Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Caliope
Posty: 2636
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 08 lip 2022, 15:56

Ruta pisze:
08 lip 2022, 11:21
Caliope,
Sporo zmian przed tobą. W nowych sytuacjach lubią wracać stare destrukcyjne mechanizmy. Wiem i doświadczam. Właśnie mierzę się z jednym ze swoich największych paraliżujących mnie w życiu lęków, absurdalnych do granic absurdu, a zakorzenionych głęboko w dzieciństwie. I co odkryłam wczoraj - w mojej własnej osobowości i wrażliwości, która była używana do manipulacji mną. Coś, co mogło być zdrowym rysem, odpowiedzialnością, wrażliwością, pod wpływem manipulacji i presji bardzo we mnie zachorowało.

Dość dobrze sobie zwykle radzisz z nie wchodzeniem w głowę męża, nie projektowaniem dlaczego on coś robi, albo nie robi. Teraz zastanawiasz się nad znaczeniem jego zachowania, nad tym czy ufa, co myśli, czuje. Możliwe też, że zaprojektowałaś i to, że jakaś reakcja na twoje wyjście powinna być. Z takich projekcji pochodzą głębokie rozczarowania. Bolesne. A tak naprawdę zawodzą nas wtedy nie inni, ale nasze oczekiwania co do nich. No i nawet godziny rozważań co ktoś czuje, uważa, planuje nie przynoszą efektów. Nie da się tą metodą tego dowiedzieć. Szkoda czasu.

Twoje reakcje i emocje są zupełnie naturalne i zrozumiałe. Ale warto je w sobie zobaczyć tak trochę okiem obserwatora - bo wtedy można coś z nimi zrobić, zobaczyć skąd pochodzą, pogłębić to, co się widzi. I z tym co się zobaczy, można coś zrobić.
Zatrzymanie projekcji i oczekiwań mi osobiście w relacji z mężem pomaga. Mniej bólu po mojej stronie. Mniej zawodów. Mniej rozczarowań.

Co do wychodzenia na tańce - osobiście uważam, że to nie najfajniejszy pomysł, tylko wystawianie się na strzał. Z pustymi dzbanami miłości uwagi akceptacji jesteśmy podatne na wszelkich manipulantów, i wbrew naszym zasadom łatwo nam zawrócić w głowie. Zły ma tu ogromne pole do działania. Obiecuje złote góry, a potem albo daje zatrute jabłka w postaci amantów, albo rozczarowanie w postaci braku amantów. To też zły umie wykorzystać do powiedzenia: jesteś do niczego, nikt się toba nie interesuje.
Dzban jeszcze bardziej pustoszeje. Wtedy także boli. Kolejne rozczarowanie. W sumie to i tak lepiej, niż zapełniać dzban śmieciami.

Nie jestem przeciwna tańcom i sama lubię tańczyć. Tańczę sobie czasem w domu, czasem w modlitwie. Poza nocnymi potańcówkami są zajęcia taneczne, są tańce uwielbieniowe. Organizowane w innym kontekście niż nocne potańcówki. Wydają mi się bezpieczniejsze. Sama nie korzystam, jeszcze. Może kiedyś.
Osobiście od czasu kryzysu w moim małżeństwie wybieram Adorację, tam Miłość się uzupełnia. Na tańce pójdę z mężem. Mam w sercu cichą nadzieję, ze jeszcze na tym świecie :)
Taniec to moja jedna z pasji, zrezygnowałam z tego, bo mąż nigdy nie chciał nigdzie wychodzić. Wiem, że z nim nie pójdę, a koleżanek nie mam. Ja nie szukam adoratorów, ja idę potańczyć, z pasji.

Sefie
Posty: 447
Rejestracja: 23 paź 2021, 23:01
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Sefie » 08 lip 2022, 21:25

Caliope pisze:
08 lip 2022, 15:31
Próbowałam, chciałam z mężem pojechać sam na sam gdzie jeździ. Powiedział, że mogę jechać, ale mnie zostawi w jednym miejscu samą i sobie pójdzie gdzie chce. Nie warto, bo nie o to przecież chodziło.
Ja właśnie czuje się nieważna, stłamszony, umniejszona i niedoceniona i jeszcze od czasu do czasu posłucham o rozwodzie.
W moim małżeństwie ja dawałem swoje 100%, jeśli zapytałbym żonę odpowie, że ona dawała również swoje 100%.
Problem w tym, że dawaliśmy to co sami chcieliśmy otrzymać, nie wiedząc czego potrzebuje druga strona.
I tak po latach braku zaspokojenia swoich potrzeb oboje wypisaliśmy się z relacji bo byliśmy wykończeni sami sobą i nie widzieliśmy sensu dawania czegoś od siebie skoro nic nie dostajemy w zamian.

Wiesz czego potrzebuje Twój mąż?
Caliope pisze:
08 lip 2022, 15:31
Po to wracam do pracy, żeby odżyć i odzyskać szacunek od ludzi.
A to odczytuję jako próbę dowartościowania siebie w oczach innych. Jesteś pewna, że to dobra droga?
Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez miłości nie uniesiecie.
Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 3068
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: ozeasz » 08 lip 2022, 21:36

Caliope pisze:
08 lip 2022, 15:56
Taniec to moja jedna z pasji, zrezygnowałam z tego, bo mąż nigdy nie chciał nigdzie wychodzić. Wiem, że z nim nie pójdę, a koleżanek nie mam. Ja nie szukam adoratorów, ja idę potańczyć, z pasji.
A ja zacząłem 2 lata temu, ma to dla mnie wielowymiarowy cel, konfrontacja z lękami, uprzedzeniami, z zamknięciem i ucieczką przed relacją, kontaktem z różnych powodów, m.in. brak pewności siebie, zaniżone poczucie wartości, poza tym umówiłem się już jakiś czas temu z Bogiem że tam gdzie uciekałem i unikałem czegoś zacząłem stosować formułę jak z filmu z Careyem i "jestem na tak", jest to sposób na poznawanie siebie a przede wszystkim odkrywanie tego co głęboko zakopane, przy okazji okazuje się że mogę wiele, nawet tego o co siebie bym nie podejrzewał, choćby amatorski śpiew który zarzuciłem po uwagach żony, a którego potrzeba jest gdzieś głęboko w moim sercu.

Taniec przynosi mi coraz więcej radości i satysfakcji, wypełnia czas, sprzyja zdrowemu sposobowi życia, to wpływa na inne obszary uwalniająco. Salsa jest czymś, co zaczyna być sposobem życia - dużo radości, otwartości, odnajduję się w tym z moim temperamentem. :lol: Proponowałem żonie, odmówiła, przyjąłem, to niczego nie zmieniło.
Ostatnio doszła rumba i bachata i zaczynam się zastanawiać czy nie miałem kubańskich przodków tak mnie to cieszy.. :D
Jestem przekonany że Bogu zależy na pełni życia każdego z nas, na tym byśmy z radością odkrywali skarby które w nas umieścił, inaczej łatwo jest, to tak z autopsji, wpaść w rolę sługi który zakopał to co otrzymał.
To fakt, że nastąpił w moim życiu przełom, doszło do mnie że jestem kimś kto jest kochany i kto dotychczas siebie nie kochał, dziś łatwiej mi kochać siebie oraz innych wokół.

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do powrotu do swoich pasji i wejrzenia w serce, jak mówił Rosenberg by móc z niego dawać i ubogacać tym siebie i innych a przez to stawać się wolnym i radosnym czyniąc to szczerze i w zgodzie ze sobą.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Ruta
Posty: 2315
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Ruta » 08 lip 2022, 23:04

Caliope pisze:
08 lip 2022, 15:56

Taniec to moja jedna z pasji, zrezygnowałam z tego, bo mąż nigdy nie chciał nigdzie wychodzić. Wiem, że z nim nie pójdę, a koleżanek nie mam. Ja nie szukam adoratorów, ja idę potańczyć, z pasji.
No i super. Dobrze jest odbudowywać siebie. Warto poszukać na to bezpiecznych przestrzeni. Calkiem niedawno mialam okazję potańczyć w miłym gronie, bardzo mnie to zrelaksowało i dało dużo radości. W ramach warsztatów. Moze gdzieś w twojej okolicy jest coś takiego?
Ja lubię spacery. I powoli przyzwyczaiłam swoich bliskich, że na te spacery chodzę. Teraz weszło to do rutyny rodzinnej, mój czas dla mnie. Niedużo, bo czasu mało, ale zawsze trochę. W planach mam jeszcze basen, odkąd nauczyłam się utrzymywać na wodzie, sprawia mi to radość :) Jakoś postaram się to zmieścić w grafiku na przyszły rok szkolny. Może syn też będzie miał ochotę.
W nadchodzących dniach mam sporo zajęć, ale wbrew swoim lękom spróbuję jednak coś dla swojej przyjemności zrobić. Nie ma co się poddawać. Trzymaj się ciepło. Cieszę się, że mimo trudów idziemy do przodu :)

Caliope
Posty: 2636
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 08 lip 2022, 23:58

ozeasz pisze:
08 lip 2022, 21:36
Caliope pisze:
08 lip 2022, 15:56
Taniec to moja jedna z pasji, zrezygnowałam z tego, bo mąż nigdy nie chciał nigdzie wychodzić. Wiem, że z nim nie pójdę, a koleżanek nie mam. Ja nie szukam adoratorów, ja idę potańczyć, z pasji.
A ja zacząłem 2 lata temu, ma to dla mnie wielowymiarowy cel, konfrontacja z lękami, uprzedzeniami, z zamknięciem i ucieczką przed relacją, kontaktem z różnych powodów, m.in. brak pewności siebie, zaniżone poczucie wartości, poza tym umówiłem się już jakiś czas temu z Bogiem że tam gdzie uciekałem i unikałem czegoś zacząłem stosować formułę jak z filmu z Careyem i "jestem na tak", jest to sposób na poznawanie siebie a przede wszystkim odkrywanie tego co głęboko zakopane, przy okazji okazuje się że mogę wiele, nawet tego o co siebie bym nie podejrzewał, choćby amatorski śpiew który zarzuciłem po uwagach żony, a którego potrzeba jest gdzieś głęboko w moim sercu.

Taniec przynosi mi coraz więcej radości i satysfakcji, wypełnia czas, sprzyja zdrowemu sposobowi życia, to wpływa na inne obszary uwalniająco. Salsa jest czymś, co zaczyna być sposobem życia - dużo radości, otwartości, odnajduję się w tym z moim temperamentem. :lol: Proponowałem żonie, odmówiła, przyjąłem, to niczego nie zmieniło.
Ostatnio doszła rumba i bachata i zaczynam się zastanawiać czy nie miałem kubańskich przodków tak mnie to cieszy.. :D
Jestem przekonany że Bogu zależy na pełni życia każdego z nas, na tym byśmy z radością odkrywali skarby które w nas umieścił, inaczej łatwo jest, to tak z autopsji, wpaść w rolę sługi który zakopał to co otrzymał.
To fakt, że nastąpił w moim życiu przełom, doszło do mnie że jestem kimś kto jest kochany i kto dotychczas siebie nie kochał, dziś łatwiej mi kochać siebie oraz innych wokół.

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do powrotu do swoich pasji i wejrzenia w serce, jak mówił Rosenberg by móc z niego dawać i ubogacać tym siebie i innych a przez to stawać się wolnym i radosnym czyniąc to szczerze i w zgodzie ze sobą.
Ozeaszu, marzę o tańcach latynoskich, na razie tylko w domu, to samo z tańcem nowoczesnym i hip-hopowym. Wiele bym zrobiła by to rozwijać. Muszę o tym porządnie pomyśleć .

Caliope
Posty: 2636
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 09 lip 2022, 0:11

Sefie pisze:
08 lip 2022, 21:25
Caliope pisze:
08 lip 2022, 15:31
Próbowałam, chciałam z mężem pojechać sam na sam gdzie jeździ. Powiedział, że mogę jechać, ale mnie zostawi w jednym miejscu samą i sobie pójdzie gdzie chce. Nie warto, bo nie o to przecież chodziło.
Ja właśnie czuje się nieważna, stłamszony, umniejszona i niedoceniona i jeszcze od czasu do czasu posłucham o rozwodzie.
W moim małżeństwie ja dawałem swoje 100%, jeśli zapytałbym żonę odpowie, że ona dawała również swoje 100%.
Problem w tym, że dawaliśmy to co sami chcieliśmy otrzymać, nie wiedząc czego potrzebuje druga strona.
I tak po latach braku zaspokojenia swoich potrzeb oboje wypisaliśmy się z relacji bo byliśmy wykończeni sami sobą i nie widzieliśmy sensu dawania czegoś od siebie skoro nic nie dostajemy w zamian.

