Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Pustelnik » 06 gru 2019, 0:47

tata999 pisze:
05 gru 2019, 23:03
[Przy okazji podzielę się myślą, że małżeństwo jest nie tylko dla siebie, ale też (przede wszystkim wg katolików) dla Boga (wypełnienie sakramentu) i również dla rodziny (dzieci).
Tata 999,
jak najbardziej za,
A ja bym (znacznie ?) rozszerzył - a dla społeczeństwa (pomocy innym, ewangelizacji, ... ) to ... NIE?
Myślę (może zwłaszcza ?) o tych małżeństwach już z trochę większym stażem ... .
Bo może jak nie ma "większego otwarcia" to dochodzi do "zakiszenia" albo "głupot" ?
8-)

Pozdro !

Jozka
Posty: 66
Rejestracja: 07 wrz 2019, 10:56
Płeć: Kobieta

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Jozka » 06 gru 2019, 8:32

autor: lustro » 05 gru 2019, 21:19
A wiesz, że warto przeprosic, jak sie juz zrozumie za co.
Warto życzyć dobrze...wiec szczęścia jak najbardziej
Blogoslawic wspolmalzonka takze nalezy.

Ale rozumiem, ze na razie dla Ciebie to absurd.

Jezeli coś kochasz - puść to wolno.
Jezeli jest twoje - wroci.
Jeżeli nie wroci, nigdy twoje nie bylo

Nie zmusisz meza do miłości i bycia z Toba.
A juz na pewno nie przekonasz go do siebie zloscią, niechęcią, agresją...
Lustro przeprosiłam, życzę dobrze i błogosławię, nie ma we mnie złości ani agresji tym bardziej.
A mój mąż nie należy do mnie tylko do swojego Stwórcy.
Przyjęcie na siebie winy choćby częściowej za zdradę współmałżonka jest według mnie próbą jej rozgrzeszenia. Jest kopaniem leżącego.
Idąc dalej... W mojej sytuacji powinnam poszukać sobie innego mężczyzny i powiedzieć mężowi, że skoro nie otrzymałam miłości od niego to mam ją gdzie indziej. To oczywiście duże uproszczenie ale...
I druga strone chce juz tylko uciekać, bo wyczerpała wszelkie siły i dostepne jej środki na naprawę. I zwyczajnie ma dość.
A co jeśli to ja jestem tą stroną ??? Optyka się już zmienia prawda?

Małgorzata Małgosia
Posty: 296
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Małgorzata Małgosia » 06 gru 2019, 8:33

Tak sobie czytam tę dyskusję i nachodzi mnie refleksja, że nie da się stworzyć jednej definicji. Każdy wypowiadający się odnosi się do swoich osobistych doświadczeń i nawet jeżeli z pozoru czyjaś sytuacja życiowa wydaje się identyczna (np. on zdradził, ona po pewnym czasie zaczęła skupiać się na sobie i uświadomiła sobie, że oplątała męża jak bluszcz itd.) to zawsze jest jakaś zmienna.

Nie ma dwóch takich samych ludzi i związków. Nie jest możliwe przekonanie innych, na swoim przykładzie, że winny jest zdradzający, czy jednak zdradzany. To jest takie dzielenie włosa na czworo.
W jednej konkretnej sytuacji winnym będzie ten co zdradził, w innej, więcej winy będzie po stronie zdradzonego.

Jeszcze jedna rzecz: dla mnie zdrada to niekoniecznie wskoczenie kowalskiej/kowalskiemu do łóżka. Zdradą dla mnie jest odcięcie się emocjonalne od współmałżonka, odmówienie mu miłości, odwrócenie się do niego plecami. Za tym idzie później np. wyprowadzka, potem inna kobieta/mężczyzna.

Do pewnego momentu można byłoby upatrywać winy po stronie współmałżonka, który nie zauważył kiedy to odcięcie nastapiło. Ale to nie jest takie proste i oczywiste.
Ja np. z niewiadomych jeszcze dla mnie powodów, jestem osobą nieufną do obcych, ale bezgranicznie ufną wobec bliskich.
Jeśli mąż powtarzał mi często, że "on z gęby nie robi cholewy", albo "podjąłem decyzję o małżeństwie z tobą i jest ona niezmienna, bo miłość to decyzja", to ja wszystkie nieporozumienia odnosiłam do tych słów.
To była dla mnie kotwica, pewnik.

Kiedy nasze rozmowy po jakiejś sytuacji kończyły się taką konkluzją męża to dla mnie był to sygnał, że problem nie był duży, każdy w życiu małżeńskim ma jakieś trudności.
Ponad rok temu kiedy po pewnym mocnym wydarzeniu w moim życiu zaczęłam się powoli zmieniać (na bardziej świadomą tego co myślę, co czuję itd.) pamiętam jak w takiej rozmowie z mężem, takiej po prostu, nie konfliktowej, takiej jak z przyjacielem, zaczęłam dzielić się z nim swoimi różnymi odkryciami, przemyśleniami na swój temat.
A on wtedy zastrzelił mnie następującym tekstem: "niesamowite, Pan Bóg wysłuchuje moich próśb. Modliłem się do Niego, żeby dał mi inną żonę i proszę, to się dzieje".

Wcześniej nie słyszałam ani razu, że coś mu nie pasuje, że chciałby żebym coś zmieniła. No bo proszenie Boga o inną żonę to świadczy chyba o ogromnym poczuciu nieszczęścia?
Ja zamiast tym się przejąć, odniosłam się do tych jego słów o podjętej kiedyś decyzji, no i ucieszyłam się, jak Bóg działa w naszym małżeństwie.

A potem okazało się, że jednak woli autentycznie inną żonę. Z innym charakterem, temperamentem, z inną rodziną itd.

Zanim odszedł, odciął się ode mnie emocjonalnie i ja to czułam, że coś jest nie tak, ale nigdy nie usłyszałam nic konkretnego zanim było za późno. Wręcz odwrotnie: kiedy czułam się odrzucona (to chodzi o sposób zachowania, nie umiem tego wytłumaczyć, to się czuje w środku, że jest inaczej z jego strony), próbowałam raz się przybliżać, raz mówić, że czuję że coś jest nie tak, czasami miałam pretensje, że jest daleko ode mnie. I wówczas wszystko kończyło się: "nienawidzę cię, ale kocham, miłość jest decyzją".
No i co ja miałam myśleć?

A potem, kiedy wszystko się już rozkręciło, czyli mniej więcej w lutym, rozmowa do 2 w nocy, on z pretensjami, że dla mnie wspólnota jest ważniejsza, że go dręczę, że on nie potrafi ze mną rozmawiać, że tylko terapia może nam pomóc.
Dla mnie to wszystko to był szok (na marginesie, uważam, że mój mąż postradał autentycznie zmysły), ale nie kłóciłam się z nim, nie zaprzeczałam, powiedziałam ok, chodźmy na terapię.
I wcale nie poszliśmy. Bo on o tej terapii powiedział, ale niczego nie zaproponował. Zaczął znowu być bliski. A potem znowu mu odbiło, napisał maila, że oddał się Niepokalanej i wtedy zobaczył, że ta wspólnota (zwykła przyparafialna) to sekta, że mam przestać z nimi się zadawać i pojechać z nim do Niepokalanowa zawierzyć się Maryji i nasze małżeństwo też, bo to jedyny ratunek.
A ja sobie myślałam (i jego też pytałam): ale jak to ratunek, co się dzieje?
Bo on już nie może tak żyć. A ja pytam, ale co konkretnie, o co chodzi, dlaczego??
Potem już przestałam myśleć o kryzysie, który tak naprawdę dopiero co się objawił, bo dopadła mnie choroba, która odbierała mi jasność myślenia, od maja do sierpnia nie przespałam normalnie żadnej nocy, do operacji na silnych lekach przeciwbólowych i przeciwzapalnych, z morfiną itp.
A po operacji on powiedział, że małżeństwa już nie ma.

Pozew złożył pod koniec sierpnia. Teraz wniosek o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Więcej jest u mnie w wątku.

I gdzie tu wina? Czyja?
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

krople rosy

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: krople rosy » 06 gru 2019, 9:16

lustro pisze:
05 gru 2019, 22:50
Czy wogole ludzie maja prawo tak traktiqac innych i speawdzac ich wytrzymałość?
I mowic, ze to nie dojrzałość i problem drugiego czlowieka, bo sie zlamal?
Ale co nazywasz złamaniem się? Zdradę i układanie sobie życia z kimś innym niż współmałżonek?
Ja myślę, że większość zdradzonych na tym forum osob dociera w
końcu do etapu: mam już dość ale nie wszyscy pozwalają sobie na takie łamanie się o jakim Ty mówisz.
Mimo złamania fizycznego, psychicznego i duchowego stoją na fundamencie wierności i uczciwości. Mało tego: posypują głowę popiołem gdy już im się otworzą oczy co do swojej winy czy udziału w kryzysie i nadal są gotowi na budowanie małżeństwa.
Zdrada, cudzołóstwo i szukanie pociechy w ramionach innego człwoieka jest pokusą dla każdego szczególnie w chwili odrzucenia i braku perspektyw na lepsze małżenskie jutro ale nie każdy się pod cieżarem tej pokusy ugina.
I ta decyzja wg mnie jest wartością którą mozna na tym forum przypominać i wywyższać nie dla poczucia wyższości jednych i upokarzania drugich ale dla wskazania odpowiedniego kierunku myślenia i postępowania.

O ile nie trawię takiego wywyższania się i stąpania po lodzie ,,świętości '' odrzuconych i zdradzonych tak nie lubię też szybkiego rozgzreszania tych, którzy na niewierność sobie pozwolili. I jedni i drudzy powinni wziać odpwoiedzialność za swoje wybory: i zdradzający i zdradzeni.

Kwiatkowa
Posty: 96
Rejestracja: 20 wrz 2019, 15:01
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Kwiatkowa » 06 gru 2019, 9:27

No wlasnie, dzięki takim osobistym przemyśleniom, dzieleniem się tym możemy poznać różne emocje i różne sytuacje życiowe. Każdy z nas jest inny, więc myśli i czuje inaczej.
Z każdej Waszej historii odnajduje ułamek swojej. Nie zdawałam sobie sprawy, że współodczuwanie jest takie budujące i daje takie wsparcie..

Ale wracając do wątku.. wina, udział.. jakby tego nie nazwać każdy interpretuje to na własny sposób, bo jest też na innym etapie żałoby po małżeństwie, przed rozwodem, po rozwodzie, przed powrotem, po powrocie, przed i po.. na tym polega cały problem

Pomyślałam jeszcze że mimo wszystko jak nasze malzenstwa się skończą i czy się skończą to ta sytuacja daje nam mimo wszystko przyczynę do wzrostu, rozwoju siebie, wiary, duchowości

Może dobrze jest patrzeć na daną sytuację też z tej lepszej perspektywy. Szklanka może być do połowy pełna?
Ale żeby iść dalej (z czy bez małżonka) nie można się tak zatracać w tej krzywdzie, w tym bólu, żalu itd
Mam wrażenie, że większość osób jednak tak woli..
A może spróbować zacząć myśleć inaczej...

Marcin83
Posty: 36
Rejestracja: 07 sie 2019, 8:35
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Marcin83 » 06 gru 2019, 9:45

Opinie lustro, jakże odosobnione na tym forum, są w dużym stopniu słuszne. Warto nadmienić, że piszę to z pozycji zdradzonego, na szczęście ostatecznie dzięki zrzadzeniu losu nie porzuconego. Mam tylko jedno "ale". Jeśli nie czujemy się w małżeństwie szczęśliwi, nikt nie ma prawa oczekiwać od nas że będziemy w nim trwać umartwiajac się dzień po dniu, tydzień po tygodniu, rok po roku. Elementarna uczciwość i przyzwoitość nakazują jednak zakończyć poprzednią relację nim wejdzie się w następną. Nic nie usprawiedliwia prowadzenia podwójnego życia i wiążącego się z tym permanentnego oszukiwania współmałżonka, nawet tego "pijącego i bijącego". Przeszło miesiąc temu 2 letni romans mojej żony zakończył się rzekomą śmiercią kowalskiego. Rzekomą, gdyż nie mam na to niezbitych dowodów a jedynie poszlaki, słowa żony że zrozumiałych względów na chwilę obecną niewiele dla mnie znaczą. Żona nie chce na dzień dzisiejszy o tym rozmawiać, prosi o czas. Uszanowałem to. Pomimo tragedii jakiej doświadczyłem z jej strony wciąż kocham i chcę wybaczyć. Czuję się rozdarty, gdyż z jednej strony mam niemożliwy do opisania słowami żal o to, że tak długo mnie oszukiwała. Z drugiej zaś, jestem zwyczajnie szczęśliwy że nie wybrała uczciwego rozwiązania i nie odeszła. Z dwojga złego wolę borykać się z tym co jest obecnie. Wracając do meritum, decyzję o próbie przebaczenia w bardzo dużym stopniu ułatwia mi świadomość tego jak bardzo zaniedbywałem żonę przez wiele lat poprzedzających jej romans. Długo kołatała do mych drzwi a ja siedziałem cicho udając że nikogo nie ma w domu. Mam głębokie przekonanie, że gdybym jako mąż stanął na wysokości zadania, nigdy nie doszłoby do tego romansu. Żona zawsze była dobrą, wrażliwą i delikatną dziewczyną z zasadami. Po dziś dzień nie mogę uwierzyć że to zrobiła, ale rozumiem czym się kierowała.

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Pustelnik » 06 gru 2019, 11:36

Małgorzata Małgosia pisze:
06 gru 2019, 8:33
Nie ma dwóch takich samych ludzi i związków. Nie jest możliwe przekonanie innych, na swoim przykładzie, że winny jest (...)

I gdzie tu wina? Czyja?
Witaj M M.
Masz "prawo" do swojej słabości, kruchości.
Bo ... "napinanie muskułów" jest może dobre ale do (ułamki sekundy) zdjęcia (selfie). :shock: .

Ale, amalogiczne prawo ma:
- Twój mąż,
- Pustelnik,
- Małżonka Pustelnika,
- ...

Pozdrawiam !

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Pustelnik » 06 gru 2019, 11:59

Kwiatkowa pisze:
06 gru 2019, 9:27
Ale żeby iść dalej (z czy bez małżonka) nie można się tak zatracać w tej krzywdzie, w tym bólu, żalu itd
Mam wrażenie, że większość osób jednak tak woli..
A może spróbować zacząć myśleć inaczej...
Witaj Kwiatkowa,
jak to fajnie, że moderacja czasami "wypuszcza" wątki dyskusyjne ...
Bo jeżeli idzie o "wyczucie statystyki", przeznam się - nie liczyłem :lol: , to wg mnie
- mniej niż 50 % wypowiedzi w tym wątku można by (w miarę obiektywnie) sklasyfikiwać jako "tkwię (chorobliwie) w bólu tudzież żalu";
- mniej niż 50 %, autorów wypowiedzi w tym wątku można by sklasyfikować jako "mocno nieprzepracowany żal PRZEMAWIA".
Z szacunkiem do ... innych "oszacowań"
8-).

P.S. zawsze można zlecić "niezależne" badanie. Tylko po co za nie płacić ? :P Raczej szkoda pieniędzy ...

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8922
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Nirwanna » 07 gru 2019, 19:58

Marcin83 pisze:
06 gru 2019, 9:45
Jeśli nie czujemy się w małżeństwie szczęśliwi, nikt nie ma prawa oczekiwać od nas że będziemy w nim trwać umartwiajac się dzień po dniu, tydzień po tygodniu, rok po roku. Elementarna uczciwość i przyzwoitość nakazują jednak zakończyć poprzednią relację nim wejdzie się w następną.
Marcinie, napiszę może bardzo dobitnie, ale akurat na tym forum tak to powinno zabrzmieć.
Piszesz z punktu widzenia stricte świeckiego, patrząc wyłącznie na ludzkie pomysły na życie i ludzkie rozwiązywanie życiowych problemów.
Z punktu widzenia prawidłowo przeżywanego sakramentu małżeństwa nie ma opcji na następny związek, dopóki sakramentalny współmałżonek żyje.

Jasne, że człowiek jest słaby i może popłynąć, czego jest wiele opisywanych historii na tym forum. Ale fakt, że doświadczamy takich historii (czy osobiście czy wśród bliskich) nie jest usprawiedliwianiem takiego postępowania.

Każda zdrada małżeńska jest złem i grzechem przeciwko wierności małżeńskiej.
Można rozważać skalę i ciężkość tego grzechu, biorąc pod uwagę wpływ czy współodpowiadzialność współmałżonka, ale grzech pozostaje grzechem.

Więc to co piszesz o elementarnej uczciwości i przyzwoitości odnośnie poszczególnych relacji może odnosić się jedynie do związków niesakramentalnych ludzi niewierzących. Do małżeństw sakramentalnych nie ma to zastosowania nigdy.
"Kto nie służy Bogu, służy diabłu" https://www.youtube.com/watch?v=sRRkPlw ... e=youtu.be

Jesteśmy na forum służącym pomocą małżeństwom sakramentalnym, bardzo sugeruję o tym pamiętać.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Monti
Posty: 711
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Monti » 07 gru 2019, 21:55

Nirwanna pisze:
07 gru 2019, 19:58
Marcin83 pisze:
06 gru 2019, 9:45
Jeśli nie czujemy się w małżeństwie szczęśliwi, nikt nie ma prawa oczekiwać od nas że będziemy w nim trwać umartwiajac się dzień po dniu, tydzień po tygodniu, rok po roku. Elementarna uczciwość i przyzwoitość nakazują jednak zakończyć poprzednią relację nim wejdzie się w następną.
Marcinie, napiszę może bardzo dobitnie, ale akurat na tym forum tak to powinno zabrzmieć.
Piszesz z punktu widzenia stricte świeckiego, patrząc wyłącznie na ludzkie pomysły na życie i ludzkie rozwiązywanie życiowych problemów.
Z punktu widzenia prawidłowo przeżywanego sakramentu małżeństwa nie ma opcji na następny związek, dopóki sakramentalny współmałżonek żyje.

Jasne, że człowiek jest słaby i może popłynąć, czego jest wiele opisywanych historii na tym forum. Ale fakt, że doświadczamy takich historii (czy osobiście czy wśród bliskich) nie jest usprawiedliwianiem takiego postępowania.

Każda zdrada małżeńska jest złem i grzechem przeciwko wierności małżeńskiej.
Można rozważać skalę i ciężkość tego grzechu, biorąc pod uwagę wpływ czy współodpowiadzialność współmałżonka, ale grzech pozostaje grzechem.

Więc to co piszesz o elementarnej uczciwości i przyzwoitości odnośnie poszczególnych relacji może odnosić się jedynie do związków niesakramentalnych ludzi niewierzących. Do małżeństw sakramentalnych nie ma to zastosowania nigdy.
"Kto nie służy Bogu, służy diabłu" https://www.youtube.com/watch?v=sRRkPlw ... e=youtu.be

Jesteśmy na forum służącym pomocą małżeństwom sakramentalnym, bardzo sugeruję o tym pamiętać.
Marcinie, moja żona właśnie poczuła się w małżeństwie nieszczęśliwa i uznała, że ma prawo do szczęścia. Szkoda tylko, że swoje "szczęście" musi realizować, wyrządzając krzywdę mnie i dziecku.

Jako osoba zdradzona masz prawo do rozgoryczenia czy żalu (myślę, że także wobec Boga). Niestety, jest tak, że nasza przysięga była bezwarunkowa. Nie mówiłeś: ślubuję Ci miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci, jeśli ty będziesz wobec mnie fair, będziesz mnie kochać i dbać o mnie. Innymi słowy - złamanie przysięgi przez Twoją żonę nie wpływa na obowiązki wynikające z Twojej przysięgi.

Odejście małżonka (czy opuszczenie małżonka, jeśli ktoś doznaje poważnej krzywdy) co do zasady wiąże się z koniecznością życia samemu. Co do zasady, bo nie dotyczy to sytuacji stwierdzenia nieważności małżeństwa lub w pewnych sytuacjach tzw. białego małżeństwa.

Ostatnio słyszałem, że do III wieku Kościół wyróżniał 3 grzechy główne: zaparcie się wiary, zabójstwo oraz cudzołóstwo, Pokazuje to, jak poważnie Kościół w swoich początkach traktował przysięgę małżeńską. Dziś są takie, czasy, że wszystko się relatywizuje.

tata999
Posty: 1123
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: tata999 » 08 gru 2019, 0:41

Marcin83 pisze:
06 gru 2019, 9:45
Opinie lustro, jakże odosobnione na tym forum, są w dużym stopniu słuszne.
W części i mi wydają się słuszne. W ogóle dużo osób, które tu piszą mają dużo racji, bogate doświadczenia i poważne przemyślenia. Bywają też części, z którymi trudno się obiektywnie zgodzić, są nielogiczne (starałem się na nie zwrócić uwagę i wypunktować w poprzednich postach).

Gwoli ścisłości, przysięga małżeńska jest co do zasady bezwarunkowa, ale są wyjątki, jak np. przy separacji.

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Pustelnik » 08 gru 2019, 3:12

Marcin83 pisze:
06 gru 2019, 9:45
Opinie lustro, jakże odosobnione na tym forum, są w dużym stopniu słuszne. Warto nadmienić, że piszę to z pozycji zdradzonego, na szczęście ostatecznie dzięki zrzadzeniu losu nie porzuconego.
Witam Cię Marcinie 83
:-)
Opinia to inaczej reakcja ludzi (nawet pojedynczego "ludzia") na pewne wydarzenia, to stan ich świadomości. Traktując wg tej definicji, każdy ma (niejako naturalnie) prawo do swojej reakcji .... . Czy takie znaczenie słowa opinia miałeś na myśli ?

lustro
Posty: 1201
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: lustro » 08 gru 2019, 9:39

Marcin83 pisze:
06 gru 2019, 9:45
Czuję się rozdarty, gdyż z jednej strony mam niemożliwy do opisania słowami żal o to, że tak długo mnie oszukiwała. Z drugiej zaś, jestem zwyczajnie szczęśliwy że nie wybrała uczciwego rozwiązania i nie odeszła. Z dwojga złego wolę borykać się z tym co jest obecnie. Wracając do meritum, decyzję o próbie przebaczenia w bardzo dużym stopniu ułatwia mi świadomość tego jak bardzo zaniedbywałem żonę przez wiele lat poprzedzających jej romans. Długo kołatała do mych drzwi a ja siedziałem cicho udając że nikogo nie ma w domu. Mam głębokie przekonanie, że gdybym jako mąż stanął na wysokości zadania, nigdy nie doszłoby do tego romansu. Żona zawsze była dobrą, wrażliwą i delikatną dziewczyną z zasadami. Po dziś dzień nie mogę uwierzyć że to zrobiła, ale rozumiem czym się kierowała.
Witaj Marcin83 - szacun.
To duza rzecz dojsc do takich wnioskow i takiej postawy. To pokazuje, ze kochasz naprawe. I daje szanse na naprawę i odrodzenie małżeństwa.
Moim zdaniem to dobry kierunek.


Kazdy zwraca uwagę na to, co jest dla niego istotne.
Pozostali zwrocili Ci uwage, ze malzenstwo jest wiazace do smierci i nie wolno na tym forum mowic inaczej.
Nic dziwnego - czegos trzeba sie w samotnosci trzymac.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8922
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: Nirwanna » 08 gru 2019, 10:38

Lustro, skoro odniosłaś się do przebaczenia....
Czy Ty przebaczyłaś mężowi?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

lustro
Posty: 1201
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wina czy odpowiedzialność - i w jakich proporcjach?

Post autor: lustro » 08 gru 2019, 12:21

Nirwanna pisze:
08 gru 2019, 10:38
Lustro, skoro odniosłaś się do przebaczenia....
Czy Ty przebaczyłaś mężowi?
Nirwanna
Tak

A skoro ty pytasz, to i ja zapytam - czy uznalas swoja winę w trwalym rozpadzie twojego malzenstwa jako przyczyne decyzji twojego meza?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości