Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Nino
Posty: 349
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Nino » 14 lip 2020, 18:34

Ruto, ja modlę się za męża modlitwą za trudnego małżonka. Bardzo ją lubię. Jest w sumie optymistyczna. Znajdziesz ją na stronie Sycharu.
Odmawiam również egzorcyzm małżeński. Co do kowalskiej, to...wolę pościć, aby - jeśli coś jest na rzeczy - Zły musiał odpuścić. Trudno mi bardzo z tymi postami, ale staram się.
Od kilku dni (po zakończeniu NP), odmawiam za nas obojga koronkę do Miłosierdzia Bożego. Tu, gdzie obecnie pracuję, dosłownie o rzut beretem mam stary, urokliwy kościółek, który jest otwarty przez cały dzień. Cudowne miejsce do codziennej modlitwy i adoracji.
Współczuję Ci z powodu podejścia męża do postawy ojca. To jest bardzo przykre. Życzę Ci dużo siły w znoszeniu tego. We mnie wciąż się gotuję, jak pomyślę o zachowaniu męża wobec dzieci, ale nauczyłam się nie rozmawiać o nim z dziećmi oraz - jeśli już jest taka konieczność - mówić o nim bez okazywania emocji, neutralnie i powstrzymywać język przed oceną i krytyką, choćby się we mnie gotowało właśnie. Dziś mój syn trochę pożalił mi się na tatę. To mały "cud", bo unika rozmowy ze mną o nim, jak ognia. Pożalił się, i dobrze, trochę mu się ulało..., ale też wywnioskowałam, że jakieś kruche dialogi są między nimi. Syn jest rozżalony, ponieważ - jak twierdzi - wyszedł z propozycją spotkania, ale nie mogli się dogadać. Nie jest też w stanie przyjąć ze spokojem tekstu ojca, który twierdzi, że to syn nie chciał kontaktu z nim przez te wszystkie miesiące! To nieprawda!!!
Mój mąż jest mistrzem w odwracaniu kota ogonem. Nawykowo stawia się w roli ofiary, i to w różnych okolicznościach życiowych. Trudno mi było to znosić.
No, ale teraz w sumie ofiarą nie jest... Wiedzie z powodzeniem swoje oddzielne od nas życie i chyba całkiem nieźle sobie radzi. Trochę mnie to kłuje, ale... nie życzę mu źle.
Mam silne, wewnętrzne ponaglenie do wzięcia pełnej odpowiedzialności za swoje życie, tak, jakby męża w ogóle nie było. Trzeba mi mocno stanąć na nogi zawodowo i finansowo. Na szczęście, odbijam się od koronawirusowej zapaści.

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 16 lip 2020, 8:47

Caliope pisze:
14 lip 2020, 8:14
Ruto, z perspektywy mnie dziecka alkoholika, to przykre, że syn zmuszony jest do kontaktów z pijącym ojcem. Daj mu wybór, bo będzie miał sporo problemów, ja się bałam ojca, był nieprzewidywalny.
Bardzo chciałabym mieć możliwość dania dziecku wyboru. Niestety mam orzeczenie sądowe, mąż dostał bardzo szerokie kontakty i mam obowiązek je realizować. Mój syn także się boi ojca, on już nawet na trzeźwo jest kompletnie nieprzewidywalny. Mały skarży się, ze tata jest trudny, niedostępny i zawsze wraca ze spotkania z tatą smutny albo wściekły. Pomijam, ze w przypadku narkotyków nie zawsze jestem w stanie stwierdzić, czy mąż jest trzeźwy, czy nie.

Niestety sąd zignorował wszystkie moje wnioski i przydzielił ojcu bardzo szerokie kontakty bez mojej obecności, poza miejscem zamieszkania dziecka, zarówno w tygodniu jak i co drugi weekend.

Mężowi jednak nie chce sie tych kontaktów realizować, przychodzi albo i nie, czasem na 15 minut, nie próbuje zabierać dziecka. Chyba, ze jest w ciągu, wtedy jest ciężko, bo nagle mu się przypomina, ze ma kontakty i dręczy mnie i dziecko. Nasi lokalni policjanci nie są niestety wsparciem, jakiś czas temu usłyszałam, ze branie narkotyków jest legalne i nie ma podstaw do interwencji. Maz przy policjantach odjechał samochodem, ewidentnie nacpany. Panowie policjanci powiedzieli, że nie mają testów. Przykro mi, ale cały system działa na to, zeby uzależniona osoba dalej była uzależniona.

Ja ze swojej strony mogę tylko nie wydawać dziecka, gdy gołym okiem widzę, że mąż nie jest trzeźwy. Dla dziecka oplacam terapię, zeby miał wsparcie przy tak trudnych przeżyciach z tatą. No i sama staram się jak najwięcej tłumaczyć. Syn ma do mnie ogromny żal, za to, ze jak mówi, pozwalam tacie tak się zachowywać. Tłumaczę, ze nie mam wpływu na zachowania innych osób, w tym taty.

Oczywiście będę wnosić o zmianę formuły i częstotliwości kontaktów. Oraz o zbadanie dziecka przez biegłego psychologa.

Póki co wszyscy przekonują mnie, że kontakty z tatą są dla dziecka bardzo ważne. Jakbym o tym nie wiedziała. Ja jednak uważam, ze kontakty dziecka z osobą w czynnym nałogu są dla dziecka tak destrukcyjne i rujnujace, ze nie powinno się do nich dopuszczać. Widzę, co dzieje się z moim dzieckiem. Sąd jednak widzi to inaczej.

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 16 lip 2020, 8:57

Monti pisze:
14 lip 2020, 16:54
Ruta pisze:
14 lip 2020, 2:41
Dziękuję Wam. Mam jeszcze jedno pytanie techniczne. Czy jeśli sąd wyznaczył mojemu mężowi termin na sporządzenie pisma z nowym stanowiskiem, w sensie o orzeczenie rozwodu z mojej winy, bo tak wniosła jego mecenas, ale takie pismo od męża nie wpłynęło (z mecenas zrezygnował), a termin minął już dawno - to co się dzieje dalej zgodnie z procedurą?
Czy rozwód z mojej winy nie będzie już procedowany, czy też mąż może złożyć i uzasadnić takie stanowisko na rozprawie ustnie, bo przepisy to dopuszczają? Czy ja wtedy mogę wnosić o odroczenie rozprawy, by zapoznać się ze stanowiskiem, bo przecież nie dam rady odnieść się w ciągu paru minut do tego, co powie mąż?
Zazwyczaj sąd, zezwalając stronie na złożenie pisma procesowego w wyznaczonym terminie, określa jednocześnie rygor, czyli jakie konsekwencje będą się wiązały ze spóźnieniem (np. pod rygorem pominięcia stanowiska przedstawionego po upływie terminu). Zobacz sobie do protokołu rozprawy jak to było sformułowane. Sprawy rodzinne są na tyle specyficzne, że sąd może przyjąć też spóźnione pismo, zwłaszcza jak strona działa bez profesjonalnego pełnomocnika. Natomiast gdyby mąż na rozprawie próbował ustnie zmienić swoje stanowisko (co jest raczej mało prawdopodobne, bo takie rzeczy powinny być jednak na piśmie), to wtedy wnosisz o odroczenie rozprawy i wyznaczenie terminu na ustosunkowanie się do jego twierdzeń.
Dziękuję Monti. Czyli pewnie jednak rozwód będzie procedowany dalej. Przewodnicząca jest bardzo mężowi przychylna, na pewno mu da nowy termin na złożenie pisma. Albo pozwoli mu zająć stanowisko ustnie do protokołu. Zwłaszcza że zrezygnował z adwokata. Ale wtedy wniosę odroczenie rozprawy.
I jesli sąd znowu przyjmie wszystkie jego wnioski a moje odrzuci, wniose o zmianę sędziego z powodu stronniczości. Jeśli sąd nie dopuści mojego wniosku o wystąpienie do poradni uzależnień o diagnozę mojego męża, to nigdy nie uda mi sie wykazać że jest uzależniony. Ech...

Caliope
Posty: 377
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 16 lip 2020, 9:17

Ruto, strasznie przykre to co Cię spotyka i synka. Ja mam zasadę nie słuchać każdego co mówi, bo popełniam przez to błędy, bo każdy ma inny pogląd na moje sprawy. To ty decydujesz nie opinia innych czy syn ma spotykać się z ojcem. Możesz zrobić badanie dziecku u psychologa i iść z tym do sądu jak zrobiła moja mama. I tak pod wpływem postępowania choroby alkoholowej mąż będzie miał coraz mniej chęci na spotkania z dzieckiem. Polecam też sięgnąć po pomoc w ośrodku uzależnień, nie u zwykłego psychologa, oni tam się na tym znają, zawsze jest też bezpłatny radca prawny.