Wiesz czego potrzebuje Twój mąż?
Caliope pisze:
08 lip 2022, 15:31
Po to wracam do pracy, żeby odżyć i odzyskać szacunek od ludzi.
A to odczytuję jako próbę dowartościowania siebie w oczach innych. Jesteś pewna, że to dobra droga?
Nie wiem jakie potrzeby ma mąż, kiedyś wiedziałam, ale odkąd wiem, że ja też mam prawo mieć potrzeby ,jakoś nie jestem tym zainteresowana. Mąż moimi się nie interesuje od wielu lat.
Dla mnie to dobra droga, nie jestem w stanie odzyskać szacunku od męża, a z tego co widzę jestem jedyną osobą której on nie szanuje i nie pomaga jako osobie, więc jeśli sama szanuję siebie, mogę dostać trochę szacunku za swoją pracę od obcych ludzi.

Caliope
Posty: 2636
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 09 lip 2022, 0:15

Ruta pisze:
08 lip 2022, 23:04
Caliope pisze:
08 lip 2022, 15:56

Taniec to moja jedna z pasji, zrezygnowałam z tego, bo mąż nigdy nie chciał nigdzie wychodzić. Wiem, że z nim nie pójdę, a koleżanek nie mam. Ja nie szukam adoratorów, ja idę potańczyć, z pasji.
No i super. Dobrze jest odbudowywać siebie. Warto poszukać na to bezpiecznych przestrzeni. Calkiem niedawno mialam okazję potańczyć w miłym gronie, bardzo mnie to zrelaksowało i dało dużo radości. W ramach warsztatów. Moze gdzieś w twojej okolicy jest coś takiego?
Ja lubię spacery. I powoli przyzwyczaiłam swoich bliskich, że na te spacery chodzę. Teraz weszło to do rutyny rodzinnej, mój czas dla mnie. Niedużo, bo czasu mało, ale zawsze trochę. W planach mam jeszcze basen, odkąd nauczyłam się utrzymywać na wodzie, sprawia mi to radość :) Jakoś postaram się to zmieścić w grafiku na przyszły rok szkolny. Może syn też będzie miał ochotę.
W nadchodzących dniach mam sporo zajęć, ale wbrew swoim lękom spróbuję jednak coś dla swojej przyjemności zrobić. Nie ma co się poddawać. Trzymaj się ciepło. Cieszę się, że mimo trudów idziemy do przodu :)
Może kiedyś jak poznam nowe koleżanki, to z nimi gdzieś wyskoczę, tylko ja nie piję i tak za bardzo nikt nigdy nie miał chęci mnie gdzieś zabrać czy zaprosić. Jest jakaś szkoła tańca, ale drogo kosztuje takie coś. Być może choć spróbuję zumby na siłowni.

Ruta
Posty: 2315
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Ruta » 09 lip 2022, 11:40

Gdy przestałam pić całkowicie, także doświadczyłam pustki społecznej. Najpierw straciłam większość starych znajomych. Odsunęli się ode mnie. Przestałam być zapraszana, nikt nie chciał spotykać się ze mną. Także w relacjach zawodowych. W których istotnie w ramach spotkań także obecny był alkohol.

Za to powoli przybywa w moim życiu nowych osób. Jest sporo osób na świecie, które z różnych przyczyn nie piją alkoholu. Jestem pewna, że i ty takie osoby w końcu poznasz :)

Trochę chodzi o zmianę środowiska, by te nowe osoby poznać. Sychar jest bezalkoholowy, wszystkie wyjazdy, wyjścia, spotkania...Większość wspólnot w parafiach także spotyka się bez alkoholu, także w prywatnych relacjach. To kopalnie wspaniałych ludzi, z którymi można się zaprzyjaźniać, dzielić pasje, umawiać, spotykać, wspierać.

Caliope
Posty: 2636
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 10 lip 2022, 12:15

Ewuryca napisała mi wcześniej, nie da się nikogo zmusić do miłości i w końcu do mnie to dotarło, choć nie chciało. Teraz pytanie jak to się ma do ratowania sakramentalnego małżeństwa? Nie da się tego uratować w żaden sposób. Nawet Bóg nie może nic zrobić, bo dał wolną wolę. To jest definitywny koniec.

Nowiutka
Posty: 1539
Rejestracja: 21 lut 2021, 6:36
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Nowiutka » 10 lip 2022, 13:17

Caliope pisze:
10 lip 2022, 12:15
Ewuryca napisała mi wcześniej, nie da się nikogo zmusić do miłości i w końcu do mnie to dotarło, choć nie chciało. Teraz pytanie jak to się ma do ratowania sakramentalnego małżeństwa? Nie da się tego uratować w żaden sposób. Nawet Bóg nie może nic zrobić, bo dał wolną wolę. To jest definitywny koniec.
No tak. Jedyne co jest to modlenie się o to by druga strona "dostała obuchem" i wpadła na pomysł powrotu i postanowienia miłości (postawa, nie uczucie). Jak nie dostanie obuchem / nie "uderzy się w głowę", to się nie zmieni. Musi dostać natchnienia Boskiego, co więcej, jeszcze musiałaby postanowić iść za tym natchnieniem.
Na to nie masz wpływu. Też to zrozumiałam po jakimś czasie.
Kiedy tu trafiłam użalałam się nad tym, że tak mało jest happy endów, a ktoś skomentował, że przecież nie o to chodzi.
Bo nie chodzi.
Tak kolokwialnie mówiąc raczej trzeba się pogodzić z rozstaniem, uwiesić Boga by nie czuć się samotnym, pracować nad sobą i rozwijać się. Ale pogodzić z rozstaniem. Z końcem.
Jak druga strona kiedyś stwierdzi że może spróbuje to stworzycie coś nowego, jak nie to nie. I tyle.
Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. [Mt 28, 20]

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 3068
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: ozeasz » 10 lip 2022, 15:37

Caliope pisze:
10 lip 2022, 12:15
Ewuryca napisała mi wcześniej, nie da się nikogo zmusić do miłości i w końcu do mnie to dotarło, choć nie chciało. Teraz pytanie jak to się ma do ratowania sakramentalnego małżeństwa? Nie da się tego uratować w żaden sposób. Nawet Bóg nie może nic zrobić, bo dał wolną wolę. To jest definitywny koniec.
Caliope w Twoich postach zwykle zauważam defetyzm, smutek, rozgoryczenie, zastanawiałaś się nad tym skąd tyle u Ciebie wyrażeń typu: "to już koniec, nic z tego nie będzie, to się nie uda" itd?

Bóg dając nam wolną wolę nie stał się kimś bezsilnym i bezradnym, jest źródłem nadziei i ufności oraz wiary, tam gdzie większość mówi nie da się lub to niewykonalne On widzi potencjał, popatrz choćby na Gedeona w strachu młócącego zboże zebrane przed porą żniw, z obawy przed agresorem, przychodzi anioł i mówi do tego zalęknionego młodzieńca : "witaj dzielny wojowniku", ten mimo niedowiarstwa będąc posłuszny Bogu z trzystoma zwycięża dziesiątki tysięcy, takie biblijne przykłady można mnożyć, rzeczywistość nie składa się tylko z wrażeń poznawanych naszymi zmysłami, warto Mu zaufać, i jak św. Paweł napisał w liście do Filipian 4, 4 - 7:
Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Firekeeper
Posty: 442
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Firekeeper » 10 lip 2022, 16:31

Caliope pisze:
10 lip 2022, 12:15
Ewuryca napisała mi wcześniej, nie da się nikogo zmusić do miłości i w końcu do mnie to dotarło, choć nie chciało. Teraz pytanie jak to się ma do ratowania sakramentalnego małżeństwa? Nie da się tego uratować w żaden sposób. Nawet Bóg nie może nic zrobić, bo dał wolną wolę. To jest definitywny koniec.
Caliope skąd wiesz co może Bóg zrobić, a czego nie?

Caliope w jaki sposób Ty okazałaś swojemu mężowi miłość?

Dla mnie nie ma definitywnego końca małżeństwa sakramentalnego. Nie można anulować sakramentu. Sakrament jest dany raz aż do śmierci jednego z małżonków.

Caliope
Posty: 2636
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 10 lip 2022, 18:08

ozeasz pisze:
10 lip 2022, 15:37
Caliope pisze:
10 lip 2022, 12:15
Ewuryca napisała mi wcześniej, nie da się nikogo zmusić do miłości i w końcu do mnie to dotarło, choć nie chciało. Teraz pytanie jak to się ma do ratowania sakramentalnego małżeństwa? Nie da się tego uratować w żaden sposób. Nawet Bóg nie może nic zrobić, bo dał wolną wolę. To jest definitywny koniec.
Caliope w Twoich postach zwykle zauważam defetyzm, smutek, rozgoryczenie, zastanawiałaś się nad tym skąd tyle u Ciebie wyrażeń typu: "to już koniec, nic z tego nie będzie, to się nie uda" itd?

