Jak się zachowywać w kryzysie

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Kłapouszek
Posty: 90
Rejestracja: 03 gru 2019, 14:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Kłapouszek » 08 sty 2020, 21:24

Nino, mój mąż zachowywał się milcząco i obojętnie wobec mnie, gdy miał romans, a ja o nim nie wiedziałam. Po pracy w gabinecie z telefonem, milczący, gdy go namawiałam na rozmowy, bo wyczuwałam, ze coś jest nie tak, milczał lub zarzucał mi, że wymyślam. Ja często stałam, płakałam, krzyczałam, błagałam o rozmowę. A on? Jak nigdy zaczął mnie wyśmiewać, że wymyślam, naigrywał się ze mnie. To trwało 9 miesięcy. Opanował się dopiero, gdy trafiłam do szpitala na operację, siedział wtedy przy mnie i nie spotykał się z nią. Miesiąc później zdrada wyszła na jaw.

Teraz, po dwóch miesiącach od wyjścia prawdy na jaw wiem, że warto zadbać o siebie. Gdy tu trafiłam, dziwiły mnie wypowiedzi forumowiczów i ciagle prowadziłam rozmowy z mężem, potem kłótnie, mało snu i jedzenia. Dziś dochodzę do siebie powoli, mąż został, ale nie jest łatwo. Przychodzą dni, kiedy stają mi przed oczami obrazy jej i męża. Powracają jakieś pretensje i pytania: dlaczego?

MaryM ja tez bardzo dbałam o męża. Codziennie rano śniadanie, ciepła herbata, śniadanie do pracy, ciepły obiad itp., czule słowa, wspieranie w najtrudniejszych kryzysach, przez które przeszliśmy razem. Okazało się, że dla mojego męża to wcale nie było żadne wooooow. Gdy podałam to jako argument, ze przecież dbałam o niego, a on mnie zdradził, powiedział, ze nie bardzo rozumie o co mi chodzi, przecież to normalne, ze dba się o kogoś.
Teraz zajęłam się sobą i relacją z Bogiem. Mężowi dałam szansę, bo bardzo go kocham, ale ogromna praca przed nami, zwłaszcza ze kowalska jeszcze atakuje. Pamietam o Was w modlitwie. Ściskam mocno.

Monti
Posty: 708
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Monti » 08 sty 2020, 21:28

Nino pisze:
08 sty 2020, 19:49
Dokładnie. Czyściec...Nasz czyściec na ziemi... Ból odrzucenia w ten sposób jest nie do opisania. Moja Mama mi powtarza: toż to już lepiej by Ci było, jakby umarł... Byłoby łatwiej. Czułam się dokładnie tak samo: jakby mnie i dzieci zakopał żywcem i poklepał łopatą, a ostatnim razem to już starł moje kości na proch...

Pomogła mi nieco niedawna rozmowa z pewnym człowiekiem. Powiedział mi, że ja teraz przechodzę żałobę i - jak to w żałobie - trzeba sobie dać czas na przeżycie wszystkich etapów. Ja do niego: - Ale mój mąż żyję! On mi na to: - Ale kilka miesięcy temu umarł dla Ciebie człowiek, z którym nigdy już nie będziesz... Bo czy będziesz z człowiekiem, który Cię nie chce? Który w ten sposób traktuje Ciebie i wasze dzieci? Który was wymazuje ze swojego życia, odcina się i idzie swoją/bez was drogą? Pomyśl, czy życie z takim człowiekiem jest jeszcze dla Ciebie możliwe? - No, nie.... - No to opłakuj, co tam masz jeszcze do opłakania i żyj dalej.... BEZ TEGO TRUCHŁA PRZY BOKU.
Może lepiej przejść czyściec (albo jego fragment) tu na ziemi niż po śmierci?

Co do żałoby po związku, to dla tych, którzy jeszcze nie znają, polecam lekturę na temat etapów żałoby: viewtopic.php?f=10&t=2299

Ja od jakiegoś czasu patrzę na życie w perspektywie przeżywania straty. Obecnie najsilniej przeżywamy stratę współmałżonka takiego, jakiego go znaliśmy do tej pory. Ale całe życie jest w istocie sztuką tracenia. Tracimy czas, zdrowie, relacje, pieniądze. Za każdym razem jest to swego rodzaju śmieć. W końcu dojdziemy do momentu śmierci fizycznej, będzie to najbardziej spektakularna strata. Ale może dzięki temu treningowi pójdzie nam trochę lżej, bo nabierzemy dystansu do tego wszystkiego. Jest takie powiedzenie: "jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz". Może właśnie o to chodzi?