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 16 lip 2020, 9:20

Nino pisze:
14 lip 2020, 18:34
Współczuję Ci z powodu podejścia męża do postawy ojca. To jest bardzo przykre. Życzę Ci dużo siły w znoszeniu tego. We mnie wciąż się gotuję, jak pomyślę o zachowaniu męża wobec dzieci, ale nauczyłam się nie rozmawiać o nim z dziećmi oraz - jeśli już jest taka konieczność - mówić o nim bez okazywania emocji, neutralnie i powstrzymywać język przed oceną i krytyką, choćby się we mnie gotowało właśnie. Dziś mój syn trochę pożalił mi się na tatę. To mały "cud", bo unika rozmowy ze mną o nim, jak ognia. Pożalił się, i dobrze, trochę mu się ulało..., ale też wywnioskowałam, że jakieś kruche dialogi są między nimi. Syn jest rozżalony, ponieważ - jak twierdzi - wyszedł z propozycją spotkania, ale nie mogli się dogadać. Nie jest też w stanie przyjąć ze spokojem tekstu ojca, który twierdzi, że to syn nie chciał kontaktu z nim przez te wszystkie miesiące! To nieprawda!!!
Mój mąż jest mistrzem w odwracaniu kota ogonem. Nawykowo stawia się w roli ofiary, i to w różnych okolicznościach życiowych. Trudno mi było to znosić.
No, ale teraz w sumie ofiarą nie jest... Wiedzie z powodzeniem swoje oddzielne od nas życie i chyba całkiem nieźle sobie radzi. Trochę mnie to kłuje, ale... nie życzę mu źle.
Ja niestety, gdy widzę co mąż wyrabia z naszym dzieckiem, muszę walczyć z bardzo trudnymi emocjami wobec męża. Włącznie z tym, że łapię sie na tym, że życzę mu wpadnięcia pod autobus. Modlę się wtedy za niego. W sumie modlę się za męża nieustannie. Także gdy jestem na niego zła. Ale czasem wyobrażam sobie, ze uderzam męża kijem. Nigdy bym tego nie zrobiła, ale wstyd przyznać ze wyobrażenie sobie tego pomaga mi rozładować złość.

Ostatnio czesto sie modliłam w intencji męża, zeby zderzył się z konsekwencjami tego co robi i trochę chociaz przejrzal. No i przyniosło to efekty, zauważyłam, ze to ja nadal chronie męża przed konsekwencjami i jestem wciąż w wielu obszarach gotowa go chronić. Wlasnie pracuję nad tym, aby swoją postawę zmienić. Eee

Synowi nie mówię o tacie źle, choć nie mogę dziecka oklamywac. Mały sam tego doświadcza zresztą, że z tatą jest bardzo nie tak. Wyjaśniam, ze tata ma kryzys, a człowiek w kryzysie nie zawsze potrafi zwracać uwagę na potrzeby i uczucia innych. Ale tez ze kryzysy zwykle mijają.

A odwracanie kota ogonem to ulubiona strategia takze mojego męża. Nie przychodzi na kontakty przez jakiś czas, a potem nagle twierdzi, ze to przeze mnie, bo mu zabranialam. Odmowę wydania dziecka, gdy jest nietrzeźwy określa utrudnieniem kontaktu. Zaczęłam podsumowac w mailach po każdym tygodniu co się działo w ramach kontaktów, to pewnie takze żaden dowód, ale lepiej niż zupełny ich brak.

Bardzo ładnie napisałaś o tym stawaniu na nogi bez męża. Czuję w tym taką autentyczną siłę. Jesteś wciąż obecna w moich modlitwach.

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 21 lip 2020, 2:24

Caliope pisze:
16 lip 2020, 9:17
Ruto, strasznie przykre to co Cię spotyka i synka. Ja mam zasadę nie słuchać każdego co mówi, bo popełniam przez to błędy, bo każdy ma inny pogląd na moje sprawy. To ty decydujesz nie opinia innych czy syn ma spotykać się z ojcem. Możesz zrobić badanie dziecku u psychologa i iść z tym do sądu jak zrobiła moja mama. I tak pod wpływem postępowania choroby alkoholowej mąż będzie miał coraz mniej chęci na spotkania z dzieckiem. Polecam też sięgnąć po pomoc w ośrodku uzależnień, nie u zwykłego psychologa, oni tam się na tym znają, zawsze jest też bezpłatny radca prawny.
Dziękuję Caliope. Staram się jakoś w tym wszystkim wyposrodkowywac. Gdy mąż jest odurzony lub w stanie gdy narkotyki z niego schodzą, nie godzę się na kontakty. Gdy jest trzeźwy, synek widuje się z tatą. Jasne, że lepiej by było, żeby ojciec był w terapii i trzymał abstynencje, sad jednak tak nie uważa. Sad kazał mi obserwowac ojca przy wydawaniu dziecka i nie wydawać jesli jest odurzony. Tak jakby nie mógł się odurzyć 5 minut po zabraniu dziecka. Pomijam, że takie kontrole kończą sie agresją wobec mnie, jeśli mąż jest odurzony...Pewnie i tak mi się w sądzie oberwie, ze nie zrealizowałam części kontaktów. Nie mam przecież żadnych dowodów, że mąż był odurzony. Raz, gdy chciał w złym stanie wsiąść z dzieckiem do auta wezwalam policję. Usłyszałam, ze branie narkotyków nie jest zabronione, a oni nie mają testów, ale jak chcę mogę dziecka nie wydać. Maz zwyzywał mnie przy policjantach, wsiadł do samochodu i odjechał...
Ostatnio mały narysował rysunek, na którym jest dwóch ojców, jeden radosny, drugi gniewny. Obu podpisał mój tata.
Korzystam ze wsparcia w poradni uzależnień jako osoba współuzależniona. Synek jest pod stałą opieką psychologa, dla niego wszystko jest trudne i odejście taty, i okresy kiedy tata się nie pojawia i te kiedy się pojawia. Bardzo rzadko, nawet gdy jest, to jest realnie zainteresowany dzieckiem. Tylko gdy trzyma abstynencję przez jakiś czas. Więc mały jest na stałej huśtawce. Ale równie źle znosi nieobecność taty.
Dla mnie kontakty są nieustającym źródłem lęku o dziecko. Na szczęście zwykle mężowi nie chce się dziecka nigdzie zabierać, przychodzi najdłużej na godzinę i kręci się wtedy w okolicach domu.
Bardzo chciałabym, aby sąd wziął pod uwagę dobro dziecka i to co dzieje się z nim teraz. Poprzednim razem nie zostałam jednak wysłuchana, sąd nie uwzględnił żadnego mojego wniosku, ani o badanie w OZSS, ani przesłuchanie dziecka przy biegłym psychologu, ani o wystąpienie do poradni, w której leczył się mój mąż o postawioną diagnozę. Mam wrażenie, że sąd uważa, że nie zgadzam się na rozwód i chcę w ten sposob wydłużyć postępowanie. Dopóki sąd nie dopuści moich dowodów jestem w trudnej sytuacji. Teraz sąd wezwał świadków, może sąd wysłucha ich i w końcu dopuści, że nie wymyśliłam nałogu męża. Jeśli moje wnioski sąd znów odrzuci, będę składać skargę i wnosić o wyłączenie sędziego.

Jeśli mogę spytać, czy Twojej mamie udało się w sądzie uzyskać zakończenie kontaktów? I tylko na podstawie opinii?

Caliope
Posty: 377
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 21 lip 2020, 7:23

Ruto, mój ojciec nigdy nie dążył bardzo do kontaktów ze mną i bratem. Zdarzyło się że nas zostawił samych i poszedł pić, miałam wtedy 10 lat. Wzielam brata i pojechalam do dziadka.Mama zadecydowała że już nas nie wyda. Nie było to w sądzie, były inne czasy. Tylko teraz można więcej zdziałać, jest sporo możliwości.

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 22 lip 2020, 11:21

Caliope pisze:
21 lip 2020, 7:23
Ruto, mój ojciec nigdy nie dążył bardzo do kontaktów ze mną i bratem. Zdarzyło się że nas zostawił samych i poszedł pić, miałam wtedy 10 lat. Wzielam brata i pojechalam do dziadka.Mama zadecydowała że już nas nie wyda. Nie było to w sądzie, były inne czasy. Tylko teraz można więcej zdziałać, jest sporo możliwości.
Caliope, dziękuję. Wciąż myślę o tym, jak rozwiązać kwestię kontaktów męża z synkiem. Na razie myślę, że nie jest to kwestia, którą mogę rozwiązać raz na zawsze. Jest tu kilka różnych obszarów zachodzących na siebie, wiele sprzecznych interesów. Jest prawo dziecka do bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa emocjonalnego, jest miłość dziecka do ojca, który nie jest mu na razie w stanie tego bezpieczeństwa zapewnić, jest tęsknota dziecka za ojcem, jest też w końcu prawo mojego męża do widywania dziecka i do relacji z nim, oraz jego obowiązek sprawowania opieki nad dzieckiem, zapewniania mu bezpieczeństwa, z którego w ostatnich latach mój mąż się nie wywiązuje. Jest w tym wszystkim sąd, który zajął jasne stanowisko, ojciec ma prawo do kontaktów z dzieckiem, a ja mam w tym wszystkim nie przeszkadzać. Są też okresy względnej abstynencji męża, kiedy kontakty mogą się odbywać i okresy, gdy jest w stanie w którym do kontaktów z dzieckiem mąż jest niezdolny. Oraz problem polegający na tym, że mąż nie widzi przeszkód, do opiekowania się dzieckiem w stanie odurzenia, a ja mam niewiele środków, by w jakikolwiek sposób stan męża ocenić, a mąż robi wszystko, by wtedy swój stan przede mną ukryć.
Moje próby znalezienia złotego rozwiązania w którym nie będę tym wszystkim obciążona są i pozostaną bezskuteczne. Od kiedy to sobie uświadomiłam, jest mi łatwiej. Tak wygląda sytuacja i nie pozostaje mi nic innego, jak się z nią mierzyć. Mogę się wzmacniać, by wobec męża trzymać jednoznaczną postawę: na kontakty tylko trzeźwy. Na pewno wzmocniłam się na tyle, aby umieć się mężowi sprzeciwić i coraz lepiej uczę się takiego stawiania granic, by w takich sytuacjach nie narażać się na agresję męża. Mogę też opłacać terapię dziecka i wspierać synka, by jak najlepiej radził sobie z bardzo trudną sytuacją, którą ma w relacji z tatą. To na co nie mam wpływu, to postawa męża i jego poczucie odpowiedzialności, mam jednak wpływ na to, gdzie ustalam granicę. Jest nią bezpieczeństwo dziecka. I skoro mąż sam z siebie nie czuje się za to odpowiedzialny, to ta odpowiedzialność spoczywa na mnie. Z drugiej strony nie mam wpływu na to w jaki sposób mąż traktuje synka podczas kontaktów, a jest z tym bardzo różnie. Mogę tylko wspierać synka i stopniowo uczyć go odmawiania ojcu, by nie wsiadał z nim do samochodu, gdy ojciec nie jest w stanie go prowadzić, by wiedział, ze w każdej chwili może po mnie zadzwonić, jeśli dzieje się coś złego. Mogę też próbować wyjaśniać sądowi, co się dzieje i mieć nadzieję, że sąd wysłucha i mnie i dziecko. I tak zapewne w najbliższych latach bedzie wyglądać życie moje i dziecka.
W zasadzie jest to wszystko sprzeczne z moim wewnętrznym przekonaniem, że uzależniony rodzic nie powinien sprawować opieki nad dzieckiem i że wyeliminowanie sytuacji, w których dziecko znajduje się sam na sam z uzależnionym rodzicem jest dla dziecka najlepszym rozwiązaniem. Co nie oznacza, że uważam, że kontakty nie powinny się w ogóle odbywać, gdy uzależniony rodzic jest trzeźwy. Nie ja jednak decyduję obecnie o kontaktach męża z dzieckiem, ale sąd.
Ale powierzanie odpowiedzialności uzależnionemu rodzicowi nie jest moim zdaniem odpowiedzialne i moim zdaniem sąd popełnił błąd decydując w ten sposób. Będę starała się przekonać do tego sąd, wnosząc o to, aby wysłuchano dziecko, które najlepiej wie, jak przebiegają kontakty i jest w stanie spokojnie o tym opowiedzieć, prosząc by sąd wysłuchał świadków, by zbadali nas biegli z OZSS, by sąd jednak pozyskał diagnozę męża. Jeśli zostaniemy wysłuchani, jest szansa, że sąd dostrzeże problem i zmieni decyzję o kontaktach i ureguluje je w sposob, który zdejmie z dziecka i ze mnie ciężar mierzenia się z różnymi stanami męża, w które on się wprowadza. Przygotowuję się sumiennie do rozprawy i złożenia wniosków. A tymczasem nie pozostaje mi nic innego jak krążenie po polu minowym.
Ostatnio mąż był na tyle trzeźwy, że zgodziłam się, by zabrał dziecko do siebie na weekend. Dla mnie był to ogromny stres, wysprzatalam przez weekend całe mieszkanie. Mały wrócił zadowolony. Jednak po paru dniach zaczął wspominać, że tata był chwiejny, miał zmienne nastroje, że nie czuł się z nim w pełni bezpiecznie i swobodnie. I to jest właśnie ta chwiejność osób uzależnionych, ktora pozostaje nawet gdy są chwilowo lub nawet przez dłuższy czas trzeźwi. I to mam nadzieję do sądu dotrze.

Caliope
Posty: 377
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 22 lip 2020, 20:11

Niestety uzależniony człowiek żeby być naprawdę trzeźwym musi zachować abstynencję. Twój mąż ma okresy niepicia i wtedy za nastrój odpowiada zespół odstawieniu alkoholu, on wtedy nie jest dalej tym kim powinien, ma stany depresyjne, rozdrażnienie,myślenie jak by tu się napić. Może pomogłoby też założenie niebieskiej karty jak nie macie. Mąż teraz ma komfort picia, żadnych zobowiązań, kawalerskie życie i alkohol. Musi upaść, stracić wszystko by z tego chcieć wyjść.

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 23 lip 2020, 1:49

Karty nie mamy. Agresja męża jest incydentalna, zwykle sobie z nią radzę. Jednak ponieważ cyklicznie wraca, jestem zdecydowana każdy następny incydent zgłaszać na bieżąco oraz postarać się o założenie Karty.
To co piszesz o stanach odstąpienia, jest niestety prawdą. Mój mąż nie tylko pije alkohol, odurza się też narkotykami. No i odstawianie tego całego szajsu działa na niego fatalnie, łatwiej go znieść odurzonego, niż w takiej "przerwie". Miewa jednak też okresy abstynencji, choć z roku na rok są coraz krótsze. Wtedy jest stabilniejszy, odtruty i trzeźwy jest naprawdę sympatycznym fajnym mężczyzną.
Generalnie w ramach mojej terapii współuzależnienia uczę się nie zajmować tym co robi mój mąż, czy jest trzeźwy, czy nie i zostawiać go samemu sobie. Oczywiście za wyjątkiem czasu, który ma spędzać z dzieckiem. Kiedyś reagowałam lękowo, martwiłam się, wspierałam, namawiałam do terapii, groziłam, błagałam, rozmawiałam. Oddałam go w końcu Bogu razem z całym jego bałaganem i jest mi łatwiej. Teraz modlę się za niego i to jedyne wsparcie na jakie może obecnie z mojej strony liczyć. Poza podjęciem przeze mnie abstynencji oraz terapii współuzależnienia na której uczę się dbać o siebie, ale tez dowiaduję sie więcej o mechanizmach nałogów i o tym czego nie robić, by nie pogarszać sytuacji. Słucham też księdza Dziewieckiego i wiem, że zabieranie osobie uzależnionej cierpienia nie jest dobre. Inna sprawa, że tak na oko mój mąż za bardzo nie cierpi, znalazł sobie w moje miejsce innych wspierających nałóg. Sąd tez go wsparł, uznał, że wszytko z nim okej i przyznał mu bardzo dużo kontaktów. Uzależnieni to dobrzy manipulatorzy. Bywa, że mąż jest w fatalnym stanie, przykro mi na to patrzeć, ale jakoś się z tego póki co zbiera. I jak musi się zebrać w sobie, np. na sprawę, to wciąż potrafi.
Gdybym tak z serca miała postąpić, odcięłabym i siebie i dziecko radykalnie od niego. Na razie decyzja sądu o kontaktach daje mu dostęp do różnych form dręczenia dziecka, nie tyle z premedytacją, co właśnie przez zmienne nastroje, wybuchy, ignorowanie, nagłe zainteresowanie i rozbudzanie nadziei a potem porzucenie, krytykę, ocenianie, ranienie emocjonalne. Oraz dostęp do mnie, a ponieważ to ja jego zdaniem jestem winna jego porażkom, a nie jego nałogi (które neguje), to jest to dostęp do celowego wyładowywania się na mnie. Np. gdy nie wydaję dziecka na kontakty z powodu stanu w jakim jest mąż. I przed takimi atakami uczę się bronić. Mąż bywa też wobec mnie również miły, ale to niestety zwykle znak, że znów używa narkotyków.
Bardzo trudno było mi to wszystko puścić, nie kontrolować, zostawić męża z jego wyborem dalszego odurzania się, odejścia od rodziny, zaprzestać wpływania na niego. Ale się udało. Nie sądzę, by mężowi jakoś to pomogło (przed tzw. sięgnięciem dna chroni go całe stado pomagierow i kowalska), ale mi pomaga na pewno.

Ewuryca
Posty: 238
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ewuryca » 23 lip 2020, 7:58

Ruta pisze:
23 lip 2020, 1:49
Nie sądzę, by mężowi jakoś to pomogło (przed tzw. sięgnięciem dna chroni go całe stado pomagierow i kowalska), ale mi pomaga na pewno.
Mam podobne doświadczenie. Mąż Przez alkohol stracił najpierw mnie, potem prace. Zmienił wiec prace, znalazł kowalską i znowu grał swoją rolę, przedstawił się jako ofiara która straciła Prace przez żonę bo żona od niego przeszła i z tej rozpaczy pił. Potem jak kowalska zaczęła się czepiać że za dużo pije to zmienił kowalską i towarzystwo które zorientowało sie że kłamie i znów jest w swoim żywiole. Nikt za alkoholika go tam nie uważa, a raczej za super chłopaka bo on jest duszą towarzystwa. Nie mam z nim kontaktu od roku (poza kilkoma telefonami kiedy zadzwonił powiedzieć że mnie nienawidzi bo złożyłam pozew do sądu biskupiego) wiec nie wiem jak się ma, ale w mediach społecznościowych i on i jego kowalska wyglądają na szczęśliwych. Wiec wracając do twojego męża Ruto niestety myśle ze można być czynnym nałogowcem i dna nie osiągnąć, i można tak przeżyć całe życie. A z narkotykami chyba jest jeszcze gorzej bo faktycznie o ile od razu widać że ktoś jest pijany to ja nie umiem rozpoznać że ktoś bierze narkotyki. Czasem zastanawiam się tylko czy te osoby same dla siebie w duchu wiedzą o tym że są uzależnieni czy nawet przed sobą udają.

Caliope
Posty: 377
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 23 lip 2020, 8:47

Zależy co się rozumie przez to całe życie, alkoholizm to śmiertelna choroba. Mój ojciec dożył do 61 lat tylko. Miał marskość wątroby, przestały działać wszystkie narządy, nerki, trzustka, wątroba. Dzięki babci nigdy nie upadł na dno i umarł w strasznych mękach. Uzależniony nie przyjmuje do wiadomości, że jest chory, to z innymi jest źle, bo się czepiają. Dlatego trzeba się odciąć, zostawić tego czlowieka, z bólem serca, tylko się za niego modlić.

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 23 lip 2020, 14:51

Caliope pisze:
23 lip 2020, 8:47
Zależy co się rozumie przez to całe życie, alkoholizm to śmiertelna choroba. Mój ojciec dożył do 61 lat tylko. Miał marskość wątroby, przestały działać wszystkie narządy, nerki, trzustka, wątroba. Dzięki babci nigdy nie upadł na dno i umarł w strasznych mękach. Uzależniony nie przyjmuje do wiadomości, że jest chory, to z innymi jest źle, bo się czepiają. Dlatego trzeba się odciąć, zostawić tego czlowieka, z bólem serca, tylko się za niego modlić.
Ksiądz Dziewiecki także mówi, że są osoby uzależnione, umierające z butelką w ręku i nadal odrzucające to, że są uzależnione. Zaprzeczenie uzależnieniu jest częścią tej choroby. Szukanie sobie wsparcia także, bo bez wsparcia osoba uzależniona przestaje funkcjonować. Sama przez wiele lat wspierałam nałogi męża i podawałam się manipulacjom. Jednak, choć to mąż manipulował, teraz już wiem, że odpowiedzialność za moje reakcje i działania ponoszę tylko ja. I wszędzie tam, gdzie były we mnie pęknięcia, grzechy od których nie chciałam odstąpić, nieuporządkowania, tam wszystko to we mnie działało źle, ze szkodą dla mnie, dla męża i wszystkich dookoła.
Oprócz modlitwy za męża, modlę się także za osoby wspomagające go w nałogu, jak i za to, aby spotkał na swojej drodze osoby, które mu pomogą. Wciąż te moje modlitwy za męża są mocno kulejące, niezborne, wciąż wiele tam mnie, moich emocji, pragnień, zranień, zawodów, ocen...oddaję to Bogu z nadzieją, że któregoś dnia będę w stanie modlić się za męża w miłości, wyłącznie w trosce o niego i jego dobro.
Początkowo, gdy słyszałam, że od uzależnionego należy się odciąć, buntowałam się bardzo. Bałam się go puścić, martwiłam się o niego, nie wyobrażałam sobie życia oddzielnie, nie wyobrażałam sobie, jak mogę dochowywać swojej przysięgi z dala od męża. Wciąż łudziłam się także, że mam moc jakoś na męża wpłynąć, pomóc mu wyzdrowieć. Uznanie swojej bezsilności wobec nałogu bliskiej osoby jest bardzo ciężką pracą.
Buntowałam się także, że tak niewiele mogę zrobić. Im dłużej jednak pracuję nad sobą, tym więcej odkrywam obszarów, w których pozostając odseparowana od męża mogę jednak działać tak, aby go wspierać.

Oczywiście wsparcie modlitwą jest pierwszym i bardzo ważnym wsparciem.

W przypadku uzależnionego męża jest także podjęcie abstynencji od wszelkich używek. Nie piję alkoholu, nie świętuję ważnych wydarzeń z alkoholem, moja 40 choć zawsze wyobrażałam ją sobie jako huczną imprezę była spokojnym wieczorem z synkiem. Choć niestety zdarzyło mi się już po podjęciu abstynencji raz napić się trochę wina i trzy razy trochę piwa. Samo w sobie nie jest to niczym złym, nie upiłam się, miło spędziłam czas, niemniej jednak żałuję, w sytuacji, gdy bliski jest uzależniony nie powinnam pić alkoholu wcale. Kropka. Jest to coś nad czym muszę jeszcze w sobie pracować. Przede mną także rozstanie się z papierosami na dobre. Są miesiące, kiedy nie palę i takie kiedy niestety do tego wracam.

Innym obszarem jest małżeństwo. Dochowując przysięgi, trwając w wierności zostawiam mężowi miejsce, gdzie w razie nawrócenia i uporządkowania siebie będzie mógł wrócić.

Kolejny obszar to nie pozwolić uzależnionemu krzywdzić siebie i dzieci. Jak mówi ksiądz Dziewiecki, uzależniony będzie mieć wtedy mniej ofiar na sumieniu, a im większy ciężar, tym trudniej wrócić. Tego także dopiero się uczę.

Kolejny obszar to nie zwalnianie uzależnionego z odpowiedzialności. Tym jest między innymi wymaganie od męża trzeźwości na kontaktach z dzieckiem, tym jest ustalenie alimentów. Postawa odejdź, poradzę sobie, nie jest właściwa. Trzeba jednak uważać, przynajmniej ja nadal muszę, aby nie wejść tu w obszar maniupulacji, wymuszania, wpływania i aby ograniczyć się do sięgania tylko po te środki, które są niezbędne, nie noszą żadnych cech przemocy, szantażu, chęci ugrania czegoś dla siebie.

Każdy z tych obszarów pokazuje mi, jak piękną instytucją jest małżeństwo. Bo każda z tych rzeczy, które opisałam powyżej jest dobra także dla mnie i dla naszego dziecka. I równocześnie może być wsparciem dla mojego męża. Nic co jest dobre dla mnie nie jest szkodliwe dla męża, nic co wspiera męża nie jest szkodliwe dla mnie.

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 23 lip 2020, 15:23

W ciągu ostatnich paru dni jeszcze raz z uwagą przeczytałam swój wątek. Chcę bardzo z całego serca podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali, krytykowali, zwracali moją uwagę na różne niespójności, wszystkim tym, z którymi w swoim jak i w innych wątkach rozmawiałam, a czasem się spierałam.
Gdy trafiłam na forum, wiedziałam, że chcę pozostać wierna w małżeństwie, żyłam już wtedy jakiś czas w odłączeniu od męża i takie postanowienie było we mnie mocne. Jednak postawa ta nie była we mnie ułożona i ugruntowana. Wiedziałam, że tak trzeba, że tego wymaga moja wiara, tego nauczał Jezus.
Dzięki wsparciu miałam odwagę zmierzyć się we mnie z tym, co się we mnie takiej postawie sprzeciwiało, z wątpliwościami i lękami, które odczuwałam. Od jakiegoś czasu czuję, że pozostanie w wierności płynie ze mnie i po uporaniu się z tym, co się we mnie przeciwko takiej postawie buntowało, dopiero teraz wybieram ją w pełnej wolności i w radości, nie jako krzyż, ale jako dar.
Nie wątpię, że przede mną wiele pokus, aby od takiej postawy odejść, więc myślę, że ważne jest aby stale się formować i wzmacniać.

Kiedy już sobie powiedziałam, że jestem z siebie i swojej pracy zadowolona, że czuję jak stałam się w tym wszystkim spójna, że mogę teraz być sobie w stanie małżeńskim zadowolona i radosna i odseparowana od męża, na moją głowę spadły słowa, które mnie z tego samozadowolenia wyrwały i dały mi do myślenia. Małżonkowie są za siebie nawzajem odpowiedzialni, i są jednością. Wzajemnie odpowiadają za swoje zbawienie. Nie wystarczy więc, że ja jestem w porządku, bo to co robi współmałżonek, spada także na mnie. Nie tylko powinnam wtedy tym bardziej starać się we wszystkim być jak najbardziej w porządku, rozwijać się i umacniać duchowo. Jeśli mój mąż czyni niewlaściwie i w tym pozostaje, nie wystarczy też sama modlitwa za niego, jest jeszcze pokuta i zadośćuczynienie i wynagrodzenie za jego złe postępowanie. Do której to jego postawy przecież także się przyczyniłam, każdą niewłaściwą myślą, słowem, uczynkiem i zaniechaniem w małżeństwie, każdym egoizmem, każdą złością, każdym zamknięciem się na miłość. Nie mam jeszcze planu, jak się za to wziąć. Ale czuję, że jest w tym słuszność. Tak sobie czasem myślałam, jak to będzie, gdy się we wszystkim wewnętrznie poukładam. No to widzę, że nudy nie będzie :)

Ruta
Posty: 536
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 27 lip 2020, 21:47

Chcę się podzielić z Wami czymś dobrym i radosnym. Czuję się szczęśliwa. Zwykle, gdy piszemy na forum, jesteśmy nie tylko w kryzysie relacji małżeńskiej, ale też w osobistym kryzysie. Ja także, gdy tu trafiłam byłam w bardzo trudnym momencie, wciąż rozbita odejściem męża, przekonana, że najlepsze, co może mi się zdarzyć, to jego powrót do mnie i naszej rodziny. Byłam na mężu bardzo mocno zawieszona.
Cała praca i w terapii i w modlitwie jaką wykonałam sprawiła, że dziś widzę wszystko zupełnie inaczej. Mojego męża wciąż przy mnie nie ma, wciąż wnosi o rozwód z mojej winy, zwykle jest w stosunku do mnie nieprzyjemny. Czeka mnie wkrótce druga rozprawa w sprawie o rozwód. Nie emocjonuję się już jednak tym tak bardzo, czuję spokój, choć wiem, że zapewne tuż przed sprawą będę się pewnie niepokoić. Ale umiem już nie zadręczać się na zapas.
W stosunku do mojego męża odczuwam miłość i współczucie, jest w kryzysie, więc często modlę się w jego intencji. Ale jestem odwieszona, spokojna wewnętrznie, nie ma już we mnie tego niepokoju i uczucia, że bez męża się rozpadam. Umiem także coraz lepiej stawiać granice, więc rzadziej spotyka mnie agresja ze strony męża, inaczej na nią reaguję, więc nie dochodzi do eskalacji.
Polubiłam swoje nowe życie, jestem z siebie zadowolona, radzę sobie całkiem dobrze, choć bywam zmęczona dużą ilością obowiązków. Uczę się prosić o wsparcie i pomoc i je przyjmować, uczę się także odmawiać. Jako osoba współuzależniona często nadmiernie angażowałam się w pomoc innym, często kosztem siebie. Teraz uczę się dbać także o siebie i o swoje potrzeby.
Piszę to, żeby pocieszyć wszystkich tych, którzy są na początku drogi, rozbici, przestrzeni, pogrubienie. Naprawdę możliwe jest odbudowanie siebie w czasie kryzysu małżeńskiego oraz szczęśliwe i dobre życie nawet wtedy, gdy nie ma przy nas męża i żony. A pozostanie wiernym złożonej przysiędze małżeńskiej, mimo trudnej dla nas postawy małżonka dotkniętego kryzysem, może stać
się źródłem radości i pokoju w sercu. Nie oznacza to, że przestałam na mojego męża czekać. Wciąż trwają we mnie i wiara i nadzieja i miłość. Czego i Wam z całego mojego serca życzę :)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bławatek i 8 gości