Żona zdradza nie pierwszy raz...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Albert
Posty: 49
Rejestracja: 10 gru 2019, 11:45
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Albert » 10 gru 2019, 21:57

Witam,

Moja historia jest wyjątkowa jak chyba każda inna i ma wiele wspólnych cech do wielu tutaj ale po kolei.
Okres narzeczeństwa i bardzo krótkeigo czasu po ślubie przejawial się wielką miłością między nami. Nie mogliśmy bez siebie funkcjonować. Byłem bardzo sczęśliwy, mogłem góry przenosić, że to wlaśnie mnie wyybrała. Żona jest atrakcyjną osobą o subtelnej urodzie. Czułem się wybrańcem, że to mnie pokochała i ze mną chciała przeżyć resztę życia

Jesteśmy po słubie 8 lat, mamy 2,5 letnią córke. Żona dosyć szybko po ślubie zaczęła przejawiać niedojrzałość emocjonalną a wyglądało to tak:

1. Rok po ślubie. Zaczęło mi się nie podobać zachowanie żony. Oddaliła się ode mnie. Widziałem, że coś jest nie tak. Pewnego wieczoru jak zasypialiśmy dostała smsa o mniej więcej takiej treści "Spisz już kotku?" Wytłumaczyła się w ten sposób, że to pacjent, w placówce w której pracowała. Dodatkowo osoba duchowna-ksiądz, który przebywał na turnusie rehabilitacyjnym i zapewniała mnie, że poprostu się do niego zbliżyła i jest dość specyficzną osobą i ma taki sposób bycia. Nie robiłem z całej sprawy wielkiego "halo". Zawierzyłem małżonce ot tak poprsotu w dobrej wierze. Mineły 2-3 m-ce i widziałem jak nasze pożycie diametralnie spadło, zarówno uczuciowe jak i sexualne. Za dużo rzeczy mi nie pasowało. Widoczny dystans małżonki do mnie w codziennych sprawach. Brak chęci dialogu, planowania spędzania wspólnie czasu, wakacji itp.
Wziąłem sprawy w swoej ręce i prześledziłem billingi. Przez te 2-3 m-ce natknąłem się na dziesiątki jak nie setki smsów, połączeń telefonicznych (nie było jeszcze wtedy messengerów, whatsapów itp). Przeprowadziłem skrupulatną analizę data po dacie.
Wnioski moje takie. Smsy o 3 w nocy-pewnie spałem wtedy niczego nie świadomy. Smsy od razu po powrocie z wakacji- jak tylko samolot wylądował (musiała się udać do WC jak odpierałem bagaż). Jendak nie miałem, żadnego dowodu co było treścią tej korespondecji, telefon został wyczysczony z niewygodnej treści.
Przedstawiłem, żonie wydruki. Stwierdziła, że nic złego nie zrobiła i nie ma sobie nic do zarzucenia. Ów kowalski nr 1 - ksiądz katolicki jak twierdziła otoczył ją wsparciem duchownym (chyba rzeczywiście był to ksiądz co nie znaczy, że ksiądz nie mógł jej uwodzić a ona to z chęcia aprobowała) - trochę dziwne o 3 w nocy i w całkowitej tejemnicy przede mną.
Jako, że byłem świeżo po śmierci bliskiej osoby z rodziny nie rozpętałem "wojny", nie chciałem popadać w traumę. Sprawa rozeszła sie po kościach. Kilka dni "cichych" kilka tygodni mojego wycofania i małżeństwo wkorczyło na dobre tory - odpuściłem

2. Kolejna nowa praca żony. 2 lata wszysko ok. Życie toczy się swoimi rytmem. Żnów widoczny regres w stosunkach między nami. Widzę jak żona piszę do kogoś często - ale ja też to robiłem, wysyłanie zdjęć w trakcie wakacji, dzielenie się przeżyciami jak jest fajnie z naszymi wpsólnymi znajomymi, nic co by z mojej strony mogła świadczyć o niestosownych relacjach małżeńskich.
Jendak w miarę upływu tygodni, regres się pogłebiał. Nie wytrzymałem , zajrzałem do telefonu.
Korespondencja nie była skasowana. Z historii wyczytałm m.in jak to, żona z kolegą z pracy sobie ćwierka (kowalski nr 2 ). Jak to przed weselem, na które udawaliśmy się do naszych znajomych pisala mu, że z nim by chciała się udać na to wesele, zobaczyć jak wygląda w garniturze. Dużo korepondencji typu, że dziś gotuje takie danie na obiad i chętnie się podzieli i mu przyniesie do pracy, że zrobi na obiad co tylko sobie życzy.
Zagotowało się we mnie.Typowy flirt, oczywiście jak za pierwszym razem, twierdziła, że to tylko żarty i nic złego nie zrobiła. To ja jestem niezrównoważony i mam problemy - nie znam się na żartach jestem przewrażliwiony. Okazała co prawda trochę skruchy nie wielkiej ale zawsze coś. Sprawa się rozmyła po kilku tygodniach i na tyle na ile wszystko wróciło do normy.
Jednak przez 2-3 lata wypominałem, żonie te 2 sytuacje dosyć często argumentując, że sie z nimi nie rozliczyliśmy na dobre. Nie przeprosiła mnie i nie otrzymalem wsparcia.
Pomiędzy tymi zdarzeniami, mogę przyznać, że bywało róźnie, raz lapiej, raz gorzej ale jęsli miałbym uogólnić więcje było pozytywów niż negatywnych stron. Otaczaliśmy się miłością, kontaktem fizycznym, współżycie sexualne jednak nie stalo na najwyższym poziomie. Zbliżenia średnio raz na miesiąc.
Zacząlem naciskać na dziecko jako byliśmy już ok 4-5 lat po ślubie. Teoretycznie przystała i postanowiliśmy, że zaczynamy starania o dziecko. Jednak częstotliwość zbliżeń się nie zmieniła, średnio raz na miesiąc. Cudem poczęliśmy córke przy tak żadkich zbliżeniach.
Sam fakt, iż ja podejrzewłem, że juz jest w ciąży, małżonka nie chciała tego przyjąc do wiadomości. Po moich usilnych nagabywanach udała się do lekarza. Oświadczyła mi, że jest w ciązy (po wizycie za pomocą mesengera) -mało to romantyczne, zawsze sobie wyobrażałęm, że będzia jak z opowiadań np po przyjściu z pracy zastanę zdjęcie z USG na lodówce lub inne milsze powiadomienie mnie o tym sczęściu.
Mimo wszystko byłem mega szczęsliwy, że się udało. W trakcie ciązy otoczyłem żonę należytą opieką, niezważając na jej humory, brałem wszystko na klatę.
Po narodzinach córki wiele rzeczy się zmieniło. Ale nie czułem się odtrącany, wiedziałe, że taka kolei, że kiedyś będzie lepie. Córka urodziła się przedwcześnie i musieliśmy ją otoczyć ja niezbędną opieką medyczną. Dzięki Bogu wszystko skończyło się w porządku.

3. Międzyczasie, żona studiowała kolejny fakultet, abyśmy stanęli na nogi i usamodzielniliśmy się (mieszlaliśmy z teściami), ja ze swojej strony szukałem innej bardziej dochodwej pracy. A jako, że w naszym mieście, nie było zbyt wielu opcji, trafiła mi się dobrze płatna posada w innym mieście po dlugich dyskusjacch wspólnie podjęliśmy decyzje, że ja wyjeżdzam i po zadomowieniu się w nowej pracy ściągam rodzinę i zamieszkamy razem w nowym miejscu.
Żona również dostała nową pracę - skończył się urlop macierzyński.
Od tego momentu zaczęło się wszystko bardzo szybko sypać. Ja w innym mieście bardzo tęskniłem i za wszelką, cenę chciałem ściągnąc rodzinę do siebie. Żona w nowej pracy nabrała wiatru w żagle, stała się niezależna finansowo (nie tak, że do tej pory to ja rozdzielałem pieniądze i na nic je nie pozwalałem, pozwalałem nam na więcej niż sobie tego życzyła, nie mialem problemu aby sprawić jej prezent, chociaż uważala to za zbytnią ekstrawagancje).
Zaczęły się zbyt częste kontakty z kolegą z pracy. Ciągłe telefony, smsy w sprawach służbowych. Fakt, byłem świadkiem tych rozmów, ale były one tak częste, że zacząłem podejrzewać o nieczyste zamiary. Z racji rozłąki spędzaliśmy 3 dni razem. Jednak żona dużo czasu poświęcala na kontakty z kowalskim nr 3. Byłem zazdrosny jak się przejmuje jego bytem. Ciągłe propozycje podózki do pracy a o mnie zapominała aby odebrać mnie z dworca (kowalskiemu nr 3 nadskakiwała). Próbowałem dialogu, rozmowy, a czym bardziej się starałem odczuwałem niemoc i widziałem jak nie dba o nasze małżeńswo. Chciałem poświęcać jak najwięcej czasu dla rodziny. Stwierdziłem, ze zrezygnuje z dobrze płatnej pracy i wracam do rodzinnego miasta aby podobne sytuacje nie miały miejsca aby to poskładać na nowo. Żone również zachęcałęm aby poszukala nowej pracy, gdyż w tej za dużo poświęcałą czasu a tak nie może być aby córkę nam wychowywali dziadkowie. Zabrnęliśmy w ślępą uliczkę tylko dlatego, że chcieliśmy się usamodzielnić i wyprowadzić od teściów.
Jednak żona nie zważała na to, nie zależlo jej na tym abym wrócił do domu. Stwierdziła, że mogę robić co chce i pracować gdzie chce. I jak wróce do domu niczego nie może mi obiecać a sama nie ma zamiaru zmieniać pracy. Waliłem głową w mur. Namawiałęm ją na terapie - bezskutecznie. Prezez 9 mcy nie wykazywałą żadnej chęci aby coś naprawić. Starałęm się jak najwięcej pracować z domu bo miałęm taką możliwość i szukałem pracy na miejscu ale beż żadnego wspracia ze strony żony, żebyśmy tylko byli razem bo przecież pieniądze nie są najważniejsze.
Nie robiliśmy nic wspólnie pomino moich usilnych prób. Widziałem jak niezmiernie się odemnie oddala. Wiem, że byłem bezsilny i bardzo ją kontrolowałem. Przeglądałęm korespondecje. Billingi. Zapewniała mnie, że między nią a kowalskim nr 3 nie ma niczego. Zabroniłem kontaktów, podwózek do pracy. Jednak mnie oszukiwała. Mówila mi, że sie nie kontaktuje a z chęcią go zabierała do pracy i odwoziła. Nie wytrzymywałem nerowo, prosiłem, jeśli nic między wami nie ma odpuść na dla dobra małżeństwa - nie podziałało.
Z perspektywy czasy wiem, że ją zasczułem podejrzeniami,nauczony wcześniejszymi doświadczeniami nie mogłem znieść myśli że sytuacja znowu się powtórzy. Przez te 8 mcy było tylko gorzej.
Pod sam koniec zauwżyłęm ze się nie rozstaje z telefonem. Śpi z nim pod poduszką. Stwierdziłem, że ja tak nie mogę. Postawiłem warunek. Naprawiamy nasze małżeństwo albo się rozchodzimy. Nie zaproponowała nic. Stwierdziła, że musimy zamieszkać osobno o przemyśleć na nowo.
Podczas mojej wyprowadzki nawet nie wstała z łóżka aby sie pożegnać, ja ze łzami w oczach opusczałęm dom.

4. kowslki nr 3. Kilka dni po wyproadzce systematycznie odwiedzalem, córkę, pomagałem przy obowiązkach, kąpaniu itd. Jednak w dalczym ciągu coś nie dawalo mi spokoju. Ukradkiem zabralem telefon i natknąłem się na korespondecje. Cała historia wcześniejsza wykasowana. Jednak widziałem co pisze kowalksi nr 4 (nie mylić z kowalksim nr 3 z perspektywy czasu nie był grożny) - wyznania milości z jego strony jak to nie może bez niej życ (dodatkowo kowalkis nr 4 był wpisany w książce adresowej jako kobieta dla niepoznaki). Akcja rozegrała się przy moich teściach. Wiem podłe. Odczytałem wszystko przy nich bo do tej pory mi nic nie wierzyli, ze coś sie dzieje źle. Zadzwniłem pod ten nr i a jakźe odebrał głos męski.
W przypływie emocji naubliżałem czlowiekowi. Wiem kto to jest. Korespondowałem z nim i groziłęm, że przekaże informacje żonie. kowaslki nr 4 odwzdzieczal sie tym, że jesli cos zrobie przekaże sprawe na policje, że mu groziłem.

Finał jest teraz tego taki, że żona przekabaciła swoich rodziców jaki to ze mnie agresor, jak sie nieodpowiednio zachowalem. Zona czuje się w tym wszystkim ofiarą a ja jestem katem. Chodzę na terapię. Psychoterapeuta stwierdził, że jestem masochistą dając się tak cały czas robic w konia. Żona jest bardzo nie dojrzała emocjonalnie.Mieszkamy oddzielnie, mnie się świat zawalił. Serce krwawi, ból jest nie do zniesienia, nie wiem jak sobie poradzić, czytam to forum i próbuje wyciągać wnioski. Udaj mi się to na krótką chwile. Wiem, ze jestem uzależniony od niej emocjonalnie. Ale tak sobie poukładałem system wartości, że nie szukałęm uciech pozamałżeńskich.

Próbowałem wszystkiego, poradni katolickiej, na wszystko jest nastawiona na nie.

Zupełnie sobie nie radzę, cały mój system wartosci legł w gruzach.
Płacze tam gdzie mogę.Żona traktuje mnie jak intruza, gardzi mną mimo, że wyciągam do niej pomocną dłoń

Prosze pomóźcie!
Ostatnio zmieniony 13 gru 2019, 13:24 przez Anonymous, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: usunięto powtarzający się fragment postu

Jonasz

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Jonasz » 13 gru 2019, 13:28

Witaj Albercie na naszym forum.

Zachęcam Cię do zapoznania się z sąsiednimi wątkami .
Rozważ też możliwość spotkań w realu - lista ognisk sycharowskich pod tym linkiem http://sychar.org/ogniska/ czy modlitwy i możliwości rozmowy na Skype: http://sychar.org/skype/ gdzie wspólnie modlimy się .
Mam nadzieję że znajdziesz tu zrozumienie i pomoc.

Pozdrawiam w Imieniu Moderacji.

Jonasz

Jonasz

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Jonasz » 13 gru 2019, 13:35

Albert pisze:
10 gru 2019, 21:57
Zupełnie sobie nie radzę, cały mój system wartosci legł w gruzach.
Płacze tam gdzie mogę.
Albercie z własnego doświadczenia wiem po pewnym czasie, że nie radziłem sobie właśnie dlatego, że mój system wartości wymagał przebudowy - tak naprawdę był słaby, odrealniony.
I dobrze ze tak się stało.
Myślę że w pierwszej kolejności on tak naprawdę wymaga przebudowy lub nawet stworzenia go z Boża pomocą od nowa.
Z początku Twojego postu wynika że czytałeś już wątki innych Forumowiczów i zauważasz pewne współne cechy.
Myślę że warto skupić się na wartościach właśnie, by móc spokojnie i mądrze zająć się tymi wspólnymi cechami.

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: tata999 » 13 gru 2019, 13:42

Na swojej drodze napotkasz wielu wspaniałych ludzi, nie uciekaj, nie skrywaj w sobie wszystkiego, bądź sobą, pozbędziesz się złudzeń. Byłem w podobnej sytuacji. Myślę, że wiem, co czujesz. Od niechcenia, nagabywany, poszedłem na spotkanie Sychar, bo komuś obiecałem. Uważam, że to był jeden z kluczowych kroków w moim życiu. Polecam Ci osobisty udział w kilku spotkaniach Sychar na żywo. Nie oczekuj cudów, szybkich rozwiązań i odpowiedzi lecz mimo to, zachęcam Cię do wzięcia udziału w tych spotkaniach i życzę pogody ducha!

Wiedźmin

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Wiedźmin » 13 gru 2019, 13:47

Albert pisze:
10 gru 2019, 21:57
[....]
Stwierdziłem, że ja tak nie mogę. Postawiłem warunek. Naprawiamy nasze małżeństwo albo się rozchodzimy. Nie zaproponowała nic. Stwierdziła, że musimy zamieszkać osobno o przemyśleć na nowo.
Podczas mojej wyprowadzki nawet nie wstała z łóżka aby sie pożegnać, ja ze łzami w oczach opuszczałem dom.

[...] Mieszkamy oddzielnie, mnie się świat zawalił. Serce krwawi, ból jest nie do zniesienia, nie wiem jak sobie poradzić [...]
Albert.
Ja też się wyprowadziłem - ale "testowowo" - na 2 tygodnie. Nie polecam.
Po tym czasie, tak brakowało mi kontaktu z dziećmi (mimo żę codziennie do nich wpadałem, jedzenie, lekcje) ... że stwierdziłem, że to bez sensu - swoją wyprowadzką szkodzę sobie i dzieciom... a żona...cóż - może jej to było wówczas nawet na rękę, ta moja wyprowadzka. Oczywiście nie mówię, że to jest łatwe, wspólne życie z żoną (czy mężem) która ma aktywnego kowalskiego (kowalską) w tle - ale da się.

Zatem - mieszkanie jest Twoje? Jej? Wspólne?
Masz szansę sprawnie (szybko) "odkręcić" wyprowadzkę?

Niestety, ale jeśli ona będzie szybko chciała rozwodu, to jej prawnik wykorzysta Twoją wyprowadzkę jako:
"mąż opuścił rodzinę".

Pustelnik

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Pustelnik » 13 gru 2019, 13:47

Albert pisze:
10 gru 2019, 21:57
Witam,

Moja historia jest wyjątkowa jak chyba każda inna i ma wiele wspólnych cech do wielu tutaj ale po kolei.
(...) Dodatkowo osoba duchowna-ksiądz, który przebywał na turnusie rehabilitacyjnym i zapewniała mnie, że poprostu się do niego zbliżyła i jest dość specyficzną osobą i ma taki sposób bycia. (...) Ów kowalski nr 1 - ksiądz katolicki jak twierdziła otoczył ją wsparciem duchownym (chyba rzeczywiście był to ksiądz co nie znaczy, że ksiądz nie mógł jej uwodzić a ona to z chęcia aprobowała) - trochę dziwne o 3 w nocy i w całkowitej tejemnicy przede mną.
(...)
Zupełnie sobie nie radzę, cały mój system wartosci legł w gruzach.
Płacze tam gdzie mogę.Żona traktuje mnie jak intruza, gardzi mną mimo, że wyciągam do niej pomocną dłoń

Prosze pomóźcie!
Albert, bardzo Ci wspólczuję ! Serio.
Ale po Twoim stylu rozpoznaję że Ci nie zaszkodzę trochę kumplowskim : ;) :lol: "Witaj w klubie" !

Przyznaję, że do Twojego postu, na dzień dzisiejszy zastosowałem tzw. ... :roll: "szybkie czytanie" ale jestem jeszcze w ... dalekiej azji, 7 godzin róznicy i ja (po)depresant już ... wyciszam dzienną aktywność (tak, staram się - dbać o siebie).

Dobrze, że widzisz (jakiś tam rodzaj ?) niedojrzałości żony i (zanadto) nie gorszysz się księdzem (jak chcesz to możesz odszukać mój wątek).

ALE i zawsze warto pochylić się nad własną noedojrzałością (dotyczu to ... każdego z nas) tudzież ... "historią życia".

Wg mnie to dobrze i OK, że na chwilę obecną sobie "popłakujesz". Jak zawsze z szacunkiem do innych zapatrywań ...

Dobrze że napisałeś ...

Pustelnik

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Pustelnik » 13 gru 2019, 14:05

Albert pisze:
10 gru 2019, 21:57
Próbowałem wszystkiego, poradni katolickiej, na wszystko jest nastawiona na nie.
Niestety - standard (o ile może to być pocieszemiem : nie Ty 1szy i nie ... ostatni)

Dbaj o siebie i córkę , OK ?

A żony NIE NACISKAJ (jeżeli ją ... kochasz) ...

Albert
Posty: 49
Rejestracja: 10 gru 2019, 11:45
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Albert » 13 gru 2019, 16:46

Tak żonę kocham. Pomimo tylu wątków juz tutaj przeczytanych i szukaniu Boga oraz pewnego rodzaju nawrocenia ciezko mi znalezc ukojenie.
Caly czas liczę na cud. Że sie zmieni. Wiem jestem naiwny. Ile razy można komuś dawac szanse?
Sam wiem ze w pewnym stopniu tez sie do tego kryzysu przyczynilem.

Jonasz

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Jonasz » 13 gru 2019, 17:44

Ukojenie to znajdziesz na emeryturze pod warunkiem że nie będziesz musiał dorabiac ;)

Dużo w odpowiedzi dałeś tematów.
Ale to Twój wątek i Twoja praca.
Dla uporządkowania zajmiemy się po kolei do wyczerpania tematu
Od którego chcesz zacząć?
Twoja decyzja.

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: tata999 » 13 gru 2019, 18:19

Albert pisze:
13 gru 2019, 16:46
Tak żonę kocham. Pomimo tylu wątków juz tutaj przeczytanych i szukaniu Boga oraz pewnego rodzaju nawrocenia ciezko mi znalezc ukojenie.
Caly czas liczę na cud. Że sie zmieni. Wiem jestem naiwny. Ile razy można komuś dawac szanse?
Sam wiem ze w pewnym stopniu tez sie do tego kryzysu przyczynilem.
Z tego co piszesz czuję, że jesteś typem romantyka. Znajdziesz tu wielu podobnych, którzy podzielą się swoim doświadczeniem.

Pustelnik

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Pustelnik » 14 gru 2019, 4:18

Jonasz pisze:
13 gru 2019, 17:44
Ukojenie to znajdziesz na emeryturze pod warunkiem że nie będziesz musiał dorabiac ;)
Hmm, moje obserwacje nie poświadczają tej teorii.
Tu gdzie mieszkałem - w dalekiej azji - to zazwyczaj osoby w zaawansowanym wieku np. myją stoły, odnoszą naczynia w jadłodajniach. I wyglądają (pod względem emocji) - całkiem OK, a i nieraz się uśmiechają (nie sztucznie).

Natomiast moi rodzice (dobre kilkanaście lat na "emerytce") - nerwowo latają pomiędzy zajęciami na :lol: "uniwersytecie 3go wieku", "podniosłymi uroczystościami religijnymi" a "obiektami służby zdrowia".
Nigdy ukojenia u nich nie zauważyłem, mimo, że moja mama ;) deklaruje (deklarować można wszystko), że lubi "święty spokój" :lol:

Pustelnik

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Pustelnik » 14 gru 2019, 6:42

Albert pisze:
13 gru 2019, 16:46
Wiem jestem naiwny. Ile razy można komuś dawac szanse?
Ewangeliczne przypowieści sugerują "nieskończoną ilość przebaczeń".
Ale może tym kluczem rozsądku jest ... dobre rozumienie "przebaczenia" tudzież "dawania szansy".
B . mi się to spodobało Twoje ujęcie - dawanie szansy małżonkowi (a może i ... sobie oraz "instytucji małżeństwa").

Bo np. Św Benedykt (zbierając wcześniejszy dorobek, stworzył podwaliny pod życie zakonne)
w swoich genialnych wytycznych ... ograniczył ilość powrotów do klasztoru (ile ta konkretna liczba to nie pamiętam) i ... przywołał "warunki" ;)

Albert
Posty: 49
Rejestracja: 10 gru 2019, 11:45
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Albert » 16 gru 2019, 10:47

Zatem - mieszkanie jest Twoje? Jej? Wspólne?
Masz szansę sprawnie (szybko) "odkręcić" wyprowadzkę?

Niestety, ale jeśli ona będzie szybko chciała rozwodu, to jej prawnik wykorzysta Twoją wyprowadzkę jako:
"mąż opuścił rodzinę".
Mieszkanie mozna powiedziec ze jest jej. Mieszkalismy wspólnie z jej rodzicami.
Teraz powrotu nie mam. Nie chce słyszeć w ogole o ponownyn wspólnym zamieszkaniu. Checi naprawy tez nie ma.
Mieszkan w innym miescie. Corke widuje tylko w weekendy. Jest zle bardzo zle ...
Sytucja strasznie skomplikowana... i beznadziejna.
Nie mogę sobie znalezc miejsca. Zle sie odrzywiam.
Probuje ograniczyc z żoną kontakt do minimum. Ale jak sie ona pierwsza odezwie to ja już sobie wkrecam ze moze cos sie w niej odzywa i probuje szukac pojednania.
Racjonalnie myslac tak wcale nie jest.
Kazdy nowi zajmij sie soba. Ale jak? Czym? W nic sie nie moge zaangazowac. Nic mnie nie cieszy...
Ostatnio zmieniony 16 gru 2019, 11:08 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Poprawiono cytowanie

Lawendowa
Posty: 3992
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Lawendowa » 16 gru 2019, 11:13

Proponuję zacząć od spotkań w którymś z naszych sycharowskich Ognisk. Jest ich już sporo, więc znalezienie takiego w swoim mieście nie powinno stanowić problemu.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Jonasz

Re: Żona zdradza nie pierwszy raz...

Post autor: Jonasz » 16 gru 2019, 12:01

Albert pisze:
16 gru 2019, 10:47
Sytucja strasznie skomplikowana... i beznadziejna.
Albert pisze:
16 gru 2019, 10:47
Kazdy nowi zajmij sie soba. Ale jak? Czym? W nic sie nie moge zaangazowac. Nic mnie nie cieszy...
Albert nie jesteś bezradny w tej beznadziei.
Mieszkasz w innym mieście masz wsparcie rodziny?
Lavendowa też wskazała słuszny kierunek.
Nie chodzi o to ,żeby zaangażować sie w coś, co przykryje ten ból. To nic nie da.
Tym bólem trzeba się zająć.
Poszukać ludzkiego wsparcia.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Whatever i 12 gości