Nino
Posty: 273
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 09 sty 2020, 11:26

Ruta pisze:
08 sty 2020, 20:37
Myślę, że trzeba bardzo uważać na to, aby pod wpływem emocji nie zbudować w sobie obrazu męża-potwora. Przecież z takiego punktu nie da się nic odbudować. Jak pragnąc naprawy relacji z kimś takim?
Zgadzam się w stu procentach! Pracuję nad zachowaniem pozytywnego wizerunku męża/opłakuję raniące mnie truchło... Uświadomiłam sobie, jakie to ważne. A zaczęło się w ten sposób, że gdy źle o nim mówiłam i rozkładałam na czynniki jego trudny charakter, czułam się źle. Dosłownie... Zaczynała boleć mnie głowa, ogarniało mnie zmęczenie i zniechęcenie. Zaczęłam baczniej obserwować siebie, swoje reakcje i przekonałam się, jak bardzo zależą one od mojego myślenia, a następnie mówienia. Dla wielu z was to zapewne psychologiczne komunały, ale dla mnie: kobiety emocjonalnej i mocno przeżywającej, to był ważny krok.

Jednocześnie byłam na drodze nawrócenia i z natężeniem pracowałam/pracuję nad grzechem mowy. Mam niejako wyniesioną z domu skłonność do oceniania i wartościowania osób i zdarzeń. Elokwencja jest naszą cechą rodową. I w tej elokwencji i wymądrzaniu się na temat innych, przekraczamy granice. Tak też czyniłam względem męża. Wiedziałam lepiej co czuje i co myśli, a im bardziej on nie dawał wyrazu temu, co czuje i myśli: tym bardziej ja się domyślałam i "wiedziałam"...

MaryM, zachowania naszych mężów są straszne. Myślę, że jednak obie to wiemy, że pod nimi kryje się "coś", czego nie umiemy dokładnie uchwycić... Może jakieś zranienia z dzieciństwa, nałogi ( mój mąż jest pracoholikiem uzależnionym od Internetu ), itd.... Ale to trzeba zostawić. Na tym etapie: trzeba zostawić i.... zająć się sobą :)

Nino
Posty: 273
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 09 sty 2020, 11:52

Ruta pisze:
08 sty 2020, 20:37
Rozumiem też pomysły, że skoro on kogoś ma, to może...Że wiara, no ale jednak samotność, życie... Myślę, że każdy opuszczony mąż i każda opuszczona żona taki etap przechodzą. Ale takich myśli nie wolno zostawiać, warto patrzeć skąd się biorą, jak się mają do sakramentu małżeństwa, do postawy wobec siebie, do własnej godności, do męża. Jako etap nie są złe, pomagają różne rzeczy przepracować i odpowiedzieć sobie czym jest dla mnie moje małżeństwo i moje słowo, ile jest we mnie miłości. Ale jako wybór postawy są zwyczajnie złe.
Ruto, bardzo fajnie, trafnie to ujęłaś. Jesteś o dobry marsz przed nami. Wspinasz się już wysoko w górach....

Tak, jak zaczynam dostrzegać/czuć, że wcale nie potrzebuję/nie chcę innego faceta, niż ten mój "potwór-mąż" ;), tak z zazdrością patrzę na moje koleżanki, które poukładały sobie fajnie życie w nowych związkach.

I to taki nowy rodzaj związków. Najczęściej na odległość, z opcją spędzania razem weekendów, urlopów oraz świąt. Moja liga to kobiety okołomenopauzalne, więc dzieci już nie rodzą, a szukają ( i znajdują ) mężczyzn towarzyszy. Do dobrej zabawy, spędzania razem wolnego czasu, seksu. Widzę, jak rozkwitają... Dla nich ja, ze swoją żałobą po związku i z niegasnącą nadzieją na odbudowanie mojego ( nie nowego/nie innego ) małżeństwa, jestem... smutnym okazem. A także pozbawionym życiowej odwagi. Bo trzeba mieć odwagę, aby zanurzyć się w nowy związek...

One narty, wakacje, jakieś przeprowadzki, nowe wyzwania zawodowe, nowe relacje z członkami rodziny nowego partnera, aż kipi od zdarzeń i nowych przeżyć...Ja samotna, starzejąca się gidyja, czekająca na Boży cud...

Łatwo nie jest.

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Jonasz » 09 sty 2020, 12:50

Nino pisze:
09 sty 2020, 11:52
I to taki nowy rodzaj związków. Najczęściej na odległość, z opcją spędzania razem weekendów, urlopów oraz świąt. Moja liga to kobiety okołomenopauzalne, więc dzieci już nie rodzą, a szukają ( i znajdują ) mężczyzn towarzyszy. Do dobrej zabawy, spędzania razem wolnego czasu, seksu.
Jak zacząłem czytać to dopiero po chwili dotarło do mnie że nie piszesz o nastolatkach ;)
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

MaryM
Posty: 201
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 09 sty 2020, 15:50

Niestety w tym kierunku zmierza świat... wszystkie koleżanki wygłaszają teorię o konieczności szybkiego zamkniecia historii mojego małzeństwa... Zaczniesz "żyć"- mówią... Coś okropnego.

tata999
Posty: 1061
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: tata999 » 09 sty 2020, 15:54

Nino pisze:
09 sty 2020, 11:52
(...) szukają ( i znajdują ) mężczyzn towarzyszy. Do dobrej zabawy, spędzania razem wolnego czasu, seksu.
Mężczyzn do towarzystwa?

Nino
Posty: 273
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 09 sty 2020, 16:34

Hahaha, rozśmieszyłeś mnie Jonasz! No tak, jak nastolatki... I wiesz co, one i oni są z takich układów zadowoleni. A opuszczeni małżonkowie/małżonki, również Ci po rozwodach: cierpią :(

MaryM
Posty: 201
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 09 sty 2020, 21:26

Nino pisze:
09 sty 2020, 16:34
Hahaha, rozśmieszyłeś mnie Jonasz! No tak, jak nastolatki... I wiesz co, one i oni są z takich układów zadowoleni. A opuszczeni małżonkowie/małżonki, również Ci po rozwodach: cierpią :(
To prawda! A ja się pochwałę małym sukcesem- wczoraj pierwszy raz zasnęłam bez leków nasennych. Jadąc z pracy poczułam niesamowita potrzebę podjechania do kościoła w którym ze 20 lat temu byłam na adoracji z moją babcią, która uczyła mnie religijności. Nie umiem tego wyjaśnić weszłam do tego kościoła, usiadłam w ławce i dostałam potwornego kołatania serca z tych wszystkich nerwów. Wprost nie mogłam złapać oddechu- to było jak atak paniki. Po kilkunastu minutach modlitwy, gdzie zryczalam się jak bóbr i prosiłam aby mi Jezus zdjął trochę tego cierpienia bo oszaleję, poczułam się lżej. Niesamowite uczucie. Spędziłam miły wieczor z synami i normalnie poszłam spać. Daleka droga przede mną ale chociaż zebrałam siły. Postanowiłam wracać tam raz w tygodniu aby zadbać o swoją psychikę, bo będę wrakiem. Dziś pierwszy raz od wielu tygodni poczułam, ze ten temat nerwicowy ucisk w klatce lekko odpuścił. Jak mnie to cieszy, pomimo morza obojętności ze strony męża. Nie będę przeszkadzać Jezusowi- zajmie się moją sytuacją i uzdrowi albo moje małżeństwo i mnie, albo tylko mnie...

Ruta
Posty: 358
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Ruta » 09 sty 2020, 21:48

Nino pisze:
09 sty 2020, 16:34
Hahaha, rozśmieszyłeś mnie Jonasz! No tak, jak nastolatki... I wiesz co, one i oni są z takich układów zadowoleni. A opuszczeni małżonkowie/małżonki, również Ci po rozwodach: cierpią :(
I tu jest myślę pułapka. Ani one, ani oni nie są zadowoleni. Choćby nie wiem jak swój nowy stan zachwalali. To znaczy zabawa jest przyjemna na pewno. Tylko, że człowiek ma znacznie głębsze i większe potrzeby. To że w wieku okolomenopauzalnym kobieta bawi się w nastolatkę jest raczej objawem poważnego kryzysu, niż szczęścia.
Co do szczęścia opuszczonych małżonków - to zależy. Jeśli zafiksują się na tym, że małżonek dobrze się bawi, życie sobie układa, a mnie hamują tylko względy moralne, ale sam też tak bym chciał, na pewno nie będzie szczęśliwy.
W przypowieści o marnotrawnym synu jest jeszcze drugi brat. Który zgłasza pretensje ojcu jak to to ja tu pracowity, porządny, a ty nagradzasz łajdaka? Mam wrażenie, że on trochę tego grzechu swojemu bratu zazdrości i nie umie się cieszyć tym co ma i dostrzec w tym wartości i szczęścia. I wyobraża sobie nie wiem co, o tym jakich to rozrywek brat zaznał. Nie zaznał, leżał głodny w chlewie.
Jeśli więc przestanie się zazdroscić małżonkowi łajdactwa, to można i dobrze się bawić i być szczęśliwym i radosnym. A małżonkowi współczuć z całego serca tkwienia w błocie. Tak jak i pozostałym dorosłym nastolatkom.

Ruta
Posty: 358
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Ruta » 09 sty 2020, 22:09

Byłam dziś w Kaplicy Adoracji, w ramach wyciszania się przed rozprawą. Także miałam piękną przygodę. Obok mnie modliła się Pani, tak mocno i w ogromnym skupieniu. Wydała mi się smutna, a wyszłyśmy w tym samym czasie. Zaczęłyśmy rozmowę, chciałam ją pocieszyć. A tymczasem to ja zostałam pocieszona, w bardzo pięknych słowach i bardzo pięknym świadectwem. Pani opowiedziała mi o swoim życiu, o trudnościach i o tym, że wszystko co mimo naprawdę dużych trudności osiągnęła, a osiągnęła naprawdę wspaniałe rzeczy - osiągnęła modlitwą. Poczulam, że tego właśnie chciałabym dla siebie, szczęśliwych dzieci, radości z wnuków, poczucia, że byłam najlepszą żoną, jaką tylko mogłabym być. Oraz mieć w sobie tyle ciepła, współczucia i mądrych słów dla innych osób. Bo zostałam pocieszona tak z serca i z miłością. Bardzo mnie słowa, które usłyszałam zbudowały.
Tak w kontekście różnych wahań jak być szczęśliwą w razie opuszczenia przez męża - takie rzeczy, które mogą dać prawdziwe szczęście, osiągniemy modlitwą, pracą nad sobą, czasem dla dzieci i rodziny - nie nartami z kowalskim.

MaryM
Posty: 201
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 10 sty 2020, 7:43

Ruta, bardzo piękne to Twoje doświadczenie... daje nadzieję na odnalezienie swojego miejsca

Nino
Posty: 273
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 10 sty 2020, 9:29

MaryM pisze:
09 sty 2020, 21:26
Nie umiem tego wyjaśnić weszłam do tego kościoła, usiadłam w ławce i dostałam potwornego kołatania serca z tych wszystkich nerwów. Wprost nie mogłam złapać oddechu- to było jak atak paniki. Po kilkunastu minutach modlitwy, gdzie zryczalam się jak bóbr i prosiłam aby mi Jezus zdjął trochę tego cierpienia bo oszaleję, poczułam się lżej. Niesamowite uczucie. Spędziłam miły wieczor z synami i normalnie poszłam spać.
Tak właśnie działa Jezus...:) W całym szaleństwie naszego kryzysu, już jakiś czas temu ukierunkowałam się na Pana Boga... Nawet powiedziałabym inaczej, że Jego łaska i Miłosierdzie nieustannie mnie podtrzymywała i podtrzymuje.

Jestem pewna, że byłabym teraz w innym miejscu, niż jestem, gdyby nie TAK powiedziane Ojcu. Moje wołanie do Niego: "Pomóż!", nie przechodzi bez echa, chociaż kryzys nadal trwa i obecnie: w najostrzejszej formie. Ale widzę to coraz wyraźniej, jak wcześniej Bóg podsyłał mi/nam różne rozwiązania, podpowiedzi, wskazówki. Większość z nich odrzuciłam/odrzuciliśmy, zignorowałam... Powracałam do zdawania się na własne siły i... słabła moja relacja z Panem Bogiem, gdy zaczynało być "lepiej"...

Nieraz bardzo żałuję, że nie skorzystałam z tych nieustannie rzucanych nam kół ratunkowych. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Oby teraz nie przegapić kolejnych... Bóg jest wczechmocny i miłosierny. I niewiarygodnie cierpliwy, jeśli o mnie chodzi ;) Wierzę, że i z tej bryndzy, która jest obecnie, wyprowadzi dobro.

nałóg
Posty: 1827
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: nałóg » 10 sty 2020, 10:36

Monti pisze:
08 sty 2020, 21:28
Ja od jakiegoś czasu patrzę na życie w perspektywie przeżywania straty. Obecnie najsilniej przeżywamy stratę współmałżonka takiego, jakiego go znaliśmy do tej pory. Ale całe życie jest w istocie sztuką tracenia.
Monti, a ja bym dodał ,że często przeżywamy nie samą stratę po współmałżonku a utratę własnego wyobrażenia o tym że współmałżonku i sobie
PD

Nino
Posty: 273
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 10 sty 2020, 12:31

nałóg pisze:
10 sty 2020, 10:36
Monti, a ja bym dodał ,że często przeżywamy nie samą stratę po współmałżonku a utratę własnego wyobrażenia o tym że współmałżonku i sobie
PD
Nałóg, wyjąłeś mi to z ust. Dokładnie tak obecnie odczuwam stratę, w obecnej fazie mojego kryzysu małżeńskiego. Całkowita utrata wyobrażenia...o nim, o mnie i o nas razem. I nie jest to jedna utrata, a... wiele. Utrata wyobrażenia o mnie samej, to stanięcie w prawdzie o sobie ( choć częściowe ): też cholernie zabolało...Oj, zabolało! A wiem, że to nie koniec, bo przede mną terapia :)
Wyprawa po prawdę o sobie i o swoim życiu - w Bożym świetle - to też Himalaje, ale w pojedynkę.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 16 gości