Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 01 paź 2020, 0:07

Właśnie w wątku obok spisałam koleje mojej relacji z Bogiem i uświadomiłam sobie, że jednak raz w życiu bardzo nakrzyczałam na Boga. Nie chodzi o to, że jestem dumna, że tak zrobiłam, bo nie jestem. Głupoty i brawury mi wtedy nie brakowało, ale... miałam też w sobie odwagę.
Szukam w sobie tej odwagi, by w końcu wyjść na tą swoją pustynię i zmierzyć się z tym, co tam w sobie mam. Oswajam codziennie trudne uczucia, mierzę się z tym, co można nazwać wewnętrznym cierpieniem - choć mogę tylko dziękować Bogu, za to, że to co jest dla mnie trudne, nijak nie przystaje do ogromu cierpienia, jakie staje się udziałem wielu ludzi. Gdy myślę o tym w ten sposób, czuję nie cierpienie, ale wdzięczność za to, co mam. Widzę też, że moja ucieczka przed trudnymi emocjami wcale nie dotyczy tego, czego doświadczyłam w ostatnich latach i nie przez to boję się trudnych emocji. Ja się na te emocje zamknęłam jako mała dziewczynka, bo nie byłam w stanie ich unieść. Tylko, że teraz jestem już dorosła a do dziś się z tym nie uporałam, a w dodatku niepostrzeżenie stałam się strachliwa. Wkurzam się za to na siebie. Rany, gdzie ta dziewczyna, co skakała w fale, wybiegała w burzę, zdobywała szczyty i robiła różne wariactwa i to wcale nie dlatego, że się nie bała, ale właśnie dlatego, że się bała. Szukam tego w sobie, czy raczej tego, co się we mnie od tego czasu pojawiło i co zabiera mi odwagę i zdolność do przechodzenia ponad swoim lękiem.

Zadziwia mnie też, że choć wewnątrz mnie przetaczają się burze i staczam najróżniejsze bitwy, to moje życie jest takie zwyczajne, przyjemne. Pracuję, spędzam czas z synkiem, gotuję, kupiłam i posadziłam dziś ładne kwiatki na balkonie. I wszystko to sprawia mi radość. Odebrałam też paczkę z książką. Nic nadzwyczajnego, ale to książka zamówiona przez Allegro. A zakupy na Allegro robił zawsze mój mąż. A ja nie. I tak mi został jakiś opór w głowie, choć wszędzie indziej kupowałam. I chyba jak już się tak przełamałam, to jeszcze się na kurs prawa jazdy zapiszę. Widoków na to, że dam radę kupić samochód na razie nie mam. Ale co tam... Jak mąż zaczął robić prawo jazdy, też widoki na samochód mieliśmy słabe, a jednak daliśmy radę, a w zasadzie to ja dałam radę... Sama myśl, że będę jeździć mnie ekscytuje...

Caliope
Posty: 499
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 01 paź 2020, 15:19

Ruto ,super że chcesz zrobić prawo jazdy. Dla mnie jest to niezwykle duży krok ku samodzielności i wolności. Coś co będzie tylko moje, nikt mi nie może tego odebrać, przerwać. A ile od razu jest perspektyw, od własnej działalności po pracę z wymaganym prawkiem kat.B.

burza
Posty: 399
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: burza » 01 paź 2020, 22:36

Ruto, popieram Caliope, dasz radę z prawem jazdy. A będzie Ci lżej, typu zakupy. Wiem coś o tym bo ja miałam prawo jazdy od wielu lat ale nie jeździłam. A od miesiąca już jeżdżę. Przełamałam swój lek i wmawianie mojego męża że się nie nadaje i tak myślałam wiele lat o sobie . Jak mi tak mówil to ja już później tak o sobie myślałam. Dopiero moja sytuacja w tej pandemii mnie zmusiła po pracy, 2h czekałam na przystanku pks. Sama wiem że, zrobiłam duży progres bo nie wierzyłam że będę jeździć. Rito, dasz radę kupić samochód wierz mi też, tak myślałam jak ty kupiłam wprawdzie stary i coś nawala ale daje radę i sobie jakoś radzę choć czasem trudno. Trzymam kciuki za ciebie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9168
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Nirwanna » 02 paź 2020, 6:20

burza pisze:
01 paź 2020, 22:36
Wiem coś o tym bo ja miałam prawo jazdy od wielu lat ale nie jeździłam. A od miesiąca już jeżdżę. Przełamałam swój lek i wmawianie mojego męża że się nie nadaje i tak myślałam wiele lat o sobie .
Burzo - super, tak trzymaj :-D
burza pisze:
01 paź 2020, 22:36
Trzymam kciuki za ciebie.
Też trzymam. Modlitewnie :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 02 paź 2020, 23:06

Dziękuję za wsparcie :) Działa. W przyszłym tygodniu zapisuję się na kurs prawa jazdy. W jednej chwili, gdzieś dziś po południu, opuściły mnie wszystkie moje "ale"...

Czuję potrzebę podzielenia się z wami ładnym świadectwem, bardzo osobistym. Rozmawiając tu na forum dokonałam spostrzeżenia, bardzo ważnego jak się okazało, że najwyższy poziom funkcjonowania mam wtedy, gdy moja uwaga jest nakierowana na męża. Autentycznie mam wtedy wiecej energii i radości. Pomyślałam sobie, czemu mam z tego korzystać tylko wtedy, gdy mój mąż ma się pojawić, przecież on zawsze gdzieś tam jest, a ja mogę mieć swojego męża zawsze w moich myślach i w sercu. Otworzyłam się na to, choć nie do końca wiedziałam na co. To jest miłość, taka ładna, oczyszczona i wolna. Gdy płynie, czuję się sto razy bardziej żywa, radosna, twórcza. Zachwycam się tym, bo to jest jak zdrój czystej wody, który przeze mnie płynie. Słyszę nawet jak szemrze.

Chcę też napisać, że z mojej relacji z mężem niepostrzeżenie znikła agresja. Mąż zaczął respektować moje granice. Jeśli jest odurzony, pojawia się u nas na chwilę, przejazdem, nawet nie na parę minut i sam się wycofuje. Rozumiem jego potrzebę zobaczenia nas. Przykro mi widzieć go w złym stanie. To boli. Modlę się za niego...
Sposób w jaki rozmawiamy, czy do siebie piszemy, także zmienił się na lepsze. Tu także nie ma agresji. Dogadujemy się, bardzo powoli, z zewnątrz tego nie widać, ale gdzieś między wierszami pojawia się intymność. Nie erotyzm, tylko taka nasza własna intymność, zbudowana między nami, nasza własna. Taka w której możemy się odsłaniać, bez obawy przed drugim. To wszystko jest bardzo kruche i ulotne, ale jest. Mój mąż nie wytrwał długo w swojej kolejnej abstynencji, ale gdy w niej był, zmiana była widoczna. Nawet teraz, gdy jest znów w ciągu jest inaczej. Czuję, że w oczach mojego męża na powrót staję się osobą.
Wczoraj mój mąż zachorował, dziś źle się czuje. Ale we mnie też jest zmiana. Nie panikuję, nie zamartwiam się, choć czuję troskę. Powierzam męża Maryi, modlę się za niego i jestem przy nim moim sercem.

Nino
Posty: 451
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Nino » 04 paź 2020, 20:20

Czuje, ze w oczach mojego meza na powrot staje sie osoba... Pieknie powiedziane, Ruta :)

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Avys » 05 paź 2020, 0:27

Ruta, tak sobie pomyślałam po przeczytaniu tego co napisałaś, że „moc w słabości się doskonali”. Paradoksalnie te wszystkie słabości Twojego męża (i pewnie Twoje też) dają dużą szansę na zmianę sposobu myślenia i powrót.
Gdyby Twój mąż, nie miał nałogów, był silnym narcyzem to Jego powrót mógłby być trudniejszy.
Słabości pozwalają zauważyć nam, że jesteśmy stworzeniami a nie Stwórcą, co w obecnym świecie jest trudne. Naszemu pokoleniu łatwiej jest uwierzyć w Zmartwychwstanie Jezusa niż w to że Bóg jest Stwórcą a my stworzeniem...
Piękne masz tą swoją drogę do Boga i do męża!!!

Caliope
Posty: 499
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 05 paź 2020, 8:25

To co piszesz Ruto pokazuje jaka jest z jednej strony trudna droga do lepszej relacji, a tym samym łatwa, bo starczyłoby przerwać wszystkie nałogi, pójść na terapię i mieć naprawdę dobre życie. Jest mniej agresji, bo stawiasz granice, mąż czuję, że musi wyżyć się w inny sposób, nie na tobie. Nie widzę w nim narcyza, nie byłby taki gdyby nie miał nałogów, to zupełnie inny typ człowieka.

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Avys » 05 paź 2020, 10:33

Caliope, ja też nie widzę w nim absolutnie narcyza-tylko wręcz przeciwieństwo narcyza. Chyba źle zrozumiałaś mój post :-)

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 05 paź 2020, 14:52

Dziękuję Wam. Dobrze dzielić z Wami nie tylko troskę ale i radość :)
Według mojego rozeznania do naszego powrotu do relacji małżeńskiej jeszcze daleka droga... Na razie najbardziej cieszę się, że zniknęła z naszej relacji agresja. Gdy jej nie ma, pojawiają się inne dobre rzeczy. Czy to krok do odnowy małżeństwa? Nie wiem. Po prostu się cieszę. No i łatwiej jest mi mojemu mężowi błogoslawić i modlić się nie tylko za niego, o jego uzdrowienie, ale tak po prostu. Łatwiej też go kochać.

Często pisałam mężowi, że modlę się za niego, no i sumiennie się modlę. Jakiś czas temu mój mąż napisał mi w odpowiedzi, że i on modlił się za mnie i za synka. Modlitwa otwiera serce. Bardzo się ucieszyłam. Wtedy faktycznie poczułam, że to ważny krok do odnowy.

Myślę że zmiana w postawie męża i odejście od agresji to po części efekt mojej zmiany, nie tylko w stawianiu granic, ale w sposobie w jaki to robię, oraz tego, że odeszlam od nawet najmniejszych manipulacji, nawet stosowanych w najlepszych intencjach. Dzięki temu mąż nie czuje się atakowany, tak myślę... Myślę też że modlitwa ma swój ogromny udział - i moja i męża.

Póki co niewiele mamy kontaktu, to zwykle smsy dotyczące bieżących spraw, rzadziej krótkie spotkania, choć był też weekend gdzie widzieliśmy się dwa razy i miło spędziliśmy czas (choć trzymałam dystans). W zeszłym tygodniu mąż był w ciągu, widzieliśmy się dwa razy po trzy minuty, gdy zaglądał na chwilę (i sam wychodził).

Narcyzem, tak jak piszecie, mój mąż na szczęście nie jest :) Nałogi to zupełnie inny problem... Choć pewnie uzależnieni narcyzi też się zdarzają...przerażające połączenie... Mój mąż jest po prostu poranionym zagubionym człowiekiem. Wierzę, że się nawróci, odnajdzie i z czasem rozwinie to, co ma w sobie najlepszego. Jakoś ostatnio dużo myślę o tych jego dobrych stronach, bo to miłe.
Mój mąż miał w sobie coś co dawało ogromne poczucie bezpieczenstwa. Pewnie teraz ma to nadal, tylko gdzieś schowane. Gdy urodzil się nasz synek, byłam z nim na oddziale wczesniaczkowym. I ja i mamy z mojej sali walczylysmy o utrzymanie pokarmu dla naszych dzieci, które walczyły o życie. Trudne to było, stres, niepewność, strach, oddzielenie od malca zaburzają naturalny rytm. I gdy przychodził mój mąż nagle czułam się dobrze, bezpiecznie, i pokarm, tak ważny dla maluszka od razu wracał. Mój mąż był tak serdeczny, pewny, tak po męsku wspierający i silny, że działało to też na pozostałe dwie mamy z mojej sali :) Wychodzil, a my zostawalysmy z pokarmem, bardzo nas to bawilo. Jak znów był problem, to dziewczyny mówiły, dzwoń po męża, niech wychodzi już z tej pracy... Wiem, że to głupie, ale gdy to sobie przypomniałam, bardzo mnie to wzruszylo. Wiem, że miłość powinna być całkiem bezinteresowna. Ale myślę, że to nic złego, kochać w mężu jego dobre cechy (i kochać go pomimo tych złych).

Małgorzata Małgosia
Posty: 302
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Małgorzata Małgosia » 06 paź 2020, 5:43

To jest piękne Ruto, cudowny obraz mężczyzny. Mam takie wrażenie, że to jest ten pierwotny zamysł Boga, to co Adam miał dać Ewie, a ona wyzwolić w nim.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Avys » 06 paź 2020, 7:58

Małgorzata Małgosia pisze:
06 paź 2020, 5:43
To jest piękne Ruto, cudowny obraz mężczyzny. Mam takie wrażenie, że to jest ten pierwotny zamysł Boga, to co Adam miał dać Ewie, a ona wyzwolić w nim.
I zauważanie tego i pielęgnowanie to Królestwo Boże wśród nas.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 06 paź 2020, 23:31

Avys pisze:
06 paź 2020, 7:58
I zauważanie tego i pielęgnowanie to Królestwo Boże wśród nas.
Avys, przeczytałam książkę - w zasadzie za pierwszym razem pochłonęłam :) Sporo się śmiałam... Niesamowite, jak wspaniale, prosto i lekko można mówić nawet o trudnych i o wielkich sprawach. I jak wiele trudnych i wielkich spraw można zobaczyć i ująć tak prosto. Za drugim razem czytałam już uważniej - mam sporo przemyśleń. Dziękuję ci za polecenie ojca Badeniego. Niedługo będę mieć trzy dni urlopu - i już wiem co sobie zamówię do czytania. Więcej ojca Badeniego.

Bardzo spodobał mi się opis doświadczenia mistycznego oraz refleksje ojca na bieżąco - "No to koniec ze mną. Do psychiatry muszę pójść". Dystans ojca do siebie, do świata, do przeżyć - przy jednoczesnym pełnym zanurzeniu w świecie, w relacjach, w sprawach ludzi - piękne i niesamowite.

Z kolei wiele tego co jest z obszaru mistycznego, duchowego tchnie taką łagodną pewnością, wiedzą, bardzo uspokajającą:
"Pan Bóg zawsze odpowiada na modlitwę, zawsze działa".

Avys
Posty: 81
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Avys » 07 paź 2020, 8:40

Ruta,
Bardzo się cieszę, że Ci się podobało! Zapewniam, że wszystkie te książki pochłania się tak szybko. Mam wszystkie w domu i od czasu do czasu do którejś wracam. Pierwszą jaką przeczytałam to było chyba „Śmierć? Każdemu polecam!”. Zaintrygował mnie tytuł, uważam, że dla wierzącej osoby genialny tytuł natomiast dla niewierzącej zdecydowanie odpychający. No tak, to co piszesz o dystansie do siebie... np. z tym psychiatrą i wiele innych - to jest mega zbliżające. Mnóstwo tego w tych książkach a to wszystko połączone z wiarą w żywego Boga. Niesamowite.

Ruta
Posty: 710
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 09 paź 2020, 17:47

Obejrzałam bardzo ładne i ciepłe wystąpienie księdza Łukasza Brusa z komentarzem do Pisma - a konkretnie o Marcie i Marii:
https://www.youtube.com/watch?v=gBlRzGDGEhE

Bardzo mnie poruszyło. Gdy byłam mała, mogłam mieć 12 lat, wysłuchałam całkiem innej nauki o siostrach, w której Marta została z ambony jednoznacznie potępiona. Przypomniało mi się to, co wtedy poczułam: szczere oburzenie na potępienie Marty, z którą się zidentyfikowałam (to ja w domu byłam ta co ogarnia, co się krząta i co zajęta jest przy posługach). Poczułam się też zraniona, bo sądziłam, że postępuję dobrze. Pamiętam też buntowniczą myśl: co by wszyscy zrobili, gdyby nagle wszystkie Marty tego świata zajęły się kontemplacją i zaprzestały posług. Że byłam młoda i niedoświadczona, słowa księdza i jego interpretację Słowa utożsamiłam z nauczaniem Jezusa. Uznałam, że Jezus jest niepraktyczny i nie docenia pracy kobiet. I gdzieś tam wewnętrzenie, już wtedy nastawiłam się w ramach buntu na dalsze posługi, nawet większe niż dotychczas.

Cieszę się, że trafiłam (w zasadzie przypadkiem) na to wystąpienie. Dopóki go nie wysłuchałam, nawet nie pamiętałam tego zdarzenia, ani tego jak mocno na mnie wpłynęło i jak mnie zraniło. I ukształtowało. Ten nowy komentarz ułożył coś we mnie i zamknął to, co wtedy zostało we mnie zranione. No i otworzył mi oczy na zupełnie nowe aspekty - oraz na to, jak być w tej całej życiowej krzątaninie związanej z rodziną, dziećmi, pracą - i się w tym nie zagubić.

Dzielę się tym, bo wiele kobiet tu na forum pisze, jak w swoich związkach zagubiło się w posługach dla męża i dzieci (mnie także, a może nawet przede wszystkim mnie, to dotyczy). Mam wrażenie, że to wystąpienie oferuje wyjście, ale pokazuje też, gdzie robimy błąd - wcale nas nie potępiając.

Refleksja druga: o emocjach. Odkąd pracuję z emocjami, staram się w sobie je odnajdywać, nazywać, pozwalać im płynąć, inaczej działa moja pamięć - potrafię wrócić pamięcią do przeszłych zdarzeń nie tylko intelektualnie (w formie myśli, że coś się zdarzyło), ale emocjami, całą sobą. Jak przypomniałam sobie nauczanie sprzed tylu lat - to nawet razem z widokiem pleców osób stojących przede mną (byłam wtedy malutka jak na swój wiek), głosem księdza przytłumionym i płynącym z oddali, wkurzeniem na siostrę, która ciągle coś gadała, nie skupiała się i musiałam ją uciszać. Za pierwszymi takimi "przeskokami w przeszłość" byłam tak przestraszona, że nie wiedziałam co zrobić, jak zareagować, ani czy to w ogóle normalne.
Tych emocji mam coraz więcej, im bardziej pozwalam im płynąć, tym ich więcej. Nie boję się już. Myślałam, że emocje spowodują rozchwianie, jakieś wybuchy, załamania - jest dokładnie przeciwnie, jestem teraz spokojniejsza. Lepiej śpię, jem, komunikuję się.

Mam takie poczucie, że jestem teraz bardziej, nie tak jakby mnie przybywało, ale jakby moje istnienie stawało się bardziej...realne?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 13 gości