Kryzys malzenstwa czy choroba?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Angela » 19 sty 2019, 2:19

Pustelnik pisze:
18 sty 2019, 10:05
Angela,
w tytule wątku (1,5 roku temu ?) postawiłaś pytanie ...
:-) jaka odpowiedż na dzisiaj ?
Jak chcesz to napisz ....

Pogody Ducha !
Choroba!
Choroba, która wywołała kryzys. Wyolbrzymiła zło, wykrzywila dobro. Odebrała nadzieję na zakończenie kryzysu. Swoja nieprzywidywalnością odbiera siły do pracy nad sobą, bo nad samym małżeństwem nie ma możliwości pracy. Jedyna porada jaką mogą otrzymać małżonkowie chorego to zerwanie całkowicie kontaktów. Nawet przy minimalnych kontaktach, piętrzące się problemy a mocno zachwiane poczucie bezpieczeństwa, sprawia, że praca nad sobą idzie jak po grudzie.
Znalazłam się na forum z przekonaniem, że zmianą siebie, mogę coś zmienić w małżeństwie. Doświadczyłam swojej bezsilności. Ale trwam na forum, bo to jest metoda na przetrwanie i aby samemu nie zwariować.

klopot_16
Posty: 45
Rejestracja: 16 sie 2017, 21:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: klopot_16 » 19 sty 2019, 10:07

Angela pisze:
19 sty 2019, 2:19

Jedyna porada jaką mogą otrzymać małżonkowie chorego to zerwanie całkowicie kontaktów.

Jeżeli chory nie chce się leczyć i jest agresywny, to tak. Gdyby mój mąż stanowił jakiekolwiek zagrożenie dla mnie lub dla dzieci, to nie wahałabym się ani chwili, bo ja, jako osoba zdrowa, muszę zadbać o bezpieczeństwo swojej rodziny. Mój mąż jest chory na schizofrenię, ale przyjmuje leki i jest bardzo spokojny, nie podnosi głosu, w zasadzie to prawie wogóle się nie odzywa. Co nie oznacza, że życie z nim jest sielanką. Gdybym nie była osobą wierzącą, już dawno zerwałabym z nim wszelkie kontakty. Bo jak żyć z człowiekiem, któremu się nie ufa, z którym nie można szczerze porozmawiać, przytulić się? Który nie pracuje, nie jest w stanie nic w domu zrobić, pomóc przy dzieciach? Ludzkimi siłami nie dałoby się unieść tego ciężaru.

Pustelnik
Posty: 808
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Pustelnik » 19 sty 2019, 10:49

Angela pisze:
19 sty 2019, 2:19
Pustelnik pisze:
18 sty 2019, 10:05
Angela,
w tytule wątku (1,5 roku temu ?) postawiłaś pytanie ...
:-) jaka odpowiedż na dzisiaj ?
Choroba, która wywołała kryzys.Wyolbrzymiła (...)
(...)
piętrzące się problemy
(...)
Doświadczyłam swojej bezsilności. Ale trwam (...)
Dla mnie doświadzenie bezsilności, jest (w pewnym sensie bylo) jedną z ... lepszych/wartościowych/cennych (bo niosących moją zmianę "na lepsze") rzeczy, które mnie spotkało ...

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Angela » 13 maja 2019, 4:48

Mąż w 4 miesiące po operacji czuje się dobrze, nie ma przerzutów.
Małżeństwo trwa pozornie, w praktyce emocjonalnie rozwiedzione. Każdy ma swoje sprawy i tylko niewielkie spięcia ( niewielkie w porównaniu z tym co działo się 2 lata temu), gdy jedno wejdzie na teren drugiego. Ja też bronię swojego azylu, bo nie wiem czego po mężu się spodziewać. Mąż twierdzi, że jest mu dobrze w tym układzie. Dla mnie to sytuacja znana z domu rodzinnego, ale ciężko się mi z nią pogodzić. Tak bardzo chciałam, aby w moim małżeństwie było lepiej.
Dla mnie warunkiem koniecznym pojednania jest uznanie przez męża, że mnie skrzywdzil niesłusznym posądzeniem oraz poniżaniem za rzeczy, których nie zrobiłam. Odmawia mi prawa do czucia się skrzywdzoną. Obsesyjnie broni swojej niezależności. On ,,miał prawo do emocjonalnych zachowań'' a ja jestem ,,mimoza i próbuję być policjantem jego myśli''. Potwiedza się teza psychologa, że mąż wyzbył się empatii. Ja nic mu już nie udawadniam. Nie narzucam się z niczym, ale nie odmawiam drobnych przysłóg. Nie wiem, co na prawdę on teraz myśli.

acine
Posty: 107
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: acine » 13 maja 2019, 9:33

Angela pisze:
13 maja 2019, 4:48
Potwiedza się teza psychologa, że mąż wyzbył się empatii. Ja nic mu już nie udawadniam. Nie narzucam się z niczym, ale nie odmawiam drobnych przysłóg. Nie wiem, co na prawdę on teraz myśli.
Angela, pomysl w ten sposob, empatia-umiejetnosc wczucia sie w innego czlowieka-przeciez to jest tylko teoria ktora mowi ze mozna wczuc sie w innego to po pierwsze, po drugie TEZA psychologa sie nie potwierdzila bo to jest tylko teza czyli wnioskowane niepewne zawodne drugiego czlowieka ( psychologa ) o innym czlowieku w dodatku "zaocznie" ktore ci zawodowo zajmujacy sie "pomaganiem" ludzie robia nagminnie. Umiejetnosc wczuwania sie w drugiego to jest "chec" a nie mozliowosc- my nigdy jako ludzie tego nie osiagnelismy, nie wiemy co siedzi w drugim czlowieku a majac relfeksje, ze moze "siedzi" to a moze tamto a moze jeszcze co innego, mozemy zrozumiec, ze istenieje niemal nieskonczona mozliowsc co moze "siedziec" w tym w ktorego chcemy sie "wczuc".Czesto jakas czesc kobiet ( ale dziala to tez w druga strone ) ma pretnensje do mezczyn ze do nich trzeba prosto jasny komunikat bo nie rozumieja znakow ktore im wysylaja, newet to ktoras z poprzednio komentujacych tutaj stwierdzila ale przeciez to jest przyklad braku komunikacji bo poprawienie wlosow nie musi byc dla mezyzny komunikatem, kobieta moze poprawic wlosy bo jej przeszkadzaja a mezczyzna moze odebrac ze poprawia bo chce mu sie podobac -przyklad pierwszy z brzegu blednej komunikacji. Takze w wyniku tego ze nie mozna "wczuc" sie w drugiego czlowieka ( empatia ) stosowane jest to co Jezus poleca i nie tylko on zreszta bo to jest wypracowane przez caly okres dziejow czlowieka, ze jak nie wiesz jak sie zachowac to zachowuj sie do drugiego zawsze milo bo tylko w taki sposob wyeliminujesz zlo. Bowiem jesli ktos nie ma do ciebie zlych intencji dostanie mily sygnal ( np milosc ) to tylko da pozyw calej sytuacji natomiast jesli ma zle intencje to mily sygnal moze go niwelowac to zlo tych zlych intencji.

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Angela » 13 maja 2019, 13:38

acine pisze:
13 maja 2019, 9:33
Umiejetnosc wczuwania sie w drugiego to jest "chec" a nie mozliowosc- my nigdy jako ludzie tego nie osiagnelismy, nie wiemy co siedzi w drugim czlowieku a majac relfeksje, ze moze "siedzi" to a moze tamto a moze jeszcze co innego, mozemy zrozumiec, ze istenieje niemal nieskonczona mozliowsc co moze "siedziec" w tym w ktorego chcemy sie "wczuc".Czesto jakas czesc kobiet ( ale dziala to tez w druga strone ) ma pretnensje do mezczyn ze do nich trzeba prosto jasny komunikat bo nie rozumieja znakow ktore im wysylaja,
Wielokrotnie przez ostatnie 4 lata mąż dał mi dowód, że nie chce mnie zrozumieć. Moje jasne komunikaty, o tym co mnie boli lub wręcz przeraża, zostały wyśmiane: ,,kłamiesz, nie udawaj wrażliwej, nic nie musisz mówić, ja i tak cię znam itp''. Przypisuje mi najniższe pobudki. Natomiast wiele bym dała by zrozumieć męża, by poznać do czego ten brak empatii jest mu potrzebny, jaką ranę, którą możliwe, że sam sobie zadał, chce przez to zalepić. Moje próby zrozumienia go ucina: ,,nie próbuj mnie przesłuchiwać, nie uda ci się wejść w moje myśli''. Zabieram się zapewne do tego nieumiejętnie. Studiuję ,,Porozumienie bez przemocy'', ale nie udaje mi się opanować i zastosować w praktyce zawartych w nich rad.
Chciałabym wiedzieć czy jestem w stanie mu pomóc, czy raczej bezpieczniej jest od niego uciec. Z pewnością nie opuszczę go jeżeli nie będę mieć pewności, że nic nie da się zrobić. Ponieważ ufam, że Bóg jest nieskończony w swojej mocy, pewnie to się nigdy nie stanie. Dziś mąż zapytał mnie czy nie mam ochoty się wyprowadzić (z drwiną w głosie, nie obawą). Powiedziałam, że musiałby się bardziej postarać, mocniej dopiec, aby tak się stało.
Czuję jednak, że balansuję na granicy swojej wytrzymałości.

tata999
Posty: 529
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: tata999 » 13 maja 2019, 15:35

Angela pisze:
13 maja 2019, 13:38
Dziś mąż zapytał mnie czy nie mam ochoty się wyprowadzić (z drwiną w głosie, nie obawą). Powiedziałam, że musiałby się bardziej postarać, mocniej dopiec, aby tak się stało.
Czuję jednak, że balansuję na granicy swojej wytrzymałości.
Z tego fragmentu wnoszę, że zarówno mąż ma jeszcze trochę dystansu do siebie i sytuacji, jak i Ty. To dobrze, jeśli tak jest. Trzeba nabrać dystansu, żeby przezwyciężyć wspólnie problemy, objąć perspektywą nie tylko swoje pole, ale i drugiej strony, żeby się zrozumieć, a później znowu zacząć wspólnie się śmiać i cieszyć.

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Angela » 08 lip 2019, 14:47

Nie wiem co myśleć i robić.
Pojawiła się szansa zmian, niestety okupiona cierpieniem dzieci.
Nasza najmłodsza córka (12 lat) jest zagrożona anoreksją. Ponieważ podjęła gwałtowne odchudzanie, nie można było tego przeoczyć i wcześnie mogliśmy reagować. Jednak podczas przeziębienia przestała jeść całkowicie i pojechaliśmy do szpitala. Wtedy powiedziałam mężowi, że dzieciom (bo i u pozostałych pojawiły się różne problemy) najbardziej pomaga, gdy widzą kochających się rodziców i czy w związku z tym zechciałby spróbować przepracować naszą sytuację. Odparł, że nie ma mowy, wszystko zostało powiedziane i udowodniona moja wina 2 lata temu, on jest szczęśliwy i mam być zadowolona, że traktuje mnie uprzejmie. A jakaś terapia? Tylko się roześmiał, że jesteśmy za starzy by nas zmieniać. Dodatkowo on stoi nad grobem- choroba nowotworowa. Po prawdzie mężowi jeszcze kilka lat brakuje do wieku emerytalnego, rak chwilowo opanowany, nie ma przerzutów.
Potem były dwa tygodnie pracy z córką przy wsparciu poradni zaburzeń odżywiania. Działania rodzicielskie choć spójne, jednak w odzieleniu. Dzieci razem widzą nas tylko na codziennej modlitwie i niektórych posiłkach.
Niestety córka drugi raz trafiła do szpitala. Wtedy poprosiliśmy znajomego księdza, by przyszedł do niej do szpitala z sakramentami. Dodatkowo poświęcił trochę czasu na rozmowę z nią. Potem romawiał z mężem o tym między innymi, że córka jest bardzo dojrzała i ma dobre rozróżnienie dobra i zła oraz widzi i rozumie więcej niż myślimy.
Po tej rozmowie córka zaczęła normalnie jeść, choć nie uwolniła się od obsesyjnego strachu przed przytyciem. Przed nią i nami długa terapia.
Natomiast mąż powiedział, że aby pomóc córce w samoakceptacji, on chce zrobić ze mną ,,nowe otwacie'', uznaje, że się pomylił co do mojej winy i dla dobra dzieci powinniśmy się pojednać. Zgodziłam się ale zaznaczyłam, że nie da się łatwo żyć jakby nie było ostatnich 4 lat.
Wyraźnie widać, że mój mąż ma kompleks męskości i inicjatywa musi wychodzić zawsze od niego.
To co proponuje mi teraz wygląda na zachowanie większych pozorów. Gdy pierwszy raz po 2 latach pocałował mnie na dobranoc, to czułam jakbym przytulała się do drewnianej kukły.

white chocolate
Posty: 65
Rejestracja: 27 lut 2019, 11:59
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: white chocolate » 08 lip 2019, 15:11

Angela pisze:
08 lip 2019, 14:47
Natomiast mąż powiedział, że aby pomóc córce w samoakceptacji, on chce zrobić ze mną ,,nowe otwacie'', uznaje, że się pomylił co do mojej winy i dla dobra dzieci powinniśmy się pojednać.
To spora zmiana w mężu sądząc po pierwszej jego reakcji na Twoją propozycję. Rozumiem, że ksiądz miał większy dar przekonywania...?
Nie istotne...natomiast bardzo ważne moim zdaniem jest to, co chce zrobić mąż.
A czy dla Ciebie to jest ważne?
Bo patrząc na Twój wpis
Angela pisze:
08 lip 2019, 14:47
Zgodziłam się ale zaznaczyłam, że nie da się łatwo żyć jakby nie było ostatnich 4 lat
trochę się obawiasz nowej sytuacji......
Co chciałaś męzowi przez to powiedzieć?
Angela pisze:
08 lip 2019, 14:47
Gdy pierwszy raz po 2 latach pocałował mnie na dobranoc, to czułam jakbym przytulała się do drewnianej kukły.
Ciekawe jak czuł się Twój mąż.
Trochę to widzę tak jakbyś w tym małym świetle w tunelu bardziej jednak dostzregała ciemność.
Dla Twojego męża, domyślam się, ten pierwszy pocałunek po latach też nie był łatwy. Ale zdecydował się na ten gest.
Może wieje chłodem....mrozem nawet....ale nie warto się zamykać i zrażać.
Niech małe gesty , przyjazne uczynki będą nasionami z których wyrosną kiedyś dobre owoce.
Lata dystansu, braku zywej więzi między małżonkami robią swoje czyli to, co teraz oboje do siebie czujecie: poczucie obcości, drewnianych czułości, itp......na odczuwanie większej zazyłości potrzebny jest czas, dobra wola i cieszenie się z drobnych rzeczy.

Ukasz
Posty: 1420
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Ukasz » 08 lip 2019, 23:21

Angela pisze:
08 lip 2019, 14:47
To co proponuje mi teraz wygląda na zachowanie większych pozorów. Gdy pierwszy raz po 2 latach pocałował mnie na dobranoc, to czułam jakbym przytulała się do drewnianej kukły.
Ja również mam wrażenie, że moja żona stosuje grę pozorów. Też zgodziła się na nowe otwarcie, przyszły drobne gesty, które miały wyrażać czułość, ale ja jej z jej strony nie czułem. Po kilku miesiącach przyszło więcej niż drobne gesty, a mi wciąż trudno jest dostrzec w tym jakiekolwiek jej emocje.
Mimo powracających wciąż wątpliwości na razie kontynuuję swój udział w tej grze. Nie wiem, co jest z jej strony, podejrzewam, że tylko pozory wynikające z kalkulacji głównie finansowych. Z mojej jest żywe uczucie. Mam nadzieję, że niezależnie od jej intencji ona jednak też się zmienia przyjmując moje gesty i dając jakieś własne. Pewnie to jest z jej strony gra i pewnie jej się wydaje, że ją w pełni kontroluje, ale tak wcale nie musi być, to nie musi być tak jednoznaczne. Pomyśl o tym od tej strony: może w rozsądnych granicach, z zachowaniem szacunku dla samej siebie, warto wejść w tę grę? Skutki mogą być odmienne od zaplanowanych przez drugą stronę.
Tak się cieszę, ze u Was coś drgnęło. Niech Wam Bóg błogosławi!

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Angela » 13 lip 2019, 17:26

Angela pisze:
08 lip 2019, 14:47
Natomiast mąż powiedział, że aby pomóc córce w samoakceptacji, on chce zrobić ze mną ,,nowe otwacie'', uznaje, że się pomylił co do mojej winy i dla dobra dzieci powinniśmy się pojednać. Zgodziłam się ale zaznaczyłam, że nie da się łatwo żyć jakby nie było ostatnich 4 lat.
Wyraźnie widać, że mój mąż ma kompleks męskości i inicjatywa musi wychodzić zawsze od niego.
To co proponuje mi teraz wygląda na zachowanie większych pozorów. Gdy pierwszy raz po 2 latach pocałował mnie na dobranoc, to czułam jakbym przytulała się do drewnianej kukły.
Weszłam w ten układ, myśląc że dla ratowania córki należy zrobić wszystko. Ale napięcie między mną a mężem jest wyczuwalne. Po dwóch dniach znudziło mu się całowanie na dobranoc.
Córka też woli być z nami odzielnie, choć kilka miesięcy temu zabiegała o wspólne wyjazdy.
Uświadomiłam sobie, że niegodziwością jest to co mąż mi zaproponował. Oznacza, że nie zmienił swojego myślenia. On tylko ,,wspaniałomyślnie'' pozwala mi funkcjonować u swego boku. A ja nadal odczuwam wielką krzywdę i niesprawiedliwość. Mąż nie chce do tego wracać. Zatem niemożliwe jest życie jakby nic się nie stało, bo nie ma szans na powrót zaufania.
Dodatkowo bardzo się boję i dlatego wolę zachować dystans. Skoro zaburzone reakcje raz się ujawniły, to nieleczone mogą wybuchną ze zdwojoną siłą.
Powiedziałam dziś mężowi, że proponowany przez niego układ się nie uda. Wolę zostać w nieformalnej separacji.

Angela
Posty: 459
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Angela » 07 paź 2019, 5:06

Witajcie,
Już myślałam, że nie może być gorzej i okopałam się bezpiecznie w swoim dotychczasowym poczuciu skrzywdzenia.
Teraz w moim życiu kolejne trzęsienie ziemi i paniczny strach, że się nie poprawi.
Obie moje córki są w ośrodku leczenia anoreksji, poważnie chore z perspektywą wielomiesięcznej terapii i zmaganiem się z problemem do końca życia.
A tak już czułam się bezpiecznie z myślą, że Bóg ochroni sam moje dzieci a ja się mam tylko skupić na radzeniu sobie z kryzysem małżeński.
I jeszcze stanięcie w prawdzie. Gdy mąż zarzuca że to głównie moja wina, jest pokusa by hurtem odrzucić jego zarzuty. Tymczasem w wielu miejscach miał rację.
Dziękuję Małgorzato D. za podsunięcie w innym wątku tej konferencji:
https://m.youtube.com/watch?v=kGZ36ws1a ... e=youtu.be

lustro
Posty: 988
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: lustro » 07 paź 2019, 7:05

Minęło sporo czasu od lipca.
Jak wygląda wasza sytuacja, pomiędzy Tobą i mężem, na dziś?

Pantop
Posty: 1690
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: Pantop » 07 paź 2019, 9:38

Witaj Angelo - radosny promyku forum tego

Piszesz o okopaniu się.
Stabilizacja i bezpieczeństwo - o ironio - w jakże niekomfortowych warunkach.

Ale guzik z okopania i stabilności.

Zamiast tego, w środku nocy słyszysz JAKBY natarczywy łomot do drzwi (żeby nie było :P ) sąsiadki, że chleba jej brakło, bo rodzina ją teraz zaskoczyła.

Nie będzie stabilizacji, nie będzie bezpiecznie, oddajesz dwa chleby sąsiadce za co otrzymujesz perspektywę pobudki o 4.15 do piekarni by uzupełnić zapas pieczywa dla rodziny na rano.

To może chociaż chwila czułości w ramionach męża - łudzisz się jeszcze nadzieją - lecz i ta jest Ci odjęta, kiedy kolejny raz przytulasz się do drewnianego manekina, który w dodatku słodko sobie pochrapuje.


Co robić?

Nie wiem. Może na przekór stanąć z otwartą przyłbicą, a odrzucając swoje plany i wizje zabezpieczeń, krzyknąć na całe gardło przeciwnościom:
- TU JESTEM!! - KTÓRA PIERWSZA?!! - CZEKAM!!!



ps tymczasem jako osoba nietuzinkowa przejmujesz dziś stery w kąciku muzycznym - i nie ma zmiłuj :!:

kryzysowa
Posty: 48
Rejestracja: 28 maja 2019, 9:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys malzenstwa czy choroba?

Post autor: kryzysowa » 07 paź 2019, 14:23

Angela pisze:
07 paź 2019, 5:06
Witajcie,
Już myślałam, że nie może być gorzej i okopałam się bezpiecznie w swoim dotychczasowym poczuciu skrzywdzenia.
Teraz w moim życiu kolejne trzęsienie ziemi i paniczny strach, że się nie poprawi.
Obie moje córki są w ośrodku leczenia anoreksji, poważnie chore z perspektywą wielomiesięcznej terapii i zmaganiem się z problemem do końca życia.
A tak już czułam się bezpiecznie z myślą, że Bóg ochroni sam moje dzieci a ja się mam tylko skupić na radzeniu sobie z kryzysem małżeński.
I jeszcze stanięcie w prawdzie. Gdy mąż zarzuca że to głównie moja wina, jest pokusa by hurtem odrzucić jego zarzuty. Tymczasem w wielu miejscach miał rację.
Dziękuję Małgorzato D. za podsunięcie w innym wątku tej konferencji:
https://m.youtube.com/watch?v=kGZ36ws1a ... e=youtu.be
Czytam Twój post i trochę zaczynam martwić sie o swoją córkę, która na pierwszy rzut nie wydaje się przejmować specjalnie obecną sytuacją, ale coraz bardziej widzę w niej zmiany. Zaczęła zajadać słodyczami stres chyba, a z drugiej strony widzę że coraz bardziej zaczyna zwracać uwagę na swój wygląd, wagę. W rodzinie męża był podobny problem juz wcześniej ...
Nie wiem jak jej pomóc, parę razy byłąm z nią u psychologa (ze względu na obecną sytuację), ale córka wogóle nie chce z nim rozmawiać. Na każde pytanie odpowie:tak, nie, nie wiem, dobrze ...
Jakbyś mogła napisać mi jakie były pierwsze symptomy choroby u Twoich córek ??
Wspomnę w modlitwie ...

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości