Małżeństwo na skraju rozpadu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 28 paź 2020, 20:44

Mąż, wogóle nie pracuje nad swoimi nałogami. Nie jest czynnym nałogowcem, ale nie korzysta z żadnej grupy wsparcia, terapii, nic.

Pewnie nieobca jest wam zasada HALT. Oceniam, że przez ostatnich wiele lat, wszytkie cztery czynniki są napięte do odstatnich granic, wręcz groteskowych. Mąż żywi sie właściwie piwem bezalkoholowym i chlebem z serem. Jest permanentnie na wszystkich wściekły. Potrafi np.agresywnie rzucić się na listonosza, sąsiada - kogokolwiek kto wg niego uderza w jego 'honor'. Pokłócił się i izoluje od wszystkich właściwie znajomych. Teraz jego środowisko budowlanka, tam ma kolegów, którzy praktycznie cały czas są pijani.

Rodzinę odrzucił właściwie całą (oprócz brata ktory jest czynnym alkoholikiem i rodziców wobec których gra dobrego choć zagubionego syna, dręczonego przez żonę)
Nasz zwiazek właściwie nie istnieje od lat. A wg mojej oceny nie istniał nigdy.

Jeżeli chodzi o zmęczenie to maż haruje ponad siły od rana do nocy.

Powiem szczerze, że nie chcę z nim być, udręczył mnie do ostatnich granic, pragnę żeby się odsunął, zwłaszcza, że wg mnie nie powinien mieć codziennego kontaktu z dziećmi. Kiedy ma kontakt weekendowy jest super tatą, kiedy jest z nimi na codzień, jest gwałtowny, wulgarny, chamski - dosłownie dr Jakyll i pan Hayde. Mnie mylą jeszcze te weekendowe chwile, bo wtedy na chwilkę wyłania się ten człowiek, ktorego kiedyś znałam i pokochałam. Jednak mam wrażenie że to tylko iluzja.

Jest mi lepiej samej, natomiast łączą nas horrendalne długi , rzędu dwukrotności mojej pensji, to mnie wręcz zabija i tylko dlatego próbuję się z mężem dogadać. Niestety z tego co wiem nie da się prawnie uregulować ugody w sprawie spłat. Gdyby nie to, już dawno złożyłabym sprawę o separację i ograniczenie kontaktow z dziecmi. (ostatnio mąż złapał najmlodsze dziecko, przycisnął je do sciany i zaczął wrzeszczeć wulgarnie, że ma się uspokoić) w mojej ocenie to przemoc (ale ja jestem tak skołowana ze serio nie wiem czy nie przesadzam).

Jestem jednak przekonana, ze wszelki nacisk z mojej strony, wywoła reakcję taką że zostanę sama z dlugami. Uważam ze jestem jego ofiarą, bo każdy kredyt ktory bralismy, byl poprzedzany awanturami, szantażem, przemocą psychiczną.

Najgorsze jest to, że jestem całkiem sama w tym rejonie Polski. Nie stać mnie na nic, bo długi pochłaniają wręcz wszystkie pieniądze. Nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc, myślałam nawet o pożyczce pod zastaw domu, która wydłużyłaby lokres spłaty ale zaniżyła raty tak żebym mogła to unieść. Nie mam możliwości, bo mam opóźnienia i złą historię kredytową.
Bylam u psychiatry zapisał mi leki na uspokojenie, ale nie mogę ich zacząć brać , bo nie stać mnie na to. Jeśli zacznę, to nie wiem czy będę mogla wykupić kolejną receptę. Nie mam nikogo do pomocy z trójką malutkich dzieci.

KOSZMAR.

Sytuacja finansowa mnie wyniszcza psychicznie. Szczerze gdyby nie te długi, moglabym się od niego oderwać. Uważam, ze długi to narzędzie z piekła rodem.

