Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 17 wrz 2020, 21:12

Sosna pisze:
17 wrz 2020, 11:56
Piękne i mądre słowa. Ja też tłumię emocje, nie potrafię nawet płakać...Jak to zrobić by je wreszcie uwolnić, odnaleźć w sobie, wypuścić i zacząć od nowa?
Mi pomaga terapia, forum, praca nad sobą. Oglądam sporo konferencji, czytam polecane lektury, myślę, patrzę w siebie. Dużo czasu spędzam na modlitwie. Mozolnie mi to wszystko idzie, zataczam pętle. Czasem muszę zawracać i zaczynać od nowa. Ale powoli zdrowieję. I czuję.

Coraz częściej czuję w sobie spokój. Dopóki go nie poczułam, nie wiedziałam w jak ogromnym napięciu żyłam. To wspaniałe: móc iść na spacer, na zakupy, zająć się pracą, bez tego stałego napięcia, lęku co się zaraz wydarzy. Gdy żyjemy z osobą uzależnioną, zdradzającą lub w innym głębokim kryzysie, to napięcie jest stałe, przestajemy je w sobie widzieć. Uczę się też rozładowywać swój stres na bieżąco. Tu pomocna jest modlitwa o spokój ducha. Zmieniam co mogę, godzę się z tym na co nie mam wpływu. Uczę się też co pomaga mi moje napięcie zrzucić. Coraz częściej zdarza mi się też zrobić coś dla siebie, co sprawi mi przyjemność. Lepiej dbam o siebie, o swój sen, wypoczynek, o to jak się odżywiam. To też daje mi więcej siły.

Gdy patrzę w siebie, emocje się pojawiają. Staram się z nimi pobyć, zanim zrobię to coś co robię, o czym sama jeszcze dokładnie nie wiem, czym to coś jest i zanim je zablokuję. Wiele z emocji odblokowywało się we mnie podczas rozważań w Nowennie Pompejańskiej. Z początku tylko podczas modlitwy udawało mi się poczuć co czuję i na przykład płakać. Maryja jest wspaniałą powierniczką, przyjmowała mnie z każdą moją emocją, uczuciem. To była moja pierwsza szkoła uczuć. Mogłam Jej o nich opowiadać, a gdy opowiadałam, zaczynałam czuć bardziej. Najtrudniejsze było dopuszczenie gniewu. Odniosłam porażkę, bo dałam się temu uczuciu ponieść i zareagowałam z poziomu gniewu, z celowym zamiarem zranienia innej osoby. Z drugiej strony to było ekscytujące, tak dobrze i mocno czuć. Zostawiam sobie to czucie, jak najwięcej czucia, ale zostaję przy tym i tak jak doradził ksiądz Grzywocz, z tymi emocjami rozmawiam, nie mówię sobie, że są złe, pytam się siebie skąd we mnie się biorą, na co reaguję, co chcą mi powiedzieć.
To dobre uczucie, wiedzieć, że niezależnie co czuję, mogę kontrolować swoje reakcje i mam cały czas wybór, co z nimi zrobię i w co je przekuję. Wtedy jakoś łatwiej je dopuszczać do siebie. Na razie pewnie ta kontrola jest bardziej w teorii, ale będę ją praktykować...

Wpis Marylki pomógł mi zrozumieć mój gniew na męża... i na siebie. Lepiej rozumiem o czym to uczucie mi opowiada. Oczywiście mogę ten gniew wyładować na mężu, albo ukryć go i wyładować sama na sobie w bardzo zawoalowanych formach, albo stłumić. Ale mogę też zrobić zupełnie inaczej, na bieżąco rozładować napięcie jakie z niego płynie, ale skorzystać też z energii jaką ze sobą to uczucie niesie. Widzę, że działa. Dziś dostałam smsa od męża. Gdy nie miałam w sobie gniewu, wchodziłam od razu w jakieś rozważania co odpisać, kiedy, po co. A jeśli decydowalam nie odpisać, miotalam się miedzy wyrzutami sumienia
i sama nie wiem czym jeszcze.Teraz czuję (a nie tylko wiem), że mój mąż jest wobec mnie nie w porządku od dłuższego czasu...i mogę spokojnie mu nie odpisywać. To naturalne, że nie mam ochoty na kontakt z osobą, która nie jest wobec mnie w porządku, oszukuje mnie i wykorzytuje. Uczucia są potrzebne :)
Jest też bonus. Im więcej dopuszczam tych trudnych emocji, tym więcej czuję też tych dobrych i przyjemnych.

Sosna
Posty: 53
Rejestracja: 28 sie 2020, 10:29
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Sosna » 18 wrz 2020, 7:47

Dziękuję bardzo za Twoje słowa, ja też czuję ciągłe napięcie, ból brzucha, marzę by wreszcie się od tego uwolnić. Postaram się rozpoznawać i nazywać swoje emocje, zrozumieć je.

Caliope
Posty: 445
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 18 wrz 2020, 17:48

Ruto, tłumienie gniewu jest destrukcyjne. Ja zaczęłam bardzo intensywnie biegać by to rozładować, też mocno płakałam. Nie tłumiłam w sobie, nie wyżywałam się na kimś. Jak tłumiłam emocje miałam nerwobóle, ból głowy ,straszne uczucia.

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 18 wrz 2020, 20:23

Caliope pisze:
18 wrz 2020, 17:48
Ruto, tłumienie gniewu jest destrukcyjne. Ja zaczęłam bardzo intensywnie biegać by to rozładować, też mocno płakałam. Nie tłumiłam w sobie, nie wyżywałam się na kimś. Jak tłumiłam emocje miałam nerwobóle, ból głowy ,straszne uczucia.
Ano tak...odkąd pracuję nad sobą, by mniej tłumić i gniew i inne uczucia, znacznie lepiej śpię. Nie mam też już dni, w które nagle jestem kompletnie rozbita, niezdolna do niczego i to wszystko pozornie "bez powodu". Tak jak piszesz: skończyły mi się objawy somatyczne. Za to dużo chodzę, ćwiczę. Z korzyścią dla psychiki i dla sylwetki ;)
Pomagają mi też rozmowy z osobami, którym ufam. Przez wiele lat ukrywałam co dzieje się u mnie w domu i z czym się mierzę. W sumie nie tylko przed innymi, ale też przed sobą. Nie chciałam być nielojalna wobec męża, myślałam, że to powinność żony. Miałam bardzo nieprawidłowe przekonania co do tego, co to znaczy być dobrą żoną. Oczy otworzyły mi się, gdy trafiłam na wystąpienia księdza Dziewieckiego. Nie oznacza to, że opowiadam gdzie tylko mogę co robi mój mąż. Ale też nie czuję się w obowiązku tego ukrywać.
Natomiast nadal nie uchwyciłam jeszcze w działaniu tego, co dokładnie robię, gdy tłumię w sobie emocje. Nie potrafię jeszcze tego złapać. Ale umiem już zobaczyć, gdy dochodzę do stanu w którym już zaraz zacznę to robić - i wtedy czasem umiem już to zatrzymać. Wystarczy, że spytam się siebie co czuję, zostanę z tym i pozwolę sobie to czuć. Niewielka zmiana, ale pomaga.
Chyba ważnym krokiem było przestać się bać tego co czuję i zgodzić się wewnętrznie na odczuwanie bólu i innych nieprzyjemnych trudnych emocji. W tym z kolei bardzo pomogły mi, jak w wielu rozważaniach, rozważania różańcowe. Kompletnie nie potrafiłam zrozumieć co to znaczy "wziąć swój krzyż". Czułam jednak, że to ważne. Za każdym razem przy tej tajemnicy mówiłam szczerze, że jej nie rozumiem, ale chcę ją zrozumieć, by umieć swój krzyż wziąć, ale że czuję bunt, bo nie rozumiem, czemu mam to zrobić i czemu Bóg chce cierpienia mojego i innych. Czytałam o tym, szukałam wystąpień na ten temat. Najbardziej "do przodu" poszłam, gdy przeczytałam książkę księdza Dziewieckiego "Bóg vs cierpienie". Teraz rozumiem więcej, ale wciąż do tej książki wracam.
Podoba mi się czucie :) mam nadzieję, że uda mi się z czasem czuć coraz więcej i na bieżąco...

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 20 wrz 2020, 23:14

Tęskniłam za różańcem i rozważaniami po skończeniu Nowenny, więc parę dni temu postanowiłam do różańca wrócić. Zatrzymałam się przy Tajemnicy Krzyża. Nie zablokowałam, ale zatrzymałam. Uczę się przyjmować trudne emocje, nie uciekać od nich, nie zakłamywać przed sobą rzeczywistości, by ich uniknąć. Czułam, że to teraz dla mnie ważne, żeby tego nie zostawiać. Choć wydawało mi się, że sporo już wiem o tym, co znaczy wziąć swój krzyż i lepiej to rozumiem, ale czułam też, że dobrze zrobię zostając. Każde takie "czucie" jest dla mnie trudne, mój racjonalny umysł mówi mi wtedy, że jestem irracjonalna. Jednak postanowiłam posłuchać tego co czuję i zostać przy Krzyżu.

Dziś mój dzień układał się bardzo nie po mojej myśli. Ciągle działo się coś, co przesuwało moje plany. W końcu uświadomiłam sobie, że za nic nie zdążę na zaplanowaną mszę o 18.30, bo nagle zrobiło się po 18.00. Postanowiłam wobec tego obejrzeć mszę on-line. Najbliższa zaczynała się o 18.15.

To była piękna msza w Sanktuarium z okazji Odpustu Matki Boskiej Bolesnej. Znalazłam się z Nią przy Krzyżu. To było bardzo mocne i trudne doświadczenie. Bardzo intensywne.

Nie ułożyłam jeszcze w sobie nawet części tego doświadczenia. Piszę jednak o tym, by wam powiedzieć, że warto oddawać się Matce Bożej, prosić Ją o prowadzenie. Ona odpowiada na nasze prośby, jest przy nas i gdy oddajemy się Jej w pełnym zaufaniu, prowadzi nas, wspiera i pomaga. Jest we mnie ogromna wdzięczność i miłość dla Niej. Jest we mnie tego tyle, że potrzebuję się tym podzielić.

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 22 wrz 2020, 12:44

Niedzielę zakończyłam pełna siły. Poniedziałek był dla mnie bardzo trudnym dniem, w jeden dzień nieoczekiwanie spadło na mnie kilka różnych problemów i każdy z kategorii hard, jedne hard życiowo, inne emocjonalnie. Wieczorem byłam bardzo przytłoczona. Dziś jest trudno, ale lepiej. Aż trudno mi uwierzyć, jak wiele może się zburzyć w jeden dzień.
Nie bardzo mogę napisać szczegółowo na forum, ale jeden z problemów dotyczy poważnego problemu ze zdrowiem mojego syna. To trudne, bo martwię się i boję. Staram się jednak zachować wewnętrzny spokój i ufać Bogu. Silna mama to silne dziecko.
Zostałam też wezwana na świadka w sprawie przeciwko mojemu mężowi. Czeka mnie trudna decyzja, czy skorzystać z prawa odmowy zeznań, czy jednak zeznawać. Oraz zmierzenie się z konsekwencjami tych decyzji. W tym agresją męża, jeśli zdecyduję się zeznawać. Ale nie chcę już podejmować decyzji motywowana strachem.
Staram się skorzystać z moich ostatnich doświadczeń, zmierzyć się z rzeczywistością taką jaka jest, choć nagle w jeden dzień stała się dla mnie trudna. Nie uciekam od emocji, na razie wyciszam się, modlę. Nie muszę na szczęście działać z żadnym z nowych kłopotów od razu. Mam czas do namysłu, nabrania sił, przemyślenia.
Widzę w sobie zmianę. Nie zamykam oczu i nie panikuję, choć dopuszczam do siebie lęk, który się we mnie pojawia. Czuję w sobie także siłę. Wierzę, że Bóg ma dla mnie plan i będzie przy mnie, jeśli ja będę przy Nim. Jest też we mnie zgoda na rzeczywistość, także tą trudną - coś, co wypracowałam w sobie bardzo ciężką pracą nad sobą. I co teraz bardzo mi pomaga.

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 23 wrz 2020, 19:08

Kłopoty jak były tak są, ale się dziś usmiecham. Znalazła się bardzo szybko wspaniała Pani Doktor, która pomoże mojemu synkowi, w dodatku w ramach NFZ. Uspokoiła mnie, mam być dobrej mysli, damy radę opanować problem. W przyszłym tygodniu synek już będzie mieć badania, potem ustalimy co dalej, dostaniemy zalecenia.
Po krótkim namyśle zdecydowałam się zeznawać w sprawie przeciwko mężowi. Konsekwencje nie zeznawania, nie tylko dla mnie, ale dla innych także przypadkowych osób mogą być zbyt poważne, by zakopywać problem. Nie będę więcej chronić męża przed nim samym. Będzie to dla mnie trudne. Z drugiej strony nie zrobię nic złego mówiąc prawdę.
Pozostałe kłopoty jak są tak są i pewnie sobie jakiś czas będą. Powoli jakoś sobie poradzę z tym z czym mogę sobie poradzić, z resztą się pogodzę. Mniej we mnie lęku, paniki nie ma wclae. Jeszcze niedawno uznałabym siebie za wariatkę, że w centrum takiego chaosu jestem spokojna i nawet radosna - na ale tak własnie się czuję. Spędziłam miły dzień z synkiem. Jest dobrze :)

rose
Posty: 97
Rejestracja: 14 mar 2020, 11:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: rose » 23 wrz 2020, 19:34

Ruto, dzisiaj słuchałam konferencji ksiedza Pawlukiewicza. I w skrócie, on opowiadał ze prawdziwe szczęście nie jest związane z naszą sytuacja życiowa, materialną czy zdrowotna. Jeśli stawiamy na Pana Jezusa to to szczęście będzie niezależnie od kłopotów jakie nas spotykają.
I teraz jak czytam Ciebie to Ci zazdroszczę bo widzę że takie szczęście jest w Twoim życiu obecne. Już kilka razy chciałam u Ciebie napisać, że Cię podziwiam, że lubię obserwować jak dzielnie radzisz sobie z przeciwnościami.
Jesteś silna i wartościowa Kobieta. Zycze zdrówka dla Synka, z całą resztą problemów nie wątpię że sobie poradzisz!

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 24 wrz 2020, 8:30

rose pisze:
23 wrz 2020, 19:34
Jesteś silna i wartościowa Kobieta. Zycze zdrówka dla Synka, z całą resztą problemów nie wątpię że sobie poradzisz!
Rose, dziękuję :)

Bławatek
Posty: 227
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Bławatek » 24 wrz 2020, 9:28

Ruto cieszę się, że udało Ci się w końcu trafić na dobrego specjalistę, który dodatkowo będzie się starał pomóc Twojemu synkowi. Wiem jak ważne dla matki są dzieci i ich zdrowie. Mój syn tylu różnych specjalistów zaliczył w swoim życiu, że niektórzy ludzie usta ze zdziwienia otwierali jak mówiłam jakie podejrzenia chorób byly, na szczęście prawie ze wszystkiego powychodził. Ale pamiętam te oczekiwanie na konsultacje, diagnozy, efekty leczenia i terapii. Sprawy nie raz psychicznie wykańczające i zabierające czas i nie raz pieniądze.

Zawsze próbujesz z nadzieją patrzeć na wszystko i cieszyć się nawet z drobiazgów i dlatego jesteś pełna radości i ufności w Boże prowadzenie. Ja też staram się znajdować pozytywne strony rzeczy i sytuacji które mi się zdarzają - wtedy lepiej się żyje. Tak jak z książki o Pollyannie - zabawa w zadowolenie. Na początku jest trudno, ale później człowiek cieszy się nawet z deszczu - bo może zmoknę, ale dzięki opadom rośliny dostaną zastrzyk wody i będą lepiej rosły, a może grzyby się pojawią, a może tęcza będzie, dzieci mogą pobiegać po kałużach (mój syn to lubi)... i to rześkie czystsze powietrze po niejednej burzy 🙂

Trudno się świadczy przeciwko komuś bliskiemu, ale może dzięki temu uratujesz życie mężowi. Może to będzie punkt zwrotny w jego życiu i postrzeganiu rzeczywistości. Mój brat miał problemy z alkoholem, dopalaczami i nieodpowiednim towarzystwem. Ja go nigdy nie kryłam w czasie rozmowy z jego kuratorem (raz za namową rodziny tak zrobiłam, ale brat i tak tego nie docenił, a mi z tym było źle) za to rodzina zawsze go kryła i wybielala. I jemu też wielokrotnie zwracałam uwagę, że niszczy życie swoje i całej rodziny. Brat przez te wszystkie problemy psychicznie nie dał rady i odebrał sobie życie. A parę miesięcy przed tym wykrzyczał naszemu ojcu "że on nigdy nie był ojcem - dosłownie: 'co z ciebie za ojciec, nigdy nie zwróciłeś mi uwagi, nigdy nie dałeś jakiejś kary, byłeś niezainteresowany moim wychowaniem i życiem...'. Jedni potrafią sami wyjść z kłopotów inni potrzebują mocnego potrząśnięcia (czasami nawet kilku).

Mąż może będzie zły na Ciebie, ale ty będziesz spokojniejsza, że próbowałaś zrobić wiele aby go uratować.

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 24 wrz 2020, 22:37

Bławatek pisze:
24 wrz 2020, 9:28
Ruto cieszę się, że udało Ci się w końcu trafić na dobrego specjalistę, który dodatkowo będzie się starał pomóc Twojemu synkowi. Wiem jak ważne dla matki są dzieci i ich zdrowie. Mój syn tylu różnych specjalistów zaliczył w swoim życiu (...)
Bławatku, bardzo ci dziękuję za Twój post. Bardzo poruszyła mnie i przejęła twoja historia, modliłam się dziś w intencji twojej i za duszę twojego brata. Przytulam cię mocno...
Kiedy z moim mężem było bardzo źle, wiele razy, czułam zawsze ogromny lęk i strach o niego. Kiedy na grupie, lub na terapii słyszałam, że nałóg jest śmiertelną chorobą, ten lęk bardzo się nasilał. Czułam ogromną bezradność wobec tego, co się z nim dzieje. Nadal czuję, choć obecnie chyba używa tych wszystkich swoich rzeczy mniej destrukcyjnie. Pomogły mi słowa księdza Dziewieckiego, który powiedział, że nawet samobójstwo osoby uzależnionej nie przekreśla jej szansy na zbawienie. I że dlatego możemy modlić się za naszych bliskich i mieć nadzieję na ich zbawienie, także gdy nałóg doprowadzi ich do odebrania sobie życia. W tej mojej bezradności te słowa mnie bardzo uspokoiły, uświadomiłam sobie ogrom Bożego Miłosierdzia i to, że dba on o każdą i każdego z nas do samego końca i czeka na nas z ogromną Miłością. Dlatego dzielę się nimi z tobą.

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 25 wrz 2020, 15:12

Przed niespełna godziną zadzwonił do mnie mój mąż, ale w słuchawce nikt się nie odzywał. Cisza.

W takich chwilach wraca od ręki całe moje współuzależnienie. Tylko teraz pozwalam sobie na jawne przed sobą przeżywanie emocji. Przede wszystkim automatycznie pojawił się we mnie niepokój i lęk, że coś się mojemu mężowi stało i potrzebuje pomocy, a ja nie mam jak mu jej udzielić. Nie mogę się na niczym skupić, bo się bardzo, ale to bardzo martwię i niepokoję.

Spodobały mi się dialogi Marylki, jako sposób komunikacji ze sobą, no więc ze sobą porozmawiałam. Czego się boisz? Że mojemu mężowi się coś stało, coś złego i dlatego próbował się połączyć i potrzebuje pomocy. Co możesz zrobić? Napisać sms. Co jeszcze? Pomodlić się w intencji męża (napisałam sms i się pomodliłam). Co teraz? Dalej się martwię i niepokoję - bardzo mocno. Nie mam odpowiedzi na sms, więc martwię się jeszcze bardziej. Co możesz zrobić? Spróbować zadzwonić i wyjaśnić sytuację (nie odbiera). Co jeszcze? Napisać jeszcze jeden sms, szczerze - że się niepokoisz i masz nadzieję, że wszystko jest dobrze (zrobione). I co dalej? Pomodlić się jeszcze. Wyciszyć. Co jeszcze? Przyjąć swój niepokój i to, że jest to jedna z tych sytuacji, na które nie masz wpływu...

Nie jestem spokojniejsza, raczej wciąż zaniepokojona. Jest też we mnie takie dziwne uczucie, pomodlę się jeszcze...

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 25 wrz 2020, 19:01

No i z tej troski i zmartwienia zasnęłam... a gdy się obudziałam miałam sms od męża. Wszystko okej, telefon zadzownił przypadkowo. Za to ja jestem bogatsza o doświadczenie pod tytułem "współuzależnienie w działaniu". Zajęcia praktyczne ;)

Zastanowiłam się za to, dlaczego moją reakcją na taką sytuację jest od razu lęk. I przypomniał mi się szereg sytuacji, gdy mój mąż pił gdzieś na mieście i się nie odzywał, gdy przepadał i się nie odzywał, a ja się martwiłam. W 9 na 10 przypadków poza tym, że mąż był pijany i odurzony, mie działo się nic. No ale były też sytuacje, które kończyły się mniejszą lub większą katastrofą. A ja nigdy nie wiedziałam, który to jest przypadek.

Roboczo tą swoją składankę minionych lęków nazwałam "koszykiem Adeli". To ze Sklepów Cynamonowych". Nie lubiłam tej książki, była obowiązkową lekturą i kompletnie jej nie rozumiałam. Nigdy jej potem nie przeczytałam. Ale ten koszyk pełen warzyw (w którym mieściły się nie tyle bieżące zakupy, co wszystkie wspomnienia o zakupach i pięknych dorodnych warzywach, a przynajmniej ja to tak zapamiętałam, te warzywa) jakoś mnie wtedy poruszył, właśnie jako taka skłądnica pamięci. No to mam swoją składnicę, tylko zamiast ładnych warzyw i kurczaka w koszyku (chyba był i kurczak), mam zbiór minionych lęków. Trzeba będzie ten koszyk rozpakować...

Drugie co mnie zastanawia, to, że taka sytuacja od razu stawia mnie w stan alarmu i gotowości do niesienia pomocy mężowi. W ten sposób często wyciągałam go z najrózniejszych tarapatów - teraz już wiem, że najczęściej wtedy, gdy wcale nie powinnam. Gdy powinien był sam się zmierzyć z konsekwencjami tego co sam zrobił. Ja te konsekwencje zdejmowałam i brałam na siebie ile tylko mogłam. To wszystko jak widać nadal jest we mnie. Gdzieś podświadomie nadal jestem w stanie oczekiwania aż "coś się stanie" i w gotowości by spieszyć z pomocą. Mam nad czym myśleć i co rozbrajać.

Cieszę się za to, że robię postępy w odczuwaniu emocji - a raczej w nie tłumieniu tego co odczuwam i nie uciekaniu od tego. I te emocje naprawdę niosą ze sobą mnóstwo informacji, także o mnie samej. A może i przede wszystkim... Widzę też postęp w mojej komunikacji z mężem po mojej stronie - gdzie jasno i otwarcie potrafię wyrazić co czuję, tu akurat i niepokój - i równie jasno napisać, czego potrzebuję i oczekuję - żeby dał znać. I wszystko w przyjazny otwarty sposób, bez przerzucania odpowiedzialności za mój niepokój na męża. I bez złości na niego, za to, że ten niepokój odczuwam. Po męża stronie też w sumie postęp - odpisał. Spokojnie i rzeczowo.

Za to mój mąż zyskał kilka modlitw, takich bardzo głęboko z serca, pelnych troski...uzasadnionej w sumie... A ja godzinkę snu...

Rubi
Posty: 11
Rejestracja: 29 mar 2020, 0:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Rubi » 25 wrz 2020, 19:57

Witaj Ruta! Zainteresowały mnie ostatnio Twoje posty o uczuciach i emocjach. Sama staram się ostatnio ogarnąć ten temat :D. Twoje wypowiedzi, jak i innych forumowiczów są dla mnie bardzo pomocne. Dziękuję, za linki do konferencji ks. Grzywocza. Wcześniej nigdy go nie słuchałam.

Obserwując Twoje zmagania z przeciwnościami, naprawdę Cię podziwiam. Mnie taka ilość problemów, chyba by powaliła.

Poważne kłopoty ze zdrowiem u dzieci i długotrwałe ich leczenie nie są mi obce. Z tą różnicą, że w tych kłopotach mam ogromne wsparcie mojego męża. Żadne nie skończyły się jednak trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Za co Bogu jestem bardzo wdzięczna. Życzę zdrowia. Otulam was oboje z synem modlitwą.

Pozdrawiam Rubi.

Ruta
Posty: 639
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 26 wrz 2020, 11:18

Rubi pisze:
25 wrz 2020, 19:57
(...)
Poważne kłopoty ze zdrowiem u dzieci i długotrwałe ich leczenie nie są mi obce. Z tą różnicą, że w tych kłopotach mam ogromne wsparcie mojego męża. Żadne nie skończyły się jednak trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Za co Bogu jestem bardzo wdzięczna. Życzę zdrowia. Otulam was oboje z synem modlitwą.

Pozdrawiam Rubi.
Dziękuję Rubi...

Zawsze czuję ciepło w sercu, gdy czytam jak piszesz o swoim mężu. Myślę, że to w tobie bardzo mocne i równocześnie ładne, że kryzys nie przysłania ci dobrych cech męża. Wiele osób ulega wtedy pokusie poddania się iluzji i widzą bardzo wykrzywiony obraz żony czy męża.

W moim małżeństwie w szczycie kryzysu początkowo takiej pokusie ulegliśmy oboje. Co oczywiście natychmiast pogłębiło kryzys. Ja stopniowo uczę się widzieć męża jakim jest, ani go nie idaealizujac, ani nie pomijając tego co w nim wartościowe i dobre. Mam nadzieję, że z czasem mój obraz w oczach męża także się urealni, w końcu nie takie te żony złe, jak je mężowie w kryzysach malują :)

Pamiętam i ja o tobie w modlitwach, modlę się w intencji uzdrowienia twojej relacji z mężem. Powiedziałam Bogu, że na to zasługujecie, bo mimo kryzysu macie dla siebie szacunek, miłość, bo opiekujecie się dziećmi i nie porzucacie swoich obowiązków, nie poddajecie się emocjom, rozpaczy. Czasem tak sobie z Bogiem rozmawiam, mówię Mu co widzę po ludzku, swoimi oczami.

Nie wiem czemu, ale właśnie przypomniała mi się siostra Anna Bałchan, jak opowiadała o swoich kłótniach z Bogiem i jak krzyczała do Niego: "No to rób jak chcesz, w końcu to Twoje dzieci". Zupełnie tak, jakbym ja kłóciła się z mężem :)

Takiej odwagi wobec Boga nie mam... Nie raz już DO Boga krzyczałam, obrażałam się, nie zgadzałam z Nim, ale nie zdobyłam się nigdy na to, by NA Boga nakrzyczeć... Siostra Anna ma wspaniałą moc, to jedna z tych kobiet, od których uczę się kobiecości, tego jaka ta kobiecość może być :)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: SiSi i 23 gości