Brak sił...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Brak sił...

Post autor: Mr.x » 23 sie 2019, 10:09

Witam,

niedługo wracam do Polski, ale od dłuższego czasu jestem w kryzysie małżeńskim. Moja żona nic ode mnie już nie chce. Nie chce ze mną rozmawiać, pisać, czy spotykać się. Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej. Poróżniliśmy się poglądami i właściwie to tyle. Wszystko się posypało z tygodnia na tydzień się oddalamy. Ja bym bardzo to chciał odbudować tylko w niej nie ma chęci.... nie chce chodzić ze mną do poradni zwykłej, czy katolickiej, na żadne rekolekcje nie chce jeździć. Nie mam pomysłu jak to uratować... starałem się pracować nad sobą tak jak czytam wiele osób to radzi, ale nie mam żadnych efektów. Ja wciąż ją bardzo kocham, ale nie widzę w niej tej chęci, to jest strasznie przykre. Czuję się opuszczony i odrzucony. Moje życie straciło sens. Nie chce mi się wstawać nic robić. Dawniej miałem motywację, że zrobię coś dla rodziny. Teraz nie mam żadnej motywacji. Strasznie się boję, że mogę ją na zawsze stracić, a jest to miłość mojego życia. Pomocy.. Zrobiłem wszystko co prosiła i nic.

Pavel
Posty: 2375
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Pavel » 23 sie 2019, 18:37

Witaj na forum,
Na wstępie chciałbym prosić o rozwagę przy podawaniu szczegółów mogących spowodować rozpoznanie ciebie i twojej rodziny w realnym świecie. Nie jesteśmy anonimowi w internecie.

Zapraszam do zapoznania się z polecanymi przez nas książkami i konferencjami, znajdziesz je tu:
viewtopic.php?f=10&t=383

Bardzo mnie zdziwiło podanie jako przyczyny kryzysu, że poróżniliście się poglądami i to właściwie tyle. Mógłbyś rozwinąć?
Rozpoznanie przyczyn kryzysu jest kluczowe w aspekcie dalszej pracy nad ratowaniem małżeństwa.

Jeśli zaś chodzi o pracę nad sobą, nie da się tego zrobić na pstryk. Tak jak ratowanie małżeństwa, to długi proces. Maraton, nie bieg na 100 m.
Warto wg mnie odpowiedzieć na pytanie co jest motywacją tej pracy.

Moje doświadczenie mówi, że warto się nie poddawać.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 23 sie 2019, 22:37

Poroznilismy się poglądami religijnymi po prostu. Tak mi się wydaje, że to był główny problem. Ja nie jestem specjalnie wierząca osoba, natomiast moja żona jest bardzo. Poszlo o wychowanie dzieci w wierze. Problem jest taki, że po czasie przyznałem jej rację, ale na nią to nic nie działa. Bardzo się ode mnie oddalił. Nie chcę iść ze mną na żadną terapię, nawet katolicka. Wszystko jest na nie.. Kiedy mam do niej pretensje, że nie zadzwoni i nie spyta to mówi mi że jesteśmy w separacji. Dla mnie złamała przysięgę małżeńska, ponieważ mnie opuściła, ale dla niej wyprowadza i separacja to nie jest opuszczenie. Dla niej liczą się koleżanki, pokazanie się na instagramie, a walka o rodzinę jest nieetety nie ważna.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 23 sie 2019, 22:55

We mnie również jest wiele rzeczy do poprawy. Od 3 miesięcy chodzę na terapię i staram się poprawić to o co prosiła mnie żona. Według niej głównym problem jest to, że nie akceptuje jej religijności. Bardzo dużo myślałem w ostatnim czasie na ten temat i rzeczywiście mogło tak być. Starałem i staram się zmienić każdego dnia. Każdego dnia wkładam ogromny wysiłek w to. Jest mi najzwyczajniej w świecie przykro, ponieważ ona nie chce mnie ze mną żadnego kontaktu, czy relacji a często słyszę, że ona nie wie czy ja kocham.. To jest straszne smutne, wtedy gdy dla jednej osoby poświęciło się połowę życia i zawsze chciało się pokazać jak się kocha.

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Brak sił...

Post autor: Angela » 23 sie 2019, 23:03

Mr.x pisze:
23 sie 2019, 22:37
Wszystko jest na nie.. Kiedy mam do niej pretensje, że nie zadzwoni i nie spyta to mówi mi że jesteśmy w separacji.
Możliwe, że unika kontaktu, bo przy okazji wymiany poglądów, została boleśnie zraniona i nie chce powtórki. Może probowałeś udowodnić jej, że jest głupia a nie umiała się bronić. Ja tak mam po każdej dyskusji z mężem. Udawadnia, że nie jestem dla niego partnerem do rozmowy a potem wytyka, że jestem zadufana w sobie skoro unikam wszelkich dyskusji.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 6:50

Oczywiście tak mogło być. Tylko właśnie ona unika trudnych tematów. I tu jest problem. Nie widzi potrzeby kontaktu ze mną i to mnie boli. Natomiast moja żona odsyła. Widzę ja uśmiechnięta, pełna życia i zupełnie jakby się nie przejmowała ta sytuacja. Ona napisze do mnie raz na dwa tygodnie i tyle. Nawet jeśli ja coś pytam grzecznie i kulturalnie to nie ma odpowiedzi.

Ja już dawno powiedzialalem, że to był błąd do powidzialem i chwilą słabości. Powiedziałem że skoro jej tak zależy to niech tak będzie. Chciałem isc z nią do psychologa, to ona nie chce. Mam wrażenie że nie lubi rozwiązywać trudnych tematów, a już rok mieszkamy osobno i każdego dnia się odalamy. Szczerze mówiąc mam do niej duży żal ze skoro wiara jest dla niej tak ważna, to okej ale niestety złamała przysięgę i mnie opuściła. Tu nie widzi problemu.. To jest okey. Jak usłyszałem nie opuściła, tylko separacja. Natomiast separacja może być tylko w określonych przypadkach, a nie według kogoś widzi mi się.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 6:59

Natomiast dla mnie to unikanie jej to jest kompletny brak szacunku wobec mnie. Nawet jak jej coś wysle jakąś wiadomość to ona widzę odczytuje to dopiero po kilku dniach. Wydaje mi się, że moja żona jest trochę hipokrytka ponieważ osoby które tak mocno wierzą po prostu tak się nie zachowują. Separacja może być tylko w określonych przypadkach, a nie ze komuś się odwidzialo i jest problem to koniec. Tak mi się wydaje. Ja natomiast na pewno jestem nerwowy i czasem ciężko mi z nią na spokojnie porozmawiać.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6929
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Brak sił...

Post autor: Nirwanna » 24 sie 2019, 8:49

Witaj, Mr.x, u nas na forum :-)
Na pewną rzecz chcę Ci zwrócić uwagę.
Zobacz:
Mr.x pisze:
24 sie 2019, 6:59
Natomiast dla mnie to unikanie jej to jest kompletny brak szacunku wobec mnie.
i
Mr.x pisze:
24 sie 2019, 6:59
Ja natomiast na pewno jestem nerwowy i czasem ciężko mi z nią na spokojnie porozmawiać.
Ty czasem nie okazujesz żonie szacunku, ponieważ jesteś nerwowy i ciężko Ci z nią na spokojnie rozmawiać, ale rozliczasz ją z jej braku szacunku.

Piszemy tu czasem, że "ile się psuło, tyle się będzie naprawiało" oraz "zacznij od siebie".
Inaczej mówiąc, nawet jeśli żona Ci nie okazuje szacunku, i obiektywnie ta jej separacja nie powinna mieć miejsca, bo nie było zagrożenia zdrowia i życia, to żona poszła w separację w swoim subiektywnym poczuciu, że robi dobrze. Co więcej, ona teraz "rani własną raną". Oddaje to, czym została skrzywdzona, zraniona - zarówno przez Ciebie, jak i przez osoby w jej życiu wcześniej, przed Tobą. Nie przekonasz jej do powrotu, logicznie tłumacząc, że ta separacja nie powinna mieć miejsca. Może, i tylko może, jesteś w stanie ją przekonać do powrotu, starając się zadbać o jej emocje, zwłaszcza te trudne, zwłaszcza tam, gdzie ona rani. Zadbasz o jej emocje, zmieniając siebie w tych obszarach, którymi raniłeś żonę. Najczęściej jest to długi proces, aby zmiana była trwała, aby Twoja żona ją zauważyła, oraz aby w konsekwencji zaufała, że już nie będziesz jej ranił w taki sposób.
Czy jesteś gotowy na maraton szkolenia w miłości? Kochania żony mimo tego, że ona teraz rani i nie postępuje logicznie wg Ciebie?
Po ludzku to abstrakcja, ciężko kochać kogoś, kto nie odwzajemnia tej postawy. Jednak gdy macie sakrament małżeństwa Pan Jezus w nim obecny uzdalnia do takiej postawy na bieżąco. Warto więc równolegle zadbać o bieżącą z Nim łączność, o drożność kanałów łaski :-)
Powodzenia, maratończyku :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 9:00

