsce i nie pracowała - bo dziecko. Mąż autorki, jak ona sama pisze,wolniej niż ona adaptuje się do nowej sytuacji-nieplanowanej ciąży. Dlaczego? Bo wie, że to w spetryfikuje dotychczasowy stan. Jak autorka sama pisze - był straszny problem z pracą, on znów pojechał, są w punkcie wyjścia.
Szczerze wątpię, że sytuacja byłaby mocno odmienna gdyby odrzucona pracowała. Bo gdy relacja jest dobra, takie sprawy są jednak do ogarnięcia i nie powodują zagrożenia rozpadem.
A ja raczej nie wątpię. On jest nieszczęśliwy, że musi jechać, że ona nie pracuje (zaplanowali jego powrót i znalezienie pracy rzez obydwoje), że jest jedynym żywicielem, którym być nie chce.
Przy okazji zawodu widziałam już kilka małżeństw, emigracyjnych też, które się rozpadły z powodu braku pracy jednego współmałżonka i frustracji drugiego, że utrzymanie domu jest całkowicie na jego barkach. To nie pracujące argumentowało, że dom dopilnowany, że dwa dania z deserem na obiad, że ten aspekt zdjęty ze strony pracującej i że chciała(ł) nieba przychylić. Tylko zamin się komuś nieba przychyli dobrze wiedzieć jak to niebo jego zdaniem wygląda. Bo niejeden i niejedna woli by druga połówka odpuściła z obiadami i deserem tudzież pucowaniem domu, a za to by były 2 pensje na koncie.

Pavel
Posty: 2333
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: Pavel » 15 sie 2019, 10:35

Azelio, ale te przykłady przez ciebie podane ukazują skrzywione myślenie tych osób kierowanie się przez tych ludzi fałszywymi wizjami szczęścia, niewłaściwymi priorytetami.

Jasne, że tak się zdarza, nie jest to z pewnością jednak przykład warty naśladowania.
W mojej opinii jeżeli małżeństwo rozpada się z takiego powodu to jakość tej relacji była baaardzo kiepska.

Moja żona w ostatnich 8 latach zawodowo pracowała ostatni rok. I nie mogłem się doczekać aż przestanie 😂
Jasne, również chciałbym podwójną pensje, nie jestem synem króla nafty. Są jednak ważniejsze rzeczy niż kasa, wolę więc skromniej, niekiedy nawet z jakąś dziurą budżetową, ale tak by służyło to rodzinie, na ile się da to zrobić.
Od wychowywania dzieci są rodzice, nie żłobki, przedszkola, dziadkowie itd. Oczywiście są czasem sytuacje bez wyjścia, ale wg mnie nie w tym przypadku.

Najważniejszych rzeczy się nie kupi za pieniądze.

I mimo wszystko, utrzymanie domu to odpowiedzialność mężczyzny, bo to kobietę Bóg predysponował znacznie lepiej do zajęcia się domem i dziećmi. Nie oznacza to, że jestem przeciwnikiem pracy kobiet.

Mi w każdym razie nigdy nie przyszło do głowy aby tę swoją odpowiedzialność przerzucać na żonę.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

A.zelia
Posty: 94
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: A.zelia » 15 sie 2019, 11:06

Azelio, ale te przykłady przez ciebie podane ukazują skrzywione myślenie tych osób kierowanie się przez tych ludzi fałszywymi wizjami szczęścia, niewłaściwymi priorytetami.
Czasem nie ma innego wyjścia niż praca obojga małżonków, bo z jednej pensji rodzina nie wyżyje.To by było na chleb i mieszkanie to właściwy priorytet.
Moja żona w ostatnich 8 latach zawodowo pracowała ostatni rok. I nie mogłem się doczekać aż przestanie 😂
Ale to Ty. Jak autorka z mężem ustalili, że on wraca, obydwoje szukają pracy i on ma żal, że ona nie pracuje i zajmuje się dzieckiem w Polsce to z tego jasno wynika, że on uważa inaczej.
Jasne, również chciałbym podwójną pensje, nie jestem synem króla nafty. Są jednak ważniejsze rzeczy niż kasa, wolę więc skromniej, niekiedy nawet z jakąś dziurą budżetową, ale tak by służyło to rodzinie, na ile się da to zrobić.
Jak nie ma na podstawowe rzeczy to to rodzinie nie służy, wręcz przeciwnie.
Od wychowywania dzieci są rodzice, nie żłobki, przedszkola, dziadkowie itd. Oczywiście są czasem sytuacje bez wyjścia, ale wg mnie nie w tym przypadku.
z dziadkami się absolutnie zgadzam. Od przedszkola dzieciak nie umrze, wręcz przeciwnie to super sprawa, socjalizuje się, poznaje inne dzieci, nie przebywa w 4 ścianach tylko z dorosłymi/matką
Najważniejszych rzeczy się nie kupi za pieniądze.
I mimo wszystko, utrzymanie domu to odpowiedzialność mężczyzny, bo to kobietę Bóg predysponował znacznie lepiej do zajęcia się domem i dziećmi. Nie oznacza to, że jestem przeciwnikiem pracy kobiet.
i jedno drugiemu nie musi przeszkadzać. Cywilistycznie małżonkowie mają równie prawa i obowiązki, każde wg sił i możliwości,
Mi w każdym razie nigdy nie przyszło do głowy aby tę swoją odpowiedzialność przerzucać na żonę.
ale przerzuciłbyś nie przez to, że chcesz by ona pracowała, a przez to, że wbrew jej woli zająłbyś się tylko domem, a niech zarobi ona. Na taki podział ról muszą zgodzić się oboje małżonkowie

Pavel
Posty: 2333
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Tonące małżeństwo

Post autor: Pavel » 15 sie 2019, 12:33

Azelio, jeśli zechcesz kontynuować, zapraszam na priv, wg mnie ta dyskusja jednak nie służy wątkowi. Jeśli odrzucona jesteś innego zdania, napisz proszę.

Idąc po kolei, z telefonu nie będę cytował:
Zaspokojenie podstawowych potrzeb to inna sytuacja niż dwa dania plus deser. W tej pierwszej sytuacji to konieczność, w drugiej pogoń za kasą. Ja odnosiłem się do twoich konkretnych przykładów. Oczywiste jest, że czasem nie ma wyjścia.

Rozumiem, że ja to nie mąż odrzuconej oraz to, że on może mieć inaczej. Jednocześnie nie oznacza to, że jego spojrzenie jest właściwe. Warto natomiast zaakceptować, że on tak ma i wspólnie szukać konsensusu.

Nieco nieprecyzyjnie się wyraziłem. Miałem na myśli nie to, że dziadkowie nie powinni uczestniczyć w wychowywaniu, a to, że główny jego ciężar i związana z tym odpowiedzialność powinna spoczywać na rodzicach.
Przedszkole faktycznie super sprawa (o ile pracują tam osoby predysponowane do pracy z dziećmi co nie jest regułą) ale wtedy gdy jest to godzin kilka a nie niemal cały dzień. I tu również kłania się kwestia indywidualnych możliwości - niekiedy nie ma wyboru. Zazwyczaj jednak jest.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: krzychforum, SzarośćDnia i 17 gości