Caliope
Posty: 499
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Caliope » 28 paź 2020, 21:40

HALT nie jest mi obcy, ale tez nie jest ,aż tak bardzo do przestrzegania, każdemu się zdarza zapomnieć lub nie ma na coś wpływu. Niestety piwo bezalkoholowe często ma do 0,5 % i wyzwala cały czas chęć wypicia, stąd te huśtawki nastrojów, mąż pije na sucho, ogólnie jakiekolwiek piwo to wyzwalacz do kontynuowania nałogu. Polecam iść do psychologa do poradni dla współuzależnionych, tam będzie pomoc za darmo. Psychiatra tylko daje leki, a cała reszta jest do ogarnięcia właśnie u psychologa, załóż też niebieską kartę jeśli występuje tak duża przemoc .

Bławatek
Posty: 267
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Bławatek » 29 paź 2020, 11:25

Teodoro, przykre że Twój mąż ciągle wybiera inne życie niż rodzinę. Mój kalkuluje czy powrót do nas mu się opłaci 🥴

Czy mąz spłaca swoją część długów? Jeśli macie wspólne długi to warto próbować z mężem się dogadać osobiście lub prawnie , ale tu pojawiają się dodatkowe koszty, chyba że masz możliwość uzyskania bezpłatnej porady prawnej - niektóre miasta świadczą takie usługi. U nas w jednej gazecie co jakiś czas jest możliwość uzyskania telefonicznie takich porad. Niestety długi spędzają sen z powiek i napędzają spirale stresu i strachu o przyszłość. O pieniądze to może nie koniecznie warto się modlić ale jeśli wytrwale będziesz Boga prosić aby ci pomógł rozwiązać sprawę zadłużenia to na pewno podeśle kilka rozwiązan.Ja chciałam robić remont - głównie pokoju syna a nie miałam za co i Bóg o mnie nie zapomniał - z pracy dostałam dodatkowe pieniądze, a i tak jakoś przez pandemię udało się paradoksalnie trochę zaoszczędzić. No i nie wydawałam już swoich pieniędzy na męża to zaoszczędziłam 🙂

Jeśli chodzi o mieszkanie daleko od bliskich których można poprosić o pomoc przy dzieciach to może udałoby Ci się znaleźć kogoś wśród sąsiadów do pomocy. Czasami ludzie siedzą w domach i może by chcieli coś drugim z siebie dać. Ja mam rodzinę blisko ale częściej korzystam z pomocy sąsiadów (wzajemnej) - nasi synowie bardzo się lubią i często nasz syn u nich spędza czas, w inny dzień ja zajmuję się ich synem i każda z nas ma chwilę oddechu na np. zakupy, wyjście gdzieś.

Polecam też terapię - można przegadać problemy i otrzymać też wskazówki. Mi mąż wmawiał że jestem niedobrą żoną i matką a na terapii okazało się że nie ma ze mną tak źle.

I dobrze znaleźć coś co pozwoli ci się odstresować i zapomnieć o problemach - ćwiczenia, spacery, słuchanie muzyki, pieczenie ciast... Wachlarz możliwości duży.

Powodzenia

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 29 paź 2020, 11:55

@Caliope pisząc wcześniej chciałam właśnie zaznaczyć, że mąż żyje bardzo ekstremalnie. Permanentnie zmęczony, przestresowany, wściekły na wszystkich, którzy wg niego są winni sytuacji w ktorej się znajduje (tzn. ogromne długi-nie o wszystkich wiem). To nie jest sytuacja 'każdemu się czasem zdaży' to jest sytuacja 'życie na krawędzi'.

Do zastanowienia dla mnie jest to 'picie nie pijąc', picie na sucho, bo tak naprawdę mąż od zawsze (co mnie bardzo dziwiło, a teraz powoli staje sie jasne) najlepiej się czuje w towarzystwie osób pijacych, wrecz często zachowywał się w takich sytuacjach jakby był pijany-co mnie bardzo zawstydzało (nie pijąc jeszcze wtedy piw bezalkoholowych). Dodatkowo najlepsze jego wspomnienia to te o piciu.

Dodam jeszcze, że mąż nałogowo pali papierosy i codziennie pije energetyki.

Wróciłam tu na forum, bo przez te okropnie ciężkie pół roku, już naprawdę udało mi się od niego oderwać, zaczęłam żyć swoim życiem, myślałam o sobie, zadbalam o siebie, pracuję nad byciem najlepszą mamą dla moich dzieci.
Potem mąż poprosił czy może wrócić, że chce żebyśmy zamieszkali razem, że mnie kocha (to już drugi raz-pierwszy był jesienią zeszłego roku, co z hukiem zakończyło sie w sylwestra-wtedy wyznał że jest inna kobieta).

Ja się zgodziłam teraz,bo to bylo zawsze naszym marzeniem, zamieszkać w domku (to jest naprawdę malutki domek - mniejszy niż mieszkanie które mielismy) który mąż wyremontuje dla nas.

Jednak jest tak, że gdy jesteśmy razem, ja znowu nie potrafię zawalczyć o siebie, mąż zaczyna mnie kontrolować, agresja, brak szacunku rośnie , ja duszę w sobie ból wściekłość, dystansuję się.
Ewidentnie chory układ.

Dlatego teraz po dwóch dniach emocji,uspokajam się. Dziękuję Bogu za to co się dzieje, bo myślę, że to zdecydowanie nie jest czas żebyśmy byli razem. Ja na pewno jeszcze nie jestem na to gotowa. Patrząc wstecz, widzę, że mimo trudów, mąż jakoś tam wywiazuje się z płatności. A dodatkowo widzę jak Bóg się troszczy o naszą rodzinę. Zawsze jakoś na te płatności pieniądze się znajdują. Idzie to mozolnie, jest przetrudno ale do przodu...

Jeżeli mąż ma faktycznie zaburzenia narcystyczne, to też lepiej dla malutkich dzieci, że będzie miał teraz z nimi mniejszy kontakt, zwłaszcza, że widzę powoli podział na złote dziecko i czarną owcę. Widzę różnicę w traktowaniu dzieci. W krótkich setach, jest naprawdę fajnym tatą.

Dziękuję za poradę o oddaniu męża Bogu. To moja ogromna praca, bo jeszcze bardzo boli, że nie mam związku takiego o jakim zawsze marzylam, że jest on taki chory, kulawy.

Caliope
Posty: 499
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Caliope » 29 paź 2020, 14:08

Uzależnienie od alkoholu, to choroba ciała i umysłu. Dlatego nie wystarczy przestać pić piwa wysokoprocentowe, lub ogólnie alkohol. Trzeba unikać wyzwalaczy, imprez, ludzi pijących, nikt nie będzie trzeźwy jeśli będzie miał cały czas coś co go będzie nakręcać, pomimo nie wypicia ani grama alkoholu.Tak to paskudztwo bardzo działa na mózg ,a z innymi nałogami wzmaga sie jego oddziaływanie. To się wiąże z samotnością z wyboru, a twój mąż nie jest w stanie tego przerwać. Ma problem z wyrażeniem emocji, nie potrafi się cieszyć, tylko złościć, irytować. Ty możesz zadbać o to by tobie się lepiej żyło i żebyś stawiała granice.

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 29 paź 2020, 16:47

@Caliope: dziękuję za to co piszesz, że dzielisz się wiedzą. To dla mnie całkowita nowość 😳😳, co piszesz o alkoholizmie.
Byłam przekonana, że alkoholik nie pijący, jest co prawda narażony na powrót do nałogu, że powinien unikać okazji, ale nie miałam pięcia, że może 'pić nie pijąc', chociaż tak to u męża wygląda 😔 i to naprawdę od zawsze, odkąd go znam 😳.

Mój ojciec jest alkoholikiem😔😔😔 trudnoo jest myśleć, że powieliłam schemat mamy. Jaka ogromna jest nieświadomość w społeczeństwie. Pamiętam jak ludzie, ktorych uważałam za duchowy autorytet, radziły mi, żebym spróbowała z mężem wejść w zwiazek, bo mamy szansę, że sie uda-ja z alkoholowego domu, on alkoholik nie pijący - wiemy jakie to zło i nie będziemy tego powielać. Jak uchronić dzieci? Jak im pomóc, żeby nie tkwiły w tym chorym schemacie?

Caliope
Posty: 499
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Caliope » 29 paź 2020, 18:36

Zacząć możesz od siebie, terapia pomoże jeśli masz gdzieś dostęp do takiej dla współuzależnionych, później polecam dla DDA. Dzieci będą lepiej się czuły jak ty będziesz silna dla siebie i dla nich. Zmiany są bardzo ważne ,właśnie po to by dzieci nie powielały waszych schematów. Mój syn ma czystą kartę, bo ja poszłam po pomoc.

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 30 paź 2020, 8:15

To się wiąże z samotnością z wyboru, a twój mąż nie jest w stanie tego przerwać.
@Caliope, czy mogłabyś jeszcze wyjaśnić co oznacza 'samotność z wyboru'? Czy chodzi o to że mąż izoluje się od wszystkich i nie ma żadnych głębszych relacji?

Czy ew. ma ktoś może ktoś mi polecić jakieś materiały, książkę na temat takiego 'picia na sucho'. Myślę czy nie nadszedł czas porozmawiać z teściami.

Zastanawiam się, czy w jakikolwiek sposób powinnam mężowi zasygnalizować ten problem. Nie jestem w stanie mu pomóc, ale może chociaż rzucić taki temat, żeby wiedział, że taki proces istnieje. Co z tym zrobi to jego wybór.

Ja te jego zachwania traktowałam, jako jego jakąś namiastkę 'kontrolowanego picia', on sam o tym wielokrotnie mówi, że alkoholik nie ma tej umiejętności, dlatego nie może brać alkoholu do ust. Wiedziałam też, że to jest jakiś jego ból, że się tej umiejętności pozbawił i zwyczajnie nie może teraz iść z kolegami np. na mecz, posiedzieć, wypić piwo, wrócić do domu 'jak normalny czlowiek'. Czesto np. mówi teraz:'idę z chłopakami na piwo' i idzie siedzieć z tymi ciagle pijacymi facetami.

Z mojej strony to też był jakiś ból, trud, że np. nigdy nie usiądziemy przy kominku nie napijemy się razem wina. Teraz naprawdę widzę, że mogłam go tym myśleniem skrzywdzić. W naszym wypadku, życie z mężem oznaczałoby też rezygnację z alkoholu z mojej strony.

Nie wiedziałam o tym procesie, ale też teraz nie chcę tkwić w wyrzutach sumienia, to była i jest odpowiedzialność męża, żeby takie, rzeczy badać, wiedzieć, mieć świadomość takich procesów i tego, na co jest narażony. Jego praca nad nałogiem wyglądała tak, że był na odwyku, nawrócił się i zawsze twierdził, ze wszystko inne to babranie sie w przeszłości, trzeba iść do przodu, z Bogiem ma tą siłę, że ma mnie, ma dzieci ma dla kogo żyć, wie co może stracić.

Teraz jest na etapie, że jak powiedział nienawidzi mnie a jeśli chcę to mogę go nawet pozbawić praw do dzieci. Także wszystko już z innej perspektywy.

Caliope
Posty: 499
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Caliope » 30 paź 2020, 10:31

teodora pisze:
30 paź 2020, 8:15
To się wiąże z samotnością z wyboru, a twój mąż nie jest w stanie tego przerwać.
@Caliope, czy mogłabyś jeszcze wyjaśnić co oznacza 'samotność z wyboru'? Czy chodzi o to że mąż izoluje się od wszystkich i nie ma żadnych głębszych relacji?

Czy ew. ma ktoś może ktoś mi polecić jakieś materiały, książkę na temat takiego 'picia na sucho'. Myślę czy nie nadszedł czas porozmawiać z teściami.

Zastanawiam się, czy w jakikolwiek sposób powinnam mężowi zasygnalizować ten problem. Nie jestem w stanie mu pomóc, ale może chociaż rzucić taki temat, żeby wiedział, że taki proces istnieje. Co z tym zrobi to jego wybór.

Ja te jego zachwania traktowałam, jako jego jakąś namiastkę 'kontrolowanego picia', on sam o tym wielokrotnie mówi, że alkoholik nie ma tej umiejętności, dlatego nie może brać alkoholu do ust. Wiedziałam też, że to jest jakiś jego ból, że się tej umiejętności pozbawił i zwyczajnie nie może teraz iść z kolegami np. na mecz, posiedzieć, wypić piwo, wrócić do domu 'jak normalny czlowiek'. Czesto np. mówi teraz:'idę z chłopakami na piwo' i idzie siedzieć z tymi ciagle pijacymi facetami.

Z mojej strony to też był jakiś ból, trud, że np. nigdy nie usiądziemy przy kominku nie napijemy się razem wina. Teraz naprawdę widzę, że mogłam go tym myśleniem skrzywdzić. W naszym wypadku, życie z mężem oznaczałoby też rezygnację z alkoholu z mojej strony.

Nie wiedziałam o tym procesie, ale też teraz nie chcę tkwić w wyrzutach sumienia, to była i jest odpowiedzialność męża, żeby takie, rzeczy badać, wiedzieć, mieć świadomość takich procesów i tego, na co jest narażony. Jego praca nad nałogiem wyglądała tak, że był na odwyku, nawrócił się i zawsze twierdził, ze wszystko inne to babranie sie w przeszłości, trzeba iść do przodu, z Bogiem ma tą siłę, że ma mnie, ma dzieci ma dla kogo żyć, wie co może stracić.

Teraz jest na etapie, że jak powiedział nienawidzi mnie a jeśli chcę to mogę go nawet pozbawić praw do dzieci. Także wszystko już z innej perspektywy.
Samotność z wyboru, to zaprzestanie spotkań z każdym człowiekiem który nie akceptuje abstynencji. U mnie jest tak, że została rodzina i jedna koleżanka.
Mimo tego że twój mąż nie pije wysokoprocentowego alkoholu jest na drodze do zapicia z powrotem, nie wiem ile czasu minęło od terapii, ale im mniej tym szybciej może popłynąć, bo włączył stare mechanizmy, potem występują nawroty choroby, mąż to teraz ma. Nie pije, a zachowuje się jakby był na kacu i po wypiciu. Wpisz w Google picie na sucho, sporo jest o tym w Internecie, mogę też coś napisać tobie na priv jeśli masz ochotę.

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 30 paź 2020, 11:38

Rozumiem, dziękuję za wyjaśnienie. Dużo mi się rozjaśnia.

Mąż byl na dwumiesięcznym odwyku, przed tym jak sie poznaliśmy (czyli 11-12 lat temu) Noe podjął żadnej terapii, ani spotkań w grupie wsparcia. Po prostu uznał, ze już problem załatwiony.
Niestety nasilenie problemów, poczatek kryzysu (wczesniej nie było latwo, ale bylismy na terapii, szlismy mozolnie do przodu) datuję na czas kiedy podjął współpracę z bratem który jest czynnym alkoholikiem(do tego czasu miał z nim sporadyczny kontakt, z racji mieszkania po dwoch stronach kraju). Wielkim punktem honoru męża jest to że nie pije. Wiec trudno mi powiedzieć czy sie złamie, xzy bedzie trwał w takim piciu na sucho.

Na ten moment to ja jestem źródłem wszystkich jego porazek, nieszczęść, ja go niszczę, wszysystko się wypaliło i bedzie szczęśliwy jeśli usunie mnie ze swojego życia.

@Caliope bardzo naprawdę bardzo dziękuję, ze dzielisz sie wiedzą. Dużo klepek zaczyna mi się układać. Wiedza daje siłę :)

Moja droga teraz to twarda miłość, naprawa siebie - szczególnie praca nad uzależnieniem od męża, ochrona dzieci. Myślę też, ze zasygnalizuję problem teściom.

Bławatek
Posty: 267
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Bławatek » 30 paź 2020, 15:59

teodora pisze:
30 paź 2020, 11:38

Na ten moment to ja jestem źródłem wszystkich jego porazek, nieszczęść, ja go niszczę, wszysystko się wypaliło i bedzie szczęśliwy jeśli usunie mnie ze swojego życia.

Moja droga teraz to twarda miłość, naprawa siebie - szczególnie praca nad uzależnieniem od męża, ochrona dzieci. Myślę też, ze zasygnalizuję problem teściom.
Teodoro ja ciągle słyszałam w małżeństwie, po odejściu męża a także teraz gdy podobno chce wracać, że ja jestem winna wszystkiemu, wszystko przeze mnie. To jest ich obrona, bo przecież nie przyznają się nasi małżonkowie że są słabi, że popełniają błędy. Lepiej zwalać na innych. A my niestety łatwo w to zaczynamy wierzyć. I się dołujemy i nakręcamy.

Pracuj nad sobą, zadbaj o swój rozwój oraz o dzieci.

Ja teściom mówiłam na bieżąco co ich syn od kilku miesięcy wyprawia np. że czasu do dziecka nie ma- ale niestety często słyszałam że co oni mogą. Zresztą mąż ich unikał więc nawet żadnego porządnego kazania od ojca nie usłyszał - ja natomiast tak: że czas działa na moją niekorzyść bo mąż może sobie kogoś znaleźć, ale się tym nie przejmowałam tylko robiłam swoje - czyli dbałam o siebie i syna.

nałóg
Posty: 2385
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: nałóg » 30 paź 2020, 16:04

Jest takie pojęcie "pijany na sucho"...... co to znaczy? dana osoba jest fizycznie trzeźwa, nie ma alkoholu w organizmie, natomiast w sferze psychicznej i emocjonalnej zachowuje się tak jakby był nawalony.
Działa postawa nazywana "dupościskiem" czyli nie pije lecz obsesja alkoholowa działa.
teodora pisze:
30 paź 2020, 11:38
Moja droga teraz to twarda miłość, naprawa siebie - szczególnie praca nad uzależnieniem od męża, ochrona dzieci
Twarda miłość wobec kogo? wobec męża jak rozumiem......a wobec siebie?
Najlepiej nad uzależnieniem męża popracujesz gdy zajmiesz się sobą i praca nad sobą.
Jako córka alkoholika jesteś DDA, jako żona alkoholika jesteś koalkoholiczką.
Co zrobić ? jak szukać pomocy w dobie epidemii?? Dla Ciebie pewnie bardzo pomocna byłaby wspólnota Al-Anonn -wspólnota ludzi których bliscy są alkoholikami (www.alanon.pl) . Znajdziesz na tej stronie adresy mityngów on-line i od tego możesz zacząć
teodora pisze:
30 paź 2020, 11:38
Mąż byl na dwumiesięcznym odwyku, przed tym jak sie poznaliśmy (czyli 11-12 lat temu) Noe podjął żadnej terapii, ani spotkań w grupie wsparcia. Po prostu uznał, ze już problem załatwiony.
a Ty? co Ty robiłaś/robisz dla siebie? dla dzieci?? jakaś grupa wsparcia..... mityngi?
teodora pisze:
30 paź 2020, 11:38
Po prostu uznał, ze już problem załatwiony.
a Ty? też tak sądziłaś ?
teodora pisze:
30 paź 2020, 11:38
Wielkim punktem honoru męża jest to że nie pije. Wiec trudno mi powiedzieć czy sie złamie, xzy bedzie trwał w takim piciu na sucho.
Ja jestem trzeźwym alkoholikiem i znam sporo ludzi-alkoholików którzy pysznią się tym że nie piją. Nie piją "na dupościsku" i stwarzają swoim bliskim życie w horrorze .
Dość często w końcu współmałżonki/kowie mówią: już lepiej było gdy piłeś/łaś.
teodora pisze:
30 paź 2020, 8:15
Czy ew. ma ktoś może ktoś mi polecić jakieś materiały, książkę na temat takiego 'picia na sucho'. Myślę czy nie nadszedł czas porozmawiać z teściami
na stronie Al-anonn znajdziesz listę lektur. PD

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 30 paź 2020, 20:29

@nałóg twarda miłość to raczej wobec siebie i męża. Bardzo trudno jest mi samej sobie stawiać granice, żeby się obronić. Czesto ustępuję 'dla świętego spokoju' mimo, że wiem że za to zapłacę. Ciężko mi nie odpływać w marzenia 'jak powinno być' lub, że z kimś innym byłabym szczęśliwa, to też mnie krzywdzi, rozbija.

Jeśli mam być szczera, to uważam, że robię wszystko co mogę na dany moment i wiedzę którą posiadam. Zaraz po ślubie, okazalo się że nie mam DDA, ale PTSD, rozpoczęłam psychoterapię (dosyć intensywną - 2 razy w tygodniu) zawiesiłam ją po urodzeniu drugiego dziecka, potem już nie podjęłam na nowo ze względu na długi i ogromny nacisk i opór ze strony męża (przez całą terapię naciskał, żebym zakończyła, 'truł' mi za kazdym razem kiedy tam jechałam, nawet namawiał moich przyjaciół, żeby mnie przekonywali, że już wystarczy.

Kiedy wychodzily kolejne problemy, zawsze szukam pomocy, to ja zaproponowałam terapię małżeńską.

W zeszłym roku rozpoczął się kryzys, od razu zaczelam szukać pomocy, rozpoczęłam terapię zdalną - niestety zakończylam ze wzgledu na brak pieniędzy. Wiem, że są darmowe możliwości, ale na ten moment nie dla mnie. Mam malutkie dzieci (najstarsze jest w wieku przedszkolnym) jedno jest tzw 'hajnidem'. Robię właściwie wszystko sama. Zawożę /przywożę z przedszkola, karmię piersią w dzień i w nocy/gotuję /sprzątam /pielęgnuję w chorobie do tego pracuję na cześć etatu. Jestem wyczerpana. Jedyne o czym marzę to sen, a nie jazda na spotkania. Może te alanon online byłyby opcją.
Dodatkowo to ja inicjowałam wszelkie rozmowy o problemach. Mam takie wrażenie, że to tylko ja dbałam o związek,chciałam się zmieniać, pracować dla naszego dobra.

Jest we mnie dużo buntu na to. Mąż jest bardzo cyniczny, okrutny, zimny. Naprawdę mam tego dość. Uważam, że problem był też przed ślubem. Tylko ja tego nie widziałam /nie chciałam widzieć. Bylam we wspólnocie , miałam kierownika duchowego, ktory radził mi że mamy szansę. Dałam się upoić, temu ze nasza historia taka romantyczna, on taki nawrócony, mądry, z sercem dla Boga. Dzień przed ślubem zrobił mi tak karczemną awanturę, dotyczącą drobnej bardzo rzeczy (typu kolor serwetek), aż obca osoba podeszla do mnie i poradziła, żebym się z nim nie wiązała. Wtedy też przyszły wątpliwości (to nie była pierwsza taka awantura) , ale je zagłuszyłam-bo już wszystko gotowe, już wszyscy oczekują, że się pobierzemy.

Szczerze napiszę, że mąż jest mistrzem manipulacji, idealnie wyłapuje wszystkie moje słabe punkty i dręczy akurat tym co boli. Jest naprawdę rasowym sadystą.

Teraz pragnę naprawdę odizolować się od niego jak najbardziej. Zresztą ja też w tym momencie czuję tylko wściekłość, pogardę i bunt. Zdecydowanie nie potrafię go kochać, szanować.

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 14 lis 2020, 21:37

Witajcie, u nas kolejna rozmowa. Mąż definitywnie odchodzi. Ja też powiedziałam, że w swietle jego zdrad, klamstw i agresji, obelg i poniżania, nie potrafię go kochać tak jak bym tego chciała. Mam w sobie dużo gniewu i żalu.

Na bazie moich słów, wywiódł wnioski, że oboje już nie chcemy, że tak postanawiamy, że się rozstajemy. Powiadomił o 'naszej' decyzji teściów.

Myślę, że to 'oboje' to dla niego taka ucieczka przed odpowiedzialnością za to co robi. Ja na razie jestem wykończona (fizycznie i psychicznie) , odrywam się od niego. Nie zaczynam rozmów, że myślę inaczej, nie dzwonię do teściów 'sprostować'. Daję sobie czas, będę rozmawiac wtedy kiedy będę gotowa (to nowość, zostałam wychowana tak, ze mam zadowalać innych)

Na ten monent załatwiam sprawy formalne (rozdzielność, alimenty) nie poruszam żadnych tematów. Natomiast uważam, że bez terapii męża, raczej nie ma co myśleć o jakimkolwiek byciu razem.

Bławatek
Posty: 267
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Bławatek » 15 lis 2020, 11:42

teodora pisze:
14 lis 2020, 21:37
Witajcie, u nas kolejna rozmowa. Mąż definitywnie odchodzi. Ja też powiedziałam, że w swietle jego zdrad, klamstw i agresji, obelg i poniżania, nie potrafię go kochać tak jak bym tego chciała. Mam w sobie dużo gniewu i żalu.

Na bazie moich słów, wywiódł wnioski, że oboje już nie chcemy, że tak postanawiamy, że się rozstajemy. Powiadomił o 'naszej' decyzji teściów.

Myślę, że to 'oboje' to dla niego taka ucieczka przed odpowiedzialnością za to co robi. Ja na razie jestem wykończona (fizycznie i psychicznie) , odrywam się od niego. Nie zaczynam rozmów, że myślę inaczej, nie dzwonię do teściów 'sprostować'. Daję sobie czas, będę rozmawiac wtedy kiedy będę gotowa (to nowość, zostałam wychowana tak, ze mam zadowalać innych)

Na ten monent załatwiam sprawy formalne (rozdzielność, alimenty) nie poruszam żadnych tematów. Natomiast uważam, że bez terapii męża, raczej nie ma co myśleć o jakimkolwiek byciu razem.
Teodoro, przykro słyszeć że mąż dalej trwa w swojej decyzji i nie chce naprawiać, nic złego u siebie i w swoim działaniu nie widzi. Niestety większość odchodzących tak ma ( mój mąż np.) i często doprowadzając nas do granic wytrzymałości jak już chcemy chronić siebie i dzieci i nie zgadzamy się na krzywdy z ich strony więc stawiamy granice które mają nas chronić to nagle okazuje się, że dla nich to jest tak jakby nasze przyzwolenie na rozpad. Znam to z własnego podwórka. Nawet teraz gdy zaczęliśmy terapię małżeńską mąż ciągle stoi na stanowisku, że się jeszcze okaże czy będziemy razem, nie na zasadzie tak , naprawiamy mimo wszystko bo mimo wszystko chcę być z tobą. Ciągle słyszę zobaczymy (mąż kalkuluje czy mu duet opłaci być ze mną). A jego terapeutka niestety go utwierdza że jest ideałem, który nic u siebie zmieniać nie musi. Ja poznającego przez prawie 12 lat twierdzę inaczej. Bo mimo że jestem dobrym człowiekiem to jednak widzę u siebie kilka wad nad którymi można popracować.

Mam nadzieję, że nasza terapia małżeńska coś da, a jeżeli nie to trudno, ja próbowałam chyba wszystkiego, na razie ucieszyłam się że Pani (świecka terapeutka - warunek męża) poleciła nam posłuchać Marshalla Rosenberga - porozumienie bez przemocy w oryginale metoda NVC. W między czasie kupiłam też jego książkę z listy Sycharu, czekam na przesyłkę.Niestety nie znalazłam filmików z lektorem a trudno się szybko czyta i to ze zrozumieniem. Na razie oglądamy w pojedynkę, bo na razie czasu nie mamy na wspolne zobaczenie, ale mamy zalecenie aby zobaczyć razem. Wiem że trudno przy małych dzieciach znaleźć czas na filmik ok 50 minutowy gdzie trzeba się skupiać na czytaniu, ale gdybyś miała chwile na relaks to polecam - wycisza.

Ks. Dziewiecki wielokrotnie powtarzał, że mamy prawo kochać siebie i dbać o siebie, a w sytuacji gdy współmałżonek nas krzywdzi zadbać o siebie czyli to co zamierzasz - alimenty i rozdzielność na początek. Może to go otrzeźwi. Ja mężowi jak i innym wielokrotnie mówiłam, że ja nie uznaję rozwodów i to jest tylko i wyłącznie jego decyzja, z którą ja się nie zgadzam. To jego ucieczka od życia i problemów. Bo każdy na jakieś problemy w zyciuy, pracy czy sam z sobą, ale problemy należy rozwiązywać, a nie zamiatać pod dywan lub uciekać.

Sił życzę.
Błogosławionej niedzieli.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Pyrus, Szthur i 16 gości