Małżeństwo na skraju rozpadu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Oliś
Posty: 27
Rejestracja: 25 sie 2019, 20:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Oliś » 27 sty 2020, 20:24

Oj Teodoro, przykro mi, myślałam że długo nie piszesz bo jakoś się powoli zaczyna układać.. A tu takie hece...
Jedyne co mogę Ci napisać to czułam (poniekąd do dziś czuję) to co ujęłaś w ostatnim akapicie do swojego męża. Zastanawiam się czy jest tak niedojrzały, opętany, zakłamany, pewny swojej nowej drogi, egoistyczny, czy zwyczajnie głupi. Albo wszystko naraz.
W takim zawieszeniu żyję już 3 lata, i nie wiem jak to się roztrzygnie. Najlepsze, że po tak długim czasie sama nie wiem czego bym chciała i co byłoby dla mnie i dla dzieci najlepsze. Chociaż dzieci pragną pełnej rodziny, przynajmniej one są konkretne w swoich pragnieniach. Ale jak widać ich pragnienie i tak nic nie wnosi... Też mam załamkę od kilku dni i ciężki okres w pracy.
Takie życie. Na szczęście wiem że da się to przeżyć, że te gorsze chwile za jakiś czas rozproszy wiatr, i będzie troszkę łatwiej. I wtedy znowu się naturalnie uśmiechnę. I Ty też tak będziesz :)
Ściskam ciepło! Razem damy radę :)

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: tata999 » 27 sty 2020, 22:23

Oliś pisze:
27 sty 2020, 20:24
Zastanawiam się czy jest tak niedojrzały, opętany, zakłamany, pewny swojej nowej drogi, egoistyczny, czy zwyczajnie głupi. Albo wszystko naraz.
A może jeszcze co innego. Może chodzi o stworzenie zasłony dymnej, zmącenie w głowie, zmylenie, zgubienie i osłabienie morale, żeby żonie nie chciało się lub nie miała siły dyskutować, doszukiwać się prawdy, pociągać do odpowiedzialności. I nie tylko dlatego, że wyrzuty sumienia, czy prawda niewygodna, ale żeby było łatwiej lawirować - zgodnie z porzekadłem, że w mętnej wodzie ryby...

Jednakże, czy warto zgadywać zamiary i intencje drugiej strony? Moim zdaniem nie warto, bo to potrafi zablokować własny rozwój, zabrać czas, uwagę i energię od pożyteczniejszych dla siebie spraw.

teodora
Posty: 89
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 29 sty 2020, 21:05

Nie wiem, nie rozumiem zachowania męża. Niby tamtą kocha, a nie odchodzi. Czy to może oznaczać ze jeszcze jest dla nas szansa? Naprawdę dałam mu wolność, powiedziałam że podzielimy utrzymanie i czas z dziećmi na pół i że naprawdę może w każdej chwili wyjść. A on został.

Wiem niestety jedno, że zbliżam się do jakiejś granicy.

Po wyznaniu o zakochaniu, mąż wrócił i powiedział że poprosił kowalską o nie kontaktowanie się z nim.

Nie sprawdzam, nie wiem czy się kontaktuje. Powiedział też, że widzi że emocje zaburzają mu obraz sytuacji. Cała akcja zadziała się po trudnej naszej rozmowie, w której ja powiedziałam że ta relacja też jest zdradą, że boli mnie to, że kiedy byłam w domu z dziećmi i robiłam wszystko żeby udało mu się zakończyć kontrakt, on budował relację z inną kobietą. Ze byłam jego darmową niańką, że bez mojego poświęcenia nie byłoby możliwe, żeby wogole mógł ten kontrakt realizować. Po tej rozmowie była akcja nocna, że kocha inną. A potem wrócił i zaczął mnie przekonywać, że to tak 'samo się stalo', że to wtedy gdy byliśmy w separacji, bo on już nie chciał do mnie wrócić, że gdyby nie nasze problemy to tej relacji by nie było. Więc tak sobie to wszystko usprawiedliwił :( No i ze myśli o odejściu ode mnie.

Niby teraz próbujemy coś budować, ale jest jakaś zasłona. Nie potrafię się przełamać. Wycofuje się, zamykam w sobie, bo on wogole nie uznaje, że mnie skrzywdził, że mnie krzywdzi. Czy powinnam mu to powiedzieć? W tym momencie, kiedy właściwie on tak naprawdę myśli, marzy o innej? Nie chcę zniszczyć tej szansy na uratowanie małżeństwa, ale naprawdę nie mam już siły na kolejny cios. I widzę, że jak ja się dystansuję, to mąż też. Czy mówić mu o swoich uczuciach, czy to rzucanie pereł przed wieprze😞

Modlę się codziennie, o siłę. Nie mam na nic czasu, nie mam jak jechać na spotkanie Sychar, nie mamy kompletnie pieniędzy, nie mam blisko żadnej rodziny. Ze względów finansowych musiałam przerwać terapię. Jak to wszystko unieść...

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: tata999 » 29 sty 2020, 22:52

teodora pisze:
29 sty 2020, 21:05

Modlę się codziennie, o siłę. Nie mam na nic czasu, nie mam jak jechać na spotkanie Sychar, nie mamy kompletnie pieniędzy, nie mam blisko żadnej rodziny. Ze względów finansowych musiałam przerwać terapię. Jak to wszystko unieść...
Teodoro, spiętrzyło się dużo spraw. Wytrwaj. Być może nie wszystko uda się w terminie wyprostować, cześć spraw trzeba będzie poświęcić, żeby nie zawalić innych. Czasami tak się zdarza, że nie wszystko możemy unieść i trzeba z czegoś zrezygnować. Zadbaj o siebie, o regenerację, o to, żeby nie wypruwać żył. U mnie przestawienie się trwało długo, dużo poświęciłem. Jednakże nie żałuję. Wcześniej myślałem, że mogę mało spać, wytężać miesnie i umysł na max non-stop, nie jeść jak nie mam czasu, w wolnej chwili zajmować się jednym, drugim, trzecim (choćby rzucić okiem na nowe wiadomości) itd. Teraz bardziej staram się zachować mniej gwałtowny rytm życia, nie przyspieszać i nie zwalniać zbyt często, ładować akumulatory codziennie, np. nie czekać na weekend, żeby odespać. Pogody ducha!

s zona
Posty: 2892
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: s zona » 30 sty 2020, 6:57

tata999 pisze:
29 sty 2020, 22:52
teodora pisze:
29 sty 2020, 21:05

Modlę się codziennie, o siłę. Nie mam na nic czasu, nie mam jak jechać na spotkanie Sychar, nie mamy kompletnie pieniędzy, nie mam blisko żadnej rodziny. Ze względów finansowych musiałam przerwać terapię. Jak to wszystko unieść...
Teodoro, spiętrzyło się dużo spraw. Wytrwaj. Być może nie wszystko uda się w terminie wyprostować, cześć spraw trzeba będzie poświęcić, żeby nie zawalić innych. Czasami tak się zdarza, że nie wszystko możemy unieść i trzeba z czegoś zrezygnować. Zadbaj o siebie, o regenerację, o to, żeby nie wypruwać żył. U mnie przestawienie się trwało długo, dużo poświęciłem. Jednakże nie żałuję. Wcześniej myślałem, że mogę mało spać, wytężać miesnie i umysł na max non-stop, nie jeść jak nie mam czasu, w wolnej chwili zajmować się jednym, drugim, trzecim (choćby rzucić okiem na nowe wiadomości) itd. Teraz bardziej staram się zachować mniej gwałtowny rytm życia, nie przyspieszać i nie zwalniać zbyt często, ładować akumulatory codziennie, np. nie czekać na weekend, żeby odespać. Pogody ducha!
Teodoro zgadzam sie z Tata..

A moze to jest taki moment,zeby sie zastanowic, co jest najwazniejsze w Twoim zyciu..

Osobiscie namawialabym Cie do pozwolenia sobie/dania sobie prawa na taki WE
viewtopic.php?f=77&p=220584#p220584
Balba pisze:
22 sty 2020, 9:43
Kochane,
mamy jeszcze ostatnie miejsca - zapraszamy :D

Mamy też Dary Serca, którymi możemy wspomóc Potrzebujące - jeżeli finanse to jedyna przeszkoda....

Bożego dnia :D
Teodoro mnie kiedys Rekolekcje uratowaly .. postawily z powrotem na nogii .. a rodzine tez mialam b daleko ..
Moze warto to przespac /przemyslec /Przemodlic...

Z modlitwa .. jutro szczegolnie :)

Nino
Posty: 433
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Nino » 30 sty 2020, 21:02

Modlę się codziennie, o siłę. Nie mam na nic czasu, nie mam jak jechać na spotkanie Sychar, nie mamy kompletnie pieniędzy, nie mam blisko żadnej rodziny. Ze względów finansowych musiałam przerwać terapię. Jak to wszystko unieść...
Teodoro, Twoja historia przypomina mi trochę sytuację w mojej rodzinie, ale....przed 18-laty! Też były wówczas małe dzieci. Mąż miotał się między mną, a kowalską. Na dodatek wyszedł na jaw mój zakończony romans...

Przeżyliśmy piekło.

Dobrze, że się modlisz, bo ja wtedy modliłam się stanowczo za mało... Nie masz czasu? Może to i lepiej w pewnym sensie, ale na pewno szkoda, że nie możesz jechać na ognisko Sychar. A już największy żal, że przerwałaś terapię. Rozumiem, też przerwałam z tych samych powodów parę lat temu... Ale i tak ona do mnie wróciła... Wraz z jeszcze większym, niż przed laty, kryzysem.

Teodora. Jeśli mogę spojrzeć na to przez pryzmat własnych doświadczeń, a przecież Ty i tak przesiejesz je przez swoje, to:

- skoro mąż się miota, to.... znaczy, że nie potrafi podjąć decyzji. To może być na plus dla Ciebie. Ponieważ jak teraz mądrze zarządzisz tym kryzysem, decyzja, którą wreszcie podejmie, będzie na korzyść waszej rodziny, a nie na korzyść kowalskiej.

- wyprowadzka męża, który jest tak rozdygotany, tak niedojrzały, może tylko przyprawić Wam jeszcze więcej kłopotów. Nie masz w domu zimnego drania, który ma na Ciebie i dzieci wyrąbane. Jest bardzo dużo emocji między Wami, temperatura sięga zenitu. To możesz obrócić w pozytyw. Bo to oznacza, że uczucia, choć poranione, ale są.

Szkoda, że przerwałaś terapię. Naprawdę szkoda. A to że rodziny nie masz teraz blisko....Może to i lepiej?

teodora
Posty: 89
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 31 sty 2020, 22:52

Nino, dziękuję za podzielenie się swoim doswiadczeneim.

Tak sobie myślę, że może miłość męża do dzieci, będzie tym co go jakoś do mnie przyciągnie. On je bardzo kocha, one jego też. Bardzo też go potrzebują i dają temu wyraz... Najmłodsze biega za nim jak piesek.

Jezeli chodzi o kryzys, to błądzę jak we mgle. To chyba najtrudniejsze. Modlę się o mądrość, Bóg wiele mi pokazuje. Trudne jest to, że mąż jest na takiej huśtawce nastrojów, że rano potrafi być miły, czuły i widać że jest w tym szczery. Natomiast kilka godzin później dystans, oficjalne zwroty.

Nie umiem się w tym odnaleźć, więc się dystansuję. A to z kolei powoduje dystans u niego.

Staram się pracować na tym, żeby być 'wewnątrz sterowalna',zeby jego nastroje, emocje mną nie rządziły.

Najtrudniejsze, że powiedział mi że pokochał inną. Te słowa to jak nóż w plecy.

W rozmowach pomaga mi stwierdzenie zacytowane gdzieś przez s zona:"emocje są wrogiem kobiety". Staram sie być konkretna. Przed nami dużo trudnych rozmów. Dużo granic do postawienia.

nałóg
Posty: 2347
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: nałóg » 31 sty 2020, 23:37

Kluczem do mądrego zarządzania sobą w upływającym czasie jest zapanowanie nad swoimi emocjami, wentylowanie ich i zarządzanie emocjami.To dość trudne bo trzeba umieć je rozeznać aby nazwać by wiedzieć co i jak wentylować.PD

s zona
Posty: 2892
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: s zona » 01 lut 2020, 7:03

teodora pisze:
31 sty 2020, 22:52


Jezeli chodzi o kryzys, to błądzę jak we mgle. To chyba najtrudniejsze. Modlę się o mądrość, Bóg wiele mi pokazuje. Trudne jest to, że mąż jest na takiej huśtawce nastrojów, że rano potrafi być miły, czuły i widać że jest w tym szczery. Natomiast kilka godzin później dystans, oficjalne zwroty.

Nie umiem się w tym odnaleźć, więc się dystansuję. A to z kolei powoduje dystans u niego.

Staram się pracować na tym, żeby być 'wewnątrz sterowalna',zeby jego nastroje, emocje mną nie rządziły.

Najtrudniejsze, że powiedział mi że pokochał inną. Te słowa to jak nóż w plecy.

W rozmowach pomaga mi stwierdzenie zacytowane gdzieś przez s zona:"emocje są wrogiem kobiety". Staram sie być konkretna. Przed nami dużo trudnych rozmów. Dużo granic do postawienia.
Teodoro,
te slowa skierowal do nas ks prof Tadeusz Guz na Rekolekcjach w pazdzierniku 2016
nie widze tego teraz,moze pozniej poszukam... moze takie slowa - szczegolnie w 3 i 7 min dodadza Ci sil :)
3.1. Wasze małżeństwo trwa! - ks. prof. Tadeusz Guz - fragment konferencji
https://www.youtube.com/watch?v=4uNkA5xb8rs

Mnie te Rekolekcje w Ozarowie uratowaly .. trafilam tam chyba na oparach moich sil .. to bylo bardzo mi potrzebne ..
O "wyczynach 'mojego meza dowiedzialam sie, kiedy to sprawdzilam .. w sumie nie wierzac, ze to jest mozliwe .. sprawdzajac chcialm udowodnic sobie i innym ,ze sie myla ...ze moj maz jest prawym i wartosciowym czlowiekiem .. bo to moj maz .. tyle lat po slubie,gromadka dzieci ..i tyle wyrzeczen, zeby bylo dobrze na pozniej .. Za duzo wzielam na siebie ..
A maz czul sie niedooceniony .. chociaz mnie sie wydawalo ,ze doceniam .. moze potrzebny byl mu ten podziw w oczach kowalskich .. moze za duzo wolnego czasu , srodkow na glupoty ...

Teodoro moze te zmienne nastroje meza sa zalezne od sr finansowych .. Dla faceta to raczej wazne ...moze im gorzej pod wzgledem fin,to tym lepiej na ten moment dla Waszego malzenstwa ..

Wracajac do Rekolekcji,to wiem,ze warto zrobic wszystko , co sie da ,zeby pojechac , wzmocnic sie i nabrac nowych sil do ratowania malzenstwa a przede wszystkim do ratowania Siebie :)

Oliś
Posty: 27
Rejestracja: 25 sie 2019, 20:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Oliś » 01 lut 2020, 8:39

Wiem Teodoro co czujesz. To taka jakby walka dumy z miłością nie bojącą się upokorzenia. U mnie tę wewnętrzną walką wygrała duma, nie potrafiłam żebrać o uczucia, o pozostanie przy nas. Ale myślę, że mój mąż tak naprawdę się nie wahał, że decyzję już wtedy podjął, tylko krążył, bo bał się konsekwencji, bał się zatrzasnąć furtkę na amen. Na to też wskazuje brak wniosku o rozwód (do dziś siedzę jak na szpilkach, że będzie w skrzynce pismo z sądu), zasłona dymna, że nie ma kowalskiej (choć wszyscy wokół wiedzieli o niej daleko przede mną), no i chyba duża wola przyjaźni (?????) ze mną. A skończyło totalną (choć nieformalną) separacją która trwa już dobrych dwadzieścia kilka miesięcy.
Ciężko doradzać cokolwiek, chyba jednak są sytuacje, gdzie nie ma dobrych, satysfakcjonujących rozwiązań. Chyba najlepiej nie decydować, wsadzić dumę do izolatki, miłość do drugiej i czekać. Czekać, aż samo się rozwiąże, zadecyduje. Tak, żeby potem nie pluć sobie w brodę, że w jakikolwiek sposób przyłożyło się rękę do nie swojej decyzji. A poza tym wszystkim na ile się da zabezpieczyć jako tako przyszłość finansową dzieciom i sobie.
Trzymaj się kochana, jesteś mądrą i silną kobietą. U mnie największą siłę dawało mi to, że w kwestii lojalności wobec męża, nawet nie spojrzałam w kontekście damsko-męskim na innego mężczyznę, przez ponad 10 lat nawet nie flirtowałam z nikim, w tym względzie byłam krystaliczna. Nie wiem dlaczego, ale momentami czułam się przez to silna jak stado turów, raz dane słowo pozostało danym słowem.

teodora
Posty: 89
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 01 lut 2020, 12:44

U nas sytuacja jest o tyle jasna, że mąż powiedział wprost, że jest ta kobieta, w sumie nawet pisał do mnie smsy, więc nie chce tego jakoś ukrywać. Po wielu miesiącach ukrywania, uznał, że woli powiedzieć prawdę. On w swoim rozumieniu, pokochał ją, bo ciągle o niej myśli, tęskni za nią. Te emocje są w mojej ocenie bardzo silne.

Co jest dla mnie trudne do zniesienia, to wiem, że to jest podobna do mnie kobieta- ja też mam tysiąc pomysłów na minutę, marzenia które chcę spełniać itp., tylko ja jestem mamą maluchów i moje ambicje, plany odłożyłam na razie na dalszy plan. Natomiast ona nie ma takich zobowiązań. Wogóle dużo chyba podobieństw między mną a nią. I widzę, że mąż z tej relacji z nią jakoś czerpie, motywuje się do działania, do zdobywania wiedzy na różne tematy. Ona jest tak jakby kopią mnie sprzed lat.

Bolą takie błache rzeczy--nagle zaczął interesować się muzyką. Zgrywa sobie moje playlisty, puszcza moje ulubione piosenki o miłości i siedzi zamyślony. Do mnie aktualnie dystans, a wręcz widać że męczy go moje towarzystwo, taka uprzejmość podszyta złością.

Jak mam podsumować, to czuję jakby mąż czerpał ode mnie, żeby dać jej😞

Nie wiem jak to u mężczyzn przebiega, ja byłam w młodości bardzo zakochana w pewnym mężczyźnie i u mnie ten stan utrzymywał się ze cztery lata 😞 mimo że po drodze bylam nawet w związku-taka miłość platoniczna. Dopiero, kiedy on się mną zainteresował, a potem porzucił zaczęłam się leczyć, odcięłam się od niego.

Taka refleksja po latach, patrząc wstecz-po urodzeniu dzieci stałam się chyba w jego oczach bardziej mamą niż kobietą. Wtedy powoli zaczął robić więcej rzeczy sam, niż że mną itp...

teodora
Posty: 89
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 01 lut 2020, 21:45

Zmiana u nas. Mąż twierdzi, że to, że się zmieniam że pracuję nad sobą to ściema, żeby go zatrzymać przy sobie. Że pokazałam, że może mnie zdradzać, może mnie poniżać a ja i tak z nim będę. Wylał na mnie może pomyj.

Pamiętając, że emocje są wrogiem kobiety, wytrwałam. Starałam się nie dać ponieść emocjom.

Tak naprawdę chodziło o to, że miał wyjechać teraz na dwa dni coś tam pozałatwiać jeszcze na kontrakcie. I nagle stwierdził, że wyjedzie sobie na tydzień. Powiedziałam, że z mojej strony nie ma możliwości zostania już samej z dziećmi na tyle dni. Że taka umowa była tylko podczas kontraktu.Że jeśli chce wyjechać na tak długo, będzie musiał znaleźć na ten czas nianię. Na to się doslownie wściekł. Także stawianie granic, spowodowało że teraz chce złożyć wniosek o separację, bo nie może ze mną wytrzymać.

U nas niestety zawsze tak bylo😞jakakolwiek próba stawiania granic kiedy czegoś bardzo chciał, na coś się zafiksował rodziła ogromną wściekłość. Wściekłość do granic. Raz nawet mnie przydusił do ściany. To był taki przełom po którym poszliśmy na terapię. Dzisiaj przypomniał to zdarzenie, obwinił mnie o nie i powiedział, że nasze małżeństwo wtedy się skończyło.

Myślę że jest wściekły, bo chciał sobie 'pokawalerować' a już się nie zgodziłam.

Małgorzata Małgosia
Posty: 302
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Małgorzata Małgosia » 02 lut 2020, 8:22

Straszne jest to co piszesz. Poczułam się tak, jakbyś opowiedziała moją przyszłość. Mój mąż tak samo nie radzi sobie z trudnymi emocjami, gniewem. Myślę, że gdyby nie moja choroba to też w końcu zostalabym "przyduszona" do ściany. Już zaczął przejawiać takie tendencje. Wyskoczył do mnie dwa razy.
Dla niego tak samo: moje stawianie granic było atakiem na niego i na jedność małżeństwa (a małżeństwo dla niego to po prostu on sam). Jego złe zachowania wobec mnie to wyłącznie moja wina. Cały czas borykam się z tym, że może on ma rację?? Tylko dzięki Wam tutaj jestem w stanie za każdym razem wyjść z tych wątpliwości.
Bądź wierna sobie, Bogu. Nie poddawaj się i w razie eskalacji nie zastanawiaj się, tylko wzywaj pomoc.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Oliś
Posty: 27
Rejestracja: 25 sie 2019, 20:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Oliś » 02 lut 2020, 9:29

Jest wściekły. Ułożył sobie plan w głowie a Ty stanęłaś jako przeszkoda. Straszne to, Teo. W kryzysach już chyba tak jest, że każde "nie" rodzi złość. Ale z tą wcześniej występującą agresją to mnie przeraziłaś. A czy te emocje u męża nie są wzmocnione jakimś alko albo innymi substancjami psychoaktywnymi?

teodora
Posty: 89
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 02 lut 2020, 12:31

Mój mąż miał dosyć burzliwą młodość. Kiedy go poznałam, był świeżo po nawróceniu i terapii. Ale 2 lata szalał co zaskutkowalo tym że jest uzależniony (bo to już nie mija) krzyżowo od alko i narkotyków. Od kilkunastu lat jest czysty, jest to powodem jego dumy, ale myślę, że powinien iść na terapię, bo nie potrafi sobie radzić z frustracją. Natomiast on tego nie widzi. Nie uważa że jest jakiś problem. A to tak jest, nieprzepracowane nałogi mogą wrócić np w formie pracoholizmu albo innego 'izmu'...

Ja też nie jestem aniołkiem, widzę wiele moich błędów w komunikacji, zdecydowanie nie byłam typem który stosuje porozumienie bez agresji (nawet jeśli nie w czynach, to w słowach) . Także nie usprawiedliwiam go, ale mogłam być mądrzejsza (tak jak jestem teraz) i w inny sposób zarządzać sobą, swoimi emocjami w konfliktach.

Po wczorajszej rozmowie, dziś rano przyszedł do mnie do sypialni położył się przy mnie, dał buziaka i przeprosił za to że mnie obrażał wczoraj, uznał sam, że ta sytuacja wymaga abyśmy się nawzajem traktowali z szacunkiem. Dalej jest zdecydowany na separację. Natomiast myślę, że szacunek jest tu podstawą do jakiejkolwiek formy porozumienia. Nawet pośmialiśmy się dzisiaj. Jest wielka prawda w tym, że jeśli siebie szanujesz to inni też Cię szanują.

Podzielę się z Wami jeszcze jedną rzeczą. Często budzę się w nocy, z nerwów i nie mogę już spać. 'Wpadło' mi ostatnio do posłuchania nagranie https://youtu.be/DbluN1MYR24 i zaczęłam to praktykować.Wyrzekam się pychy, nienawiści, rozpaczy, przepraszam Boga za moje grzechy, za grzechy naszego małżeństwa, przełamałam się i modlę się też tak za kowalską (a to naprawdę mnie wiele kosztuje!) i to co mnie wczoraj zaskoczyło, to to, że obelgi i pomyje które wczoraj zostały na mnie wylane, a usłyszałam okropne rzeczy o sobie, zupełnie mnie nie dotknęły. Byłam jak za szybą, jak brzęczenie muchy. Moja rozkminka jest taka, że kiedy wyrzekam się pychy, uniżam przed Bogiem, to poniżanie mnie nie dotyka! Nie boli! Chciałam się tym podzielić, bo może komuś też pomoże..

Kocham to forum za Wasze wsparcie i za listę Zerty❤️❤️ czuję że nie jestem sama. To daje mi stabilność 🙂🙂 Bóg jest wielki!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości