Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Małgorzata Małgosia
Posty: 302
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Małgorzata Małgosia » 03 wrz 2020, 14:18

Dziękuję Wam wszystkim za modlitwę! Wczorajszy dzień był wykańczający emocjonalnie, no ale tak to już jest kiedy, sami wiecie najlepiej...
Pierwsza sprawa: Ozeaszu, bardzo dziękuję za to co napisałeś. O tym zatrzymaniu się w rozwoju duchowym, żeby poczekać na współmałżonka.
Ja nie poczekałam. Nie chciałam czekać. Jego chciałam na siłę wciągnąć tam gdzie ja jestem. A on nie był na to gotowy i ostatecznie zamknął się na mnie.

Dużo już mam refleksji na temat naszego małżeństwa. Wczorajsze przesłuchanie też rzuciło nowe światło. Niezbyt optymistyczne.
Nie mogę mówić jakie były pytania, bo zobowiązałam się do tajemnicy pod rygorem nieuzyskania rozgrzeszenia - aż do tzw. publikacji akt (czyli zebrania całego materiału dowodowego).

Mogę tylko powiedzieć, że przesłuchanie trwało 3 godziny i odpowiadałam na pytania przygotowane przez obrońcę węzła małżeńskiego.
Nikt tam nie jest zainteresowany całą prawdą o naszym życiu, bo jak wiecie, wspólne życie jest mocno poplątane, jedne rzeczy wpływają na drugie, małżonkowie "rezonują" ze sobą. I w dobrym i w złym znaczeniu.

A tam zadawane są pytania o, może 1/10, tego co się przez te wszystkie lata między nami wydarzyło.
Nie ma sentymentów, duchowych "rozkmin". Konkret. "Niech pani odpowie krótko: tak, czy nie?"

Ja przynajmniej mam jakieś pojęcie o tym co dla prawnika jest ważne, jak istotne są słowa. Niby znaczą to samo, ale w określonym kontekście nabierają innego znaczenia.
Dlatego zadawałam pytania, żeby doprecyzować o co jestem pytana. Jak prawo kanoniczne rozumie to słowo. I jak mi ten przesłuchujący zaczął wyjaśniać to nagle okazało się, że ja zupełnie inaczej to rozumiałam.

"Najlepsze" było na koniec, kiedy zapytałam czy świadkowie też niedługo będą wzywani (powiedział, że za parę miesięcy, bo jest kolejka). Przeczytał listę świadków i nie było tam ŻADNEGO mojego. Okazało się, że zostało przegapione to, że ja zgłosiłam świadków.
Bóg się troszczy o tę naszą sprawę. Nie wiem dlaczego ksiądz przeczytał kto jest świadkiem. Inaczej nie dowiedziałabym się, że moi nie zostali zauważeni...
Na szczęście ten błąd został naprawiony. Jak również kilka zdań zostało poprawionych (w protokole) po moich uwagach. Przesłuchujący mnie pisał jednocześnie moje odpowiedzi i skracał moje wypowiedzi do konkluzji. Nie zawsze były trafne, bo były zbyt dużym skrótem myślowym i ostatecznie wypaczały sens tego co powiedziałam..

Pozytywne (o ile można tak powiedzieć) z wczorajszego dnia było też zapoznanie się w końcu z aktami sprawy cywilnej. Ulżyło mi, bo w odpowiedzi na moje stanowisko na jego pozew, napisał tylko, że mimo wszystko cały czas podtrzymuje wniosek o rozwód, ale bez orzekania o winie.
Moim zdaniem dlatego, że czuje winę.

W sumie to ciekawa jestem co zrobi sąd: ja nie chcę rozwodu i piszę, że męża kocham, on nie chce ze mną być, ale przyznaje, że jest winny (nie napisał, że nie zgadza się z moim twierdzeniem, że uważam iż całą winę za rozpad małżeństwa ponosi on)...
Ciekawe.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

renta11
Posty: 552
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: renta11 » 03 wrz 2020, 20:23

ozeasz pisze:
02 wrz 2020, 18:42
Nino pisze:
08 sie 2020, 15:42
Cenie samotnosc i dostrzegam, ze jest mi potrzebna, choc jest wyzwaniem. Nie ma jednak we mnie (wciaz nie ma!) zgody na samotne zycie.
Troche to zabawne, poniewaz w sumie z miesiaca na miesiac wiode je z coraz wiekszym powodzeniem i zaczynam doceniac te przestrzen, w ktorej moge spokojnie robic wewnetrzne porzadki. Emocje przeszkadzaja, zwlaszcza te silne. Ucze sie przypatrywac im, rozumiec skad przychodza. Mam wrazenie, ze jestem w procesie, ale nie zdawalam sobie sprawy, ze bedzie tak trudno oraz ze bol nie odstapi ot tak. Ale nie ugasze go i nie znieczule inaczej, jak pozwalajac sobie na jego przezycie do konca. I oddaje go Bogu.
Jednak nie chce byc w zyciu sama! O co chodzi? Jestem sama, radze sobie, Bog mnie oczyszcza a ja wciaz boje sie tej samotnosci.
Ja zauważyłem niepokojące zjawisko (już dosyć dawno) między Sycharkami które nazwałbym "singlizmem", już nie pamiętam czy takie sformułowanie gdzieś wyczytałem czy usłyszałem.

Bo może być tak ...i bywa jak słucham, że niektórzy na tyle "zachłystują się" niezależnością po rozstaniu (czy to rozwód czy separacja formalna, nieformalna), że czekać już nie czekają, stan w którym są na tyle przypadł im do gustu że raczej nie biorą pod uwagę powrotu współmałżonka, deklarują otwarcie że nie wyobrażają go sobie i raczej trudno by im było przestawić się na nowe tory, zrezygnować z obecnych "przywilejów".

Inną odmianą tego "singlizmu" jest plon "twardej miłości", czyli ludzie oznajmiający że tak , oczywiście, czekają na współmałżonka, ale zbiór zasad, warunków stanowi tak znaczną barierą że patrząc zdroworozsądkowo, prawdopodobnie jest to niemożliwe do zrealizowania, często nawet współmałżonkowie nie wiedzą co ewentualnie na nich czeka, bo nie doszło do konfrontacji, jednak taki sposób myślenia funkcjonuje u niektórych z którymi rozmawiałem, pisałem.

Jest jeszcze jedna odmiana "singlizmu" i nazwałbym to "dążeniem do doskonałości" gdzie zjawisko to zaczyna się przed, w trakcie kryzysu, lub po porzuceniu przez współmałżonka i polega na "doskonaleniu" swojej osoby w oderwaniu od celu jako takiego który tu przyświeca, a przynajmniej cel ów tracić się może w trakcie procesu, a którym jest ratowanie i odbudowa związku małżeńskiego.

Cechą tego procesu jest sfokusowanie na własnej drodze, która prowadzić ma do większej dojrzałości, jednak po jakimś czasie powstaje duża rozbieżność między współmałżonkami na poziomie właśnie dojrzałości, duchowości, emocjonalności, komunikacji i coś co z założenia miało pomóc, finalnie staje się przeszkodą (przepaścią) w porozumieniu, budowaniu więzi itd.
To doszło do mnie, kiedy na rekolekcjach ksiądz opowiadał o J.B. Molla i Jej korespondencji z mężem oraz opisu relacji z Bogiem. Joanna "dostała wskazówkę od Jezusa", żeby poczekała w swoim rozwoju duchowym na męża, bo ważniejsza jest jedność małżeńska niż indywidualna doskonałość w wierze, tworząca rozdźwięk między małżonkami..

To parę moich refleksji po prawie dziesięciu latach bycia we wspólnocie i ognisku na temat jak to może wyglądać co do sposobu percepcji, pojmowania charyzmatu i "sposobu jego realizacji" w niektórych odmianach.

Pozdrawiam serdecznie
A jeszcze inna droga Ozeaszu może być taka, że robi się z małżeństwa bożka i wszystko się temu podporządkowuje. Włącznie z własnym rozwojem. Nie wydaje mi się, żeby dla Boga ważniejsze było małżeństwo niżli zbawienie pojedynczego człowieka.
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2137
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: ozeasz » 04 wrz 2020, 15:52

renta11 pisze:
03 wrz 2020, 20:23
A jeszcze inna droga Ozeaszu może być taka, że robi się z małżeństwa bożka i wszystko się temu podporządkowuje. Włącznie z własnym rozwojem. Nie wydaje mi się, żeby dla Boga ważniejsze było małżeństwo niżli zbawienie pojedynczego człowieka.
Ja też nie wiem co dla Boga ważniejsze, to co mógłbym powiedzieć opiera się na moim (może powszechnym) przekonaniu oraz rozumieniu (interpretacji) nauki Ewangelii i Kościoła, która (mam nadzieję) się nie kłoci z oficjalnym nauczaniem...

Za to jestem przekonany, że dla Boga każdy jest umiłowanym dzieckiem, że za każdego bez wyjątku umarł Chrystus, inną rzeczą jest przyjęcie tej ofiary i o ile człowiek odpuszcza, to ufam że Bóg nie czyni tego nigdy i szuka dla człowieka z każdego punktu jego jakkolwiek pogmatwanego życia, wyjścia, drogi do jego zbawienia.

A że małżeństwo to już dwa człowieki które obiecujom że bendom (a czy som nie mnie sądzić) :D znakiem Jego miłości i łaski to myślę że to nadaje temu wysoką rangę, bo sakrament ma Bożą autoryzację.

Dodatkowo dla mnie to jest obraz, odbicie, komunii między Osobami Boskimi, jednak zdaję sobie sprawę że w obecnych czasach , w naszych sytuacjach trudno się doszukać odblasku komunii, jedności osób uczestniczących w związku małżeńskim.

Nie wiem co chciałaś przez to powiedzieć, ale rozumiem (chyba?) że masz obawę że małżonkowie mogą wyznaczyć sobie własną hierarchię wartości, a przez to być w opozycji do Boga? Pewnie że tak i każdy przykład jest czymś indywidualnym i w takim aspekcie warto go rozpatrywać, wreszcie myślę, że my (obecni na forum czy w ogniskach) w większości jesteśmy pokłosiem takiego stanu rzeczy.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Nino
Posty: 440
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Nino » 04 wrz 2020, 22:21

Ja to rozumiem w ten sposób, że jak myślę uporczywie o uratowaniu małżeństwa i pragnę, aby mąż wrócił, a nie skupiam się na Bogu, tak po prostu, pomimo sytuacji, jaka jest: to potem efekt jest taki, że nawet jak małżeństwo uda się na powrót sklecić, to Bóg nadal pozostaje tłem, a to chyba nie jest dobrze.
Mój małżonek raz po raz mówi o...apostazji :( Ostatnio w niedzielę, kiedy to przywiózł swoje rzeczy do garażu na przechowanie....
Dziś nad ranem miałam makabryczny sen o nim....
Sama nie wiem, jak mi się udaje znosić to wszystko?....
Nie rozumiem, w jakim sensie to cierpienie może mnie ubogacać? Nie czuję się tym cierpieniem ubogacona...
Wpadło mi w ucho fajne zdanie Taty, aby nie mnożyć scenariuszy rozpaczy...Dla mnie to jest obecnie najgorsze: te scenariusze,,,Jakoś z emocjami lepiej, a w ciągu dnia nawet modlę się, jem, śmieję się, uprawiam sport i pracuję...Ale wewnętrzny ból wciąż nie znika!
Najlepiej się czuję, jak udaje mi się o mężu zapomnieć w ciągu dnia, albo...olać go!

Ruta
Posty: 686
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Ruta » 04 wrz 2020, 22:53

Małgorzata Małgosia pisze:
03 wrz 2020, 14:18
Dziękuję Wam wszystkim za modlitwę! Wczorajszy dzień był wykańczający emocjonalnie, no ale tak to już jest kiedy, sami wiecie najlepiej...
Pierwsza sprawa: Ozeaszu, bardzo dziękuję za to co napisałeś. O tym zatrzymaniu się w rozwoju duchowym, żeby poczekać na współmałżonka.
Ja nie poczekałam. Nie chciałam czekać. Jego chciałam na siłę wciągnąć tam gdzie ja jestem. A on nie był na to gotowy i ostatecznie zamknął się na mnie. (...)
Małgosiu jesteś dzielna. Będę w najbliższych dniach przytulać cię w modlitwie, abyś odzyskiwała siły i jak najszybciej wróciła do radości. W pierwszej chwili po rozprawie wydawałam się sobie w miarę spokojna, dwa dni funkcjonowałam jakby nigdy nic i dopiero potem jednak we mnie to mocno uderzyło. Teraz już jest okej. Bądź dla siebie dobra...

Uważaj też z obwinianiem się. Ozeasz napisał o szczególnej sytuacji, w której kobieta otrzymała osobiste wezwanie w sercu, aby się zatrzymała. Widać jej małżeństwu było to potrzebne. Myślę jednak, że zazwyczaj nie ma nic złego w tym, że się rozwijamy i skutkiem rozwoju wcale nie jest destrukcja więzi małżonków. Lepiej niż wchodzić w takie dość ryzykowane rozważania oddawać się Bożej Woli i szukać swoich wyzwań i powołań :)

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2137
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: ozeasz » 05 wrz 2020, 14:23

Nino pisze:
04 wrz 2020, 22:21
Najlepiej się czuję, jak udaje mi się o mężu zapomnieć w ciągu dnia, albo...olać go!
Czy jedno i drugie to nie wyparcie, ucieczka (od problemu), jak myślisz o czym to może świadczyć?
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2137
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: ozeasz » 05 wrz 2020, 14:56

Ruta pisze:
04 wrz 2020, 22:53
Uważaj też z obwinianiem się. Ozeasz napisał o szczególnej sytuacji, w której kobieta otrzymała osobiste wezwanie w sercu, aby się zatrzymała. Widać jej małżeństwu było to potrzebne. Myślę jednak, że zazwyczaj nie ma nic złego w tym, że się rozwijamy i skutkiem rozwoju wcale nie jest destrukcja więzi małżonków. Lepiej niż wchodzić w takie dość ryzykowane rozważania oddawać się Bożej Woli i szukać swoich wyzwań i powołań
Ruto obawiasz się takiego "czekania" na współmałżonka, takiej wrażliwości na niego że może on dojrzewa w swoim czasie i warunkach, inaczej niż Ty?
Ruta pisze:
04 wrz 2020, 0:29
Jedną z moich osobistych świętych, których świadectwo mnie zawsze porusza jest Święta Faustyna. To jej zawdzięczam przyjęcie zaproszenia, mimo moich wątpliwości w realność mojego doświadczenia wewnętrznego a przede wszystkim w to, że ma ono związek z Bogiem, nie zaś ze mną samą: Jezu ufam Tobie.
Jak już napisałam, moja refleksja jest taka, że w modlitwie i otwarciu się na Boże rozwiązania możemy otrzymać wsparcie prowadzenie wskazówki oraz, że dla każdego mogą być one inne. Sądzę, że dlatego nie ma sensu krytykować czy wartościować, czyja droga jest lepsza, efektywniejsza, a czyja wcale taka nie jest. Ja na przykład wcale nie wiem czy droga którą podążam, jest w ogóle drogą naprawy mojego małżeństwa.
Obawiasz się czegoś takiego jak zastanawianie się nad własnymi błędami które niekoniecznie (może) jest obwinianiem, a czy nie na tym polega rozwój że widząc własne błędy uczymy się ich nie popełniać więcej, kiedy już dojrzymy je i dojrzejemy do zmiany?
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Ruta
Posty: 686
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Ruta » 05 wrz 2020, 21:26

ozeasz pisze:
05 wrz 2020, 14:56

Ruto obawiasz się takiego "czekania" na współmałżonka, takiej wrażliwości na niego że może on dojrzewa w swoim czasie i warunkach, inaczej niż Ty?
Nie. Nie obawiam się. Czekam. Szczerze mówiąc nie zastanawiam się jaka jest droga mojego męża, modlę się tylko za niego, by ją odnalazł i miał odwagę nią podążyć. Nie próbuję niczego przyśpieszyć, zmienić, ani wpływać na męża w żaden sposób. To dla mnie jako osoby współuzależnionej było ogromnym wyzwaniem, by do takiej postawy dojrzeć i by mieć na nią w sobie wewnętrzną zgodę.
Mam za to swoją drogę i podążam nią. Boję się tylko, że zanim mój mąż się namyśli, jego nałogi go zabiją. Znam i takich mężczyzn, którzy żyli i żyją z nałogami, na w miarę stałym poziomie, ale znałam też takich, którzy odchodzili przedwcześnie, a przyczyną ich śmierci był nałóg, choć nie zawsze bezpośrednią. Godzę się z tym, że nie mam na to wpływu, choć wciąż szukam, co jeszcze mogę zrobić "po ludzku".
ozeasz pisze:
05 wrz 2020, 14:56
Obawiasz się czegoś takiego jak zastanawianie się nad własnymi błędami które niekoniecznie (może) jest obwinianiem, a czy nie na tym polega rozwój że widząc własne błędy uczymy się ich nie popełniać więcej, kiedy już dojrzymy je i dojrzejemy do zmiany?
Także tego się nie obawiam. Wręcz przeciwnie, moja część pracy to naprawa siebie, czyli mocne wejrzenie w siebie i zmiana tego, co jest we mnie pokręcone, zranione, co powoduje, że ranię innych, że ranię siebie, że niedostatecznie kocham lub kocham niedojrzałe, że moim bliskim i innym ludziom nie zawsze żyje się ze mną dobrze i mnie samej także ze sobą nie żyje się dobrze.

To głębszy poziom, niż samo szukanie własnych błędów. Myślę, że żeby ich uniknąć, nie wystarczy, że je odnajdę i powiem sobie: "no to już tak więcej nie będę". Raczej mała szansa, że to zadziała.
Może na przykładzie. Niemal każda żona w kryzysie może stwierdzić "krzyczałam na męża", ale zapewne ile żon, tyle powodów, choć błąd ten sam. Jeśli postanowiłabym tylko więcej nie krzyczeć, to będę stale angażować swoją energię w to, by się powstrzymać od krzyku. Mało tego, nie sądzę, by mąż czuł się z tym bezpiecznie. W bliskiej relacji czujesz, gdy ktoś się przed czymś powstrzymuje. No i wiesz wtedy, że nadal jest ryzyko, że ta osoba kiedyś się nie powstrzyma.

Mogę jednak sprawdzić w sobie, czemu krzyczałam. Naprawić to u źródła. Wtedy nie będę się już powstrzymywać. Po prostu nie będę czuć potrzeby, by komunikować się krzycząc. Będę wtedy "bezpieczna" i dla siebie i dla innych. Nie chodzi o zmianę. Nie wierzę w zmiany. Natomiast wierzę w naprawę. Krzesło to krzesło. Jeśli się zepsuje, to możemy je naprawić, odnowić, a nawet uczynić jeszcze fajniejszym i wygodniejszym krzesłem niż było kiedykolwiek. Raczej jednak nie zrobimy z krzesła ani szafy, ani stołu.

Nie widzę za to sensu, by utykać na obwinianiu się. Jasne, nie jestem zadowolona z wielu rzeczy, które robiłam. Część z nich robiłam, bo nie umiałam inaczej, część z bezradności, a część w dobrej wierze. Tak samo z tym czego nie robiłam, a powinnam. Im więcej czasu mija, tym większy mam dystans i tym więcej swoich głupich działań i zaniechań widzę, tego co można określić błędami. Początkowo czułam się im winna. Jednak potem uświadomiłam sobie, że nigdy świadomie nie zrobiłam niczego przeciwko mojemu małżeństwu, jeśli dostrzegałam swój błąd wycofywałam się z niego, byłam lojalna wobec mojej przysięgi i wobec męża.

Moją winą było natomiast postawienie mojego męża i małżeństwa na pierwszym miejscu w moim życiu. Z tego wypłynęło mnóstwo innych błędów. Oraz moja niedostateczna dbałość i troska o samą siebie, na pierwszym miejscu był zawsze mój mąż. Wiem skąd taka moja postawa. Był we mnie ogromny głód miłości i akceptacji połączone z przekonaniem, że na nie nie zasługuję - więc byłam gotowa za nie płacić ogromną cenę. To jeden z wielu możliwych punktów wyjścia z którego rozwija się współuzależnienie.

Wiem, że zwykle osoby współuzależnione budzą współczucie i są postrzegane jako ofiary. I w jakimś wymiarze tak jest. Jest jednak inny poziom, na którym osoba współuzależniona czerpie ze swojego współuzależnienia korzyści. Współuzależniony szef ma uzależnionego pracownika, który pracuje bez umowy i za niższe stawki, współuzależniona matka ma syna pod kontrolą, współuzależniony rodzic ma trudne dziecko i liczy, że tak scali się jego małżeństwo, albo przynajmniej małżonek nie odejdzie. Ilu ludzi tyle różnych możliwych korzyści. Tego nie dowiedziałam się na terapii. To moje własne obserwacje. Moją korzyścią była iluzja miłości.

Natomiast jakby to absurdalnie nie brzmiało, moje Boże zaproszenie objęło naprawę siebie (a jest co naprawiać) i skupienie się na sobie. Pewnie jest ono równie absurdalne, co zaproszenie do poczekania z rozwojem duchowym. Gdyby na końcu była przyrzeczona nagroda w postaci naprawy relacji między mną a mężem, byłoby mi zdecydowanie łatwiej. Choć im bardziej robię się "naprawiona" tym jest mi samej łatwiej, lżej w życiu, radośniej, to jednak jest we mnie głęboka tęsknota za mężem. Czy jednak zaproszenie na drogę na której jestem obejmuje efekt w postaci tego, że będę mogła jeszcze kiedykolwiek się do męża przytulić, posłuchać jego serca i poczuć jego bliskość, że jeszcze kiedykolwiek będę mogła z moim mężem dzielić codzienność, czy poczuć, że jesteśmy dla siebie znów najważniejszymi osobami, tego nie wiem. Ufam.

Małgorzata Małgosia
Posty: 302
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Małgorzata Małgosia » 13 paź 2020, 6:35

Dzisiaj nasza druga rozprawa i być może ostatnia. Wspomnijcie o nas w modlitwie. Godz. 10:20. Dziękuję.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9151
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Nirwanna » 13 paź 2020, 6:42

Niech Duch Święty ze swoimi darami będzie obecny na sali sądowej, niech Matka Boża otacza Was swoją opieką....

Pod Twoją obronę....
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

marylka
Posty: 1193
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: marylka » 13 paź 2020, 7:39

Uciekamy sie Święta Boża Rodzicielko...

Bławatek
Posty: 263
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Bławatek » 13 paź 2020, 9:25

Naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych...

Lawendowa
Posty: 3842
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Lawendowa » 13 paź 2020, 9:31

Ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać ...
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

SAMOA
Posty: 149
Rejestracja: 20 lut 2017, 9:43
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: SAMOA » 13 paź 2020, 9:43

Panno chwalebna i błogosławiona!

Ruta
Posty: 686
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Rozwód aby stwierdzić nieważność małżeństwa

Post autor: Ruta » 13 paź 2020, 10:24

O Pani nasza, Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza...

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 16 gości