Brak sił...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

tata999
Posty: 565
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: tata999 » 24 sie 2019, 15:01

twardy pisze:
24 sie 2019, 11:15
Nie wiadomo czy Twoja żona długo wytrzyma żyć sama. Bierzesz to pod uwagę?
Brzmi, jak sugestia, że żona mogłaby wkrótce dokonać zdrady lub nawet, jak to się błędnie mówi, "zostać popchnięta" ku temu. O ile rozumem pozostałą część wypowiedzi, to ten fragment budzi moje zdziwienie. Jeśli autor zechciałby rozwinąć myśl, żeby rozwiać wątpliwości i móc ją rozważyć, to będę wdzięczny.

Podzielam opinię, że kluczowe jest skupienie się na pracy nad sobą. Jednakże jeśli chodzi o czas, to wydaje mi się, że nie ma znaczenia, czy jest go mało, czy dużo. Nawet ciężko ocenić, czy jest go wystarczająco, czy nie. Cierpliwość i pokora polegają m.in. na tym, że nie wyczekuje się raptownych zmian, w określonym czasie.

nałóg
Posty: 941
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: nałóg » 24 sie 2019, 15:05

Mr..... piszesz jak to pokora jest Twoją mocną stroną....... a ja jak czytam Twoje posty to jawi mi się mocno despotyczny, niecierpliwy,może nawet zadufany a sobie facet.Ja postrzegam tę Twoją lansowaną pokorę jako odwróconą pychę.Piszesz : jak ona mogła ...... jak ona może..... MNIE ignoruje i nie odczytuje wiadomości ? Toż to skandal..... do MNIE się nie uśmiecha,nie docenia MNIE i MOICH zmian, nie kaja się za to „ odseparowanie”.Piszesz o swojej 100% świadomości udziału w kryzysie..... by jednak się z tym nie godzić w kolejnym zdaniu.Sporo ironii w moim tekście..... sarkazmu...... lecz nie w celu dokopania Ci .Dobrze że tu jesteś...... choć jakoś mi się wydaje że wszedłeś tu trochę się poużalać i aby być pogłaskany .Czas.....

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 15:37

Nie wszedłem tutaj by się uzalac. Mam prawo powiedziec, ze jest mi przykro i smutno. Mam prawo być niezadowolony z tego, że moja żona nie chce mieć ze mną kontaktu. Myślę, że łatwo kogoś ocenić po wpisie. Tak jestem bardzo krytyczny wobec siebie. Staram się. Zawsze taki byłem. A to, że przeze mnie przemawia rozczarowanie no to cóż.. Napisałem bo czytam historie innych ludzi również tutaj. Chciałem posłuchać paru osób na tym mi zależało, a czy ktoś mnie wspiera czy uzala się to inna sprawa. Jeśli według Ciebie taki jestem no to cóż, no to moja żona dobrze robi =)

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6760
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Brak sił...

Post autor: Nirwanna » 24 sie 2019, 16:04

Mr.x, czy odróżniasz ocenę człowieka od oceny jego zachowania?
Zarówno w stosunku do siebie, jak i innych ludzi?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 16:27

Tak, odróżniam

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6760
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Brak sił...

Post autor: Nirwanna » 24 sie 2019, 17:14

Mr.x pisze:
24 sie 2019, 16:27
Tak, odróżniam
OK.
Biorąc zatem pod uwagę ten cytat:
Mr.x pisze:
24 sie 2019, 15:37
Jeśli według Ciebie taki jestem no to cóż, no to moja żona dobrze robi =)
wnioskuję, że w Twoim odbiorze zostałeś oceniony Ty (jako całość, cała osoba), a nie Twoje zachowanie czy też postawa?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

twardy
Posty: 1640
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: twardy » 24 sie 2019, 17:42

tata999 pisze:
24 sie 2019, 15:01
twardy pisze: ↑
24 sie 2019, 11:15
Nie wiadomo czy Twoja żona długo wytrzyma żyć sama. Bierzesz to pod uwagę?

Brzmi, jak sugestia, że żona mogłaby wkrótce dokonać zdrady lub nawet, jak to się błędnie mówi, "zostać popchnięta" ku temu. O ile rozumem pozostałą część wypowiedzi, to ten fragment budzi moje zdziwienie. Jeśli autor zechciałby rozwinąć myśl, żeby rozwiać wątpliwości i móc ją rozważyć, to będę wdzięczny.
Jesteśmy wszyscy tylko ludźmi, a na świecie jest wiele pokus. Samemu jest czasami trudno. Kobiecie nawet trudniej.
Wystarczy, że znajdzie się ktoś w otoczeniu żony autora wątku, kto okaże jej zrozumienie, empatię, czułość i doceni za to, za co od Mr.x nie czuła się doceniana i może się zdarzyć wszystko. Nawet jej religijność może nie wystarczyć, aby potrafiła stawić temu czoła.
To miałem na myśli.

Jakaja
Posty: 26
Rejestracja: 21 sie 2019, 17:21
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Brak sił...

Post autor: Jakaja » 24 sie 2019, 17:58

Mr.x, wg mnie powyższe komentarze wynikają z zainteresowania Twoim problemem, troski o Ciebie i życzenia Wam wielu szczęśliwych wspólnych lat. Życzę Ci, by Duch Święty oświecał zawsze Twe serce i umysł, pocieszył w smutku, ratował w niebezpieczeństwach, wyprowadzał z błędów, dodawał sił i odwagi :)

Monti
Posty: 512
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Monti » 24 sie 2019, 20:46

Zazwyczaj nowi forumowicze są traktowani raczej łagodnie, a Mr.x dostał kilka dość gorzkich przekazów bez owijania w bawełnę. Może to i dobrze, bo nie ma czasu do stracenia.
Ja też żyję z żoną takiej nieformalnej separacji prawie od 10 miesięcy, wcześniej był długotrwały narastający kryzys. I choć powody naszego rozstania wydawały mi się zawsze dość niejasne, to przyczyna Waszego kryzysu w ogóle wydaje mi się dość błaha. Nie w tym sensie, że wiara/religia jest czymś nieistotnym, ale uważam, że przy odrobinie dobrej woli i poszanowaniu światopoglądu drugiej strony da się wypracować jakiś kompromis. U mnie też wątek religijny się pojawił, ale raczej jako jedna z kilku przyczyn.
Myślę, że musisz się dokopać do prawdziwej przyczyny kryzysu, bo wg mnie ten Wasz spór był raczej objawem jakiejś innej choroby - może braku szacunku, może braku zdolności do kompromisu.
W każdym razie wydaje mi się dość dziwne, że Twoja żona, która deklaruje się jako osoba wierząca tak łatwo odpuściła to małżeństwo i nie chce go naprawiać. Dla mnie to jakieś nieporozumienie.
Może to jest czas dla Ciebie na jakieś przebudzenie, także w sferze duchowej.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 21:25

Generalnie przepraszam, że nie odnoszę się do każdego ale nie mam myszki ciężko mi jest cytować, dlatego piszę ogólnie. Oczywiście, że muszę ponieść konsekwencje swojego zachowania. Zdaję sobie z tego sprawę, że konsekwencją jest np: to, że moja żona się do mnie nie odzywa i nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Staram się to naprawdę zrozumieć. Jest mi może trochę ciężej przez to, że jak wcześniej mieliśmy jakieś kłopoty i gdzie zawiniła moja żona ( a były takie sprawy i to dosyć poważne), to ja zawsze jakoś nie wiem miałem na względzie, że jest to moja żona i nadal mnie interesuje to jak się czuje jak się ma. To było moje zachowanie i moje wybory, jest przykro po ludzku, ponieważ obecnie z drugiej strony tego nie ma.

Jeszcze raz zdaje sobie sprawę ze swoich błędów. Staram się je wyciągać na wierz i zastanawiać się głównie nad sobą co ja źle robiłem co mógłbym poprawić. Wiem, że tylko na to mam wpływ, a na zachowanie mojej żony. Nasz kryzys rozpoczął się właśnie od tematu wiary. Ja nie jestem czynnym uczestnikiem życia kościoła i w ostatnich latach bardzo się od tego oddaliłem ze względów takich jakie teraz wychodzą na światło dzienne. Mnie to po prostu odepchnęło od tego i tyle. Natomiast coraz bardziej sobie uświadamiam to, że może nie chodzę co tydzień na mszę i nie modlę się codziennie, natomiast te zasady i przykazania, którą są to ja naprawdę staram się według nich żyć. Dla mnie małżeństwo to świętość. Staram się to naprawić na tyle ile mam siły i umiejętności. Jeśli cały czas się jest odrzucanym, to człowiek czasem też ma po ludzku tego wszystkiego dość. Ma chwile słabości nie wie co ma robić i boi się tego co będzie.

Szczerze mówiąc mam trochę żalu do żony. Ja jestem osobą wierząca, ale nie praktykuję. Staram się codziennie być po prostu dobrym człowiekiem. Denerwuje mnie to, że moja żona jest bardzo wierzącą osobą, a kompletnie nie przekłada się to na nasze małżeństwo. Bo skoro ona jest tak wierząca to powinna stosować się tym bardziej do zasad, które obowiązują. Mam wrażenie, że to ja się do tego bardziej stosuje i to jest dla mnie po prostu nie fair... Są na pewno też inne przyczyny naszego rozstania, ale dobiajające jest to że nie widzisz u kogoś chęci, wiary i zaangażowania. Później przychodzą po prostu myśli, że ona jest bardzo wierząca a widzisz że to małżeństwo i przysięga nie jest tak ważna.. to coś tu dla mnie nie jest tak. Jeśli ktoś się tak deklaruje, że ta wiara jest tak ważna, a nie ma to przełożenia na małżeństwo to dla mnie jest to słabe. Piszę tu o swoich odczuciach. Po prostu mam wrażanie, że mimo tego że ja jestem taki ''niewierzący'' to dla mnie ta przysięga jest więcej warta. To ja się staram, proszę. Chodźmy do poradni, jeźdźmy na rekolekcje ( skoro dla Ciebie jest to tak ważne) zróbmy coś z tym kryzysem, a tu ciągle NIE NIE NIE.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 21:29

Dla mnie też jest to ewidentnie czas na poprawę w sferze duchowej. Bardzo mi też to pomaga. Słucham przeróżnych wykładów i sam sobie dziwię, że ludzie kościoła są tak zgodni z moim przekonaniem. Jestem bardziej taki niż myślałem. Tak jak mówię nie w modlitwie, ale w czynach. Tak się to u mnie objawia. Staram się zbliżyć ponownie do kościoła, ale nie jest mi łatwo. Staram się poznać świat żony, by bardziej ją zrozumieć. Staram się każdego dnia. Natomiast jak się dostaje ciągle kopniaki, to myślę że superman by nie dał też czasem rady. Dlatego też piszę tak jak piszę. Ja ze swojej strony zrobię wszystko by to uratować. Staram się zmobilizować też żonę do walki o to małżeństwo, ale mi idzie opornie. Staram się pracować na sobą nad swoim charakterem. Natomiast jeśli ona nie chce podjąć terapii, spotykać się ze mną , rozmawiać, to sam niestety tego nie naprawię. Mogę tylko pokazać, że się zmieniłem ale czy to wystarczy, to nie wiem.

twardy
Posty: 1640
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: twardy » 24 sie 2019, 21:32

Mr.x, polecam Ci film "Próba ogniowa", inaczej "Ognioodporny".
Oto link do filmu: https://www.cda.pl/video/153007ff
W filmie pokazane jest między innymi to, ile zdziałać można bez Boga, a ile z Bogiem, wiarą.
Cały film jest podstawowym filmem polecanym na naszym forum, jaki warto obejrzeć chcąc ratować małżeństwo.
Obejrzyj (jeśli nie widziałeś jeszcze).

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 21:33

Ostatnie zdanie. Ja kocham moją żonę ponad życie. Starałem się jej pokazać to przez te 10 lat, które byliśmy razem. Na tyle ile umiałem, ale jak moja żona mówi, że problemem jest np to, że za dużo czasu spędzasz z kolegami , ja to poprawiam, to pojawia się kolejna rzecz, którą muszę poprawić. Mam trochę wrażenie, że będzie to trwać w nieskończoność. Zrobiłem i poprawiłem wszystko, żeby poprawić te rzeczy, tylko ciągle coś dochodzi. To też mnie zastanawia. Ja na pewno będę trwać w tej przysiędze, bo czuje jej ważność. Nie oglądam się na nią, ja chcę pozostać fair przede wszystkim wobec siebie. To tyle. Dzięki.

Mr.x
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 13:15
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: Mr.x » 24 sie 2019, 21:39

Dziękuję bardzo na pewno obejrzę.Czytam dużo książek co też mi pomaga. Tak jak mówię jest mi przykro tylko dlatego, że z tego co się dowiedziałem to przyczyny separacji uznane przez kościół u nas nie nastąpiły, dlatego widzę że po prostu dla mojej żony wtedy kiedy wiara jest okay to jest okay, a kiedy chce coś inaczej zrobić to wtedy już jest jakieś sensowne wytłumaczenie, czyli separacja to nie opuszczenie. To trochę jakby sama siebie oszukiwała. Przykre i tyle.

twardy
Posty: 1640
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak sił...

Post autor: twardy » 24 sie 2019, 21:47

Mr.x, nie jesteś przypadkiem prawnikiem, bo podchodzisz do sprawy "zgodnie z przepisami". Nie było przyczyn jakie Kościół uznaje za powód do separacji, to żona nie ma prawa do separacji.
A gdzie w tym człowiek? Gdzie to co żona czuje? Przecież ani ja, ani Ty nie byliśmy zapewne ideałami, skoro żonom coś się odechciało? Zbierało się żonie i uzbierało się.
Rozumiem, że Ci przykro, że żona nie chce teraz ratować Waszego małżeństwa, ale może ona widzi inną drogę do jego ratowania? Może tą drogą jest właśnie odizolowanie się od Ciebie na jakiś czas? Może? Nie wiem, ale pozwól żonie korzystać z wolnej woli jaką dał jej Bóg, a Ty zajmij się sobą i przemianą siebie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: monachomachia i 9 gości