Twarde granice czy czekanie?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Wiedźmin
Posty: 1363
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: Wiedźmin » 08 lis 2019, 10:39

atram pisze:
07 lis 2019, 21:41
Po dwóch tyg. Pan mąż wrócił na stare śmieci. Podobno zakończył romans. Na długi weekend jedziemy razem, całą rodziną. Mąż się stara. Ale nie ufam na 100%.
Wiesz... byłoby raczej dziwne, jakbyś ufała na 100%

Co do "powrotu". To może być trudne - u mnie było (jest?).

Z tego co zaobserwowałem... z punkty widzenia zdradzacza, to wygląda tak... jakby w sumie za wiele się nie stało.
No ok, oszukałam/okłamałam... zdradziłam... - no ale bez przesady - przecież wszyscy żyją, nikt nie zginął, w sumie niewiele się zmieniło. Więc trochę ich to taki powrót... "jakby nigdy nic".

W sumie nie wiem czy to dobre, czy to złe - może to i lepsze niż jakieś rozdmuchiwanie i rozgrzebywanie - nie wiem - tylko piszę, jak było u mnie.
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Triste
Posty: 231
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: Triste » 08 lis 2019, 11:11

Wiedźmin pisze:
08 lis 2019, 10:39
atram pisze:
07 lis 2019, 21:41
Po dwóch tyg. Pan mąż wrócił na stare śmieci. Podobno zakończył romans. Na długi weekend jedziemy razem, całą rodziną. Mąż się stara. Ale nie ufam na 100%.
Wiesz... byłoby raczej dziwne, jakbyś ufała na 100%

Co do "powrotu". To może być trudne - u mnie było (jest?).

Z tego co zaobserwowałem... z punkty widzenia zdradzacza, to wygląda tak... jakby w sumie za wiele się nie stało.
No ok, oszukałam/okłamałam... zdradziłam... - no ale bez przesady - przecież wszyscy żyją, nikt nie zginął, w sumie niewiele się zmieniło. Więc trochę ich to taki powrót... "jakby nigdy nic".

W sumie nie wiem czy to dobre, czy to złe - może to i lepsze niż jakieś rozdmuchiwanie i rozgrzebywanie - nie wiem - tylko piszę, jak było u mnie.
Tak z ciekawości...
Co musiałby zrobić lub jak zachować się ten powracający zdradzać, w takim zwykłym codziennym życiu aby zadośćuczynić ?

JolantaElżbieta
Posty: 467
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: JolantaElżbieta » 08 lis 2019, 20:29

Triste pisze:
08 lis 2019, 11:11
Wiedźmin pisze:
08 lis 2019, 10:39
atram pisze:
07 lis 2019, 21:41
Po dwóch tyg. Pan mąż wrócił na stare śmieci. Podobno zakończył romans. Na długi weekend jedziemy razem, całą rodziną. Mąż się stara. Ale nie ufam na 100%.
Wiesz... byłoby raczej dziwne, jakbyś ufała na 100%

Co do "powrotu". To może być trudne - u mnie było (jest?).

Z tego co zaobserwowałem... z punkty widzenia zdradzacza, to wygląda tak... jakby w sumie za wiele się nie stało.
No ok, oszukałam/okłamałam... zdradziłam... - no ale bez przesady - przecież wszyscy żyją, nikt nie zginął, w sumie niewiele się zmieniło. Więc trochę ich to taki powrót... "jakby nigdy nic".

W sumie nie wiem czy to dobre, czy to złe - może to i lepsze niż jakieś rozdmuchiwanie i rozgrzebywanie - nie wiem - tylko piszę, jak było u mnie.
Tak z ciekawości...
Co musiałby zrobić lub jak zachować się ten powracający zdradzać, w takim zwykłym codziennym życiu aby zadośćuczynić ?
Pracować dla dobra małżeństwa i rodziny dopóki śmierć ich nie rozłączy - to jest moje rozumienie zadoścuczynienia. Wyrzeczenie się siebie dla innych, dla tych, których się skrzywdziło :-)

atram
Posty: 27
Rejestracja: 30 wrz 2019, 14:21
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: atram » 08 lis 2019, 22:29

Wiedźmin pisze:
08 lis 2019, 10:39

Z tego co zaobserwowałem... z punkty widzenia zdradzacza, to wygląda tak... jakby w sumie za wiele się nie stało.
No ok, oszukałam/okłamałam... zdradziłam... - no ale bez przesady - przecież wszyscy żyją, nikt nie zginął, w sumie niewiele się zmieniło. Więc trochę ich to taki powrót... "jakby nigdy nic".

