Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Nirwanna » 29 paź 2020, 20:03

Sarah pisze:
29 paź 2020, 18:22
Ja bym nie miała żadnych skrupułów.
Ja bym skrupuły miała. Głównie tam, gdzie mogłabym przekroczyć czyjąś godność i przykazanie miłości bliźniego.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Sarah
Posty: 130
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Sarah » 29 paź 2020, 20:30

Nirwanna pisze:
29 paź 2020, 20:03
Ja bym skrupuły miała. Głównie tam, gdzie mogłabym przekroczyć czyjąś godność i przykazanie miłości bliźniego.
Ja też, ale moim zdaniem zawiadomienie prokuratury czy komornika w sytuacji Ruty nie spełnia tych kryteriów. To nie jest odwet, tylko dbanie o własne i dziecka dobro.
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Nirwanna » 29 paź 2020, 21:27

Sarah, dziękuję Ci za doprecyzowanie. Właśnie o to mi chodziło - aby nie wchodzić w odwet, zemstę, złośliwość, itp.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 29 paź 2020, 22:47

Nino pisze:
28 paź 2020, 21:07
Ruta, w moim malzenstwie, rodzinie nigdy sie nie przelewalo. Wynikalo to z roznych czynnikow. Nie przejmuj sie fryzjerem. Ja chodze raz w roku. Na szczescie, mam od takie wlosy, ze troche lepszy szampon wystarcza ;)
Co do spowiedzi generalnej: o moja postarala sie nasza Matka Przenajswietsza. Bez kitu. Cala historia... To byla dla mnie przelomowa spowiedz. Nie planowalam jej. Kilka miesiecy wczesniej bylam u spowiedzi generalnej z kartkami wypisanych grzechow. To byla dziwna spowiedz. Kaplan nic nie powiedzial. Rozgrzeszyl mnie. Ta druga odbyla sie w klasztorze przy sanktuarium Maryjnym, w ktorym - tez nieplanowanie - wydarzyly sie najwazniejsze przedsiewziecia duchowe mojego zycia. Ja juz Wam o tym pisalam nieraz, ze Maryja wziela sie za mnie krotko i zdecydowanie. I z przeogromna miloscia.
Ta druga spowiedz generalna, przed zakonnikiem, to bylo cos....to byla wielka, wielka laska. Ja wtedy zrozumialam, co to znaczy zostac obmyta we Krwi Baranka. Boze, jak ja bylam Mu za to wdzieczna! Za ten Krzyz Jego, ktory nieraz odrzucalam i nierozumialam. Jakie to jest dobrodziejstwo!
Objelo mnie Boze Milosierdzie i przeniknelo do kosci. Maryja mnie tam zaprowadzila.
Dziękuję, Nino. Piękne i budujące świadectwo. Cieszę się Twoją radością. Piękne jest to uczucie, gdy przepełnia nas radość i wdzięczność. Coraz mniej się mu dziwię.
Także oddałam się prowadzeniu naszej Najświętszej Matki. Staram się Jej słuchać i za Nią nadążać. Jestem Jej przeogromnie wdzięczna i oddana, za to, że odszukała mnie w moim kryzysie, choć byłam z początku krnąbrna, nie dowierzałam, ignorowałam to co czułam w sercu - ale w końcu chwyciłam za różaniec i spędzając z Nią czas podczas Nowenny Pompejańskiej nauczyłam się Jej ufać. Podziwiam Naszą Matkę za to, jak potrafi być równocześnie subtelna i delikatna i zarazem stanowcza. Czuję Jej piękno, Jej troskę, Jej Miłość. Wiem, że idąc za Nią - idę do światła, do Miłości, wiem, że prowadzi mnie do swojego Syna, do prawdziwego głębokiego nawrócenia i przemiany. Bardzo ich potrzebuję.

Co do sytuacji materialnej - w sumie nie przepadam za luksusami, jako dziecko żyłam znacznie skromniej niż żyję teraz. Myślę zwykle o tym, że jeśli ma się dach nad głową, czym nakarmić dzieci i w co się ubrać, to na tym naszym trudnym świecie, gdzie tak wielu ludzi cierpi niedostatek, jest to bogactwo i jest za co być wdzięczną. Radziłam sobie dotąd, to i dalej sobie poradzę. Choć fryzjer by się już przydał, myślałam też o jakimś ładniejszym ubraniu (od paru lat noszę to co dostaję, co pasuje bardziej lub mniej, często mniej), głównie dlatego, że chciałabym jakoś ładnie wyglądać dla męża, kiedy się czasem widujemy, myślałam też o jakiś kosmetykach do makijażu (nie maluję się wcale odkąd mąż odszedł, kiedyś także malowałam się tylko od święta - ale mój mąż jest estetą, zawsze doceniał, gdy ładnie się ubrałam, umalowałam) - ale jeszcze poczekam. Na razie popracuję nad pięknem duchowym - mam kilka takich obszarów, gdzie jestem wewnętrznie brzydka. Zawsze mogę też pracować nad figurą - spacery i ćwiczenia są gratis :)
Troszkę doświadczam też tego, o czym pisze Łukasz w Ewangelii o liliach. Przed rekolekcjami, na które chciałam pojechać dostałam niespodziewane zlecenie, dokładnie za kwotę, której potrzebowałam i z ekspresową płatnością (o co zwykle trudno). Jakiś czas temu pomyślałam, że chciałabym jak najwięcej przeczytać świadectw osób uzależnionych, żeby zrozumieć, co dzieje się z moim mężem, jak przebiega proces zdrowienia, co go zaczyna. Znalazłam sporo takich świadectw na sieci. Były też jakieś tam książki o tym do kupienia - no ale to była bariera, były dość drogie. I któregoś dnia idę sobie - mam niedaleko taki punkt, gdzie ludzie zostawiają książki - leży książka - Uzależnienie i łaska. Najpierw pomyślałam, hm...może to jakieś sekciarskie, no ale sprawdzę. Patrzę konsultacja - ksiądz Marek Dziewiecki. Ostatnio zmieniła się pogoda i moje wysłużone buty przestały dawać radę, myślę sobie, no to kłopot. Parę dni później dostałam buty, ładne, nie zniszczone i wygodne :) Cieszą mnie takie zdarzenia. Czasem myślę sobie, o ja niegodna, niczym sobie na takie prezenty nie zasłużyłam, ale potem myślę, o tym co powiedział ksiądz Grzywocz, którego bardzo lubię słuchać - trzeba umieć nie tylko dawać, ale i brać. Staram się to robić z wdzięcznością. Mam nadzieję, że kiedyś stanę na nogi na tyle, by oddać to dobro, które teraz do mnie w tym moim kryzysie życiowym płynie.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 29 paź 2020, 23:49

Sarah pisze:
29 paź 2020, 18:22
Ruta pisze:
28 paź 2020, 19:49
napisał mi, że jest mu już wszystko jedno, może się nawet zakazić koronawirusem, komornik go zlicytował, on się boi, że ja pewnie znowu go do komornika podam, a on niedługo i tak pójdzie do więzienia.
Manipulacja, próba wzbudzenia w Tobie poczucia winy i zrobienia z siebie ofiary.
Nino pisze:
28 paź 2020, 21:07
Mój mąż pracuje, jest sprawny, ma pieniądze, szczyci się, że teraz lepiej żyje i go stać "w końcu" na różne rzeczy, opowiada także butnie znajomym, że nie musi nic mi płacić i nie będzie. I to mąż pracuje na czarno, by uniemożliwić egzekucję. Nie chodzi o to, że jest w trudnej sytuacji (choć tak to próbuje mi przedstawić), tylko że nie chce ponosić odpowiedzialności finansowej, bo woli sobie moim kosztem mieć lepszy standard życia
Nie tylko Twoim, ale i syna niestety.
Ja bym nie miała żadnych skrupułów.

Widzisz Sarah, wiem, że to manipulacja. W dodatku póki co skuteczna - bo na poziomie emocji, reakcji wywołała skutek od razu. Uczę się nie poddawać manipulacjom ze strony męża i na razie udaje mi się to na tym najbardziej zewnętrznym poziomie - nie reagowania z tego poziomu, dostrzeżenia, że jestem manipulowana.

Natomiast co do skrupułów - warto je mieć. Tak jak napisała Nirwanna. Chcę żeby mąż zaczął płacić alimenty - nie dla zasady, nie z zemsty - zwyczajnie jest mi trudno dźwigać całą odpowiedzialność finansową, byłoby łatwiej, gdyby nie długi. Natomiast myślę, że ma znaczenie to, jaką drogą do swoich celów zmierzamy. I że czasem warto odpuścić. A czasem nie. Problem polega na tym, by dobrze rozeznać, kiedy jest przypadek pierwszy, a kiedy drugi.

Na pewno, gdy pojawia się wewnętrzny opór, warto się zatrzymać. Nic się nie stanie jeśli wstrzymam się z decyzją i ją przemyślę, natomiast gdy zadziałam pochopnie - mogą się pojawić skutki, których nie przewidzę i wcale nie takie, których chcę i z których będę zadowolona. We mnie ten opór wobec zanoszenia dokumentów do prokuratury się pojawił, zanim dostałam sms od męża.

No więc myślę. Staram się też dowiedzieć, jak to jest z tymi alimentami w prokuraturze i co się naprawdę może stać. Myślę też o tym, co tak naprawdę mój mąż chce mi powiedzieć - oprócz tego, że próbuje na mnie wpłynąć, bym nie zgłaszała sprawy do prokuratury. Rozumiem, że się boi - ja tez bym się bała w jego sytuacji. Nikt nie chce mieć sprawy karnej, być zagrożonym pójściem do więzienia. Myślę też, co mogę w takiej sytuacji mu odpowiedzieć, by było to w zgodzie z mną.

Myślę też, że ważne jest skąd pochodzi mój opór - a tego jeszcze nie wiem. Nadal jest mi trudno na bieżąco takie sprawy we mnie rozpoznać. Gdy miałam założyć sprawę o alimenty, też stale się wahałam i czułam opór. Ale on wtedy płynął z nieuzasadnionego zaufania do męża, z obawy przed jego agresją, gdy podejmę działania "przeciwko niemu", z obawy o to, że zostanę posądzona o zemstę na mężu, chęć życia jego kosztem oraz z obawy, że to może pogorszyć relację między nami, która i tak była nienajlepsza. Mąż umiejętnie tym wszystkim we mnie żonglował. Ostatecznie sąd zasądził alimenty, po tym jak to mój mąż zwrócił się do sądu o rozwód. W sumie cieszę, że tak się stało - bo mąż poniósł konsekwencje swojej decyzji, a nie moich działań. Choć wiem już też, że gdybym zwróciła się do sądu o uregulowanie sprawy alimentów od razu po odejściu męża - nie kierując się fałszywymi skrupułami i fałszywymi nadziejami na poprawę relacji, a tym bardziej lękiem, nie zrobiłabym nic złego. To jedna z konsekwencji porzucenia rodziny i próby zwolnienia się z odpowiedzialności za tą rodzinę w wymiarze materialnym - uregulowanie tej odpowiedzialności sądownie. Co wcale nie znaczy, że te alimenty bym otrzymywała.

Teraz muszę spokojnie rozważyć, na czym te moje skrupuły polegają, czego się boję, czego chcę, a czego nie. Nawet nie muszę, chcę.

Myślę też, choć tego nie wiem, że jednak ta wiadomość męża może być formą zaproszenia do dialogu. Okej - bardzo nieumiejętną, to nieładnie zaczynać od manipulacji. No ale na dziś mój mąż nie bardzo potrafi inaczej. Myślę więc, że zanim podejmę radyklane działania, spróbuję w ten dialog wejść. Nie muszę tego robić od razu. Na razie po prostu w tym zakresie nic mężowi nie odpowiedziałam.
Najpierw muszę spojrzeć w siebie i poczuć, co tak naprawdę chcę powiedzieć, co to we mnie budzi - gdy już wyjdę poza te pierwsze współuzależnione reakcje.

Bo mimo, że mój mąż postępuje obecnie nie w porządku, i zapewne jakby się przed sobą nie usprawiedliwiał, wie o tym, i choćby ta wiedza była skryta w głębi jego serca i nawet była dla niego obecnie niedostępna, choć jest on teraz bardzo zagubiony - to nadal jest człowiekiem. To oznacza dla mnie, że zasługuje na szacunek. I na tą chwilę mojego namysłu też. Dla mnie mąż jest bardzo ważnym człowiekiem, mężem. Zależy mi na nim. Nie chcę go ranić, karać, nie chcę by doświadczył zła. Gdy myślałam o tym, co ma oznaczać ta moja twarda miłość, potrzebna osobie uzależnionej, ale też współuzależnionej - doszłam do wniosku, że kierowanie się moją miłością (wciąż niedoskonałą, niedojrzałą, współuzależnioną i nadal często bałwochwalczą) nie będzie dobrym pomysłem. Że lepszy jako drogowskaz jest właśnie szacunek.

Spróbuję ten temat przemodlić, ponosić w sobie. Czasem gdy daję sobie czas i ciszę, przychodzą odpowiedzi - bardziej wyważone, niż te płynące z emocji, ze słusznego skąd inąd oburzenia na postępowanie męża, czy z zawodu, jaki mi sprawia, czy z bólu, którego mi przysparza.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 29 paź 2020, 23:51

Nirwanna pisze:
29 paź 2020, 20:03
Sarah pisze:
29 paź 2020, 18:22
Ja bym nie miała żadnych skrupułów.
Ja bym skrupuły miała. Głównie tam, gdzie mogłabym przekroczyć czyjąś godność i przykazanie miłości bliźniego.
Nirwanno, dziękuję.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 30 paź 2020, 0:17

Pavel pisze:
29 paź 2020, 13:46
Po mojemu twoje wnioski są właściwe.
A doświadczenie własne mówi, że nic lepiej nie uczy i leczy jak doświadczenie na wlasnej skórze konsekwencji swoich zachowań.
No tak :) Aby się nauczyć, że doświadczenie własne uczy, trzeba tego doświadczyć :) Na razie daję sobie czas na decyzję co do męża, alimentów i prokuratury w szczególności - i przyglądam się, czego ja się mogę z tego doświadczenia nauczyć.

Zauważyłam jedną nieładną rzecz - że w pierwszym odruchu traktuję męża jak małego chłopca. I nagle jestem gotowa biec mu z pomocą, objaśniać świat, działanie komornika na przykład. Gdy sobie to uświadomiłam, przypomniałam sobie, że często tak reagowałam. I że nie rozumiałam, gdy mąż wyrzucał mi, że ja zawsze wiem najlepiej, że czuje, że go w jakiś sposób ubezwłasnowalniam. Rzadko, ale czasem mi to wykrzykiwał - a ja naprawdę nie rozumiałam o co mu chodzi. To złożone, bo zwykle staram się dawać ludziom sporo wolności, przestrzeni, nawet za dużo, nie jestem nadopiekuńcza. Ale jednak wobec męża działam inaczej.

Na terapii na grupie mam teraz prowadzącego, który świetnie objaśnia mechanizmy jakie działają w relacjach w których problemem jest uzależnienie i często towarzyszące mu współuzależnienie. I wiem, że dla mojego męża takie moje reakcje były z jednej strony pożądane - bo wyręczanie, udziecinnianie zapewniają to, co nazywa się komfortem odurzania się. I że mechanizm nałogu powodował, że on we mnie te reakcje podtrzymywał, a nawet stopniowo uczył się je we mnie wywoływać. Ale myślę też, że szkody płynące z takich reakcji były znacznie głębsze, niż tylko zwolnienie się przez męża z odpowiedzialności i stopniowe przejmowanie jej przeze mnie. Po pierwsze mój mąż, który miał i tak zaniżoną samoocenę (co jest stałą w uzależnieniu), miał ją przy mnie i takich moich reakcjach zaniżoną coraz bardziej, po drugie dostarczałam mu nieświadomie pretekstu do odurzania się (bo z żoną to trudno wytrzymać). No trudno wytrzymac z kimś, kto gdy jesteś dorosłym mężczyzną, traktuje cię jakbyś miał tak około lat 5. Tylko uzależnienie powoduje, że się na to godzisz, bo masz z tego korzyści. Błędne koło - ale ja wcale nie musiałam się w nim kręcić.

Cieszę się, że miałam okazję, by w końcu to w sobie zobaczyć: w niektórych aspektach traktowałam męża jak chłopca, i to w dodatku takiego niezbyt lotnego. Oraz, że niedostetecznie męża słuchałam. Jasne słabo się słucha, gdy ktoś do ciebie wrzeszczy i zaczyna od oskarżeń i na nich kończy. Ale nikt nie kazał mi się wiązać z uzależnionym mężczyzną, który z definicji ma problem z tym, by powiedzieć co czuje, co myśli - i jeszcze większy problem z tym, by wyrazić to w przyjemny dla odbiorcy sposób.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 12 lis 2020, 11:00

Odważyłam się w końcu, by zacząć mierzyć się z tym, co we mnie boli najbardziej i co najbardziej wymaga uzdrowienia i co najbardziej chroniłam, osłaniałam i przed czym uciekałam. Jestem na tej swojej pustyni kolejny dzień. Oddałam najbardziej bolące mnie sprawy Jezusowi do uzdrowienia. Najpierw wiele rzeczy od razu pozawalało się we mnie, to trudne, boli, ale pomaga. Nie da się tego nazwać inaczej niż oczyszczaniem rany. Teraz jest tak, jak w czasie gdy Jezus przewracał stragany w świątyni - mam rewolucję już nie tylko na poziomie wewnętrznym, ale całkiem realną - w tym naszym materialnym świecie, w moich relacjach. Ufam.

Rozmawiałam z księdzem o spowiedzi generalnej, rozważył ze mną moje motywacje, poprzednie spowiedzi i powiedział, że nie ma takiej potrzeby, bo moje spowiedzi były ważne. Wyjaśnił mi, że nawet jeśli w tamtym czasie nie rozpoznawałam w sobie niektórych grzechów, także te nierozpoznane grzechy zostały objęte Bożym miłosierdziem i wybaczeniem oraz odpuszczeniem. Natomiast zabrał mnie do konfesjonału i przyjął moją spowiedź. Pomogło mi to, że mogłam wyznać także to, co dostrzegłam w sobie niedawno. Ustaliłam z księdzem, że na obecnym etapie będę spowiadać się częściej, aby się w tym swoim zagubieniu nie zagubić bardziej.

Pisałam już zapewne o tym, że paliłam i że podejmowałam różne próby zaprzestania palenia. Robiłam wszystko to, co każda uzależniona osoba, podtrzymująca swój nałóg. Miałam okresy niepalenia, ale zawsze wracałam. Były dni, kiedy czułam rozpacz, bo skoro ja nie potrafię rzucić nawet palenia, to jak mój mąż ma poradzić sobie z alkoholem, narkotykami i pornografią. Na tej mojej pustyni poczułam, że mogę oddać Bogu swój nałóg. Oddałam. Oddałam nawet tą część we mnie, która chciała pozostać uzależniona, tą która mówiła o korzyściach z palenia i która brała z tego satysfakcję. Oddałam to w głębokiej modlitwie, w której po prostu mówiłam o tym swoim paleniu i o tym, że go nie chcę i o tym, że nie wiem, co we mnie je powoduje, i o tym, że część mnie nadal chce palić i że trudno mi to oddać, ale chcę oddać, że nie wiem jak to ma zadziałać, ale wierzę, że może zadziałać i że chcę, żeby Bóg zadziałał i że to wszystko oddaję. Nie doświadczyłam w tym głębokiego religijnego doświadczenia (przez ileś tam lat mojego życia zdarzyły mi się mocne poruszające i głębokie doświadczenia i chyba jakoś tam czegoś podobnego się spodziewałam). Po prostu skończyłam się modlić - i już w tym momencie byłam uwolniona. Oglądałam to w sobie ze zdziwieniem, czy to już tak we mnie zostanie. Bóg potrafi działać cicho, w ukryciu, niezauważalnie. Nawet nie poczułam, że mnie dotknął. Poczułam, że nie muszę już palić.

Od tamtej chwili, od drugiego lub trzeciego listopada (nie wiem, bo początek listopada zlał mi się w jeden strumień modlitwy, płaczu, samotnosci, bólu, ale też pocieszenia) nie palę - i nie czuję takiej potrzeby. Nie walczę ze sobą o niepalenie, jak za każdym poprzednim razem. Nie potrzebuję palić. Są momenty, gdy nawykowo myslę o paleniu - w sytuacjach, które kojarzą mi się z papierosem - i wtedy tylko przypominam sobie, że nie palę - ale takie nawykowe myśli nie wyzwalają we mnie chęci zapalenia. Czuję się wolna. Po papierosach została pustka - i uczę się tą pustkę po prostu czuć, pozwolić jej być, niczym jej nie zapychać. Coś we mnie, coś bardzo głęboko schowane, o czym nawet nie wiedziałam zostało uzdrowione, tak to czuję. Dziękuję, Panie.

Mój mąż zdecydował się na spowiedź, w zasadzie to kwestia różnych okoliczności, które go do tej spowiedzi doprowadziły, ale jest to jego własna i osobista decyzja. Powiedział, że wie, że nie dostanie rozgrzeszenia, ale się wyspowiada i tak. Mam ogromną nadzieję, że przy tym postanowieniu zostanie. Proszę Pana, aby mój mąż otworzył swoje serce i aby w jego serce mogła się wlać łaska, aby dotknęła go ta uzdrawiająca siła, która dotknęła mnie. Nie spodziewam się spektakularnych, natychmiastowych efektów. W moje serce łaska wlewała się powoli, moja przemiana trwa już bardzo długo i dokonuje się tak powoli, że jest przez większość czasu w zasadzie nieuchwytna w czasie, gdy się dzieje (choć bywa odwrotnie). Ale wierzę, że to szansa dla mojego męża i że Bóg najlepiej będzie wiedział, co dla mojego męża uczynić. W to się nie mieszam. Modlę się tylko o to, by mój mąż zrobił w sobie choćby maleńką niewielką dziurkę, nawet taką jak ukłucie szpilką. Wiem, że to wystarczy, nawet najbardziej ciche, najbardziej asekuracyjne, najbardziej niepewne tak, powiedziane Bogu, wystarczy.

Jest we mnie jeszcze jedna zmiana. Pisałam wielokrotnie o wielu warunkach jakie musiałby spełnić mój mąż, abym go przyjęła. To się we mnie zmieniło. Nie ma już we mnie warunków, wystarczy szczere nawrócenie męża i jego chęć powrotu do mnie, do bycia mężem, ojcem, do tego by odbudować naszą relację i rodzinę. To nie znaczy, że przyjęłabym męża, by znów brał, by mnie zdradzał, by wikłał się w pornografię i by pił. Na to mojej zgody nie ma. Ale mój mąż już o tym wie. Wiemy to już teraz oboje. Myślałam o tym, co bym zrobiła, gdyby mąż przyszedł i powiedział, że chce wrócić - ten mój mąz, ten uzależniony, ten poraniony - nie ten po leczeniu, po terapiach, po odtruciu. Jeszcze niedawno odesłałabym go na terapię i powiedziała, że do tematu wrócimy potem, jak już ją ukończy. Teraz zrobiłabym inaczej - przyjęłabym go. Tak po prostu. Poszłabym do Kościoła przed ołtarz, by podziękować za odważną decyzję męża i by prosić o pomoc i błogosławieństwo dla nas. Zważywszy na naszą sytuację, to nadal mało realne po ludzku. Ale wciąż wierzę, że dla Boga nie ma nic niemożliwego i jeśli tylko będzie to zgodne z dobrem moim i męża - to Pan uczyni dla nas wszystko, by nasza relacja była uzdrowiona, nawet jeśli to wszystko będzie obejmować cud.

To tak tyle z tej mojej pustyni - miejscami jest na niej mrok, zimno, pustka, albo palący żar i piach - ale są miejsca gdzie zaczyna kwitnąć :) Tak bardzo się bałam takiego doświadczenia, ale teraz poganiam każdy mój dzień, nawet gdy jest przyjemny i radosny, by móc tam wracać, do modlitwy, do rozważań, do mojej rozmowy z Bogiem.

Caliope
Posty: 499
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 12 lis 2020, 13:44

Gratuluję Ruto, że walczysz z nałogiem palenia, ale nie zostawiaj sobie tej pustki, bo zapalisz. W miejsce chęci zapalenia najlepiej coś wstawić np. coś dobrego do zjedzenia, ale nietuczącego.

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Avys » 12 lis 2020, 16:14

Ruta, piękne to co napisałaś.
Jeśli Bóg Cię uwolnił od palenia to co to dla Niego uwolnić Twojego Męża od narkotyków czy pornografii?!? Jeśli Bóg jest Wszechmogący to z pewnością nie jest to dla Niego trudniejsze niż papierosy.
Proszę dawaj znać czy faktycznie to niepalenie teraz będzie przebiegało tak całkowicie inaczej...
Pozdrawiam Cię bardzo!

Pavel
Posty: 3023
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Pavel » 12 lis 2020, 18:29

Avys pisze:
12 lis 2020, 16:14
Ruta, piękne to co napisałaś.
Jeśli Bóg Cię uwolnił od palenia to co to dla Niego uwolnić Twojego Męża od narkotyków czy pornografii?!? Jeśli Bóg jest Wszechmogący to z pewnością nie jest to dla Niego trudniejsze niż papierosy.
Proszę dawaj znać czy faktycznie to niepalenie teraz będzie przebiegało tak całkowicie inaczej...
Pozdrawiam Cię bardzo!
Bóg nie działa poza naszą wolą i wysiłkiem.
Sam się tak ograniczył, dając nam wszystkim wolną wolę, w innym wypadku bylibyśmy tylko marionetkami.
Czyli, mąż Ruty aby się uwolnić potrzebuje decyzji, a później czynów idących za tą decyzją.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Avys » 12 lis 2020, 18:40

Pavel, ano oczywiście tak - myślałam, że tego nie trzeba mówić, bo to oczywiste. Oczywiście bez woli i zgody Bóg nic nie może uczynić, bo dał wolną wolą. Jasne. Dziękuję za Twój komentarz :-)

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 12 lis 2020, 23:52

Pavel pisze:
12 lis 2020, 18:29
Avys pisze:
12 lis 2020, 16:14
Ruta, piękne to co napisałaś.
Jeśli Bóg Cię uwolnił od palenia to co to dla Niego uwolnić Twojego Męża od narkotyków czy pornografii?!? Jeśli Bóg jest Wszechmogący to z pewnością nie jest to dla Niego trudniejsze niż papierosy.
Proszę dawaj znać czy faktycznie to niepalenie teraz będzie przebiegało tak całkowicie inaczej...
Pozdrawiam Cię bardzo!
Bóg nie działa poza naszą wolą i wysiłkiem.
Sam się tak ograniczył, dając nam wszystkim wolną wolę, w innym wypadku bylibyśmy tylko marionetkami.
Czyli, mąż Ruty aby się uwolnić potrzebuje decyzji, a później czynów idących za tą decyzją.
Ja tak sobie mam cichą, cichutką nadzieję, że skoro jesteśmy z mężem jednym ciałem i jedno jesteśmy, to te moje prośby o uzdrowienie i nawrócenie mojego męża, które składam w imieniu moim, naszym i męża, mają szansę odnieść skutek. Choć wiem oczywiście też, że w moim mężu taka wola także jest potrzebna. Dlatego proszę też o korzystne okoliczności, sprzyjające temu, by taka wola się w moim mężu pojawiła, żeby spotykał osoby, które napełnią go ufnością, takie które przypomną o wierze. Żeby coś poruszyło jego serce. Proszę także o wysłuchanie tych modlitw męża, które odmawiał w swoim życiu, gdy jeszcze był trzeźwy i gdy nie był w kryzysie, a modlił się i modlił się z serca.

Słucham sobie właśnie Nocnych Świateł - i jakoś tak wstukałam sobie imię i nazwisko prowadzącego - i znalazłam poruszający wywiad, o jego trudnej drodze i o tym, że Pan zabrał mu nałogi - tak po prostu, kolejno każdy, bez głodu, bez bólu. Czyli nie tylko ja na tym świecie zwariowałam :) Opowiada też o tym, że gdy był już w całkowitej rozpaczy, zawołał Boga - i Bóg do niego przyszedł. Mam nadzieję, że mój mąż także kiedyś zawoła. Uświadomiłam też sobie, że moją rozmowę z Bogiem o paleniu zaczęłąm właśnie od tego - od zawołania i rezygnacji z polegania na sobie: Boże, ja nie daję sobie z tym rady, choć próbowałam i próbowałam, pomóż.

A moje niepalenie przebiega zupełnie inaczej - nie mam w sobie głodu, który dotąd zawsze sprawiał, że wracałam do palenia. Sytuacje, które dotąd wzbudzały we mnie głód - spotkanie osoby z którą paliłam, przebywanie w miejscu gdzie paliłam, kawa, sklep, gdzie zwykle kupowałam papierosy, zapach nikotyny, bycie w obecności osoby która pali - nic z tych rzeczy nie sprawia, że myślę o paleniu. Przeszłam też już parę razy próbę wzburzenia, zdenerwowania - i także nic się we mnie nie pojawiło. Jedyne co we mnie zostało, to te nawykowe myśli, ale one też znikają - i tak jak pisałam - nie budzą głodu. To dziwnie zabrzmi - ale jest tak jakbym nigdy nie paliła. Zawsze liczyłam dni, które udawało mi się wytrzymać, zaciskałam zęby, walczyłam, musiałam odwracać swoją uwagę - teraz nic z tych rzeczy mnie nie dotyczy. Tak bardzo się cieszę :)

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Avys » 13 lis 2020, 9:20

Ruta, dla mnie jest to niesamowite co piszesz- tym bardziej, że doświadczenie z rzucaniem palenia masz duże ;-) Buduje to moją wiarę i pokrzepia duszę- bo jakoś nie wyglądasz na osobę która nagina fakty i wymyśla cudowne historyjki ;-) Raczej stoisz bardzo logicznie i mocno na ziemi. Pisałaś niedawno o fryzjerze- to może tę „furę” ;-) kasy za niekupowane papierosy przeznaczysz na fryzjera i się w końcu wybierzesz?
Mam nadzieję, że Twój Mąż też poprosi Boga żeby zabrał Mu wszystkie nałogi. Może w dogodnej chwili opowiedz Mu jak Bóg uwolnił Cię od palenia. Może On to zapamięta, bo na pewno wie jak ciężko było Ci wcześniej rzucić i że zawsze kończyło się to niepowodzeniem...i może kiedyś sam też spróbuje.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 13 lis 2020, 21:18

Mój mąż palący przy mnie też nie wywołał we mnie głodu nikotynowego :) Jak ja się cieszę :)
Natomiast jestem też przestraszona i zmartwiona. Mój mąż wycofał się z pomysłu spowiedzi. Wiem, czuję, że i tęskni za Bogiem. A dziś między wierszami sugerował, że rozważa zmianę wiary na taką, która dopuszcza rozwody i ponowne śluby religijne, ale jest chrześcijańska. Wiem nawet, kto z jego otoczenia mu ten pomysł podsunął. Osoba wierząca, która sama żyje w grzechu, ale nie chce z niego zrezygnować, bo jest za fajnie, za dobrze. Więc szuka sobie rozwiązań łatwych i usprawiedliwień, i innych utwierdza, gdy robią podobnie, że mają do tego prawo, że Kościół głupoty gada i takie tam. Na mnie też gada, że ja złośliwa jestem i "zasłaniam się wiarą", by mężowi uprzykrzyć życie.
Mam uczucie, że za każdym razem jak tylko mąż zbliża się do tego, aby coś w nim się poruszyło, aby pękła choćby najcieńsza nić w tym, co go wiąże, to zaraz pojawia się ktoś lub coś, co go od tego odwodzi, utwierdza w jego postępowaniu, podsuwa nowe kłamstwa i usprawiedliwienia.
Nie znam się na innych religiach, ale sądzę, że ludzie innych wyznań albo niewierzący, mogą poznać Boga i zostać zbawieni. Myślę jednak, że zmiana wiary, by uciec przed wyrzutami sumienia i stworzyć pozory bycia w porządku jest szatańskim pomysłem. Naprawdę się o mojego męża bardzo zmartwiłam i przestraszyłam. Wiem, że zły atakuje małżeństwa, że małżeństwo jest przestrzenią walki duchowej, czy to dostrzegamy, czy nie. Modlę się o męża także z tego powodu, staram się jednak trzymać ziemi, żyć porządnie i nie zagłębiać w obszary mistyczne, bo nie jestem do tego przygotowana. Ale dziś poczułam dokładnie tak, że jest walka, i że zły nie chce mojego męża puścić. Mój mąż w sobie też walczy, to też czuję. Dziś dużo czasu spędzę na modlitwie. Proszę o wspomnienie za moim małżeństwem i w intencji nawrócenia mojego męża w Waszych modlitwach.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 16 gości