Masz rację. Po prostu ciężko już zapanować nad tymi emocjami. Najchętniej chciało by się tu i teraz, ale tak się nie da. Złość nie pomaga. Zdaje sobie z tego sprawe, dlatego staram się coraz bardziej panować nad sobą, ale to nie jest łatwe.

Bardzo ciekawa uwaga, że ona rani własną rana. Nigdy nie myślałem, że może być złośliwa czy coś ale moze coś w tym być. Przykre to po prostu, ze dla innych ma czas jest rozesmiana i pełna życia, a dla mnie nie i to jest najbardziej frustrujące dla mnie.

Brakuje mi czasem już sił. Wszystko to o co prosiła żona zrobiłem i dlatego też jestem zdenerwowany. Na pewno ja ją bardzo kocham i chciałbym, zrobię wszystko by to naprawić. Chyba dopiero teraz dostrzegam wagę tych słów "nie opuszcze Cię aż do śmierci".. Trochę późno, ale no cóż.

Jakaja
Posty: 26
Rejestracja: 21 sie 2019, 17:21
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Brak sił...

Post autor: Jakaja » 24 sie 2019, 9:06

Mr.x, w moich kłótniach z mężem dotychczas ja krzyczałam i on krzyczał, nikt nie słuchał i nie słyszał, co mówi druga strona. Padały bardzo raniące słowa, a "sztylet rani ciało, słowo umysł" (Menander). Próbuję (idzie opornie) skupiać się na sobie, na swoich słowach, jakim tonem je wypowiadam, swojej postawie, bo na to mam wpływ. Może zmiana mojej postawy wywoła zmianę postawy męża. Widzę, że jak nie krzyczę, to on też nie krzyczy.

Jakaja
Posty: 26
Rejestracja: 21 sie 2019, 17:21
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Brak sił...

Post autor: Jakaja » 24 sie 2019, 9:14

I jeszcze jedno. Jeszcze do niedawna, gdy czułam się skrzywdzona to stosowałam metodę: pokażę ci, jaka jestem wesoła, byłam roześmiana, miałam czas dla innych, udawałam pełną życia, Kryło się pod tym głębokie zranienie. Gdy w takim okresie mąż próbował przeprosić, podejść, nie umiałam się przełamać, dochodziło do kolejnych kłótni. Musiał minąć czas (czasem krótszy, czasem dłuższy), by rana się zasklepiła, bym umiała ogarnąć własne emocje.

twardy
Posty: 1651
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: twardy » 24 sie 2019, 11:15

Mr.x pisze:
23 sie 2019, 22:37
Kiedy mam do niej pretensje, że nie zadzwoni i nie spyta to mówi mi że jesteśmy w separacji.
A nie jesteście?

Ty chciałbyś aby zadzwoniła do Ciebie, ale ona odeszła od Ciebie z jakiegoś powodu. Prawda?
Piszesz, że pracujesz nad sobą. Super. Daj jednak żonie czas, aby mogła zauważyć Twoją zmianę.
Abyś Ty się zmienił, a przede wszystkim zrozumiał żonę i swoje błędy, potrzebujesz dużo czasu.
Czy wystarczy Ci siły i samozaparcia w pracy nad sobą?
Mr.x pisze:
23 sie 2019, 22:37
Dla mnie złamała przysięgę małżeńska, ponieważ mnie opuściła, ale dla niej wyprowadza i separacja to nie jest opuszczenie.
Nie za łatwo przychodzi Ci rozliczanie żony?
Przyjrzyj się najpierw swojemu traktowaniu żony. Przysięgałeś jej miłość. Jak uważasz, czy ona miała podstawy, aby czuć się nie kochaną przez Ciebie?
Jeśli tak, to nie spiesz się z jej ocenianiem. Oceń najpierw swoje postępowanie. Nabranie pokory bardzo pomaga w pracy nad sobą.
Mr.x pisze:
23 sie 2019, 22:55
Według niej głównym problem jest to, że nie akceptuje jej religijności. Bardzo dużo myślałem w ostatnim czasie na ten temat i rzeczywiście mogło tak być.
Mogło tak być?
A potrafisz szczerze przyznać przed samym sobą? - Tak było.
Warto uczciwie stanąć w prawdzie przed samym sobą.
Chowanie się za zgrabnie dobranymi słowami nie pozwoli Ci się otworzyć na żonę.
Mr.x pisze:
23 sie 2019, 22:55
często słyszę, że ona nie wie czy ja kocham..
A skąd ma wiedzieć? Jeśli tak mówi, to widocznie tak czuje. Skąd tak ma? Jak myślisz? Ma ku temu podstawy?
Mr.x pisze:
23 sie 2019, 22:55
To jest straszne smutne, wtedy gdy dla jednej osoby poświęciło się połowę życia i zawsze chciało się pokazać jak się kocha.
Smutne?
Dla kogo? Dla Ciebie. Czy zastanawiasz się jak czuje się z tym żona?
Ustawiasz się w roli poszkodowanego.
Piszesz, że nie akceptowałeś jej religijności, robiłeś problemy w katolickim wychowywaniu dzieci. Tak okazywałeś żonie, że ją kochasz przez połowę swojego życia?
Wybacz, że tak bezpośrednio piszę, ale nie masz dużo czasu. Warto abyś jak najszybciej przyznał się przed sobą samym do swoich błędów i złych czynów jakie popełniałeś w małżeństwie. Nie wiadomo czy Twoja żona długo wytrzyma żyć sama. Bierzesz to pod uwagę?
Ja osobiście kiedyś byłem w takim samym położeniu jak Ty, dlatego tak bulwersuje mnie Twoje bagatelizowanie swojego wkładu w kryzys małżeński. Piszesz, że pracujesz ciężko nad sobą. Ile przesłuchałeś nagrań z naszych rekolekcji, które są tu na forum?
Ile przeczytałeś wątków na starym forum? Ile przeczytałeś książek jakie są tu na forum polecane? Ile przesłuchałeś nagrań konferencji do których linki polecamy sobie tu na forum?
Byłeś na spotkaniu ogniska Sychar?
Przestań oceniać żonę, a zacznij oceniać siebie.
Przed Tobą dużo pracy.
Dobrze, że zacząłeś chodzić na terapię. To dobry początek, ale czas pracuje na Twoją/Waszą niekorzyść. Pracuj więc intensywnie, bo możesz nie zdążyć. Ja nie zdążyłem.

I najważniejsze. Sam po ludzku, możesz dużo, ale bez wsparcia z Góry niewiele możesz.
Byłeś ostatnio u spowiedzi?

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 11:49

Dzięki za mocny post. To akurat jest w moim stylu. Czasem się lubię pożalić, ale do rzeczy. Oczywiście zgadzam się, że żona odeszła z jakiegoś powodu. Miała takie powody, takie są fakty. Kolejna sprawa, nie wiem czy to zauważyłeś, ale ja doskonale wiem jakie są moje błędy, gdzie je dokładnie popełniłem i jak powinienem je próbować naprawić. Robię to od dłuższego czasu. Raz mi idzie lepiej, raz gorzej. Myślę, że jest to normalne. Co do tego czy powinna do mnie zadzwonić, to ja mam takie zdanie, że wiele lat byliśmy razem ze sobą i po prostu z ludzkiej czystej przyzwoitości czasem powinna spytać nawet jak się czuje. Mam takie zdanie i ciężko mi jest je zmienić. Powiem więcej, nie chce tutaj zmieniać zdania, bo tak uważam.Mam bardzo dużo pokory i chęci. Czasem jednak te chęci odchodzą jak widzi się zniechęcenie drugiej osoby. Mam jeszcze energię i bardzo chcę powalczyć oto małżeństwo i ze swojej strony zrobię wszystko by tak było.

Co do pokory to jestem osobą bardzo pokorną i wymagającą wobec siebie. Akurat zawsze szukam błędu w sobie, czasem może nawet za często.


Potrafię szczerze sam przed sobą przyznać się jak było i nie mam z tym żadnego problemu. Mam sobie pewne rzeczy za złe, ale czasu nie da się cofnąć. Wpływ mam tylko na to co jest tu i teraz. Nawet nie wiesz jak żałuję tego co było i nie ma dnia bym się nad tym nie zastanawiał.

Mój wkład czy wina w kryzys małżeński jest bardzo duży. Nawet mogę z całą pewnością powiedzieć, że to moja wina. Tu Cię zaskoczę i zdaję sobie sprawę w 100 % z tego. Czasem przychodzi chwila słabości i rozgoryczenia zachowaniem mojej żony, ale myślę że jest to też całkowicie normalne. Powtórzę jeszcze raz zdaję sobie sprawę z tego, że to ja zawaliłem.

Co do forum. Śledzę je od jakiegoś czasu. Planuję się wybrać w najbliższym czasie na ognisko jak wrócę do Polski. Przeczytałem bardzo dużo książek nie z tego forum, ale ogólnie na temat facetów i kobiet. Dowiedziałem się bardzo dużo rzeczy. Właśnie zdaję sobie sprawę, że czas działa na naszą niekorzyść...

Pavel
Posty: 2375
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Pavel » 24 sie 2019, 12:14

Patrząc przez pryzmat własnego doświadczenia ta niecierpliwość to właśnie mocna oznaka braku pokory.
Mało tego, pracując nad sobą już niemal 4 lata coraz więcej pychy mi się objawia. Nie dlatego, że jest jej więcej niż kiedyś. Po prostu bardziej prawdziwie na siebie patrzę.

Czytając co piszesz przypomina mi się własna postawa z początków mojej bytności na forum. Niecierpliwość, brak pokory, przeświadczenie że zrobiłem już dużo aby żonie się odmieniło, roszczeniowa postawa, i ciągle „ja nawaliłem, już widzę, naprawiam, zmieniam sie...ALE ŻONA (to i tamto)”.
Według mnie to oznaka, że motywacją twojej pracy nie jest przede wszystkim zmiana siebie dla siebie (nie chcę być taki jak dotychczas) i Pana Boga, a pod żonę i jej powrót.
Taka motywacja ma takie minusy, że wraz z powrotem żony chęć pracy może wyparować, że przy negatywnym/obojętnym jej odbiorze twych starań łatwo stracić motywację, że zmiana będzie tylko chwilowa (tego najcześciej obawiają się kobiety i w dodatku co pokazuje życie - mają ku tym obawom podstawy).
Jako osoba również impulsywna i niecierpliwa (kiedyś), choleryk z natury wiem, że choćby dlatego warto aby kryzys potrwał dłużej, aby się tej cierpliwości nauczyć.

Proponuję ci konferencje Jacka Pulikowskiego z naszej listy polecanych lektur. One mogą pomóc Ci zrobić dokładniejszą analizę twego wkładu w kryzys.
I podobnie jak twardy polecam nie oglądanie się na żonę, a skupienie tylko i wyłącznie na sobie samym. To z pewnością pomoże w procesie twego zdrowienia i nie psucia bardziej relacji z żoną. Wystarczająco mocno jest już popsuta.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

twardy
Posty: 1651
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: twardy » 24 sie 2019, 13:05

Mr.x pisze:
24 sie 2019, 11:49
Czasem przychodzi chwila słabości i rozgoryczenia zachowaniem mojej żony, ale myślę że jest to też całkowicie normalne.
To normalne, że jest Ci przykro, gdy żona zachowuje dystans. Warto wtedy uświadomić sobie i przyznać - cóż, ponoszę konsekwencje moich dotychczasowych zachowań.
Mr.x pisze:
24 sie 2019, 11:49
czasem powinna spytać nawet jak się czuje
A dlaczego uważasz, że powinna? Spróbuj wejść w jej skórę. Jeśli ona czuje się przez Ciebie zraniona, wdeptana w ziemię, to czy łatwo jest jej otworzyć się na Ciebie?
Czy łatwo jej uwierzyć, że Twoja zmiana jest trwała i szczera?
Nie dziw się, że jest jej trudno wyjść do Ciebie.
Zmieniaj się nadal, pracuj nad sobą, a jest szansa, że żona zauważy te zmiany. Tylko nie naciskaj jej, nie ponaglaj, nie miej pretensji do niej, że trzyma Cię na dystans.
Daj żonie czas, a Ty wykorzystaj ten czas na zmianę siebie i to tak jak napisał Pavel - nie dla żony, ale dla siebie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 6 gości