W sumie nie wiem czy to dobre, czy to złe - może to i lepsze niż jakieś rozdmuchiwanie i rozgrzebywanie - nie wiem - tylko piszę, jak było u mnie.
Mam wrażenie, że mąż nie rozumie jak ciężki był dla mnie ten rok. On skupia się, co dość oczywiste, na swoich emocjach i żalu, ze musiał zerwać z ukochaną. Nawet dzisiaj, rozmawialiśmy o czymś co wydarzyło się w zeszłym roku, chodziło o imprezę pracową. Okazało się, że on na niej nie był, a ja pamiętam, że mi o niej opowiadał. Po chwili błysnęło mu w pamięci, gdzie i z kim spędził te kilka godzin. Wzruszył ramionami. I rozmawiał jakby nic się nie stało.

Dla niego to już było, a ja jestem wygraną stroną, bo w końcu to mnie wybrał. A dla mnie, to ciągle trwa. Nie dręczę się wspomnieniami i negatywnymi scenariuszami, ale ciągle czekam, aż coś się znowu wydarzy.

atram
Posty: 27
Rejestracja: 30 wrz 2019, 14:21
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: atram » 08 lis 2019, 22:40

Triste pisze:
08 lis 2019, 11:11

Tak z ciekawości...
Co musiałby zrobić lub jak zachować się ten powracający zdradzać, w takim zwykłym codziennym życiu aby zadośćuczynić ?
Ja nie potrzebuję zadośćuczynienia. Chcę mieć poczucie bezpieczeństwa. Nie bać się ciągle. Ale nie wiem, co musielibyśmy zrobić, żeby to odbudować. Wiem, że potrzeba dużo czasu, a ja nawet nie jestem pewna, że mąż chce pracować nad małżeństwem.
Obecnie dużo czasu spędza w domu i z nami. Jeździmy na wycieczki, na wspólne zakupy (zakupów chyba nie robiliśmy razem chyba nigdy). Jak jedzie na basen, czy umyć samochód, zawsze zabiera któreś z dzieci itd. Telefon jednak jest zablokowany i wczoraj naskoczył na najmłodszego, który próbował go odblokować.

JolantaElżbieta
Posty: 467
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: JolantaElżbieta » 09 lis 2019, 6:29

Zadośćuczynienie jest dla tego, który zawinił - bez nawrócenia, zadośćuczynienia i może pokuty - nie wyjdzie :-( Bo jeśli ktoś uważa, że nic się nie stało i nie ma w sobie gotowości na zadośćuczynienie z postawy miłości, to bycie razem po zdradzie jest męczarnią.:-(

Triste
Posty: 231
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: Triste » 09 lis 2019, 9:11

JolantaElżbieta pisze:
08 lis 2019, 20:29
Pracować dla dobra małżeństwa i rodziny dopóki śmierć ich nie rozłączy - to jest moje rozumienie zadoścuczynienia. Wyrzeczenie się siebie dla innych, dla tych, których się skrzywdziło :-)
To zależy jak rozumiemy ta pracę. Zdradzający powinien wzbudzać w zdradzonej jak największe poczucie bezpieczeństwa, otoczyć go miłością, opieka, zrozumieniem, wyrozumiałością.
Wyrzeczenie się siebie ! Tak się nigdy małżeństwa uratować nie da bo trzeba sobie przebaczyć i żyć w zgodzie ze sobą, trzeba też samego siebie pokochać i czynić dla siebie dobro a nie wyrzekać się wszystkiego na rzecz drugiego - za parę lat życia w takim układzie ten zdradzacz poczuje się tak stlamszony że będzie chciał się wyzwolić i odejść.

Odbudowa małżeństwa po zdradzie to codzienne pokazywanie w drobnych gestach - zobacz jaki jesteś dla mnie ważny, zobacz że liczy się dla mnie Twoje dobro, zobacz że możesz liczyć zawsze na moją pomoc, zobacz że jesteś dla mnie na pierwszym miejscu a idziemy razem z Bogiem przez zycie".

JolantaElżbieta
Posty: 467
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: JolantaElżbieta » 09 lis 2019, 10:28

Triste pisze:
09 lis 2019, 9:11
JolantaElżbieta pisze:
08 lis 2019, 20:29
Pracować dla dobra małżeństwa i rodziny dopóki śmierć ich nie rozłączy - to jest moje rozumienie zadoścuczynienia. Wyrzeczenie się siebie dla innych, dla tych, których się skrzywdziło :-)
To zależy jak rozumiemy ta pracę. Zdradzający powinien wzbudzać w zdradzonej jak największe poczucie bezpieczeństwa, otoczyć go miłością, opieka, zrozumieniem, wyrozumiałością.
Wyrzeczenie się siebie ! Tak się nigdy małżeństwa uratować nie da bo trzeba sobie przebaczyć i żyć w zgodzie ze sobą, trzeba też samego siebie pokochać i czynić dla siebie dobro a nie wyrzekać się wszystkiego na rzecz drugiego - za parę lat życia w takim układzie ten zdradzacz poczuje się tak stlamszony że będzie chciał się wyzwolić i odejść.

Odbudowa małżeństwa po zdradzie to codzienne pokazywanie w drobnych gestach - zobacz jaki jesteś dla mnie ważny, zobacz że liczy się dla mnie Twoje dobro, zobacz że możesz liczyć zawsze na moją pomoc, zobacz że jesteś dla mnie na pierwszym miejscu a idziemy razem z Bogiem przez zycie".
Piękne ideały - ale nie da się ich osiągnąć bez zrozumienia u zdradzacza, że nie liczy się tylko to, że jest mu teraz dobrze ze zdradzonym. Bo jego motywacja wciąż wynika z zaspokajania swojego ego - jest mi dobrze - woow - faktycznie dobry powód, żeby trwać w małżeństwie - jak się zrobi niedobrze, to znowu sobie pójdę, tam gdzie będzie mi lepiej :-)

Triste
Posty: 231
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: Triste » 09 lis 2019, 12:18

JolantaElzbieta nie mogę się zgodzić. Jeżeli decydujemy się dać szansę osobie która zdradziła to dajemy jej kredyt zaufania. Dosłownie kredyt bo ta osoba musi wiedzieć że albo będzie postępować uczciwie albo nasze drogi się rozchodzą jeżeli taka sytuacja się powtórzy.
Albo oddzielany to co było i razem budujemy nowa jakość małżeństwa albo żyjemy tym co było, rozpamiętujemy a ta zdradzająca osoba ma się przed nami nieustannie kajać. To można powiedzieć że wkraczamy w rolę kata i ofiary.
To chyba nie tak powinno wyglądać ?
Motywację zdradzacz musi znaleźć w sobie - bo jeżeli decyduje pozostać w związku to znaczy że chce czynić wszystko co najlepsze dla dobra drugiej osoby.
Ja myślę że często te zdradzone osoby powodują że zdradzacze nie mają szans na budowanie tej nowej jakości, tych lepszych relacji.

Ewuryca
Posty: 106
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: Ewuryca » 09 lis 2019, 14:27

Zgadzam się z Triste. Jeśli przyjmujemy małżonka z powrotem czy po prostu my chcemy do kogoś wrócić to zaczynamy od nowa, oczywiście można przepracowywać kryzys dochodząc do jego korzeni ale to raczej nie nazwałabym pokutą. Powrót do kogoś tylko po to aby kręcić się w kółko wyrzucając co chwile pretensje raczej nie doprowadzi do niczego dobrego.

JolantaElżbieta
Posty: 467
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: JolantaElżbieta » 09 lis 2019, 15:48

Triste pisze:
09 lis 2019, 12:18

Motywację zdradzacz musi znaleźć w sobie - bo jeżeli decyduje pozostać w związku to znaczy że chce czynić wszystko co najlepsze dla dobra drugiej osoby.
Toż ja o tym mówię - ale jeśli motywacja jest tylko taka, że jest mi lepiej niż tam - to co to za motywacja???? Ja mówię o znalezieniu w sobie chęci pracy dla rodziny - ja to nazywam zadośćuczynieniem - i nie ma rozczulania się jaki to ja jestem biedny/biedna, bo może mam w głowie tamtego. tamtą. To jest problem tylko jego. To z kolei nazywam zaparciem się samego siebie. Bo tak się musi stać, żeby można było małżeństwo odbudować po zdradzie.

Mówiłaś o stworzeniu warunków, żeby zdradacz chciał zostać - do tego się odniosłam

JolantaElżbieta
Posty: 467
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: JolantaElżbieta » 09 lis 2019, 18:03

Ewuryca pisze:
09 lis 2019, 14:27
Zgadzam się z Triste. Jeśli przyjmujemy małżonka z powrotem czy po prostu my chcemy do kogoś wrócić to zaczynamy od nowa, oczywiście można przepracowywać kryzys dochodząc do jego korzeni ale to raczej nie nazwałabym pokutą. Powrót do kogoś tylko po to aby kręcić się w kółko wyrzucając co chwile pretensje raczej nie doprowadzi do niczego dobrego.
Chyba inaczej rozumiemy pojęcie pokuty.

Podaję definicję:

Pokuta – praktyka religijna, której celem jest udoskonalenie. Działanie narzucone przez innych (zwierzchników religijnych) lub wybrane dobrowolnie, mające zadośćuczynić Bogu lub ludziom wyrządzone zło (grzech).

Pokuta to nie kara, tym bardziej wymierzana przez innych - to dobrowolne zobowiązanie wynikające ze zrozumienia zła, które się uczyniło.

Pustelnik
Posty: 861
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: Pustelnik » 09 lis 2019, 20:22

JolantaElżbieta pisze:
09 lis 2019, 18:03
Chyba inaczej rozumiemy pojęcie pokuty.

Podaję definicję:

Pokuta – praktyka religijna, której celem (...)
Są różne definicje pokuty i pojęć związanych ze słowem pokuta. Zresztą może w tym przypadku nie chodzi o zlepek paru słów czy zdań.

Jak dla mnie (z szacunkiem do innego spojrzenia) raczej największy sens (praktyczny) ma :
ŻYCIE POKUTNE to inaczej ŻYCIE PO NAWRÓCENIU (własnym) ...

Biorąc uwagę, że :
- zapewne w swoim życie możemy mieć ... parę ładnych (czytaj - trudnych) nawróceń (a przedtem kryzysów, "obumierań"), i chodzi raczej o "spiralę", są to za każdym razem "raczej inne tematy" , a nie zakażdym razem np. zdrady małżeńskie czy "nałogi" ... , czy jakiś rodzaj "konsumpjonizmu" ("posiadania tudzież zdobywania ... rzeczy lub ... ludzi")

I nie chodzi o to, że to życie pokutne "widać po człowieku" , że "chodzi w worze ... pokutnym" :roll: ... .
Pozdrawiam !

atram
Posty: 27
Rejestracja: 30 wrz 2019, 14:21
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Twarde granice czy czekanie?

Post autor: atram » 15 lis 2019, 23:55

Dalszy ciąg epopei.
W wątku Dream zaczęłam pisać, co u nas dalej się dzieje. Tydzień temu mąż się wyprowadził, ale już wrócił. I oznajmił, że z kowalską nadal będzie się kontaktował. Ma to być tylko korespondencja. Dla mnie to jest nie do przyjęcia, ale przyznam, że wolę mieć męża w domu niż u teściów. Nie z potrzeby kontroli, tak jest łatwiej ogarnąć dzieci.
Skoro jesteśmy skazani na swoje towarzystwo, uznałam, że najlepiej będzie zająć się sobą. I postaram się zachować spokój.

Wczoraj mąż przyjechał w nocy wściekły na mnie i chyba na cały świat. Wysyczał mi te rewelacje o kowalskiej, o sobie, że jest chory i nie umie już inaczej. Wręcz jest predystynowany do zdrady ;) upajał się swoją rolą czarnego charakteru. Przekonywał mnie, że mu ulżyło, że z nami nie mieszka, ale ja mam zdecydować czy ma wrócić czy nie. Marudzi, ze jak nie będzie z nami mieszkał to nie będzie tęsknił z dziećmi itd, itp. A tak na prawdę tęsknił nawet za świnkami morskimi ;) mimo, że przez ten tydzień na wygnaniu, codziennie nas odwiedzał.

Czytałam dziś wpisy Kwiatkowej, o jej cierpliwym czekaniu. I myślę, że to może być droga dla mojego małżeństwa. Dziś po pracy pmąż okazał mi nową obrączkę, ślubną zgubił, bo zdejmował na randki z kowalską. Zażartowałam, żeby na razie dobrze ją schował, bo znowu zgubi, najpierw się nabzdyczył, ale potem zaczął sam żartować. Musimy odczarować tą sytuację i poczuć jej bezsens. Spuścić powietrze. Im bardziej ja się buntuję, tym bardziej mąż upiera się przy swoim.

Wiem, że to wygląda na naiwność, ale nie wierzę, że on kowalską aż tak bardzo kocha, gdyby kochał, to by zmył się rok temu. Ona jego też nie kocha. Manipuluje nim i poprawia sobie humor, gdy jej obecny "oficjalny" facet coś zawali. To miłe poczucie, że gdzieś jest miły człowiek zawsze gotowy połechtać jej ego.

Lekkie traktowanie tej sytuacji i żarty pomagają nam obojgu zobaczyć jaka tak naprawdę jest waga tego romansu. A nikt nie che być żałosny.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Jozka i 9 gości