Co zrobić żeby nie odszedł?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: Niezapominajka » 11 cze 2017, 18:02

Dotka pisze:
11 cze 2017, 1:12
Moj mąż jest chyba opętany. Ogolnie stwierdził że poczuł że od samego początku małżeństwa grzeszył i świetokracko przyjmował komunie bo krzywoprzysiegal gdy brał ślub.
tak, w tej chwili jest opętany :evil: Nie takie teksty się słyszało. Pamiętaj, że to kłamstwo, łancuchami nikt go chyba nie ciągnął do ołtarza i był swiadomy co robi?

Dotka, Twój mąż odszedł, bo jak sam powiedział był z Tobą nieszczęśliwy. Ty chciałaś czegoś innego on chciał czegoś innego. Ty się ciesz (wiem jak to brzmi), że to wybuchło, bo teraz widać problem centralnie. I zobacz go. Czemu się oddalaliście? Wiesz, że odstawienie (zamiast pogadac i rozwiazac problem)faceta od łożka , żeby go ukarać jest grzechem? Może byłaś za bardzo uległa, bez swojego zdania, bez potrzeb, bez pasji (nie oceniam tylko musisz szukać tymi tropami, ja tak szukałam u siebie na terapii i mi wyszło, że to ja chciałam byc facetem i zajechałam męża psychicznie). Próbuj zobaczyć co sie stało. Na razie nie po to, żeby od razu naprawiac (nie ten czas) ale tylko, żeby dojrzeć. To też pomaga zmniejszyć cierpienie. Bo na razie widzisz jego chamstwo i zło, zobacz też swoje, czy wszystko było idealnie.

Wiesz, że nic nie dzieje się przypadkiem, we wszystkim jest plan Boga (mi pomaga, ze Bóg wie jak bedzie wygladala moja droga do konca mojego zycia, więc nie musze sie bac). Kiedys ks. Tischner był na jakims spotkaniu i jeden z uczestników zaczał plakać i biadolić, że dalczgo umarła jego żona, ciagle powtarzał czemu? dlaczego? niech ksiadz mi powie...a Tischner na to "nie wiem, widocznie musiała". Widocznie Twój mąż musiał odejść, bo cos się stało. Zobacz co, dotrzyj do tego to lepsze niz rozpacz.
Płakać mozesz, to oczyszcza, ja na terapii kilka kartoników chustek wysmarkalam i wyryczalam, dobrze jest tez plakac w obecnosci osób (nie mąż) którym możesz sie zwierzyc i otworzyc. Bo sie wtedy tego bólu i szarpania wewnętrznego nie kumuluje. Możesz iść do kościoła, tam wybierz sobie patrona, klęknij przed wizerunkiem ja wybierałam o.Pio, obraz Jezu ufam Tobie, św. Tadeusza lub Matkę Bożą i płacz, zanieś placz, łzy i modlitwe. I słuchaj.

karolina12
Posty: 68
Rejestracja: 29 sty 2017, 20:18
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: karolina12 » 11 cze 2017, 19:21

Dorotko ja do Sycharu trafiłam 7 lat temu...pierwsze co usłyszałam tutaj na forum to "zacznij od siebie, zadbaj o siebie"...początkowo bardzo się buntowałam ja mam zacząć os siebie? przecież to mój mąż jest winien naszego kryzysu a "Oni" każą mi zacząć od siebie...
dziś wiem że nie ma innej drogi...jest takie powiedzenie "Ślepy, ślepego nie poprowadzi"...jeżeli Ty zaczniesz zmieniać siebie to jest szansa że zmieni się Twoje otoczenie i współmałżonek... tak właśnie było w moim przypadku...zaczęłam pracę nad sobą , jakie było moje zdziwienie kiedy się okazało że i ja miałam swój wkład w nasz kryzys...moja przemiana spowodowała że i mój mąż zapragnął zrobić "COŚ" ze sobą...proces wychodzenia z kryzysu trwał długo, nie da się naprawić w kilka dni czy miesięcy tego co psuło się latami...dla Boga jednak nie ma rzeczy niemożliwych...prawdą jest że nie da się nikogo do niczego zmusić, każdy musi sam dosięgnąć swojego "DNA" by móc się od niego odbić...nic na siłę , im bardziej będziesz męża do czegokolwiek zmuszać tym większy będzie jego opór i izolacja.
Ufność do Boga może dokonać wszystkiego. (Św Matka Teresa z Kalkuty)

Dotka
Posty: 174
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: Dotka » 11 cze 2017, 20:00

Dom stoi na działce która jest majątkiem odrębnym męża. Wprawdzie zbudowaliśmy do w trakcie związku małżeńskiego ale wg prawa dom należy do właściciela gruntu. Ja teoretycznie mam prawo do 50% udziałów poniesionych na budowę ale i mąż moze tego zarządać ode mnie.
Tak to jest jak się komuś zaufa bezgranicznie.
Mój mąż chce teraz abym wychodziła do ludzi na basen do kosmetyczki zebym nie wygladala na nieszczesliwa zeby nikt sie nie domyslal co jest grane.

twardy
Posty: 1768
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: twardy » 11 cze 2017, 20:25

Dotka pisze:
11 cze 2017, 20:00
Mój mąż chce teraz abym wychodziła do ludzi na basen do kosmetyczki zebym nie wygladala na nieszczesliwa zeby nikt sie nie domyslal co jest grane.
A co ty na to?

Dotka
Posty: 174
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: Dotka » 11 cze 2017, 21:06

Niezapominajko ogólnie widzę teraz że w ostatnim czasie byłam zawsze na nie. Sfrustrowana że wszystko na mojej głowie. Czepialska o wszystko. Pasji nie miałam bo moj mąż zawsze wszystko krytykował albo po prstu czasu nie było. Kiedys uwielbialam robić zdjecia-przestałam bo buczał że wszędzie z aparatem chodzę. Teraz on ciągle robi zdjęcia i jej wysyła. Śmiać mi się chce jak widze jak robi sobie selfi i ta jego pełna samouwielbienia miną. Prowadziłam bloga nawet balam się przyznać przed własnym mężem. Jak np poszlam na basen czy jakies ćwiczenia to po powrocie się okazywało ze np dzieci bez kolacji, albo jeszcze nie śpią a już. 22 nie spakowane do szkoły. To sie wkurzalam i rezygnowałam.

Dotka
Posty: 174
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: Dotka » 11 cze 2017, 21:42

Twardy. Nie wychodzę bylam raz sama na basenie i tyle.
Mojemu mężowi bardzo zależy żebym zaczęła korzystać ale chyba tylko dlatego żeby z siebie ściągnąć ciężar wyrzutów sumienia że to co robi mi tylko na dobre wyszło.
Dziwne jest też to że jak spotykał się z tą kobietą to zaczęliśmy jeździć razem bez dzieci na basen, do różnych saun, nawet na dyskotece byliśmy, masaż kamieniami chciał mi zamówić. Ogólnie jest lepszy dla mnie niż wcześniej. Robi sobie herbate czy kawe to pyta czy mi też zrobić. Widzi że jestem zajęta to i kolację dzieciom zrobi. Ale emocjonalnie jest z kowalska (choc z racji narodowosci tej kobiety to kowalska nie pasuje ) i ciągle mi przypomina o wyprowadzce. I ciągle gada że mam się z tym pogodzić.
Choć dziś po obiedzie powiedzialam ze nie będę już gotowała dla niego i pranie itp. Bo zjadł dzisiaj obiad przygotowany przeze mnie i nibu mu smakował ale nawet dziękuję nie usłyszałam. Po chwili zadzwoniła i poszedł z nią rozmawiać. Gdy przyszedł zrobił nam kawę i usiadł więc zaczelam rozmowę że ja nie chcę być tylkosprzątaczka, praczką, kucharką ale żoną w pełnym tego słowa znaczeniu i jeśli nią nie będę bo on mie chce to ja nie będę tego robiła. Uznał ze to trochę bezsensu bo co każdy teraz ma mieć swoją półkę w lodówce i to śmieszne by było i musiałby zrobić zdjęcie podpisanych półek. Nie skomentowałam. Ale gdzieś tam w tej rozmowie pojawiło się moje pytanie do niego w rodzaju "bo już przecież, zdecydowaleś tak? " Nie uzyskałam odpowiedzi. Zapytałam czemu nie odpowie czy nie odpowie bo nie chce mi tego powiedziec czy nie zdecydował jeszcze? Ale i na yo mo nie odpowiedzial. Powiedziałam że dobrze mu idzie unikanie odpowiedzi na pytania to stwierdził że to wszystko nie jest takie proste i oczywiste. I w tej naszej rozmowie pojawiło sie też jego stwierdzenie że on jej już przestał mowić że ją kocha bo ona mu tego w ogóle nie mówi i nie wie czy ona w ogóle chce z nim być.
A potem jakgdyby nic się nie działo pojechaliśmy z dziećmi na rowerach na lody i do jego mamy i brata na grilla (tam wszyscy wiedzą i wszyscy udawalk że jest ok) tylko szwagierka mi powiedziała ze nie potrafi się odezwać do mojego meża i w sumie przesiedzialysmy razem we dwie większość czasu w domu, bo mają malutkiego dzidziusia i był pretekst. Po powrocie do domu czytajac forum usłyszałam pytanie czy piszę do kochanka! A ja mu na to że nie robię tego co on.
Potem pojechał na basen.
Dziś wrwcam do mojego łóżka. Liczę że nie przyjdzie. Dlaczego ja mam spsć na niewygodnej wersalce skoro ja nie robię nic złego.

karolina12
Posty: 68
Rejestracja: 29 sty 2017, 20:18
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: karolina12 » 11 cze 2017, 21:54

Dotka pisze:
11 cze 2017, 20:00
Mój mąż chce teraz abym wychodziła do ludzi na basen do kosmetyczki zebym nie wygladala na nieszczesliwa zeby nikt sie nie domyslal co jest grane.
Dorotko a może mąż chce po prostu abyś zadbała o siebie? może jemu wcale nie chodzi o to aby ukryć wasze problemy, może po prostu chce mieć "Pieką żonę" . Może watro w ten sposób pomyśleć o tym co mówi mąż. Jest takie powiedzenie "wyciągnij watę z uszu i włóż sobie do buzi"...może posłuchaj tego co mąż do Ciebie mówi (mówię to z własnego doświadczenia) nie wszystko co mąż mówi musi być chęcią wbicia Ci "szpili"

Dorotko czy jest coś co lubisz robić?...co jest Twoja pasją?..
Ufność do Boga może dokonać wszystkiego. (Św Matka Teresa z Kalkuty)

karolina12
Posty: 68
Rejestracja: 29 sty 2017, 20:18
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: karolina12 » 11 cze 2017, 22:27

Dotka pisze:
11 cze 2017, 21:42
Bo zjadł dzisiaj obiad przygotowany przeze mnie i nibu mu smakował ale nawet dziękuję nie usłyszałam.
Dotka a czy kiedy Twój mąż zrobi kawę lub kolację słyszy od Ciebie słowo "Dziękuję"?
aby nauczyć się "stawiania granic innym" najpierw trzeba nauczyć się stawiania granic sobie...aby można było kochać innych najpierw trzeba pokochać siebie...czy Ty kochasz siebie?...czy potrafisz stanąć przed lustrem i powiedzieć "Kocham Cię"?...czy twoje poczucie własnej wartości istnieje?...gdybyś miała określić w skali od 1 do 10 poczucie własnej wartości to jaka by to była cyfra?
Dotka na kryzys małżeński wpływ mają tak mąż jak i żona...nie jest prawdą że tylko jedno ze współmałżonków jest sprawcą kryzysu , ponieważ żaden człowiek nie jest "Idealny" każdy popełnia błędy...może dobrze by było abyś zaczęła pracę nad sobą , zobaczyła swój wkład w wasz kryzys...jeżeli np. mąż nie chce iść na terapię to idź sama , pojedź na spotkanie Ogniska Sychar...nie bój się takiego spotkania...nikt na spotkaniu nie ocenia, nikt nie wyśmiewa, jesteśmy po to aby wspierać się nawzajem...
Ufność do Boga może dokonać wszystkiego. (Św Matka Teresa z Kalkuty)

Dotka
Posty: 174
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: Dotka » 12 cze 2017, 8:46

Karolina, oczywiście że dziękuję, zawsze to robiłam, ale z racji tego że wcześniej mało co dla mnie robił to nie było okazji.
Co do pasji, to już chyba nie mam żadnej, a już na pewno takiej która zajmowałaby mało czasu. Bo teraz tego czasu jeszcze mniej.
Ja wiem, że ja nie jestem bez winy, i wiem co trzeba by było naprawić w naszych wspólnych relacjach, teraz to widzę. Wiele rzeczy sobie uświadomiłam, że nieodpowiednio reagowałam na to jak mnie mąż traktował. A to tylko nakręcało nasze wzajemne niezrozumienie i oddalało nas od siebie. Nie potrafiłam mu powiedzieć co mi się nie podoba w jego podejściu do mnie, i tak z czasem narosło we mnie poczucie krzywdy i pojawiła się myśl dlaczego zawsze to ja mam ustępować. Zaczęłam się buntować ale robiłam to nieodpowiednio, odsuwając się od niego, myśląc że wtedy coś zrozumie. A tak naprawdę potrzeba było szczerej spokojnej rozmowy i przezwyciężenia we mnie lęku że mój mąż i tak ma zawsze na wszystko gotową odpowiedź na swoja obronę, zawsze umiał obrócić kota do góry nogami, że ja traciłam argumenty, bo akurat w tym czasie nie przyszło mi to czy tamto do głowy. Zawsze był w rozmowach, a raczej w próbach rozmów mocniejszy ode mnie, co powodowało moją blokadę i nigdy tak naprawdę mu nie powiedziałam co mnie boli. Wydaje mi się że on mógł te próby rozmowy traktować jako mój atak na niego i dlatego tak bardzo asertywnie podchodził do tego co próbowałam mu powiedzieć. A ja zazwyczaj wybuchałam płaczem i na tym się kończyło.
Poczucie własnej wartości zawsze miałam bardzo niskie, jak w ogóle je miałam. Teraz widzę że to mąż mi dawał te poczucie wartości, chodzi mi o to że skoro on mnie chciał, ja mu się podobałam, i dalej mu się podobam podobno, to znaczy że jestem ładna i wartościowa. Rozumiecie o co mi chodzi...?
Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć.
Gdy byłam nastolatką myślałam o sobie - mała, z małymi cyckami, z cera trądzikową, nieśmiała, trudno nawiązująca nowe kontakty i wycofana w rozmowie z osobami które mało zna. nie potrafię rozmawiać ze wszystkimi i o niczym. Nigdy nie byłam osobą która przyciąga do siebie inne osoby (kowalska podobno jest tak dobra i miła, że wszyscy do niej ciągną), byłam taką szarą myszką.
Aż poznałam mojego obecnego męża (dopiero co wkroczyłam w pełnoletność). Był we mnie szaleńczo zakochany, godzinami w nocy rozmawialiśmy przez telefon jak nie mogliśmy się spotkać. Z nim potrafiłam rozmawiać o wszystkim. On teraz tego nie pamięta. Wyznawaliśmy wspólne wartości, to samo było dla nas ważne, tak samo widzieliśmy nasze wspólne życie. Wtedy poczułam się wyjątkowa (mój mąż jest bardzo przystojnym facetem, i z wiekiem coraz przystojniejszym, umie urzekać rozmową, z każdym, bez względu na jego wiek, porozmawia na każdy temat - nawet z kobietą sprzedającą w cukierni, którą widzi pierwszy raz w życiu)
Ale gdzieś po drodze o tym wszystkim zapomnieliśmy.
Nigdy nie kłóciliśmy się o ważne sprawy, nawet przez budowę domu przebrnęliśmy bez kłótni, a budowaliśmy systemem gospodarczym, więc wszystkie decyzje trzeba było podejmować razem. Ostatnio mi powiedział, że nic przy budowie domu nie zrobiłam. Zabolało, bo fizycznie może nie było mojego wkładu zbyt dużo, bo akurat byłam w ciąży z drugim dzieckiem, a potem było malutkie więc to na nim musiałam się skupić, ale wszystkie decyzje co do materiałów i inne podejmowaliśmy wspólnie, składy budowlane wspólnie odwiedzaliśmy, ja prowadziłam sprawy finansowe. nie był z tymi problemami sam.
Dało nam w kość to że siedziałam 3 lata w domu, ciąża z 3 dzieckiem była zagrożona i od razu poszłam na L4, potem nie miał się kto nią zająć i musiałam pójść na wychowawczy. I tego oboje nie udźwignęliśmy. On zły ze ja "siedze w domu i nic nie robie", a on do pracy musi chodzić, ja zła że on ma do tego takie podejście, a przecież 3 dzieci w domu, szkoły (do tego dwie starsze córki chodzą jeszcze popołudniami do szkoły muzycznej, więc 4 popołudnia musiałam je wozić dodatkowo na zajęcia do innej miejscowości, do tego angielski każda 2 razy w tygodniu - też musiałam wozić, bo na naszej wsi to nic nie ma. I wszędzie z tą najmłodsza, bo nie było z kim zostawić. Sprzątanie domu, niekończące się historia z praniem, zakupy, wszystko na mojej głowie. Nie miałam za bardzo chwili na dla siebie, nawet na kawę z koleżanką. A mój mąż, że pracował i był zmęczony, a do tego bardzo dba o swój wygląd (kiedyś miał nadwagę, dosć sporą i teraz nie chce do tego dopuścić), chodził na treningi, basen rower i dodatkowo na angielski.
I tak to ostatnio wyglądało. Pojawiły się przez to tez kłótnie o byle co. A coraz częściej wybuchałam krzykiem. Do tego i dzieciom się "dostawało" ode mnie rykoszetem gdy byłam zdenerwowana, a byłam chyba cały czas.
Dużo w tym winy jest mojej, ja wiem.

katalotka72
Posty: 155
Rejestracja: 16 mar 2017, 18:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: katalotka72 » 12 cze 2017, 10:08

Ty się Dotka przypadkiem nie zacznij biczować, przyjmij swój wkład w kryzys, ale nie popadnij w skrajność, że zdrada męża to rónież Twoja zasługa, owszem kryzys relacji tak, oddalenie tak i nic więcej
skoro już tyle widzisz, skoro okazuje się, że pani kowalska vel schmidt tudzież pupkin jest lekko zdystansowana w stosunku do męża i to go zastanawia to Ty również daj mu ten dystans, oddech od siebie, posłuchaj nas tu wszystkich, radzimy nie żeby zrobić Ci krzywdę tylko piszemy ze swojego doświadczenia
zadbaj o siebie i dzieci, przestań mu nadskakiwać, bądź, nie obrażaj się, komunikuj prosto, bez histerii (faceci boją się chyba naszych łez) i jak najrzadziej, raz powiedziana na głos niech stanie się ciałem, a nie będzie obracana w kolejnym monologu dookoła siebie
zacznij być króliczkiem, którego mąż będzie musiał gonić, a nie hieną goniącą za nim - pora odwrócić role!!!

s zona
Posty: 3325
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: s zona » 12 cze 2017, 10:41

To co podoba mi sie w Sycharze ,
ze mozna zobaczyc Swoje bledy i zaczac nad nimi pracowac ...
Dotka zycze Ci, aby kowalska odeszla w "niebyt" a dla Was bylo " lepsze wino na koniec"..

ps wybierz sie do tej kosmetyczki :)
moze " odwazysz sie" jechac na spotkanie w ognisku?

a to na deser :)
Pokochaj siebie - Wayne W. Dyer
https://www.youtube.com/watch?v=maInUv0rCXE

s zona
Posty: 3325
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: s zona » 12 cze 2017, 10:46

nawiazujac do slow katalotki ,
moze posluchasz tego :
https://www.youtube.com/watch?v=wpGzHR5YTsA

Dlaczego mężczyźni kochają zołzy - Sherry Argov

karolina12
Posty: 68
Rejestracja: 29 sty 2017, 20:18
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: karolina12 » 12 cze 2017, 11:38

Dotka podpisuję się pod słowami Katalotki nie chodzi o to abyś się katowała , czy na siłę szukała w sobie winy...chodzi o to abyś wreszcie pomyślała o sobie ...wiesz jaka powinna być Hierarchia w życiu?:
na pierwszym miejscu: Bóg - bo to od NIEGO będziesz czerpać siłę , wiarę , miłość, spokój
na drugim miejscu : TY - bo spokojna Ty = spokojny dom , uśmiechnięta TY = uśmiechnięty dom , szczęśliwa TY= szczęśliwy dom...to wszystko czerpiemy od NIEGO
na trzecim miejscu : mąż - mąż nie może być ani przed Bogiem ani przed Tobą...ściągnij go wreszcie z piedestału i postaw obok siebie, a nie przed sobą...umieszczając męża przed sobą powodujesz że widzisz tylko jego i nic więcej.
na czwartym miejscu: dzieci - kiedyś usłyszałam takie słowa: "dzieci to epizod w naszym życiu" , muszę się przyznać że początkowo zbulwersowały mnie one , ale to prawda Bóg dał nam dzieci abyśmy przygotowali je do dorosłego życia , nie są naszą własnością... nie możemy dzieci stawiać wyżej niż współmałżonka , ale i współmałżonka nie możemy stawiać wyżej niż siebie i robić z niego "bożka"
Ufność do Boga może dokonać wszystkiego. (Św Matka Teresa z Kalkuty)

Dotka
Posty: 174
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: Dotka » 12 cze 2017, 11:58

Poradźcie jeszcze w jednej kwestii.
chodzi o spanie w jednym łóżku...
jak wiecie wysprzątałam mężowi wersalkę na dole, dwie noce tam nie poszedł. Po sobotniej "rozmowie" a raczej po tym co mi powiedział, poszłam ja na te wersalkę...
ale mam bóle kręgosłupa szyjnego i nie mogę na niej spać... więc mu wczoraj powiedziałam że dlaczego ja mam spać na tej twardej wersalce i opuszczać naszą małżeńską sypialnie jak to od chce odejść a ja nie jestem niczemu winna i niech ona tam śpi. I poszłam na górę.
Mój mąż poszedł do pokoju i słyszałam jak mówi, że on nie może tam spać bo się przecież nie wyśpi. musi sobie kupić inne łóżko i przyszedł na górę. ja jeszcze nie leżałam, bo się modliłam. On stwierdził, że spał do tej pory to jeszcze się położy i obróci tyłem. Nie wiedziałam co powiedzieć, nie wiedziałam jak go wyrzucić i czy tego chcę i czy się nie pobeczę. Przemilczałam. Powiedział żebym się położyła, a ja mu na to że jak skończę się modlić to się położę. Zasnął.
Do rana przespaliśmy. Rano jak zadzwonił mi budzik do pracy (ja wstaję wcześniej) mój mąż się przebudził i powiedział że chciałby ze mną współżyć... Na co ja w spokojny sposób powiedziałam że teraz nie czas na to, że wybrał tamtą więc nie możemy, że ja nie chcę w tej sytuacji... Że jak wybierze mnie, ale tak naprawdę, to wtedy wrócimy do tego tematu... (nadmienię Wam jeszcze, że wczoraj wieczorem powiedział mi że jestem bardzo seksowna).
Ale nie o seks tu chodzi, wiem że nie chcę i tego się będę trzymała...
Tylko czy na siłę, stanowczo wyrzucać go z sypialni...?

Jonasz

Re: Co zrobić żeby nie odszedł?

Post autor: Jonasz » 12 cze 2017, 12:14

karolina12 pisze:
12 cze 2017, 11:38

na trzecim miejscu : mąż - mąż nie może być ani przed Bogiem ani przed Tobą...ściągnij go wreszcie z piedestału i postaw obok siebie, a nie przed sobą...umieszczając męża przed sobą powodujesz że widzisz tylko jego i nic więcej.

Tak męskimi słowami Królewiczowi trzeba wykopać spod ... tron i palnąć w łeb żeby mu korona z głowy spadła. Niech gwiazdy zobaczy, to moze otworza mu się oczy i zobaczy ze jego nowa gwiazdka to tylko zaćmienie :D
A to se wymyslił.
Zapomniał ze Ktoś jest nad nim a on nie jest po to zeby mu było dobrze i przyjemnie.
Ze cos przysiegał, dobrowolnie i jest za to i za Kogoś odpowiedzialny...

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 20 gości