Brak sił...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

nałóg
Posty: 985
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: nałóg » 27 sie 2019, 16:13

Mr.x pisze:
27 sie 2019, 13:44
Muszę przyznać,
musisz? czy chcesz?
Mr.x pisze:
27 sie 2019, 13:44
Myślę, że jeśli starczy mi odwagi, to chętnie pojawię się na ognisku w mojej miejscowości
a jak sądzisz? kogo możesz spotkać w Ognisku Sycharowskim? czy nie ludzi w różnych stadiach kryzysów? takich samych jak TY..... "kusy" podbija Ci lek , poczucie wstydu abyś nie wszedł w grupę ludzi pragnących wyjść z kryzysu nie przez rozwód a przez prace nad sobą.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 27 sie 2019, 16:27

Dla mnie to już jest czepianie się słówek. Napisałem tak jak napisałem na mnie to i tak jest dużo. Nie jestem aż tak blisko związany z wiarą, dlatego jest to dla mnie trudne. Tyle w temacie.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 27 sie 2019, 18:46

W roli wyjaśnienia nie mam zamiaru się rozwodzić i zrobię wszystko żeby do tego nie doszło. Jest to dla mnie też trudne pod innymi względami, tylko tyle.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 28 sie 2019, 15:27

Witam,

często tu zaglądam i jakoś mam chęć dzielenia się tym co u mnie. Pracuję codziennie nad sobą. Oglądam różne filmy polecane z forum. Staram się zachować spokój. Nie kontaktuje się z moją żoną, nie wypisuje, nie nachodzę. Jest to bardzo trudne, ale ona w tym momencie tego nie chce. Jeśli na nią naciskam to daje to zamyka się na mnie jeszcze bardziej. Tak to wygląda. Nie jest mi łatwo jak widzę ją roześmianą, zadowoloną na zdjęciach na fejbuku, ale wydaje mi się że ona nie potrafi udawać, tym bardziej jest mi trudno. Jest zadowolona, a wszystkie myśli związane z nami, czy z małżeństwem oddala. Widocznie w takim stanie jest jej teraz dobrze, a na pewno lepiej gdyby miała być ze mną.

Z pewnością wybiorę się na ognisko sychar. Mam taką potrzebę, chcę to zrobić. Zastanawiam się tez nad obozem Emmanuel ( dokładnej nazwy nie pamiętam), ale myślę że też mogło by mi dać wiele do myślenia. Na pewno dorosłem do tego, że chce się zmienić i staram się robić to przede wszystkim dla siebie. Trudno jednak wraca się do pustego domu i z moją żoną mieliśmy bardzo mocny kontakt, a teraz jest nagłe stop i tego nie ma. Ciężko się odzywczaić i przywyknąć do innej rzeczywistości. Z pewnością mogę powiedzieć, że ja chyba byłem i jestem w jakiś sposób od niej uzależniony. Tzn ciężko mi się skupić na sobie i na swoim życiu, ale może to też jest normalne jak małżeństwo rozpada się po bardzo długim czasie.

Żyję nadzieją na to, że się zmienię i poprawie. Robię bardzo dużo, ale też ta poprawa to dla mnie nadzieje, że kiedyś wróci. Może nie teraz, ale może kiedyś lub a może wcale. Kryzys małżeński daje bardzo dużo. Wiele rzeczy się nauczyłem już i muszę powiedzieć, że na pewno dorosłem. Wiele spraw pozałatwiałbym inaczej, ale nie wiem może tym rządzi się młodość, że robi się po swojemu i wydaje się, że wszystko jest fajne i nad niczym nie trzeba pracować. Moja żona sama chodzi do psychologa, a ze mną nie chce chodzić na wspólną terapię. To są jednak jej decyzje i szanuje je.

Ja się zmieniłem. Zobaczyłem, że ludzie w kościele (trochę inni niż ja) też są ludźmi. Zacząłem ich szanować i to chyba dla mnie jest największa nauka, by szanować każdego człowieka. Nie muszę myśleć, zachowywać się tak jak oni, ale nie można kogoś prześmiewać, a tym bardziej drwić, gdy ktoś jest inny. Dla mnie rejestracja na tym forum też nie była łatwa, podoba mi się idea tego by odbudować małżeństwo, a nie z niego rezygnować.

Czytam wątki innych osób i czasem sobie myślę, że wcale nie mam tak źle. Tu są naprawdę ludzkie dramaty i nie chcę porównywać, ale widzę że dużo osób ma większe problemy niż ja, dlatego myślę że wcale nie mam tak źle. Cóż, zrobię wszystko by tu uratować, proszę Boga, żeby mi pomógł i mam nadzieje, że moja żona jeszcze nas nie skreśliła, chociaż jej życie w takim zawieszeniu jest dla mnie ciężkie.

Pozdrawiam,
Mr.(Artur).

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 04 wrz 2019, 12:27

Witam,

polecam https://www.youtube.com/watch?v=jUoiLz3aSMc&t=1731s . U mnie w sumie nic się nie zmieniło. Doszły nowe okoliczności za co moja żona była wściekła. Nie będę podawał co się stało, bo w internecie nie jesteśmy anonimowi. Żadna zdrada czy coś...Natomiast dalej nie odczytuje ode mnie wiadomości, nie chce ze mną jechać na żadne rekolekcje... skupiam się nad pracą nad sobą ( przede wszystkim konferencje youtube, książki) , ale nasze małżeństwo i przede wszystkim relacja umiera. Ona każdego dnia potrzebuje mnie coraz mniej i to jest strasznie przykre. Sorry, musiałem się wypisać.. Ciężko mi wytrwać w tym wszystkim jeśli nie możemy nawet raz na dzień porozmawiać. Nasza relacja to sms ewentualnie spotkanie raz na 2 tygodnie.

Triste
Posty: 230
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Brak sił...

Post autor: Triste » 04 wrz 2019, 18:50

Mr.x doskonale Cię rozumiem. Ta bariera, odpychanie i mur to coś strasznego, nic chyba w życiu bardziej nie boli niź fakt że dla najbliższej osoby w sumie nic nie znaczysz.
Jej/jego życie istnieje nadal z Tobą czy bez Ciebie.
I chyba należy się z tym pogodzić.

tata999
Posty: 594
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: tata999 » 22 wrz 2019, 18:10

twardy pisze:
24 sie 2019, 21:32
Mr.x, polecam Ci film "Próba ogniowa", inaczej "Ognioodporny".
Oto link do filmu: https://www.cda.pl/video/153007ff
W filmie pokazane jest między innymi to, ile zdziałać można bez Boga, a ile z Bogiem, wiarą.
Cały film jest podstawowym filmem polecanym na naszym forum, jaki warto obejrzeć chcąc ratować małżeństwo.
Obejrzyj (jeśli nie widziałeś jeszcze).
Obejrzałem film. Przedstawiam swoją ocenę. W skrócie: jest to film fabularny, kinowy, raczej rozrywkowy niż instruktażowy. Można obejrzeć i powzdychać nad romantycznym happy-endem.

Film przedstawia małżeństwo (bez potomstwa), które decyduje się na rozwód. Następnie ognioodporny mąż robi różne rzeczy, żeby się jednak nie rozwiedli, bo umówił się na podjęcie takiej próby ze swoim ojcem. Bohater jest nieustępliwy - ognioodporny. Cokolwiek by nie robił, nie przynosi efektu, jest przyjmowane z pogardą. Znosi wszystko - ognioodporny, jak żaden inny człowiek. Ten brak realizmu, czyni historię filmową, baśniową i fascynującą w podobny sposób, jak w wielu komediach romantycznych. W fabule nie znajdują miejsca trudności i komplikacje znane z życia codziennego i wielu kryzysowych historii, jak np. opisane tu na forum. Rozterki, jakie targają bohaterami są krótkie i płytkie. Zwykle bohater decyduje, że coś zrobi natychmiast po tym, jak ojciec mu to polecił lub przeczytał w "instrukcji"/poradniku ojca. Do tego stopnia jest ta opowieść uproszczona, że powrót następuje niemalże bezrefleksyjnie i bez przepracowania. Na końcu oczywiście można sobie rozbudzić nadzieję, że własne małżeństwo przetrwa, żyli długo i szczęśliwie, nic ich nie trapiło i nie mieli już nigdy więcej żadnych kryzysów itp. jeśli nie weźmie się pod uwagę, że to tylko film.

Zwrócenie się do Boga, zawierzenie Mu, postawienie na pierwszym miejscu jest obecne, ważnym motywem ukazanym w filmie. Drugą ważną sprawą jest ta nieustępliwość - na pewno przerysowana, ale może po obejrzeniu filmu widz zdobędzie więcej siły na przyjęcie jednego lub dwóch dodatkowych ciosów.

Jako film fabularny oceniam go raczej słabo. Nie zachwycił mnie, nie wzruszył, nie natchnął zbytnio. Z punktu widzenia odpowiedzi na życiowe dylematy myślę, że raczej nie ma czego się w nim doszukać .

Ukasz
Posty: 2079
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Ukasz » 23 wrz 2019, 0:07

Zgadzam się, że to raczej film dla nastolatków niż dla osób przeżywających poważny kryzys małżeński. 40 dni starań - to naprawdę ognioodporny człowiek... Mnie trochę wzruszył, bo mi to przychodzi teraz łatwo, ale nic głębszego nie poruszył. Podobnie zresztą jest z innym polecanym tu często filmem - "Chata". Według mnie to byłby może dobry materiał dla nastolatków, gdyby fabuła nie była osnuta wokół zamordowania kilkuletniej dziewczynki przez pedofila. A tak to chyba nie poleciłbym nikomu. Bardzo pobożny i bardzo nadęty kicz.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 6 gości