Bóg dając nam wolną wolę nie stał się kimś bezsilnym i bezradnym, jest źródłem nadziei i ufności oraz wiary, tam gdzie większość mówi nie da się lub to niewykonalne On widzi potencjał, popatrz choćby na Gedeona w strachu młócącego zboże zebrane przed porą żniw, z obawy przed agresorem, przychodzi anioł i mówi do tego zalęknionego młodzieńca : "witaj dzielny wojowniku", ten mimo niedowiarstwa będąc posłuszny Bogu z trzystoma zwycięża dziesiątki tysięcy, takie biblijne przykłady można mnożyć, rzeczywistość nie składa się tylko z wrażeń poznawanych naszymi zmysłami, warto Mu zaufać, i jak św. Paweł napisał w liście do Filipian 4, 4 - 7:
Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Ozeaszu, ja w życiu tyle przeżyłam złych rzeczy, że mi się tylko zawsze zdawało, że jestem szczęśliwa jak ktoś się mną zainteresował i zechciał ze mną być lub chociaż chciał się zaprzyjaznić. Z racji wyglądu mój mąż to moja 3 relacja w życiu.Teraz stąpam po tej ziemi na tyle stabilnie, że wiem, że ludzie szczęścia nie dają, trzeba sobie samemu je zrobić. Tylko są ograniczenia, na ten dzień za dużo, ja już nie chcę się dostosowywać, wchodzić w krzywdzące mnie kompromisy ,chcę być wolnym człowiekiem. Wobec tego, że ktoś ma prawo "skończyć" małżeństwo bez wyraźnej przyczyny jest ta bezsilność i bezradność, on wie swoje, ja wiem swoje. Dopóki sąd biskupi nie rozpatrzy, a może nie być przesłanek, to do grobu jestem żoną jednego męża, a on będzie mógł dzięki cywilnemu papierkowi cudzołożyć i nic z tym nie zrobię.
Czytam wiele, przeczytałam wszystkie archiwa forum i jest znikoma ilość przypadków powrotu a jeszcze wracają ludzie po zdradach, nie po kłopotach finansowych, to co się dziwić mojemu pesymizmowi. Może trzeba coś zrobić z przytupem by potrząsnąć.

Caliope
Posty: 2636
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 10 lip 2022, 18:24

Firekeeper pisze:
10 lip 2022, 16:31
Caliope pisze:
10 lip 2022, 12:15
Ewuryca napisała mi wcześniej, nie da się nikogo zmusić do miłości i w końcu do mnie to dotarło, choć nie chciało. Teraz pytanie jak to się ma do ratowania sakramentalnego małżeństwa? Nie da się tego uratować w żaden sposób. Nawet Bóg nie może nic zrobić, bo dał wolną wolę. To jest definitywny koniec.
Caliope skąd wiesz co może Bóg zrobić, a czego nie?

Caliope w jaki sposób Ty okazałaś swojemu mężowi miłość?

Dla mnie nie ma definitywnego końca małżeństwa sakramentalnego. Nie można anulować sakramentu. Sakrament jest dany raz aż do śmierci jednego z małżonków.
Mąż przestał wierzyć w Boga, ma wolną wolę i jest zamknięty na wiarę. Nic z tym nie da się zrobić jeśli nie wpuści Boga do swojego życia.
Jak ja jemu okazywałam? wiernością, uczciwością, wsparciem,troską, szacunkiem, pomocą, doceniałam choc mnie nikt nie doceniał, nigdy nie krytykowałam, jego zdanie było zawsze na pierwszym miejscu, stworzyłam z niego bożka, był najważniejszą osobą w moim życiu. Zapomniałam o sobie samej i chyba gorzej się nie dało zrobić.

Monti
Posty: 1129
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Monti » 10 lip 2022, 19:34

Caliope, widzę, że przyjmujesz do wiadomości, że nie masz wpływu na wiele rzeczy. Na decyzję Twojego męża, na jego relację z Bogiem itp. Módl się o pogodę ducha, byś umiała się z tym pogodzić i wyzbyć się goryczy związanej z rozpadem związku.
Wielu z nas ma ten problem, że ubożkowiło współmałżonka. Gdyby tak nie było, może ból spowodowany kryzysem byłby mniejszy. Ale nie ma się co obwiniać z tego powodu, tylko wyciągać wnioski na przyszłość.
"Szukaj pokoju, idź za nim" (Ps 34, 15)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości