Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 689
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 22 gru 2019, 16:08

SAMOA pisze:
22 gru 2019, 11:35
Ruta, jesli przyznasz co jest Twoja winą to licz sie ze otrzymasz rozwód z winą obojgu małżonków, niestety sady nie chcą orzekac separacji tylko odrazu rozwod. zastanów się nad tym.


http://archiwum.kryzys.org/viewtopic.ph ... sc&start=0
Zdaję sobie sprawę, ale kłamać nie będę. Mi naprawdę nadal zależy na moim małżeństwie i na moim mężu. Stając w sądzie i kłamiąc i oskarżając wyłącznie męża, a wybielając siebie zamknę kolejne drzwi do pojednania. Co z tego, że dostanę korzystne warunki rozwodu, którego nie chcę?Żadna z moich win ani wszystkie razem nie są podstawą do stwierdzenia że małżeństwo się trwale z tego powodu rozpadło. Nie oskarżam męża o nic, na tym też nie da się potem budować. Jak pojednać się z kimś kto cię oczernia i widzi wyłącznie twoje wady? Wręcz przeciwnie, napisałam o mężu dużo dobrych rzeczy i prawdziwych. Oraz prawdę o jego nałogu, Co i tak będzie mu trudno przyjąć.
Nie wiem co na to sąd. Zobaczymy.
Gdy byłam mała moja ulubiona historia z Biblii to była historia Daniela. Często myślałam wtedy, czy ja mogłabym być tak odważna jak on. Modliłam się przy pisaniu pozwu o dary Ducha Świętego, które były udziałem Daniela. Daleko mi do jego odwagi, ale starczy jej na tyle, żeby nie zaprzeczać sobie i mojej wierze, oraz żeby w zgodzie z tą wiarą i moją miłością do męża postępować. Bez względu na to jakie konsekwencje mogę ponieść. Sąd może obwinić mnie, uznać za maniaczkę religijną i mściwą babę co chce zepsuć relację ojca z dzieckiem za to że on się chce rozwodzić i uznać prawo mężczyzny do decydowania o tym czy chce ze mną być czy nie, albo dostrzec problem jaki jest w mojej rodzinie, wesprzeć nas mądrymi decyzjami i dać nam szansę. Na to wpływu nie mam, ale mam wpływ na to co ja robię.

Ruta
Posty: 689
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 22 gru 2019, 16:13

JolantaElżbieta pisze:
22 gru 2019, 11:59


I prawda sama się obroni - ufaj!
Dziękuję ci, mam taką nadzieję. I staram się ufać :roll:

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: JolantaElżbieta » 22 gru 2019, 18:39

Ruta pisze:
22 gru 2019, 16:08
SAMOA pisze:
22 gru 2019, 11:35
Ruta, jesli przyznasz co jest Twoja winą to licz sie ze otrzymasz rozwód z winą obojgu małżonków, niestety sady nie chcą orzekac separacji tylko odrazu rozwod. zastanów się nad tym.


http://archiwum.kryzys.org/viewtopic.ph ... sc&start=0
Zdaję sobie sprawę, ale kłamać nie będę. Mi naprawdę nadal zależy na moim małżeństwie i na moim mężu. Stając w sądzie i kłamiąc i oskarżając wyłącznie męża, a wybielając siebie zamknę kolejne drzwi do pojednania. Co z tego, że dostanę korzystne warunki rozwodu, którego nie chcę?Żadna z moich win ani wszystkie razem nie są podstawą do stwierdzenia że małżeństwo się trwale z tego powodu rozpadło. Nie oskarżam męża o nic, na tym też nie da się potem budować. Jak pojednać się z kimś kto cię oczernia i widzi wyłącznie twoje wady? Wręcz przeciwnie, napisałam o mężu dużo dobrych rzeczy i prawdziwych. Oraz prawdę o jego nałogu, Co i tak będzie mu trudno przyjąć.
Nie wiem co na to sąd. Zobaczymy.
Gdy byłam mała moja ulubiona historia z Biblii to była historia Daniela. Często myślałam wtedy, czy ja mogłabym być tak odważna jak on. Modliłam się przy pisaniu pozwu o dary Ducha Świętego, które były udziałem Daniela. Daleko mi do jego odwagi, ale starczy jej na tyle, żeby nie zaprzeczać sobie i mojej wierze, oraz żeby w zgodzie z tą wiarą i moją miłością do męża postępować. Bez względu na to jakie konsekwencje mogę ponieść. Sąd może obwinić mnie, uznać za maniaczkę religijną i mściwą babę co chce zepsuć relację ojca z dzieckiem za to że on się chce rozwodzić i uznać prawo mężczyzny do decydowania o tym czy chce ze mną być czy nie, albo dostrzec problem jaki jest w mojej rodzinie, wesprzeć nas mądrymi decyzjami i dać nam szansę. Na to wpływu nie mam, ale mam wpływ na to co ja robię.
Amen Ruto! Ja się tym też kieruje = szkoda, że zrozumiałam to dopiero po rozwodzie - kłamałam dla męża przed rodziną, przed dziećmi, a w końcu w sądzie. Kiedy rok po rozwodzie poprosił mnie o klejne kłamstwo - powiedziałam, że chcę żyć prawdą i więcej nie będę dla niego kłamać. Mój mąż wie, ze go kocham, że czekam na niego - ja obiecalam sobie, że nawet gdyby mną pogardzał ja nie będe toczyć z nim gierek, będę szczera i uczciwa w stosunku do niego, a co on z tym zrobi, to jego odpowiedzialność. Ja odpowiadam tylko za siebie - baaardzo późno to zrozumiałam, ale w końcu :-)

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: JolantaElżbieta » 22 gru 2019, 18:41

Jak już napisałam posta doszło do mnie, że kocham męża, ale już nie czekam na niego. Po prostu jeśli kiedyś zrozumie i będzie chciał wrócić, to ja go przyjmę. Tylko tyle:-)

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: tata999 » 22 gru 2019, 18:56

Ruta pisze:
22 gru 2019, 16:08
SAMOA pisze:
22 gru 2019, 11:35
Ruta, jesli przyznasz co jest Twoja winą to licz sie ze otrzymasz rozwód z winą obojgu małżonków, niestety sady nie chcą orzekac separacji tylko odrazu rozwod. zastanów się nad tym.


http://archiwum.kryzys.org/viewtopic.ph ... sc&start=0
Zdaję sobie sprawę, ale kłamać nie będę. Mi naprawdę nadal zależy na moim małżeństwie i na moim mężu. Stając w sądzie i kłamiąc i oskarżając wyłącznie męża, a wybielając siebie zamknę kolejne drzwi do pojednania. Co z tego, że dostanę korzystne warunki rozwodu, którego nie chcę?
Piękna postawa.

Małgorzata Małgosia
Posty: 302
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Małgorzata Małgosia » 23 gru 2019, 9:33

Ruto, pomyśl sobie tak: sędziowie orzekający w sprawach rozwodowych robią to 5 razy w tygodniu, codziennie kilka takich spraw. Ich kompletnie nie interesują psychologiczno-duchowe kwestie winy. Chodzi tylko o suche fakty.
My tutaj na forum wiemy, że nikt nie jest bez winy, ale to nie o taką postawę w sądzie chodzi. Oddaj Bogu to co należy do Boga, ale Cezarowi to co należy do Cezara.
Fakty są takie: mąż jest uzależniony, zdradził Cię i zdradza, porzucił Ciebie i dziecko, bałaś się wielokrotnie o siebie i dziecko z jego powodu.
To co nazywasz swoją "winą" to są normalne reakcje na krzywdę. To sobie można u psychologa na terapii np. wspólnej "rozkminiać", przepraszać, leczyć itp. Nie w sądzie.
Jeżeli pozew wniósł on, a Ty wykażesz jego winę (moum zdaniem bezsprzeczną w sensie stanu faktycznego) i odmówisz zgody na rozwód, jest przepis, który mówi o tym, że nie orzeka się rozwodu na wniosek złożony przez stronę wyłącznie winną.
Przemyśl to wszystko jeszcze raz i nie patrz zbyt różowo i naiwnie na to co dzieje się na sali sądowej.
Sędziowie to też ludzie, dla których ta praca często jest zniechęcającym obowiązkiem, chcą "odwalić" swoje i iść do domu. Wyjątki na pewno się zdarzają, ale to duże ryzyko nastawiać się na spotkanie tego wyjątku.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: JolantaElżbieta » 23 gru 2019, 12:43

Małgorzata Małgosia pisze:
23 gru 2019, 9:33
Ruto, pomyśl sobie tak: sędziowie orzekający w sprawach rozwodowych robią to 5 razy w tygodniu, codziennie kilka takich spraw. Ich kompletnie nie interesują psychologiczno-duchowe kwestie winy. Chodzi tylko o suche fakty.
My tutaj na forum wiemy, że nikt nie jest bez winy, ale to nie o taką postawę w sądzie chodzi. Oddaj Bogu to co należy do Boga, ale Cezarowi to co należy do Cezara.
Fakty są takie: mąż jest uzależniony, zdradził Cię i zdradza, porzucił Ciebie i dziecko, bałaś się wielokrotnie o siebie i dziecko z jego powodu.
To co nazywasz swoją "winą" to są normalne reakcje na krzywdę. To sobie można u psychologa na terapii np. wspólnej "rozkminiać", przepraszać, leczyć itp. Nie w sądzie.
Jeżeli pozew wniósł on, a Ty wykażesz jego winę (moum zdaniem bezsprzeczną w sensie stanu faktycznego) i odmówisz zgody na rozwód, jest przepis, który mówi o tym, że nie orzeka się rozwodu na wniosek złożony przez stronę wyłącznie winną.
Przemyśl to wszystko jeszcze raz i nie patrz zbyt różowo i naiwnie na to co dzieje się na sali sądowej.
Sędziowie to też ludzie, dla których ta praca często jest zniechęcającym obowiązkiem, chcą "odwalić" swoje i iść do domu. Wyjątki na pewno się zdarzają, ale to duże ryzyko nastawiać się na spotkanie tego wyjątku.
Wyjątki się zdarzają to prawda. Sędzina prowadząca naszą sprawę - powiedziała do mnie: pani nie chce rozwodu prawda? Ja mówie tak, nie chcę. - Ale zgadza się pani? Powiedziałam: tak, zgadzam się. A nakłamałam, że wszystkie więzi między nami ustały dawno temu, co nie było prawdą, bo jeszcze parę miesięcy przed rozwodem, mąz przyniósł mi jajecznice do łóżka. Bardziej z przyzwyczajenia i poczucia winy niż czegokolwiek innego. Nakłamałam podwójnie - drugi raz, gdy nie chciałam orzekania o winie, bo nie chciałam męzowi niszczyć reputacji, a tak byłoby gdybym powołała świadków. Ale dopiero załatwiłam mu pracę w porzadnym miejscu i nie chciałam mu bruździć. Mąz za to nie miał żadnych skrupułów zabierając na koniec sznurki na pranie z balkonu. Bo to on je kupił i powiesił :o

Mąż za to powiedział, że nie kocha mnie, nie chce mediacji, że mu wygasło i że jest w innej relacji. No i dostał rozwód.

Ruta
Posty: 689
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 24 gru 2019, 0:00

Małgorzata Małgosia pisze:
23 gru 2019, 9:33
Jeżeli pozew wniósł on, a Ty wykażesz jego winę (moum zdaniem bezsprzeczną w sensie stanu faktycznego) i odmówisz zgody na rozwód, jest przepis, który mówi o tym, że nie orzeka się rozwodu na wniosek złożony przez stronę wyłącznie winną.
Przemyśl to wszystko jeszcze raz i nie patrz zbyt różowo i naiwnie na to co dzieje się na sali sądowej.
Sędziowie to też ludzie, dla których ta praca często jest zniechęcającym obowiązkiem, chcą "odwalić" swoje i iść do domu. Wyjątki na pewno się zdarzają, ale to duże ryzyko nastawiać się na spotkanie tego wyjątku.
Dziękuję Ci Małgosiu, myślałam o ty wszystkim z różnych stron, z tej o której piszesz.

Poczytałam orzeczenia, żeby zobaczyć jak jest stosowany wspomniany przepis. W praktyce wystarczy, że pan powie że ma już inną panią, a żona nie chce mu pozwolić na ułożenie sobie życia - i rozwód i tak jest orzekany z uwaga - względu na zasady współżycia społecznego... Niestety tak są dziś pojmowane te zasady... Pan ma prawo układać się z nową panią, a żona i dzieci mają się do jego planu dostosować.

Żeby orzec rozwód najpierw trzeba orzec całkowity rozpad więzi małżeńskiej oraz że rozwód nie zaszkodzi dzieciom. Mam zamiar wyjaśnić, że u nas do całkowitego rozpadu więzi nie doszło, prób naprawy nie było, a rozwód dziecku zaszkodzi na pewno. Więc na tym etapie nie ma podstaw do orzekania rozwodu.

kowalskiej formalnie nie ma - mąż w pozwie nic nie wspomniał, zapytany przeze mnie wprost gorliwie zaprzeczył. Ja czuję, że jest kowalska, tak jak może to wiedzieć żona, ale nigdy nic nie widziałam, nie słyszałam - poza znajomymi, którzy próbowali mnie w tym względzie "oświecać" i którym grzecznie dziękowałam.Więc mogę ze spokojnym sumieniem kochać męża miłością, która wszystkiemu wierzy. Od razu przy wyprowadzce męża postanowiłam nie interesować się tym, czy jest kowalska lub kowalskie i tego się trzymam i wychodzi mi to na zdrowie. Po co mam sobie dokładać cierpienia i zatruwać swoje myśli. Jak się okazuje, ułatwi mi to też obronę małżeństwa w sądzie. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że o żadnej kowalskiej nic nie wiem. Bo nie wiem.

Co do winy - nie zamierzam ukrywać, że przyczyniłam się do kryzysu (ale nie do rozpadu więzi)- ale też nie zamierzam pominąć tego, że podjęłam kroki aby z tego kryzysu wyjść. I że teraz potrzebny jest czas, aby to wszystko miało szansę zadziałać.

Tak naprawdę nie mam wpływu na to, czy sąd orzeknie rozwód, czy też nie. Mogę tylko pójść i powiedzieć w sądzie prawdę. Najwyżej sąd jej nie przyjmie, odniesie się do innych wartości, choćby prawa pana do suwerennych decyzji i znudzenia obowiązkami i życiem rodzinnym i orzeknie rozwód. Tak naprawdę wina nie ma tu żadnego znaczenia - majątku wielkiego nie mamy, więc przy jego podziale nie ma to znaczenia. Ewentualnie mąż będzie mógł pozywać mnie o alimenty - których nie dostanie, bo mam małe dziecko na utrzymaniu. Zresztą po rozwodzie będzie moim mężem i ojcem naszego dziecka - więc i tak jeśli będzie potrzebował pomocy, to mu jej udzielę. W tych warunkach uznałam, że stracić za wiele nie mogę, za to mogę zyskać. Mogę też pozostać w zgodzie ze sobą i ze swoją wiarą, tak jak ją pojmuję - a to już dużo.

Jest też kwestia mojej relacji z mężem - otwarta walka i wybielanie siebie nie są dobrym fundamentem do naprawy relacji. A ja nadal wierzę w to, że moje małżeństwo jest do uratowania, a mąż ma szansę wyjścia z nałogów. Droga wiedzie przez nawrócenie - a nawrócenia się zdarzają. I o to, by mąż się nawrócił modlę się codziennie.

Ruta
Posty: 689
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 24 gru 2019, 0:09

JolantaElżbieta pisze:
23 gru 2019, 12:43
Małgorzata Małgosia pisze:
23 gru 2019, 9:33
Wyjątki się zdarzają to prawda. Sędzina prowadząca naszą sprawę - powiedziała do mnie: pani nie chce rozwodu prawda? Ja mówie tak, nie chcę. - Ale zgadza się pani? Powiedziałam: tak, zgadzam się. A nakłamałam, że wszystkie więzi między nami ustały dawno temu, co nie było prawdą, bo jeszcze parę miesięcy przed rozwodem, mąz przyniósł mi jajecznice do łóżka. Bardziej z przyzwyczajenia i poczucia winy niż czegokolwiek innego. Nakłamałam podwójnie - drugi raz, gdy nie chciałam orzekania o winie, bo nie chciałam męzowi niszczyć reputacji, a tak byłoby gdybym powołała świadków. Ale dopiero załatwiłam mu pracę w porzadnym miejscu i nie chciałam mu bruździć. Mąz za to nie miał żadnych skrupułów zabierając na koniec sznurki na pranie z balkonu. Bo to on je kupił i powiesił :o

Mąż za to powiedział, że nie kocha mnie, nie chce mediacji, że mu wygasło i że jest w innej relacji. No i dostał rozwód.
Bardzo mi przykro. I przykro mi, że trafiłaś na osobę, która tak powierzchownie osądziła sprawę. Myślę, że na moją korzyść zadziałał czas, w którym miałam okazję przygotować się do otrzymania pozwu, przemyśleć swoją postawę wobec małżeństwa i wobec męża. Gdybym otrzymała pozew tuż po wyprowadzce męża, kiedy byłam głęboko zraniona i przestraszona, a mój świat się kompletnie rozpadł i kiedy oddaliłam się od Boga - bo obwiniałam Go, że do tego dopuścił - prawdopodobnie zgodziłabym się na rozwód, aby uniknąć orzekania o winie, ochronić męża i może nawet kłamałabym w sądzie, żeby już tylko mieć to jak najszybciej za sobą... A na jaki sąd trafię - zobaczymy.
Ostatnio zmieniony 24 gru 2019, 6:23 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: JolantaElżbieta » 24 gru 2019, 11:15

Dla sądu najistotniejszy jest rozpad więzi - jeśli są w jakiejkolwiek strefie - inansowej, wspólne gospodarstwo, emocjonalne czy inne - sąd ma zagwózdkę:-) Gdybym ja zgodnie z prawdą powiedziała, że jeszcze parę miesięcy wcześniej spędzaliśmy razem świeta, a trzy miesiące w tył mąż mi zrobił jajecznicę, to sprawa by się skomplikowała. Ale ponieważ mąż powiedział, że mnie nienawidzi i nie może na mnie patrzeć i że postawi mur w mieszkaniu, zeby nie musiał mnie oglądać i że żadna obca baba nie będzie mu zatruwać resztek życia - a wszystko w ciągu pół roku, to nie wyraziłabym zgody na rozwód. I gdybym miała wsparcie od kogokolwiek. A ja byłam zupełnie sama z tym swoim "problemem" :-(

Chciałam odejść, zniknąć, zasnąć, odpocząć:-( Byle tego nie słyszeć, nie patrzeć na jego nienawiść i zimne rekinie oczy.

Małgorzata Małgosia
Posty: 302
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Małgorzata Małgosia » 26 gru 2019, 7:13

Ruto, najważniejsze, że postępujesz z rozwagą, w zgodzie z własnym sumieniem.
Sytuacja każdego z nas co do zasady podobna, ale jednak inna. Tak jak różni są ludzie, niepowtarzalni.
Dziękuję Ci za wszystkie słowa jakimi się tutaj dzielisz, bo wielokrotnie otworzyły mi oczy na nowy wymiar mojej relacji z mężem. Na marginesie: mam wrażenie, jakbym dopiero teraz dostrzegała całą złożoność tych relacji, jak bardzo "płaskie" były dla mnie do tej pory...
My nie mamy dzieci i u nas podejrzewam sprawa w sądzie będzie "pozamiatana". Mąż nie utrzymuje ze mną kontaktu. To ja zadzwoniłam z życzeniami na Święta do niego, do jego rodziny. Albo piszę mu, że jest korespondencja do niego.
Nie dorzuca się do mieszkania (wyprowadził się, więc moglabym prosić o przeliczenie czynszu na jedną osobę, jednak on nie wie czy na pewno nie wróci, oczywiście wyłącznie ze względów finansowych, bo wynajem mieszkania to min.2000 zł miesięcznie, a także tego czy wytrzyma z matką. Mogłabym sama w spółdzielni zawalczyć - chcą jego oświadczenie, że się wyprowadził, ale dla mnie to okruch argumentu dla sądu, że on nie wyklucza powrotu), nie jest zainteresowany zupełnie mną.
Ja nie będę wyciągać dla sądu tego przepisu o wyłącznie winnym, ale chodzi mi o to, żeby wzbudzić w sądzie wątpliwości i może ten przepis im się przypomni...

Co do faktów takich czysto prawnych ja nie czuję się zupełnie winna. Mąż zostawił mnie zaraz po operacji, wtedy gdy byłam najbardziej słaba i potrzebująca wsparcia emocjonalnego, bliskości i zrozumienia on zaczął wrzeszczeć na mnie, że nasze małżeństwo nie ma sensu, że ciągle jestem na "nie" wobec każdej jego propozycji, nie jeżdżę z nim na rowerze, nie kocham go miłością oblubieńczą, że nie może na mnie patrzeć.
A ja dostałam jak obuchem w łeb. Ledwo na nogach się trzymałam taka byłam słaba. I słysząc to wszystko prosiłam, błagałam, żeby dał mi czas do września, bo teraz nawet nie jestem w stanie myśleć o czymkolwiek innym jak o tym, żeby samemu przetrwać.
A moja wina w kryzysie, jednak nie jest to wiedza dla sądu, to uleganie mężowi we wszystkim, często wbrew sobie lub z pogwałceniem moich zasad, co ostatecznie prowadziło do frustracji i wybuchu żalu, że nie spełnia jakiś moich oczekiwań.
Przy czym moje oczekiwania były normalne, nie z kosmosu: żeby wstawał rano i kładł się spać ze mną, żeby potrafił sam z własnej inicjatywy zrobić podstawowe zakupy (cały dzień siedział w domu, piekarnia jest kilka kroków od bloku, a jak wracałam z pracy dostawałam smsa, żeby kupić chleb), żeby zaangażował się w starania o dziecko: brał tabletki, które miał brać, zmienić dietę i tryb życia, odstawić alkohol, żeby to on wieczorem naklejał te naklejki na karcie z modelu Creightona, żeby znał moje ciało i przestał ciągle być zaskoczony, że znowu mam okres, żeby uśmiechał się do małych dzieci w mojej rodzinie, a nie sprawiał, że wszystkie się go bały, żeby pytał mnie jak było w pracy, co w ogóle u mnie słychać, a nie tylko ciagle opowiadać o sobie, o swoich problemach, swoich potrzebach, swoich "przygodach" ze złymi ludźmi, którzy uwzięli się na niego.
Żeby pogłaskał mnie po głowie kiedy bywałam chora i zapytał z troską czy zrobić mi herbatę z miodem i cytryną, żeby przykrył mnie kocem, żeby nie było mi zimno.
Ja godziłam się na jego egoistyczny sposób bycia, bo byłam pełna wiary, że z czasem nauczy się tej troski o drugą osobę, że naturalne jest odwdzięczać się tej najbliższej osobie tym co ona daje.

Nie dałam mu szansy na wyjście z roli dziecka jaką odgrywał w rodzinie (jego chrzestna cały czas powtarza, że on zawsze miał okropnie trudny charakter), wręcz utwierdzałam go w tej roli. Nie miałam pomysłu jak zachęcić go do dorosłości, więc akceptowałam jego zachowania, "gwałcąc" samą siebie, swoje potrzeby.

Jednak taka wina na pewno nie jest do przedstawiania w sądzie i to miałam w głowie pisząc do Ciebie :)
Jesteś obecna w moich modlitwach, bo jakoś szczególnie bliska mi się wydajesz. Błogosławionego czasu Świąt Bożego Narodzenia :)
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

SAMOA
Posty: 149
Rejestracja: 20 lut 2017, 9:43
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: SAMOA » 26 gru 2019, 11:19

Ruta pisze:
22 gru 2019, 16:08
SAMOA pisze:
22 gru 2019, 11:35
Ruta, jesli przyznasz co jest Twoja winą to licz sie ze otrzymasz rozwód z winą obojgu małżonków, niestety sady nie chcą orzekac separacji tylko odrazu rozwod. zastanów się nad tym.


http://archiwum.kryzys.org/viewtopic.ph ... sc&start=0
Zdaję sobie sprawę, ale kłamać nie będę.
czy w mojej wypowiedzi zauważyłaś zebym Cie naklaniala do klamania?
abdolutnie!
chyba opatrznie zrozumialas moj przekaz
dobrze to ujęla Malgorzata Malgosia,
dla sądu sa istotne fakty i dowody ...

Ruta
Posty: 689
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 26 gru 2019, 22:49

Małgorzata Małgosia pisze:
26 gru 2019, 7:13
Ruto, najważniejsze, że postępujesz z rozwagą, w zgodzie z własnym sumieniem.
Sytuacja każdego z nas co do zasady podobna, ale jednak inna. Tak jak różni są ludzie, niepowtarzalni.

Co do faktów takich czysto prawnych ja nie czuję się zupełnie winna.

A moja wina w kryzysie, jednak nie jest to wiedza dla sądu, Jednak taka wina na pewno nie jest do przedstawiania w sądzie i to miałam w głowie pisząc do Ciebie :)
Jesteś obecna w moich modlitwach, bo jakoś szczególnie bliska mi się wydajesz. Błogosławionego czasu Świąt Bożego Narodzenia :)
Tak, też załapałam tą bliskość - jest obopólna. I twoje przemyślenia także często mi pomagają. I również wspominam o tobie w moich modlitwach :)

Jeśli chodzi o winę w sensie prawnym za rozpad małżeństwa - takiej winy nie ponoszę. I podobnie jak ty, jestem o tym głęboko przekonana. Będę w sądzie wyjaśniać, że nie doszło do całkowitego rozpadu więzi, więc nie ma podstaw do orzekania rozwodu. Bo rozpad musi być całkowity i trwały. Oraz, że rozwód nie będzie zgodny z dobrem naszego dziecka.
Z drugiej strony, zależy mi na moim mężu, a ze względu na kwestie opieki będę musiała poruszyć kwestie bardzo trudne - takie jak męża uzależnienie. Nie chcę, żeby poczuł się osaczony. Więc nie zamierzam ukrywać, że nie tylko jego postawa nie była prawidłowa. Wiem, że to ryzykowne. Ale patrzę nie tylko z perspektywy tego co w sądzie, ale także tego, że potem niezależnie od wszystkiego musimy oboje umieć sobie spojrzeć z mężem w oczy. Dlatego rezygnuję z walki.
Wiem, że szanse są niewielkie na to, że trafię na sąd który zdecyduje się przyjrzeć wszystkiemu i rozważnie rozpatrzeć sprawę, czytałam wyroki rozwodowe i włos mi się na głowie jeżył, co niektóre sądy w tych wyrokach wypisują. Jakby działała jakaś sekta wyzwalania mężczyzn z okowów małżeńskich i obowiązków rodzicielskich. Rozmawiałam też z kobietami, które przeszły przez rozprawy i jestem trochę przerażona. Sędzia, która namawia mężczyznę aby zadeklarował niższe alimenty, bo musi sobie potem życie ułożyć...sędzia która krzyczy na żonę, że chce zniszczyć męża, sędzia która ma dowody na przemoc i je ignoruje, sędzia, która przyznaje kontakty uzależnionemu ojcu, choć ma opinię biegłych, że on nie jest w stanie takiej opieki sprawować. Do tego bardzo upokarzające postawy adwokatów...
Na razie o tym nie myślę. Staram się wzmocnić wewnętrznie, żeby cokolwiek się zdarzy na sali sądowej jak najmniej mnie dotknęło.

Ruta
Posty: 689
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 26 gru 2019, 23:07

SAMOA pisze:
26 gru 2019, 11:19

czy w mojej wypowiedzi zauważyłaś zebym Cie naklaniala do klamania?
abdolutnie!
chyba opatrznie zrozumialas moj przekaz
dobrze to ujęla Malgorzata Malgosia,
dla sądu sa istotne fakty i dowody ...
Samoa, absolutnie nie uznałam, że nakłaniasz mnie do kłamstwa. Przepraszam, jeśli tak to odebrałaś. Mam tylko wewnętrzne przekonanie, że moja postawa, niewiedza, przymykanie oczu, zgoda na różne rzeczy, które się działy - choć wszystko w dobrej wierze, ale jednak przyczyniły się do kryzysu. Nie do rozpadu małżeństwa. I mam mocne wewnętrzne poczucie, że jeśli to pominę, mój mąż poczuje się w sądzie przeze mnie oskarżony i atakowany, obarczany winą za całe zło. W jakimś sensie mam też przekonanie, że jeśli to pominę, znajdę się w kłamstwie. Czy sąd będzie na tyle wnikliwy, by dostrzec różnicę między udziałem w kryzysie, kryzysem, a rozpadem małżeństwa - nie wiem. Szanse są pewnie niewielkie. Postaram się to pokrótce wyjaśnić, jeśli sąd taką szansę mi da. Tak też starałam się wyjaśnić to w piśmie, w którym odpowiadałam na pozew.
Trudno to wszystko rozeznać, rzeczywistość sądowa jest dość brutalna.
Z drugiej strony od czasu, gdy stwierdziłam, że cokolwiek zrobię lub czego nie zrobię i tak nie mam wpływu na postępowanie męża i postępuję po prostu w zgodzie ze sobą jest mi lepiej. Więc podobną postawę przyjęłam wobec sprawy w sądzie - tak naprawdę mam niewielki wpływ na to, jaki będzie wyrok. Jeśli trafię na wierzącą osobę, takie w sądach też są, mam szansę na separację. Jeśli trafię na osobę z wiedzą czym jest nałóg mam szansę na rzetelne zbadanie sytuacji dziecka i rozstrzygnięcie o kontaktach zgodne z dobrem dziecka. Jeśli trafię na piewcę rozwodów i prawa do układania sobie życia... Więc pozostaje mi być w zgodzie ze sobą - wtedy cokolwiek się stanie, nie będę mieć poczucia, że niepotrzebnie się naginałam do rzeczywistości sądowej. No i są jeszcze odwołania. Sąd jakąkolwiek decyzję podejmie, musi ją uzasadnić. A ja mam prawo się z tym co będzie w uzasadnieniu nie zgodzić.

Ruta
Posty: 689
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 26 gru 2019, 23:48

Dziękuję Wam wszystkim. Jesteście dla mnie dużym wsparciem, czuję się mniej samotna, dajecie mi też sporo do myślenie, własna perspektywa jest dość ograniczona - inne sposoby zobaczenia różnych spraw pozwalają widzieć rzeczy szerzej, dostrzec to, co mi umyka, albo zobaczyć to w innym świetle. To dużo.

Mój mąż skorzystał z zaproszenia i przyszedł do nas na na Wigilię. Bałam się jak to będzie, chociaż zaprosiłam go z serca i szczerze. Nie widzieliśmy się jakiś czas, bo przestał przychodzić nawet do dziecka. Gdy go zobaczyłam, zrozumiałam dlaczego nas unikał - jest w bardzo złym stanie. Był pięknym przystojnym mężczyzną, teraz wygląda jak swój cień. Ale przyszedł trzeźwy i wiem że kosztowało go to wiele wysiłku, żeby choć na chwilę to przerwać. Dziecko bardzo się ucieszyło, dla niego tata to tata. Maluch tęskni i każda chwila, którą może spędzić z nim, przytulić się, jest ważna. Złapałam męża na tym, że na mnie patrzył, dziwnie, uważnie. Zwykle, w sensie od jakiegoś półtora roku, omija mnie starannie wzrokiem. W tym czasie tylko w rzadkich momentach, gdy mąż był trzeźwy przez jakiś czas, czasem patrzył mi w oczy: gdy się śmialiśmy razem, jedliśmy wspólny posiłek, rozmawialiśmy. I były to spojrzenia pełne ciepła, wspólnoty. Każdą taką chwilę zatrzymałam i przechowuję w sercu. Tym razem to było inne, ale nie było w jego spojrzeniu złości, raczej obserwacja, smutek, ale też pytanie - kim jesteś? Był też bardzo smutny i nie było w nim tej agresji i wrogości, którą mi w ostatnim czasie często okazywał. Gdy wychodził usłyszałam "dziękuję".

Gdy mój mąż poszedł, a maluch zasnął, bardzo długo płakałam. To bardzo boli, kiedy widzisz najbliższą osobę w tak złym stanie i jesteś wobec tego zupełnie bezradna. Jakby umierał na moich oczach. Modliłam się za niego przez te łzy. Jest mi tak przykro i źle. Czuję jak zdrowieję, jak poprawiają się moje relacje, jak układam się wewnętrznie - i tak bardzo bym chciała, żeby mój mąż też zaczął zdrowieć. Od jakiegoś czasu oddaję mojego męża Bogu. Jednak po raz pierwszy udało mi się tak naprawdę i szczerze poprosić o jego uzdrowienie nie dla mnie i nie po to żeby wrócił do mnie do naszej rodziny, dziecka. Ale żeby był zdrowy, nawet gdybym miała go już nigdy nie zobaczyć.
Muszę uważać, bo chociaż już wiem, że nic z tych złych rzeczy nie pochodzi od Boga, a winiąc Go za kryzys w moim życiu i moim małżeństwie już raz się od Niego w kryzysie oddaliłam, to jednak od tej pory trudno mi się modlić, czuję jak walczę o każde słowo. Także podczas mszy nie umiałam odnaleźć tego wcześniejszego spokoju i ukojenia i radości. Zwykle lubię śpiewać na mszy, dziś głos wiązł mi w gardle. Boję się znów stracić relację z Bogiem. A jednak tak wewnętrznie odrętwiałam. Coś robię znowu źle...

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości